G

Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1844.03.06 Nr56

Czas czytania: ok. 18 min.

)KB

Wielkiego

)KięsIwa p O Z N A N 8 K I E G O.

Nakładem Drukarni Nadwornej W De/tera i Spółki. - Redaktor: A. Wannowski.

56.

W Srodę dnia 6. Marca.

1844.

Wiadomości kraj owe.

Z Berlina, d. 27. Lutego.

Hoffmann von Fallersleben otrzymał rozkaz, zęby w ciqgu 12 godzin z Berlina się oddalił, ponieważ liczne towarzystwa akademików i literatów wokoło tego politycznego piewcy się gromadziły. Zamyśla on udać się iiad Ren i tam osieść. I)la mocno przycisnionych prowincyi Nadbałtyckich nowy zabłysnął promień nadziei.. Dotychczasowy rossyjski minister skarbu, HI. Kaukrin, (niegdyś, jak wiadomo, prosty prywatny docent w Heidelbergu) olizymał dymissy<;. Był on właściwym założycielem i obrońcą teraźniejszego ł\ossyi sytemu celnego i zamknięcia granicy. J ego oddalenie z służby ma być skutkiem przekonania, którego Cesarz Mikołaj dostąpił, że zamknięcie granicy i wymuszone zakładanie fa, bryk jego kraju właśnie najgłębsze zadaje rany Z dnia 3. Marca.

W moc postanowienia ministeryum spraw duchownych etc. z d. 1. m. b. Dziekan wydziału filozoficznego Uniwersytetu tutejszego spowodowanym został do rozporządzenia, aby odczyty docenta prywatnego Dr. ISauwerk o hisloryi najznakomitszych systemów nauki filozoficznej o państwie zamknąć i kontynuacji ich zabronić". Zezwolenie na miewanie tych odczytów dano Dr. JN auwerkowi naturalnie w tern przypusz

czeniu, że stosownie do ustaw wydziału na badaniach naukowych, odpowiednich stanowisku młodzieży, ograniczać się będzie. Dowiedziano się jednak wkrótce, że miasto tego, przez jednostronne rozumowania o polityce słuchaczy, których liczba w przeciągu prelekcyi tak się pomnożyła, że inne, a nie jemu wyznaczone audytoryum zająć musiał, do siebie zwabia i ich w wzburzenie jakieś polityczne z celem nauk Uniwersyteckich wcale nie zgodne, wprawia.

Ponieważ jego znane, w prze-zlym roku wyszłe dzieła słuszną obawę wzbudzały, żeby młodzieży dla podobnych zasad obalania pozyskać się nie starał, wydział więc filozoficzny polecił swemu dziekanowi, ażeby Dr. Nauwerk w jego i sprawie lej interesie pizestrzegł, aby na prelekcyach swoich trzymał się w prawnych granicach ściśle naukowego badania. Oświadczenie jego, że wezwaniu temu będzie posłusznym i obrębu wytkniętego mu przez statuta Uniwersytetu nie przekroczy, zadowalniało, przynajmniej fakultet z nadanego mu . 52. statutów pełnomocnictwa dalej korzystać nie chciał. Mimo to nie ustawały pogłoski, że Dr. ISauwerk zapomniawszy o własnej deklaracyi, na prelekcjach swoich pytania czasowe bez treściwości naukowej w burzliwym duchu rozbiera. Udzielenia osób wiarogodny« h, dbałych o honor, godność i pomyślność wszechnic niemieckich, potwierdzały wprawdzie te wieści i dowodziły, że Dr. ISauwerk z coraz większą bezwzględno'" wbrew przeciwny stanowisku nauczyciela publicznego. Wszakże do zabronienia odczytów swoich on sam przez to stanowczo się przyczynił, ze pierwszy swoje prelekcję niedawno temu w Lipsku wydrukuwać kazał. Wyprowadzone w skutek tego śledztwo, o ile on od danego dziekanowi przyrzeczenia w rozprawie swej odstąpił, wy kazało, że pierwiastkowego planu swego nie tylko nie zmienił, lecz owszem założone w piei;wsztj prelekcyi zgubne teorye dalej rozwijał, na zasady istniejącej administracyi państwa zuchwale się targał i do podkopania teraźniejszego rzeczy porządku zachęcał a może nawet do obalenia wprost .wzywał. Temu bezprawiu wzwyż wzmiankowane rozporządzenie uiiuisteryalne koniec położyło.

Goście poznańscy w Magdeburgu jak najlepsze znaleźli przyjęcie i dla każdego stosownie do stanowiska i zdatności obmyślono juz korzystne posady. Cześć przyjaciołom ludzkości! -

Z Wrocławia. -Kolei Krakowsko-Berunska ostatecznie uchwalona. Przedłożemy czytelnikom naszym niezwłocznie dotyczące się sprawy tej układy z rządem Krakowskim. We - dług pogłoski pod,względem dolnoszląsko-marchijskićj kolei z Liguicy (Wrocław, Lissa, Stephansdorf, Maltsch, Liguica) poczyniono juz pewne postanowienie.

Wiadomości zagraniczne.

F r a fi c y a.

Z Paryża, dn. 25. Lutego.

«Tymczasem,« rzekł Sir R. Peel na posiedzeniu Izby Niższej dnia 22. m. b.: »tyle tylko powiedzieć mogę, iż mocno żałuję, że wypadki takie na wyspie Tahiti zaszły.« W tych słowach zawarte jest zupełne potwierdzenie dawniejszego mego podania, że gabinetTuileryjski zajęcia Tahiti przez admirała Dupelif- Thouars liznąć się waha. Równie Lord Aberdeen jak i Sir R. Peel oświadczyli, że zdaniem ich francuski Kontreadmiral bez pełnomocnictwa rządu swego Królową Pomareh z tronu złożył - co tyle znaczyć ma: że się gabinet angielski spodziewa, iż rząd francuski czynu Konlreaduiirała się zaprze. Do przedstawień Anglii przystępują jeszcze reklamacye Stanów Zjednoczonych. Czytałeś już w gazetach . francuskich, że gdy Kontreadmirał Dupetit- Thoijars wyspę Tahiti zajmował, równocześnie z angielskim konsulem i północno-amerykański konsul w Papeiti banderę swoje narodową zwinął. Ale o tein nie donoszą gazety, chociiż to istną prawdą, że przed kilku dniami tutejszy sprawujący interesa Stanów Zjednoczonych Ameryki w zleceniu rządu swego Panu Guizotowi notę wręczył, w której przeciw złożeniu Królowej Pomareh formalnie protestują z oświadczeniem, że Stany Zjednoczone wszel&ie naruszenie praw tronowychKróIow.e'j Pomareh energicznie zwalczać będą, ponieważ one rządy lej lnonarchini formalnie uznały i gwarantowały. Protesłacya ta Stanów Zjednoczonych przeciw zajęciu Tahiti na gabinet angielski włoży, że tak rzeknę, konieczność zażądania przywrócenia Królowej Pomareh. Osoby dobrze rzeczy Świadome zapewniają, że gabinet tuileryjski gabinetowi z S1. James w tej mierze wszelkie przyzwolenia, które tylko z honorem narodowym się zgadzają, czynić gotów. Ze KontręAdmirałDupetit- Thouars ani instrutayi ani rozkazu do zajęcia wyspy Tahiti nie otrzymał, zdaje się być pewną rzeczą. Ta okoliczność naturalnie toruje drogę do możliwego załatwienia zachodzącego sporu, ponieważ rząd francuski , bez uszczerbku swej godności, oświadczenie dać może, że Kontreadmirał albo bez instrukcyi działał, albo granice pełnomocnictwa przekroczył. Zdaje się, że gabinet tuileryjski, aby dworowi z James stanowczą dać odpowiedź, czasu tylko żądał, aby módzzasięgnąć od Kontreadmirała Dupetit - Thouars dokładniejszego wypadków tych wyjaśnienia. Wszakże już teraz Prancya nie robi trudności pod względem przywrócenia Królowej Pomareh, a to właśnie głównem żądaniem Anglii,

Z odrzuceniem wniosku Re'musata pierwszy zaKres rozpoczętej przez oppozycyę przeciw ministeryum na posiedzeniu teraźniejszem walki za ukończony poczytywać można. Dziennik S p o rów uważa więc obecną chwilę za stosowną, aby pokazać, jacy to .mężowie i w jakich zamiarach oppozycyę tę podsycali. Najgorzej Pan Thiers na tein wychodzi.

Gazety marsylijskie z dnia 22. donoszą, że Cesarz marokański konsula hiszpańskiego w Tangerze, który pokłóciwszy się na polowaniu z żołnierzami marokańskimi jednego z nich zrani ł, bez wszelkiej ceremonii ściąć kazał. Z dnia 26 Lutego.

Na posiedzeniu dzisiejszein rozwijał i popierał Pułkownik B r i c q u e v i 11 e swój wniosek, aby zwłoki Generała Bertranda złożyć obok trumny Cesarza Napoleona. Widzi on w tein uznanie wierności, przywiązania, hołd przy ja zywał, i zaręcza, że Francya tylko się z tego cieszy. Na grobowcu jego ma tylko być prosty napis: Tu leży General Bertrand. P. Ri - chon de Brus uznaje szlachetny zamiar Pułkownika, sądzi jednak, że imię Generała Bertranda żadnego nie potrzebuje pmnuika, że takowe rE> zawsze nieoddzieinc jest od imienia N apoleona, obok którego historya go pomieści.

Pan Emanuel de Lacazes wystawił wierność nieboszczyka i popierał wniosek, Generał Labourdounaye również, wynurzając nadziej ę, że Ministrowie także do wniosku się tego przyczynią, pomimo nieprzyjaznych uczuć, jakie niedawno temu względem podobnych dowodów przywiązania objawili. (Szemranie.) Przyznaje on sobie prawo przypomnieć także sławę innej epoki, w chwili, kiedy rana jeszcze jest zakrwawioną, a to tym bardziej teraz, kiedy czyta w M o n i t o r z e postanowienie gabinetu, nie uznać okupacyi wyspy Olaheiti. (Ogromny hałas.) Przyszło nareszcie do glosowania i uchwalono prawie jednomyślnie, aby wniosek ten wziąść pod rozwagę. Izba rozpoczyna obrad y nad prawem pateulowem. P. L e v a s s e u r mówił najprzód przeciw prawu, Pan Rich an de Brus również, przyznając mu jednakże coś dobrego. Po Panu Taillandier, który także prawu był przeciwny, wstąpił Pan de C a r n e na mównicę z widocznetn uniesieniem.

Zaczął on znów mówić o'dzisiejszej deklaracyi Monitora pod względem wyspy Otaheiti, 0« świadczając, że postanowienie to zapewne równie Izbę jak jeg0 1 w zadurtlienie wprawiło. Admirał Dupetit Thonars postąpił sobie słusznie według zdania jego, detronizując Królowę Pomareh za nie dopełnienie traktatu z d. 9. Września 1842. Pomimo to zaparto się jego postępku, odwołano go! (Hałas.) Prosi Izby, aby wyznaczyła dzień, w którymby Ministra wezwać mógł do zdania z tego sprawy. P. Guizot oświadczył, że nie ma nic przeciw temu, i zostawia to do woli Izby. P. Bi Haul t odezwał się z'miejsca, że obrady dalekie być winny od wszelkiej'błachości, że muszą mieć przedmiot ważny. Izba powinna się pierwej: domagać złożenia raportu Admirała do bióra; P. G u i z o t i temu się nie sprzeciwia. Izba wyznaczyła czwartek do inferpełlacyi Pana C a r n e . Przystąpiono potem do dalszego rozbioru-prawa patentowego.

M o n i t o r urzędowy, podając do wiadomości, że rząd okupacyi Otahejtyjskiej nie uznaje, oświadcza, że Admirał Dupetit- Ihouars przybywszy dnia 1. Listopada do zatoki Papeiti końcem wykonania traktatu z dnia 9. Września 1841 ., był tego zdania, że nie trzymając się stypulacyi tegoż traktatu, najwyższą władzę nad wyspą objąć winien. Królowa Pomareh pisała do Króla, domagając się wykonania warunków traktatu zaręczającego jej wewnętrzne zwierzchnictwo nad jej krajem, i prosiła, aby ją w jej" prawach zostawić. Owoż Król, zasiągnąwszy opinii rady, w zaraportowanyeh wypadkach nie znalazł dostatecznych powodów do zerwania traktatu z dnia 9. Września, i nakuzał tylko traktat .ten wykonać i opiekę Francyi nad wyspą'Tahiti utwierdzić. U chwała ta oparta jest na zasadach ścisłe) sprawiedliwości. Wszakże pomimo tego położenie ministerstwa, które i tak już w ostatnim czasie z różnych powodów dosyć jest krytyczne, pogorszy się tylko tak w obec Izby jako też w obce kraju, a ze strony dzienników oppozycyi spodziewać się-można okropnego krzyku. Odświeży się znowu stara piosnka o poniżeniu Francy i, osobliwie w oczach Anglii. Pokaże się znowu, jak wielką jeszcze gra rolę duch zdobywania pomiędzy Francuzami, którzy się zawsze trzymają zasady beati possidentes. Zaręczają z pewnego źródła, że wygotowano już rozkaz odwołujący Admirała DupetitThouars,- na którego postępowanie od dawna się już w Anglii żalono. To pewna, że pośpiechem swoim rząd wielkiego kłopotu nabawił. "Wczoraj i przedwczoraj krążyły nawet pogłoski, że pomiędzy francuzką diwizyą okrętową pod- dowództwem Admirała Dupetit- Thouars, a fregatą angielską »Delfin« do silnego przyszło starcia, przyczem okręt angielski mocno miał być Uszkodzony.- Taż pogłoska mówi, że rząd angielski wiadomość tę w depeszach odebrał, o których Sir Robert Peel na jednem z ostatnich posiedzeń wzmiankę uczynił. Ze pogłosce tej wiary dać nie można, pokazuje się to już stąd, że dzisiejsza deklaracya M o n i t o r a całkiem o tern milczy, Jakoż życzyć też należy, aby wieść ta płonną była. Gabinet- Tuileryjski nie poprzestał podobno' na nieuznaniu czynu Admirała Dupetit- Thouars, ale go nawet z morza południowego' całkiem ma odwołać. W samej rzeczy drugi ten środek byłby tylko koniecznem uzupełnieniem pierwszego. Deklaracya dzisiejsza w M o n i t o r z e ' powiada wyraźnie, że Admirał Dupetit Thouars przez' zajęcie wyspy Tahiti przekroczy? pełnomocnictwo i prawo swoje, agient rządu nie może na żaden sposób pozostać na miejscu, na 1 którem się takiego błędu dopuścił, zwłaszcza iż błąd ten stał się przedmiotem publicznej opinii teraz burza powstanie. Czy okupacya wykonana przez Admirała była prawną czy nieprawną, czy rząd francuzki, zatwierdzając tę okupacya slusznąby był karę wykonał czyli lei przeważnej swej władzy nadużył, lakie pylenia dla oppoZycyi już są usunięte i załatwione. Rząd wydał wyspę ogłoszoną za należącą do posiadłości fraucuzkich, a to dowodzi, że popełnił zbrodnią przeciw godności i interessom narodu.

Z dnia 27. LutegOi Na posiedzeniu wczorajszćm Izby depiifowa» nych wniosek Pana Bricqu evil I C «aby trumnę z zwłokami ś. p. Geherala Bertrand przy wnijśoiu do grobowca napoleońskiego z prostym napisem: < spoczj wa Generał Bertrand«« ustanowiono« Izba znakomitą większością pod rozwagę wziąść postanowiła; kóuiissya biur dla zrobienia sprawozdania niezwłocznie ma hyć mianowana. Hiszpania.

Z Paryża, dnia 26. LuiegO.

Dzienniki barcełońskie zawierają sprawozdanie o najświeższem sorzysiężeuiu Negrów w obwodzie Matanzas na wyspie Kuba. Pewien liegier kolonii Oviedo wyjawił zamiar powstania, o ktore'm zamyślali niewolnicy wspomnianej kolonii i pogranicznej kolonii Aldama, zporozumiawszy się z innymi czarnymi tamecznych okolic. Generał Kapitan Kuby zawiadomiony o tern, dał polecenie gubernatorowi Matanzas, brygadierowi Garcia Onna, aby się udał z wystarczającą liczbą wojska do zagrożonego miejsca, i aby zabrał zarazem potrzebną ilość oficerów i prawników, W celu przystąpienia do sądowego śledztwa przeciw sprzysiężonym. Energicznemi temi środkami zapobieżono powstaniu. W skutek przedsięwziętego śledztwa 16 negrów osądzono jako winnych, a zapadła przeciw nim kara śmierci bez Zwłoki uskutecznioną była. Chodzi pogłoska na wyspie Kuba, jakby to i inne sprzysiężenia nie wychodziły właściwie od negrów, ale raczej, że one robione bywają przez furmanów, którzy przez koleje żelazne znacznie podupadli, i którzy właśnie za lo zemścić się chcieli na tych co przedewszystkiem wspierają koleje żelazne, do liczby których należą także właściciele wspouinionych owych kolonii. Poszukiwania sądowe wszakże bynajmnie'j pogłoski tej nie potwierdziły. Z resztą to nie zgadza się wcale z wzięciem się negrów, w podobnych razach. Pokazało się bowiem w podobnych zajściach, iż niewolnicy zbuntowani własnym swym panom i ich familiom, nIC złego czynić nie zwykli, owsze'tn, że ich bronią i strzegą, i że tylko srodze obchodzą się Z sąsiednimi białymi im nieznajomymi - rzecz, którą trudo sobie wytłumaczyć, gdyby tu osobista zemsta zachodzić miała. Co się Zaś tyczy Zarzutów czynionych angielskim Abołicyonistom, jakoby oni mieli być sprzężyną rozruchów negrów, rzecz ta bynajmniej doląd się niewyświeciła. J eźli wierzyć można dziennikom marsyłijskim, interesa hiszpańskie W Marokko nader zawikłanemi się być zdają. Rząd bowiem w Marokko miał według doniesień wspomnionych dzienników kazać stracić hiszpańskiego konsula w Tanger, ponieważ tenże na polowaniu W sprzeczce z kilkoma murzynami, jednego z przeciwników swoich wystrzałem z pistoletu miał ranić. - J eżii wiadomość ta się potwierdzi, z trudnością Zapewne obejdzie się bez Wojny, lem bardziej, że Marokko już i w innych razach OA kazało się nieposłusznemu i żuchwałćtn przeciw Hiszpanii.

Niderlandy.

Z Hagi, dnia 10. Lulego.

Wiadomości z Balawii donoszą pod dn. 14.

Października, że wulkan na wyspie Ternele od 11 . Kwietnia do 27. Maja 25 razy wybuchał w śród gwałtownego huku. Włochy.

Z Rlymu, duo 16. Lutego.

Wczoraj nastąpiło urzędowe potwierdzenie nominacyi dotychczasowego nuncjusza w Neapolu, Mons. Camillo di Piętro na internunciusza i apostolskiego delegata w Lizbonie, i Mons. Antonio Garibaldi na nuncjusza w Neapolu.

Obadwaj prałaci odebrali zarazem rozkaz, udania się bezzwłocznie na posady swoje. W Benewencie umarł dnia 1. b> m Kardynał Bussi, Arcybiskup BeneWentu, urodo 29. Stycznia 1755 f.; żył zatem lut 89 i był seniorem świętego kollegium.

Rozmaite wiadomości.

Z Poznania. -* Znajdujący się tu obecnift fortepianista Pan Gołdschmidt Z Pragi sprawił dnia wczorajszego pewnemu towarzystwu prywatnemu przez swą wyborną grę jak największą przyjemność. Interes dla sztuki oraz uwielbienie tak znakomitego talentu i nadzwyczajnej biegłości spowodowały referenta do publicznego wynurzenia swego sądu o tej grze, aby przez to zwrócić uwagę publiczności kochającej się w sztukach pięknych, na rozkosz, jaką nam dnia 6.b. m. koncert P. Goldschmidta pod względem biegłości i pewności gry, mocy i miłego dźwięku, jako też żywości w wykonaniu żądać można, Pan Goldschmidt nie tylko zupełnie zadowalnia, ale nadto potędze gry jego oprzeć się nie można. Dotknąwszy się instrumentu, wlewa weń życie, nie słyszymy grającego artysty, słyszymy lylko muzykę, zostajemy pod urokiem jego sztuki. I z artystą podobnie się dzieje; bo tylko najwyższy sLopień · wewnętrznego wzruszenia może mu dodać siły fizycznej do takiej wytrwałości, iż z zewnętrzną spokojnośeią wykonać zdoła dłuższe i trudniejsze dzieła muzyczne z wzrastającym zapałem. Referent nie zaufałby własnemu tylko sądowi, lecz i najpierwsi muzycy miasta naszego stawiają Pana Goldschmidt bezwarunkowo obok sławnego Liszta, i przez niego skomponowana i powabnie wykonana Polka bardziej się jeszcze wszystkim podobała, aniżeli sławny galop Liszta. IS.

<. . *

(Nadesłano.) Poznań, dnia 5. Marca. - Jeden z małej już liczby tych, pod których stopami drżały niegdyś pola Racławickie, Szczekociiiskie, Maciejowickie w zaciętych walkach, w których, pod hetmaństwem wsławionego w dwóch częściach świata T a d e u s z a Koś c i u s z ki, niezlękle stawiając czoło szukał bohaierskiej śmierci P o l a k dla ocalenia polityczuego życia P o l s ki, - jeden, mówię, z małej liczby tych, co nam swym bytem ziemskim przywodzą na pamięć ów czas ojców już półwiekiem nas od nich dziejący, - Leonard Korsak, Litwin, Major w 6tym pułku piechoty Polskiej, brat Raj - munda poety, Melitona Kapitana, synowiec Korsaka, który jest tak dobrze znany z Sejmu Grodzińskiego, jak spokrewniony z nim spółkollega R a y t a n, uczczouy niegdyś owemi pamiętne mi słowy: »rem tuam optime gess i s t i,« - przeżywszy lat 7 4 , z których ostatnie były prawie ciągiem przykrych dolegliwości pasmem, przeniósł się duchem za niezbadane rozumem ludzkim bramy wieczności. .Pierwszy dzień Marca był jego ziemskiego życia ostatnim. Pogrzeb jego odbył się wczoraj skromnym obchodem, jak skromnem od owego smutnego pod Ma ciejowicami wypadku było jego życie, poświęcane niekiedy usługom obywatelskim, mianowicie roku 18 09, a zatrute następnie doznaną na majątku klęską. Zebrani w szczuplćm gronie przyjaciele, między którymi kilku późniejszej daty braci oręża, odprowadzili zwłoki przyjaciela do grobu, który,po wymownym szanownego kapłana glosie, wśród tkliwych westchnień trzykrotnym ziemi rzutem uczcili, - ostatni hołd uroczysty, którego podobno i nieczuły, odnosząc zwłaszcza do siebie owe: »hodie mihi, eras tibi« bez świadectwa mimowolnej nawet łzy złożyć nie jest w stanie, · -Leonard Korsak, poprzedzony do wieczności przed kilkunastu laty przez drogą sercu swojemu małżonkę, z domu Chmielewską, zostawia po sobie pogrążoną w głębokim smutku córkę jedynaczkę. - Kilka te słów poświęca pamięci swojego czterdziestoletniego przyjaciela. J . . .

Z P o z n a n i a. - Gazety tutejszej kościelnej wyszedł Nr. 8. i zawiera; List pasterski ks. 'W. M. Dończa Tomaszewskiego, biskupa kujawsko-kaliskiego.- Zycie ks. kan. Lerskiego (dokończenie). -Głos miłości i wdzięczności za Ignacym Klińskim F. Kozłowskiego. - Dom sierót w Paradyżu. - Nekrolog śp. ks. Barciszewskiego. - Szpital w Opolu mający być oddany pod zarząd Szarym siostrom. - Profes. Braun i Achterfeld w Bonn usunięci od urzędu.

- Bliskie pojednanie Hiszpanii z S1. Apostolską. - Literatura. Z Leszna. - »Przewodnika rolniczo-przemyślowego« wyszedł Nr. 10. i zawiera: O wykorzenieniu i użyciu chwastów w gospodarstwie rolniczem. - O budowaniu kolei żelaznych według uwag PanaABiilow-Cumerow i Hansemąna (dalszy ciąg.) - Obwieszczenie.

illillPOMlillA IIDIWKł\

Orędownik naukowy.

(Dokończenie. ) Czy ty wiesz panie Z... kim jest i czem jest Autor pamiętników Soplicy, postawiony przez ciebie pomiędzy luminarzami literatury naszej "razem z Maciejowskim? Jako bibliograf trudniąc się spisami dzieł nowoczesnych, ani wąlpię, ze te dzieła czytujesz; między innemi doczytałeś się więc zapewne w korespondencjach literackich Michała Grabowskiego, że Autor Pamiętników Soplicy a Atitor mieszanin Bejla jest jedną i tą samą osobą, która się z bardzo dawnych przodków nazywa Hrabia Rzewuski, a która jest najlepszym przyjacielem pana Grabowskiego. Ale czy ty wiesz, co popisał p. Hr. Rzewuski-Bejła? Być może, żeś nie czytał Mięszauin i dla tego mogłeś pochwalić Pamiętniki Soplicy, w których dążenia ar zaledwie bardzo wprawnemu oku dostrzedz się dadzą; ale Redaktor Orędownika p. Łukaszewicz, który w twoim artykule wyczyta! radę udzieloną Redaktorom Rok u , iż p o w i n n i b y l i p r z e kry ś l i ć niedorzeczności w artykule p. D. ; powinien był z tej rady korzystać i twoje absurda przekryślić, bo p. Łuk. zna bardzo dobrze Mieszaniny Bejły; robił on z nich gęste przedruki w Przyjacielu ludu, zostającym także pod jego redakcyą. - Ale jakżeż znowu żądać r aby p. Łukaszewicz przekryślił twoją pochwałę na HI. Henr. Rzewuskiego, kiedy p. Łukaszewicz sam pisma tego Hrabiego propagował i wielkiemi obsypywał pochwały. - Tu więc zapytać się godzi, czy p. Łukaszewicz wie" kim i cze'm jest HI. Rzewuski? Jeżeli do publicznej bibliotekiRaczyńskich w Poznaniu nie przedziera się głos publicznej opinii" wyrzekający dość wyraźnie sąd swój o Rzewuskim, czyż p. Ł. sam nie dostrzegł, jakie są dążenia Mies z a n i u? Ani o tein wątpić - i owszem, zdaje się, że zasady Bejły podziela. - Proszę no przeczytać w lszym. tomie Mieszanin artykuł: Przyszłość, w 2gim artykuł: Arystokrac j a - albo nareszcie całego Bejlę; wszakżeż w całym Bejle przebija także owo oburzenie przeciwko postępowi, hasłu naprzód i dążeniom ludo wy m; wszakżeż to, co pan Z... nazywa S ekciarstwem i z czego stara się szydzić, p. HI. Rzewuski-Bejfa nazywa robactern wylęgającym się ze zgnielizny t r u p a ! - Ale czy p. Z... i p. Ł,.. wiedzą z jakich to pobudek tak się przeciw p o s t ę P owi, dążeń iom ludowy m i owemu sekciaistwu obrusza p.Hr. Rzewuski? Bardzo wątpię! Wolę przynajmniej sądzić, że raczej niewiadomością, . a nie złą wiarą grzeszą, - i przekonany jestem, że mi to sami przyznają, skoro, ich w lej, mierze trochę bliżej oświeci przyjaciel Hrabiego Bejły p. Michał Grabowski, który przed rokiem starał się o uzyskanie konsensu na wydanie czasopisma w Kijowie i w prowadzonej z tej okazyi korrespondencyi literac ki ej, tak się między inne mi wyraża: »Coraz wyraźniej objawiająca się myśl wielka Słowiańszczyzny, tak w instynktowe m przeczuciu ludów, jak nawet w działaniu rządowem, powołuje każdego człowieka dobrych'chęci przyłożyć się do tego w miarę sił i zdolności. - Wyrażam tu, że pod wyobrażeniem Słowiańszczyzny widzę nie federacyą, ale je* dnę i tęż sarnę Monarchią. 1 »Rzecz jawna, że patrzemy dziś na zawiązek czegoś, czemu w przyszłości najogromniejszegotuje się znaczenie; - rzecz także widoczna, że rząd nasz zgadując nadeszła chwilę, przyjmuje na siebie starownictwo tego nowego żywiołu. - Z prawa mu się to należy i chwała Bogu, że tego nie zapoznaje i dopełnia, a jednak wszystkiego sam jeden dokonać nie potrafi,-należy mu się pomoc od każdego z jego stanowiska, należy mu się takowa od p isarzy szczególnie i od ludzi wpływających na opinią publiczuą; a nawet bez ogródki powiedzieć można" że bez ich udziału, rzec» przyjść do skutku nie może. »Pan jesteś lego zdania, iż według mnie źródłem wszystkich nieszczęść, największą fatalnością to było, że nigdy w naszej polskiej literaturze nie mieliśmy szkoły głośno oświadczającej się za uaszyin od pół wieku Statu q u o politycznym i za nową przyszłością, która się dla- nas zaczęła. - U padek Polski zbliżył w niesłychany-sposób erę słowiańską... - przeciwnie zostawiając Polaków Polakami, ale pracownikami wielkiej rossyjskiej słowiańskiej myśli, wyznawcami jej wiary politycznej, nielylko miałby (rząd) pożyteczne ciało w domu, ale z tym razem stronnictwo subie przychylne, czyli przyjazne we wszystkich pracach języka polskiego, które jak już wyżej rzekłem, uie może się utworzyć i istnie tylko za pomocą literatury. Tymczasem to warto uwagi, że ułatwienia na tej drodze zachodzą niejako p r o - prio motu, co samo dowodzi zwrotu wyobrażeń" o jakim wyżej wspomniałem - Pisarze całkiem bezinteresowni, nie wglądający w sfer<;od nieb oddaloną zdarzeń politycznych, powodowani jedynie widokiem rzeczy najbliższych siebie, dobra swego, swoich rodziu, swoich w s pół o b yw a t e l i, zwracają się, aby działać na uciszenie namiętności, ochłodzenie w y o b r a żeń, zgoła szerzenie zgody i przyjaźni między, władzą a poddanemi.

»Mogę sobie przyznać, że uczestniczę tej świętej sprawie sprawiedliwości;-nabawię tu także * wejrzenie Hrabiego Rzewuskiego, który nie bał się nawet chwilowej .niepopularności, kiedy szloio dopełnienie tego, co za swójobowiązek uważa; postawienie na tej drodze kroków, podało nam myśl, czyby nie można zwiększą pilnością i systematyczniej około tej sprawy chodzić; to nas- naprowadziło na pomysł dziennika, o którym tak. dużo rozmawialiśmy w Kijowie.« Oto jest krótki wyjątek z długiego listu p.

M.Grabowskiego. - Ale i na-tern sat s a pieńti. - Jeżeliby to jednak p. Z... lub Orędowni szczegółów o tej nowo formującej się s z k o l e literackiej, udzielę. - Nie wątpię, ze z tych -wiadomości będą chcieli korzystać, - bo przekonany jestem, że nie .zła wiata, ale nie wiadomość i nieudolność sądzenia o żywotnych kwestjach czasu, wciągnęły ich mimo wiedzy w towarzystwo Rzewuskiego, Grabowskiego, Maciejowskiego &. Comp. - Pan Z. np. dla tego tak się obrusza przeciw p o s t ę P o w i , dążeniom ludowym i owemu naprzód, ze nIe wIe, co jest postęp i dążenia l udowe; - nie wie, że chcąc być Polakiem, nie dość jest umieć pięknie i poprawnie po polsku pisaćlub znać historyą s koń c z o n ą swojego kraju; -wszakżeż i Rzewuski pięknie po polsku pisze, a Grabowski chce nam zostawić i język w czystości i historyą w zaokrągleniu; - więcej powiem, że umiejąc pisać zwrotami i składnią wcale mowie polskiej nieprzeciwną, (słowa p. Z), można jednak być Polakiem bardzo przeciwnym sprawie polskiej - i odwrotnie. - Niesłusznie więc przymawia p. Z... Rokowi, że nie jest pismem p o l s ki e m dla tego, że tam czasem obrazi Kopczyńskiego, Muczkowskiego, Łukaszewicza lub innych, którzy pisali i piszą czysto po polsku. A zresztą, skoroć p. Z. takim jest nieskazitelnym purysIą językowym, skoroć sam zna lak dokładnie tę mowę Kochanowskich, Skargów etc, dla czegóż dopuszcza się makaronizmów? dla czegóż np. użył frazesu łacińskiego: p i c t o r i - b u s e t s e c t a lor i b u s o m n i a l i c e n t, ki e d y natomiast użyć mógł trafnego a prawdziwie polskiego przysłowia: p ano m i kp om wszystko wolno; -byłby je znalazł w Rysińskim, a byłby mógł z niego tę zbawienną dla siebie wyczerpnąć naukę, że pozwalając sobie w s z ystkiego w Orędowniku, nie byłby przynajmniej powinien gniewać się o to, że p. D... nazwał w Roku Orędownika pismem dążeń arystokratycznych, czyli p o polsku p a ń s k i c h .

Darować mi raczy p. Z_, który jak uważam, niesłychanie lubi przeciwników swoich nazywać nieukami, a przy każdej sposobności popisywać się z własną uczonoscią i znajomością historyi, -darować mi raczy, żem ja nieuk poważył się jego przewielebne') ciężko-uczoności udzielić tu nauk, i przyznać zechce, jeśli będzie chciał uratować poczciwość i sumienność swoją, że można bardzo w i e l e n a u c z y ć się, a jednak bardzo mało wiedzieć; -że można znat nietylko, ile karabinów ten sejm lub ów Król zapisywali z zagranicy, ale nawet ile jaj odbierał codziennie Karol W -, a z lem wjzystkiemmożna jeszcze po za biblioteką i po za sferą historycznego kompilalorstwa, bardzo wielkim być głupcem; przyczem w końcu niech jedne jeszcze przyjmie radę, bardzo podobną do tej, którą dał p. D., życząc mu, aby za pokutę odczytywał co rano kilka rozdziałów Kopczyńskiego; podobnież i ja radzę Panu Z., ażeby co rano i za każdą rażą, ile kroć się weźmie do pisania-otworzył Krasickiego l odczytywał sobie w nim pilnie bajkę: Mysz l kot, która się zaczyna od tych wierszy:

Mysz, dla tego, ze niegdyś całą książkę zjadła, Rozumiała, ze wszystkie rozumy posiadła - Pan J. Łukaszewicz, który jest bardzo biegłym i znanym z uczono-ści swej Bibliografem, ułatwić mu może szukanie.

Bilecik dodany do poprzedzającego listu.

Piszesz mi, kochany Przyjacielu, żeś list mój przeczytał i zapytujesz, czy ci z niego pozwolę zrobić publiczny użytek - choć mnIe zarazem przestrzegasz, że w razie publikacyi, mogłyby mnie spotkać jakie nieprzyjemne napady ze strony p. Z. . . . J czego mógłbym się obawiać?». Nagany w Orędowniku - a raczej, mówiąc, ulubionym językiem pana Z., z m i e - s z a n i a z b ł o t e m! Czyż to tego tak bardzo dzisiaj obawiać się wypada?. Czyż raczej nie przyszło już na ten koniec Orędownikowi, że człowiek dobrze myślący obawiać się powinien, ażeby go w nim nie pochwalono?! Boć nie wiem, czy by nareszcie nie było lepiej, zostać trębaczem pod chorągwią jenialnej pani J.,--niźli kimsiś pod chorągwią jen i a l n e g o B ej ły, w spółce z Grabowskim, Maciejowskim i innymi. -J eżeli więc sądzisz, że list może sie na co przydać, że zdoła może skierować uwagę i otworzyć oczy niejednego czytelnika na lo, co się wkoło niego dzieje - to go ogłoś i wydrukuj; - jeden tylko kładę warunek, ażebyś w takim razie wydrukował pod nim i moje nazwisko. - Kto przekonany o czystości zamiarów i prawdzie słów swoich, ten się nie polrzebuje podszywać pod hieroglify alfabetu. R. W. B e r wiń s Ki.

W księgami niu wyszły :

l&Hjptlńsiiieeyo w Pozna

Pamiętniki o Samuelu ZborOWSIOMlj zebrane z współczesnych Gląieł i rękopismów biblioteki Kórnickiej przez L. S. Cena 22-' sgr. -

Powyższy artykuł jest częścią publikacji Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1844.03.06 Nr56 dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.
Do góry