GAZETA Wielkiego Xiestwa POZNAŃSKIEGO Nakładem Drukarni Nadwornej W. Dekerd i Spółki. - Redaktor: A. Wannomki. JI#262. W Czwartek dnia 8. Listopada 1838. Wiadolllościkrajowe. Z Berlina, dnia 4. Listopada Przybył: JW, Królewsko-duński Generał Porucznik, nadzwyczajny Poseł i pełnomocny Minister przy Cesarsko rossyjskim dworze, Hrabia B t o m e, z Kopenhagi. Odjechał: JO. Xipe Wilhelm Radziw i ł ł, do Cieplic. Wiadolllości zagraniczne. Po Iska. Z War s z a w y, dn. 28. Października. (Gaz. Porań.) Odebrawszy list od W. Birnera, który tak gorliwie zamuje się rozkrzewianiein jedwabnictwa, udzielamy go naszym czytelnikom: »Aby zwakzyć przesądy i uprzedzenia tych, którzy zaprzeczają naszemu klimatowi możności Wydawania drzewa morwowego, pospieszam donieść, iź właśnie w tej chwili wróciłem z Działynia, majętności W. Onufrego J eżewskiego, położonej w Płockiem, 3 mile za Lipnem, jednę od Dobrzyna, nad Drwęcą, dokąd naumyślnie pojechałem, aby się przekonać naocznie na miejscu o istnieniu tamże znacznej ilości drzew morwowych. Widziałem je wlasnemi mojemi oczyma. Policzyłem je, jest ich 230, mówię: dwieście trzydzieścisztuk, wielkości średnich d ę b ów; kłody ich mają 10 do 12 cali w średnicy. - Zasadzone one były jeszcze w roku 1770. przez ówczesnego dziedzica tAj majętności, Hrabiego Działy ńskiego. Wieczną wdzięczność temu mężowi za piękny przykład, jaki dał swym ziomkom! Szkoda, nieoceniona szkoda, iź tylko z niego nie korzystali; prócz Działynia i dóbr Zbujna, JW. Sumińskiego Radcy Stanu, nigdzie więcej w tej okolicy drzewa morwowego nie masz. Ale ten przykład nie jestże dostatecznym do zbicia twierdzenia, że klimat nasz nie sprzyja morwie. Nie mógł korzystać Hr. Dzialynski z tej plantacyi, gdyż oddalił się z tych stron na Podole, ale przeniósł tamże z sobą niezłomną wolę zaprowadzania jedwabnictwa. Założył bowiem i tam w dobrach swoich pod Mohylowem nad Dniestrem obszerne pbntaeye drzewa morwowego, które tak pomyślny wzięły skutek, iź jego potomkowie byli w stanie na wielką już skalę jedwabnictwo zaprowadzić. - Podług twierdzenia Hrabiego Czackiego, po potrąceniu wszelkich kosztów przynosiło ono rocznie po 83 procentu od wyłożonego kapitału. Dotąd dzisiejszy dziedzic D ział) nia żadnego nie osiągnął zysku z rzeczonych drzew morwoviych, gdyż dopiero od niedawnego czasu dobra te posiada. - W roku zaś następnym ma zamiar zaprowadzić u siebie jedwabnictwo na stopę odpo rozszerzenia z czasem zakładu, zamówił u «mię 600 drzew 6-letnich i jeden funt nasienia morwowego. - Oby chęci jego najpomyślniej. szy uwieńczył skutek. - Wszakie tego nieplonną mamy nadzieję, albowiem jeżeli jeszcze dziś zuajdują się tu i owdzie w kraju naszym tacy, którzy ślepo hołdując przesądowi, nie przypuszczają nawet możności zaprowadzenia u nas jedwabnictwa, większa przecież jest liczba, co nie zrażając się próżną gadaniną, w praktyce prawdy szuka, a ta aż nadto ich przekonała o mylności zdania pierwszych. Wielu gospodarzy chodowało w tym roku jedwabniki i najpoźądańsze otrzymało wypadki; są nawet którzy po 40 funtów oprzędów na przedaż już wystawili. N ajwiększym zaś dowodem upowszechnionego u nas przekonania o możności posiadania krajowego jedwabnictwa, jest zapal, z jakim Panowie Gospodarze biorą się do uprawy drzewa morwowego; 110 funtów nasienia tego drzewa w tym roku rozsianych największym tego są dowodem. Aże funt nasienia, przyjmując na najgorszą, wyda około 30,000 drzewek; przeto ztąd się okazuje, jak -wielkiej massy drzew tego rodzaju wkrótce spodziewać się możemy.« R o s s y a. Czytamy w gazecie odeskiej: «Odebraliśmy z Maryjupola ważną wiadomość, że urzędnik górniczy Kulszyn posłany w tamte okolice przez Generał Gubernatora Nowo-Kossyi i Bessarabii, Hrabiego Woroncow, dla szukania węgla ziemnego, odkz-ył bogate pokłady tego płodu, w jednym z wąwozów góry, zwanej Sucliaja Jałta, o &0 wioist od Maryjupola, a o ISO od Alexandrowska. Z nadesłanych prób, węgiel ten uznany został za zupełnie zdatny na paliwo do machin parowych; a ponieważ przewóz jego z jednej strony do Maryjupoła i portów morza Azowskiego, a z drugiej do Chersonu i Odessy, po Dnieprze, jest bardzo łatwy, odkrycie to więc poczytać należy za bardzo ważne.« F 2 a n c y a. Z P a ryż a, dnia 29. Października. Gazeta legitymistyczna rE u r o p e zawiera * oastępuiącą, zapewne zmyloną wiadomość; «Gabinet UMaeuzki upraszał ministeryum angielskie, aby na Xieci'a Ludwika Bonapartego włożyło obpwiązek usadowienia się w pewnera jakiem mieście Anglii, otrzymał jednak odpowiedź, że takie ograniczenie prawa przytułku prawom krajowym się sprzeciwia.« iimriu, lIz rawś'zy. . iG licznie do O, patówka, siedziby zmarłego, w celu oddania mu ostatniei posługi, okazali, ile umieą cenić zdolo , * '" - -'-*-'prreaIII 1 qcIIIa"III. "lIII' kich przedsięwzięciach 1 dążnościach,polepszenie dobra doczesnego miały na celu; jednemu jak drugiemu los zawistny stawał zgubnie na przeszkodzie, jednemu jak drugiemu niepomyślna gwiazda przez stepy życia ziemskiego przewodniczyła; niedziw , iż jeden i drugi w mniej więcej smutnem położeniu zostawił swoje familią, a w niej obok przychylnych i wdzięcznych serc, żal głęboki, obudzające litość narzekanie. J eden i drugi opierając się mężnie nękającym ich doszczętnie przeciwnościom, działał ile i gdzie mógł dla dobra innych. Prosta droga w działaniach ludzkich jest najlepsza, - prowadzi do serc bitym gościńcem. Szczęśliwy kto nią postępuje od kolebki aż do grobu. Droga którą postępował Salkowski znana jest dobrze wielu osobom, a te cnocie jego zasłużone oddadzą świadectwo. .,j.. Z Kolonii, dnia30. Października.Odkąd spokojność miasta naszego d. 27. m. b. E rzerwy doznała, niesie nie wydarzyło, coy obawę jaką przed powtórzeniem podobnych wypadków wzniecać mogło. Kry t Y k a . (Dalszy ciąg.) Poniekąd i teraz niezmieniliśmy tego przekona nia, bo wyznajemy że niektóre jego artykuły · ulotne, niektóre części jego powieści, cała jego historya Wilna, sprawiają na nas żywsze poetyczne wrażenie, jak obydwa tomy poezyi. Co bądź, nie ma się wcale rozumieć ażeby i te tomy poezyi, nie miały w sobie wiele wartego uwagi; w żadnym zawodzie niepodobna P. K. okazać się pospolitym i bez widocznego talentu pisarzem.... - Oprócz dramatu H a l s z k a, który zajmuje cały tom drugi; z pierwszego jeszcze trzeba odłączyć Barbarę, Paolo, rodzaj dramatów lirycznych i Gerhard Huda powiastkę historyczną, reszta dopiero, z małemi wyjątkami, może się uważać za poezye egotyczne, liryki i elegie, i nad teini się naprzód zastanowimy. - Z tych jednakże poezyj, które egotycznemi nazwałem, nie wszystkie są głosem osobistych uczuć poety; owszem znajduje się tu kilka urywków któreby raczej poematami lirycznemi nazwać można, a które ubocznie tylko wyjawiają pryzmat wejrzenia autora na naturę i przedmioty. Takiemi poematami są; Ślepa Babka, gdzie kilka obrazów (głupca modnisia, męszczyzny żonatego, dziewczyny, nakonkc poety) )est bardzo zgrabnie skreślonych; tantazya K o b i e t y zawierająca szereg portretów niewiasty, królowej, nędzarki, młodej niewinnej piękności, zalotnicy, żony, niewolnicy na .wschodzie, namiętnej hiszpanki, kobiety tłuktóre miącej w sercu nieszczęśliwą miłość, uiyw* tazya jest to romantyczna waryjacya na temat k o b i e t a, który niegdyś kJassycznie obrabiali Legouve i nasz Bruno Hrabia Kiciński; dzieio romantyczne ma wielkę przed tamtemi zaletę, bo się złożyło z krótkich i dobitnych obrazów. Podobnież z szeregu obrazów składa się poemat Burza, gdzie widzimy jak groźna nawałnica czerniąc po niebie, zastaie na ziemi różne widoki życia i Judzi. Dzwonię przeciwko niej i krzyżem żegnaję ze dworu wdowy, w klasztorze mnichy idę modlić się do chóru o odwrócenie posbnnicy gniewu Pańskiego, nie straszą się jej na łonie rozpaczy i nędzy, nie widzę jej u bogaczy pośród światła, dżwięka muzyki i uczty; koriczy ten szereg widok śród burzliwej nocy szubienicy i wisielca, których pilnuje rozpaczająca matka ostatniego; rozmowa szubienicy, matki, piorunu, sę tu skreślone w guście dziwactw Jana Pawła Richtera. Wszystkie te trzy niewielkie poemata (czwarty w podobnym rodzaju jest W i e ń c e ), niesę zaiste bez wewnętrznej wartości i rozliczność tych obrazów, z których każdy ma silnie wypiętnowany charakter, a cięg ich i kontrasty, stanowię pewne całość, nad którą panuje myśl poety, który ze czczości wywołał tę fantazmagoryą - jest zaiste płodem poetyckiego ducha. Uznając to jednak, widząc dzielność poetycką w pojęciu przedmiotu, zostaję zawsze przy mniemaniu, że P. Kraszewski jest tylko poetę prozy. Zupełnie podobnym do trzech wymienionych kawałków jest artykuł jego pod nazwiskiem Domy i ludzie, a znajdujemy ten nierównie doskonalszym. Poemata bowiem oTctórych mówimy i w które wpatrzywszy się poznaje się oddanie rozciągłej i nieprozaicznćj myśli, robię od razu słabsze wrażenie, niżby sprawiać były powinny; postrzegamy wtedy że wykonanie nie odpowiada pojęciu; wiersz jest słaby, opisanie szczegółów za długie i często powszedniemi nazbyt rysami przepełnione, myśl niepospolita straciła zarodowe swę dzielność w dość pospolitern obrazowaniu. Może.się bardzo mylemy, ale zdawałoby się nam że "to da się zastosować ogólnie do poezyj Pana Kraszewskiego. Wiersz jego jest słaby, pomimo gdzieniegdzie przesadne olbrzymiość, a co lepsza, pomimo gdzieniegdzie rys wielkiej trafności; zwyczajnie tok stylu zbyt powszedni; wprawdzie wszędzie jest, co najgłówniejsza, wszędzie jest wewnętrzna myśl obecna, ale właśnie widać że ta myśl cierpi na niewłaściwym dla niej trybie przejawy i osnuła się tu wielu obcemi dla niej dodatkami wierszopiskiego ubioru, z którychby się w swobodniejszym toku 0tr*ąsła i z wyrazistszem, choć mniej gryma śnem, obliczem ukazała. - To cośmy powiedzieli że poemata liryczne P. Kraszewskiego, stanowię każdy pewne całość, da się zastosować nawet do krótszych urywków, z których każdy jest okształceniem pewnej myśli i to go samo dostatecznie już różni od tłumu zwyczajnych liryśtów, których cale tomy stanowię jakby jedne bez początku i końca gadaninę. Jakkolwiek osędzonym za to zostanie, przynajmniej pewna, że łatwo zrozumieć czego gdzie żąda, a z innemi i to się nie daje. Egotyczne poezye Pana Kraszewskiego prze siekły (tak powiedział o nich Wyd. Tyg.) jakąś g o r z koś c i ę, to jest świadczę o rozczarowaniu poety, o zniechęceniu do życia, o obrzydzeniu świata, o straconej wierze w cnotę ludzi i zacność pobudek ich czynności, o upragnieniu śmierci. Te poezye natchnione sę W wielkiej części uczuciemjakiemś przesadzonym i zapalczywem. Widno to szczególniej z poezyj oznaczonych Nr. 1, 2, 4, 7, 8, 8Cc. Godzi się myśleć (co już wyrażono w Pamiętniku naukowym Krakowskim), źe umysł i serce P. Kraszewskiego niebawnie wybrną, a może juz dotęd i wybrnęły z tych chmur posępnych, które nie rzadko włóczę się po wiośnianym niebie młodości. Człowiek tak wyższego powołania, a mianowicie człowiek, który miał odwagę jęć się czynnego i pracowitego zawodu, nie może długo upodobać sobie w umyślnem zniechęcaniu się do życia, exagerowanicm przed sobą jego smutków i udręczeń; uwagi więc które o takiej poezyi zmuszeni jesteśmy wynurzyć, stosować się maję nie tak do samego Pana Kraszewskiego, jako raczej do tego legionu młodych naszych pisarzy, dla których przykład w niniejszych poezyach spotkany, jako idący od niewątpliwej wyższości człowieka, może być wielkióm utwierdzeniem w krzywiących ich umysły marzeniach. Stało się w wielkiej części skutkiem błahego naśladownictwa, fe nowi poeci nie umieję użyć liryki, tylko do wyrażania jakiegoś stanu upadku ducha, któryby dawniej po prostu z a s ł a b ość tylko i z n i e w i e ś c i a łoś ć miał prawo uchodzić. Jeden, dwóch Judzi z genjuszem, wejrzeli ponuro na naturę, uźaljli się na rany odniesione w szrankach życia i to wejrzenie, ten głos, wzięto za typ nieodstępny poetycznego wejrzenia i głosu. Młodzież, która nie zna jeszcze zupełnie życia i świata, która nie miała nawet pory doświadczyć rzetelnych zawodów i cierpień, czerni mózg smażąc kilka co najpowszedniejszych pomysłów o przyrodzeniu rzeczy, rozjątrza kilka swoich smutków do których miłość, tak nie trudna w tym wieku, nastręcza naj obficiej przedmiotu, a tym sposobem myśli ie na duchów. Większa część lirycznej poezyi, spotykanej w czasowych pismach, gdzie młodzi adepci śpieszą składać swe próby, osnuta jest z tych wmawianych smutków i rozczarowań. Nie trzeba dowodzić źe wszystko to nic warte, ale samo to skierowanie poezyi, jest, jak mówił G o e t e , »prawdziwem jej nadużyciem, bo poezya na to nam tylko dana, ażeby ludziom wyższe cele życia ukazać, cierpienia jego łagodzić i człowieka z ludzkości;} i z samym sobą pogodzić.« Ztąd też ten wielki pisarz nazywał powyższą poezyą, Poezyą szpitalną, a chciał przeciwnie ażeby prawdziwa, nosiła nazwisko Poezyi Tyrteuszo wskiej »nie żeby miała głosić same dzieła · wojenne, ale że każda poezya prawdziwa obudza w ludziach zapał do czynów szlachetnych i dodaje im męztwa, ażeby w walce życia wytrwali.« - Spotykając te skargi naszych poetów, szczególniej młodych, (bo miejsce ich jest głównie po noworocznikach, albo w rękopisach tego rzędu wierszopisów, którzy niewystąpili jeszcze na widok publiczny i których'irancuzi nazywają: auteurs en herbe), niepodobna nie pomyśleć, że ich narzekania są prawdziwem najgrawaniem z istotnego nieszczęścia. W rzeczy samej, widok białego świata, łatwo może przekonać, że inne są na nim klęski i biedy jak nieurzeczywistnienie · zagorzałych ideałów albo niepowodzenie i to często urojonych miłostek. Pełno jest wszędy nieszczęść rzeczywistych, których albo nie czują, albo nie dojrzeli jeszcze autorowie tych skarg dziecinnych i samolubnych. Jak z jednej strony więc żałobliwa ta poezya nie ma nawet zalety odpowiadać istocie ciemnej strony życia i jego zdarzeń, tak z drugiej, owe niedowierzanie wszelkim uczuciom szlachetnym i cnotliwym nie usprawiedliwia się wcale rzetelnym stanem obyczajów i moralności społeczeństwa. Są wszędzie wady, są występki, ale obok tego są niewątpliwie przykłady cnot, uczuć zacnych, poświęceń, wyniosłości ducha, wytrwałości szlachetnej, których równie by łatwo dojrzeć jak i tamtych. Gdyby można było owe paszkwile poetyczne brać serio, przyszloby oskarżyć nie jednego młodego wieszcza o nieuważne szkalowanie swojego czasu, swojego społeczeństwa, swojego narodu. Rzecz bowiem pewna, że osławiony ów świat składa się z dobra i ze zła; rozmaite proporcye tej mieszaniny stanowią o różnicy epoki od epoki, towarszystwa od towarzystwa; tysiące też tych różnic jest w czasach przeszłych i w czasie obecnym, a wszystkie składa- się z dobra i ze zła, po połowie z rysów smutnych i z chlubnych świadectw dla natury ludzkiej; jednostajnie czarne malowidła naszych poetów, są kaprysy imaginacyi, niepodobne do niczego w naturze. Nie wierzymy zatem wszystkim ciemnym przepowiedniom, które Pan Kraszewski głosi nad kolebką nowon a r o d z o n e g o; to dziecię zapozna się w życiu z niedoskonałością ziemską, a właśnie nie inny (ile rozumem pojąć zdołamy) jest cel ludzkiego zawodu. Nie wierzemv mu także, kiedy w świeżo umieszczonej w Tygodniku improwizacyi wyraża swoją nieufność w przyjaźń swoich przyjaciół. Pewni jesteśmy że to nieufność niesłuszna. Człowiek tak znamienity jak P. KI. . . . . . .ma wielu przychylnych, którzy go nawet nie znają; niewątpliwie więc pomiędzy temi którzy są doń zbliżeni liczy niejednego który go szczerze ceni i kocha. - Powiemy tutaj (bo dla czegóż taić co się myśli) że zdziwieni byliśmy spotkać w Tygodniku wierszyk tak spowszedniałej treści tego samego pióra, którego każdy artykuł prozą, jest albo zajmujący, albo uczony. Mniemamy źe jak w ten wiersz wśliznął się wątek czczej deklamacyi, tak i uczucie nieszczere, co tern podobniejszem nam się zdaje, że ten wiersz jest improwizacyą, a niezdarzyło się nam jeszcze (nawet podobno w możność tego niewierzymy) spotkać z improwizacyą coś wartą, zajmując w to nawet orliki i kolib ryki naszego niewątpliwie genialnego wieszcza, genialnego, kiedy jak należy improwizuje z namysłem. Trzeba zrobić jedne uwagę, która się niestosuje zapewne do Pana Kraszewskiego, ale do tego roju wylęgłych u nas, jak i po całej Europie, niby-Bajronów i niby-Mickiewiczów, a o których ponieważ nie warto osobno mówić, wspominamy o nich tutaj, wiedząc źe osłaniać się będą przykładem pisarza, który chociaż zdrowszego jak ten tłum umysłu, zapłacił dług młodości i obłędowi swojej literackiej epoki, - trzeba tu zrobić uwagę, ze owe głosy zniechęcenia i pogardy życia, słyszeć się zawsze dają w imię mniemanego zbadania natury rzeczy i górnych filozoficznych Eomysłów. Biedna to jednak górność! Nie yliśmy nigdy stronnikami nawet prawdziwej filozoficznej poezyi. - Bardzo dobrze kiedy najgórniejsze stanowisko umysłowe widzieć się daje pośrednio przez obrazy poezyi, ale surowe leszcze rozumowania nie są nigdy poezyą. Nie wierzymy ażeby się dało właściwie (co powiedziano w pięknym artykule o Brodzińskim w Przyjacielu Ludu umieszczonym), pożywać jak łakoć wiersze korzenne naj głębszą myślą; przynajmniej to pewna, źe w tych wierszach o których my mówiemy myśl jest wszędzie naj niższa spotkań rozbujałej gadaniny o tern i owem i te same studenckie <<1ukubfacye które za Jezuickich czasów tworzyły Chryje i Syllogizmy, tworzą dzisiejszą excentryczna poezyę. Uważałem, źe nigdy nieośmiehł by się nikt prozą odezwać" z bredniami i powszechnościami, które uchodzą przebrane za poezyą. Pamiętam, źe kiedyś w Tygodniku Petersburskim przytoczono czyjeś wiersze na dowó d dziwnej giętkości języka Polskiego, gdyż rzecz któraby w przetłumaczeniu na jakikolwiek inny język, okazała się całkowicie pozbawioną sensu i znaczenia, w naszym łudziła jeszcze czemś pozornćm, taką poloczystość stylu miała za sobą. Wyobrazić sobie można, źe chyba za pomocą podobnych językowych zalet, uchodzi niejedna kompozycya, co najszkodliwsza jednak dla samych autorów, bo tym rzeczywiście ćmi rozum i wykrzywia. Młodzi ci bowiem pisarze, biorą się śmiało za najgłówniejsze pytania metafizyczne i religijne i albo poddają dobrodusznie -wątpliwości i sporowi przedmioty przeobrażone już w wielką nadzieję śwjatłem Objawienia i światłem rzeczywistej filozofii, albo nie domyślając się, że b) t Wszechświata jest wprawdzie niezmierny, nieskończony, nieprzepatrzony , ale widocznie wprawach swoich i zjawiskach pełen wielkiej prostoty i jedności, nie tylko nie idą do zrozumiewania chociaż cząstka po cząstce tego cudownego ładu, do odkrywania gwiazda po gwiazdzie, jasnych punktów coraz dalszego systematu, (źe użyję wyrażenia z nauki materyalnego świata, ') ale przeciwnie umyślnie zgęszczaią około siebie cienia, myśląc, źe wielkiej dokazali rzeczy ponurzając się w istny chaos, utworzony z powikłania i pomącenia przypadkiem pochwytanych pomysłów. (l).c.p.) N ad pozostałością Jana Wojciecha i Anny Rozyny z Krajewskich małżonków Mevnas otworzono dziś proces spadkowo likwidacyjny. Termin do podania wszystkich pretensyi wyznaczony przypada na dzień 12. Grudnia r. b. o godzinie K'tej przed południem w Izbie Stron tutejszego Sądu przed Deputowanym Wnym Neumann Sędzią Ziemsko-miejskim. Kto się w terminie tym nie zgłosi, zostanie za utrącającego prawo pierwszeiiś*lwa jakieby miał uznany i z pretensyą swoją li do tego odesłany, cofcy się po zaspokojeniu zgłoszonych wierzycieli pozostało. Poznań, dnia 9, sierpnia 1838. Król. Pruski Sąd Ziemsko-miejski. SPRZEDAŻ KONIECZNA. Sąd Ziemsko-miejski w Rogoźnie. Należący Ludwik Ziihlkom małżonkom pod Nr. 23 w Pile położony młyn, oszacowany na 580*4 tal. 28 sgr. liefen, wedle taxy mogącej być przejrzanej wraz z wykazem hylJolecznym i warunkami w Registraturze, ma ljyć dnia 22. Lutego 1839. przed południem o godzinie li tej w miejscu zwykłem posiedzeń sądowych sprzedany. Rogoźno, dnia 19. Lipca 1838. Król Pruski Sad Ziemsko-Mi eis ki. OBWIESZCZENIE. Podaje się niniejszćm do publicznej wiadomości, iż się tu toczą: J, regulacya stosunków dziedzica i włościan, tudzież podział wspólności 1) w Gołuehowie, 2) w Kuczkowie, 3) w Zawidowicach, 4) w Chorzewie, 5) w Piekarzewie , 6) w Borucinie; II. abluicya robocizn i innych prestacyi 1) w olędraoh Wyssogotowskich i N owym Slebiczu, 8) w olędrach Bieganińskich, w- ostatnich zarazem abluicya praw do drzewa i do pastwiska. Wszystkich wsiach w powiecie Pleszewskim położonych. Wzywamy wszystkich niewiadomych interessentów do spraw wymienionych, ażeby się albo do terminu, lub też w terminie dnia 7. Stycznia 1839. r. W biurze naszem tu w miejscu w celu dopilnowania praw swoich zgłosili, w przeciwnym bowiem razie nawet w przypadku nadweręźi -nia regulacyi i separacyi tudzież abluicyi naprzeciw sobie uważać muszą i z źadnemi wnioskami przeciw takowym nadal słuchanymi być nie mogą. Piesze wo, dnia 25. Października 1838. Królewska Kominissya specyalna do urządzenia stosunków dziedziców 1 włościan. D O N I E S I li NIE. Szanownemu Obywatelstwu i Prześwietnej Publiczności mani honor donieść najuniźeniej, iż osiadłszy w tutejszem mieście, otworzyłem w rynku handel korzenny i winny. Wstrzymując się od wszelkich zachwalań moich towarów, upraszam najuprzejmiej o łaskawe przekonanie się i zaszczycanie mnie w swoich poleceniach. Szrem, dnia 1. Listopada 1838. Henryk Brecht.