fx A Z
Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1838.11.28 Nr279
Czas czytania: ok. 10 min.Wielkiego
TA
Xiestwa POZNANSKIEGO
Nakładem Drukarni Nadwornej W Dehera i Spółki, - Redaktor: A. Wanrwmlii.
JIj279. - W Srodę dnia 28. Listopada 1838.
Wiadolllości zagraniczne.
F 2 a n e y a.
Z P ary ż a, dnia 17. Listopada.
Po dość' długiem milczeniu tak się znowu Dziennik sp o rów o sprawie hiszpańskiej odzywa: »Powolne suchoty trawiące Hiszpanią przerywa chwilowo febrzanne wstrząśnienie, z którego zagraniczne stronnictwa, zwracające swe oczy na kraj ten, wnioski podług swych życzeń robić mogą. N adchodzące od niejakiego czasu wiadomości z półwyspu pirenejskiego nie sprzyjają bynajmniej sprawie konstytucyonistów. Śmierć (-Jenerała Pardinasa, porażka wojska tegoż, intrygi madryckie dążące do obalenia Ministeryum iriasowskiego i straszliwe zabójstwa w Walencyi i innych miastach, zdają się potwierdzać przepowiednią legitymistycznych dzienników francuzkich w czasie przybycia Xicznej Beiry do Hiszpanii. Rzadko rozprawiamy o Hiszpanii, bolesną bowiem jest rzeczą wspominać ciągle o nowych nieszczęściach, którym zapobiedz nie myślimy, a stanowczych wypadków, godnych doniesienia, bardzo jest mało. Sądzimy przecież, że nam dziś milczenie nasze przerwać należy, z obawy, aby kto przynajmniej smutnych wypadków nie przesadził i co do skutków tychże samego siebie nie ułudził. O wypadkach wojskowych nic nie wspomniemy, bo wszystkim z doświadczenia wiadomo, co znaczą w ogólności wszystkie w Hiszpanii okrzyczane w y - ' cięstwa, Co się zaś politycznych dotyczy zabiegów, wnioskować można, że stronnictwo zagorzalców, które w Walencyi i Murcyi tak świetne i krwawe odniosło zwycięstwo, znowu u steru rządu stanie. Donoszą już o powrocie Fana Mendizabala do Hiszpanii, a to ważną nader jest rzeczą, bo gdy w Hiszpanii stronnictwo jakie za slabem się czuje, naczelnicy jego wynoszą się za granicę, gdzie lepszych oczekują czasów. Tracimy Pana Mendizabala; ale PP. Toreno i Istunz może niezadługo w mury Paryża zawitają. W innym kraju dziwionoby się niezawodnie, jak moie stronnictwo, znane tylko z okrucieństwa lub głupstwa, stanąć znowu u steru rządu. Lee» w oczach człowieka bezstronnego i znającego stosunki hiszpańskie t wypadek takowy jest nie tylko naturalny ale nawet i koniecznym. Wśród opłakanego stanu, w jakim się kraj cały z przyczyny wycieńczonego skarbu znajduje, najwyższe urzędy z największem połączone są niebezpieczeństwem. Czyli -więc stronnictwo piastujące takowe, jest słabe i niedołężne, czyli też niepotrzebnie okrutne, zawsze prędko zasoby swe wyczerpie. Ztąd to wynika konieczność ustawicznej zmiany zarządzeń, nie żeby lepsze, lecz żeby tylko inne obecnie głowę podnieść może? Oto, że od ostatniego swego upadku nanowo odetchnąć i nowych sił nabrać zdołało, gdy przez całe 12 miesięcy na żadne pociski narażone nie było.
Jest to zaiste smutnym i upakarzającym wypadkiem dla ludu, ale karolisci, zdaniem naszćm, za wcześnie z wypadku takowego tryumfują. Uząd Królowej jest wprawdzie bardzo słaby i wycieńczony; lecz względem Don Carlosa tyle jeszcze posiada mocy, że tenże, ograniczony na własne zasoby, jeszcze go i za 50 lat nie pokona. Wzdrygacie się czytając doniesienia o straszliwem mordowaniu jeńc ów; ale wiecież istotnie, co przez to rozumieć należy? Oto tyle, że, dopóki jedno stronnictwo w Hiszpanii do szczętu wytępione nie zostanie, drugie na żaden sposób Hiszpanii opanować nie potrafi. Ci, co na osłabienie i wycieńczenie liczą i układy do skutku na mocy tego doprowadzać zamyślają, są marzycielami nie wiedzącymi, co to nienawiść hiszpańska. Los jeńców walencyjskich f>otka każdego poddającego się Hiszpana; o tein wie każdy Hiszpan i każdy też dla tego z litością lub pogardą się uśmiecha na czynione porównania. Dzieje owego kraju są już naprzód spisane; są one pełne krwi, nędznych zabiegów i podłego prawa odwetu; lecz o stanowczym wypadku nic nie wspominają, bo ten jest niepodobny, bami karolisci lepiej, od nas wiedzą, że Madrytu wziąść nie mogą. Niechaj się także nikt tern nie ludzi, że zacięta ta walka wkrótce się ukończy, jeżeli się kto trzeci do niej nie w miesza. Sławny i świadomy rzeczy Hrabia Rayneval powiedział w Madrycie na kilka dni przed swoją śmiercią: <<»J est to wojna, która na wzór wojny z Maurami 800 lat potrwać może «« Znany angielski członek parlamentu, Pan Robert Cutlar Fergusson, umarł wczoraj w Paryżu. H i s z p a n i a.
Morning-Chronicle obejmuje następujące pismo z Madrytu z d. 1. Listopada: «Zaszłe tu wczoraj i onegdaj zrana liczne aresztowania najważniejszą są nowiną, którą Panu donieść mogę. Większa liczba ujętych osób, których już 120 wymieniają, składa się z karolistów , po części Wysokiej rangi. Znajduje się między niemi dwóch Biskupów, z których jeden był spowiednikiem byłego Ministra Someruelos, około 40 Kanoników i duchownych, wiele osób z wysokierni przydomkami, np. teść Hrabi Toreno, i kilku krewnych Hrabi Ofalia - dość sam dobór tutejszych karołistów, których związki z przf-szłćm i teraźniejszem Ministeryum politykę tych gabine
tów poniekąd wyswlecają. Wszystkich zaaresztowany eh pod mocną eskortą w krytych wozach 'do depotu wojskowego Leganes w pobliżu stolicy dzisiaj wywieziono. Mają tam pozostać podobno jako zakładnicy i rękojmie za dobre zachowanie się przyjaciół swoich po prowineyach; jeżeli jednak bezpieczeństwo ich od tego tylko zawisło, los ich łatwo przewidzieć można. - Pod względem mianowania nowego gabinetu nic jeszcze nie postanowiono. Słychać, że członkowie liberalnego stronnictwa, których rady N. Pani w tej mierze zasięgała, ją do ostrożności wzywali. Wszakże dobrze zawiadamiane osoby następującego spisu nowego gabinetu nam udzieliły: Valgornera, Prezesem Rady; Valdez, obecnie Generał-Kapitan Galicyi, Ministrem wojny; Calatrava, Ministrem łaski sprawiedliwości; Inlante, Ministrem-spraw wewnętrznych; Ferraz, brat dowódzcy jazdy, Ministrem skarbu. Byłoby to istotnie Ministeryum przejścia do czego innego, zaspakajającem potrzeby chwilowe. - Podczas kiedy najlepszy batalion armii odwodowej w pobliżu Madrytu stoi, karolisci od dwóch tygodni główną kwaterę o 2 leguas od Toledo założyli a d. 5. idącą między tern miastem i Madrytem pocztę spalili. Kilku deputowanych, udających się do Madrytu, miało przy tern wpaść w ręce karolistów . - Raporta o ściganiu Meriny przez Brygadyera Hoyos brzmią pomyślnie. - W Walencyi wykonanie prawa odwetu już się rozpoczęło i 55 karolistów padło ofiarą zemsty pospólstwa. Cabrera, dowiedziawszy się o tern, miał oświadczyć, że w pierwszem mieście, które zdobędzie, surowo się odwdzięczy. Pogróżkę tę, niestety! już spełnił, bo po zajęciu warowni Villamalifa 50 mieszkańców rozstrzelać kazał. Gdy wiadomość ta do Walencyi doszła i pogłoska o losie 95 sierżantów od dywizyi Pardinasa się potwierdziła, lud z największem oburzeniem stracenia osadzonych w Castell-Cuarte jeńców się domagał. V\ ladze zmuszone były żądaniu temu zadość uczynić a tak d. 3. zrana 55 karo listów w mieście rozstrzelano Generał Lopez, dowodzący w Walencyi, zawiadamia o tern jmieszkańców w odezwie, w której między inne mi wyraża: »Junta repressaliów wczoraj prace swe rozpoczęła. Podzielam zdanie Junty i ludu, i lubo przeciw uczuciu memu i z głębokim żalem, widzę się jednak w smutnej konieczności stracenia 55 uwięzionych tu jeńców - jako słuszny odwet za równą liczbę towarzyszy waszych i walecznych obrońców warowni Villamalifa, których dnia 27- m. z. barbarzyńskim sposobem okrutnik Cabrera zamordował, lubo się pod czas system umiarkowania i zgubne odwłoki i doczekiwania się plany teraz ustają. Nieprzyjaciele tronu i wolności z rozpaczą się dowiedzą, źe rząd Królowej sprężystość ewoję odzyskał i wszelkie ludzkości względy, z któremi z nieprzyjaciółmi, ponieważ są Hiszpanami, postępował, usunął. Jeżeli nas przez rozlew krwi chcą ujarzmić, to potrafimy też tron Izabelli i konstytucyjnej wolności krwią ustalić.« - Tymże duciem oddycha proklamacya Pułkownika Casasoli do gwardyi narodowej W alencyi, w której następujący czytamy us tęp: «W śró d obecnych okoliczności trzeba albo z hańbą zginąć albo nieprzyjaciela, krwią braci naszych zbroczonego, wytępić. Krew którą przesiąkła ziemia ojczysta i wola głośno o zemstę; wszędzie widzimy sieroty w płaczu; śmierć żywiołem wrogów naszych, i oni to są nieludzkimi, którzy nas do nieludzkości przymuszają. Precz więc z pobłażaniem! Znamy nieprzyjaciół naszych -poprzysiężmy im zgubę a pokój przywrócim.« - Wyglądają z wielką obawą, jakie "'skutki te odezwy i stracenia w prowineyach a mianowicie w Saragossie za sobą pociągną. "Wiadomości z innych prowincyi mniej ważne. «
Z M a d ryt u, dnia 9. Listopada.
Generał Halen wydał d. 1 m. b. w Teruełu rozkaz dzienny, w którym prowincye Walencyą, Aragonią i Murcyą za będące wstanie oblężenia ogłasza. Wszystkie płody tych prowincyi mają zostawać pod zarządem Generalnego Intendenta armii i wszystkie podatki składać się mają w gotowiźnie. Bunt i inne zbrodnie ulegają sądowi wojennemu. Kommissye wyznaczone do użycia prawa odwetu względem karo listów ciągle się pracami swemi zajmują. Z Saragossy, dnia 7. Listopada.
U stanowiona w mieście naszem J un ta celem wykonywania prawa odwetu przeciw karolistom, następujący wydała rozkaz dzienny: «Przekonawszy się"'z urzędowych i autentycznych dokumentów, źe przywódzca karolistów Puyo trzech żołnierzy pułku prowineyalnego z IW gos i trzech gwardzistów naro dowych z Caspe rozstrzelać kazał, i ź e karoliści w N awarze walecznego Pułkownika Don Escribano i patryotę Almondaraz w Venta Valverde zamordowali, Junta repressaliów E owincYi tej rozkazała, aby ośmiu jeńców arolistowskich osadź nych na zamku Aljoferia, jutro przed południem o litej godzinie na cmentarzu rozstrzelano. - Generał-Kapitan S an M igueł.« Oficerowie i podoficerowie, co się w nie
wolą dostali, adres do Junty przesłali, w kt6rym ją wzywają, aby jednego z jeńców do Cabrery wyprawiła, proponując mii wymianę jeńców. Junta przyjąwszy to wezwanie, dała Kapitanowi karolistowskiemu Don Jose de la Cruz w wspomnianym zamiarze 20 dni czasu. Słychać, źe wymiana ta wszystkich jeńców ma obejmować. Z nad granicy hiszpańskiej.
Piszą z Bergi z dnia 6. Listopada, źe 150 żołnierzy od załogi z Leridy z bronią na stronę karolistów przeszło. Donoszą z Tudelli pod dn. 8 Listopada, źe Hrabia Luchana na wiadomość o zagrażaniu karo listów w prowincyi santanderskićj jego lewemu skrzydłu, -wyruszył z armią swoją d. 5. z Logrono do Haro. Balmaseda był jeszcze dn, 8. z 6 batalionami w Los Arcos. Basilio Garcia miał wEstelli otrzymać rozkaz, ażeby się z korpusem Balmasedy połączył. Buletyn prowincyi biskajskich z d.
6. Listopada zawiera następujący dekret amnestyjny Don Carlosa: «W celu oznaczenia czynem łaskawości dnia, w którym Opatrzność Boska sprawiła mi podwójną radość, źem sobie równie ukochaną jak przez swe cnoty godną tronu małżonkę wybrał, i mego najstarszego syna, wyrwanego przez rewolucyą z moich rąk rodzicielskich i tak długo odemnie oddalonego, znowum u siebie ujrzał, i przyczynienia się do tego, aby i ci, co w skutek swych przewinień w więzieniach jęczą, w tak szczęśliwym wypadku także udział mieć mogli, przychylamy się do ułaskawienia wszystkich tych, co będąc w więzieniu jeszcze wyrokowi nie ulegli, jako też i tych, co zaocznie sądzeni byli, jeżeli się w ciągu miesiąca, licząc od daty niniejszego postanowienia, przed swymi sędziami stawią. Wyłączają się z te) łaski oskarżeni o zbrodnią stanu, fałszerze pieniędzy, podpalacze, rozbójnicy, złodzieje, jako tez i wszyscy inni zbrodniarze, nie warci na mocy praw tych królestw ułaskawienia. Wnoszone prośby winny być przeselane z oryginalnemi aktami Trybunału sprawiedliwości w N awarze lub prowineyach biskajskich, do właściwych sędziów, i po zbadaniu tychże mnie je przełożyć należy. - Azcoitia, deia 30. Października 1838. Ja, Król.
Szwajcarya.
Z Wa a d t u, d. 14. Listopada.
Przeszłego tygodnia umarł w Luzannie w 74 roku życia swego Pan Ludwik Dupuget Iverdon. Przepędził on większą część wieku swego w Rossyi, zaszczycony zaufaniem Cesarza Pawła, który mu wychowanie swych dwóch synów W. Xiążąt Mikołaja i Michała jem od tych Xiąźąt odbierał, dowodzą dostatecznie, jak dalece był od nich poważany.
WWWW*jW,)"WVl
ROZlllaite wiadolllości.
X ięźnajaKiej rzadko. - PewnaXięźna W okolicy nadreńskiej poszła przeszłej wiosny z nadworną damą swoją W pole na przechadzkę, albowiem zielonemi wieńcami okryte drzewa, żywy zdrój wody i błękit nieba miały dla niej większą przyjemność w postaci w jakiej je stworzył Bóg łaskawy, niżeli w tej, w którei je na teatrze widzimy. Przy drodze siedziała uboga, troskami i nędzą pognębiona niewiasta, trzymając niemowlę na lęku. Xfężna stanąwszy, z politowaniem rzekła: Czy to dziecię jest słabe? - Niestety! odrzekła biedna niewiasta, biedactwo mało z głodu nie zginie, pokarm wysechł w mych piersiach, gdyż od dwóch dni nicem w ustach nie miała prócz suchego kawałka chleba. - jNa skinienie Xiczriej wyjęła nadworna dama z woreczko dukata i dała go nieszczęśliwej matce. Lecz ta odezwała się z płaczem: Dałby Bóg, aby to złoto jak najprędzej w pokarm się przemieniło! - Słowa te przeniknęły szlachetną Xięźnę. Miała ona w domu także małego synka, którego swenii piersiami karmiła. U siadła więc obok biednej kobiety na zielonej murawie, wzięła od niej zgłodniałe dziecię i dała mu swych piersi. - Badbym był widział biedną matkę i szlachetną Xięźnę w tej chwili, a przy tern, jeżeli coś podobnego widzieć można, chciałbym był także widzieć anioła, który obok niej stojąc, w dyjamentową księgę zapisywał jej imię. - Xiężna ta była Niemka! Grzeczny konduktor. Konduktor omnibusów w Paryżu łączy, jak wiadomo, z franeuzką narodową grzecznością, szczególniejszą dla dam uprzejmość, która się nawet z jego profesy ją zupełnie zgadza; on bowiem podaje rękę damom przy wsiadaniu i wysiadaniu z powozu, ochrania, aby koło nie bryzgało błotem ich sukni, i jakkołwiek dla wszystkich jest grzecznym i uprzejmym, jednak zaprzeczyć me można, iż podróżna mająca piękną kibić, małą i kształtną nóżkę, ściąga dla siebie z jego strony większe względy, większą uwagę. I tak przed kilką dniami zdarzyło się, iż pewien konduktor podczas gdy się poddał naturalnemu popędowi nierozważnej grzeczności, został okradzionym w zupełnie nowym sposobie: Pewna młoda, pięknie ubrana dama wsiada do jego powozu. Oparłszy się na jego ramieniu dziękuje mu za tę grzeczność uśmiechem, będącym dla niej bardzo małą ofiarą, celem wykonania swego planu, którego kon
duktor bynajmniej nie przewidywał. W krótkim czasie młoda ta darna zaczyna się skarżyć na nieznośne gorąco, zawiera oczy i zwiesza głowę; nareszcie po niejakiej chwili, prosi konduktora, ażeby się zatrzymał, oświadczając, że czując się biizką zemdlenia, dałej jechać nie może. N atychmiast zatrzymuje się powóz. Dama wstaje ze swego miejsca, ale się chwieje, potrzebuje pomocy. Konduktor zbliża się do niej z otwartemi ramiony; dama utracą przytomność umysłu, pada na jego piersi i skłoniwszy głowę z niewymowną tkliwością na ramionach swego obrońcy, na wpół go obejmuje rękami/ Konduktor nazbyt zajęty szlachetnym swym ciężarem, zapomina zupełnie o kieszeniach, zanosi ją do sklepu i prosi, aby jej wszelki, jaki tylko można, dano starunek. To rzekłszy zostawia damę i wraca z pospiechem do omnibusa, który długo na niego czekać nie mógł. W czasie dalszej podróży zdaje się tak mocno być zamyślonym jakowąś rzeczą, iż niektóre damy z powodu tej opieszałości skarżyć się zaczynają. Byłoito przeczucie, albo też słodkie przypomnienie? Przybywszy do bióra miał złożyć rachunek ze swojego zarobku. Lecz co za nieszczęście 'r konduktor wychodzi z obłędu i poznaje, ale już za późno, prawdziwą przyczynę tkliwej i rozrzewniającej sceny z młodą, powabną damą, postrzegłszy, iź cały zarobek 62 franków zniknął mu z kieszeni. Jeszcze dotychczas nie wyśledzono kto była ta piekn ość mdlejąca. Łososia wędzonego tłustego, duże minogi elblągskie w sadkach po 3, lj i l kopy, jesiotra marinowanego, półgęski pomorskie, kasztany włoskie duże po 6 trojaków funt, także świeże rozenki na gałązkach i migdały w łupinach otrzymał i poleca jak najtaniej handeł G u m p r e c h t a . O S T R Z Y G Ó W świeżych drugą nadsyłkę otrzymał handel Sypniewskiego w Poznaniu.
Ceny
Dnia 24. Listopada 1838. r.
od dotargowew mieście PoznanIu.
Tal. Jgr. fen. Tal. sgr.fen.
pszenica szefel Zyto dt.
Jęczmień dt.
Owies dt Tatarka dt Groch dt.".
Ziemiaki dt Siana cetnar Słomy kopa Masła garniec Spirytusu beczka .
1 Ul - 1 12 -- 22 - - 23 - 19 - - 20, - 22 - 23 i 1 9 1 10 7 9, 18 - O 4 15 - 4 20 1 12 6 1 15 16 - - 17
Powyższy artykuł jest częścią publikacji Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1838.11.28 Nr279 dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.