GAZ E
Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1839.07.04 Nr153
Czas czytania: ok. 20 min.VVielkiego
TA
Xiest wa PO ZNA N SKI EGO.
Nakładem Drukami Nadwornej W, Delceru i Spółki. - Redaktor; lI. JVannotvsJii,
J\i 153.
W Czwartek dnia 4. Lipca.
1839.
Wiadomości zagraniczne.
F r a n c y a.
Z Paryża, dnia 23- Czerwca.
Messager donosi, źe Pułkownik Feisthammel koszary na ulicy Tournon oglądał i źe tam wszelkie poczyniono przygotowania, aby żołnierze każdy napad dzielnie odeprzeć mogli. Potem wspomniany Pułkownik udał się do więzienia Luxembourg, aby się przekonać, źe więźniom wszelka sposobność do ujścia ujęta. Środki te ostrożności wywołane podobno przez pogłoski, źe podczas procesu obźałowanych majowych nowe zaburzenia wybuchnąć mają. G aze t te des T ri b u n a ux pisze: »Piekarz Briot, u którego Marcina Bernard znaleziono, nasamprzód twierdził, źe gościa, którego do domu swego przyjął, wcale nieznał. Udawał, źe dwie osoby do niego przyszły i w imieniu jakiegoś Drussard stancyę u niego najęli. Wszakże powtórnie i surowiej badany, -wyznał Briot, iż wiedział, źe człowiek, który się u niego ukrywa, w wypadkach d. 12. i 13. Maja skompromitowany i źe na rekomendacyą winiarza, na ulicy Pelican 81. Honore do domu swego go przyjął. Ten kupiec, u którego juź podczas instrukcyi wszysiko przetrząśnięto, został natychmiast w więzieniu osadzony. Zadawał kłamstwo zeznaniom Briota, twierdząc, źe Martin Bernard osobą zupełnie mu nieznaną. Te rozmaite aresztowania i poczynione przez władzę wojskową i cywilną na czas trwania procesu środki 0stroźności stały się powodem pogłoski, źe policy& nowy do oswobodzenia więźniów zmierzający spisek wykryła. Nie wierzymy temu, a na każdy przypadek stolica przez mądre środków obmyślenie od każdej nowej napaści zabezpieczona. « Dowiedziano się teraz, źe sekeye towarzystwa por roku, w chwili wybuchu powstania dnia 12. Maja, między sobą się poróżniły. Kilka sekcyi żądało, żeby na czele mającej być wydanejprokłamacyi położono słowa: »Własność każdego będzie szanowaną'« - Jedni chcieli o 3. rano, drudzy o 3. z południa uderzyć. Inne sekeye znowu przy tern obstawały, ażeby oddział 600 ludzi nasamprzód na Tuiflerye uderzył i Króla w niewolą wziął. Poróżnienie to zdań zaiste od wielkiego niebezpieczeństwa kraj ocaliło. Czytamy w Moniteur parisien: »Niektóre gazety donosiły, źe postanowienie policyi, nakazujące kupcom broni, aby zapasów broni do użycia zdatnej nie prze chowy YYah
u siebie, zmiany doznało. Wiadomość ta bezzasadna « Gazeta U n i v e r s donosi, źe Francya, Anglia, Austrya i Rossya postanowiły, ażeby w celu uregulowania spraw Wschodu niezwłocznie konferencyę ustanowiono. Miejsce, gdzie się ta konferencya odbywać będzie, jeszcze z pewnością nie wyznaczone, rozumieją jednak powszechnie, źe wybór padnie na Londyn. Z dnia 24. Czerwca.
Uwaga Izby zwróci się niezadługo na wyprawę do Mexyku i Buenos Ayresu. Raporta kommissyi z powodu dodatkowego zażądania kredytu już doręczono. O tych raportach kommissyi powiada D z i e n n i k s p o rów: «Co się wypadku wyprawy przeciw MexYKowi dotyczy, oświadcza Pan Lacrosse (sprawozdawca) iż poczytuje go za dostateczny. Sądzi on, że traktat z d.9. Marca wszelkie pożądane obejmuje rękojmie. Zalule jednak, że pełnomocnik Franc) i zostawi! trzeciemu mocarstwu rozstrzygnienie , czyli Mexykanie są obowiązani wynagrodzić Francuzów, którzy na prawie wygnania ucierpieli. N astępnie nie gani wprawdzie wyraźnie Admirała Baudina, że się zrzekł kosztów wojennych, ale wynurza nadzieję, że agenci francuzcy potrafią przeciw Mexikanom żądanie takowe poprzeć. N ie wiemy, czyliby Admirał Baudin był zdołał bez przyniesienia uszczerbku wypadkowi swoich układów, pytanie względem zasady wynagrodzenia, które trzeciemu poruczył mocarstwu, a które jednak rząd nasz miał oznaczyć, ro zs trzygnąć nako rzyść naszyc h, p r a we m wygnania dotkniętych ziomków. Ale w tern się całkiem z Panem Lacrosse zgadzamy, że przez wyprawę mexykanska ze wszystkiem zadosyć uczyniono interessowi, dla którego ją przedsięwzięto. Otrzymaliśmy wynagrodzenie 600,000 piastrów; otrzymaliśmy traktat, uzupełniający niedostateczne oświadczenia z 1827 r. i zapewniający nam w artykule trzecim wszystkie prawa, jakie wszystkim innym narodom albo już przyznano, albo jeszcze przyznać zamyślają. Hurtowy nasz handel został tym sposobem od wszelkich nagabań i ograniczeń zabezpieczony. Następnie uwolnienie od pożyczek przymusowych, oznaczone już właściwie w trzecim artykule traktatu, zostało jeszcze stanowczem oświadczeniem rządu mexykanskiego do wszystkich dworów europejskich zaręczone. Admirał Baudin zostawił wprawdzie samemu rządowi ukaranie urzędników i sędziów, którzy się niesprawiedliwości względem Francuzów dopuścili, ale sądził, że zdobyciem S1. Juanu de Uloa uczynił zadosyć honorowi narodu swego. Wy
prawa do Buenos Ayresu wkrótce, jak się spodziewamy, podobnyż skutek weźmie. Rząd przynajmniej oświadczył, źe nowe posiłki do La PIaty wyśle. Idzie teraz więc o to, aby systematyczne i częste ukazywanie się okrętów francuzkich w portach dawniejszych osad hiszpańskich pozbawiło każdego przekonania, jakoby Francya tyle miała do roboty w starym świecie, źe się interessami nowego zajmować nie może. Wczoraj udał się Pan Pasquier do Conciergerie dla wysłuchania M a r t i n a B e r n a r d a , len zdawał się być początkowo dosyć pomieszanym, gdy przed urzędnikiem tym stanął; wkrótce jednak odzyskał odwagę i wymieniwszy swoje imię i nazwisko oświadczył, źe na żadne dalsze pytanie nie odpowie. Mimo to zadawał mu Pan Pasquier wiele pytań; ale Martin Bernard na nic nie odpowiedział. Przez niejaki czas sądzono, źe zamyśla głodem życie sobie odebrać, bo żadnego pokarmu przyjąć nie chciał; ale wkrótc e inaczej się namyślił. Moniteur parisien donosi: «Także uczniowie szkoły politechnicznej, skazani na naj cięższą karę i przeszło miesiąc w więzieniu siedzący wrócili się wczoraj do swych nauk.« M e s s ag e r donosi: »Dziś rozsiano pogłoskę, jakoby rząd odebrał telegraficzną depeszę z doniesieniem, źe Turcy zdobyli kilka wsi i mieszkańców tychże uzbroili. O porządnej walce na otwartem polu jeszcze wzmianki nie było, ale wnoszono jednak, źe się bez wojny nie obejdzie.« Pisma rządowe milczą całkiem o tej sprawie, a stąd poszło, ie rozsiewanym wczoraj przez cały dzień pogłoskom z powodu milczenia dzienników rządowych w pewnym względzie wierzono, kłoszono także, źeEmir Beszyr, Xiążę Druzów, odpadł od Ibrahima i udał się do obozu tureckiego, gdzie się z Hafizem Baszą naradzał. Armia turecka ruszyła potem dalej. Gazette du midi donosi z d 20, źe Ciot Bey spodziewany dnia tego w Marsylii. Za przyczynę j#go podróży podają osłabiony stan zdrowia, wnoszą jednak, źe ma cel dyplomatyczny. Przywozi on Królowi lwa oswojonego. Donoszą z K o n s t a n t y n y pod dn. 3. Czerwca: »Generał Galbois, który stąd d. 10. z. rn. wyjechał; zabawił dni kilka w Dschimenilahu; zostawił on tamże 600 ludzi dla założenia stałego obozu, który Kalifat Medszana zasłaniać będzie. Obóz ten połączy już rozpoczęty główny gościniec z Milahem i na teraz będzie naszym ostatecznym punktem w kierunku Setifu. Zmniejszona przez to na 800 ludzi kolumna udała się ku Sotifowi, nigdzie nie doznając oporu. Tu ustanowił Generał Galbois, rade wodniczy, i utworzył korpus z krajowców, złożony z 400 jeźdźców, którzy się z dochodów kontrybucyi utrzymywać mają. Dnia 1. Czerwca opuści Generał Setif; sądzą, ze stamtąd uda się do Dschigelli a następnie do Story, skąd do Konstantyny powróci krajem, jeszcze przez Francuzów nie obsadzonym. - Mówią o wyprawie przeciw Ex-Bejowi Achmetowi, w celu zmuszenia go do opuszczenia prowincyi, ponieważ obecność jego zawsze niejaką! obawę wznieca, ile że ciągle Arabów przeciw Francuzom podburza. Hiszpania.
Z Madrytu, dnia 15. Czerwca.
Wydarzają się tu sceny dawniejszej historyi Rzymskiej. Nauczyciel szkoły w Barcelonie pod pozorem przechadzki dzieci dwunastu znakomitych rodzin z miasta wyprowadził i wydał ie w ręce Generała karolistowskiego, Hr. de Espana. Baron Meer żądał od tego, żeby dzieci te rodzicom oddał, przedstawiając mu niegodne postępowanie nauczyciela, otrzymał wszelako krótką odpowiedź, źe bez wypłacenia znacznej summy wykupu oddanie tych dzieci rodzicom nie nastąpi. Niegodziwiec, który chłopców tych do obozu nieprzyjacielskiego sprowadził, otrzymał prócz tego od HI. Espana znaczną nagrodę. Wśród takowych okoliczności Prezes rady ministrów, Perez de Castro, do zawierzytelnionych tu Posłów notę wydał, W której rzecz całą opisał i wezwanie dołączył, ażeby noty tej dworom swoim udzielili, by się w Europie dowiedziano, jakiej broni nieprzyjaciele Królowej używają, aby - jak głoszą - Królestwu i religii zwycięstwowyjednać. Głośniej jeszcze, aniżeli to zatrzymanie dzieci, dowodzą stosy gruzów miasta Ripoll, pokaleczone trupy nieszczęśliwych niewiast i jvrzucane w ogień niemowlęta, jakim duchem Hrabia Espana i stronnicy jego oddychają.
Niemey.
'Z Koburga, dnia 25. Czerwca.
(Merkury jrankoński.) - W czorai okropne nieszczęście nasze sąsiedzkie miasto N eustadt spotkało. Całe niemal miasto stało się w ciągu kilku godzin pastwą płomieni. Wszystkie domy w koło rynku, kościół, ratusz, kamera, poczta, domy naj znakomitszych kupców w gruzach leżą; temu samemu losowi uległo przeszło 200 Jomów; nowy dom szkolny z trudnością tylko ocalono. A U S t r y a.
Z Wiednia, d. 24. Czerwca, Pismo handlowe z Konstantynopola z dnia12. Czerwca obejmuje między inne mi następujące nowiny: «Od chwili odejścia ostatniej poczty d. 5. m. b. najważniejszą pogłoską ta, źe w skutek -wydanego przez Sułtana Hattischerifu Mehmed Ali i Ibrahim Basza urzędów i dostojeństwa swego p o z b a w i e n i zostali, łłaliz Basza juz w potrzebne pełnomocnictwa celem uskutecznienia rozkazu tego ma być opatrzony. Słychać, źe Kommissarz do głównej kwatery odejdzie, aby zwykłą inwestiturę wykonać i Hafizowi Baszy równocześnie wręczyć rozkaz rozpoczęcia wojny. - W niedzielę flotta wyszła pod żagle; armia na jej pokładzie, włącznie z -wzmocnieniami, jakie w DardaneIłach ma otrzymać, wynosi około 18,000 ludzi. Puściwszy się do Syryi, usiłować będzie nad tamecznym brzegiem wylądować. Powszechnie mówią, źe tegoż samego dnia, to jest w zeszłą niedzielę, armia ottomańska w pochód przeciw nieprzyjacielowi się udała. Ta wiadomość jednakże potwierdzenia-wymaga," - Jeżeli doniesienie o złożeniu Mehmeda Alego i syna jego z urzędu się potwierdzi, iaktum to za uroczyste wypowiedzenie wojny poczytać należy a kroki nieprzyjacielskie zapewne tej chwili już się rozpoczęły. Serbia.
O wypadkach serbskich donosi Gaz. Powsz.. stosownie do pisma z Pesztu, co następuje: «Xiąźę Miłosz uda się do Wołoszczyzny, gdzie wielkie posiada dobra. Tam na ustroniu życie swe zakończyć zamyśla. Senat mianował kommissyę, mającą go aż do- granicy przeprowadzić, podczas kiedy (śmiertelnie chorego) naj starszego syna Miłosza panującym Xicciem obwołano. Ten też zaraz godność tę objął. Wiadomo bowiem, że Porta rodzinie Miłoszów prawo dziedzicznej Xiąźęcćj godności przyznała. Rewolucya ta, bez wielkiego zgiełku dokonana, przedewszystkiem przez niestałość Xiccia i odrazę jego od ustawodawstwa serbskiego sprawioną została. Miłosz poprzysiągł, że kartę szanować będzie, ale upór b popędliwość jego odprowadzały go ed drogi słuszności. Powziął więc zamiar pozbycia się konstytucyi a takim sposobem sam sobie upad«k zgotował, pozbawiwszy się przychylności nietylko obywatelstwaj, lecz tez większej części wojskowychi Po- zniweczeniu więc zamiaru zwalenia konstytucyi, musiał zezwolić na t o, że by postępowanie jegowyznaczona przez Senat Kommissyai osądziła. Ta Kommissya zaś uznała go za niegodnego, aby nadal najwyższą władzę posiadał. Chciała go nawet na śmierć skazać" ale wyroku tego nie wydała" lecz na. wygnanie- go- skazała. Własny brat Miłosza powstał przeciw niemu, jako gwałcicielowi karty i. ustaw krajowych. z d. 17. Czerwca: «Xiążę Miłosz w towarzystwie młodszego syna swego, Xiccia Michała, z Serbii się oddalił, udając się przez Kladowę i Czernec do dóbr swoich na Wołoszczyznie, gdzie odtąd w zaciszu domowćm żyć postanowił. Wyjazd jego dla tego tylko'odwłoki doznał, ponieważ Xiąźę papiery pewne Senatowi wydać się wzbraniał i je z sobą zabrać postanowił. Ale Senat zawczasu temu zapobiegł. Xięźna z chorym młodym Xieciem Milanem Obrenowiczem w Semlinie pozostała. Podobną do prawdy, ze młody Xiąźę ani końca lata tego nie dożyje. Radę regencyjną składają trzej członkowie Senatu; na czele ich stoi brat złożonego Xiecia, Prezes Senatu, Jephrern Obrenowicz. W całym kraju zupełna panuje spokojność.« T U r C y a.
O chorobie Sułtana J ournal dc Smyrne, obejmujący wiadomości z stolicy aż po dn. 5. Czerwca, nic zgoła nie wspomina. Owszem wyraża, że przeniesienie się Sułtana z rezydencyi zimowej do pałacu Beylerbey z wszełkiemi przy tej okoliczności zwykłemi obrzędami i w śród gromu dział nastąpiło. Słychać, źe pałac Beschiktasch, z którego Sułtan właśnie się wyprowadził, zostanie zniesiony i podług okazalszego planu odbudowany.
ROZlllaite wiadolllości.
Wyścigi ko nne w Poznaniu.
Dnia li Lipca.
W dniu dzisiejszym odbyły się pierwsze wyścigi konne, przez towarzystwo ulepszenia chowu koni, rogacizny i owiec urządzone. Szlak wyścigowy jest na łące miejskiej między Wartą a drogą do Dębiny wiodącą. Trybuna ozdobiona była uroczyście chorągwiami w kolorach narodowych i prowincjalnych; mnóstwo widzów w powozach, na koniach i pieszo, świetne grono dam, zajmujących trybunę, pyszny sprawiało widok, któremu najpięknieisza sprzyjała pogoda. U rząd p i e rw - szego sędziego sprawował JW. Generał piechoty Grolman, dowódzca 5go korpusu, drugiego JW. Pułkownik Poniński, Marszałek Sejmu; assystował im Pan Major von der Bringen, koniuszy prowincjalny. Wyścigi odbyły się w następującym sposobie: J[S f Wyścig o wyznaczoną najmiłościr wiej przez Najjaśniejszego Króla nagrodę, 30D talarów wynoszącą, Konie uległe w państwie Pruskiem, będące własnością członków towarzystwa - 1000 prętów - podwójne
zwycięztwo - waga: 3Ietnie 114 funt., 4Ietnie 131 funt., 51 etnie 139 funt., oletnie 143 funt., klacze i wałachy 3 funt. mniej. Zgłosili się: 1) Pan Baron Hertefeld na Liebenbergu, klacz gniada Tanaquil (zwycięzca, jeźdźcem Stinton), po ogierze Woful, 3 lata, barwa jeźdźca karmazynowa (114 funt.). 2) Pan Oberamtman Viebig z Rokitna, klacz gniada My Lady, 9 lat mająca, w W. Xięstwie Poznańskiem uległa, 140 funt., jeździec w barwie białej i czerwonej, kapszon czarny. 3} Pan Dąbrowski na Winnejgórze, klacz gniada Zulejka po Newrnarkecie i Rozalii Julii, 4 lata, ojczyzna Prusy, 128 funt. Kolor jeźdźca biały i błękitny, kapszon czerwony. 4) Pan Porucznik Hifschfeld, klacz gniada Vera, po Figarze i Bigotynie, 6 lat, 140 funt., barwa leźdźca zielona, kapszon czarny; Vera nie stanęła do zawodu. Pierwszy bieg. Ruszają razem. My Lady przoduje, inne tuż za nią; na pierwszym skręcie szlaku wyprzedza Zulejka, na drugim znów My Lady, na trzecim Tanaquil, za nią Zulejka, a za tą My Lady. Zulejka wysuwa się naprzód, My Lady wybiega ze szlaku przed metą; między Tanaquila aZulejką wątpliwy wypadek, kiedy pierwsza rzuca fię naprzód o długość konia. Zawód trwa 4 minuty 47 sekund.
Bieg drugi. Tanaquil i Zulejka. Ruszają razem. Tanaquil wyprzedza, Zulejka tuj, za nią, w końcu dłuższej strony szlaku Zulejka wysuwa się naprzód; przed slupem odległości przysuwa się Tanaquil, wypadek wątpliwy, gdy w tern Tanaquil rzuca się o pół konia naprzód. Zawód trwa 4minty 16 sekund. 'J\@ LI- Wyścig proponowany przez Pana Wilamowicza na Smolicach. Panowie jadą.
Konie wszystkich krajów, w posiadaniu członków towarzystwa, właściciele sami jadą. Stawka 3 frdr., pod przepadkiem. Bez zrównoważenia ciężaru. Ćwierć mili. Zwycięztwo pojedyncze. Zwycięzca otrzyma z stawek dar poczesny i da obiad subskrybentom. Zgłosili się: 1) Pan Wilamowicz na Smolicach, klacz gniada Rowena. 2) Pan Gilgenheimb Dyrektor Sądu Ziemsko-miejskiego, 3) Pan Porucznik Frankenberg I., kasztanka Walpy. 4) Pan Porucznik Frankenberg II.
5) Pan Porucznik Garnier, kasztanka Fanny.
6) Pan Porucznik Seydlitz, klacz kara Rococo.
7) Pan Porucznik Dziembowski, klacz siwa Sylfida (zwycięzca). 8) Pan Porucznik Eckartsberg II. 9) Pan Porucznik NOstiz, klacz gniada Lurley. 10) Pan Porucznik Keltsch, kasztanowata klacz Amazonka. 11) Pan Por. Raven, gniadosz Han. 12) Pan Dąbrowski, ogier Anonim. 13,) P. Rotmistrz z Kąsinowa, klacz Lady. 15) Pan HI. Bniński na G lesnie, klacz Kaśka. Zawodzce Nr, 2, 4 i 8 nie podali nazwisk, 6ty odstąpił. Z miejsca ruszają razem. Kaśka na ezele, Sylfida i Fanny tuź za nią. Wnet Sylfida wyprzedza, dociera Kaśka, obie przodują; po zaciekłym zawodzie Sylfida bierze przewagę o dłuż kilku koni. Przeciąg czasu 2 minuty 47 sekund. $S III N agroda towarzystwa 300 talar.
Konie w W. Xiestwie Poznańskiem ulęgłe.
Właściciele członkami towarzystwa- ćwierć mili - zwycięztwo podwójne - waga: 31etnie 110 funt., 41etnie 128 funt, 51etnie 150 funt., 61etnie 160 funt. Klacze 5 funt. mniej. Zgłosili się: 1) Pan Viebig na Chemsku, ogier kasztanowaty Swift (zwycięzca, jeźdźcem James Fisk), 5 lat, z stadniny Sierakowskiej, 150 funt.; kolor jeźdźca biały i czerwony, kapszon czarny. 2) Pan Dąbrowski na Winnejgórze, klacz gniada Esmeralda, 7 lat, ojczyzna: W. Xiestwo Poznańskie, 155 funt., barwa jeźdźca biała i błękitna, kapszon czerwony. 3) Pan Drwęski na Baborówku, gniadosz Gagaryn, ojciec: czystej krwi Arabczyk Michał, matka klacz polska - 5 lat, 150 funt, barwa jeźdźca czarna. 4) P. Ebers na Łobżenicy, ogier gniady Devil, po ogierze czystej krwii U nknown (po Whalebone) i klaczy od pługa, 3 lata mający, własnego chowu, 110 funt. Jeździec w czarnej barwie i okrągłym kapeluszu. Bieg pierwszy. Puszczają się razem, Gagaryn zabiera przodek, Esmeralda tuź za nim; Esmeralda i Gagaryn zawodzą o pierwszeństwo, oskrzydla je Swift; zaciekły zawód między Swiftem i Esmeralda; Swift wysuwa 6ię na dłuż kilku koni, Esmeralda i Gagaryn przesięgają metę; DeviL wybiega ze szlaku. Zawód zajął 2 minuty 45 sekund czasu.
Bieg drugi. Swift, Esmeralda i Gagaryn.
Gagaryn zabiera przodek, Swift za nim, wśród biegu Swift wyprzedza; Gagaryn i Swift zaciekle pędzą, ostatni wysuwa się na dłuż dwóch koni. Gonitwa zabiera dwie minuty 43 sekund czasu. JYi IV. N agroda towarzystwa 300 tal. dla zwycięzcy w biegu na szlaku wyścigowym bez zawad. Konie wszystkich krajów, będące własnością członków towarzystwa, bez względu czy należą do prowincyi lub niepół mili - zwycięztwo podwójne - gwicht jak pod III - wałachy wyłączone. Zgłosili się: 1) Pan Dąbrowski na Winnej górze, klacz wrona Kaśka (zwycięzca, jeźdżcem Heinze), po ogierze Ląurel ą klaczy Lady
Bolingbroke, 4 lat, ojczyzna Anglia, 123 funt, barwa jeźdźca biała i błękitna, kapszon czerwony. 2) Pan Ebers na -Łobżenicy, klacz gniada Mazurka, po Velocipede z Cock-Robin's-dam, 6 lat, 155 funt.; barwa jeźdźca błękitna i biała, kapszon czarny. 3) Pan Wilamowicz na Smolicach, klacz gniada Izydora, po Young Whisker i Brittanii, 5 lat, 145 funt.; kolor jeźdźca błękitny i biały. 4) Pan Baron Hertefeld naLiebenbergu, klacz gniada Tanaquil, po ogierze Woful, 3 lata mająca, 110 funt.; kolor jeźdźca karmazy nowy. 5) Pan Hrabia Bniński na Glesnie, Mis Wanda kasztanka, po Rowtonie (Rowton po Oceanie), 4 lat stara, 123 funt., czysta krew; jeździec W barwie białej i czerwonej. Nr. 4ty odstępUJe. Puszczają się razem. Kaśka znacznie naprzód wybiega, Miss Wanda za nią, Kaśka trzyma prym, biegnąc w pewnej odległości z trzema innerni, z których Miss Wanda najbliżej. Trwa 4 minuty 53 sekund. Wśród zachodzących okoliczności bieg drugi nie miał miejsca, a zwycięzca przejechał metę. J\H V. Wyścigi prywatne. Konie na stałym lądzie wychowane. Właściciele członkami towarzystwa. Konie czystego plemienia wyłączone - pół mili - zwycięztwo pojedyncze - panowie jadą - bez zrównoważenia - stawka podług upodobania - zwycięzca odbierze, prócz stawek, od towarzystwa dank poczesny: siodło i rząd z przyborem. Zgłosili się: 1) Pan Wilamowicz na Smolicach, klacz gniada Rowena. 2) P. Dąbrowski na Winnejgórze, podaje gniada klacz My Lady P. Oberamtmana Viebig. Rowena odstępuje. My Lady przebiega szlak i odbiera nagrodę. Dnia 2. Lipca, Urząd Sędziów sprawowali: pierwszego JW. Flottweli, Prezes Naczelny, drugi ego W wyścigu Nr. I. W. Naumann Nadburmistrz, w następnych wyścigach JW. Grabowski, Generalny Dyrektor Ziemstwa. JW j. Wyścig o puhar przez miasto Poznań wyznaczony - koniejw W. Xiestwie Poznańskiem urodzone, w posiadaniu członków towarzystwa. Panowie jadą - pojedyncze zwycięztwo - ćwierć mili - gwicht: 31etnie 110 funt, 4letnie 128 funt" 5letm'e 150 funt, 61et i nad 6 lat 160 funt., klacze o 5 funt, mniej. Wałachy wyłączone.
Zgłosili się: 1) Pan Dąbrowski na Winejgorze, klacz Esmeralda, gniada bez odmian, 7 lat mająca, ojczyzna: W. Xięst. Poznańskie, 155 funt. Właściciel sam odbywa wyścig. - 2) Pan Ebers a.n; Łobżenicy, klacz brawura 31 ata, 105 funtów (zwycięzca), jeźdźcem Pan porucznik Schwichow. - 3) Pan Viebig na Chernsku, ogier kasztanowaty hwift, po 0eierze Victory a klaczy Auguście, 5 lat, 150 funt., jeźdźcem Pan porucznik Garnier. - 4) Pan Drwęski na Baborowku, ogier gniady Gagaryn, 5 lat, 150 funt., jeździec Pan Hrabia Bmiisku Puszczają sie razem; Swift naprzód wybiega, Brawura wyprzedza, Gagaryn się przysuwa, Swift i Brawura rzuca się naprzód na dłuż dwóch koni. Trwa 2 minuty*20 sekund. JVś II. N agroda towarzystwa 300 Talar., konie wszystkich krajów, właściciele z W. Xiestwa Poznańskiego, będący członkami towarzystwa. Gwicht jak pod 2. Ćwierć mili - zwycięztwo podwójne - wałachy wyłączone - stawka 3 frdr. pod przepadkiem. Połowę stawek wraz z powyższą nagrodą odbierze zwycięzca, drugą połowę właściciel drugiego konia, który w stanowczym biegu metę przesięgnie. Zgłosili się: 1) Pan hr. Bniriski na G lesnie.
Klacz kasztanowata Miss Wanda, po Rowtonie, 4 lata" czysta krew, 123 funtów, jeździec w barwie białej i. czerwonej, kapszon błękitny. 2). Pan Dąbrowski na Winejgórze, klacz wrona Kaśka, po ogierze Laurel a klaczy Lady Holingbroke, 4lata, oiczyzna Anglia, 123 funt., kolor jeźdźca biały i błękitny, kapszon czerwony. 3) Pan Ebers na Łobżenicy, klacz gniada Mazurka, 6 lat mająca, 155 funt. barwa jeźdźca błękitna i biała" kapszon czarny. 4) Pan Baron W ilamowicz na Smolicach, kiacz Izydora, po ogierze Y oung Whisker i Brittanii, 7 lat, 155 funt, jeździec w barwie błękitnej i białej, kapszon. biały. 5) Pan Baron Hertefeld nil Liebenbergu, klacz gniada Tanaquil (zwycięzca, jeździec Stinton) po ogierze Woful,3Iata, 105 funt., barwa.jeźdźca, karmazynowa. 6) Pan Hrabia Mycieiski na Dembnie, ogier kasztanowaty Dederan,. po Dederanie i Rebdance, z krwi czystej Arabczyk A 9 lat, 160 funt, barwa jeźdźca zielona i żółta. Nr. 4. odstępuje, nr 6. nie stawił się. Przy rozpoczęciu wyścigu Kaśka strachnęła się i pozostała, w tyle na dłuż o 15 do 20 koni. Miss Wanda i Mazurka na czele, ku końcowi dłuższej strony szlaku wpada Tanaquil w środek pomiędzy obydwie, Kaśka przysuwa się, oskrzydla Miss Wandę i Mazurkę, kiedy Tanaquil sunie na dłuż konia. Trwa 2 minuty f9 sekund. Drugi bieg. Puszczają się razem; Kaśka na czele, Brawura wyprzedza, Kaśka znowu W przodzie, Tanaquil przysuwa się, zaciekłyzawód między Tanaquil a Kaśką, pierwsza rzuca się na połowę długości konia. Trwa 2 minuty 15 sekund.
JNg III. Wyścig proponowany przez Pana Hrabiego Konstantego Bnińskiego na Glesnie.
btawka 10 frdr., połowa pod przepadkiem.Na szlaku wyścigowym bez zawód - pół ćwierci mili - Panowie jadą - konie trzyletnie - właściciele członkami towarzystwa, - gwicht normalny - 120 funt.
Zgłosili się: 1) fan Hrabia Bniński, ogier Ałmanzor (zwycięzca), jeźdźcem właściciel.
2) Pan Ebers na Łobżenicy, ogier Devil, jeźdźcem Pan porucznik Schwiehow. Ruszają razem. AJmanzor zabiera czoło, na pierwszym skręcie wyprzedza go Devil; zaciekły zawód między nimi; Devil pada, Ałmanzor zwycięzca. Wyścig trwa 1. minutę 17 sekund, JW IV. N agroda towarzystwa 100 tal. dla zwycięzcy jadąc kłusem. Ćwierć mili - panowie jadą - zwycięztwo pojedyncze - bez zrównoważenia ciężaru - konie wszelkich kraj ów, skoro tylko właściciele są członkami towarzystwa. Taki tylko koń uważa się za zwycięzcę, który czwału nie zarwie. Zgłosili się: 1) Pan Porucznik Bose, wałach wiśniogniadyDocile, ojczyzna Meklemburg, 10 łat stary, jeździ ern właściciel. 2) P. Por.
Boyen" , klacz cierrinogniada Zofia, ojczyzna Meklemburg, 10 lat, jeźdźcem właściciel.
3) Pan Szoldrski na Rostworowie, klacz wrona Arruina (zwycięzca) po ogierze Whalebone, klaczy Kubardzie z Trakehmen, 10 lat, jeździec właściciel. 4) Pan Porucznik Hildebrandt, gniady wałach Morton, ojczyzna Szląsk, jeźdźcem właściciel. 5) Pan Ebers na Łobżenicy, klacz Lucetta, jeźdźcem Pan Dąbrowski. Nr. 1. i 5. odstępują. Za przyzwoleniem spółzawodców Hrabia Bniński jedzie na klaczy Laura. Ruszają razem. Laura przoduje, Morton przysuwa się, Zcfia pozostaje wstecz, trzy inne w równi biegną, Zofia wybiega ze szlaku, Morton na przedzie, Laura ku końcowi szlaku zarywa czwału. Arruina wyprzedza, Morton niedaleko kresu zarywa czwału. Arruina odnosi zwycięztwo. Wyścig trwa 11 minut 32 sekundy. JVS V. N agroda- towarzystwa 100 tal. dla zwycięzcy w, biegu na szlaku wyścigowym bez zawad. Ćwierć mili. Właściciele z stanu włościańskiego lub rolników mieszczan, osiadłych na gospodarstwach w W. Xiestwie Poznańskiem, choć niebędąc członkami towarzystwa. Bez obciążenia normalnego. Przystęp mają tylko klacze, które do ro bot rolnych na to właściciele ich wedle . 27. statutów towarzystwa świadectwo władzy powiatowej składaj;). Jeżeli stanie więcej jak 7 koni do zawodu, drugi koń dostaje 20 lal., a pierwszy tylko 80. Każdemu właścicielowi wolno użyć syna lub parobka do jazdy. Wyścig odbył się w trzech oddziałach; pierwszy z siedmiu, drugi z sześciu, trzeci z siedmiu jeźdźców. Ruszają razem. W pierwszym oddziale zwycięzcą gospodarz Jochman z Olędrów Krosnowskich powiatu Sremskiego; w drugim gospodarz Waligórski z Góry powiatu Sredskiego; w trzecim gospodarz Przybył z Witów powiatu Sredskiego. Zwycięzcy odbyli wspólnie czwarty wyścig. Pierwszy Wal i gór s ki, p o nim J o c b m a n n, który, gdy popręg pękł, spadłszy na ziemię zwinnie konia znów dosiadł, na ostatku P r z y b y ł sta,nął u celu. P i e rw s z y otrzymał podarek zwycięski 80 tal., drugi 20 tal., trzeci oddzielnie przez Dyrekcją wyznaczoną nagrodę 10 tal.
P o j e d y n e k, powieść rossyjska. (2? R. Lw.) ( Dokończ.) W lat kilka później i ja wystąpiłem z wojska. Zyłem samotnie na ustroniu w moje; małej włości nie daleko miasteczka B... Ziarnując się po największej części czytanfern i łowami, ćwiczyłem się niekiedy w strzelaniu z pistoletu, aby nie utracić ze wszystkiem wprawy w używaniu tej broni, do której wprzódy dosyć nawykłem. Ilekroć wziąłem pistolet w rękę, tyle razy wpadł mi na myśl Sylwio; żałowałem tylko, żem się nie mógł dowiedzieć, jaki koniec miała zemsta, którą zawziął się wywrzeć na swoim przeciwniku - Jednego razu rozmawiając z moim znajomym o tych, którzy sławnie strzelają z pistoletu, opowiadałem mu, żem znał pewnego człowieka w tej mierze najzręczniejszego, byłego oficera huzarów, z którym przez dfugi czas w X ... przebywałem. Człowiek ten miał taką wprawę, iż nieraz d!a rozrywki zgładził kulą muchę, która w jego pokoju na ścianie usiadła. »Nie ma co mówić, taka wprawa jest nadzwyczajną,« odrzekł przyjaciel. »J akże się nazywa ten sławny strzelec?« »Sylwio,« odrzekłem. - »Sylwio? Jako, czy znasz go w ć p a n ?« - »I o w s z e m ; m ó w i ę w ć p an u, że miałem z nim przez długi czas zażyłość. Ale czy on i wćpanu jest znany?« - »Bynajmniej, tylko o nim słyszałem, Opowiadał - że on wćpanu przygodę, którą miał gdy jeszcze w pułku huzarów zostawał?« - »Do najmniejszych szczegółów.« To rzekłszy udzieliłem mojemu znajomemu całej tajemnicy, którą mi
Sylwio przed swoim odjazdem powierzył. - » A t e r a z , « o d r z e k ł z naj o m y, »j a w ć p a n u n a wzajem opowiedzieć mogę, w jaki sposób Sylwio zemsty swojej dokonał. Przeciwnik, którego nazwisko przed wćpanem zamilczał, jestto hrabia iż. Gdy już przez kilka tygodni byl żonatym, oznajmiono mu dnia jednego po południu, że jakiś nieznajomy oczekuje go w jego pokoju, i że tylko jemu samemu chce powierzyć swoje nazwisko. Hrabia pośpieszył dowiedzieć się, ktobyto był taki. »Czy poznajesz mnie hrabio?« rzekł Sylwio stras z li wym g ł o s e m. » S y l w i o!« wy kr z y kn ą ł h r abia, i mimowolnie powstały mu włosy na g ł o w i e . » T ak j e s t; j a t o j e s t e m, j a s a m , i mnie strzał przynależy. Jesteś gotów?" Hrabia odmierzył z pośpiechem kroków dwanaście. »Strzelaj! ale spiesz się, nim moja żona nadejdzie.« Sylwio nabija czćm prędzej pistolet. - »Wieszźe hrabio, że ten pistolet nie pestkami nabity? patrz, oto wpuszczam w weń ciężką, ołowianą kulę, a rzadko chybiam celu mego. Jednakże nie będę strzelał; czyn taki nie byłby pojedynkiem honorowym, ale skrytobójstwem; nie myślę strzelać do bezbronnego człowieka. Oto drugi pistolet, weź go; niech los roztrzygnie, komu pierwszy strzał przynależy.« Los znowu dał pierwszeństwo hrabiemu; - blady i drżący bierze pistolet i strzela; kula przeszła przez okno. - Hrabina usłyszawszy wystrzał wbiega wylękniona właśnie w tej chwili do pokoju, gdy Sylwio trzymał już pistole'" w lej męża wymierzony; z okropnym, przeraźliwym wykrzykiem rzuca się Sylwiemu w ramiona. »Zostaw nas, Maryjo,« rzekł do niej hrabia, przymuszając się do uśmiechu. »Tyś nadaremnie się przelękła. To są tylko żarty; Sylwio jest moim dawnym towarzyszem-wojskowym.« Jestźeto prawda, że wćpanowie żartujecie?« "Zacny mąż twój lubi żarty, łaskawa pani, i oto właśnie chciał mi kulą przeszyć głowę; ale teraz przyszła na mnie kolej takowego żartu, a kto wie, czy ja nie lepiej od niego poźartować potrafię." Hrabina rzuciła się do nóg Sylwiemu. »Wstań, Maryjo,« rzekł hrabia z gniewem, »nie poniżaj się przed tym człowiekiem. A ty, nędzniku, nasyć się rozpaczą mojej żony. Strzelaj spieszno, dostoję ci strzału!« - Sylwio wymierzył powtórnie pistolet ku hrabiemu, nieszczęśliwa małżonka objęła jego kolana. »Przez miłość Boga!« krzyknęła okropnym głosem, »zaklinam cię panie 1» a reszty słów trwoga i łzy domówić jej nie dały. - Sylwio zdawał się cieszyć jej męczarnią i chciał tę okropną scenę jeszcze przedłużyć. - »S trz elaj, S y l wio!« za wo ł ał hrabia; »strzelaj, oprawco; pocóż ociągasz'się jeszcze? Czyliż jeszcze zadosyć długa? strzelaj, niech juz raz będzie koniec temu!« - «Nie będę strzelał ,« odrzekł Sylwio i spuścił pistolet, »dość mi na tern żem cię drżącym przede mną widział, , .
waleczny hrabio, spodziewam się, że o mnIe nie tak prędko zapommesz, i że to nazwisko Sylwio utkwi i zawsze głęboko w twej pamięci. Z resztą i ja o tobie nie zapomnę i kiedyś znowu się zgłoszę; -wszak ci · wiadomo, iż mnie z kolei strzał przynależy.« To rzekłszy wyszedł z pokoju, a hrabia był tak zmieszany, źe go nawet nie zatrzymał. Nie upłynęło kilka minut, juz usłyszał powóz odjeżdżający, a Sylwio raz jeszcze do niego szyderskim głosem zawołał: »Do zobaczenia się panie hrabio!« - »A to jest szkaradna ni.egodziwość!« rzekłem ze wzdrygnieniem. »Zyjesz hrabia, i małżonka jego zostajeż jeszcze zawsze w tym strasznym, niepewnym stanie? obawiająź się oni zawsze jeszcze, aby okrutny Sylwio nie ukazał się z pistoletem i nie przeciął pasma ich życia?« - »Posłuchaj dalej!" rzekł mój znajomy. "Rok upłynął od czasu jak Sylwio ukazał się w domu hrabiego. Rok teB był wiekiem dla jego nieszczęśliwej małżonki, która każdy dzień w śmiertelnej przepędzała trwodze. Aż nareszcie jednego dnia otrzymał hrabia list treści następującej: "Mości hrabio! I odważny człowiek ma swoje słabą stronę.
Cieszy mnie to, żem tę stronę w wćpanu, jako w moim największym nieprzyjacielu, odkryć umiał. W zeszłym roku nasyciłem zemstę moje i odwetowałem udręczenia, które przez hani bną wzgardę swoje przygotowała mi niegdyś przeze mnie ubóstwiana, a teraźniejsza małżonka twoja hrabio. Aż dotychczas chowałem jeszcze kulę dla ciebie; ale odtąd możesz już być spokojnym; dowiedz się, iż kula ta, w chwili gdy ten list odbierzesz, już przeszyła serce moje, które ani zniewagi ani straty ukochanej istoty znieść nie mogło, ukończyliśmy już z sobą sprawę hrabio. - Uądź mi zdrów! Sylwio." - "A więc Sylwio już nie żyje?" zapytałem zerwawszy się z miejsca. - List któr y hrabia otrz y mał, był krwią zbry" , zgany!" odrzekł mój znajomy stłumionym głosem. Sylwio uskutecznił to, ca hrabiemu napisał.
TEATR MIEJSKI, W czwartek dnia 4. Lipca dziewiąte przedstawienie polskie towarzystwa artystów dramatycznych pod dyrekcyą Pana Zygmunta Anczyca: Krzyżyk złoty; komedya w 2ch aktach z francuzkiego PP. Brazico i Melesville. Zakończy: Tadeusz Chwalibóg; komę
dvo-opera w 1. akcie przez L. A. Dmuchowskiego napisana. Przed rozpoczęciem komedyi J P. Józef Schramm, pierwszy skrzypek z miejskiego teatru w Lipsku, będzie miał zaszczyt odegrać na skrzypcach waryacye Beriota tudzież waryacye Pana Pechatschek. Po pierwszej sztuce JPanna Haupt odśpiewa waryacye z tematu (Was sol! ick in der Fremde thun etc.) Po czem JPani Herwegh odśpiewa wielką aryę z opery Sargino.
SPRZEDAŻ KONIECZNA.
Główny Sąd Ziemiański w Bydgoszcz y. Dobra szlacheckie W r o n o w o i Kiewic ewraz z Lopienicami w Inowrocławskim Powiecie położone, z których pierwsze przez Dyrekcyą Ziemstwa na 17,397 tal. 8 sgr. 9 fen., ostatnie zaś na 4921 tal. 5 sgr. 4 fen. są otaxowane, sprzedane bydź mają w terminie na dzień 26. Sierpnia 1839 r. w miejscu posiedzeń Sądu naszego wyznaczonym. Wykaz hipoteczny, warunki i taxa przejrzane hydź mogą w lllcim oddziale naszej registratury.
W dniu 9. m.b. sprzedawać będę w Szczodro wie pod Kościanem przez publiczną licytacyą za gotową zaraz zapłatą różne sprzęty gospodarcze , meble, konie, krowy, źrebaki, jałowe bydło, owce, świnie i t. d. Karol Bronikowski.
Doniesienie o pomieszkaniu.
Przy ulicy Wilhelmowskiej Nr. 17. jest od ow. Michała I. b. do wynajęcia dolne piętro, które dla dwóch familii urządzone być może, gdyż dwie kuchnie wniem się znajdują, wraz z stajnią i wozownią. Bliższej wiadomości udzieli właściciel.
Ceny targowe W mIeSCIe Poznaniu.
Dnia 26. Czerwca 1839. I.
od I do Tal, sgr. fen. I Tal, sgr. fen.
Pszenicy szefel Zyta dt.
Jęczmienia dt.
Owsa dt.. Tatarki dt.
Grochu dt. .
Ziemiaków dt. .
Siana cetnar .
Słomy kopa Masła garniec S pirytusu beczka .
1 27 f 6 1 2 1 - , 26! 27 6 20- -1 22 6 15 6 -117 6 21 - -122 6 25 - - 27 6 6- - 7 18 6 - 19 6 4-- 4126 1 7 6 1 10 13 20 - 14
Powyższy artykuł jest częścią publikacji Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1839.07.04 Nr153 dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.