GAZETA
Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1838.07.07 Nr156
Czas czytania: ok. 18 min.Wielkiego
POZNA
Xi e s twa
G O.
K I
Nakładem Drukarni Nadwornej W. Dekera j Spółki. - Reuaktor: A. Wantiomki.
JVs 156. - W Sobotę dnia 7. Lipca 1838.
Wiadolllości zagranIczne.
Po Iska.
Z "W arsz a wy, dnia 18. Czerwca.
"Wczoraj otworzono salony ratusza, mieszczące w sobie wyroby i płody sztuki, przemysłu i kunsztów. Od lat około 10 nie było wystawy. Podniesienie się temi czasy tychże rękodzieł, dozwoliło nie tylko rokować najpiękniejsze nadal nadzieje, ale nawet pomyśleć o wskrzeszeniu konkursu emulacyi, o publicznej wystawie. Książę Namiestnik poniósł ten projekt do podnóżka tronu, a Monarcha zezwolił na przyprowadzenie do skutku szczęśliwego pod wielu względami pomysłu. "Wystawa publiczna uchwaloną została. Jej kierunek oddano komitetowi utworzonemu pod prezydencyią członka rady stanu Hr. Stanisl. Korwina Kossakowskiego. W ciągu niespełna 2ch miesięcy, nagromadzono w 6 salonach, zaledwie pomieścić mogących próby prac prawie wszystkich najznaczniejszych fabryk krajowych, a obok nich dzieła znakomitych artystów i amatorów sztuk wyzwolonych. Publiczność mnogo zebrana w czasie wczorajszej inauguracyi, przypatrywała się z podziwieniem. Główne miejsce onejże zajmowane jest meteorografem wynalazku p. Filipa de Girard nacz. inź. gor. rzą. Narzędzie to mechanizmem poruszanym przez zegarsClenny, daje kaźdćj godzifiy i po upływie 24 godzin doby bez pomocy ręki ludzkiej rezultat naj dokładniej szych postrzeźeń meteorograficznych. Obok niego równie ważne pod względem mechaniki, są: niachina parowa z fabryki pp. Steinkeler w Żarkach i mechanizm do dzielenia łinij p. Jana Oktoberskiego. Ściany salonów obite są dywanami, sztukami flaneli i inne mi wyrobami wełniane mi z fabryki pod firmą pana Jana Geismera; 2 słupy środkowe okryte są: jeden materyjami jedwabnemi i przerabianemi z fabryk: Pp. Tilmes i komp.; 2gi chustkami i szalami merynosowemi i tybetowemi w gustowne desenie i szlaki z fabryki p. Jana Kunert w Żyrardowie. Boczne słupy przedstawiają wyroby jedwabne i włosiane z fabryki p. Henryka Krug, bawełniane z fabryk p. Karola Daun z Żyrardowa i p. Jana Ulbrich z Turka a obrusy kolorowe przędzone u p. Hen. Keineke. Dwie sztuki aksamitu, jedna koloru granatowego a 2ga ciemno-zielonego z fabryki p. Krug na szczególniejszą zasługują uwagę. Stół środkowy zajmuje duża szafa sklanna, mieszcząca śliczne wyroby piórnicze p. Jana Reschke: kilkanaście bukietów piór, rajskich ptaków i palatynę róźnofarbnego puszku, nader misternie utworzona. Obok wznoszą się 2 wazony kwiatów sztucznych, z których jeden fantazyjne, a 2gi naśladujące naturę obejmuje kwiaty. Bukiety te są z fabryki licznych szczegółów na uwagę zasługiwać winny tacety, róże i narcysy z papieru chińskiego. Dwie szafy napełnione są wyrobami siodlarskiemi pp. A. SteJtzmana i J. Hartmana syna. Z szały pierwszej portseil z rzemienia (ci/tr de russie) ozdobiony wypukło ze skury wyrobionym herbem Cesarstwa Hojsyjskiego; a z 2giej torba myśliwska, kilka siodeł i ubranie na konia z siatki rzemiennej, są nader starannie wykończone. (Dok. nast.) i ł o s s y a. Z Petersburga, dnia 23. Czerwca.
(CTor, num.) - Służący w pułku gruzyjskim piechoty jako prosty żołnierz szlachcic polski Karol Malewski, usiłował niedawno ujść do l'ersyi a tak od służby na zawsze się uwolnić; wszakże przeprawiając się przez Aras ujęty został. N aczelny wódz armii kaukazkiej z przyczyriy wykroczenia takowego, prawa szlachectwa go pozbawił, który to wyrok dn. 10. m. b. sankcyą cesarską otrzymał. N a posiedzeniu pracującej tu przy Ministerstwie Oświecenia Komissyi Archeograficznej czytano 3. Stycznia postanowienie 1'. Ministra Oświecenia, aby protojerej cerkwi pałacowe i Cesarskiej Jan Grigorowicz zaliczony został do grona członków komissyi, i przy pomocy Assesora Kolleg. Onacewieza, zajął się przygotowaniem do diuku aktów dawnych, tyczących się Zachodniej Rossyi. (Litwy, Wołynia i t. d.)
F 2 a n c y a.
Z P ary ż a, dn. 27. Czerwca.
Pewna gazeta tutejsza wyraża: "Hr. Toreno między 5tym a IOtym Lipca w Paryżu spodziewany. Jeżeli zaś listom prywatnym z Madrytu wiarę dać można, podróż jego do Francyi ma cel li tylko finansowy, i nie przyjeżdża on, jak powiadano, aby nastąpić w miejsce Hrabi Espeja. Opinia publiczna w Madrycie skłania się podobno obecnie do podanych przez Pana Lafitle warunków, kiedy po długich układach z łanem Aguado nareszcie się przekonano, że z tej strony nieprzebyte zachodzą trudności." W piśmie z Oranu b d. 13. m. b wyrażają: »Ostatnie wiadomości z Maskary opiewają, że Abdel-Kader w Tekedempt (swojem nowem mieście) przebywa, którego wybudowanie skorym postępuje krokiem. Tam osiągnął zamiary swoje, t. j. poddanie się najcelniejszych pokoleń puszrzy. Nasz wódz naczelny, Generał Rapatel, który już przy odejściu ostatniego gońca chorował, musi teraz łóżka pilnować, "Aetna" przywozi mu pozwolenie powrócenia na kilka miesięcy do Francyi. Okręt rządowy oddano pod rozporządzeniejego; pytaniem tylko, czy lekarze przy obecnym stanie zdrowia Generała mu odpłynąć pozwolą Targi w Oranie i Mostaganemie ciągle w żywność obfitują a wywóz zboża bardzo ożywiony." Wyszło tu pismo "Wyjątki z pamiętników Xiecia TalIeiranda" . Ponieważ jednak wiadomo, że Xiąźę przed śmiercią swoja wydania papierów swoich przed upływem lat 30 zabronił, rodzina więc jego przeciw autcnlvczności tego dziełka uroczyście protestuje. Z dnia 2S. Czerwca.
Rząd ogłasza dziś następującą telegraficzną depeszę z Bajonny z d. 26. Czerwca: "Dn. 22. Espartero buergue'go na głowę poraził i 4 działa mu odebrał. Tegoż dnia Pennacerrada wpadła w ręce Espartery.« Dzisiaj obiegała tu pogłoska, że Xiążę Ludwik N apoleon, opuściwszy Szwajcaryą, niespodzianie w okolicach N eubreisacłiu przez Ren się przeprawił, w celu powrócenia do Francyi.
A n g li a.
Z L o n d y n u, dnia 26 Czerwca.
Z Laguny zawinął do Plymutu bryg «Elisabeth,« który d. 14. m. b. z płynącym z Hawanny brygiem, "Timoleon« się spotkał i od tego s'yszał, że twierdza S1. Juan dTJłloa w Mexyku, leżąca naprzeciw Veracruz, przez eskadrę irancuzką zdobytą została. (Taż sama pogłoska, opierająca się na podobnej w podróży podchwyconej wiadomości okrętowej, upowszechniła się już dn. 24. Czerwca w Paryżu, gdzie jeszcze dodawano', że Tampico i Matamoras zapewne wkrótce tego samegb doznają losu.) Gazeta ś u n ogłasza smutną nowinę z Port Natal pod dn. 20. Marca o wyrżnięciu tamenych osadników angielskich przez dzikich pokolenia Zoolas, pod wodzą Itengaana.' Przeszło ÓOO osadników w tej rzezi zginęło, reszta się rozproszyła. Mieszkańcy Port N atal uzbrajają się przeciw Dengaanowi, który ze s Jl'ej też strony gotuje się do nowego napadu. Z ostatnich wiadomości odebranych pod d.
23. Marca z Guatimala daje się widzieć źe cały kraj ten jest w stanie rewolucyi. Galvez został pobity przez Barrundia i Molina, wszyscy są przeciw teraźniejszemu Rządowi; dawny prezydent Marazan był w Meteguascuintia na czele 2,500 ludzi, gotując się attakować Carerę , prowadzącego bandę zbuntowanych Indyan. Zmiana rządu zdaje się być nieu-' chronną i mniemają że w składzie nowego. centralizm będzie miał przewagę. H i s z P IŁ n i a.
Kuryer L o n d y ń s k i obejmuje następujące pismo korrespondenła swego z San Sebastian pokładzie statka parowego angielskiego" Phoenix-' odbyła się rozmowa między Lordem John Hay i Munagorrim. Generał brygady Jauregui towarzyszył Lordowi od Fuentarabii. Munagorri nad wszyatkiemi szczegółami planu swego obszernie się rozwodził. J edynym celem jego (powiadał) jest zabezpieczenie praw i przywilejów prowincyi biskajskich, ale nie ma b) najmniej zamiaru po swojem powstaniu przeciw Don Carlosowi, wspierać rząd) Królowej albo z nią się połączyć. Jeżeli Królowa poczytuje być rzeczą spra · wiedliwą przyzwolić na roszczenia liiskajczyków, byłoby to tern lepiej, kiedy wojna takim sposobem tern prędzej końca swego dostąpi; jeżeliby zaś rząd madrycki do tego przychylić się nie chciał, to nieodzownćm jego (Munagorrego) posianowieniem, tenie sam opór i temu rządowi stawiać. Zasoby jego teraz tak znaczne, źe d. 14. Czerwca między 1300 żołnierzy pieniądze i żywność rozdzielał, a w tej właśnie chwili w Sarre broń, amunicyą i odzież dla 800 ludzi nagromadził. Żołnierze jego prawie wszyscy są zbiegami karolistowskiemi, przyzwyczajeni więc już do trudów wojny i Wf bojach wprawni. Oraz niezawodną, że Munagorrego wspiera mąż od dawna już za dzielnego poczytywany wojownika i znający się dokładnie na sztuce wojskowej. N ie poczytuję rzeczą stosowną, w obecnej chwili nazwisko męża tego wymienić-, kiedyby to teraz całemu przedsięwzięciu bardziej zaszkodzić, aniżeli pomódz mogło. Munagorrego postawa i cała powierzchowność nacechowana piętnem niejakiej nadzwyczajności. Ma on sąd przenikliwy i bystry rozum, wyraz twarzy poważny a głowa tak piękna, jakiej jeszczem nigdy nie widział. Tuszy sobie z pewnością, że plan jego się poszczęści i zaręczał Lordowi John Hay, żenad wszystkićm dokładnie się zastanowił i na wszelkie wydarzyć się mogące przypadki należycie przygotowany. Postanowienie jego · niewzruszone i jakkolwiek wdzięcznie każdą, przyjmuje zapomóżkę, nigdy to go jednak nie skłoni, aby choć na krok od głównej zasady, zupełnego uznania przywilejów biskajskich, miał odstąpić. Przed kilku dniami zbiegło trzech ułanów legionu, z których każdy w Sebastianie po trzy otrzymał dublony i kwit na drugie tyle wTolozie, gdzie im równocześnie powiedziano, żeby się do Francyi, t. j. do Munagorrego udali, który ich wszelako przyjąć nie chciał, ponieważ od angielskiego korpusu zbiegli. Zdaje się więc, iż to tylko było kuszeniem karo listów , aby legią osłabić lubo bez korzyści dla Munagorrego. Wczoraj
znowu dwóch N iemców od legii zbiedz chciał o, wszakże zamiar ich wykryto, a tak jutro pod Sąd wojenny pójdą. Ścisłe przedsięwezmą śledztwo, aby wypośrodkować, kto ludzi tych namawiał; jeżeli zostanie wykryty, surowa jego czeka kara." Po r t u g a l i- a.
Z L i z b o n y, dnia 18. C z e rw c a, (Morning-Herald.) O mało tu nie przyszło do nowej rewolucyi i niebezpieczeństwo jeszcze nie przeminęło. W czwartek odbyła się processya Bożego Ciała, na której się znajdowało całe duchowieństwo, wysoka szlachta, urzędnicy królewscy i sam Król. Wychodzi ona zwykle z kościoła katedralnego i tamże znowu -wraca, obszedłszy kilka przez wojsko obsadzonych ulic. Z powodu wielkiego napły.wu ludzi zawsze się w dniu tym spisku jakiego obawiano. Tą rażą więc rząd kazał stanąć na ulicach wraz z wojskiem liniowćm sześciu batalionom gwardyi narodowej, znane) z swej wierności. We wtorek wezwał Szefpolicyi, Pan Costa Cabral, okólnikiem swoim gwardyą narodową do pełnienia tej służby. Wypadek ten oburzył zagorzalców. Wyłączone bataliony wysłały emisaryuszów do owych 6 batalionów, aby się z domu nie ruszyły, dopókiby wszystkich 20 batalionów do służby nie wezwano. W środę wydarzył się przypadek jeden, który rządowi mógł służyć za przestrogę. Gdy bowiem processya jedna pod zasłoną *żołnierzy szła z kościoła Martor i muzyka nowy hymn narodowy zagrała, lud zgromadzony głośno się domagał hymnu z 1820 roku a żołnierze natychmiast się do tego przychylili, gdy rzucony między nich kamień ostrzegł ich, co ich czeka na przypadek oporu. W czasie śpiewania hymnu tego lud nieustannie wydawał okrzyki na cześć konstytucyi z 1820 roku. N azajutrz o godzinie 12. wyszła wielka processya z katedry przy odgłosie dzwonów i huku dział. Król sam wraz z 7 inne mi znakomitemi osobami niósł kosztowny baldachim nad celebrującym kapłanem. Skoro lud spostrzegł, że Silva Carvalho jest między temi osobami, a brat jego, kanonik Carvalho monstrancyą niesie, powstało wielkie nieukontentowanie i szmer. Ale dopiero za powrotem processyi do katedry powstał zgiełk. W chwili gdy Król wsiadł do pojazdu po nabożeństwie chcąc wrócić do zamku, domagał się lud zebrany przed kościołem z wielu gwardzistami narodowymi hymnu z 1820 roku i lżył okropnie Króla. Za Królem jechał Baron Bomfirn, którego także zelżono; ale gdy się Pan Silva Carvalho ukazał, taki powstał rozruch, że się lenie czem prędzej do kościoła cofnął stateczna będzie do zasłonienia Silvy Carvalho i wziął go do swego powozu, stojącego przy drugich drzwiach. Skoro się lud o tem dowiedział, pobiegł zaraz tamże i jeden z gminu, -wpadł do powozu z nożem w ręku, lecz ten f »oległ od wystrzał z pistoletu z ręki szefa poicyi. Później się okazało, źe tylko strach go na ziemię powalił, bo kula raniła kobietę jedne w sklepie swoim stojącą. Wypadek ten jednak zastraszył lud, powóz dojechał szczęśliwie do odwachu gwardzistów municypalnych i pod zasłoną tychże, chód ich tylko 9 - 10 było, dostali się szczęśliwie Panowie Costa Cabral i bilva Carvalho do jednego domu na ulicy Fanqueiros. Lud i tam pobiegł za nimi i groził, źe drzwi wysadzi, jeżeli mu Silva Carvalho wydany nie zostanie. W tej chwili ukazał się Wicehrabia Sa da Bandeira i starał się lud do rozejścia się skłonić; lecz wtem tak mocno został bagnetem ugodzony, źe chociaż tenże w wielką gwiazdę orderową trafił, przecież aż w piersi mu utknął. Zdołał jednak schronić się i wkrótce powrócił na czele drugiego batalionu lekkiej piechoty, rozpędził lud i owych dwóch Panów do zamku św. Jerzego odprowadził, gdzie pod zasłoną wojska aż do wieczora zostawali a wieczorem do domu powrócili. Potem aresztowano wiele osób i twierdzono nawet, źe Mantas, Franca albo Soares Caldier w więzieniu siedzą, ale to nie jest do prawdy podobną rzeczą: -ostatni przynajmniej wolno dotąd po ulicach chodzi. Wydano dwa postanowienia; pierwsze z nich nakazuje zwinięcie 7, 8, 14, 15, 16 i 17 batalionu gwardyi narodowej, a drugie wzywa Szefa policyi do użycia wszelkich środków końcem schwytania głównych sprawców rozruchu i ukarania tychże. Co się ostatniego postanowienia dotyczy, każdy juź tu zna z doświadczenia nicość takowych środków i nikt nie myśli o urzeczywistnieniu tychże, a pierwsze w ten tylko sposób uskutecznićby się dało, gdyby od domu do domu chodzono i każdego gwardzistę narodowego pojedynczo rozbrajano; takowe postępowanie zaś niezawodnieby nowe rozruchy za sobą pociągnęło. N owej więc burzy obawiać się trzeba, ale z tem już się tu każdy do tego 0swoil stopnia, źe się nikt bynajmniej nie trwoży; co więcej, wiele jest takich osób, co podobne zbiegowiska ludu za przedmiot rozrywki poczytują. - D opis z d. 19. Czerwca, Dzienniki tutejsze bardzo obszernie opisują rozruchy i każde stronnictwo stara się wystawić takowe w przyehylnem sobie świetle. Dzienniki kartystowskie wmawiają w lud, źe niespokojności te są wypadkiem dawno już u
kartowanego spisku, podczas gdy na pół urzędowe organa ministeryalne całą winę na Silvę Carvalhc zwalają, ie się tenże przy owej sposobności tak jawnie odznaczał, chociaż wiedział bardzo do brze, jak lud na niego jest oburzony. Prawda i tu zapewne znowu środkowe zajmuje miejsce; istniał albowiem rzeczywiście spisek, ale który później dopiero miał wybuchnąć, skoroby wycieńczony skarb sposobną do tego nastręczał chwilę, bo wtedy rząd nie mógłby z zupełną pewnością na wojsko liczyć. Ukazanie się Silvy Carvalhy i brata jego na processyi jawnie dowodzi, źe ci należą do osób, które Król uczcić pragnie, i to było przyczyną, źe lud niechęć swoje jawnie okazał i rozruchy wzniecił. JL> a n i a.
Z Kopenhagi, dnia 27- Czerwca.
Dnia i.6. zrana o 5. godz. Cesarsko-rossyjski statek parowy "Hercules" do przystani zawinął i 'I wystrzałami brzegi nasze przywitał. ł o południu o 5. popłynął do Helsing6r mając na pokładzie swoim Cesarsko-rossyjskiego Posła Barona Nicolai, Cesarsko rossyjskiego Generalnego Konsula, Gesschau i wielu innych członków poselstwa. Dnia 27. o 11. godzinie "Hercules" i Królew. szwecki statek parowy "Gylfe" do przystani tutejszej przebyły. Na pokładzie "Gylłe" znajdował się J. C. W. W. Aiąźę Następca tronu rossyjskiego. Wśród gromu dział z twierdzy J. C. W. o 2. godz. na ląd wysiadł, gdzie go natychmiast Gubernator miasta, Xiąźę Wilhelm Hessen przywitał. Jo' C. W. udał się niebawem do Amalienburg do Króla. (Pogłoska o przybyciu N. Cesarza Wszech Kossyi do Kopenhagi była bezzasadną. )
G 2 e c y a.
Z A t e n, dnia 12. Czerwca.
Z powodu wielkiego sporu między wschodnim a zachodnim, czyli między obu katolickiemi kościołami, panuje ruch u nas, a to więcej ze względu na politykę i na odłączenie się nasze od kościoła macierzyńskiego, reprezentowanego przez święty synod w Konstantynopolu. Przytem toczymy spory ze wszystkiemi odszczepnerni kościołami o mieszane małżeństwa, które według naszych praw kanonicznych wcale dopuszczone mi być nie mogą, a jednak okuzują się nader pwtrzebnemi, właśnie gdy Grecy ja z inne mi narodami tak rzymsko- katolickiego jakoteź ewangelickiego wyznania w związki wchodzi. Tylko synod ekumenejski może tu w tych i w innych spornych punktach wydać postanowienie. T u 2 C Y a.
Z Konstantynopola, dnia 6. Czerwca.
W braku gmachu na kwarantannę rząd prze podróżni przybywający ze Smyrny, Trebi*3ndy i z innych dotkniętych zarazą morową miejsc, mają być badani, a w razie okazania się zdrowymi, poddadzą się kadzeniu,- poczem bez dalszej przeszkody na ląd puszczeni będą. Linijowy okręt ten stoi na kotwicy na przeciw kancelaryi portowej. Egipt.
Z Alexandryi, dnia 27. Maja.
(Journal de Smyrne.) - Zdaje się teraz być rzeczą udowodnioną, źe ogień, który w nocy na dn. 21. m. b. na jednym znajpiękniejszych okrętów flotty egipskiej wybuchrąl, był podłożony. Stróż okrętowy już w kajdany okuty i rząd najenergiczniejszych chwycił się środków, aby sprawców czynu tego wyśledzić. Trafunkowi pożaru tego przypisać nie można, kiedy z pewnością wiadomo, źe ogień równocześnie w 5 miejscach wybuchnął, gdzie palnych materyjałów wcale nie było. Na Vicekrółu wypadek ten bardzo smutne sprawił · wrażenie, kiedy wtem groźną dla flotty swojej upatruje wróżbę. W chwili obecnej, w której skarb jego bardzo wycieńczony, zniszczenie tak wielkiego okrętu nader dotkliwym dla niego ciosem.
ROZlllaite wiadolllości.
Ze Lwowa. - Tygodnika rolniczoprzemysłowego wyszedł Nr. 31. i obejmuje przedmioty następujące: 1) Jaki najlepszy gnój na łąki? 2) Ornaku. 3) Rzepak ozimy na piaskowym gruncie. 4) Ul polski wydoskonalony (dokori.). 5) O fabrykacyi cukru z buraków, przez Dr. Reichenbacha. 6) li ii - chowanie płótna w Szląsku. 7) Kapelusze słomiane prać. 8) O największej fabryce cukru. 9) Gospodarstwo zagraniczne, z podróży po różnych krajach. »
Testament Torwaldsena. - Nie dawno otrzymano w Kopenhadze wierzytelny odpis testamentu Thorwaldsena z podpisem 7 świadków. Znakomity ten artysta przeznaczył swój zbiór kosztowny, złożony z arcydzieł rzeźby, płaskorzeźb, obrazów, rysunków, rycin, medalów, starożytnych naczyń, książek i innych przedmiotów, rodzinnemu miastu Kopenhadze, z warunkiem, aby wystawiono dom osobny na to muzeum, mające nosić imię założyciela. Przeznaczył na utrzymanie tego muzeum wszystkie procenta od swego majątku, w przypadku, jeżeli się nie znajdą spadkobiercy w linii prostej. W Danii, na wzniesienie stosownego gmachu, zbierają składki, które już 32,220 Tal. wynoszą.
BoXery. - Boxowania w Anglii wyszło już bardzo z mody, i jeszcze tylko gdzie niegdzie z powodu wielkich zakładów wykonywane bywa z większą lub mniejszą dzikością. Najnowszy przypadek, wydarzony w tej mierze pod Manszestrem, okazuje nadzwyczamą zdziczałość obyczajów. Boxery w otwartem polu, otoczeni wyuzdanem pospólstwem, a jeszcze wyuzdańszemi ludźmi z wyższego stanu, wystąpili nago, a na nogach ku palcom mieli pewien gatunek żelaznych trzewików, zaopatrzonych zewnątrz kończatemi goździami, aby jeden drugiemu, gdyby ręce już nie zdołały, jeszcze uzbrojonemi w ten sposób nogami mógł dojechać końca. Chodziło o nagrodę 25 funt., szt. J eden z boxerow umrze niezawodnie. Zwycięzcę odprowadzono do domu w tryumfie. Obadwaj byli nielitościwie pokaleczeni; nie mieli na sobie źadnćj odzieży, a to dla tego: «aby po ukończonej walce przyzwoicie, jak zacni ludzie, a nie w poszarpanych sukniach do miasta powrócić mogli.« Spożycie napojów spirytusowych w Anglii. Obliczono, iż ilość napojów spirytusowych, które corocznie w Anglii i Irlandyi spożyte bywają, byłaby dostateczną do utworzenia rzeki-, mającej 60 stóp szerokości, 3 stopy głębokości, a 6 mil długości. »Nie byłoby od rzeczy,« dodaje Morningchronicie «wykazać przytem wszystkie ofiary, które nowoczesny Styx ten pochłania: ludzi, których ta rzeka zaprowadza do domu szalonych, do więzienialiotany- Bay i na galery; dzieci, które umierają z głodu dla tego, źe ich rodzice są opojami, a nareszcie kobiety, które z powodu pijaństwa swoich mężów całe nocy we łzach i smutku przepędzają! < < Przygoda w omnibusie, - Żadne publiczne miejsce nie dostarcza dla dostrzegacza obyczajów bogatszych plonów, i nigdzie się tyle jak w omnibusie śmiesznych nie wydarza wypadków. Niechaj czytelnik sam osądzi z próby następującej: Wystawmy sobie słotne, brzydkie, szkaradne powietrze, deszcz lejący strumieniami z dachów, rynien i z nieba; rynsztoki wezbrane jak ulice szerokie, chodniki zalane wodą, powódź w górze, powódź w dole; słowem, wystawmy sobie powietrze jak przy potopie świata i jakie jest na początku wiosny w Paryżu, gdzie przez 8 miesięcy co roku takie panują słoty, iż żadnego dnia bez deszczochronu wyjść niepodobna; dla tego też Anglicy, by unikać mgły, wilgotnych wyziewów Tamizy, a nacieszyć się błogie mi promieniami słońca, stołeczne miasto francuzkie Paryż z wielkiem upodobaniem odwiedzają. W takimto pięknym dniu miesiąca Maja pewien porządnie ubrany mężczyzna, trzyma przemokły do nitki, jak gdyby go świeżo z Sekwany wyciągnięto, bieżał za omnibusem w ulicy St Honore i wołał na konduktora , aby go przejął pod zbawienne poddasze. a że . ' Jeszcze w powozie próżne miejsce było, więc zatrzymano się. »Plac a drohe !« zawołał konduktor. - »Pardon mtssieurs, pardon mesdames; " rzekł mężczyzna z papierową sakwą wsiadając do powozu; uc'est tju'iljait unternps!': «Ale uważaj też wćpan cokolwiek," zawoła flewna dama w jedwabnej sukni cielistego kooru, «wszak wćpan nadeptałeś mi suknię.« - »Pardon madame; to s;ę nie stało umyślnie; -przeklęte powietrze!« - «Miej też się wćpan na baczności,« odezwał się znowu pewien otyły podróżny z lewej ławki, "z wćpana ciecze jak z f)rrrry, zmoczysz mi na nic surdut.« - »Pardon monsieur; przeklęta słota, leje jak z konwi!" - II A, ba, leje; mosanie, kto na skroś przesiąkł wodą jak gąbka, ten nie wsiada do publicznego powozu, aby tę gąbkę -wydusił.« - »Dardzo mądrze i słusznie, mój panie, powiedziano, proszę tysiąckrotnie o przebaczenie, ale to właśnie dzieje się z tej przyczyny, że tak brzydkie powietrze! gdyby na dworze było pięknie, byłbym ani panu, ani szanownemu towarzystwu najmniejszej nie uczynił przykrości; ja nie wsiadam nigdy do omnibusa, jeieii jest pogoda. Panie konduktorze, bądź też łaskaw powiedzieć ty ni panom . . ' 1 panIom, aby się ku sobie więcej w kupkę wzięli i mnie cokolwiek miejsca między sobą wyposri'dnili, bo ja nie siedzę, ale stoję zgarbiony jak znak zapytania.« - »dllona messieurs et dames du cole droit! jest jeszcze jedno miejsce.« Na ten najwyższy rozkaz konduktora zrobiła się luka, ot w orzylosię na prawej ławce próżne miejsce, na którem usiadł nowy pod óżny, a że było ciasno, a on napęcniały, WIęC woda ciekła z niego ciurkiem na wszystkie strony. - «Gdybyś wćpan był przynajmniej tak dobry i postawił pod ławkę swoje ogromną sakwę papierową,« rzekła dama w jedwabnej sukni cielistego koloru: "wtedy zabrałbyś cokolwiek mniej miejsca." - "Cest tropjust, madame, spełnię rozkaz natychmiast, proszę tysiąckrotnie o przebaczenie; przeklęte powietrze! a do tego ósmego Maj a!" Całe towarzystwo zamilkło i jechało dalej; większa część mężczyzn usnęła i sapała spokojnie; same tylko damy chcąc niechcąc poruszały czegoś nogami; gdy oto jeden z podróżnych, ocknąwszy się, przerwał ciszę powszechną: "Pardon madame, lecz zdaje się mi, jak gdybyś wćpani u spodu miała coś ruchliwego na swojej sukni, a jeszcze coś takiego co lezie, i na mój honor, jeżeli się nie mylę, jestto ślimaki" "Ślimak! dla miłości Boga! a to je t rzecz okropna!" ozwie się chór cały. - "Slimak!" - "Vofons!" - "Voyons en peu. " - " Voyons voir." - "N a poczciwość, ślimak!" - "A jeszcze jaki ślimak!" - "Pardon moru , s uur, popatrz też wćpan tu, wyżej kołnierza po prawej stronie, na drodze do prawego ucha, czy nie jestto także ślimak P" - "Do kata! tak jest w samej rzeczy; to on, to ślimak!" odrzekł zapytany, trzymając ślizbcgo rogacza w ręku. ,,,Ale zkądże tu się u Ucha biorą ślimaki?" Naco pewien podeszły pan rzecze: "Zkąd się biorą? One wyłażą z swych skorupek; iiistoryja naturalna uczy nas, iż wilcy podczas głodu wychodzą z lasu, a ślimaki podczas deszczu wyłażą z swych skorupek. " - "W lesie, pozwalam, ale nie w omnibusie.
Ciszej, st! nie ruszaj się wćpan! Oto jeszcze jeden na deszczochronie tego pana!" - "A tam, na gamerce u tamtego pana!" - "Ale to już za nadto! Zapewne jest ktoś w powozie, który przy sobie ma ślimaki. Należy zrobić przegląd, trzeba zrewidować wszystkich." - " Ja nie mam niezawodnie." - "Ni moi." - "Ni irwi." - Czternaście ni moi odezwało się jednym głosem; jeden tylko podróżny milczał ten sam, który z papierovra sakwą na ostatktl przybył, i który w całym ciągu lej sceny nieustannie chustką wodę z swoich sukni wymoczy wał, a potem ją pod ławką wykręcał. To częste poruszanie ręki wpada nareszcie w oczy, obudzą podejrzenie i przypomina wszystkim ogromną papierową sakwę. Podnoszą więc draperyją ławki do góry i z powszechnem zadziwieniem znajdują dużą, przemokłą, papierową sakwę, pełną dziur, z których miry jada ślimaków wyłazi, i w rozmaitych kierunkach w podróż się wybiera. Już kilkaset wydobyło się z -więzienia i z tłómoczkami na grzbiecie używało-wolności! "Monsieur, ćest une infamie!" - "Monsieur, c 'est une atrocite."- odzywają się wraz wszyscy podróżni. "Podobne zachowanie się należy prawnie, policyjnie, surowo ukarać." - " Eh messieurs et mesdame" , odrzekła ofiara tych gwałtownych apostrofów "nie róbcie dla fraszki wielkiego hałasu jeżeli prosić wolno! Tym hałasem przestrasz cie te biedne zwierzątka. Wszakżeto nie są krwiożercze tygrysy, tylko ślimaki, które nikogo nie zjedzą; i owszem, one same są bardlo dobre do jedzenia. Ja przynajmniej bardzo je jeść lubię; i właśnie idę z targu, na którym ich kilkaset sztuk kupiłem. J estżeto tak wielkiem przestępstwem? Zamiast oburzenia się na mnie, powinnibyście raczej z miłości bliźniego pomódz mi łowić moich zbiegów." To rzekłszy nasz miłośnik ślimaków, bierze się yyraz do roboty i zbiera zbiegłą rogaciznę po mu juz nie przydatna, jego kapelusz zastępuje jej miejsce; podróżny chwyta je po jednemu, po dwa, bierze za skorupy, za rogi, i ciskając je w głąb nowego więzienia, poluje na nie bez ustanku, łowi na górze i na dole, ściga za niemi po laskach, deszczochronach, sukniach i koszach, koło nóg; -wyciąga i w lewo i wprawo ramiona, chwyta, łapie, więzi; kipelusz się przepełnia, ale ile razy nowy c i zbiegów dostawi, wszczyna się walka na krawędzi kapelusza, staje się nowa dezercyja! Kłopot, nie ma ratunku! Damy tego podróżującego towarzystwa, które w pierwszym gniewie i przestrachu około nóg szczelnie swoje suknie pozatulały, mężczyźni, którzy zakasawszy spodnie, powkładali je w bóly, już się dłużej w gniewie utrzymać nie mogą, pusty śmiech grzmi w omnibusie. Dama w jedwabnej sukni koloru cielistego, zachodząc się ze śmiechu i nie mogąc przemówić słowa, skinęła ręką na konduktora, dając mu znak, iż sobie życzy wysiąść z powozu. Konduktor sam zrywając ze śmiechu boki, chcąc jej usłużyć, pociągnął tak silnie za sznur przymocowany do ramienia woźnicy, iż tenże omal z KOIIIa nie zleciał, lem rozgniewany, szarpnął w tył tak mocno konie, iż dama, stojąca właśnie pośrodku powozu, w znak upadłszy, kapelusz ze ślimakami swoją tuszą na miękki placek zdusita !... O scenie, która po tym ul]adku i przypadku między panem zgniecionego !)tpelusza, a damą -w jedwabnej sukni cielistego koloru nastąpiła, nie nadmienimy ani słowa; są, rzeczy i zdarzenia, których opisać niepodobna. To tylko dodamy, że tak on, jak i ona, przy wysiadaniu wymienili swój stan i nazwisko, wzywając cały omnibus za świadka swoich obopólnych zażaleń. I ztąd dowiedziało się towarzystwo, iż pan ślimaków był perukarzem, a dama w jedwabnej sukni cielistego, a teraz zblakowanego koloru, szwaczką. Nie dowiedzieliśmy się dotąd, która strona proces wygrała. (ł\ozm. Lw.)
OD Jak zwyczajnie, szawskie w chwili, bytu N. Cesarza skiego mogły być nie na deszły .
REDA KC YI.
tak i tą rażą Gazety Warkiedyby z przyczyny pow stolicy Królestwa Polinteresującćmi, w łaś n i e
TEATR, FOLSKI.
(Nadesłano.) Melodramat "Śmierć i dzierżawca", który towarzystwo Pana Raszewskiego przedstawiało onegdaj, należy do liczby tych sztuk, które tak są błatie, tak są niedorzeczne, że i jak najlepsze wystawienienie może zająć publiczności. Referent czytał i widział już wiele niedorzecznych sztuk teatralnych, lecz musi wyzrfać, że coś podobnego nigdy mu się dotąd nie zdarzyło widzić.Wchodzić w szrzpgóły i rozbieranie ról niepodo bna już dla tego, że role nie miały wcale pewnego charakteru; możemy tylko powiedzieć, że i dziś starania artystów byiy widoczne, że Pan Raszewski przez swą grę starał się naprawić swój zły wybór sztuki, że Pan Łoziński bardzo wiernie oddał śmierć a Pani Michałowska i Dąbrowska, jak-zawsze, były zajmujące W ogóle umiano role i tylko Pani Dąbrowska w śpiewce w drugim akcie nie wiedziała co i jak miała śpiewać. - Dziś ładna komedya Hr. Skarbka" Czemuż nie jestem sierotą", a jutro , Śluby panieńskie" Fredra,widać więc źe i wybór sztuk będzie odtąd lepszy, i źe Pan Raszewski zaniechawszy przedstawiania sztuk tłumaczonych z francuzkiego i niemieckiego, których tutejsza publiczność już do uprzykrzenia się napatrzyła, odłąd obdarzać nas będzie dobremi narodowemi sztukami, przez co tern bardziej na wdzięczność publiczności sobie zasłuży. A.
SPRZEDAŻ KONIECZNA.
Sąd Ziemsko-miejski w Kościanie.
Nieruchomość do pozostałości Walentego i Rozalii z Ptaszyńskich, małżonków Stęszewskich należąca, jako t o: 1) kamienica tu w Kościanie pod Nr. 32. położona wraz z tylnemi budynkami i chlewami sądownie na 2700tal. oszacowana; 2) ogród przed bramą poznańską 90 prętów kwadrat, obejmujący 50 " 3) ogród niedaleko domu poprawy, 2 morgi · · · 100" 4) ogród przy drodze Szmigielskiej, 2 morgi 200 " 5) folwark we wsi kamelarnej N aeławiu pod Nr. 20, dawniej 21., składający się z domu mieszkalnego i budynków gospodarczych, i 10 kwart roli, sądownie na. 4760" otaxowany; · wedle taxy mogącej być przejrzanej wraz z wykazem hipotecznym w Registratur ze, ma być d. 12. Stycznia 1839. r. przed południem o godzinie IOtej w mie scu zwykłem posiedzeń sądowych sprzedana. Wszyscy niewiadomi pretendenci realni wspomnionych ogrodów wzywają się, ażeby się pod uniknieniem prekluzyi zgłosili najpóźniej w terminie oznaczonym. Kościan, dnia 29. Czerwca 1838.
Powyższy artykuł jest częścią publikacji Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1838.07.07 Nr156 dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.