.. GAZETA

Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1844.09.02 Nr205

Czas czytania: ok. 17 min.

Wielkiego

)Kięstwap O ZNAŃSKIE G o.

Nakładem Drukami Nadwornej W Dekera i Spółki. - Redaktor: A. Wannotcaki.

J I ? « O & .

W Poniedziałek dnia 2. Września.

f&£4.

Wiadomości zagranIczne.

Polska.

Z Warszawy. - W rozporządzeniu wydanem przez samego Księcia Namiestnika ogłoszono, ze dopókąd się dokładnie nie rozstrzygnie, jakie będą tegoroczne zbiory w Królestwie Polskiem, dotąd żadnego zboża za granicę wywozić nie wolno. W skutek tego wstrzymano aż do pomienionego czasu wszystkie zbożem naładowane galary, dla zapobieżenia, na przypadek złych zbiorów, przynajmniej tej stracie, aby potem własnego zboża może po nierównie wyższej cenie od zagranicy nie zakupowano. Z polecenia Heroldyi, w dalszym ciągu swego ogłoszenia z dnia 30. Czerwca (12. Lipca) r. b., podaje do powszechnej wiadomości, iż, na mocy decyzyi Ogólnego Zebrania Warszawskich Departamentów rządzącego Senatu, w d. 24. Lipca (5. Sierpnia) t. r. zapadłej, uznanymi zostali za szlachtę dziedziczną, która nabyła tego stanu przed ogłoszeniem prawa: Babiński Serwacy, h. Bojcza. Babiński Bernard t. h. Baranowski Ja u Piotr, b. Prawdzie. iBatogowski Jan, h. Radwan. Błociszewski Sta., b. Ostoja. B6hm August h. Behm. Brzozowski Felix Jan, 2ch imion, h. Korab. Buczacki Zachariasz h. Tarak. Bułakowski Jan h. Prawdzie , Chrzanowski Józef h. Korab. Dąbrowski Piotr h. Zabawa. Dąbrowski Ludwik t. h. Dobiecki

Józef Kalasanty h. Grzymała. Domaszewski Wojciech Julian, 2ch imion, herbu Jastrzębiec.

Dziewiałkowski (Gintowt) Prosper Aloizy, 2ch imion, h. Trąby. Dzięgielewski Mateusz, h. J astrzębiec. Gaszyński Józef, h. Jastrzębiec. Girałtowski Maciej h. Tępa Podkowa. Godlewski Kazimierz h. Gozdawa. Gumowski Stefan, b.

Rola. Gumowski Piotr, t. h. Hollak Wincenty h. Poraj. Jasieński Jan Pawel, 2ch imion, herbu Dołęga. Jastrzębski Wojciech, h. Ślepowrou.

Jastrzębski Stan. t. h. Jastrzębski Mikołaj t. h.

Jastrzębski Łukasz t. h. J aszowski Henryk h.

Lubicz. Jaszowski Józef t. h. Jaszowski Władysław t. h. Kamelski Hieronim h. Roch 2do. Klambo rowski Wojciech h. Jastrzębiec. Kołdowski Felix h. Korab. Komorowski Jan h. Nałęcz. Konarzewski Piotr h. Pobóg. Konopka Mateusz Paweł, 2ch imion, h. Nowina. Konopka Maciej Romuald, 2ch imion, t. b. Kossowski Alexander h. Abdank. Krajewski Emilian Ignacy Michał, 3ch imion, h. Jasieńczyk. (Dokończenie nastąpi) F r a n c y a.

Z P a ryż a, dn. 23. Sierpnia.

Po długim czasie rząd ogłosił znów sprawozdanie o wojsku znajdującem się w Algeryi: »Ostatnie wiadomości od Marszałka Bugeaud,« mówi sprawozdanie to, asą z d. 9. t. m. Obóz jego znajdował się wtenczas pod Lałla Magrnia. N egocyacye z obozem marokkańskim do żadnego uie przyprowadziły rezultatu. Armia mar

« 1642szalka była dostatecznie zaprowianfowaną przez nasze parostatki.« W dodatku powiedzianein jest: »Eskadra Księcia Joinville znajdowała się jeszcze d. 9. pod Taugerem.« Dziwią się wszyscy nad lakonicznemu tcmi wiadomościami. - Nieraz, kiedy wypadki bynajmniej tak waźnemi nie były, ogłaszano sprawozdanie z nieb w całej obszerności, a dziś ograniczają się na kilku wierszach. J ak mówią, wiadomości powyższe pochodzą z Oranu z d. 13. Zdaje się, źe rząd dozwolił Dziennikowi Sporów rzucić okiem na odebrane depesze, i pozostawił mu bliższe określenie sianu rzeczy, o ile takowe korzystne m być może. Donoszą, źe eskadra francuska znajdowała się jeszcze dn. 9. na stanowisku przed Tangerem, i zajmowała się reparacyą szkód, których dwa okręty francuskie pouiesły od bateryi miasta. Książę wysłał parostatek do Kadyxu dla przywiezienia różnych prowiantów i węgli. Dnia 11. lub 12. miał on zamiar puścić się pod żagle wprost ku Mogador. - Oprócz tego C o n s t i t u t i o nn e l zawiera sprawozdania z Alg i e ru z dnia 15., które potwierdzają zbliżanie się nowych wojsk dla wzmocnienia armii marokkańskiej. - Marszałek Bugeaud znajdował się jeszcze dnia 10. w Lalla Magrnia; sądzono jednakże, iż mimo przewyższające) liczby Marokkańczyków, marszałek natychmiast attakować ich będzie. Upał nie tak bardzo dokuczał wojskom, jak się spodziewać było można. Z tego, co Messager ogłosił wczoraj wieczorem, a Dziennik Sporów dzisiaj o położeniu Marszałka Bugeaud, pokazuje się, że inarzalek zagrożony przewyższającemi siłami, ani wlył ani wprzód ruszyć się nie mógł, i dla tego więc się «szańcował, i że przy panującym upale ani myśleć można o pochodzie przeciw Fez korpusu nie liczącego więcej jak lylko 7 O O O ludzi. Pewną zaś jest rzeczą, że stojący naprzeciw marszałkowi syn (łub synowiec) Cesarza Muley Abd elKhaman, nazwiskiem Muley MallIH, w połączeniu z Abd el Kaderem, liczy do 30,000 ludzi, i ze najstarszy syu cesarza, Sidi Mu.ha med, który, gdy ojciec rezyduje w Marokko, on w Fezie przebywa, znajduje się w Teza z 20,000 wojska (5 dni drogi od Fezu). Sidi Mohamed odebrał z początku od ojca rozkaz uiarszerowaaia przeciw różnym pokoleniom na granicy algierskiej, aby je trzymać w posłuszeństwie. Następnie wszakże rozkazać mu, jak mówią wskutek nowych wycieeszek marszałka w granicę inarokkańską, zatrzymać się w Teza, i oczekiwać dalszych rozporządzeń.

Chociażby więc marszałek Muley Mamu i Abd el Kadera odparł, w Teza wstrzymanym będzie w dalszym pochodzie ku Fezowi. Zapewniają dzisiaj, że już wyszły z ministerstwie wojny rozkazy wysłania do Afryki dwóch nowych pułków piechoty i pułk ułanów dla marszałka, i dwóch kompanii inżynieryi i jednej artyleryi dla Księcia Joinville. O flocie mamy świeższe wiadomości, aniżeli te, których udziela Messager, bo z dnia 10. "W piątek dn. 9. wieczorem, wszystkie okręty francuzkie opuściły port tangerski i udały się ku zachodowi. W przejeździe małe miasteczko nadbrzeżne Anzill, przywitane zostało dość znaczną liczbą kul, które pewną szkodę zrządziły. Larache i Rabat nieprzystępne są dla wielkich okrętów, jeszcze bardziej Mogador, mające warownie obsadzone powiększ ej części działami, które cesarz dostał dawniej w podarunku od Hollandyi. Zapewniają na nowo, że książę tamże wylądować zamyśla. Mogador ma liczyć 5 O, O O O mieszkańców, a baterya nadbrzeżna składa się z 22 dział, które skierowane są na morze. Wnijscie do zatoki uadzwyczaj jest triidnóm. Dla tego książę ma zamiar kazać wpłynąć tamże 5 lub 6 parostatków, i temi zbombardować miasto. Parostatek »Etna,« który był wysłany do O r a n u, miał także wrócić do Mogadoru, a trzymając się ile możności brzegu, miał miotać ogniem na statki marokkańskie, one niszczyć i rabować. Wszystkie domy konsulów w Tangerze, z wyjątkiem amerykańskiego i sardyńskiego, poniosły szkody przy bombardowaniu miasta, dum konsula portugalskiego był nawet zrabowanym, albowiem stał całkiem opuszczony; angielski dostał 3 kule, nawet i francuski niezupełnie był ochroniony. Miedzi zabitymi w mieście znajduje się także kilka żydów. Dnia 9- przybył do Tangeru z wojskiem jeden z młodszych synów cesarza, Muley Suleiman, i przyjęty był wspaniale przez gubernatara Ben A ben Abd el Melach. Tegoż samego dnia jeszcze władze marokkańskie kazały oświadczyć konsulom państw neutralnych, że mogą wrócić do miasta, gdyż żadne już nie zagraża niebezpieczeństwo. W rzeczy samej tez wróciła jeszcze tegoż samego dnia małżonka angielskiego konsula generalnego P. Diummond Hay, którą mieszkańcy Tangeru nadzwyczaj poważają z powodu jej dobroczynności. Jej małżonek wszakże znajdował się jeszcze dn. 11. w Gibraltarze. Dnia 10. wszystko było w Tangerze spokojnie.

Książę wstrzymawszy ogień na krótki czas, zwrócił go potem ku stronie, która najwyżej leży. - ostatnie, a kursą trzymały się mocno. Z dnia 24. Sierpnia.

Marszałek Bugeaud stoczył znowu potyczkę z Marokkanami; donosi o tern depesza telegraficzna, która jednak właśnie w miejscu stanowczem mgłą przerwaua została. Przesłał ją ministrowi wojny Marszałek Bugeaud z biwaku pod Kudiat Abd el Rhaniau pod dniem 11. b. mieś.

«Wyruszywszy, pisze, przeciw armii niarokkaiiskiej, która dla Algieryi codzień groźniejszą się stawała, spotkałem ją d. 14. o dwie godziny od jej obozu. Zaczepiła ona nas z 20,000 koni, w chwili kiedy kolumny nasze przez lsly przechodziły. Byliśmy ze wszech stron otoczeni. N ajzupełniejsze zwycięstwo....« Tu przerwaua depesza na wyrazie »nam« i braknie jeszcze słowa do tego zdania. Dziennik Sporów dodaje, że jakkolwiek depesza ta niezupełna, najmniejszej jednak nie masz wątpliwości, ze świetne z w y c i ę s t w o usiłowania i waleczność marszałka uwieńczyło. Wzgórze Kudiat Abd el Rhaman jest to pogórek przed obozem pod Lalla Magrnia, jaździe z obydwóch stron przystępny. Przed nim płynie strumyk Uhed lsly, klóry granicę stanowi. Z opisania tego wnosi C o n s t i t u t i o n n e l, że bitwa ta zaszła w granicach francuskich.

Nic podpada już podobno wątpliwości, ze wyjazd Króla do Anglii na dzień 15. Września jest wyztiaczony. Kuryer Moselski donosi, że rozkaz ministeryalny poleca Szefom wojska w Metz stojącego, aby czuwali nad wpływeir, jaki Jezuici i kazania ich na żołnierzy wywierają. P. Lesseps, były francuski konsul w Barcelonie, wyjechał do Alexandryi, gdzie od dawna już mianowany Jeueraluyin Konsulem. Anglia.

Z Londynu, d. 19. Sierpnia.

C o u rt G a z e t t e donosi, że trzynastu Polaków emigrantów, którzy dotychczas w Londyuie żyli, skorzystali z danego przez Cesarza pozwolenia powrotu do ojczyzuy i w tych dniach ku stałemu lądowi wyjechali. Nadmienia się jednak, że pozwolenie to ograniczone jeszcze jest warunkiem mającej w Polsce nastąpić pujyfikacyi.

Hiszpania.

Z M a d ryt u, dnia 17. Sierpnia.

Familia królewska przybyła dnia 12. na parowym statku »Izabella H.« do Tarragony. Ponieważ Królowej i siostrze jej podróż morska nie służyła, przeto jechały dalej lądem do Walencji, gdzie dnia 15. rauo stanęły. Generał

Narvaez pospieszył naprzód i jest tu już u nas od wczorajszego wieczora. O zamęściu Królowej nie było w Barcelonie wcale mowy, ale mówiono o podobnej kwestyi pod względem innej dostojnej osoby, co ma mieć związek z odprawą dotychczasowego spowiednika Królowej Maryi Krystyny, Don Marcos Auiano Gonzalez. Urząd tego duchownego obejmie teraz Biskup Kordowy, dezygnowany Arcybiskup Granady i Patryarcha Indyi, zręczny kapłan, któremu bardzo idzie o łaskę stolicy rzymskiej. N awet rozporządzenie, na mocy którego sprzedaż dóbr duchowieństwa świeckiego zawiesza się, jest w związku z tąz sprawą zaślubin. Co do wrażenia, jakie rozkaz ów sprawił, oppozycya widzi w nim pierwszy krok do reakcyi powszechnej, gdy tymczasem duchowieństwo domaga się zwrotu dóbr wszystkich, nawet już sprzedanych. Wybieg przez Ministra skarbu użyty nie może pewno nikogo zaspokoić, bo na utrzymanie duchowieństwa potrzeba rocznie 5,250,000 piastrów, a niesprzedane jeszcze dobra duchowieństwa świeckiego dochodzą ledwo 5 O O, O O O piastrów, kortezy zaś albo dobra te raz jeszcze na sprzedaż oddadzą i rząd kłopotu nabawią, albo też duchowieństwu je przyznają, a tern samem utorują drogę do nowych koncessyi. Rząd widzi, że półśrodkami niczego nie dokaże, obstaje jednak przy swojein juste milieu, nie chcąc nic stanowczego przedsięwziąść. Duchowni z wygnania odwołani działają w cichości z wielką konsekwencyą, z której o dawne m porozumieniu się wnosić można, a która się w skutkach pokaże. Wszyscy księża złożyli Izabelli II. przysięgę, tak iż oni i ich partya polityczna Karlistami nazywać się nie mogą. Wspólnym ich celem jest przywrócenie kościoła hiszpańskiego do dawnej jego świetności i powrót do nie ograniczonej formy rządu. Obok tego życzą sobie zaślubienia Królowej Izabelli z najstarszym synem Don Carlosa. Celów zaś tych starają się dosięgnąć nie przemocą, ale raczej prawnemi środkami. Za środki te uważają przedewszystkiem dzienniki i obory Kortezów.

Czechy.

Z Pragi. - Przeciw literackim i narodowym dążnościom Czechów powstają od niejakiego czasu zacięci antogoniści i wytaczają tę sprawę w pismach niemieckich przed sąd Europy. Powstała ztąd w party i przeciwnej Czec h o f o b i a, jak ją nazywają, dziwne.#' często nastręcza skargi: i tak jeden z korrespondentów Gazety auszburskiej obwinia o to nie (szyldach), ba nawet na nagrobkach czeskie tylko dają napisy. Artykuł len, naturalnie dosyć naiwny, wywołał odpowiedź jeduego Czecha, który wysławiwszy na samprzód śmieszność podobnych zarzutów, przechodzi potem do uwag poważnieszych, które tu przytaczamy. »Z wydanych w nowszym czasie rozporządzeń rządu aulryackiego, powiada, pokazuje się oczywiście dążność do rozszeiznia zakresu uksztalcenia ludu czeskiego, najwyższym rozkazem włożony jest na uczniów teologii, medycyny i prawa obowiązek uczenia su; języka czeskiego, i zawarowauo, aby przy osadzaniu posad nauczycielkich po gminach, jako tez przy rozdawaniu urzędów politycznych i mianowaniu lekarzy szczególniej m anyin był wzgląd na znajomość tego języka. Ufni w sprawiedli>vość i łagodność swego rządu mąją Czesi nadzieję, iż język ich będzie na naukowy wyniesionym w instytutach niższego rzędu, giuinazyach i szkołach głównych, że nie mniej i na założenie czeskich szkół rzemieślniczych i przemysłowych przyjdzie kolej. Ze część wiele większa mieszkańców Czech i Morawii wcale pe niemiecku nie umie; przekonywają o tern katalogi dyecezyi duchownych i topografie Sommera i Wolnego. Dla mieszkańca tych prowiucyi, mówiącego po niemiecku stoją otworem coraz bogatsze krynice intelleklualucgo .wykształcenia i zasobów mate'yalnych, a iin wyżej wznosi się mienie sąsiada Niemca, tem. liiższein wydać się musi stan nieruchomy Czecha, w którym bez własnej winy, próżen pomocy i rady, zostaje. Wszakże nikt się nie poważy odmówić Czechom zdolności, pracowitości, iutelligcncyi: znaczna w porównaniu z iunemi narodami w państwie austryackim liczba urzędników, uczonych, artystów, pochodzi z rodziców czeskich, udało się tym szczęśliwym przeskoczyć chiński mur niemczyzny, zamykając dla czesczyzny nauk i sztuk sferę - ale biada, kogo od tego skoku wstrzymało ubóstwo, niepizyjazue stosunki, albo kto lata tylko przygotowawcze w szkole niemieckiej przebył i później ni z czeskiem ni też z ukształczeniein nieniieckiem, wtrącony został w wir życia, Chcieć lud cały zmusić do rozbratu z językiem i narodowością, to wiek nasz wolnomyślny, stojący w żarliwej obronie godności ludów, za bez rozumne poczytuje barbarzyństwo. Jeżeli więc Czechy w całej pełni zakwitnąć mają, należy budzić inlelligencyą mieszkańca w jego ojczystym języku - kto tego nie chce, jest samolubem lub zagorzalcem.

Liczba takich egoistów, mianowicie za dni naszych, pod wpływem pewnych w samolubnych zamiarach powstałych pisemek niezmiernie się rozmnożyła. Nie jeden znieważa, szydzi z Cze- · cha biednego mieniąc go leniwym, upartym, głupim, - a kiedy mowa o potrzebie oświecenia go i przypuszczenia do udziału w owocach wiedzy naszego czasu, zaraz z krzykiem kładzie swe Veto, bredzi o rossyjskim kolosie i panslawizmie i wykazuje niebezpieczeństwo mogące wypłynąć z uksztalcenia ludu słowiańskiego. Jeżeli się urażeni poniżeniem skarżą - to przeciwnicy odchodzą od siebie z gniewu i zdumienia na takie zuchwalstwo słowianina; - nie skarżą się, co się najczęściej wydarza, to jznów się naigrawają z teuipej bierności słowiańskiego charakteru. Szczególny to pedagogiczny system! Biją kogoś, że nic nie umie - biją go, że się chce czegoś nauczyć, i biją go nareszcie za t o, że się dał bić. - Najgorzej u samolubów wychodzą mężowie pracujący nad literackiem ukształceniem rodaków. Jakież są ich występki? Może pisma? Te wychodzą pod cenzurą arcy austryacką.

Może być przecież, że nie jedna historyczna, statystyczna i etnograficzna' prawda nie przypada do smaku przeciwnikom, i dla tego tak bardzo ich żółć porusza, ale należałoby rzecz dokładnie rozlrząsnąć, zbić dowodami a nie oczerniać. Nareszcie oświadczają nieprzyjaciele Czechów bez ogródki, że przywiązanie owych literatów do narodowości i języka czeskiego jest zbroduią? A przecież kochać język ojczysty, czcić naród, którego się jpst członkiem, wszystkie czasy, wszystkie ludy, mianowicie zaś Niemcy, uznawały za cnotę, za obowiązek święty; i za toż, że owi mężowie pełnią tę cnotę, teu święty obowięlfek, że miłują swą narodowość i język i takowe rozkrzewiają, za toż wypada ich prześladować, za toż ich Czechofagowie mąją zwać Czechomonami i w polityczne podawać podejrzenie! Tak więc to, co świat cały czci jako szlachetne i święte, Czechom na być poczylywanem za zbrodnię! Kiedy tą uwagą pomieszasz szyki Czechofagów, zaraz nowym zasłonią się wykrętem. Wzdrygną ramionami i powiedzą, że chociażby przyszło uznać wartość moralną takiego usiłowania, to przecież język czeski już nie ma przyszłości, zwłaszcza, że go z dziedziny wyższego życia prawnie wyparł niemiecki. Co do przyszłości języka czeskiego, odpowiemy, siła jego żywotna od lat dwudziestu dostatecznie udowodniona: porównajcie książki tylko czeskie w pierwszych dwóch dziesiątkach wyszły vT przeciągu ostatnich lat dziesięciu, a co do liczby, jako też treści i zewnętrznego uposażenia dziel tak zadziwiający jawnym będzie postęp, iż możemy przeciwnikom śmiało zadać pytanie, czy kiedykolwiek literatura jakiegobądź narodu w przeciągu lat 20 bardzie'j olbrzymie stawiała kroki? Zarzut zaś, iż język czeski obecnie nie wspiera się na prawnych posadach, możemy zbić wskazaniem na pouowiouą ordynacją krajową cesarza Ferdynada II., która językowi czeskiemu w Czechach i Morawii wyraźnie jedne prawa z niemieckim przyznaj e.

Powtarzamy, literatura narodowa i narodowe rozpoznanie się w sobie są owemi żywiołami, do których zachowania i wzmocnienia moralne uszlachetnienie Czechów i duchowa ich przyszłość są przywiązane. Prawdziwość tego zdania tak jest niezaprzeczona, że każdy Czech, czy on mówi po niemiecku czy po slowiańsku, jeżli tylko w piersi jego szlachetne i czuciem rozgrzane serce bije, uznać je musi i popierać dążność Czechów ku narodowemu wykształceniu. Z lego też to powodu stanął potomek hrabiowskiej familii T h a n w obronie języka i narodowości czeskiej: dla tego leż imię jego w odległych czasach nawet będzie u Czechów przedmiotem czci i wdzięczności, choćby nawet egoizm i prywata przyganiala czynowi, który na dobro swych współobywateli spełnił, i tym się bardziej gorszyła, ze T h u n niemieckiemjest nazwiskiem. Komużby na myśl przyjść miało potępiać wielkodusznego H o war d a, że tenże, będąc Anglikiem, ludzką swoją czynność nie ku samym obrócił współziomkom, ale także Niemcom, Francuzom, Włochom i innym obcym narodom? Lecz Hr. Leon Thun rodowitym jest Czechem, członkiem szlachty czeskiej, a jako taki ma zaiste prawo i powołanie w sprawie swych rodaków silny głos podnieść.

W końcu nadmienić jeszcze należy, źe wielka część niemieckich mieszkańców Czech i Mo* rawii, jak się historycznie wykazać da, z czeskich pochodni przodków. Dla tego tym jest liiesluszniej i dolegliwie], że niektórzy skrybetb ci zlośliwemi podaniami i insynuacyami mieszkańców po niemiecku mówiących przeciw słowiańskim swym braciom podburzać chcą. Wszyscy mieszkańcy Czech są dziećmi jedne'j ojczyzny -. zgoda, zobopólne zaufanie i udział w spólnćm powodzeniu, wierność dla starożytnego domu cesarskiego będzie ich hasłem.«

* 1645

Rozmaite wiadomości.

Kempno, dnia 25. Sierpnia 1844.

Jeszcze coś o Psiku. Ledwośmy z pierwszego przestrachu ochłonęli i wiarusy nasze zardzewiałe szablice do pochwy schowali, gdyż broń palna i bez prochu ma coś w sobie dla nas odrażającego (sic?!) aż znów te same dawniejsze odgłosy: Psik! Psik!." uciekł! Podskoczyli z radości tchórze, że się nieprzyjemnego gościa pozbyli; odważniejsi w pogoń się za nim puścić radzili. Lecz że pierwsi kolej rozpocząć mieli, w obronie miasta chcąc pozostać drudzy, stąd nowe zatargi i narady; gdy tymczasem Psik jak. uciekał, tak uciekał. Aliści w tern tylko tyle prawdy było, że jakiś psotnik w Wrocławskiej Gazecie ogłosił, a tern samem na chwilę trwożliwą już poniekąd publiczność Kempińską przestraszył, jakoby Psik z więzienia naszego na wolność się wydobył. Ucieszyło się więc natychmiast wszystko, dziwiąc się jak można było takim bredniom uwierzyć. I w rzeczy samej ; gdyby Psik dłużej w swoim rzemiośle był czynnym, wkrótceby sobie sławę Rinaldioiego był zjednał - a zatem, że nie jest takim rabusiem, jakim go świat ogłosił. Brał, gdzie mu sami do rąk kładłi; ale za to też czy to litością czyli wspaniałomyślnością wspomnianego kollegi powodowany, potrzebujących wedle możnOSCI obdarzał i strwożonych pocieszał. - Z pomiędzy mnóstwa historyjek, które tu o Psiku rozsiewają, niektóre tylko ku publicznej wiadomości podaję. Przechodząc się wedle zwyczaju w boru, napotkał gromadę chłopów jadących po drzewo. Ha! jak się macie, powitał ich głosem przyjacielskim, zapewne jedziecie po drzewo! Tak jest, Panie borowy, odrzekli tam ci i razem z sobą na miejsce do sążni pobiegli. Ol drzewo, cena ta sama co dawniej!. Zaliczyli kupujący wiadomą kwotę pieniężną i w przyj aź ni - z bitymi talarami w kieszeni, rozstał się Psik z nimi, ostrzegłszy ich jeszcze, by nad zapłatę więcej sobie nie przywłaszczali. Ale gawędząc sobie chłopy o tak uprzejmym borowym, zaszkodzili sobie tą odwłoka; gdyż prawy borowy przyszedłszy, powtórnie sobie zapłacić kazał. Cóż tam u was słychać? zapytał pewnego razu Psik podróżnego, który osłupiał ze strachu i ledwie ramionami wzdrygnął, ze nic nie wie, prosząc zarazem tern pokornem ułożeniem o zmiłowanie! Otóż ci powiem, co się u was dzieje: dziś żandarmy wraz z ułanami tu (do boru) przyjadą i razem na łowy wyjdziemy. Innego czasu położywszy się po rannej da kłęby dymu z cybucha w górę puszczając, chcąc się zapewne pozbyć troski, która go w chwili nieczynne'j dręczyła. Przypadek zdarzył, ze właśnie wtenczas kobieta z jagodami przechodziła. Kobieto! masz pieniądze a daj mi tu jagody, siadaj ze mną i jedz! Korzystając kobieta z tak dogodnej sposobności, że sprzedawszy jagody korzystnie i posilić się jeszcze może, usiadła i razem jeść poczęli. Dwuch nareście żydków wpadło w sidła jego.

Wyznajcie wiele pieniędzy macie, krzyknął, inaczej, kulka w łeb! A gdy się sam o prawdzie przekonał, dał każde u u po złotówce i nienaruszonych puścił. Takiem postępowaniem zjednał sobie względy jednych, odzierając przy okazyi drugich. Pierwsi milczeli obawiając się jego niełaski, nadaremnie skarżyli się stratni, by sięłupein większej zemsty nie stali. Aż dopiero kiedy zemsta, choć leniwa, nagnała go w nasze SIeCI, wszystko się objawia. W. *

ROZMAITOŚCI BIBLI OG RAFI CZNE.

(DalszY ciqg.J »Tłumaczenia Antoniego Edwarda Odyńca« 10m V., Mazeppa, Peri i Raj. Ballady. Wilno, drukiem Józefa Zawadzkiego 1 »43 słI. 218. tom VI. i ostatni Dziewica Orleańska stI. XXXV. i 238. in 12. (T. I. Dziewica z Jeziora Lipsk 1838. in 12.

stI. XV. i 295. T. II. Narzeczona z Abydos. Czciciele ognia Lipsk 1838. in 12. stI. 216.

T. III. Korsarz. Niebo i ziemia. Lipsk 1841.

in 12. str. 2 O 1 . T. IV. Pieśń ostatniego Miustrela Wilno 1842. in 12. stI. VIII. i 209.) Cóż mamy o lej piekne'j pracy powiedzieć, na którą tyle wyłożono talentu, tyle samodzielności i natchnienia wyczerpnięto. - Czytając zapominamy o tłumaczeniu podziwiając całą twórczą doskonałość oryginału. Mozolne to zatrudnienie, niemało ujęło sił, wątłego zdrowia czcigodnego tłumacza i 6. tom zdaje się zapowiadać przerwę, któraby przedłuższa była nieodżałowaną stratą dla literatury, życzymy jednak z serca błogiego wypoczynku po tak chwalebnie dokonanej pracy. "Historya naturalna dla dzieci», podług atlasu powszechnego nauk P. Duval kawalera legii honorowej, Professera historyi, jeografii, sztuk pięknych etc. z rycinami litografowanemi. Wydal Józef Oziębłowski. Część I., Wilno, drukiem Józefa Zawadzkiego, 1843. in 12. stI. 8 3 . Część II. 1844. stI. 92. Cześć III. i IV. 1841.

stI. 232. Wyjdą jeszcze 2 tomiki.- Dziełko to zawiera pierwsze zasady historyi naturalnej we wszystkich trzech królestwach: zwierzęcem, rośliunem i ciał kopalnych. Ma być ozdobione rycinami kolorowe mi. Prawdziwie zasługuje na wdzięczność tak użyteczne przedsięwzięcie P. Oziębłowskiego, który się nawet postarał na redakcyą dla swojego dzieła, jednego z ludzi uczonych publicznie niegdyś wykładającego nauki przyrodzone. Praca ta powiunaby obudzić współczucie i liczną prenumeratą wesprzeć chwalebne usiłowanie; które spodziewamy się będzie znacznie wyższe od wszelkich publikacyi wrocławskich podobnego rodzaju., których język tak szkaradnie skaleczony odstręcza od dzieł samych. Niemożeiny też przemilczeć innych chwalebnych przedsięwzięć P. Oziębłowskiego; oprócz bowiem tylu odbitych ryciu w jego, litografii, do Dziejów Litwy P. Narbutla, do Historyi Wilna P. Balińskiego i P. Kraszewskiego, wyszedł temi czasy, spuszy t 1. widoków miasta Wilna i okolic jego, złożony ze sztuk 14; między inneini zawiera: Ostrąbramę, kościół św. Anny, (co Cesarz Napoleon chciał, gdyby go w pudelku do Paryża przeniesiono), kościół katedralny, z wnętrzem, kościół św. Piotra, kościół Pana Jezusa na Antokolu z drugą ryciną wnętrza, wnętrze kaplicy św. Kazimierza, Ratusz, Zakręt, Werki, Ponary, Zamki trockie. Góry: Zamkowa i trzech Krzyżów, Popławy, Antakol, dawniej jeszcze odbitą Panoramę Wilna z góry Boufałowskiej - jako też wiele portretów ludzi znakomitych, między innemi: Czechowicza, Szmuglewicza, Śniadeckich (bardzo podobne), Narbutla Teodora, Kłągiewicza Biskupa, Porcyanki Professora itd. jako też wzory do rysowania głów, drzew i kwiatów. *) Największą zaś przysługę położył odbiciem z najmniejszemi szczegółami obrazu Najświętszej Panny Maryi Ostrobramskiej, i Przewodnika do obchodzenia w Kalwaryi dróg J eroliinskkh Chrystusa Pana, z 35 rycinami wyobrażeń kapliczkowych. Prace te zostaną nazawsze miłą pamiątką dla tutejszego kraju i przechowają wdzięczność dla Pana Oziębłowskiego. Wszystkich tych przedmiotów cena najbardziej umiarkowana, daje sposobność posiadania ich każdemu - a większe współczucie posłużyłoby do coraz świelniejszych i staranniejszych wydań - lecz to bodaj poskutkuje, jak groch o ścianę.

Niedawno wyłszy z druku: »Chmury przeszłości,« poezye pI. Juliusza HI. Strutyńskiego. *) Nadto, kopije rysunków ważniejszych śp. Ruslema, Orłowskiego, Uacliuiatowicza, Kukicwicza. nologiczno - historyczno Państw Nowożytnych od V. wieku do dziś dnia z kilku mapkami i genealogiami tudzież zbiorem pytań dla poczynających, ułożony przez Alexandra Zdanowicza Nauczyciela jęz. łacin, w Wil. Dworz Instytucie. Wilno, drukiem Józefa Zawadzkiego 1844. in 8.

W krótcie zaś opuszcza prassę: »Faust« tragedya G6lhego, pierwszy raz w zupełności z całą wiernością na język polski przełożona p. Alfonsa Walickiego Professora uniwersytetu charkowskiego. Dodane będą ryciny na stali szlychowane w konturach, według Flaxmana, i muzyka ś. p. Księcia Antoniego Radziwiłła. Ma to stanowić I. tom ogłoszonej publikaryi pod tytułem Arcydzieła dramatyczne europejskie, wydawaiie przez Józefa Korzeniowskiego i Alfonsa Walickiego. Cieszymy się uczuciem więcej jak braterskim, kolegi szkolnego, czytając wystąpienie P. Alfonsa Walickiego, któregośmy talent deklama. torsko-dramatyczny w szkołach podziwiali; równie jak drugiego co dzisiaj juz, wyszedł uadramatyka pierwszego rzędu. - Niech la wzmianka w waszych umysłach, zespoli tyle błogich pamiątek. Drukują się: »Zródła do Dziejów Polskich« 2 tomy pod redakcyą Mikołaja Malinowskiego; takoż: »Zirlnik ekonomiczno-techniczny« przez J. Gerald Wyżyckiego - zapowiada dzieło bardzo ważne, i znakomite dla literatury, któregośmy wyjątki czytali w Rubonie. Jest też pod prassą: Wydanie 2 poprawne i pomnożone: »Rządna Gospodyni«, Eleonory Grebitz tłumaczenia Walentego Szacfajera.

Dzieła zapowiedziane do druku w 1844.

»Aunfielas. « Pieśui z podań Litwy. Pieśń lsza Witolorauda, w wydaniu drugiem znacznie zwiększonem i ptzerobionem, ozdobiona drzeworytami przez Smokowskiego b. Professora malarstwa; muzykę dorobił do niektórych pieśni znany kompozytor Stanisław Moniuszko i pieśń trzecia: Witold W. X. Litewski, poemat ozdobiony pertrelem bohatera tego, w caićj postawie na stali przez angielskiego artystę rzniętym z oryginału obrazu olejnego w zamku Nieświżskim znajdującego się. (dal. c nast.)

Trwała powłoka na posadzkę.-Do powlekania, w pokojach posadzki mamy nie małą liczba przepisów. Atoli następujący, przez długoletnie doświadczenie wypróbowany, zasługuje dla swej trwałości na upowszechnienie: W naczyniu glinianem lub melalowem, w 6

kwartach wody miękkiej moczyć" przez kilka godzin 1 funt karuku jasnego, aby dobrze rozmiękł; potem w lej samej wodzie rozgotować go przez godzinę, a gdy lo nastąpi, dodać I funla farby, t. j. ugru w kolorze upodobanym miałko tłuczonego i przesianego, i już dalej nie gotując, dobrze wymieszać.- Posadzkę czysto wymytą i dobrze przeschła smaruje się niezwłocznie tą zaprawą, za pomocą zwyczajnej nie zbyt twardej szczotki ręcznej, którą przy maczaniu często się zaprawę w naczyniu miesza, aby farba na spód nie opadała, Tę zaprawę należy równo po posadzce rozprowadzać i zwijać się z robola, aby karuk nie stygł. Zapuszczenie lo odbywa się na wieczór. Tegoż samego dnia przygotowuje się następujący roztwór: Do garnca wody miękkiej w baniak wlanej, wpuściwszy ćwierć funta mydła w kawałkach i 4 łuly potażu, gotować to, a gdy się dobrze rozpuści, dodać 1 funt wosku w kawałkach, i tak niech się jeszcze gotuje przez trzy godzin, przy czem ciągle trzeba mieszać, bo inaczej wosk zbiegnie. Poczerń zdjąwszy baniak z ognia, wstawić go niezwłocznie w szaflik z zimną wodą i rozbijać roztwór bez ustanku rózgą drucianą lub zwyczajną, pokąd całkiem nie wychłodnie. Gdyby zaraz po zdjęciu baniaka z ognia, zaniechało się rozbijać rózgą będący w nim roztwór, wosk pozlepiałby się w grudy. Gdy tym sposobem roztwór dobrze wyohłodnie, należy go przecedzić przez sito, aby kawałki z rózgi i drobne grudki nie przeszły,- i schować do użycia na dzień następny. -- Tak przygotowanym roztworem pociąga się za pomocą takiej samej szczotki jak wyżej powiedziano, nazajutrz rano posadzkę, która dnia poprzedzającego z wieczora karukiem z farbą była zaprawiona i przez noc dobrze przeschła. Gdy powleczona lym roztworem posadzka jest już na dosychauiu, trzeba ją twardemi szczotkami silnie aż do wydobycia z niej połysku rozcierać. Nie daje się jej zupełnie doschnąć dla tego, że byłaby trudniejszą do rozcierania i mniejby miała połysku; ale też i zbyt wilgotna być nie powinna, bo w takim razie szczotka wydzierałaby powłokę kawałkami.

Zaprawiona tym sposobem posadzka utrzymuje się bardzo długo w dobrym stanie, i tylko tak jak zwykle szczotkami wycierać ją trzeba, używając niekiedy (w miarę potrzeby) wosku. Podana tu proporcya wody i innych ingredyencyi wystarcza na posadzkę pokoju średniej wielkości, 8 sążni kwadratowych mierzącą. Chcąc kilka pokojów na raz zaprawić, trzeba według tej proporcyi więcej zaprawy przysposobić.

Powyższy artykuł jest częścią publikacji Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1844.09.02 Nr205 dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.
Do góry