GAZETA

Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1838.11.08 Nr262

Czas czytania: ok. 20 min.

Wielkiego

Xiestwa

POZNAŃSKIEGO

Nakładem Drukarni Nadwornej W. Dekerd i Spółki. - Redaktor: A. Wannomki.

JI#262.

W Czwartek dnia 8. Listopada 1838.

Wiadolllościkrajowe.

Z Berlina, dnia 4. Listopada Przybył: JW, Królewsko-duński Generał Porucznik, nadzwyczajny Poseł i pełnomocny Minister przy Cesarsko rossyjskim dworze, Hrabia B t o m e, z Kopenhagi.

Odjechał: JO. Xipe Wilhelm Radziw i ł ł, do Cieplic.

Wiadolllości zagraniczne.

Po Iska.

Z War s z a w y, dn. 28. Października.

(Gaz. Porań.) Odebrawszy list od W. Birnera, który tak gorliwie zamuje się rozkrzewianiein jedwabnictwa, udzielamy go naszym czytelnikom: »Aby zwakzyć przesądy i uprzedzenia tych, którzy zaprzeczają naszemu klimatowi możności Wydawania drzewa morwowego, pospieszam donieść, iź właśnie w tej chwili wróciłem z Działynia, majętności W. Onufrego J eżewskiego, położonej w Płockiem, 3 mile za Lipnem, jednę od Dobrzyna, nad Drwęcą, dokąd naumyślnie pojechałem, aby się przekonać naocznie na miejscu o istnieniu tamże znacznej ilości drzew morwowych. Widziałem je wlasnemi mojemi oczyma. Policzyłem je, jest ich 230, mówię: dwieście trzydzieścisztuk, wielkości średnich d ę b ów; kłody ich mają 10 do 12 cali w średnicy. - Zasadzone one były jeszcze w roku 1770. przez ówczesnego dziedzica tAj majętności, Hrabiego Działy ńskiego. Wieczną wdzięczność temu mężowi za piękny przykład, jaki dał swym ziomkom! Szkoda, nieoceniona szkoda, iź tylko z niego nie korzystali; prócz Działynia i dóbr Zbujna, JW. Sumińskiego Radcy Stanu, nigdzie więcej w tej okolicy drzewa morwowego nie masz. Ale ten przykład nie jestże dostatecznym do zbicia twierdzenia, że klimat nasz nie sprzyja morwie. Nie mógł korzystać Hr. Dzialynski z tej plantacyi, gdyż oddalił się z tych stron na Podole, ale przeniósł tamże z sobą niezłomną wolę zaprowadzania jedwabnictwa. Założył bowiem i tam w dobrach swoich pod Mohylowem nad Dniestrem obszerne pbntaeye drzewa morwowego, które tak pomyślny wzięły skutek, iź jego potomkowie byli w stanie na wielką już skalę jedwabnictwo zaprowadzić. - Podług twierdzenia Hrabiego Czackiego, po potrąceniu wszelkich kosztów przynosiło ono rocznie po 83 procentu od wyłożonego kapitału. Dotąd dzisiejszy dziedzic D ział) nia żadnego nie osiągnął zysku z rzeczonych drzew morwoviych, gdyż dopiero od niedawnego czasu dobra te posiada. - W roku zaś następnym ma zamiar zaprowadzić u siebie jedwabnictwo na stopę odpo rozszerzenia z czasem zakładu, zamówił u «mię 600 drzew 6-letnich i jeden funt nasienia morwowego. - Oby chęci jego najpomyślniej. szy uwieńczył skutek. - Wszakie tego nieplonną mamy nadzieję, albowiem jeżeli jeszcze dziś zuajdują się tu i owdzie w kraju naszym tacy, którzy ślepo hołdując przesądowi, nie przypuszczają nawet możności zaprowadzenia u nas jedwabnictwa, większa przecież jest liczba, co nie zrażając się próżną gadaniną, w praktyce prawdy szuka, a ta aż nadto ich przekonała o mylności zdania pierwszych. Wielu gospodarzy chodowało w tym roku jedwabniki i najpoźądańsze otrzymało wypadki; są nawet którzy po 40 funtów oprzędów na przedaż już wystawili. N ajwiększym zaś dowodem upowszechnionego u nas przekonania o możności posiadania krajowego jedwabnictwa, jest zapal, z jakim Panowie Gospodarze biorą się do uprawy drzewa morwowego; 110 funtów nasienia tego drzewa w tym roku rozsianych największym tego są dowodem. Aże funt nasienia, przyjmując na najgorszą, wyda około 30,000 drzewek; przeto ztąd się okazuje, jak -wielkiej massy drzew tego rodzaju wkrótce spodziewać się możemy.« R o s s y a.

Czytamy w gazecie odeskiej: «Odebraliśmy z Maryjupola ważną wiadomość, że urzędnik górniczy Kulszyn posłany w tamte okolice przez Generał Gubernatora Nowo-Kossyi i Bessarabii, Hrabiego Woroncow, dla szukania węgla ziemnego, odkz-ył bogate pokłady tego płodu, w jednym z wąwozów góry, zwanej Sucliaja Jałta, o &0 wioist od Maryjupola, a o ISO od Alexandrowska. Z nadesłanych prób, węgiel ten uznany został za zupełnie zdatny na paliwo do machin parowych; a ponieważ przewóz jego z jednej strony do Maryjupoła i portów morza Azowskiego, a z drugiej do Chersonu i Odessy, po Dnieprze, jest bardzo łatwy, odkrycie to więc poczytać należy za bardzo ważne.« F 2 a n c y a.

Z P a ryż a, dnia 29. Października.

Gazeta legitymistyczna rE u r o p e zawiera * oastępuiącą, zapewne zmyloną wiadomość; «Gabinet UMaeuzki upraszał ministeryum angielskie, aby na Xieci'a Ludwika Bonapartego włożyło obpwiązek usadowienia się w pewnera jakiem mieście Anglii, otrzymał jednak odpowiedź, że takie ograniczenie prawa przytułku prawom krajowym się sprzeciwia.« <c)uotidienne odpowiada dzisiaj Monitorowi paryskiemu w sposób następujący: »Gazeta ministeryalna sama zapewna nie miała zamiaru przekonania li as, że dwuznacz

157" ,

ne i szumne sprostowanie pod względem podróży Kiężniczki Beiry na prawdzie się opieia. P. Mole ukrywa się pod dwuznacznemi frazesami, że rząd przejazdu Xięźniczki bynajmniej nie ułatwiał i że wszelkie wstawienie się za nią, gdyby w istocie takowe miejsce miało, niemylnieby był odrzucił. Być może, że przejazdu Xicznej nie ułatwiał, ale niezawodną, źe o przejeździe jej i królewskiego jej siostrzeńca miał pewną wiadomość. Podróżowali oni naturalnie pod przybranem nazwiskiem a incognito takowe wyborny zawsze wybieg Ministrom nastręcza. Nie wiemy, czy się kto odważył ujmować się za Xięźną, ale z pewnością wiemy, źe paszporta Xięźniczki Beiry i Xiecia Austryi przez Posła łrancuzkiego w Wiedniu wizowane były. Paszporta te są w ręku władzy bajońskiej; P. Mole może więc z łatwością o prawdziwości twierdzenia naszego się przekonać. Zresztą ogranicza się rzecz cała na dilemacie, w którym Hrabiemu Mole wolny chętnie zostawiamy wybór: albo miało ministeryum wiadomość o podróży Xięźniczki i przepuściło ją z umysłu, albo nic o tern nie wiedziało, a w tyra razie i ono samo i policy ja jego zasłużyły na patent niezręczności i niedbalstwa, które teraz publicznie usprawiedliwiać się odważają.« Wyznaczony na dzień 12. Listopada termin W sprawie Pana <iisqueta przeciw »Messager« nie wywoła jeszcze zapewne w tym dniu kontradyktoryjnych obrad, gdy w formie błąd jeden popełniono. Prawo opiewa, źe chcący być przypuszczonym do udowodnienia sprawy, winien w 8 dni po wręczonym zapozwie przesłać obźałowanemu kopią dowodów w rozpoczętej sprawie o znieważenie, jako też nazwiska świadków. Jeżeli to nie nastąpi, natenczas utracą prawo swoje do popierania skargi swojej. Przeciw temu przepisowi prawa wykroczył, jak się zdaje, Message r, o czem wnosić można z następującego artykułu tego dziennika: "Ponieważ się Pan Mąuguin podjął naszej obrony, przedto co do prawe m przepisanej formy całkiem się na niego spuściliśmy. Lecz Pan Mauguin, nabawiony wielkiego żalu przez stratę ukochanego brata, zapomniał wnieść w prawem oznaczonym czasie kopie dowo dów, przez co się traci prawo dowodzenia. Prawo jednak podaje nam jeden jeszcze środek w rękę do odzyskania tego prawa, i z tego korzystać nie omieszkamy. Uchybienie owo przeto nie pociągnie za sobą żadnych skutków i wolno nam będzie dowieść zarzutów, czynionych przez nas dawniejszemu Prefektowi pohcyi.« - Napomknione przez M e s s a g e r "środki zasadzają się na tern, aby na pierwszym terminie uledz nanowo się rozpoczyna i dawniejsze prawa obiałowany raz jeszcze odzyskuje. Anglia.

Z Londynu, dn. 27. Października.

Gazety tutejsze umieściły onegdaj pismo z gazety jednej francuzkiej, w którym wybuch wojny między Anglią a Francyą poczytują za bliski i prawie nieuchronny, S t a n, d a r d gazeta torysowska, tez wprawdzie . tego dania, ii wojny takowej obawiać s ę Wypada, nie poczytuje jej jednak za tak bl.Iską, ponieważ Rossya teraz jednak zupełnIe podług swego działa widzi mi się; sądzi oraz, ze nie byłoby żadnego widoku wojny, gdyby wkrótce zmiana ministeryalna nastąpić i Torysowie u steru .zarządów stanąć mieli. Ministeryalna M o rning - C h r o n i c i e przystępując do zdania, iź 'wojny z Francyą obawiać się nie trzeba, przyczyny jednak przez Standarda na to przytoczonej nie uznaje, odwołując się do zawartego ostatnićmi czasy przez Anglią traktatu handlowego i do stanu spraw wschodnich, w których właśnie wbrew twierdzeniu Torysów ten upatruje dowód, źe Rossya nie wszędzie podług swego działa widzi mi się. Przeciwnie pod zarządem Torysów mogłaby Rossya swoje zamiary bez przeszkody do skutku przyprowadzić. O obecnem położeniu spraw w Indyaeh wschodnich gazeta Liverpoolska udziela pisma z Madrasu z d. 23. Lipca, wzbudzającego tęź same obawę, co zamieszczone w Times wiadomości. Stosownie do owego pisma jest słuszna przyczyna, obawiać się wojny powszechnej w całych Indyaeh. Wojska trzech połączonych Prezydencyi gotują się do stanowczej walki i powszechnie sądzą, źe od najwyższej władzy już nadszedł rozkaz założenia obozu 25,000 wojska nad brzegami Kabulu. 1 w wspomnianem piśmie donoszą, że poseł Radschaha Nepalu nad rzeką Setledsch ujęty został mający Szachowi Persyi wręczyć wezwani aby na północno-zachodnie granice posiadł ści angielskich uderzył, podczas kiedyby równocześnie Radschah Nepalu i władzca A wy ku granicom północno-wschodnim się posunąć i Ąrracan zająć mieli. Z Indjów Wschodnich nadeszły tu nowsze wiadomości, potwierdzające dawniejsze doniesienia o znacznych uzbrajaniach tamże i podające jeszcze bliższe szczegóły. P. Calvert, agent towarzystwa wschodnio-indyjskiego na Malcie, wczoraj -w przeciągu 10 dni wiadomości te stamtąd tu przewiózł. Nadeszły one z Suez do Malty i sięgają (z Bombaju) aź do d. 12. Września. Nigdy jeszcze z taką prędkością nie otrzymano wiadomości z tych odległych krain. Treść urzędowych depesz do Prezesa kontroli wschodnio-indyjskiej, Sir John Hobhonse, nie jest dotychczas wiadomą. Tyle tylko gazety ministeryalne poczytują być rzeczą pewną, źe zgromadzone w Indyaeh wojsko przeciw Kabulowi wyruszy. Pogłoska o poniesionej przez Persów pod Heratern klęsce, zdaje się tylko być powtórzeniem wiadomych już faktów. Rossya miała z wszystkie mi państwy i władzcami w Indyaeh północnych pozawierać układy i nawet aż do państwa Birmanów emissaryuszów swoich powysełać. Słychać, źe Radschah Sattarahu jui zupełnie wpływowi rossyjskiemu ulega. Co się tyczy uzbrajań w P ezydeneyach wschodnio-indyjskich, to pOWIadają, źe z Bengalii 25,000 -wojska a z omba 5000 pFzeciw Kabulowi wyruszy, wOjsko zas z Madras w miejscu pozostanie, aby na nieprzyjazne poruszenia N epalc yków uwa ać. «Rząd indyjski, powiada Unlted ServIce Gazette, udawał wprawdzie, jak gdyby energią i czynność chciał pokazać i prowin«cye północne ile możności w posłuszeństwie utrzymać, ale wszędzie największe się objawiało zniechęcenie i krajowcy nie taili bynaj*mniej radości swojej z spodziewanego przybycia Rossyan, chcąc pod ich zostawać panowaniem.« Niosła juz nawet pogłoska, źe Rossyanie do Kabulu się udają. Przeznaczone przez kompanią wschodnio-indyjską przeciw Kabulowi wojska d. 31. Paźdz. w Kunrai się skoncentrować i stamtąd przez Bhutnar, Babawulpore i Mithenkate przeciw Kandahar, Kabul i Herat wyruszyć miały. Między Generalnym Gubernatorem Indyów Wschodnich i władzcą Labore, Rundschit-Sing, nowa stanęła ugoda. WB o m b a y G az e t t e donoszą otem, co następuje: «Agent polityczny, Kapitan W ade, dn. 23. Sierpnia z Lahore ?O Ludhiany powrócił. Zawarł on z RundsehltSingiem pod względem operacyi przyszłej wyprawy zaspakajający traktat; tylko 5000 wojska naszego w połączeniu z siłami Szacha Sudschahu, do Kandahar i Kabulu się uda, aby tego Szacha znowu na tronie Mghanów osadzić, z którego go Dost Mohammed Chan strącił. Co się tycze pochodu Rossyan do Khiwy, to w Delhi powszechnie temu · wierzono, lubo urzędowej wiadomości o tern nie miano, i takim to sposobem tłumaczono sobie tę okoliczność, źe Usbekowie nie przyspieszyli na odsiecz Heratu. Szacha Sudschahu siła zbrojna z 5 batalionów regularnej piechoty, każdy po 800 ludzi, i z 2ch pułków nieregularnej jazdy z działami składać się ma. W Ludhianie już 600 ludzi zawerbowano; podobnie uskuteczniają i po innych stacyach Kur i e r B o m b aj s ki, zawierający podobne woj enne nowiny, narzeka na to, ze korpus armii bombajskiej tylko w odwodzie ma być, zaś armia czynna sami Bengale składać mają. M a d r a s H e r al d z d. 22. bierpnia donosi, ze Generalny Gubernator wrzkomo z Anglii ostateczne miał otrzymać instrukcye, aby przeprawiwszy się przez Setledsch linie po nad Indusem zajął, rząd zas bombajski miał odebrać rozkaz zajęcia sebikargue, miasta na prawym brzegu łndusu, 280 mil angielskich na północ od ujścia tej rzeki odległego. Obiegała teź w Madrasie pogłoska, iź wyprawa .z Bombayu do Egiptu się udaje, - W jakim zamiarze, nie wiadomo. Pogłoskę, jakoby z Birmanami juź do wojny przyjść miało, gazety ministeryalne za płonną poczytują - Z r e - sztą w skutek wszystkich tych wcAennych nowin fondy w dzisiejszej giełdzie nieco W kursie spadły.

Gazety ministeryalne twierdzą teraz, źe ostatnie odwiedziny Hrabi Spencer u Królo· wej żadnego nie miały politycznego celu.

Powiadają, źe Hrabia z p owo d u słabości córki swoej do Londynu przybył, o czem gdy N. Pani się dowiedziała, Hrabię do W indsoru wezwała.

Powyżej wymienioną drogą, przez Maltę, otrzymano doniesienia z Konstantynopola z d. 7. m. b. Między Lordem Ponsonby i Admirałem Sir Robert Stopford, gdy tenże z połączoną turecko-angielską flottą przed Dardanelami krążył, od dn. 29. Września aż do 4. Października żywe bardzo zachodziły korrespondeneye. Dnmyśliwano się, źe się tyczyły nowego traktatu handlowego, albo raczej skutków jego, w przypadku gdyby Minjsteryuin angielskie go zratyfikowac mia'o. Poseł Bossyjski w Konstantynopolu dzielną założył proteslacyą przeciw temu traktatowi, ponieważ handel zbożem portów rossyjskich na morzu Czarnćm wieleby na tern ucierpiał. Lord Ponsonby wezwał przeto Admirała Stopforda, aby w razie potrzeby przed Konstant) nopolem 'i flottą swoją stanął; tymczasem Sir Robert stopford dnia 6. Października z obydwoma połączonemi eskadrami do zatoki Smyrneńskiej popłynął, aby tam dalszych się doczekać wypadków. Hiszpania.

Z nad granicy hiszpańskiej.

Piszą 7. Logrono z dnia 22. Października: »Oficer ordynansowy tej chwili przywiózł wiadomość, że obecność van Halena Cabrerę do cofnięcia oblężenia Caspy zniewoliła. Karoliści 600 ludzi przy tern stracili. Generał van Haien zaprojektował Hrabi Luchana te

raz jeszcze, dopóki pora roku zezwala, uderzyć na Cantavieje.« Jl u s t 2 Y a.

W G a z e c i e P o w s z e c h n e j czytamy: "Z Krakowa donoszą, źe usiłowania mocarstw opiekuńczych, aby wzmaganiu się do buntu skłonnego stronnictwa w owej krainie tamę położyć, pomyślnym skutkiem uwieńczone zostały. Z żalem donosimy, źe zabiegom kilku zniechęconych albo zagorzalców się udało, spokojność tamże znowu zakłócić, co do użycia środków nastąpić mających spowoduje. Wojsko z Podgórza do Krakowa przywołane, zostanie przez oddziały z dalekich stron przybywające wzmocnionern. Polityczna gazeta zagrabska pod d. 4. Października donosi od granicy czernohorskiej, co następuje: «Wiemy teraz z pewnego źródła, źe rozpoczęte pomiędzy Władykj a 1 arkami układy względem uregulowania sporów, dotyczących obwodu Grabowo, zostały juź przerwane, jako teź, źe Gubernator Herzogowiny poczynił już stosowne przygotowania, ażeby w} gnać Czernohorców siłą oręża z rzeczonej krainy; trzeba się co chwila spodziewać doniesień o rozpoczęciu walki w tamtych stronach." Gazeta szląska donosi (przez Wiedeń) znad granicy czernohorskiej pod d. 11. Października: "Nie pewno jeszcze, na kogo Czcrnohorcy, czyniący ogromne przygotowania, uderzyć zamyślają; zdaje się jednak, źe szczególniej uwagę swoje zwrócili na obwód turecki na południe od Grabowy, któremu Hassan Bey przewodniczy, i który się aź do morza rozciąga. Że zaś tylko przez ten obwód można lądem ulrzymywać związki między Rąguzą a Cattaro, przeto rzecz ta wielce Austryą obchodzić musi. Nie może bowiem być dla tego państwa obojętną rzeczą, czy zw ązki jego odbywać się mają przez kraj pozbawiony wszelkich zasad prawości i towarzyskości, lub też przez kraj, którym, jak powyższym obwodem, Hassan Bey w przyzwoity zarządza sposób, i dla tego to Austrya przyobiecała Hassanowi Bejowi ile możności wszelką pomoc i porozumiała się z nim względem środków na każdy przypadek jakiego napadu Plany te Czernohorców potwierdzają dawniejsze doniesienia, źe ci poczytują za rzecz nieodbicie potrzebną do ustalenia bytu swego jakiego nadmorskiego punktu, i z lego wnioskować należy, źe tylko chcą sobie przez to wyjednać możność korzystania zawsze bez przesz.kody z obcej pomocy. Słusznie także niezawodnie domyślać się można, źe zagorzali obcy awanturnicy" obiegający ciągle mieszkanie Władyki, szczególniej tegoż i lud jego do obecnych przeeie okoliczności zamiary Czernohorców na żaden sposób spełnionemi być nie mogą, a co tylko zawarte układy między rządem dalmacyjskirn a Wezyrami Stołacza i Seraj ewa stanowić będą i nadal nieprzełamaną przeszkodę w tej mierze."

. JIjVWI'VW» JIJIJI

ROZlllaite wiadolllości.

z p o z n a n i a . (Nadesłano.) T e n, co jeszcze skrapiał łzami świeży grób swojego szwagra, przyjaciela i niegdyś kollegi prełekturalnego , stał się sam niespodzianie przedmiotem czułych łez żony, dzieci, rodzeństwa i przyjaciół, na których czele stoją dwie sędziwe maiki nieutulone z żalu, jedna po stracie syna, druga po stracie zięcia - Dnia 30. Października r. b a \ligo od śmierci M i c h a ł a N e y ma na, którego pamięć pióro przyjaciela uczciło w Nr. 165. Gazety Poznańskiej, zamknął z światem rachunek życia T o m a s z Wiridian Salkowski, i poszedł za nim do grobu. Zmiana rządu roku 1815. zastała eo w składzie urzędników Prefektury, Szefem jednego z jej wydziałów, a przeprowadzając "o w nowe stosunki urzędowe postawiła go w znaczeniu Assessora królewskiego K-nsyUorza W. X. P. Zmuszony słabością wzroku złożyć wkrótce ten urząd oddał się całkiem ziemiaństwu, i odtąd jako czynny, pilny i obczytany gospodarz, obok zatrudnień nowego zawodu, służył sąsiadom, gdy był o to wezwany, lub gdy widział tego potrzebę, przyj acie Uką radą i pomocą. Rozszerzając tym sposobem zakres · * £ działalności, iw stosunkach Życia prywatnego zaskarbił sobie zaufanie mieszkańców okolicznych, czego dowodzi częsty jego wybór na urzędy obywatelskie a mianowicie dwukrotne zasiadanie na -ejrnie Wielkiego Xicstwa Poznańskiego od stanu włościańskiego czterech powiatów, edzie cl.walebną gorliwość svyoje o dobro kra u najjaśniej udowodnił i położonemu w nim zaufaniu godnie odpowiedział. Smierc jeso przedwczesna, bo dopiero 4Smy rok życia kończył, musiała przeto wzbudzić powszechny żal i udział spółziomków i pry jacioł _ Dnia 1. Listopada obywatele, którym przewodniczył JW. Poniński, Marszałek t> iimriu, lIz rawś'zy. . iG licznie do O, patówka, siedziby zmarłego, w celu oddania mu ostatniei posługi, okazali, ile umieą cenić zdolo ,

* '"

- -'-*-'prreaIII 1 qcIIIa"III. "lIII' kich przedsięwzięciach 1 dążnościach,polepszenie dobra doczesnego miały na celu; jednemu jak drugiemu los zawistny stawał zgubnie na przeszkodzie, jednemu jak drugiemu niepomyślna gwiazda przez stepy życia ziemskiego przewodniczyła; niedziw , iż jeden i drugi w mniej więcej smutnem położeniu zostawił swoje familią, a w niej obok przychylnych i wdzięcznych serc, żal głęboki, obudzające litość narzekanie. J eden i drugi opierając się mężnie nękającym ich doszczętnie przeciwnościom, działał ile i gdzie mógł dla dobra innych. Prosta droga w działaniach ludzkich jest najlepsza, - prowadzi do serc bitym gościńcem. Szczęśliwy kto nią postępuje od kolebki aż do grobu. Droga którą postępował Salkowski znana jest dobrze wielu osobom, a te cnocie jego zasłużone oddadzą świadectwo. .,j..

Z Kolonii, dnia30. Października.Odkąd spokojność miasta naszego d. 27. m. b.

E rzerwy doznała, niesie nie wydarzyło, coy obawę jaką przed powtórzeniem podobnych wypadków wzniecać mogło.

Kry t Y k a . (Dalszy ciąg.) Poniekąd i teraz niezmieniliśmy tego przekona nia, bo wyznajemy że niektóre jego artykuły · ulotne, niektóre części jego powieści, cała jego historya Wilna, sprawiają na nas żywsze poetyczne wrażenie, jak obydwa tomy poezyi. Co bądź, nie ma się wcale rozumieć ażeby i te tomy poezyi, nie miały w sobie wiele wartego uwagi; w żadnym zawodzie niepodobna P. K. okazać się pospolitym i bez widocznego talentu pisarzem.... - Oprócz dramatu H a l s z k a, który zajmuje cały tom drugi; z pierwszego jeszcze trzeba odłączyć Barbarę, Paolo, rodzaj dramatów lirycznych i Gerhard Huda powiastkę historyczną, reszta dopiero, z małemi wyjątkami, może się uważać za poezye egotyczne, liryki i elegie, i nad teini się naprzód zastanowimy. - Z tych jednakże poezyj, które egotycznemi nazwałem, nie wszystkie są głosem osobistych uczuć poety; owszem znajduje się tu kilka urywków któreby raczej poematami lirycznemi nazwać można, a które ubocznie tylko wyjawiają pryzmat wejrzenia autora na naturę i przedmioty. Takiemi poematami są; Ślepa Babka, gdzie kilka obrazów (głupca modnisia, męszczyzny żonatego, dziewczyny, nakonkc poety) )est bardzo zgrabnie skreślonych; tantazya K o b i e t y zawierająca szereg portretów niewiasty, królowej, nędzarki, młodej niewinnej piękności, zalotnicy, żony, niewolnicy na

.wschodzie, namiętnej hiszpanki, kobiety tłuktóre miącej w sercu nieszczęśliwą miłość, uiyw* tazya jest to romantyczna waryjacya na temat k o b i e t a, który niegdyś kJassycznie obrabiali Legouve i nasz Bruno Hrabia Kiciński; dzieio romantyczne ma wielkę przed tamtemi zaletę, bo się złożyło z krótkich i dobitnych obrazów. Podobnież z szeregu obrazów składa się poemat Burza, gdzie widzimy jak groźna nawałnica czerniąc po niebie, zastaie na ziemi różne widoki życia i Judzi. Dzwonię przeciwko niej i krzyżem żegnaję ze dworu wdowy, w klasztorze mnichy idę modlić się do chóru o odwrócenie posbnnicy gniewu Pańskiego, nie straszą się jej na łonie rozpaczy i nędzy, nie widzę jej u bogaczy pośród światła, dżwięka muzyki i uczty; koriczy ten szereg widok śród burzliwej nocy szubienicy i wisielca, których pilnuje rozpaczająca matka ostatniego; rozmowa szubienicy, matki, piorunu, sę tu skreślone w guście dziwactw Jana Pawła Richtera. Wszystkie te trzy niewielkie poemata (czwarty w podobnym rodzaju jest W i e ń c e ), niesę zaiste bez wewnętrznej wartości i rozliczność tych obrazów, z których każdy ma silnie wypiętnowany charakter, a cięg ich i kontrasty, stanowię pewne całość, nad którą panuje myśl poety, który ze czczości wywołał tę fantazmagoryą - jest zaiste płodem poetyckiego ducha. Uznając to jednak, widząc dzielność poetycką w pojęciu przedmiotu, zostaję zawsze przy mniemaniu, że P. Kraszewski jest tylko poetę prozy. Zupełnie podobnym do trzech wymienionych kawałków jest artykuł jego pod nazwiskiem Domy i ludzie, a znajdujemy ten nierównie doskonalszym. Poemata bowiem oTctórych mówimy i w które wpatrzywszy się poznaje się oddanie rozciągłej i nieprozaicznćj myśli, robię od razu słabsze wrażenie, niżby sprawiać były powinny; postrzegamy wtedy że wykonanie nie odpowiada pojęciu; wiersz jest słaby, opisanie szczegółów za długie i często powszedniemi nazbyt rysami przepełnione, myśl niepospolita straciła zarodowe swę dzielność w dość pospolitern obrazowaniu. Może.się bardzo mylemy, ale zdawałoby się nam że "to da się zastosować ogólnie do poezyj Pana Kraszewskiego. Wiersz jego jest słaby, pomimo gdzieniegdzie przesadne olbrzymiość, a co lepsza, pomimo gdzieniegdzie rys wielkiej trafności; zwyczajnie tok stylu zbyt powszedni; wprawdzie wszędzie jest, co najgłówniejsza, wszędzie jest wewnętrzna myśl obecna, ale właśnie widać że ta myśl cierpi na niewłaściwym dla niej trybie przejawy i osnuła się tu wielu obcemi dla niej dodatkami wierszopiskiego ubioru, z którychby się w swobodniejszym toku 0tr*ąsła i z wyrazistszem, choć mniej gryma

śnem, obliczem ukazała. - To cośmy powiedzieli że poemata liryczne P. Kraszewskiego, stanowię każdy pewne całość, da się zastosować nawet do krótszych urywków, z których każdy jest okształceniem pewnej myśli i to go samo dostatecznie już różni od tłumu zwyczajnych liryśtów, których cale tomy stanowię jakby jedne bez początku i końca gadaninę. Jakkolwiek osędzonym za to zostanie, przynajmniej pewna, że łatwo zrozumieć czego gdzie żąda, a z innemi i to się nie daje. Egotyczne poezye Pana Kraszewskiego prze siekły (tak powiedział o nich Wyd. Tyg.) jakąś g o r z koś c i ę, to jest świadczę o rozczarowaniu poety, o zniechęceniu do życia, o obrzydzeniu świata, o straconej wierze w cnotę ludzi i zacność pobudek ich czynności, o upragnieniu śmierci. Te poezye natchnione sę W wielkiej części uczuciemjakiemś przesadzonym i zapalczywem. Widno to szczególniej z poezyj oznaczonych Nr. 1, 2, 4, 7, 8, 8Cc. Godzi się myśleć (co już wyrażono w Pamiętniku naukowym Krakowskim), źe umysł i serce P. Kraszewskiego niebawnie wybrną, a może juz dotęd i wybrnęły z tych chmur posępnych, które nie rzadko włóczę się po wiośnianym niebie młodości. Człowiek tak wyższego powołania, a mianowicie człowiek, który miał odwagę jęć się czynnego i pracowitego zawodu, nie może długo upodobać sobie w umyślnem zniechęcaniu się do życia, exagerowanicm przed sobą jego smutków i udręczeń; uwagi więc które o takiej poezyi zmuszeni jesteśmy wynurzyć, stosować się maję nie tak do samego Pana Kraszewskiego, jako raczej do tego legionu młodych naszych pisarzy, dla których przykład w niniejszych poezyach spotkany, jako idący od niewątpliwej wyższości człowieka, może być wielkióm utwierdzeniem w krzywiących ich umysły marzeniach. Stało się w wielkiej części skutkiem błahego naśladownictwa, fe nowi poeci nie umieję użyć liryki, tylko do wyrażania jakiegoś stanu upadku ducha, któryby dawniej po prostu z a s ł a b ość tylko i z n i e w i e ś c i a łoś ć miał prawo uchodzić. Jeden, dwóch Judzi z genjuszem, wejrzeli ponuro na naturę, uźaljli się na rany odniesione w szrankach życia i to wejrzenie, ten głos, wzięto za typ nieodstępny poetycznego wejrzenia i głosu. Młodzież, która nie zna jeszcze zupełnie życia i świata, która nie miała nawet pory doświadczyć rzetelnych zawodów i cierpień, czerni mózg smażąc kilka co najpowszedniejszych pomysłów o przyrodzeniu rzeczy, rozjątrza kilka swoich smutków do których miłość, tak nie trudna w tym wieku, nastręcza naj obficiej przedmiotu, a tym sposobem myśli ie na duchów. Większa część lirycznej poezyi, spotykanej w czasowych pismach, gdzie młodzi adepci śpieszą składać swe próby, osnuta jest z tych wmawianych smutków i rozczarowań. Nie trzeba dowodzić źe wszystko to nic warte, ale samo to skierowanie poezyi, jest, jak mówił G o e t e , »prawdziwem jej nadużyciem, bo poezya na to nam tylko dana, ażeby ludziom wyższe cele życia ukazać, cierpienia jego łagodzić i człowieka z ludzkości;} i z samym sobą pogodzić.« Ztąd też ten wielki pisarz nazywał powyższą poezyą, Poezyą szpitalną, a chciał przeciwnie ażeby prawdziwa, nosiła nazwisko Poezyi Tyrteuszo wskiej »nie żeby miała głosić same dzieła · wojenne, ale że każda poezya prawdziwa obudza w ludziach zapał do czynów szlachetnych i dodaje im męztwa, ażeby w walce życia wytrwali.« - Spotykając te skargi naszych poetów, szczególniej młodych, (bo miejsce ich jest głównie po noworocznikach, albo w rękopisach tego rzędu wierszopisów, którzy niewystąpili jeszcze na widok publiczny i których'irancuzi nazywają: auteurs en herbe), niepodobna nie pomyśleć, że ich narzekania są prawdziwem najgrawaniem z istotnego nieszczęścia. W rzeczy samej, widok białego świata, łatwo może przekonać, że inne są na nim klęski i biedy jak nieurzeczywistnienie · zagorzałych ideałów albo niepowodzenie i to często urojonych miłostek. Pełno jest wszędy nieszczęść rzeczywistych, których albo nie czują, albo nie dojrzeli jeszcze autorowie tych skarg dziecinnych i samolubnych. Jak z jednej strony więc żałobliwa ta poezya nie ma nawet zalety odpowiadać istocie ciemnej strony życia i jego zdarzeń, tak z drugiej, owe niedowierzanie wszelkim uczuciom szlachetnym i cnotliwym nie usprawiedliwia się wcale rzetelnym stanem obyczajów i moralności społeczeństwa. Są wszędzie wady, są występki, ale obok tego są niewątpliwie przykłady cnot, uczuć zacnych, poświęceń, wyniosłości ducha, wytrwałości szlachetnej, których równie by łatwo dojrzeć jak i tamtych. Gdyby można było owe paszkwile poetyczne brać serio, przyszloby oskarżyć nie jednego młodego wieszcza o nieuważne szkalowanie swojego czasu, swojego społeczeństwa, swojego narodu. Rzecz bowiem pewna, że osławiony ów świat składa się z dobra i ze zła; rozmaite proporcye tej mieszaniny stanowią o różnicy epoki od epoki, towarszystwa od towarzystwa; tysiące też tych różnic jest w czasach przeszłych i w czasie obecnym, a wszystkie składa- się z dobra i ze zła, po połowie z rysów smutnych i z chlubnych świadectw dla natury

ludzkiej; jednostajnie czarne malowidła naszych poetów, są kaprysy imaginacyi, niepodobne do niczego w naturze. Nie wierzymy zatem wszystkim ciemnym przepowiedniom, które Pan Kraszewski głosi nad kolebką nowon a r o d z o n e g o; to dziecię zapozna się w życiu z niedoskonałością ziemską, a właśnie nie inny (ile rozumem pojąć zdołamy) jest cel ludzkiego zawodu. Nie wierzemv mu także, kiedy w świeżo umieszczonej w Tygodniku improwizacyi wyraża swoją nieufność w przyjaźń swoich przyjaciół. Pewni jesteśmy że to nieufność niesłuszna.

Człowiek tak znamienity jak P. KI. . . . . . .ma wielu przychylnych, którzy go nawet nie znają; niewątpliwie więc pomiędzy temi którzy są doń zbliżeni liczy niejednego który go szczerze ceni i kocha. - Powiemy tutaj (bo dla czegóż taić co się myśli) że zdziwieni byliśmy spotkać w Tygodniku wierszyk tak spowszedniałej treści tego samego pióra, którego każdy artykuł prozą, jest albo zajmujący, albo uczony. Mniemamy źe jak w ten wiersz wśliznął się wątek czczej deklamacyi, tak i uczucie nieszczere, co tern podobniejszem nam się zdaje, że ten wiersz jest improwizacyą, a niezdarzyło się nam jeszcze (nawet podobno w możność tego niewierzymy) spotkać z improwizacyą coś wartą, zajmując w to nawet orliki i kolib ryki naszego niewątpliwie genialnego wieszcza, genialnego, kiedy jak należy improwizuje z namysłem. Trzeba zrobić jedne uwagę, która się niestosuje zapewne do Pana Kraszewskiego, ale do tego roju wylęgłych u nas, jak i po całej Europie, niby-Bajronów i niby-Mickiewiczów, a o których ponieważ nie warto osobno mówić, wspominamy o nich tutaj, wiedząc źe osłaniać się będą przykładem pisarza, który chociaż zdrowszego jak ten tłum umysłu, zapłacił dług młodości i obłędowi swojej literackiej epoki, - trzeba tu zrobić uwagę, ze owe głosy zniechęcenia i pogardy życia, słyszeć się zawsze dają w imię mniemanego zbadania natury rzeczy i górnych filozoficznych Eomysłów. Biedna to jednak górność! Nie yliśmy nigdy stronnikami nawet prawdziwej filozoficznej poezyi. - Bardzo dobrze kiedy najgórniejsze stanowisko umysłowe widzieć się daje pośrednio przez obrazy poezyi, ale surowe leszcze rozumowania nie są nigdy poezyą. Nie wierzymy ażeby się dało właściwie (co powiedziano w pięknym artykule o Brodzińskim w Przyjacielu Ludu umieszczonym), pożywać jak łakoć wiersze korzenne naj głębszą myślą; przynajmniej to pewna, źe w tych wierszach o których my mówiemy myśl jest wszędzie naj niższa spotkań rozbujałej gadaniny o tern i owem i te same studenckie <<1ukubfacye które za Jezuickich czasów tworzyły Chryje i Syllogizmy, tworzą dzisiejszą excentryczna poezyę. Uważałem, źe nigdy nieośmiehł by się nikt prozą odezwać" z bredniami i powszechnościami, które uchodzą przebrane za poezyą. Pamiętam, źe kiedyś w Tygodniku Petersburskim przytoczono czyjeś wiersze na dowó d dziwnej giętkości języka Polskiego, gdyż rzecz któraby w przetłumaczeniu na jakikolwiek inny język, okazała się całkowicie pozbawioną sensu i znaczenia, w naszym łudziła jeszcze czemś pozornćm, taką poloczystość stylu miała za sobą. Wyobrazić sobie można, źe chyba za pomocą podobnych językowych zalet, uchodzi niejedna kompozycya, co najszkodliwsza jednak dla samych autorów, bo tym rzeczywiście ćmi rozum i wykrzywia. Młodzi ci bowiem pisarze, biorą się śmiało za najgłówniejsze pytania metafizyczne i religijne i albo poddają dobrodusznie -wątpliwości i sporowi przedmioty przeobrażone już w wielką nadzieję śwjatłem Objawienia i światłem rzeczywistej filozofii, albo nie domyślając się, że b) t Wszechświata jest wprawdzie niezmierny, nieskończony, nieprzepatrzony , ale widocznie wprawach swoich i zjawiskach pełen wielkiej prostoty i jedności, nie tylko nie idą do zrozumiewania chociaż cząstka po cząstce tego cudownego ładu, do odkrywania gwiazda po gwiazdzie, jasnych punktów coraz dalszego systematu, (źe użyję wyrażenia z nauki materyalnego świata, ') ale przeciwnie umyślnie zgęszczaią około siebie cienia, myśląc, źe wielkiej dokazali rzeczy ponurzając się w istny chaos, utworzony z powikłania i pomącenia przypadkiem pochwytanych pomysłów.

(l).c.p.)

N ad pozostałością Jana Wojciecha i Anny Rozyny z Krajewskich małżonków Mevnas otworzono dziś proces spadkowo likwidacyjny. Termin do podania wszystkich pretensyi wyznaczony przypada na dzień 12. Grudnia r. b. o godzinie K'tej przed południem w Izbie Stron tutejszego Sądu przed Deputowanym Wnym Neumann Sędzią Ziemsko-miejskim.

Kto się w terminie tym nie zgłosi, zostanie za utrącającego prawo pierwszeiiś*lwa jakieby miał uznany i z pretensyą swoją li do tego odesłany, cofcy się po zaspokojeniu zgłoszonych wierzycieli pozostało. Poznań, dnia 9, sierpnia 1838.

Król. Pruski Sąd Ziemsko-miejski.

SPRZEDAŻ KONIECZNA.

Sąd Ziemsko-miejski w Rogoźnie.

Należący Ludwik Ziihlkom małżonkom pod Nr. 23 w Pile położony młyn, oszacowany na 580*4 tal. 28 sgr. liefen, wedle taxy mogącej być przejrzanej wraz z wykazem hylJolecznym i warunkami w Registraturze, ma ljyć dnia 22. Lutego 1839. przed południem o godzinie li tej w miejscu zwykłem posiedzeń sądowych sprzedany. Rogoźno, dnia 19. Lipca 1838.

Król Pruski Sad Ziemsko-Mi eis ki.

OBWIESZCZENIE.

Podaje się niniejszćm do publicznej wiadomości, iż się tu toczą: J, regulacya stosunków dziedzica i włościan, tudzież podział wspólności 1) w Gołuehowie, 2) w Kuczkowie, 3) w Zawidowicach, 4) w Chorzewie, 5) w Piekarzewie , 6) w Borucinie; II. abluicya robocizn i innych prestacyi 1) w olędraoh Wyssogotowskich i N owym Slebiczu, 8) w olędrach Bieganińskich, w- ostatnich zarazem abluicya praw do drzewa i do pastwiska. Wszystkich wsiach w powiecie Pleszewskim położonych. Wzywamy wszystkich niewiadomych interessentów do spraw wymienionych, ażeby się albo do terminu, lub też w terminie dnia 7. Stycznia 1839. r. W biurze naszem tu w miejscu w celu dopilnowania praw swoich zgłosili, w przeciwnym bowiem razie nawet w przypadku nadweręźi -nia regulacyi i separacyi tudzież abluicyi naprzeciw sobie uważać muszą i z źadnemi wnioskami przeciw takowym nadal słuchanymi być nie mogą. Piesze wo, dnia 25. Października 1838.

Królewska Kominissya specyalna do urządzenia stosunków dziedziców 1 włościan.

D O N I E S I li NIE.

Szanownemu Obywatelstwu i Prześwietnej Publiczności mani honor donieść najuniźeniej, iż osiadłszy w tutejszem mieście, otworzyłem w rynku handel korzenny i winny. Wstrzymując się od wszelkich zachwalań moich towarów, upraszam najuprzejmiej o łaskawe przekonanie się i zaszczycanie mnie w swoich poleceniach. Szrem, dnia 1. Listopada 1838.

Henryk Brecht.

Powyższy artykuł jest częścią publikacji Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1838.11.08 Nr262 dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.
Do góry