GAZETA

Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1844.02.15 Nr39

Czas czytania: ok. 21 min.

Wielkiego

Xi-;siwa

POZNANSKIEGO.

Nakładem Drukarni Nadwornej W. Behera i Spółki. - Redaktor: A. Wannowski.

r39.

W Czwartek dnia 15. Lutego.

1844»

Wiadomości krajowe.

Z B e ri i na. Podróżni z Petersburga przybyli zapewniają, że Xiążę Czeczeńców do Cesarza rossyjskiego pismo wydal z oznajmieniem, że za każdą krzywdę, Atórąby synowi jego, w niewoli rossyjskiej będącemu wyrządzono, najokropniejszą na oficerach rossyjskich, co w ręce jego wpadli, wywrze zemstę. Wiele znakomitych rodzin rossyjskich ostatnia klęska w Kaukazie w najgłębszym pogrążyła smutku, kiedy stratę ukochanych krewnych opłakiwać muszą. ISa przyszłe lato w Polsce Rossyjskiej podwójny nabór rekrutów nastąpić ma. Z P i ł a w y, dnia 8. Lutego.

Liczba zbiegów rossyjskich dotychczas w Piławie umieszczonych, dochodzi ogółem 584 ludzi. Z pomiędzy tych było 199 żołnierzy, a reszta 285 do służby wojskowej zobowiązanych. Do Grudziądza 140 ludzi transportowano. 29 musiano cieleśnie ukarać, 3 oddano do zakładu karnego wojskowego, 74 zbiegło a 91 dobrp - woluie do Rossyi znowu wróciło. Wielu z Rossyan jeszcze w Piławie przebywających wygląda wkrótce przybycia swych żon i dzieci, które w największej zostawili nędzy.

Wiadomości zagraniczue.

Polska.

Gazecie W r o c ł a w s k i e j donoszą z n a d granicy Polskiej pod d. 3. Lutego: Rozli

czne i rozmaite bajki o położeniu naszych sławiańskich sąsiadów na świat wysełają i rozpowszechniają. Podług politycznych zasad i stanowiska korrespondeiila, są owe doniesienia w jasnych albo ciemnych kolorach skreślone. My wszelako tyle przynajmniej z pewnością i na prawdzie polegając oświadczyć możem, że owe Aviesci, jako by po wszystkich kątach Polski do powstania gotować się miano, wierutne'm są kłamstwem; może nie jeden pojedynczy o spiskach i buntach przemyśliwa, ale żeby tacy w spoleczneści stronników sobie jednać mieli, o te'm ani myśleć; owszem massa ludu teraźniejszy swój los od dawniejszego ledwo rozróżnia i poddaje się obojętnie wszystkiemu, co nakazują, jakby to było fatum jakie. Francya.

Z Paryża, dnia 6. Lutego.

Od dwóch dni chodzą pogłoski o poróżnieniu się Pana Guizot z Panem Dumon, mianowanym niedawno ministrem publicznych robót, a to z powodu odpowiedzi, która w Izbie udzielouąby być miała na interpelacye, które czekają ministra Z powodu dymissyi P. Salwandy. Mówią, iz Pan Guizot żąda koniecznie, aby przy tej sposobności system surowe'j dyscypliny publicznych uizęduików, którzy rządowi bezwarunkowo pomocni być powinni, dopóki są na urzędzie, na trybunie publicznie wyłożony i z całą energią bronionym był. Pan Dumon bnemu, dowodząc, izby słusznie obawiać się należało, ażeby takim sposobem wielu z wąchających się deputowanych od gabinetu się nie odstrychnęło. Większość rady ministrów jak zapewniają chwyciła się zdania P. Dumon. Postanowiono, ii gabinet w przypadku, gdyby podobne inlerpełacye zajść miały, bynajmniej na nie zwazac nie ma. Pogłoska, jakoby przy tej sposobności miało przyjść do ofiarowania dymissyi, uważaną jest za bezzasadną. Ministeryum ma być zdecydowanem czekać, dopóki kwestya gabinetowa przez głosowanie prawa tyczącego się tajnych funduszów rozslrzygnioną nie będzie. Z resztą utrzymują niektórzy, ii Pan Guizot, aby wzmocnić stanowisko swoje w Izbie deputowanych, wszedł w bliższe stosunki z Panami Passy i Dufaure, i jednemu z nich ofiarował tekę sprawiedliwości, drugiemu tekę finansów. Pan P a s s y ma być dość skłonnym do przyjęcia propozycyi P. Guizo1. P, Dufaure zaś, jak zapewniają, miał się wynurzyć przed swymi przyjaciółmi, ii nie będzie nigdy kolegą P. Guizo1.

Biura Izby deputowanych ciągle jeszcze zajęte są roztrząsaniem budżetu wydatków. W tych dniach przystąpić mają do roztrząsania budżetu dochodów. Projekt do prawa tyczącego się kredytu suplementarnego tajnych funduszów, przedłożonym będzie Izbie deputowanych w ostatniej połowie tego miesiąca. Ministeryum ma nową sposobność doświadczenia sił swoich i rekonstytuowania większości na silniejszym fundamencie. Sprawa ta ma wszakże także swą złą stronę.

Izba wezwała już po dwakrość ministeryum, ażeby cały przychód tajnych funduszów umieściło na zwyczajny budżet państwa, aby uniknąć kredytów suplementarnych, które rok w rok burzliwe wywołują dyskussye. Ministeryum nie miało żadnego względu na wezwanie to, co Izbie uderzającą zdawać się musi rzeczą. Na każdy przypadek w końcu Lutego albo z początkiem Marca, t. j. po dyskussyi nad kredytem suplementarnym dla tajnych funduszów, objawi się silą partyi i ztąd wniosek będzie można zrobić o trwałości ministeryum. Mówią:, że jutro odbędzie się publiczne posiedzenie Izby deputowanych, aby wziąść pod rozwagę projekt do prawa tyczącego się policy i myśliwskiej. Zarazem zapewne obrani będą komissarze budżetowi. Dyskussya budżetu w biurach dość była popędliwa, i wczorajsze posiedzenie było dość burzliwe. Budżet spraw zagn-ulicznych byl przedmiotem licznych krytykz strony oppozycyi. Między innemi rzeczami żądano koniecznie, aby urzędy konsulatu nie obsadzano ludźmi, którzy rzeczy tych bynajmniej nie rozumieją, ale raczej, aby wybierano do tego osoby, klóreby umiały czynić sprawozdania coby nasz stan kupiecki zająć, a przy ugodach handlowych za podstawę służyć mogły. I kwestya tycząca się kolei żelaznej zajmowała biura; dyskussya wszakże zawiłą była i zdania były nader rożne. W jednym tylko punkcie jak się zda zgodzono się, to jest, iż prawo z Q. Czerwca 1842. jest bezskuteczne i potrzebuje zmiany. Redukcye zażądane przez oppozycyą podobno zrealizowane nie będą, i ministeryum według wszelkiego prawdopodobieństwa zatrzyma tak budżet, jak go było przedłożyło. N a przyszłą Sobotę (1 O. b. ra.) spodziewać się znów można burzliwego posiedzenia w Izbie Deputowanych. Powodem do tego będą liczne petycye ze wszystkich departamentów przeciw uzbrojeniu fortyfikacyi Paryża, z czego P. Allard w przyszłą Sobotę Izbie raport zdać ma. Zdaje się, że P. Lamartine i Odilon Barrot rzeczone petycye popierać zamyślają, domagając się, aby prawo z r. 1841., na mocy którego fortyfikacya Paryia stanowczo zatwierdzona została, rewizyi uległo, ponieważ rząd korzystając z niektórych ogólnych postanowień owego prawa, fortyfikcyi stolicy nadać myśli rozległość i znaczenie, jakie w zamiarze Izby nie leżały. I tak zarzucają rządowi, że, jakkolwiek stosownie do własnego jego zaręczenia, wszystkie F o r t s d e t a c h e s tylko przeciw zewnętrznemu nieprzyjacielowi użyte być mają, takowe na froncie ku miastu w mocne bastyony są zaopatrzone, aby dział w razie potizeby przeciw stolicy użyć można. Cytadele wystawiono tak, że dwanaście z nich najważniejsze punkta Paryża opanować mogą, przypuściwszy nawet, że zwyczajny wystrzał bomb tylko o 6000 metrów sięga. Wszakże ostatniemi czasy ulano w Strasburgu moździerze, które bomby o 12,000 metrów rzucać mają. Mówią nawet o najnowszem wydoskonaleniu systemu a la Paixhans. klóreby moździerzom nadało wystrzał 18,000 metrów. Generał Paixhans stwierdził to podobno wczoraj ustnie kilku Deputowanym, a mianowicie Panu Laroarlinowi. Ale przyjawszy nawet, że wystrzał z cytadel 10,000 metrów przechodzić nie może, rzeczą jest widoczną, że P aryż z cytadel wy. stawionych w krzyżowy ogień wzięty być może.

W zamku Vincennes wystawiono dwoje koszar dość mocnych do wytrzymania bomb, na te nie wyznaczyła Izba żadnych kredytów. Rząd ma zamiar przy każdej z 32 bram miasta Paryża wystawić utwierdzona, strażnicę, z którą w stosownym otworze mimo idącego naokoło miasta inna znów strażnica połączona będzie. Owoż obawiają się, aby rząd zwolna nie zrobił z tego cytadel, któreby liczbę i tak już dość licznych Forts detaches pomnożyły. Idzie nareszcie o to, aby ku strzeżeniu rzeczonych F o r t s d e t a c h e s i muru otaczającego miasto użyć w czasie pokoju korpusu z '20,000 ludzi. Minister powiada już teraz w budżecie swoim na r.

1845., że konieczność pomnożenia wojska w Algeryi daje uczuć potrzebę pomnożenia piechoty o 10,000 ludzi. Jedynie tylko krytyczny stan finansów i ekonomiczny duch Izby pod względem wydaików wojennych wstrzymały Marszalka Soulta od żądania, aby już na rok ten liczbę wojska powiększyć. Wszakże nikomu to nie tajno, że rząd pomyślnej tylko oczekuje chwili, aby silę zbrojną pomnożyć, do czegoby właśnie uzbrojenie Paryża dogodny dało pozór. Z tych lo i tym podobnych powodów chte teraz oppozycy», która w r. 1841. za fortylika - cyą Paryża głosowała, powstać przeciw uzbrojeniu. P. Thiers, właściwy sprawca tejże forty fikacyi, odezwie się z tego powodu, i oświadczy gabinetowi, że tenże pierwotny przez Izbę przyjęły plan forlyfikacyi przekroczył i samowolnie zmienił. Tymczasem nie będzie od rzeczy przytoczyć ogólny obraz, jaki nam wykaTuje budżet na r. 1845. pod względem wykonanych dotąd fortyfikacyi. Na stronie 521 rzeczonego budżetu obiecuje Minister wojny przełożyć wkrótce Izbic dokładny wykaz wykończonych dotąd robót fortyfikacyjnych. Na uspokojenie tejże Izby przytacza, że wszystkie roboty w ciągu roku 1843. mniej więcej o 2 prC. niżej przez przedsiębiorców wykonane zostały, aniżeli takowe pierwiastkowo obliczono. Wciągu tegoż roku dokonano po większej części wywłaszczenia (expropriacyi) gruntów potrzebnych. 1 tak np. summy, które na zakupienie gruntów d. 31. Grudnia 1841. tylko 126,558 fr., a d. 31. Grudnia 1842. r. 4,555,426 fr. wynosiły, wynoszą teraz ogółem 10,500,000 fr. Rówuoczcśniei z tym samym pospiechem pracowano tak około cytadel, jako też okuło fortyfIkacyjnego muru. Z tegoż muru, który w ogóle 94 fronty liczyć będzie r ukończono ich już 84, w rozległości 28,426 metrów, które w eskarpy zaopatrzone są i także już pokryte. Piętnaście cytadel już jest wykończonych, klóre w ufortyfikowanych eskarpach 16,655 metrów

długości mają, A zatem tak w cytadelach, jako też w fortyfikacyjnym murze w ogóle jeszcze około 4000 metrów eskarpów dorobić należy, a fortyfikacya całkiem będzie gotowa'. Minister wojny jest lego zdania, że gdyby nagłe okoliczności wymagać tego miały, rząd w ciągu r. 1844. fortyfikacyi stolicy dokończyćby mógł. Dotąd wykończono już kazematty w nowych cytadelIach; dwadzieścia magazynów prochu pokryło; troje koszar można w każdej chwili zay'ć, i pięcioro innych koszar bliskie mi są końca, jako też trzy pawilony na mieszkania dla oficerów. Liczba robotników, którzy w ciągu upłynionego roku przy forlyfikacyi pracowali, wynosiła l 7 , O O O glow, pomiędzy którymi może 3 ci» część żołnierzy. Rządowi zależało na tern, aby przerwanie lub zaniechanie robót fortyfikacyjnych uiepodobnem uczynić, r.oby przy niestałości większości parlamentarnych nie było niepodobnem. Najgorliwsi obrońcy fortyfikacyi Paryża stracili nieco dobrą otuchę i stali się nieufnymi. Rząd, znając lo usposobienie Izby i narodu, nie chce Izbie dać czasu do namysłu. Sląd to tak się pospieszono z robotami około fortyfikacyi. Idzie teraz o uzbrojenie fortecy, a w tym względzie znajdzie zapewne rząd mocny opór nawet ze strony tych, klóFzy, jak np. lewy środek i dynastyczna oppozycya lewej, przyjęcie projektu fortyfikacyjnego przed 3ma laty popierali i takowe wymoglL Anglia.

Z L o n d y n u, dnia l. Lutego.

John O'Connell, syn agitatora Daniela, oświadczył na onegdajszem posiedzeniu dublińskiego Sądu Ławniczego (Queens- Bench) , ze nie zgadza się ze zdaniem swego obrońcy, pana Shiel, jakoby w Irlandyi poprzestano na peryodycznych sessyach parlamenlowych eo rok w Irlandyi przez pare miesięcy odbywać się mających, lecz twierdził, że go nic zaspokoić nie może, jak tylko »całkowite i zupełne przywrócenie Rady prawodawczej (Parlamentu) dla Irlandyi«, o którą upomina się jako o nienaruszalne i wieczne prawo. Sąd przyjął to oświadczenie młodego O'Connella w milczeniu. - Mowa pana Shiel trwała pięć godzin, celem jej było dowieść że oskarżeni nie dopuścili się żadnego sprzysiężenia przeciwko rządowi i krajowi; owszem cale postępowanie O'Connella było zawsze jak najspokojniejsze; wszystkie mowy jego zalecały spokojność, posłuszeństwo dla praw i wierność dla Monarchini, a całem usiłowaniem jego było, aby to, do czego dąży osiągnąć środkami spokojuemi, prawnemi. -. trudno przewidzi«? Każdy z 9ciu oskarżonych ina po kilku obrońców, z których każdy zapewne będzie się chciał dać słyszeć, a słuchanie świadków ze strony oskarżonych będzie równie rozwlekle jak owe ze strony korony. Tymczasem wszędzie w Irlandyi zupelua panuje spokojność. Pomimo wszelkich usiłowań przyjaciół ludzkości pod opieką Biskupa londyńskiego, nędza w ubogich i ludnych dzielnicach stolicy jest lej zimy bez grauic. W tych dniach matka jedna -wraz z dzieckiem umarła z g ł o d u.

Hiszpania.

z Madrytu, dnia 1. Lutego. Rząd nocy zeszłej odebrał wiadomość, ze dnia 28. w Al i c a n t e powstanie wybuchło, jak się zdaje, dość groźne. Rząd ogłasza wprawdzie tyle tylko, że tameczny Generał-Komendant, Gefe politico i dowódzca pułku prowin - cyalnego zgrai żołnierzy celnych ustąpić musieli i że tak nazwaną J un tę osadzono, ale z sprężyetów środków, których się ministrowie chwytają, wnioskować można, że bunt ten bardzo niebezpieczny. Aby szerzeniu się jego zapobiedz, rozkazał minister wojny wszelkim Generał-Kapitanom, aby się z władzami cywilnemi porozumieli i w razie potrzeby prawo wojenne w obwodach swoich proklamowali. GenerałKapitanowi Waleiicyi, Roncali, do dystryktu którego Alicante należy, rozkazano cały ten obwód za będący w stanie oblężenia ogłosić, pod - czas, kiedy i tu ztąd wojska do Alicante wysełają. Minister wojny rozporządził równoczesnIe, aby wszystkich szefów, oficerów i podoficerów, należących do armii, milicyi narodowej i prowincyaluej, albo do korpusu żołnierzy cełnych, co w powstaniu lem uczestniczą, skoroby ich ujęto, na miejscu rozslrzelalio. Zbuntowani żołnierze skoro na pierwsze do nich wydane wezwanie Generał-Kapitana pod chorągwią nie staną, mają być dziesiątkowanI. Osoby prywatne, w buncie tym udział mające, śmiercią karane być mają. Minister spraw wewnętrznych Gefe politicos prowin - cyi: Alicante, Murcia, Albacete, Valencya, Almeria i Castelon de la Piana rozkazał, aby w obwodach swoich prawo wojenne z d. 17. Kwietnia 1821. niezwłocznie ogłosili. Minister marynarki z swej strony rozporządził, ażeby paropiyw wojenny <<Izabella II. ,« bryg »N ervion« i inny mniejszy okręt od brzegów katalońskich do Alicante się puściły i port tameczny ściśle blokowały. Oprócz tego minister spraw wewnętrznych tutejszemu Gefe politiconastępujący przesłał rozkaz: «Zważywszy na wypadki zaszłe w Alicante, N. Pani rozkazać raczyła, aby na ogłoszenie proklamacyi i udzieleń buntowników nie zezwalano i żeby żadnych nie dawano wiadomości, zmierzających do zwiększenia nieposłuszeństwa; ktokolwiek uslawę tę przekroczy jako spiskowy stosownie do prawa z dnia 17. Kwietnia 1821. karany być ma.« JNocy zeszłej w skutek wypadków alikautskich kilka osób tu aresztowano. Między uwięzionymi są deputowani Madoz, Cortina, Lopez, Garnica, tienedicto, Verdu y Perez, Ors, a nawet (podług pogłoski) i P. Arguelles.

Wszystkie straże dzisiaj podwojone. - W tej chwili mówią, że rząd między papierami aresztowanych nader ważne znalazł dokumenta dowodzące istnienia spisku po całej Hiszpanii rozgalężonego. Zresztą powstauie w Alicante z karlislowskich i republikańskich żywiołów składać się ma. Szwecya i Norwegia.

Z S z t o k h o l m u, dnia 2. Lutego.

Ogłoszono tu królewskie rozporządzenie, na mocy którego następcy tronu w czasie choroby Króla zarząd, tymczasem jednak tylko na jeden miesiąc, poruczoup. Austrya.

Z Preszbnrga, d. 1. Lutego.

Dziś mieliśmy tu mały szkaudal sejmowy.

-Czytelnicy przypominają sobie zapewne ową niezuośuą serenadę, którą przynieśli Jurat i Deputowanemu Gabanyi, i o której tu tak wiele mówiono. Kolega deputowanego tego, Pan U ray Paul, Radca królewski, obawiał się tutaj okazać; że zaś teraz z powodu odpowiedzi k ról e w s k i e j w sprawie tyczącej się języka powszechny panuje tryumf, sądził on, iż należy mu się korzystać z pomyślnej chwili, i przybył na zgromadzenie Stanów. Młodzież sejmowa przywitała go z okrzykiem: precz z nim, tak dalece, iż U ray musiał salę opuścić. Ale młodzież nie przestała na tein, owszem szydziła i śmiała się z niego wśród kułaków i uderzeń. Gdy wsiadł do pojazdu, który stał w pogotowiu rzucano za nim śniegiem i kamieniami, i powybijano okna powozowe. Tak ścigano go aż do mieszkania jego, które iniał naprzeciw głównego odwachu. Z Gorycyi, dnia 24. Stycznia.

Książę Bordeaux przybył tu onegdaj: odbył przeto swą powrotną podróż z Londynu w krótkim czasie 12 dni, i cieszy się najlepszym zdroWIem. Cokolwiek zeszczuplał i wcale już nIe kuleje. Książę Angouleme ma się lepiej, tak Książę Lukki, przejeżdżając przez Gory cv ę, odwiedził familię królewską, ale się dluj.ej nie zatrzymał.

Włochy.

Z R z y m u , dn. 2'i. Stycznia.

Dziś przed południem odbył Papież tajny konsystorz w Watykanie, na którym mianował Kardynała Beruetti Wicekanclerzem świętego kościoła rzymskiego, oraz Kompilatorem Listów Apostolskich. Następnie prekonizowal Ojciec św. 20 Biskupów, mianowicie: 15 dyeeezalnych dla Włoch, Francyi, Portugalii i Brazylii, a 5 in partibuś. W końcu miał Papież krótką allokucyę, poczein kreował trzech nowych Kardynałów- kapłanów. Turcya.

Z K o n s t a n t y n o p o l a, dnia i O. Stycznia.

Basza Trebizondzki wycxpedyowal znowu potajemnie do Konstantynopola w przeszłym miesiącu cały transport pięknych Czerkiesek, przeznaczonych dla seraju Sułtana. Grecya Z Monachium, dnia 16. Lutego.

Obawa, aby Synodu świętego nie rozwiązano i kościół grecki w każdym względzie nie poddał się pod władzę patryarchy konstant ynopolitańskiego, n i e ziściła się, a tak pizynaj - mniej z tej strony naród grecki od różnych zabiegów polityki zagranicznej wolnym będzie. Wszakże obcym jednak nie zupełnie przystęp i wpływ zagrodzony, kościół albowiem młodego Królestwa tylko w czysto kościelnym względzie, co się tyczy xaj>oiaQ%txa 6eKaca/ma2a, całość odrębną stanowić, w innym względzie zaś część powszechnego prawowiernego kościoła greckiego tworzyć i 6/Uoa»E,or; pozostać ma z kościołem Petersburskim i Konstantynopolitańskim. - Przyjęto więc artykuł projektu do prawa prawie bez zmiany.

Rozmaite wiadomości.

AMMALAT BEG.

Zdarzenie prawdziwe, opowiadane przez MARL1ŃSKIEGO. (Ciąa dalszy.) UCIECZKA.

19. ili, tak się nazywa wieś wCzecznie, albo raczej pośród gór ręką natury utworzona warownia, do której żadnej nie ma drogi, jak tylko wijące się stromemi skałami ścieżki. N a północ tej, dziką naturą obrotniej twierdzy, piętrzą sięw szczyt bieżące skały. Na zachód, ciągną się długiem pasmem góry rozgraniczające Czecznę od kraju Awarów, a za tym ciemnym łańcuchem, bieli się odwieczny śnieg Kaukazu. Było południe. Młody Czeczeniec stojący na progu swojej sakli, rzucił orłem okiem na górę, po której się snuła wazka ścieżka. «Któż są ci dwaj jezdcy, których tam u dołu góry postrzegam?« mówił sam do siebie. »To nie są Czeczeńcy, bo nie widzę na nich naszej narodowej szaty b a s z l i k . Może też należą do tej wyprawy przeciw Rossyjanom, na którą i mój ojciec razem z stem naszych sąsiadów wczora wyruszył. . . . .lecz nie, gdyby to oni byli, nie błąkaliby się lakierni manowcami, i nie narażali na niebezpieczeństwo za każdym krokiem runąć w zjeżone skałami przepaście_ Możeto Rossyjanie? Zdaje mi się, źe to oni.

T ak, tak; drugi jeździec ma długie włosy, to Rossyjanin, albo co gorsza, jaki Szagies T a tar*).

Nim się dzień o pól godziny zestarzeje, będę już wiedział, kto są ci podróżni.« N aphtali, tak się zwał ten młody Czeczeniec, porwał za broń, i dosiadłszy konia, pognał czwałem, nie zważając ani na skały ani przepaście; żwir pryskał z pod kopyt konia jego, a pyłu chmura zabrała go z przed oczu. Wkrótce staje u stóp góry i puszcza się tą samą ścieżką, którą dwaj podróżni w górę jechali. Pierwszy jeździec miał na sobie kolczugę, a drugi był w ubiorze czerkieskim i miał skrwawione ramię chustką obwinięte. Twarz obu była zasłoniętą. N aphtali jechał za nimi ścieżką ponad przepaście, aż na przestronniejszćj drodze wyparł się naprzód i stanął przed nimi. «Sal a m A lei K un« (bądźcie pozdrowieni), przemówił do podróżnych i chwycił za broń. »Alei K un el Sa lan« odpowiedział pierwszy jeździec, naciągając kurek od pistoletu. «Boże prowadź was szczęśliwie,« mówił Czeczeniec. »Oby ci Bóg dał tyle rozumu, abyś spokojnych podróżnych nie zatrzymywał w drodze,« odrzekł jeździec w kolczudze. «Powiedz, czego chcesz przyjacielu. »Odelchuijcie w moich ścianach i przyjmcie posiłek od waszego brata; dla waszych koui stoi stajnia otworem. N a moim progu mieszka gościnność. Błogosławieństwo podróżnego mnoży trzody, i ostrzy oręż gospodarstwa. Nie pogardzajcie naszym zakątem, i zawitajcie do naszei chaty.« *) Górale nie Ul; najlepszymi Muzułmanem!, należą do sekty Suui" lecz mieszkance DaJ\hestanu są po większej części Szagiesami jak Persowie. Różne le sekty nic ua.viilza się nawzajem. steśmy nałożeni przyjmować gościnności, którą nam narzucają.» »W takich miejscach być bez przewodnika, jestło narażać się na «mierć widoczną.» »Dla mnie przewodnika?« rzeki z dumą podróżny w kolczudze. »Spytaj waszych orłów, czy znają lepiej odeinnie góry Kaukazu? Ja byłem tam, gdzie nawet wasz gad wypełznąć nie zdoła. U stąp więc z drogi przyjacielu, twoja chata nie stoi przy gościńcu, a ja uie mani czasu do próżnej rozmowy.« »Nie ruszę się ani krokiem, aż powiecie, kto jesteście. « Ustąp zuchwalcze, jeźli nie chcesz, aby matka twoja szukała kości twoich po jamach szakalowi Dziękuj prorokowi Naphtali, że z twoim ojcem sól jadłem! - Wyrodny synu, ciało twego ojca gnije na polach rossyjskich, a ly jak drapieżuy tygrys błąkasz się po drogach i napadasz spokojnych podróżnych?! Naphtali, twój ojciec poległ po tamtej stronie Tereku. Pozuajeszże mię leraz?« »Tyś Sułtan Achmed Khan!« zawołał młodzieniec, wiadomością o śmierci ojca jakby piorunem rażony, i zawisnął bezwładnie ua szyję swego konia. »Zgadłeś, jam Sułtan Achmed Khan, ale jeźli twoje usta przed kim wymówią, żeś widział Khana A waru, zemsta moja spadnie na ciebie i na twoje rodzinę.« Obaj jeźdźcy puścili się w dalszą drogę. Khan zdawał się być w myślach zatopiony, zdawał się walczyć z bolesnemi wspomnieniami. Auiinalat milczał. Widać było po obudwu, że niedawnoco opuśeili jakąś walkę. Krew zaschła, czerwieniła się na ich twarzach, a ich brody były na pół od prochu osmalone A Duma Achmede zdawała się jeszcze wyzywać losy do walki, ale w rysach towarzysza znać było omdlenie na silach. Zaledwie mógł się na koniu utrzymać, i niejedno bolesue westchnienie wydarło mu się z piersi, gdy koń jego tatarski, nie nałożony do górskich ścieszek, pod nim utykał. Ammalat pierwszy przerwał milczenie: »Czemuźcś nie przyjął gościnności tych poczciwych ludzi? Moglibyśmy byli jeduę lub kilka godzin wypocząć?« »Tyś nawykł mieć twoich Tatarów za niewolników; inaczej się dzieje z wolnym góralem. Ręka losu ciężko nas dotknęła. Jesteśmy zwyciężeni. N asi waleczni towarzysze, twoi i moi n u k i e r o w i e polegli od kul i bagnetów Kossyjanów. Młody Czeczeniec widział nasze hańbę, widział w ucieczce swego Sultaua, którego oblicze górskim plemieniem było zawsze promienną gwiazdą zwycięztwa. Naczeloik zwyciężony, jest u nas przedmiotem pogardy, i traci poważanie. Człowiek w nieszczęściu, okazuje się małodusznym, lecz czas łzy osuszy, a boleść usląpi pragnieniu zemsty. Wtedy znowu jak prorok krwi, rozwinie Sultan Achmed, krwawą chorągiew. . . . Jesleś ranny, potrzebujesz biegłego lekarza, a takiego znajdziesz najprędzej w moim domu. Jutro tam będziemy, do julra więc uzbrój się w cierpliwość.« Ammalat podziękował swemu towarzyszowi, kładąc rękę na czoło i serce. - Jadąc, omijali wsi, w nocy obierali drogi po-pod skały. Wieczerza ich składała się z garści jagieł gotowanych w miodzie; tę strawę biorą z sobą zwykle czerkiescy górale, nim się w drogę puszczą. Nie wypoczywając ani chwili, jechali ciągle po stromych, przepaścistych ścieszkach, których niebezpieczeństwo, noc podwajała. Nareszcie dostali się do podnóża ostatniego gór łańcucha, który ich od stiony północnej przedzielał od Kurczaku czyli A waru, stolicy Khana. Przebywszy linię lasów i krzewów, stanęli przed nagą, spadzistą ścianą skały, na którą się tylko węźykowem kołowaniem wydostać mogli. Koń Khana wspinał się ostrożnie, ale rumak Ammalata, rwał się za gorąco, często utykał i w dół się ślizgał. Nie był on dla tych okolic. Ostre zimno i palące słońce gór w ciągłej przemianie, zwątliło siły jego; okryte pianą było wędzidło, nozdrza miał suche i gorące, a na przednie nogi coraz więcej utykał. Wydostawszy się ua szczyt skały, padł na ziemię z niemocy, czerwona posoka popłynęła mu z pyska, a przez wytężenie wszystkich sił do ostatniego oddechu, pękła popręga u siodła, i już był nieżywy. Khan poskoczył spieszno w pomoc Ammalafowi, lecz mocno się zmieszał, gdy ujrzał, że mu przez nieostrożność zerwał przepaskę z rany, a krew znowu płynąć zaczęła. Ammalat Beg był martwym na ból własny, ale duże Izy jak perły, puściły mu się z oczu, a terni łzami płakał swego wiernego towarzysza, płakał swegokonia :

»Już mię więcej nie ponIeSIesz wśród gradu kul i błyskawic pałaszów!« zawołał z serdeczną boleścią. »Już ze mną nie będziesz wyścigał wiatry po dolinach i zawstydzał spółzawodników twoich; już nie będę, okryty chmurą pyłu" wzbitą tweini kopytami, słyszał więcej okrzyków podziwienia! Tyś mnie nosił do sławy, niechże z tobą ginę! - Zostaw mię tu Sułtanie Achmedzie. Siły moje wycieńczone, a droga daleka. Opuść mię; uie widziszże orla, co tam serce wkrótce vr jego szponach drzeć będzie. Chwalą Prorokowi! Lepiej ze oddam ciało moje na żer podniebnych ptaków, niż aby je mieli nogami deptać nienawistni Rossyanie. Zegnam CIę.« Achmed chciał w nim przez wszystkie sposoby ożywić odwagę, lecz Ammalat przerwał mu rozmowę i rzekł: »Dozwól Achmedzie, niech tu zakończę. Rodzice moi śpią już głęboko pod ziemią, żona moja straciła światło oczu, Shamkhal, mój wuj i teść, czołga się w Tarki przed Rossyanami! Wróg przewodzi w mojej ojczyźnie! Mnie hańba spotkała!.... jam uciekł z placu bitwy przed Kossyanaini!.... Zycie mi obrzydło.... śmierć.mi tylko pozostała.... śmierci się oddaję.« »Grom hańby padnie na ciebie!« zawołał Khan. »Nie bluźń i nie ściągaj na siebie gniewu wielkiego proroka! Jesteś raniony, rana się twoja zagoi, koń twój padł z niemocy, siadaj na mego, ja go sam za cugle bezpiecznie powiodę. Za twoje ciemną żonę, dam ci trzy z pięknemi oczyma. Jeźli nie kochasz Shamkala, to kochajże twoje ziemię, twoje puściznę! Tylko dla umarłych nie ma nadziei. Wielki Ałłah spuszcza na nas dziś klęskę, a jutro zwycięztwo. Odważnie więc mój przyjacielu! - Siadaj na konia i żyj dla zemsty, żyj na zgubę Rossy jan.« Na te słowa Achmeda, rumieniec szkarłatny wystąpił na blade lica Ammalala, nowe m życiem posilony, 2 całym ogniem młodzieńczej duszy zawołał: »Słowami proroka, są twoje słowa Achmedzie! Tak, chcę żyć dla zemsty, zemsta odtąd hasło moje! Przysięgam na groby moich ojców, że pójdę za tobą, dokąd mię powiedziesz! Rozkazuj ramieniu memu, a jeżlibyin kiedy przysięgi mojej zapomniał, wtedy przywiedź mi w pamięć tę noc w górach, a szabla Aminalata stanie się błyskawicą piorunu, śmierć i zniszczenie roznoszącą!« Na te słowa rzucił się Khan w ramiona ognistego młodzieńca, i z dumą zawołał: »Teraz poznaję w lobie krew Emirów, tę krew, klora w żyłach naszych tak się wrząco toczy, jak się toczy pałacem strumieniem siarka w wnętrznościach ziemi! Wulkan rozsadza skały - biada więc wrogom naszym!« Achmed podźwigńął rannego na siodło, trzymając go jedną ręką, drugą ujął za cugle. Tak prowadził konia krętemi ścieżkami po-nad przepastne urwiska przez odwieczne lasy. Nareszcie dostali się w pobliże wsi Aki; jeden tylko pagórek przedzielał ich jeszcze od Kunzakh,

3Hgdy oto pada strzał, którego się odgłos rozległ szeroko i powtórzył o góry. Podróżni wstrzymali się w kroku: Khan tem cokolwiek zdziwiony, rzekł do swego towarzysza: »To będą nasi na łowach.« Lecz w tejże chwili pada strzał znowu, a po nim strzałów więcej. »To są Rossyanie!« zawołał Ammalat zeskakując z konia. »Sułtanie Achmedzie spiesz twojemu ludowi na pomoc! Widok twego oblicza stanie mu za sto wojowników.« Khan zaledwie dosłyszał słów Ammalata, milcząc przychylił głowę i nadsłuchiwał, jak gdyby chciał rozeznać: czy te wystrzały pochodziły z samopałów rossyjskich czy leż awaryjskich. »Jako, mieliżby Rossyanie dostać skrzydeł u orłów a nóg od kóz dzikich, że się aż w nasze wdarli góry?« rzekł Achmed Khan kładąc nogę w strzemię. »Bywaj zdrów Ammalacie, idę ginąć na gruzach mojego państwa!« W tejże chwili kula zaryła się w ziemię tui przed jego nogami. Achmed wydobywszy ją i oglądnąwszy, rzeki z uśmiechem do Aminalata: »Siadaj znowu na konia, a wkrótce własnemi oczy ujrzysz rozwiązanie tej zagadki. Kule rossyjskie lane z ołowiu, a ta jest z miedzi, więc to uasi strzelają.... Wreszcie strzał wypadł od południa, a tam Rossyanie w żaden sposób jeszcze być nie mogą. -« (d. c. n.)

1\ , .. 1\.. '"'"' '"'"' O lnME SzITzE NliEf Końcem przedania lub czasowego wydzierżawienia należącej do fiskusa części jeziora między Krzyiownikami, Chybami a Kiekrzem, wyznaczyliśmy termin na dzień 13. Marca 18 44 zrana godz. 10. w Izbie posiedzeń Król.

Regencyi Wydział dl przed Keferendarjuszem Regency i Ur. Barensprung. Przeznaczona na przedaż część jeziora zawiera 412 morgów 174 prętów kwadratowych, ma być na wolną własność z zastrzeniem lub bez zastrzeżenia czynszu doimmialnego w kwocie 25 Tal. przedaną lub w miarę okoliczności na lat 3. od Święt. Wojciecha 1844. wydzierżawioną. Najwięcej ofiarujący winien w razie przedaży 200 T al. , a na przypadek wydzierżawienia 50 Tal. gotowizną w obligach długu skarbowego lub krajowych listach zastawnych jako kaucję w terminie złożyć. Wyciąg dochodu i warunki licytacji inoźua knżdegp czasu w naszej Registraturze' ekonomicznej przejrzeć. Poznań, dnia 20. Stycznia 1844.

Król. Pruska Rejencya. III, SPRZEDAŻ KOMEĆZNA.

S ą d Z i e m s K o - m i ej s K i w G n i e ź n i e .

Folwark wieczysto - dzierżawny Kawiary, w powiecie Gnieźnieńskim położony, do sukcessorów Ignacego Nowackiego Radzry Ziemiańskiego i jego żony Domicelli należący.

oszacowany na 4143 Tal. 7 sgr. 11 fen. wedletaxy, mogącej być" przejrzane 'j wraz z wykazem hipotecznym i warunkami w Registraturze, raa być dnia 15 Kwietnia 1844. przed południem o godzinie li tej w miejscu zwykłem posiedzeń sadowych z powodu działów między sukcessorami sprzedany. Wszyscy niewiadomi pretendenci realni wzywają się, ażeby się pod uniknieniem prekluzyi zgłosili najpóźniej w terminie oznaczonym. Gniez no. dnia 23. (Trudnią 1843.

ISI Manka tańców. £££ Odwołując się do dawniejszy« h doniesień mam zaszczyt uwiadomić, iż w połowie mieś. Marca przybędę znowu do Poznania dla dawania nauki tańców osobom dorosłym i dzieciom Lista subskrypcyjna zawiera bliższe warunki i znajduje się w księgarni Pana M i t t l e r do łaskawego przepatrzenia i podpisywania. C. S eug er, Król solotaiicerz w Berlinie.

<; A T A W teatrze miejskim ' %A w poniedziałek dnia 19. Lutego 1814. WIELKA REDUTA.

Biletów w cenie podpisowćj po 20 sgr., dla familij pół tuziha po 3 Tal., dla widzów na pierwszem p ętrze po 15 sgr, na drugiem piętrze po 74 sgr., na galeryi po 5 sgr. codziennie dostać można w lokalu moim przy W ro cławskiej ulicy Nr. 31. i u murgrabiego JPana Riedel w teatrze. Wspaniałe oświetlenie przestrzeni, dobra i z licznych osób złożona orkiestra, tem bardzie'j uprzyjemni nie znaną tu oddawna zabawę, na którą najuniźeniej zapraszam. Familje, życzące sobie mieć całe loże, raczą mnie wcześnie o te'ui uwiadomić. /\/\ Bornhagerr.

Berlińskiej.

E&iirs giełdy

Sto- i 3Ya Dr- kurant pa I papie- g<?toprC. J rami. IZUą.

Dnia 12. Lutego 1844.

Barany z Sokolnik małych sprzedawać się będę z wolnej ręki w podwórzu domu Zieinstwa w dniach 15, 16, 17 i 18. m b.

3\ 102} 4 102 - 1 & Ll, 102 48 3i, 100» 4 105:1 3; 100} 3' KM i / 3' 101} / 3' 101J / b lOli i*ft - l · l } - 3 5 170} 4 - - 184} 4 - 4 a 89} 4 5 82* 4 981 5 155' 4 - 4 118} - 114J 4 120} Li -

Obligi długu skarbowego . .

Prusko-ang. obligi z r. 18 iO.

Obligi premio« handlu morek.

Obligi Marchii . Elekt, i Nowej Obligi miasta Berlina . . . .

Gdańska w X. .

Listy zastawne Pruss. Zachód.

» » W . X Puziiaii. sk.

» di t o » Pruss. A Vschod.

» Pomorskie... March. Elck.iIV.

» Szląskie. . . .

Frydrjchsdory. . . . . . . .

li; Unia 31. S tycznia zginęła mi w y ż l i c a w Inne monety złote po 5 ta]. . Oi czerwono - pstrokata, rassy angielskiej, /\ Discouto............. li; Jat dwa stara, wabi się Fortuna. Kto mi * ]I K r j f III ją zwróci, odbierze żądaną nagrodę. III Dro.g zet: Beri. - P.oczdamsk.iej li; Chelkowo. M. Skarżyński. lś OblIg pIerw. Ben. Po z aIus. A A A' $ $ ()i DrogI zel. Magd.-LIpskIeJ .

Ul bll'ł. vm > 'III Ul*>m* g*3» &m & lO? SU Obligi upierw. Magd.-Lipskie .

Podpisany ma honor Szanowną Publiczność Dro.g żel: Bcrl.-Auliaitskicj : . d . ,. k b .. l . OblIgI upIerw, Berl.-AnhaltskIe zaWIa O IC, ze w ro u Iezący , ,:a ny Ja,r- Drogi żel. Dyssel.-EIberfeld.

mark, SI odopostnym zwany, wmIeSCIe Z don- Obligi upierw. Dysscl.-Elberf. skiej Woli, (iubernii Kaliskiej, na dzień 14. Drogi żel. KeiKskiej . . . . . Marca przypada, na któren to wielu kupczą- Obligi upierw. Reńskie .... cych końmi od granicy Rossyjskiej w celu Drogi żel. Berlinsko-Frankfort. ... Obligiupierw. Berl.-Frankfort.

sprze azy Je.st SPo,?zIew nych, a pra nących Drogi żel. Górno-JSzkjskićj . . nabycIa z pIerwsze J rękI, zdrowych 1 dogo- dito Lit. B.. dnych koni zaprasza się · Borl. - Szcz. Lit. A. i B. Zdoriska Wola w powiecie Sieradzkim, dnia « Magdeb-Halbersl 25. Stycznia 1841. Brzozowski. Dr. Jel Wrorl.-iSzwidti -F rcih Poniedziałek, dnia 19 Lutego: C e M y t a r s u w e N a w i e lok r o t n e ż ą d a n i e : w mieście trzecia i ostatnia tegoroczna p o z N A N I U . REDUTA W wielkiej sali Bazaru.

Krom mask uprasza się szanownych mężczyzn, chcących mieć udział w tańcach, ażeby we frakach przybyli. Demaskowanie zostawia się do woli.

nit J011 90} 100

W udzielnej majętności sianowej K r e i h a n, mila od Krotoszyna, są najprzedniejsze tryki elektoralne, prawdziwego gniazda Hiszpańskiego, bez wszelkiej mieszaniny w czystej krwi zachowane, po najsłuszniejszych cenach do prze <<lania. Tryki te zostały z należącej do mnie majętności H a l b e n d o r 1 pod Opolem tu dotąd na przedaż sprowadzone. Leopold v. B o ehm.

100} 100 101 101

» *rS I i f t 4

103*

1m

103* 88} 98 81*

154} 103} 120

Dnia 12 Lutego.

1814 r.

od do al. sgr fen.1 T .11. tgr.feft

Pszenicy szełel Zyta dt Jęczmienia dt Owsa . dt Tatarki dt Grochu dt Ziemiaków dt Siana cetnar Słomy kopa Masła garniec

li, 7 i25%\1 li 6 Hi 25 - 5 ' 10118 - 7 27 17 2 2 U 26 1 5 ] - 19; 6

Bilety dla familij po 1 Tal., a bilety poje dyńcze po 15 sgr. przedają się do poniedziałku godziny 5, wieczornej w mojej cukierni. J N. Pietrowski.

Powyższy artykuł jest częścią publikacji Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1844.02.15 Nr39 dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.
Do góry