. y

Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1838.08.04 Nr180

Czas czytania: ok. 19 min.

GAZETA

Wielkiego

Xicstwa

POZNANSKIEGO

Nakładem Drukarni Nadwornej W Dekera i Spółki. - Redaktor; A. Wannomki.

X 180.

W Sobotę dnia 4. Sierpnia 1838.

Powodowany jestem oświadczyć najuroczyściej, ii w żadnym z artykułów i doniesień korrespondencyjnych, umieszczonych dotąd w pismach publicznych pruskich i zagranicznych, a odnoszących się juźto do tutejszego interessu arcybiskupiego, już do toku rzeczy w W. Xiestwie Poznańskiem, najmnieiszego zgoła, bezpośredniego lub pośredniego udziału nie miałem. Upraszam zarazem Szanowne Redakcye pism zagranicznych, w których pomienione znajdowały się artykuły, ażeby to moje oświadczenie zamieścić w nich raczyły. Poznań, dnia 2. Sierpnia 1838.

Naczelny Prezes Prowincyi Poznański ej. F lot t iv e I L

Wiadolllości zagraniczne.

Po Iska.

Z Warszawy, dnia 28. Lipca.

Dnia 25. b. m. JW. Dyrektor Główny, Prezydujacy w Kommiss. Rządowej Spraw Wewnętrznych Duchownych i Oświecenia Publicznego, p. o. Gubernat. W 7 0jennego Miasta Warszawy, Generał-Adjutant Szypow, wyjechał na objazd Gubernii Płockiej i Augustowskiej. Znajdują się przy JW. Generale: Wizytator Generalny szkół Hlebowicz, Referendarz Stanu N owicki, Radca Dworu Zeno

wicz i Major korpusu Kommunikacyi Lądowych i Wodnych Urbański. R o s s y a.

Z Petersburga, dnia 11.(12.) Lipca.

Zarząd Oświecenia w roku 1837.

Wyciąg ze zdania sprawy złożonego N. Cesarzowi przez Ministra Oświec e nla. Rozrządzenia tyczące się pojedynczych części Ministerstwa Oświecenia. - (DalszY ciąg.) - Okrąg Dorpacki. W Uniwersytecie nauczycieli i urzędników było 74, uczniów 5b3; 137 otrzymało stopnie uczone i lekarskie. W okręgu złożonym z 3. gubernii były 4 gymnazija, 1 seminarium wiejskich nauczycieli, szkół powiatowych 24, parafialnych i elementarnych 85; w nich urzędników i nauczycieli 248, uczniów płci obolej 5,021. Nadto pensyi prywatnych i szkół 149; w nich uczniów 3,970. W ogóle uczących się 8,991. Biblioteka uniwersytetu pomnożyła się rzadkim zbiorem Biblii we 48 językach. Przybyło 2 professorów zwyczajnych, jeden nadzwyczajny. 6 uczniów będących w instytucie professorskim skończyli kurs nauk. Dwóch z nich należało do wyprawy której powierzone było oznaczenie różnicy poziomu Kaspijskiego i Czarnego morza. Professorowie Gebel, Schmaltz i Jacobi dawali publiczne kursą chemii, technologii, geome rzemieślników się zbierało. Professor Parrot odbył uczoną podróż do Cap-Nord w celu astronomicznego oznaczenia długości i szerokości miejsc tudzież postrzeień nad ruchem wahała i nad magnetyzmem ziemi. Professor Schmalz jeździł do Krymu dla poznania tego kraju we względzie rolniczym. Astronom Fiedorów w 1632 I. wysłany do południowozac .odniej Syberyi dla oznaczenia punktów między 50° u 60° szerokości wrócił z podróży. W szkołach okręgu nauczanie języka rossyjskiego wszędzie wprowadzone, i środki ku jego upowszechnieniu kaźg się spodziewać pożądanych w tym względzie skutków. Dla dzieci Kossyan mieszkających w Dorpacie otworzona szkoła elementarna. W mieście Walk otworzono szkołę miejską dla dziewcząt" w Dorpacie szkołę elementarną Estońską" a pod JRygą takąż Łotewską. (Dal. c.p.) Francya, Z Paryża, dnia 24. Lipca.

Pan Thiers wyjechał dnia 12. zCauterets; zwiedzi naprzód rodzinne swe miasto Aix, a potem uda się do Florencyi. M o n i t e u r z dnia 18. b. m. ogłosił budżet wydatków i dochodów na rok 1839, a zarazem i postanowienie mianujące P. Martin du N ord tymczasowo Ministrem Skarbu, w miejsce P. Lacave-Laplagne. A n g I i a.

Z Londynu, dn. 24 Lipca.

Pewna gazeta torysowska czterech wymienia Xiąźąt starających się o rękę Królowej Wiktoryi, t. j. Xiccia N emurskiego, Xiecia Jerzego Cambridge, Xiccia Sasko-Koburskiegp i Xiccia JNassau. Zdaniem tej gazety, jeden z dwóch ostatnich najwięcej ma prawa cieszenia się pomyślnemi widokami. Xiążc N emours, nie zważając nawet na inne przeszkody, już z tego względu najmniej ma prawdopodobieństwa za sobą, ponieważ jest religii katolickiej. Obiady, bale i festyny dawane na cześć posłów koronacyjnych i przez nich samych wyprawiane, bezustannie trwają. Ostatniemi dniami wyprawiali wielkie uczty HI. Stroganow, Xiąźę Palmella, Markiz J. ansdowne i HI. Jersey. Król. Pruski Poseł koronacyjny, X}aźę Putbus, w skutek takowych fatyg zasłabł i od dni kilku wychodzić nie może. Z dnia 25. Lipca.

Dochody z koncertu danego w ogrodzie Beulah-Spa d. 13. b. m na korzyść wychodźców polskich, jjie pobierających wsparcia rządowego, nie były tak znaczne, jak się początkowo spodziewano; po potrąceniu kosztów tyle tylko pozostało, że na każdego

10S2z owych 200 wsparcia potrzebujących" po K '.lIKJl szelongów na tydzień na dwa następne miesiące przypada. Więc dn. 30. m. b. podobny koncert dać postanowiono. Wszakże zdaniem gazety T i m e s, pomoc takowa na przyszłość nie wystarczającą, jeżeli rząd z swojej strony dla owych 200 Polaków zapomóżki nie przeznaczy. Potwierdziła się teraz dawniej upowszechniona pogłoska, że Następca tronu bawarskiego przebywa incognito w Londynie. J. K. M. miał wczoraj, jak dzisiejsze gazety donoszą, posłuchanie u N. Królowej i w tym celu wprowadzony został przez Lorda Palmerstona i Posła bawarskiego. Z innych dostojnych gości już niektórzy wyjechali, jak npi Xiąźęta: Nassawski, Sasko-koburgski i Xiążę Ernest Hessen-philipsthalski. Jutro będzie u Królowej wielki obiad dyplomatyczny. Zrobił sobie ktoś żarcik i ułożył nader komiczny plan do podziału Francyi, a gmatwaninę tę, datowaną d. 15. Czerwca 1833 roku, wydaną u tutejszego księgarza Ridgway w kształcie pisma ulotnego udał za akt urzędowy, wykradziony z zagranicznego archiwum. Niektóre dzienniki także zupełnie tak rozprawiają, jak gdyby owiarogodności tej gmatwaniny nie powątpiewały, a mianowicie S u n, S tandard i Times. Ostatni szczególniej w swoim wczorajszym numerze zapełnił trzy kolumny wstępem do tej historyi, podczas gdy, M o rn i ng C h r o n i c i e z równą starannością sprzeczność i niedorzeczność w tym domniemanym akcie urzędowym wykrywa. Morning P o s t najlepiej podobno postępuje, poczytując całą tę rzecz za śmiechu warte głupstwo. Także Kuryer drwinkuje sobie, że się trefnisiowi jakiemu, i to jeszcze zapewne Francuzowi, w pole wywieść dano. I w rzeczy samej plan ten jest tak śmieszny, iź trudno pojąć, jak można serio o nim rozmawiać. Podług niego miano podzielić Francyą na 18 państw i nadać jej ustawę na wzór ustawy Związku niemieckiego. Na te 18 państw związkowych rozłożono 79 głosów, i z tych jeden także Xieciu Tallejrandowi, jako Panu na Perigordzie, przyznano. Sejm związkowy miał się na przemiany w Paryżu i Wersalu zgromadzać, a na pierwsze'm zebraniu się tegoż miał Xiąźę Tallejrand obradom przewodniczyć. Oprócz Ludwika Filipa, któremu się dostać miała Normandya i Orleanais, pod tytułem; N owa Francya, i Xiecia Bordeaux, dla którego, jako Henryka V, Burgundyą i Tolosanę pod tytułem: Stara Francya, przeznaczonp, miał każdy kraj graniczący z Francyą * część tejże otrzymać; Paryż zaś i Lugdun 0glosić miano miastami wolnemi. Dopókiby wszy z nich Burgundyą, a drugi Tolosaną zarządzać, i dopiero po ich śmierci miał Xiąźę Bordeaux obie te części pod powyższym tytułem odziedziczyć. Wynalazca planu tego miał zań znaczną ilość pieniędzy otrzymać. Kuryer powiada, źe, gdyby mu tylko setną część tych pieniędzy dano codziennieby podobnej dostarczał ramoty.

Hiszpania.

Z Saragossy, dnia 17. Lipca.

Tutejszy dziennik N ovicio otrzymał następujące doniesienie z Caspe z dn. 13. Lipca: »Spokojność publiczną tak dalece tu dzisiaj zakłócono, źe wszystkie wojsko i gwardyą narodową do broni wezwano. Sprawcami jednak tego nie byli tą rażą karoliści tylko żołnierze krystynistowscy. Około godziny pierwszej z południa wkroczyły tu dwie kompanie pułku »Burgos« pod dowództwem Kapitana, a w godzinę później przybył tu także i Major pułku., Skoro tenże do miasta wstąpił, zaraz pod pozorem, źe nie dość wcześnie muły pod niego dostawiono, znieważył słowami AlkaIdę, mieszkańców, a szczególniej Komendanta broni i wkrótce potem zaczął się z Kapitanem kłócić. Widząc żołnierze spór swoich Naczelników nie chcieli im się dać w niczćm wyprzedzić i naprzód domy łupić zaczęli. Uderzono zatem w bębny, gwardya narodowa wzięła się do broni i miasto wystawiało obraz pola bitwy, aż nareszcie jednego z ujętych żołnierzy rozstrzelano. Wojsko powróciło do Alcanizu w towarzystwie artylerzystów, udających się do Mequinenzy, gdzie mieli zabrać działo jedno przeznaczone dla korpusu Barona Meera, którego wojsko Morellę oblega. - Generał Espartero obsadził d. 14. wojskiem swojem folwark Labrasę pod Estellą. « Z nad granicy hiszpańskiej.

Czytamy w M e morial des Pyrene e s, dzienniku przychylnym sprawie krystynistów: »Krystyniści bardzo źle robią, uskarżając się na barbarzyństwo, z jakiem się karoliści z ich jeńcami obchodzą. Często oni sami dają przykład owych krwawych scen, hańbiąeych juz oddawna walkę hiszpańską. I tak np. kolumna krystynistowska w ostatnich dniach zeszłego miesiąca w małem miasteczka Almodovar pod Sierrą Moreną czterech karolistów w niewolą zabrała, i tych na rozkaz Generała Narvaeza niezwłocznie rozstrzelano. Jakże więc można wśród takich okoliczności czynić Wyrzuty przeciwnikom swoim? I dla czegoź ciągle jeszcze tak okrutnego prawa odwetu używają? «

Portugalia.

Z Lizb o n y, dnia 17. Lipca.

Zbliżające się zwołanie Kortezów, co najpóźniej w Wrześniu nastąpi, jest obecnie głównym'" przedmiotem wszystkich rozmów. Sądzą, źe brak pieniędzy szczególniej rząd do kroku tego skłonił. Stan północnych i południowych prowincyi kraju tego nie jest bynajmniej zaspakajający. W okolicach Gralheiry zjawił się w osobie mnicha, Manvela Correi, drugi Remeschido, który już wiele zabójstw popełnił. W Pombalu domagała się większa część mieszkańców wypuszczenia na wolność kilku na śmierć skazanych zbrodniarzy i tylko przybyły oddział ułanów z Santaremu zdołał spokojność utrzymać. Przed niewielu dniami napadła gromada rozbójników na wieś Semeixe, złupiła ją i domy kilku zbiegłych mieszkańców podpaliła. Za oddaleniem się ze wsi strzelali rozbójnicy do robotników, zajętych na polu sprzętem kukurydzy, z których 3. zabili a 5. ranili. W prowincyi Algarbif codziennfe wojsko Królowej ściera się z guerylasami miguelistowskimi, a mianowicie w bliskości Taviry, San Estevao i Estoy. Wojsko Królowej ma teraz swoje główną kwaterę w Loułe i bardziej się przyszłemi wyborami niż Rerneschidą zajmuje, który mieszkańcom Sierry swoje opiekę przyrzekł; ei przeto postanowili obecnie nie słuchać rozkazów Pułkownika Fontury, żądającego; aby mieszkania swoje opuścili. Według łrstów z Gibraltaru znowu tam związki z głębią kraju były przerwane, a tak obawiano się bardzo o Generała Narvaeza W la Mancha.

Niemcy.

Z Hanoweru, dnia 24. Lipca.

(Korresp, Humb) - Stan zdrowia J. C. W.

W. X. Następcy tronu rossyjskiego pod starannern okiem pielęgnującej go N. Pani naszej, codziennie się polepsza. Wszakże publiczność dotychczas jeszcze nie miała szczęścia oglądania J. C. W. w teatrze, gdzie wczoraj drugie, a jutro trzecie i ostatnie przedstawienie Sanem będzie. Nawet i na festynach dworskich na cześć jego wyprawianych, dostojny gość obecnym być nie mógł, przeto też najokazalsze bale i uczty do późniejszego czasu, aź zupełnie zdrowie odzyska, odłożono. Stosownie do życzenia naj dostojniejszych krewnych swoich W. Xiąźę nie opuści dworu naszego, zanim zupełnie nie wyzdrowieje* Z Frankfortu n. M., dnia 26. Lipca.

Głoszą tu ciągle, źe J. C. W. W. Xiąźę Następca tronu rossyjskiego tćmi dniami miasto nasze zwiedzić raczy, pochlebiamy nawet so obecnością swoją uświetni, Liczba przybywających tu magnatów rossyjskich bardzo liczna; wymieniają też między niemi syna Xięcia Warszawskiego, Hr. Paszkiewicza, który tu z guwernerem swoim z Warszawy przybył. Z Monachium, dnia 25. Lipca.

(Gazeta Powszechna.) Wczoraj zebrało się już przed godzin- 5tą mnóstwo osób wszelkiego stanu wzdluź ogrodu zamkowego, przy połnocnem skrzydle rezyde,ncyi królewskie; (w samym przysionku nikt się zatrzymywać nie mógł), w celu zobaczenia N. Cesarzowej, której się przybycia między godziną 6tą a 7mą spodziewano. Po godzinie Tmćj ukazał się pojazd Cesarzowej rossyjskićj, która mając obok siebie W. Xiężniczkę Alexandre, jechała wśród' rzędów zebranych widzów i wszystkich mile witała; za nią postępowało 8 innych częścią poszóstnych, częścią ezworokonnych powozów. Twarz dostojnej monarchini jest nieco blada, co wdzięki jej tern bardziej powiększa; nie jest jednak bynajmniej tak cierpiącą, jak to z wielu stron głoszono; szybko bowiem wysiadła z pojazdu i lekkim krokiem postępowała po wysokich wschodach. Ponieważ Cesarzowa wyraźnie sobie życzyła, aby wszelkich ceremonii zaniechano, przeto ją cesarska Nadochmistrzyni, Xiężna W olkońska, do jej komnaty zaprowadziła, i później dopiero odwiedziły ją naj dostojniejsze i dostojne osoby. Wieczorem był obiad familijny. Dziś o godzinie 12tej odwiedziła, N. Cesarzowa w towarzystwie przybyłego tu N. Króla kościół nadworny Wszystkich Świętych i Ciliptotekę. Stosownie do jej życzenia dadzą dziś w teatrze «Lunatyczkę« Belliniego, a jutro «Koberta« Meyerbeera. Dziś teatr oświecony i wszyscy urzędnicy rządowi i dworu wystąpili w mundurach. Nie doniesiono jeszcze urzędownie, czy N. Cesarzowa już pojutrze do Tegernsee albo Kreuth wyjedzie, i zapewne to przed wszystkićm od powietrza zależeć będzie. S z w e c y a.

Z Sztokholmu, dnia 24. Lipca.

N. Pan na mocy postanowienia z dnia 21.

m. bież. Prezesowi Kady -wojennej, GenerałMajorowi Axel- M611erhjelm, urząd Pierwszego Namiestnika tymczasowo poruczyć a dotychczasowego Drugiego Namiestnika Kuylenstierna zupełnie z urzędów wszjstkich złożyć raczył. Dnia 20. m. b. o godzinie IOtej wieczorem stolica nasza znowu była widownią gorszącego zaburzenia; przed ratuszem na S6dermalm i w przeciwległej północnej dzielnicy lud się zbuntował. Wezwano pomocy siły zbrojnej,lOS4

której po ujęciu mnóstwa wichrzycieli, dopiero po północy spokojność przywrócić się udało. Tłumy spiknonyeh wartę na rynku S6dermalmskim, gdzie tą rażą Porucznik Ehrenholf dowodził, w śród okrzyków ura! ura! do walki wyzywały; wszakże gdy oficer żołnierzom broń nabić rozkazał, wichrzyciele pierzchnęli. Podobnie i następnemi wieczorami, t. j. dn.

21. i 22. Lipca, zbiegowiska ludu się ponawiały, wszakże liczba spiknionych od dnia do dnia ubywała a tak dragonia gwardyjska ich łatwo rozproszyć mogła. Na ulicy rządowej, gdzie tą rażą nieład był największy, z dom u jednego na patrui -wojskowy kamieniami rzucano. Fiskal miejski JFredholm natychmiast wszedł do domu tego, gdzie dwóch ludzi, równie jak trzech innych w pobliskim ogrodzie, którzy się podobnego występku dopuścili, ujęto. 1 zeszłej nocy znowu zakłócono spokojność publiczną i motłoch wszystkie okna w domu drukarza Lars Hjerta na małćj nowej ulicy E OWybijał. Pierwszy Namiestnik 100 talarów anko nagrody dla tych wyznaczył, którzyby do przytrzymania albo ukarania hersztów takowych bezprawi się przyczynili. Równocześnie wydał obwieszczenie, stosownie dc« którego drzwi wszystkich domów w stolicy od godz. IOtej -wieczorem aż do ótej zrana-mają być zamknięte. Kto się po godzinie IOtej na ulicy przydybać da, powinien patrulom albo policyi na ich zapytanie nazwisko i mieszkanie swoje wymienić. W nocy nie wolno kilku osobom razem stanąć; skoro na wydane wezwanie natychmiast się nie rozejdą, mają być ujęte a w razie oporu albo rzucania kamieniami, wojsko do użycia broni i dawania ognia upoważnione. Przeciwnie jednak i na każde słuszne zażalenie spokojnego obywatela na możliwe nadużycie -władzy wojskowej lub policyjnej wzgląd sprawiedliwy miany będzie.

IMVUVV W W t. V w

- ROZlllaite wiadolllOŚci.

Wyimek z listu z Paryża. - «Szkoła robienia cukru z buraków w Fouilleuse, nie daleko Paryża, o której otwarciu miałem przyjemność donieść w roku zeszłym, przystąpiła dn. &. Kwietnia r. b., po sześciomiesięcznym biegu nauk teoretycznych i praktycznych, do rozdawania dyplomów i świadectw zdolności. U częszczało do niej 52 uczniów, -t. j. 20 Francuzów i 32 cudzoziemców, pomiędzy którymi było 16 Polaków. Pan Dupuis wspomniał o tych ostatnich w mowie, którą posiedzenie uroczyste zagaił. Powiada, że może jawnie i porządku. Pochwala ta nie była samą grzecznością, bo z 52 uczniów otrzywali dyplom: 1 Francuz, 1 Szwajcar, 1 Grek, a B Polaków.

Druga tychże połowa otrzymała tylko świadectwa, ale nie wątpliwie dla tego jedynie, że musieli walczyć z trudnościami obcego języka, w którym chemija, fizyka i mechanika zastosowana, wykładane były. - W instytucie rolniczym, w Grignon, o 4 mile od Paryża, uczy się nauk gospodarskich tego roku 10 Polaków; nauki w tej szkole rozdzielone są na dwa lata i uczniowie obowiązani są pilnować ich bez żadnej przerwy, bez żadnych świąt i wakacyj, co ztąd pochodzi, że się oddaj;] nie tylko teoryi, ale także praktyce, tak, iż prawie wszystkie szczegóły i posługi gospodarstwa odbywane są przez samych uczniów. Pomiędzy uczniami Polakami znajduje się jeden wysłany kosztem banku Królestwa Polskiego. Obszerna majętność, oddana przez rząd prywatnemu przedsiębierstwu, posiada wszystkie warunki podobnego-wzorowego zakładu: rozmaitość gruntu, łąki naturalne i sztuczne, las i staw. Rozmaite gatunki bydła, owiec i trzody nastręczają uczniom znajomości porównawczych. Do zakładu tego należy fabryka narzędzi rolniczych i mąki kartoflanej. - Na tegorocznei wystawie sztuk pięknych w Luwrze, znajdowały się tylko dwa dzieła oryginalne Polaków; pierwsze JP.Ferdynanda Chotomskiego, wyobraża: Sąd kani przez orła; myśl tego obrazu powziął autor z bajki Niemcewicza, gdzie kania obwiniona o zabicie gołębia, i gdzie kos i sroka bronią jej sprawy. Journal des Artistes wspomina pochwalnie o tem dziele. Drugie dzieło oryginalne Pana Gustawa Łosińskiego, z Dusseldorfu, wyobraża dawny zamek w górach Eifel. Nie wiadomo mi, czy ten sam artysta, czy inny podobnego nazwiska, rysował kilka wizerunków do zbioru malowniczego Musee des famil/es; pod rysunkami temi podpisany jest może przez omyłkę Lowsinski. Spominając o tym zbiorze malowniczym, przychodzi mi na C>amięć umieszczony w nim artykuł,- opisujący J5icetre, szpital pod Paryżem, szczególniej dla ludzi, mających pomieszany rozum. Nieszczęściu temu, jak wielu innych, uległ pewien młody człowiek, którego widok takie sprawił wrażenie na zwidzającym ów szpital autorze, że obok opisu zakładu umieścił w Musee des familhs wizezunek tego nieszczęśliwego. Wyjmuję z artykułu Francuza kilka o tem szczegółów: »Pamiętają wszyscy młodego cudzoziemca, Tctóry razu jednego chciał paść na kolana przed jedną z córek królewskich i wyznać jej miłość, którą go natchnęła. Dziennikipowtarzając ten wypadek, dodały, że młodzian ten rodem Grek, umieszczony został w szpitalu. Od tego czasu nie spominano więcej o tym dziwacznym postępku, który pośród zdarzeń, co po sobie następują, krzyżują się i jedne drugie wypierają, poszedł w zapomnienie. Bohater tego szczególnego wypadku nie jest Grekiem, urodził się w Polszczę. Nazywa się Papr..... " ma lat 27 i był podporuczni - kiem. Przechadza się nieustannie w ogromnym kapeluszu słomianym po dziedzińcu nie mogących być -wyleczonymi, gdzie go zamknięto. Rysy jego twarzy -wyrażają głęboką melancholię i pomimo łachmanów, które go okrywają, nie są bez godności i wdzięku. Trzewiki podziurawione, nie mające nawet kształtu obuwia, surdut niegdyś granatowy i poszarpany, resztki pantalonów i szpitalna koszula, składają jego ubiór. W ogólności unika on ciekawych, ale kiedy kto do niego przemówi, odpowiada po francuzku dosyć poprawnie z grzecznością i jako człowiek, który żył w świecie. Gdymu kto zadaje pytania, ściągające się do jego umieszczenia i chce się dowiedzieć, dla czego go tu zamknięto, odpowiada zręcznie co innego i nie wychodząc z granic najściślejszej przyzwoitości, przenosi rozmowę dowcipnie do innego przedmiotu. W rozmowie jego jest ciąg, loika, jasność; umysł jego nie rzuca się raptownie z jednej myśli w drugą, co właśnie znamionuje osoby, mające pomieszanie zmysłów, ale prawie zawsze narzeka na rozkaz, który go więzi W tym smutnym szaleństwa przebytku. Mówią, że Papr..... .łączył z miłością swoją do jednej z córek królewskich, marzenia polityczne, że się mienił być wybranym od Boga do odrodzenia ludzkiej społeczności. W epoce naszej rozprzężenia, gdzie każdy marzy o odbudowaniu szczęścia ludzkiego, gdzie lada uczeń wmawia w siebie jeniusz, przeznaczony do wzniesienia budowy towarzyskiej, zamienionej w rozwaliny, gdzie naj dziwaczniejsze systemata licznych mają zwolenników, postępek l'apr......go może (we Francyi) nie wydale się tak szalonym, jak nim jest w istocie i t. d. - Hrabia Jelski założył znowu w Paryżu dom bankowy pod firmą »Jelski & Dussard«; kilka spekulacyj szczęśliwych pozwoliło mu nie tylko rozszerzyć swoje działania, ale nawet spłacić długi, które pozostały po upadku dawnego jego domu, a do których spłacenia nie był prawnie zobowiązany. J edną z takich spekulacyj było kupienie wynalazku galwanizacyi żelaza, ochraniającej je od rdzy. Akcyje tysiąc - frankowe, w tym interesie puszczone w obieg, trafiły właśnie na chwilę, w której pewny szał rzucania się w spekulacyje na nowe wynalazki, opanował byt szły były wtenczas na giełdzie z 1000 do 3000 fI. G-alwanizacyja, zachowując żelazo od rdzy, jest wynalazkiem bardzo użytecznym, a sposób galwaniz1?wania bardzo prostym i niekosztownym. Zelazo, oczyszczone ze rdzy, zanurza się w roztopioną w tyglu glinianym massę cynku, wydobyte zanurza się w wodę i gładzi się trocinami. Takie przynajmniej postępowanie widziałem w założonej w tym celu fabryce w Paryżu. Jest-to proste pobielanie żelaza, ale mniej kosztowne od powłoki, jaką dają na miedzi. Dom Hrabi Jelskiego założył teraz w okolicy Paryża, przy spadku kanału Sanct Maur, wielki młyn do mienia zboża, o 30 kamieniach. - Zeszła nie dawno z tego świata księżna d'Abrantes, zostawiła w rękopismach swoich romans, którego osnowa wyjęta jest z dziejów polskich, z czasów Królowej Jadwigi. Romans ten wyszedł z druku W Paryżu, pod tytułem: Hedvigue.

Jeszcze kilka słów o Karpińskim.

Mało o którym z naszych pisarzy tyle i tak często mówiono jak o Karpińskim. Nie licząc przygodnich wzmianek, pisali o nim umyślnie Brodziński, Tańska, biograf jego X. Korniłowicz, a świeżo P. Podwysocki i dwókrotnie odezwał się o nim Pan Kraszewski. Sposób w jakowy ostatni obiawił swoje zdanie o Karpińskim, jako o pisarzu i człowieku, wybitnie się różni od poprzedzających, nie jest przeto bynajmniej gorszym. Chociaż od niejakiego czasu poznaliśmy się na ozczości popłatnych dawniej mów pochwalnych, jednakże ton ich pogrzebowy nie przestawał brzmieć we wszelkich naszych krytykach i autobiografiach, szczególniej jeżeli się te ściągały do pisarzy trochę dawniejszych. De mortuis aut bene aut nihil, do tego stroić się wszystkie głosy musiały. - Według mojego zdania, ta przyzwoitość była cokolwiek przesadzona. Nie chciano wiedzieć że są nieboszczyki, używający najrzeczywistszego, i w najzacniejszej części swojej istoty, życia. Nie tylko pisarz znamienity, z po za grobu rzetelnie jeszcze wpływa na pokolenia po nim żyjące, ale zdarza się i to, jak gdyby dla powiększenia złudzenia, że ten nieboszczyk od swojej potomności przyjmuje nawzajem wrażenia i z całkiem odmiennym licem tą lub inną rażą jej się okazuje. Niebyhźeśmy sami świadkami, jak niedawno, dzięki Niebuhrowi, rzymianin ów, Titus Livius, otrząsł się z grobowego i szkolnego prochu i rozpowiedział nam prozą początkowe dzieje swojego narodu, o których dotąd pod poetycznemi tylko 1 mytycznemi symbolami napomykał. Z tej przyczyny postrzegliśmy radzi, iź Pan Kraszewski

pierwszy zaczął u nas mówić mniej grobowym głosem o jednym z tych umarłych, którzy Ż)ją i długo jeszcze żyć będą pomiędzy nami. Nie wiem jednak jak wiele osób moje zdanie podziela?. Widziałem owszem że nawet pierwszy artykuł P. KI. w Tygodniku umieszczony, pod napisem Prużana, jakkolwiek zawierał pełną świeżości, barwy, a nadto bardzo pochlebną dla poety Białowieskiej puszczy wzmiankę, uchodził przed niektóremi za ubliżenie pamięci Karpińskiego. Najdobrodusznieisi mówili: «musi mieć coś do niego« jak gdyby zdoprawdy trzeba kogoś nie lubić, ieby się o nim odezwać bez Demostenowskich kamyków w gębie, bez obowiązujących powtórzeń, bez przemilczeń, bez wszelkich tych towarzyskich nieszczerości, które usprawiedliwiają twierdzenie: że na to ludziom służy dar mowy, ażeby swoje istotne myśli ukrzywać mogli. Tworzyć sobie -według tego trybu krytykę i historyą krajowego piśmiennictwa, jak właściwa?.. Każdyosądzi. Wyznajemy że jest najszczęśliwszą rzeczą, kiedy literatura narodowa nie jest rzeczą martwą, ale żywo porusza uczucia powszechności; nie godzi się jednak dawać wyrodzić temu spółczuciu w niewieścią i nie rozumną draźhwość. Co się kocha, warto znać; z lękliwego badania, powstanie tylko mdła i powierzchowna znajomość, zkąd do nieznajomości i całkowitego zapomnienia krok tylko. Szkodaby była przez przychylność skazywać na ten los niezazdrosny, naszą literaturę. Nie tylko nie jest żadnem ubliżeniem naszej piśmiennej przeszłości rozprawiać o niej śmiało i otwarcie, ale jest to oddaniem jej pośredniego hołdu: jest chlubą i korzyścią, kiedy naród liczy [w ubiegłych czasach, ludzi i rzeczy o których rozprawiać warto. Pozwałam sobie dodać i moich słów kilka do wytoczonej mowy o Karpińskim, bo zdaje się że one będą ogniwem przymierza dla dwóch zdań ostotnio objawionych. Kiedy Pan Podwysocki utrzymuje, że Karpiński stanowi wyjątek z XVIII, wieku, a Pan Kraszewski dowodzi, że z duchem tego wieku ściśle się krewni, czuję że jeden i drugi maja, słuszność za sobą, ale w osobnych względach. Pierwszy patrzy tylko na duch poezyi Karpińskiego i według niego wnioskuje o charakterze poety, o moralnym człowieku w Karpińskim; drugi -widzi zewnętrzność jego literackich płodów, a człowieka wystawia -według anegdot jego życia, według własnych jego zeznań o sobie. Moją troskę będzie rozróżnić te dwa oddzielne widoki, albo raczej ukazać, że ten dualizm stanowi właściwie fizyognomią Karpińskiego w naszej literaturze. - Co to było to wskrzeszenie oświecenia na XVI I I, wieku porównanie się z tym wiekiem, od którego za całą Europą przy zostaliśmy się W tyle w czasie początkowych jego okresów.

Szczególnym zbiegiem wypadków, odłączyliśmy się byli od ogólnych postępów wieku, osamotnieliśmy umysłowie, zdziczeli i zcudzoziemczeli w Europie; kiedy się wtem poetrzeźono, nie było innego sposobu nagrodzić straconego czasu, jak pochwycić szczudła nieswojskjch wyobrażeń i doganiać drugich. Tej była natury nasza umysłowa i literacka ogłada pod Stanisławem-Poniatowskim. Mógłże nie wziąść udziału tego ducha jeden z przewodzców tych narodowych postępów, jeden z głównych pisarzy i poetów tamtoczesnych ?. - Musiał w nim mieć udział i miał rzeczywiście Karpiński. Co do prac jego literackich, (jeszcze pod zewnętrznym względem uważanych) lezą one ściśle zamknięte w granicach obrabianej w jego czasach niwy; żaden wyższy popęd nie ośmielił go z nich wykroczyć. Tak samo wyobrażeniom swojego wieku nie panuje on, ale ulega; jak każdy człowiek tak i Karpiński w swojej niedoskonałości człowieczej, w swoich słabościach, ułomnościach, obłędach, pospolitsze słabości i obłędy swojej epoki powtórzył. To co Pan Kr.... nazywa w Karpińskim egoizmem, wielkiern mniemaniem o sobie i użaleniem się na nie-dość wynagrodzone swoje zalety, jest może w większej części narowem jego czasu, jak wadą jego własnego serca. Hojność Mecenasów zawsze niedośna do chęci Autorów, jest po wszystkie wieki treścią skarg prozą i wierszem. Z dawien dawna powołanie pisarskie słynęło za poróżnione z fortuną; w naszych czasach Alfred de Vigny dowiódł (w prześlicznej zresztą powiastce) że pod wszystkie mi kształtami społecznych rządów, pod Monarchią samowładną, pod Monarcbią konstytucyjną i w rzeczypospolitćj, zarówno ciasno dla poetów. Widać, że "ich Królestwo jest także nie z tego świata. JNigdy jednakże owe mniemane krzywdy, które towarzystwo wyrządza swoim najgenjalniejszym członkom, nie były uznane za tak rzeczywiste jak w XVIII, wieku; może dla tego, że nigdy położenie piszących nie było szczęśliwsze a nawet potężniejsze. Nasze spółczucie z biedą poetów, bierze początek w szlachetnym źródle, w uwielbieniu dla ich dzieł, które nie zdają się nam być nigdy dość zawdzięczone; a nadto w zwiększaniu się, w miarę oddalenia, rozblasku ich imion, które coraz więcej na wieku w którym kwitnęli zajmują miejsca. Dzisiaj np. imię Karpińskiego jest jednćm z tych kilkunastu imion, które reprezentująprzednami cały okres ostatniego półwieku w naszym narodzie. Zaledwie wahalibyśmy się rozdzielić pomiędzy nie wszystkich dostatków tamtoczesnej Polski. Ale jest to złudzenie umysłowe, uczuciowa i imaginacyjna omyłka; brać tego serio niepodobna. Spółczesni inaczej te rzeczy widzą i widzieć mają prawo; że ktoś napisał dobre wiersze, nikt przeto nie czuje się do obowiąsku wyzucia się na korzyść jego ze swego mienia. Poeta, nawet kiedy swoje znaczenie i swoje prawa exageruje, chociażby W tajemniejszćj tajemnicy swej duszy, myli się bardzo zabawnie. Jest to jednak choroba dość pospolita u rzeszy piszącej. W niektórych narodach jest ona źródłem nieprzyjaźni piśmienniczej z porządkiem towarzyskim; by\a szczególniej żywa, cierpka na mowy i czyny zuchwała, w XVIII, wieku. Wracając do Karpińskiego, miałże on rzetelne przyczynynieukontentowania ?... Talent jego, od samego początku, zjednał mu względy tronu, przychylność najznamienitszych osób w ojczyźnie, ich przyjaźń, poufałość; obmyślono dlań los przyzwoity i tym może poźądańszy dla człowieka delikatnego i dumnego, że od jego własnej kilkoletniej pracy zależało zapewnić sobie,niepodległośc i dostatek na resztę życia. Zęby na tem nie przestawać, odrzucić, a potem żalić się, sarkać, trzeba było właściwie nie egoizmu, ale obłędu wieku potakującego zamniemaniu i niechęci, nieodłącznym w tym czasie od geniuszu. W tym względzie wielką część swoich niesmaków, a nawetmoże niepowodzeń, winien Karpiński duchowi swojego wieku. - Inne widoczne znamię XVIII, wieku w obliczu Pana Franciszka (winniśmy tę poufałność Panu Kr...) jest sposób w jaki pojmował ten wyraz: Cnota. JNie wątpię, ze osadnik Białowiejskiej puszczy, byl człowiek cno-, tliwy, ale właśnie hyi cnotliwy jak człowiek, jak filozof XVI I I, wieku; przesadzał i mylił się W tej rzeczy: wierzył w doskonałość. Zapozwał zacność ob owią zku trzymając 0czy na idealnych, obłocznyth cnotach. Nie dostrzegał dobra które każdy, w swojej sferze, w swojem położeniu, ma do zrobienia i powinien zrobić; a myślał, że wszystko zależy na wymyśleniu pewnego trybu cnotliwego życia a na ten zaraz ludzie przystaną, jak gdyby się składali z samych pretendentów po nagrody "Monthyońskie" i z "Królowych róż Siureńskich" (les rosieres de Suresnes.) Król Stanisław August, dostojny dom Radziwiłłów, powierzyli mu wychowanie dzieci niesłychanego majątku; ukształcenic ku dobremu jego umysłu i serca, było zasługą przed całą rzecząpospolitą Polską; nie wytrwał w tym zawadzie Karpiński, bo mu to zabierało dużo tońskich rozmów, marzeniu o przekształceniu swego powiatu w społeczność jak na szczęśliwej wyspie którą zwiedził Doświadczy ński, a to za pomocą projektu podanego wojennemu Gubernatorowi Litwy, nie pamiętam Kuszelewu, czy Repninowi. Porównanie które czyni P. Podwysocki między Russem a Karpińskim bardzo jest naturalne. W istocie, mutatis mutandis, jest podobieństwo w charakterze, narowach i obrocie umysłów tych dwóch pisarzy, kończących źvcie na odludziu i w mizantropa. Przynajmniej można upatrzyć że są jednoczośni. Nie mało znalazłoby się w jego wydanych i niewydanych pismach dowodów, jak sposób widzenia i namiętności nawet XVIII, wieku nie były mu obce. Wyłączywszy w gruncie jego serca tające się poetyczne sympatye, o których niżej powiemy, Karpiński i myślał i rozumował, jak obok niego myślano i rozumowano. - Dla tego daleki jestem co do słowa trzymać się tych przyswojonych mu nazw: koc h a n k a J u s t y n y , mieszkańca u b o g i e g o domku i wystawić go sobie także za idylliczną istotę, jak raz nazwał Mochnacki (nie całkiem niewłaściwie ) nieodżałowanego naszego Brodzińskiego. Twierdzenie jakoby Karpiński sam jeden z naszych pisarzy, obszedł zarażony dom XVIN. wieku, i stąd jeszcze może się wydawać zbyt absolutnem, ie pod wyrazem XVIII, wieku, wyobrażamy sobie natychmiast epokę Wolterjanizmu francuzkiego. Mieliśmy zaś i my nasz wiek XVIII., wprawdzie naciągany na kopyt francuzki, ale nie on sam. O naturze reformy nauk i oświecenia za Stanisława Augusta warto jeszcze pomówić; może i my kiedyś o tern pomówiemy; tutai to przynajmniej napomkniemy, że wprowadził ją do nas czcigodny Konarski, popierał najprzewaźnićj zakon Pijarski, między czelnemi pisarzami mieliśmy Biskupów i Arcybiskupów; to więc duchowieństwo, które we Francyi stanowiło opozycyą przeciw śmiałkom encyklopedycznym, u nas było samo poplecznikiem gorliwym oświecenia. O arystokracyi, a przynajmniej o kilku domach arystokratycznych, to samo. Stąd wszystko się u nas działo, że użyję techniczno - malarskiego wyrazu, pół c i e n i a m i . Karpiri.ski z mniej daleka miał się oddalać, niź gdybyśmy go przykładali wprost na tło francuzkiego XVI I I. wieku. (Dok. na<tJ

SPRZEDAŻ KONIECZNA.

Sąd Ziemsko-miejski w Rogoźnie.

.Należący L u d w i k Ziihlkom małżonkom pod Nr. 23. w Pile położony młyn, oszacowany na 580S tal. 28 sgr. 11)], fen. -wedle taxy mogącej być przejrzanej wraz z wykazem hyIJotecznym i warunkami w Registraturze, ma l..:łyć dnia 22. Lutego 1839. przed południem o godzinie litej w miejscu zwykłem posiedzeń sądowych sprzedany. Rogoźno, dnia 19. Lipca 1838.

Król.' Pruski Sąd Ziemsko-Mi ej ski.

W niedzielę d. 5. Sierpnia 1838. r.

będą. mieli kazanie

Nazwy kościołów.

przed. południem.

W kościele katedralnym W kościele farnym S. Ma ryi Magdaleny . S. Wojciecha , Bernardynów (Parafia Sgo Marcina.)x. Mans. Zejlandt - Pr. Urbanowicz - Prob. Kamieński

W ciągu tygodnia od d. 27. Lipca" aż do 2. Sierpnia 18i8po południuurodziło się chło- dziepców, wczątpaf!umaiło płci płci męsk. iem. \ślub wzięto

Franciszkanów. .

(Parafia Sgo Rocha.) Dominikanów . i .. - Krajewski X. Przeor Scholz W kiaszt. sióstr miłosierdzia! - Pr. Dyniewicz W ewangelickim S.Krzyżaj Superint. Fischer Past dyw. Ahner VV ewangelickim S. Piotra Rad.Kons. Diitschke W kościele garnizonowym] Pastor dyw. Hoyer I Lfi l 1

Ogółem

10 l l T'

Powyższy artykuł jest częścią publikacji Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1838.08.04 Nr180 dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.
Do góry