G
Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1837.12.05 Nr285
Czas czytania: ok. 10 min.Wielkiego
Z NA N
Xięstwa
S K f EGO
Nakładem Drukarni Nadwornej W, Dekera i Spółki. - Redaktor: A. Wannowski.
JW285. - We Wtorek dnia 5. Grudnia 1837.
Wiadoll1ości krajowe.
z Berlina, dnia 3. Grudnia. Przybył tu: JW. Cesarsko-rossyjski General- Porucznik, B a z a i n e, z Petersburga« WV% <WVV%AjW»<VWt
Wiadoll1ości za g ranICZne.
Francja.
Z Paryża, dnia 35, Listopada.
Dziennik sporów umieścił list z Algieru z d. 14. Listopada, pisany przez jednego oficera, znajdującego się na wyprawie do Konstantyny w brygadzie Xiecia Nemurskiego, Wyrażono w nim między inne m:: Zaczynam znowu mój opis od chwili odwrotu wojska naszego do Bony. Brygada nasza tworzyła tu Btraź tylną, ale dość długo czekać musieliśmy, zanim się l udzie, konie i bryki przeprawiły, Kaid Konstantyny przyszedł do nas na czele licznego orszaku i wręczył uroczyście Xieciu Nemurskiemu list do Króla Francuzów. Cała ludność miasta tego przypatrywała się naszemu odwrotowi, który się bardzo powoli z przyczyny mnóstwa ciągnących wozów z rzeczami i chorymi odbywał. Xiążę Nemurski dawał przy tej sposobności prawdziwie dowody ludzkości. Sam cholerą dotkniętych żołnierzy dźwigał i do lazaretu polowego odnosić kazał. Także i Xiaze, Joinville, chociaż sam slabymiał udział w tak szlachetne m zatrudnieniu; tej to okoliczności przypisać należy, że żaden chory na drodze nie został. Szczęściem także było, że pierwszy dzień odwrotu był bardzo pogodny. Przez dwa dni następne zaś, t. j. aa. i 30. Października prawie ciagi»; deszcz padał, ale mimo to choroby się zmniejszały im bardziej sią od miejsca dotkniętego cholerą oddaliliśmy. Wesoły humor nie opusczał żołnierzy naszych ani na chwilę. Xiążę J oinv Ile musiał nareszcie przcsieść się z konia do powozu brata swego, będąc nadzwyfzajnie osłabiony febrą, jakiej się w Konstantynie nabawił. Dnia 1. Listopada wyruszyliśmy do Merdjez - Hamaru, a z powodu zlej drogi ucierpieliśmy wiele, mianowicie w czasie przeprawy przez Raz-el-Aleba, ale się też na tern bieda nasza skończyła. Dnia 3. mieliśmy piękną pogodę, a dnia 3. stanęliśmy w Bonie. Zrana tego samego dnia pożegnał się z nami nasz miody Generał. Rozstanie się to z Xięciem, który z nami wszystkie trudy podzielał i mimo oziębłej pozornie powierzchowności, obdarzony najlepszem sercem dał świetne dowody męstwa i skromności, było dla wszystkich bardzo bolesne. W Bonie odpoczywaliśmy 5 dni. Dnia 8. oglądał Xiążę Nemurski osadę francuzką w Calle, a d. g. popłynął zXieciem Joinville do Bugii. Miasto to składa się z samych małych domków francuzkich, otoczo. jego wznosi się piękna cytadella, założona jeszcze przez H szpanów. N ad calem miastem panuje góra Gouraja, na której zamek obronny wystawil>śmy. Dnia u. zawitaliśmy do AIpieru. Okręty »Herkules" i "Favorite" znajdowały się (amże. Xiążę J oinville udał się zaraz na pokład swego okrętu, gdzie z wielkietni oznakami radości został przyj ęty. P 0wróciwszy na pokład okrętu" Phare," którym przypłynęliśmy, wysiadł wraz z Xieciem N emursltim na ląd, gdzie uroczystego doznali przyjęcia, Dziś rano odpłynął Xiąźę N emursk. do Oranu a Xiąię Joinville udał się na okręt "Hercules," dla kończenia swojej poprzednio zamierzonej podróży, od której go nic odwieść nie zdołało. Z dnia 26. Listopada.
T o u l o n n a i s twierdzi, że Pułkownik Delarue, kt<5ry się na pokładzie okrętu »Vautour", do Afryki puścił, Generałowi Bugeaud mianowanie tegoż na Generalnego Gubernatora posiadłości francuzkich w Afryce doręczy. Z Bajonny piszą z d. 22, m. b.: "T u o niczerń innem nie mówią, jak tylko o krwawych straceniach wykonanych w Pampelonie. W papierach Leona Iriartego znaleziono jawne dowody spieku, dążącego do ogłoszenia Nawarry niezawisłą nie tylko od rządów D o n Carlosa, ale też od rządu centralnego w Madrycie. Słychać, że te stracenia żołnierzy w najwyższym stopniu rozjątrzyły i że Espartero sam bliskim był niebezpieczeństwa dzielenia losu Generała Saarsfidda, którego zbójców właśnie sam śmiercią ukarał. Zresztą zdaje się, że Espartero trzymając się znowu swego eyster.u;arn odwłoki, w Pampelonie skoncentrowania znacznego korpusu wojska doczekać się chce, mm operacye przeciw karolistom rozpocznie. W Madrycie i w prowineyach po nad Ebrem leżących mają Esparterę w podejrzeni u, że wypadku posiedzenia królewskiego i odpowiedzi na mowę od tronu się doczekać zamyśla, zanim znowu naprzeciw nieprzyjacielowi wyruszy, " Z dnia 27. Listopada.
Z Madrytu nadeszła tu dzisiaj mowa, którą owdowiała Królowa bezpańska d. ig. m bież, posiedzenia Kortezów zagaiła. (Tieść te] bardzo obszernej mowy Ked. Gaz. Poznańskiej w jutrzejszym numerze umieści) Dniern przedtem Komży swoje piąte przygotowawcze po siedzenie odbyli i wszystkie dotychczas jeszcze nierozstrzygnięte pytania po<l względem ostatnich wyborów, na korzyść korony zdecydowali. Na temźe posiedzeniu Senatorowie i Deputowani zaprzysięgli ustawę z 1 S37. r, Zagajenie Stanów prze» owdowiałą Królowębez najmniejSzego zakłócen'a epokojności się odbyło. Pan Moscoso de Alramira mianowany przez Królową Prezesem Senatu a Izba Deputowanych, szczupłą tylko głosów większością, Markiza Soroeruelos, Prezesem swoim obrała. Niosła wieść o zmianie ministeryalnej; głoszono nawet, że Generał Ramonet już wydziału swego (Ministerstwa wojny) się wyrzekł, a to z tej przyczyny, ponieważ wyznaczone dlań przez Ministra skarbu fundusze na opędzenie wydatków dla armii nie były wystarczające. Zresztą stolica była spokojna a duch powszechnie w Kortezach panujący przyrzeka rządowi podwójną pomoc, równie przeciw anarchistom, jak przeciw stronnikom Don Carlosa." Donoszą z Bajonny 2 d. 23. m. z.: "Główna kwatera Don Carlosa dnia iQgo była jeszcze w Am urrio, a o przeniesieniu jej ani mowy nie ma. Rozsiewana gdzieindziej pogłoska, jakoby Infant Don Sebastian miał popaść w niełaskę u Don Carlosa a Zariateguy nawet być aresztowanym, - rozśmieszyła wszystkich znających stosunki D o n Carlosa. Zresztą sądzono, iż Generał Espartero do prowincyi biskajskich wtargnąć zamyśla; karoliści gotowi zacięty mu stawiać odpór." A n g l i a.
Z L o n d y n u, dnia 24. Listopada.
Mioisteryalny Kury er sądzi, że Torysowie stracili bardzo nadzieję doczekania się niesnask, na jakie się na ostatniem posiedzeniu pomiędzy liberal stami 2anosiło. Pan Harvey bowiem cofnął na wczorajszem posiedzeniu Izby niższej swój wniosek względem listy cywilnej, a rząd polecił Panu Spring Rice uznanie prawa zastanowienia się nad listą cywilną, jakie Izbie służy. Pan O'Connelł jeszcze zdania swego o Ministeryum od chwili zagajenia parlamentu w Izbie niższej nie obwieścił. Na onegdajszem przecież zgromadzeniu towarzystwa tutejszych pracowników nie omieszkał tegoż wynurzyć. Skoro bowiem będący tamże radykaliści Roebuck, Pułkownik Thompson, Fielden, Leader i VVakley jak najgwałtowniej przeciw Ministrom powstawali, i mianowicie z powodu oświadczenia Lorda J. Russella w Izbie nlzszej, Whigów całkiem potępili i w tej samej kategoryi co Toryeów umieścili, zabrał O I Connell głos i rzekł; L u b o od chwili oświadczenia Lorda J. Russella, że bil reformy miał na celu nadanie większej przewagi hrabstwom angielskim aniżeli miastom, i że Ministeryum wszelkiemi siłami ogólnemu prawu wyborów opierać się powinno, nie mogę go whigowskim radykalistą, ale tylko po (iroslu radykalista nazywsć, muszę przecież jeszcze i dodać, źe obydwa stronnictwa nie na równą nienawiść zasługują. Torysowie bowiem ob. thodzili się przez siedm wieków w najokrułniejszy sposób z Irlandczykami; Whigowie zaś, a szczególniej teraźniejsi Ministrowie szczerą zawsze okazywali chęć oddania sprawiedliwości Irlandyi. Z tego więc powodu u trzymania i nadal Ministeryum tego pragnąć muszę, W wszystkich punktach zaś, w których Ministrowie zdaniem mojem niesłusznie sobie postępują, przeciw nim postępować będ ę, a to mianowicie w pytaniu kanadyjskiem, Byłbym nawet głosował za wnioskiem Pana Wakleja.przy układaniu adressu, o słuszności którego zupełnie byłem przekonany, gdybym tylko nie podzielał zdania, źe Pan Wakley nie w przyzwoitym czasie z wnioskiem swoim wystąpił.
A u s tr i a.
Z W i e d n i a, dnia 24 Listopada.
Stosownie do nowszych doniesień z Odessy z d, 10. Listopada liczba osób dżumą (czyli zarazą morową) dotkniętych niestety! tamże zwiększała się (głoszą już o 100 przypadkach powietrza); pojedyncze przypadki ciągle się wydarzały, lubo w lokalach juź zamkniętych. Zatrważające rozszerzenie się choroby, tej mianowicie przypisują okoliczności, źe mieszkające w koszarach kobiety dowiedziawszy się o wybuchnięciu dżumy w koszarach ztamtąd pouciekały i w mieście się rozpierzchły. Większa część cudzoziemców z miasta uszła. Ze strony Austryi już się chwycono nad granicą wszelkich środków ostrożności i 8000 wojska dla utworzenia kordonu nad granicą Bukowiny już wyprawiono. Przeciw osobom, które przed postanowieniem tych środków z Odessy przybywając w granice Austryi wjechały, użycie środków bezpieczeństwa surowo nakazanem zostało.
I M % UJI« U)),MU«
Rozll1aite wiadoll1ości.
Pokolenia Indyan w Ameryce półn o c n ej . Wyjątek z dzieła Washingtona Irwinga pod tytułem: "Kapitan Bonneville. (Dokończenie.) Inny rodzaj myśliwych mało jest jeszcze w Europie wiadomy; są to pszczelni myśliwi, którzy w jesieni krążą po lasach, wyszukują gniazd pszczół dzikich i podbierają plastry. "Pszczelny myśliwy bywa 7wykle z osadników na końcu stepu (prairie) mieszkających, wysoki, chudy, cery żółtej, bo ciągle nocuje albo na świeżo wykarczowanej ziemi, albo w chałupach z mokrego jeszcze drzewa wystawionych. Po żniwach, w jesieni, ludzie ci po dwóch, po trzech, wyprawiają się na pszczoły. Biorą wóz, nakładają nań puste beczki, i zarzuciwszy strzelbę na ramię, ciągną do lasów na wschód, na północ i na południe, nie troszcząc się o zakaz centralnego Rządu, zabraniający białym myśliwym wkraczać w posiadłości In. dyanom zostawione. Po obu stronach rzek w stepie płynących ciągną się pasma lasów, pełne niezliczonych rojów. Pszczoły robią sobie ule w dziuplach, a miód zbierają z porosłego kwieciem stepu. Pomiędzy krajowcami krąży powieść, źe im dalej się naprzód posuwają osadnicy, tern dalej na zachód pszczoły ustępują, Pszczelnicy myśliwi w swojej wy. prawie znaczą drzewa, w których są ule. Drudzy później przychodzący znaki te szanują. Wypatrzywszy tyle miodu, ile potrzeba do napełnienia beczek, wracają tąź samą drogą, ścinają drzewa naznaczone i z ładunkiem miodu i wosku wracają do domu. Lecz źe Indyanie miód leśny równie chcą zbierać jak biali, można się łatwo domyślić, źe się oburzają za wkraczanie w ich granice. Często z tego powodu przychodzi do krwawych bojów. Czerwono» skorzy mają sobie za rozkosz rabować i zabijać napastników. Lecz my winni jesteśmy ich śmiałej odwadze obfite żniwo wiadomości, lir przedmiocie jeografii i historyi naturalnej, nietylko co do pszczół i trzymających się z niemi głuszców, lecz i o wilkach, bawołach, antylopach, niedźwiedziach, wężach i innych zwie« rzętach stepowych i leśnych. Książka livinga zawiera wiele opisów Indyan, mieszkających, albo raczej koczujących na zachód Recky Mountains. Najbardziej między niemi zasługuje na uwagę pokolenie NQ z percfc (przekłutych nosów), którzy z białemi żyją w najłeps?ej zgodzie, i których charakter wbrew się prztciwi dzikości pokoleń Crows i Blachfeet. Kapitan Bonneville długo obozował z gromadą tych Indyan i powziął dla nieb rzetelne uwielbienie. Było to w późnej jesieni, wszyetko dokoła było śniegiem pokryte, i trudno przychodziło dostawać żywności dla Judzi i dla koni. Indyanie sami mieli bardzo mało, a jednak chętnie dzielili się z przybyszami. N akoniec całemu orszakowi zagrażał głód prawdziwy i uradzono, aby dziesięciu ludzi wybrało się w stepy na polowanie, dla dostarczenie mięsa do obozu. Kapitan wezwał swoich czerwonych przyjaciół, ażeby i z icb gromady pięciu się ludzi wybrało; ale na wielkie jego zadziwianie, nie chcieli się na to zgodzić. I dla czego? bo dzień był świąteczny; powiadali, źe Duch dzień taki pracą znieważyli. Nazajutrz udali się na wyprawę, lecz wprzód jeszcze modlili eię do Wielkiego Ducha o pomyślność. "Była to dla mnie nowość" powiada Kapitan. "Byłem tak przywykł w Indyanach widzieć ludzi okrutnych i brwi chciwych, źe zaledwo mogłem wierzyć temu com widział i słyszał, Gdybyśmy powiedzieli, źe lud ten jest religijny, czytelnicy nasi jeszczeby nie mieli pojęcia o pobożności i czystości, dającej się widzieć w ich całem postępowaniu. Poczciwość ich i dobroduszność są niemniej wielkie, jak ich Ścisłość w wypełnianiu religijnych obowiązków.
Zdawali mi się być raczej pokoleniem świętych, niż hordą dzikich." Z ochotą słuchali Kapitana, gdy im czytał i objaśniał dzieje pisma świętego, - "Nie raz mój mały szałas bywał przepełniony słuchaczami. Przysiadali na ziemi i opierali się jedni o drugich, tak że nic miejsca wolnego nie było. Chciwie słuchali opowiadania cudów, które Wielki Duch białemu człowiekowi objawił. Żaden inny przed miot tyle ich nie zajmował, i radość, jaką im czytanie sprawiało, była i dla mnie radością. Dla tego też mało scen mego życia tak mocno w pamięci mi utkwiło, jak te godziny rozmowy z odległym, zapomnianym ludem pustyni." Na trzeba jednak sądzić, aby to uczucie religijne było w tern pokoleniu wrodzone. To co apostołowie mówili, źe świat pogański w mądrości Bwojej nic nie wie o Bogu, jest i dziś tak prawdą, jak b>ło przed dwom u tysiącami łat. Dawniej i zapewne w czasie, kiedy francuzkie foktorye rozciągały się nad Mississippi, katoliccy miseyonarze dostali się do tego rodu Indyan, Ich kalendarz dni świętych i ślady innych zwyczajów każą się domyślać wpływu obrządków rzymskiego kościoła. Co niedziela zgromadzają się na nabożeństwo, lubo zupełnie jeszcze pogańskie, - każdy przychodzi wystrojony; stają około słupa, na przodzie obozu postawionego i tańcują z gestami faniastycznemi w dzikach podskokach. W przerwach tańca odmawiają modlitwy i kapłani, główną tu rolę grający, upominają lud, aby pełnił obowiązki i dobrem sprawowaniem sie zasługiwał na łaski Wielkiego Ducha.
ZAPOZEW EDYKTALNY.
Wzywają się niniejszem wszyscy niewiadomi pretendenci realni Jana Karola Frederyka Wirker, Sekretarza regencyjnego, tu na cholerę w roku i83t. zmarłego, któregopozostałość w depozycie naszym się znajduje, aby się z prawambswemi do sukcessyi rzeczonej w przeciągu 6ciu tygodni lub najpóźniej w terminie do deklaracyi w tej mierze na rP dzień 3. Marca r. p, przed południem o godzinie lotej przed D e - putowanym Sędzią Ziemiańskim Ribbenlrop w Izbie instrukcyjnej Sądu naszego wyznaczonym zgłosili, w przeciwnym bowiem razie prowokan-ci, a mianowicie Chrystyan Ludwik: Kieckhofer, Badzca ekonomiczny z Modławy, i Benjamin Gustaw Kieckhófer, Cesarsko-brązyliański Konsul w Londynie, jako dwaj siostrzeńcy matki spadkodawcy, za prawnych . sukcessorów abintestato uznani zostaną i tymże wylegitymowanym sukcessorom pozostałość wspomniona do własnej dyspozycyi wydaną zostanie. Zgłaszający się zaś po nastąpionej prekluzyi bliższy lub równo bliski sukceseor obowiązany będzie wszelkie ich czynności i dyspozycye za prawne uznać i przyjąć, i nie będzie miał prawa od nich ani składania rachunków ani też wynagrodzenia odniesionych przez nich korzyści żądać, owszem winien bę- i dzie poprzestać na tern, coby natenczas z te« goż spadku się pozostać mogło. Poznań, dnia 30. Października 1337.
K ro 1. P r u s K i S ą d Z > e m s K 0- M i e js K i.
Kurs papierów i pieniędzy giełdy Berlińskie) .
Sto
N a pr. kurant
Dnia 2. Grudnia 1837.
prC papie- goto - rami wizna 4 103 102£ 4 102J 101 i 641 631 4 10Y' 1021 4 102* 4 103ł 102J 4
Obligi długu państwa .
Pr. ang, obligacje 1830.
Obligi premiow handlu morek Obligi Kurmarchii z bież. kup Obligi tymcz. N owej Marchii db Berlińskie obligacye miejskie Królewieckie dito Elblągskie dito Gdańskie dito w T.
Zachodnio - Pr. listy zastawne 4 Listy zast. W. X. Poznańskiego 4 Wschodnio- Pr. listy zastawne 4 Pomorskie dito 4 Kur- i Nowomarch, dito 4 o o o Szląskie dito 4 ObI. zaległ, kap, iprC. Kur- i No wej - Marchii .... Złoto al marco. · . « .
N owe d u k a t y . . . . . .
Frydrychsdory ..... I Inne monety złote po 5 talarów ' r JJisconto .......
II{ 104£ 104 1041 104J 104£ 104 105 loor 99J 1061 861 85} 215£ 2141 Ę l3A 13/ 2 1 3 A 3 4
Przy tern dodatek, zawierający doniesienie Nowego składu fortepianów w rynku IIIr. 89 Ludwika Falka.
Powyższy artykuł jest częścią publikacji Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1837.12.05 Nr285 dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.