JM. 136. w Poniedziałekdnia 15. Czerwca 1846.

Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1846.06.15 Nr136

Czas czytania: ok. 22 min.

Drukiem i nakładem Drukami Nadwornej W Derkeru i Spółki. - Redaktor odpowiedzialny: lir. J. Rt/murkietticz.

WUDOM&CI O.UOWE.

p o z n a ń 11. CzelWca - J e g o Królewska Wysokość Książę Pruski obejrzawszy wczoraj wieczorem warownię Winiarską, raczył powracając zatrzymać się przy cmentarzu wojskowym i oglądać pomnik prosty lecz pickny uwielbianego Grolmana. Podczas kolacyi, którą Jego Królewska Wysokość u generała komenderującego, Jego Excellencyi pana Colornba pozywał, odbył się wielki czapstryk, który wszystkie chory muzyczne oddziałów wojskowych tu garnizujących wykonały. Niezliczone tłumy ludzi roiły się po placu Wilhelma i po ulicy Wilhelma. Dzisiaj rano udał się dostojny Książę w towarzystwie wysokiej generalicyi i reszty szefów wojskowych powtórnie na fortecę, aby rozpatrzyć się po warowniach wczoraj nie obejrżanych. Powróciwszy Jego Wysokość ztamtąd, zaszczycił Książę jeszcze paradę na placu Wilhelma swą wysoką przytomnością i puścił się około godziny 2giej po południu wśród grzmotu dział fortecznych w dalszą podróż do Berlina.

WIADOMOŚCI ZAGRAMCZNL

Austry'a.

Wiedeń 7. CzelWca. - Kuryer nadzwyczajny, którego poseł cesarski dnia 1. ra. b. z Rzymu wyprawił, przywiózł wiadomość o zgonie Jego Swiątobliwości papieża Grzegorza XVI., zaszłym tegoż samego dnia o wpół do dziesiątej rano. Ojciec Święty kilka dni tylko chorował i podług wszelkiego podobieństwa śmierć tak nagle nastąpiła w skutek udzielenia się róży szlachetniejszym organom piersiowym. Nie potrzeba nadmieniać, jak wielką stratę poniósł kościół i państwo przez śmierć Grzegorza XVI. Belgia.

B ru s« M a, 6. CzelWca. _ Znana jest skłonność obu Flandryi do za warcia związku celnego z Francya. Ta skłonność datuje się już od wielu lat, ale zwiększa się w tym samym stosunku, wjakim nędza publiczna, skutkiem stagnacyi w przemyśle płóciennym, coraz więcej i zgubniej daje się w znaki. Ztąd pochodzi owo petycyonowanie, które objawia się w wielu

Jeszcze słów kilka o komedyi pana J. Miłkowskiego,

[HM! najw;t:

ROCZNICA.

Po przeczytaniu odpowiedzi pana Juliana Miłkowskiego na trzy poprzednie recenzye dotyczące kommedyi pizeze'n wydanej - w nadziei, że sic znajdzie "ktoś nakoniec, coby rzecz tę dostatecznie przedstawił i wyjaśnił w rzetelny sposób, milczałem aż dotąd. - Dziś domyślam się, że krytycy rzecz tę jako mało ważną puścili mimo pamięci, - a uiezrażony doznaneini przez nich nieprzyjemnościami, zajmuję opuszczone stanowisko, - nie w tej przecie myśli, aby wszczęty podniecać pożar, lecz aby prawdę rozróżnić od fałszu i przed nim dać jej należne pierwszeństwo. - W rzeczonej odpowiedzi autor kommedyi Rocznica z.arzuca krytykom pominięcie się % właściwym celem, - a naprzód pomawia pana F. B. o grzech przeciwko religii, dla lego, że mu odmówił literackich zalet w owych słowach, »a przecież uczy nas religia, że nie masz człowieka, któryby wszystkich pozbawionym był zalet.» - To nie stanowi, bo mówić sobie może rcligija o zaletach w ogólności, gdy temczasem pan F B. sądząc z kommedyi, wyrzekł to o zaletach li tylko literackich, a zalety literackie, uie stanowią jeszcze dodalnej strony człow-ieka, - owszem są one odzowne, można być dobrym człowiekiem, pożytecznym urzędnikiem, kapłanem i t d. nie będijc literatem. Wszak prawda? więc p. F. B. nie zgrzeszył przeciwko religii, 7» a ze nie zawinił przeciw autorowi udowodnił to już p. L. W. co nize) nic om ieszkam raz jeszcze wykazać. - -i-: A. A "nwa II K _ To -i na co sobiegminach obu Flandryi w celu zbliżenia się kupieckiego do Francyi. Tam się pojmuje, że jedyny środek dopomożenia w skuteczny sposób tysiącom nieszczęśliwych, którzy obumierają w mimowolnej nieczynności, na tern polega, aby wyrobom ich przemysłu dać rozległe pole pokupu. Więc nie z sympatyi dla Francyi domagają się Flandrowic związku celnego, lecz jedynie z intereseu. Dla tego też nie można im rzeczywiście brać tego za złe; bo jest to istotną prawdą, że ich belgijska ojczyzna nie może im dać pomoty, i że przyszłość przedstawia im się w obrazach nader smutnych. Ludność Flandryi umiera dosłownie z głodu; są obwody, gdzie jak n. p. w Thielt nędza doszła do najwyższego stopnia a pomór jest przerażający. - Bez wątpienia pochodzi to po wielkiej części z drożyzny zboża; jeżeli żniwa pomyślnie wypadną; polepszy się położenie w lecie, ale nie podobna mieć jeszcze uadzieji, że przemysł tak podupadły o tyle się znowu podniesie, iżby mógł nastręczyć porządny zarobek 3 do 400,000 robotnikom, którzy mu się oddają. Mówią wprawdzie, że nasze płótna niezadługo pod bardzo korzystne mi warunkami do kolonii hollenderskich mąją być wpuszczane; ale przypuściwszy, że to przyjdzie do skutku, przędzenie ani tkanie ręczne z tego nie będzie miało korzyści. Przędza maszynowa nie zaniecha opanować pola. Cokolwiek rząd uczyni, biedny lud Flandryjski małej tylko ulgi dozna. Tylko cłowe zbliżenie się do Francyi może go ocalić od zupełnego upadku. To wiedzą Flandrowie, a ponieważ człowiek w- ogóle ma skłonność do uważania swych życzeń za rzeczywistość, wystawiają sobie, iż jeżeli tylko zażądają zjednoczenia celnego, ziści się ich życzenie. A przecież mylą się okropnie: jest tysiąc przeszkód do ziszczenia tego projektu, a przeszkody te są obecnie tak wielkie, że można je bezpiecznie uważać za nieprzebyte. Rozdział pomiędzy młodym a starym liberalizmem czyni olbrzymie postępy. Istnieje dziennik, który o dawnych liberalistach mówi w języku tak nieokrzesanym i z taką surowością, z którą porównaćby tylko można wyzywania, jakich przedmiotem była partya katolicka. Ja wyznaję, że nie pojmuję rozkic1znania namiętności przeciw stronnictwu, którego odwagę i wielkomyś1tie usposobienie dotychczas pod obłoki wynoszono. Czegóż się dopuścił dawny liberalizm? Nie wiem. Użyczył wprawdzie swej pomocyzasłużył, już odebrał częścią do L. W. recenzenta, częścią od samego autora; tak to bywa każdemu, kto się wyrywa nie potrzebnie jak Filip z Konopi. Uskarża się w dalszym ciągu autor na złośliwość pana L. W. wynurzając boleśnie zawiedzione nadzieje. Lecz po cóż te nadzieje? kiedy prawie wsamym początku recenzet L. W. oznajmia, iż nie bierze rzeczy ze stanowiska krytycznego, lecz tylko »pragnie zreflektować zbłąkaną młodość: - co zaś na to, źe recenzent nie stan kommedyi, ałe stan duszy autora wyświecał, nie możemy się także zgodzić - lub teź zgodzimy'się - niech i tak będzie. - Pan L. W. zganił sposób myślenia, a nawet moralność autora, - ależ to tylko o tyle, o ile ten sposób myślenia, - ta moralność świeciły w samej kommedyi: on nie zarzucał autorowi braku cnoty, brak ten zarzucał tylko dążności samejże kommedyi. A co dalej mówi autor, że nie jego wina, iż tak wczas spojrzał na obnażoną z wszelkiej idealności, 2 wszelkiego uroku rzeczywistość, to istotnie, lepiejby zrobił gdyby był całkiem przemilczał, to się wcale nie da wytłumaczyć na jego uniewinnienie i ten zaś spleen spostrzegany przeze'ti *w dzisiejszej młodzieży - jest mozua powiedzieć urojeniem w jego głowie. Masza młodzież na szczęście w cale uiespleenowa - właściwą powiększej części dąży drogą - do raz zamierzonego celu, - ona rozsądkiem, a nie złudzoną wyobraźnią pogląda w piękną rzeczywistość świata, - a chociaż w szesnastym roku uie wydaje kommedyi to przecież po niej spodziewać się może społeczność nie lada jakiej podpory. O tak, autorze - dla nas minęła wprawdzie średnio-wieczuość - ale niech Pan Bóg broni, byśmy mieli gardzić jej najpiękniejszą stroną - jej czystością - by był obcym dla nas - szlachetny pociąg do cnoty - straconym powab i uczucie dla wzuiosłej prawdziwej piękuości! - I jakażby wtenczas była nasza oświata - w czćmże nasza wyższość? - występkiem? W izbie, w prasie nic nie popełnił, nie wyznał zasady, którąby można poczytać za wsteczność. Wkrótce więc zamiast dwóch stronnictw trzy będziemy mieli. Jest to bardzo źle dla liberalizmu, który nadal, nie chcąc z prawdą, się rozminąć, nie będzie mógł ogłaszać swej jednororodności. Wszakże dla kraju nie jest to nieszczęściem. Wybryki młodego liberalizmu, wielu szczerze mys'lacym ludziom otworzą oczy, którzy sobie uroli, że ruchem reakcyjnym przeciw zasadzie konselWatywnej będą mogli kierować podług upodobania, a którzy teraz widząc się wpędzonymi na prąd zgubny, uczują potrzebę wiązania się z przyjaciółmi porządku i rozulmnego postępu, aby położyć tamę namiętnym wybuchom zapaleńców. Stanie się tak bez wątpienia. Już teraz przecyć nie można, że wielu z dawnych liberalistów drży na widok groźnej postawy owej mniejszości. która się od nich odelWała; pojmują oni, źe ów wir i ich chce zagarnąć. - Oby byli wcześniej poznali niebezpieczeństwo; nie byliby wystawiali kraju na wiele niepokojów a siebie samych na dotkliwe doświadczenia. F rań c y a.

L o n d y n, d. 6. CzelWca. - Sąd parów, który się przez czas niejaki przy zamkniętych drzwiach nad wyrokiem przeciw Lecomtowi naradzał, otworzył znów od godziny 6. wieczorem publiczne posiedzenie. Kanclerz ogłosił wyrok wysokiego sądu, mianujący Lecomta winnym zamachu na życie króla i skazujący go na karę ojcobójców: ma być zaprowadzony w koszuli, z bosemi nogami i z czarną zasłoną na głowie na plac exekucyi i po odczytaniu wyroku natychmiast ścięty. - Powiadano dzisiejszego rana, ie Lecorate nie chce prosić o ułaskawienie. Jeżeli tak jest, to zapewne spełnienie wyroku w przyszły poniedziałek nastąpi. Najświeższy raport marszałka Bugeaud datowany jest z dnia 22- Mąja z obozu pod Sidi-Ali-Ben-Aischum. Zapewnia w nim marszałek, że ostatnie ogniska wielkiego powstania wygasły; wszystkie pokolenia w obwodach Warensenis i Dahara poddały się: Fraucya silniejsza jest w Mryce, aniżeli przed ostatniem tera. szczęśliwie minionera przesileniem. Raport kończy się następującym podpisem: »W skutek wiadomości, która mię właśnie doszła o zdarzeniu w Ueirze Abd el Kadera, odstępuję tymczasowo od zamiru wsadzenia wojska na okręt w Tenes, zkąd ku zachodowi udać się myślałem. Co do mnie', wracam do Algieru, gdzie stanę d. 26. Mąja.« Dziennik algierski donosi pomiędzy innerni, że Abd el Kader w południowym kierunku od Lalla-Magrnii do Marokku powrócił, zapewne w myśli zebrania szczątków swej Deiry. Teraz, powiada, jest chwila, w której od cesarza Muley Abd el Rharaana szybkiej i stanowczej pomocy domagać się należy, gdyby nieprzyjaciel nasz schronienia w państwie jego szukał. Przed sądem lugduńskira toczyła się w tych dniach sprawa. która może w tym rodzaju, jest pielWszą. Młody jakiś człowiek nazwiskiem Chenauld kazał był ulubioną tancerkę, pannę Narnes, na korzyść innej, publicznie wygwizdać. Ta zaskarżyła pana Chenauid, i zażądała 20,000 franków wynagrodzenia, ponieważ tym sposobem podkopał powodzenie jej na teatrze. Obrońca pana Chenauid twierdził, że każdemu jest wolno objawiać swoje zadowolnienie lub niezadowolnienie. Trybunał wszelako innego był zdania i skazał bogatego p. Chenauid , chociaż nie na 20,000, to jednak na 1000 franków wynagrodzenia, tudzież na koszta processu i publikacyą wyroku w dziennikach lugduńskich tak, iż galanterya jego, grzeczna dla jednej a niegrzeczna dla drugiej tancerki, kosztowała go około 2,000 franków, nie licząc w to opłaty tych, co się wygwizdania podjęli.

Paryż, d. 7. CzelWca. - Liczba parów, którzy przy wyrokowaniu przeciw Lecomtowi głosowali, wynosiła 232. Z tych oświadczyło się

Zamilczam piękne zdanie recenzenta pana L. W co do warszawskiej 1 książeczki (tak mato od autora zrozumiane), puszczam minio owo wyznanie tak niekorzystnie wyrachowane na stronę jego wychowania, o czytaniu romansów w ósmym jeszcze roku - (niestety! teinuć to nie szczęściu winni jesteśmy stratę tylu pięknych talentów), a przystępuję do ostatniego zarzutu, do miejsca, w którym miody autor sprzegrvskieui i żółcią, w formie niezgrabnego dowcipkowania wyjawia niby nieświadomość rzeczy u recenzenta L. W. Potrzebaź było do tak niewłaściwego uciekać się wybiegu, aby siebie obronić, a kogoś poniżyć? (Jdzieź to p. L. W. powiedział, źe charakter autora, odbił się w charakterze osób kommedyi? czyż nie te są jego słowa «możemy powiedzieć, że w rzeczonej kommedyi - aż nadto odbiła się dusza młodego autora," możnaź się było posuuąć do przekręcania tak wyraźnego znaczenia - w tym zdaniu? Musiał sam autor czuć dostatecznie naganną dążność swego dziełka kiedy mu z taką usiltiością zaprzecza swej myśli, swego ducha 4 - czuł, źe te brudne miłostki, męża w oczach iony, zony w oczach męża, córki w oczach ojca, i narzeczonego w oczach oblubienicy, pozostawione bez najmniejszej nagany, - bez żadnej konsekwencyi złego - te miłostki, z których nie da się wyciągnąć, ani za szeląg moralnego sensu, nie inogły wcale znamionować dobrego sposobu myślenia pięknych zasad i czystych celów: gdyby zaś było iuaczej czyż podobna, aby mu odmawiał najrzeczywistszćj wartości? Tak skoślawioną myślą aby tern mocniej poniżyć sposób widzenia recenzenta L. W. przywodzi autor przykłady, które raczej płytkość jego myślenia, i brak usposobienia do przedsięwziętego wykazują zawodu. J estźe to bowiem następstwem tego zdania, że wdziele autora duch jego panować powinien - iżby Szylłer, który napisał Zbójcy - sain miał być zbójcą - Moliere skąpcem, Szekspir, Lady, Makbet lub slry

196 za karą przypadającą na ojcobójców, 33 za zwyczajną karą śmierci, a 3 za karą więzienia na całe życie. Do ostatnich należał także Victor Hugo. Dzisiaj rano odwiedził Lecomta ksiądz Grivcl, a po południu podał skazany prośbę do króla o ułaskawienie, w którćm to podaniu podobno głęboki żal wynurza. Powiadają, że król wielką ma ochotę zmienić karę śmierci na wygnanie z kraju. Rzecz ta pójdzie dziś pod rozwagę rady ministeryalnej; jeźli proźba Lecomta nie znajdzie uwzględnienia, to jutro rano o godzinie 7., będzie gilotynowany. Śledztwo sądowe w skutek ucieczki księcia Ludwika Napoleona toczy się ciągle. Dr.»Conneau jest w Peronnie pod ścisłą strażą, równie jak inni współwięźniowie. Komendant Demark siedzi wciąż jeszcze w cytadeli, atoli ścisły areszt zniesiono i zamieniono na areszt zwyczajny. Bluzę, fartuch i czapkę, za pomocą których Ludwik Napoleon był się przebrał, znaleziono n jednego chłopa w Roupy; w bliskości tego miejsca zrzucił był kiąźf tę odzież, którą teraz władzy rządowej oddano. Komissya izby deputowanych przeznaczona ku zbadaniu wniosku prawa względem założenia elektrycnej linii telegraficznej z Paryża do Lilie oświadczyła się jednomyślnie na korzyść tego wniosku. Komissya spodziewa się, źe rząd belgijski linię tę przedłuży w kierunku ku Kolonii, i dla tego wnosi o założenie takiego telegrafu z Paryża aż do granicy belgijskiej. Po budżecie wydziału wojennego weźmie izba deputowanych pod rozwagę budżet dla Algieryi. Być może, że spory z powodu tego znów bardzo będą żwawe. Słychać, że oppozycya użyje raz jeszcze tćj sposobności do silnej wycieczki przeciw polityce ministeryalnej. L'Anii de la Religion donosi, że pan Rossi mianowany jest pełnomocnym ministrem i nadzwyczajnym posłem w, Rzymie. Pismo zawit.rzytelniające go już mu podobno przesłano. Nowy ten poseł miał podobno zarazem otrzymać od rządu tytuł Hrabiego. Na wczorajszćm posiedzeniu izby deputowanych toczyły się najprzód dalsze obrady względem budżetu ministerstwa wojny. Przy rozdziale 13, dotyczącym koni wojskowych wnosił generał Oudinot o podwyższenie kredytu o 10,000 franków, a to końcem zbadania, czyli wydział wojenny odstąpić ma od żądania kredytu 370,000 franków dla niedostateczności koni do służby wojennej. Minister wojny oświadczył, że to nieprawda, aby Francya nie zdołała dostawić koni wojskowych, że w tym względzie znaczna zaszła poprawa tak co do liczby koni francuzkich jako też co do ich jakości. Przyznaje on, że dla niektórych rodzajów broni zbywana koniach dokładnych i odpowiednich, i że takowe z zagranicy sprowadzać trzeba; ale wyjątki za normę służyć nie mogą. P. Fould oświadcza się za zdaniem generała Oudinot, stwierdza podanie jego, że pomór wojskowych koni francuzkich jest wielki, ale przyczynę tego widzi raczej w niedbałości pod względem ich chodowania, aniżeli w jakości rasy. Pan Bignon, sprawozdawca komissyi, dowodzi, że zdanie komissyi oparte jest na fak łach, że nie ma potrzeby przyznawać ministerstwu wojny kredyt 370,000 franków. - Wniesioną poprawkę uważa za niepotrzebną: którą także odrzucono. Stosownie do listu z Radyxu z dnia 27. Mąja płynęły w Lizbonie potoki klWi. Podobno i Migueliści wyjrzeli znów ze swych kryjówek. Po prowineyach są oni podobno bardzo czynni, i liczą na kar listo w hiszpańskich. Chłopi przebiegają kraj w wielkich tłumach. Jedni proklamują absolutną królowę, drudzy Don Pedrę V. z regeucyą, a inni znów domagają się przywrócenia praw Jana VI. Prassa donosi, że Mehmed Ali napisał list do króla Francuzów, dziękując mu mocno za tak uprzejme przyjęcie syna jego lbrahiraa.

jem Hamleta? Czyż to Szyller- Moliere - i Szekspir występnych bohaterów dzieł swych, nieprzedstawili zaspokajającej każdego uczciwego człowieka strony? czyż oni taki przeznaczali im koniec, jak autor oso bom swej kommedyi? Na czernie to polega u niego równica pomiędzy dziełami tego lub owego geniuszu - czyż pisma Kornela i Szekspira, SzylIera i Golhego, Crcbillona i Victora Hugo, na samych tylko polegają nazwiskach_czyż je niewłaściwy duch autorów rozróżnia i charakteryzuje? jeżeli zaś tak, słusznież tu autor poczynił zarzuty? słusznież uiby svlo"islvczuio wywiódł - ową złośliwość pana L. W. kiedy jeżeli sprawiedliwie wnioskować będziemy - w recenzyi jego przebijają się raczej dobre chęci dla Autora, autor zaś albo nie mógł albo nie chciał ich zrozumieć i wystrzelił odpowiedz, która ostatecznie o stanie jego uinyslowości i O zdolnościach zadecydowała. Wierszyki zaś położone aa końcu w sposób jakto mówią - ni przypiął ui przyłatał, niszczą w przekonaniu człowieka myślącego ślady jego uzdatnienia. Kraków" dnia 8. Czerwca 1846. roku. Józef Wodnicki.

Tunel między niebem, a morzem. Kolei żelazna Z Chester do Holyhead w Anglii ma około Conway i Bangor przechodzić przez kanał Menai, to jest przez dość szeroką odnogę morską, a to za pomocą tunelu, w kształcie mostu, łączącego ląd stały z wyspą Anglesea. Ten podług planu Roberta Stevenson zamierzony tunel ma być cały z kolosalnej żelaznej belki zrobiony, i spoczywać na pięciu olbrzymich kamiennych słupach, z których trzy będą wznosić się j. morza, a dwa po brzegach. Długości ma to kolosalne dzieło mieć 150, a szerokości 15 sązui, i będzie wewnątrz wydrążonćm, aby wagony środkiem przechodzić raoałv." D la iiiiiLiticiii --»' « e .hi-.-ru 0,-1 p'. . . . . .....' s i . z . ID ID 1\ - li - i - - b - L o n d y n, d. 4. Czerwca. - Izba wyższa rozpoczęła znów dzisiaj swoje posiedzenia.. Z porządku dziennego wzięto pod rozwagę powtórne odczytanie bilu taryfowego, wniesionego przez hrabię Dalhousie. Książe Ric hm o n d wniósł wprawdzie-poprawkę, domagając się, aby powtórne odczytanie nastąpiło dopiero za 6 tygodni, ale oppozycya jego była tak słaba, że prawie bez żadnego sporu odczytanie bilu przyjęto. L o n d y n, d. 4. Czerwca. - Dziś rano przybył Ibrahim basza parostatkiem francuzkim do Spithead i wysiadł w Portsmouth na ląd. O'Connell czuł widać potrzebę pojednania się z O'Brienem, i dla tego korzystając z pierwszej do tego sposobności miał mowę na cześć jego, w której wychwala moc jego charakteru i wielki patryotyzm. Owszem sam wniósł tą rażą, aby na cześć m ę c z e n n i k a wyprawić ucztę i wprowadzić go w tryumfie do Dublina; co też jednomyślnie przyjęto. frzy tćj okazyi nadmienił także O'Connell o stosunku ministerstwa do Iriaudyi; uznaje on dobrodziejstwa, które rząd dla Irlandyi uczynił zaradzając jakokolwiek nędzy powszechnej i które jeszcze uczynić myśli przez przyznanie dzierżawcom wynagrodzenia za ulepszenie ziemi wydzierżawionej, przez zniesienie prawa wydalenia dzierżawców, ze wsi, skoro takowi nie mają formalnego kontraktu, tudzież przez zniżenie stempla do kontraktów dzierżawczych. Z drugiej strony wynurzył niezłomne postanowienie, że wszelkich użyje środków, aby zniweczył irlandzki bil przymusowy, i na ten koniec spowodował zebranie do uchwały, aby wezwać wszystkich członków parlaroentowych należących do partyi repealowej i whigowskićj ,jiżbysię w izbie niższej na czas stawili i przyjęcie owego wniosku wszelkiemi siłami popierali. Londyn, d. 6. Czeiwca. - Na wczorajszćm posiedzeniu izby wyższej odczytał Lord Stanley adres przesłany rządowi od Zgromadzenia prawodawczego w Kanadzie, w którym to adressie rzeczone zgromadzenie nowy bil zbożowy mocno nagania. Dodał, że w prowineyach kanadyjskich powszechnćm jest mniemanie, iż bil ten zbożowy będzie przyczyną odłączenia się koraereyalnego Kanady od ziemi macierzystej. N a podanie H e r a l d a, że Anglia zamyśla wystąpić ze swem pośrednictwem w sporze, między Stanami Zjeduoczonemi a Mexykiem, odpowiada T i m e s, że rzecz ta wcale jeszcze nie jest tak pewna, jak się niektórym zdaje. J eden z korrespondeutów Gazety W czerskićj taki daje obraz codziennego · życia Sir K. Peela: z czego miarę wziąść można o sposobie życia naj czyn - niejśzych ministrów w konstytucyjnych rządach Anglii i Francyi w ogóle: .»Je mąż, jakim jest Sir R. Peel, minister angielski, praeować musi, o tern w kraju naszym żadnego nie mamy wyobrażenia. Nasaraprzód nic ma minister angielski armii urzędników na swoje rozkazy, a kilku subalternem, którymi dysponuje, małą tylko cząstkę swojej roboty powierzać może. Wszystko, cotylko jest większej nieco wagi, musi aż do najdrobniejszych szczegółów sam opracować. Wymaga już tego sama ścisłość tajemnicy urzędowej w Anglii. O wielkich reformach przewodniczącego ministra dowiadują się sami nawet jego koledzy wtedy dopiero, kiedy projekta wypracowane ma w kieszeni; niżsi urzędnicy nic mają wcale o tern wiedzieć prędzej, aż i publiczności rzecz jest wiadoma. Ogólna ta prawda stwierdza się w Peelu w dwójnasób. Bo lubo Sir K. Peel nie pierwszym będzie z ministrów angielskich, którzy się zapracowali, to jednak pewna, że żadeu z jego poprzedników takiego ciężaru pracy nie dźwigał. Dźwiga on cały ogrom, jak Atlas, sam jeden. Wszyscy inni ministrowie są powickszej części nie wiele co więcej, jak pierwsi sekretarze. On sam trzyma wodze najwyższego zarządu tak zewnętrznego jak wewnętrznego l w n i copatrzona. Podróżni będą mijać to miejsce, nie wiedząc nawet, i£ jechali przez morze.

Ś r o d e k p r z e c i w k a l e c t w u . N iedawno lenni gruchnęła w Londynie pogłoska, iż tygrys zbiegł z uietiazeryi W tym samym czasie wyrwał się komuś koń młody i poguał czwałem ulicą. Wszyscy zaczęli uciekać, jedni, wiedząc przed czem uciekają, drudzy mniemając, ii ucie kają przed tygrysem. Najszybciej jednak zmykał jakiś od pięciu lat już chromy kaleka, który wziąwszy czemprędzej kule na plecy, zmieuił się nagle, po lak długiem wypoczęciu nóg, w pierwszego szybkobiegacza londyńskiego, i już podo'bnos jako taki, korzystną otrzymał posadę. - Rówuież i widok policyjantów uia niekiedy sprawiać wyzdrawiający skutek na ulicznych kalekach miejskich.

Zdrów jak ryba w wodzie Takiegoto zdrowia chce nabyć koniecznie pewien Anglik, lord Coppermoore, który już przez lat 7 nieprzerwanie w Grefenbergu u Prysnica wodną kuracyję bierze,

Mi os liii.

Chodź tu mój giermku w kostki sie bawić, - Cóż, gdy niernogę złota Ci stanie. - Staw twój kapelusz i piórka pawie, Ja Ci dwn sznurki mych pereł Nianię. - Rzucili kostki i w dobrej wierze, Giermek przegrywa. dziewczyna bierze.

dobrze, jak zarządzcy osobnych wydziałów, a podczas kiedy w izbie niższej cały nawał interesów wytrzymać musi, jest jeszcze do tego wszystkiego właściwym ministrem finansów. Wystawmy sobie teraz sposób życia takiego męża na takim urzędzie. Wstaje on może o godzinie 8. Już przy śniadaniu zaczynają się rozprawy o interesach. Sekretarze ra*portują; nadchodzą listy, z tyra i z owym trzeba pogadać o tej lub owej sprawie. N astępują właściwe interesa urzędowe, rady ministeryalne itp., a o godzinie 4 idzie minister do izby, kiedy parlament jest zgromadzony, co rok rocznie przynajmniej trwa przez 6 miesięcy. W pośród tego wszystkiego trzeba często przyjmować deputacje z wszystkich części kraju a i to praca niemała. Minister musi być grzecznym dla wszystkich, musi ich spokojnie wysłuchać, musi im dać odpowiedź, a w tej odpowiedzi musi każde słówko być rozważone, musi przyjmować dobre i złe rady, a nikogo nie może z kwitkiem puścić, nikomu nie może odpowiedzieć, iżby lepiej zrobił, gdyby swego pilnował. Coś podobnego nie dałby sobie szewc angielski powiedzieć. W izbie musi Peel być gotowym do boju, musi zważać na najmniejsze zdarzenie, na najmuiejszą uwagę, sam jeden prawie musi bronić swych wniosków przeciw dowodom przeciwników, swojej osoby przeciw napaściom, a jakim napaściom! Pomiędzy godziną 9 a 10 wieczorem idzie do stołu; w tym czasie nie-zachodzi w izbie nic ważnego. Potem odbywają się dalsze obrady, często do pierwszej, do drugiej godziny zraua. A nazajutrz znów to samo. Jakaż siła ludzka zdołałaby to przez długi czas wytrzymać? - I cóż to wiec jest takiego, co Peela w niezmiernćm tern wytężeniu pokrzepia i utrzymuje? Czy ambieya miłująca władzę dla władzy samej? Czytajmy ostatnie jego mowy, a przekonamy się, że mar ten z radością s t e r w i n n erę c e c h c i a ł z ł o żyć, gdyby się tylko znalazł n a s t ę P c a , któryby nim tak jak on powodować umiał. 1 cóż innego być może, jeśli nie naj szlachetniejsza pobudka służenia swej ojczyźnie, coby,męźa mogącego żyć jak książę w rozkoszach świata do ofiar takich podniecało? Naraża on przez to swoje życie na niebezpieczeństwo. Nadmiar pracy sprawia mu ciągły mocny napływ krwi do głowy; z tego powodu często sobie krew puszcza. Przyjaciele jego nastawali raz na niego, aby się na kilka tygodni od pracy oderwał. Puszczanie krwi, mówili, jest to smutne lekarstwo, jest to zapalić świecę z dwóch końców, aby się prędzej dopaliła. Cóż ja maro czynić, odpowiedział Peel; interessa nie pozwalają mi żadnego wypoczynku. Poświęciłem raz me życie na usługi kraju; czy ono więc trochę dłużej, czy trochę krócej potrwa, cóż na tera zależy? - A cóż męża tego tak potężnym czyni w Anglii: Prywatne życie bez skazy daje mu moralny punkt oparcia w opinii powszechnej; przekonanie, że on i on tylko kwestyom finansowym podoła, powszechne jest w kraju; jego znajomość izby, jego biegłość w parlaraentowem kierowaniu obrad czynią go zdolniejszym, aniżeli kogokolwiek na przedwodnika izby. - Prawda, że co do politycznego jego charakteru zdania są podzielone. Chcąc go w tym względzie ocenić, trzeba ze stanem partyi angielskich dobrze być obeznanym. Nie jest może geniuszem; można mu zarzucić brak wyższych politycznch idei. Czytając mowę o emancypacyi katolików, nie napotykamy tam zasad ogólnych, któreby te środki nakazywały. Stawa on tam jako sternik, który na wiatr, chmury pilnie uważa. Poznaje on niebezpieczeństwo, a gdy burza nadchodzi, nie wmawia w siebie, że to tylko sztuczna burza, ale owszem mówi: »Nie mogę już okrętem tak kierować, dobro całości wymaga tego i owego;» zmienia bieg i zostawia skały po za sobą. Moznaby to niskiem ograniczonem pojmowaniem zadania politycznego nazwać; wszakże niejednemu ministrowi należałoby coś z takiego ograniczenia życzyć; przynajmniej żadnemu »zkodzić nie może wiedzieć, z której strony wiatr wieje.«

Ty staw obrazek twój 2 Częstochowy.

U zucili kostki i w dobrej wierze, Giermek przegrywa, dziewczyna bierze.

Otóż - rzeki chłopiec - zgram się do nitki, Bo strój od panu, a mój skarb wszytki Szkaplcrz, co matka dala mi biedna, Słaniam, - lecz stawka ostatnia, jedna! Zdziera więc szliaplcrz śmiule pachole, A dziewczę pierścień kładzie na stole.

1 rrrrca kostki; - lecz w dobrej wierze Dziewczę przegrywa, a giermek bierze.

Dąsa się dziewczę, skacze zuchwalec, Skacze z obrączką, kładzie na palec, I j ak starosta wsparł się pod boki, I jak król w dumie urosI wysoki. - Ko, no mój giermka, zaniechaj żarty, Oddaj mi pierścień, dam ci dwa charty.

Ba! - ezy niezdarne zenmie pachole Że mnie chcesz z psami wysiać na pole, ]I jaki inny ma mnie wybiciyć l w mnich oczach rękę twą dzierżyć? Nie, nie mój luby, - nie, nie, kochana, W kostkim Cię wygrał; - jam twa wygrana! Rano się i zamku pogoń rozbiega Szukać dziewicy i giermka, zbiega, Lecz juz u granie z giermkiem dziewica A do dom wraca dworska konnica.

Dziennik sporów udziela następujących wiadomości korrespondeneyjnych z Lizbony z d. 24. Maja: Powstańcy dopuścili się groźnych excessow w dwóch miasteczkach Cacilhas i Almada, leżących z tamtej strony Tagu, naprzeciw Lizbony. Odparłszy wojsko z Lizbony przeciw nim wysłane, zamordowali maira, poborcę i proboszcza z Almada. Costa Cabral, hrabia Thomar i brat jego, Silva Cabral, uważali za rzecz konieczną pomyśleć o swćra bezpieczeństwie. Udali się najprzód do komendanta gwardyi municypalnej, a potem do posła hiszpańskiego. Ponieważ jednak lud nieprzyjazne okazywał chęci przeciw panu Gonzales Bravo samemu, prosił tenże posła Francyi, pana Forth Roven, aby przyjął obu braci Cabral i ich familie na pokład brygu Cygne, stojącego w zatoce. Pan Forth Roven z największą gościnnością przyjął natychmiast byłego ministra i jego brata, i odprowadził ich sam w nocy z 23. na 24. Mąja na pokład okrętu francuskiego. Podobno ma bryg odwieźć obu braci Cabral do Cadixu, aby ich dłuższy pobyt nad Tagiem oburzenia ludu nie podsycał. Dotychczas ludność Lizbony nic nie zamieszała pokoju. W prowineyach wojsko poddaje się rozkazom junt, które w ogóle składają się z najznakomitszych obywateli. Bank i cło w Lizbonie zamknięto. Nowe ministerstwo ogłosi rozporządzenie, obowiązujące podczas 60 dni do przyjmowania biletów bankowych, których nikt brać nie chce. Towarzystwa fmansowe Confiance i Union commercalc zamknęły równie swe biura. Wszędzie panuje anarchia. Dzienniki oppozycyjne znowu wychodzące okazują nadzwyczajną zawziętość; żądają rękojmi od korony i wymierzają swe pociski przeciw królowej i tajnym radcom. Ojca Marka, jałmużnika królowej i radcę Dietza zemsta publiczna wybiera sobie mianowicie jako oliarv. Podług listów z Lizbony z 30. Maja w Times bracia Cabral uszli na parostatku Pacha do Kadyxu, gdzie od gubernatora przyjęci zostali z wszelkiemi oznakami, odpowiedniemi ich dostojeństwu. Kortezów rozwiązano a dekret królewski zniósł wszystkie prawa wydane podCabralami. Wskutek środków przezornych i łagodnych, których chwycił się książę Palmella, obrawszy sobie kollegów bardzo liberalnych, spokojność w Lizbonie powróciła a skłonność do rozruchów powstańczych prawie zupełnie znikła. Po dymissyonowaniu Cabralów i po usunieniu niebezpieczeństwa prawie cała Portugalia uznała za właściwą, z bronią w ręku powstać, i będzie rzeczą przytrudną, odebrać znowu broń tłumom zbrojnym. Uważano wszakże za rzecz podobną do prawdy, że i to rozbrojenie da się wkrótce uskutecznić. N owy gabinet nabył ostatecznie następującego składu: prezesem rady roininistrów i ministrem finansów książę Palmella: ministrem wojny markiz Sal danha; ministrem spraw zagranicznysh hrabia Lavradio ,. ministrem sprawiedliwości de Soure; ministrem marynarki Louceiro. UlUlU<UlUlmEmUlmUlm6

ROZMAITE WIADOMOŚCI

Jedna z gazet niemieckich donosi o złodzieju i o wyroku na tegoż zapadłym w 16. wieku, jak następuje: vW Świdnicy w i6. wieku mieszkał radzca miejski na przeciw ratusza; tenże wyuczył kawkę, iż ta regularnie co wieczór wlatywała przez stłuczoną szybę do zakratowanego okna kassy miejskiej i zawsze dukata albo inną jaką monetę ukradłszy, swemu panu przynosłia, który na nią oczekiwał, a ktpry bardziej złoto kochał jak Boga, a świat jak własną duszę. Dostrzeżono kradzież, ponieważ codziennie coś zginęło; zrobiono zasadzkę i przekonano się, źe to kawka kradła i widziano ją wlatującą do mieszkania radzcy; ażeby siebie i jego przekonać o rzeczywistości tej kradzieży, naznaczono kilka sztuk monety; tym sposobem przekonano go i rada miejska osądziła go, ażeby był z galery i wieży na gzyms spuszczony i tara, zęby albo głodną śmiercią umarł, albo zeskoczyłz wysokości najmniej 80 łokci. Winowajca poddał się tejsurowej karze i spuszczono go na ów gzyms, tam zostawał 10. dni bez pożywienia i napoju, gryzł własne ciało na sobie, aż nareszcie osłabiony i zemdlony spadł, i skończył to straszne życie. »Jestto czas płaczu, we łzach oczy mokną! Kometa miotłę wyściubia przez okno!« mówi kapucyn w »Obozie Wallensteina,« a jego gadka aż podziśdzień się sprawdza. W w nocy z dnia 24 na 25. Marca postrzeżono w Petersburgu podobny dziw na niebie, który wszystkich tlWOgą i zdumieniem napełnił. Pokazała się bowiem z północnej strony w obłokach duża płomienista laska, która przez kilka chwil zupełnie prostopadle w powietrzu wisiała a potem w okrągły bląb dymu się zamieniła; ten kłąb zmienił się znowu w mały słup mglisty, który później powiększał się coraz znaczniej, a wreszcie przybrał kształt olbrzymiego węża wijącego się po widokręgu. Całe to zjawisko na niebie tlWało przez kilka minut i znikło ku zachodowi. jakeśmy już dawniej donieśli. Pogrzeb na wyspie Guadeloupe. - Między murzyńską ludnością wysp A n t y l s k i c h panuje dotąd wiele afrykańskich bałwochwalczych zwyczajów. Osobliwie ciekawym w tym względzie miał być pogrzeb pewnego murzyna, opisany w dziennikach francuzkich. Nieboszczyk był za życia kucharzem w Point a Pitre. Wszyscy też kucharze z całego miasta zgromadzili się w domu, zkąd pogrzeb miał wychodzić. Każdy miał na sobie, na oznakę professyi, biały fartuch przy czarnych sukniach żałobnych, a oprócz tego przyniesiono także całą zbrojownię kuchenną, jakoto: noże, rynki, rondle, patelnie i t. d. Tuż za trumną postępowało poważnie kilkunastu murzynów z całkowitym, naj staranniej przyrządzonym obiadem, który zdawał się być daleko stosowniejszym dla żyjących niż dla nieboszczyka. Wszystkie półmiski z kurczętami, sałata, ciastami, szynką i t. d. były pzarną krepą osłonięte. Od czasu do czasu odzywał się z pośród orszaku pogrzebnego przeraźliwy aczkolwiek stłumiony odgłos. Nie pochodził on jednak od żałujących przyjaciół, lecz od kur i kaczek, którym po drodze uroczyście głowy skręcano. Te odcięte głowy odrzucano na stronę, przezco cała ulica, którędy orszak przechodził, śladami klWi się okryła. Nakoniec wrzucano cały obiad w grób za trumną, a wszyscy obecni murzyni wrócili do domów swoich w tern pocieszającćm przekonaniu, iż nieboszczykowi w grobie na niczćm zbywać nie będzie. Rodzina lekarska. - W mieście Lilie żyje lekarz, pan Asclar, mający 2'2 dzieci; z tych 17 chłopców jest lekarzami, a 5 dziewcząt akuszerkami. Ojciec kończy teraz właśnie rok setny, doznaje najpomyślniej sZ£g0 'zdrowia i trudni się sam jeszcze wykonywaniem swojej sztuki.

Prawo do wilka. - Niedawno temu pewien żołnierz rossyjski odebrał Żydowi wilczurę. Zyd poszedł na skargę do kapitana. »Kto ci wilczurę odebrał?« spytał kapitan rozgniewany. »Iwan Kozodusin« odrzekł Zyd drżący. - »Jako! Tó być nie może!« zawołał kapitan - »Iwan Kozodusin, to prawy czowiek!« - Przywołano żołnierza. - »Czy prawda, żeś wziął Żydowi wilczurę?» - »Prawda... odpowiedział Iwan spokojnie - bo miałem też prawo po temu. Jest to moja własna wilczura. Strzeliłem raz do wilka, na którym wilczura ta była i mogę dokładnie wymienić miejsce, gdzie go trafiłem. Uciekł mi wprawdzie wilk, lecz miałem przecież prawo do jego skóry, straciwszy dla niego kulę i nabój prochu.» - Przeciw' tak oczywistemu prawu nie było ani słowa do zarzucenia. Przyznano wilczurę żołnierzowi. Zyd zaś, nie tylko iż futro postradał, lecz musiał nadto karę pieniężną złożyć - ponieważ rzecz skarbową sobie przywłaszczył. Jako bowiem postrzelony przez żołnierza wilk jest własności* żołnierza, tak też i wszystkie ruchomości żołnierza są własnością skarbową, czyli cesarską.

Do sprzedaży nieruchomości tu pod liczbą 27 j28. na starem mieście położonej, Dr. Fryderyce Helenie Szarlocie Wilhelminie Koziero wskiej z domu baronowej Kollwitz i Ur. Fryderyce Bandelow z domu baronowej Kotlwitz należącej, wyznaczony termin na d z i e ń 17. Lip c a r. b. znosi siu niniejszem. Poznań, dnia 20. Maja 1846.

Król. Sąd Ziemsko - miejski. Wyd. I.

Przedaź koni.

Na dniu 8. Lipca r. b przed południem o godzinie 9lej, w którym (akze wystawa zwierząt nastąpi, będą przedawauc w Poznaniu kilka wyranźowaue ogiery i niektóre trzechletnie konie tutejszego chowu, za gotową zaraz zapłalę w monecie pruskiej najwięcej dającemu, i można bliższe warunki, jako też i konie same, przejrzeć dzień wprzód na stanowisku w Poznaniu. Sieraków, dnia 9. Czerwca 1846.

Król. Pruska stadnina Poznańska.

Polka chcąca wejść w obowiązki guwernantki, życzy sobie być umieszczoną od S g o J a n a . Bliższe jej warunki i adres: ulica WilhelmowskaJSr. 10.

Sekretarz polak, zaopatrzony w świadectwa, posiadający zarówno i jeżyk niemiecki, który pracował w zawodzie administracyjnym, obeznany co do potrzeby z sądownictwem, stosunkami regulacyjnymi, wszelką rachunkowością itp., mający także wiadomości gospodarcze i leśne, życzy sobie od Sgo Jaua r. b. być po mieszczonym. O czćm bliższą wiadomość u pana Grimm, tłumacza w biurze Ur. Krauthofer Rzecznika powziąść możn a. Folwark wieczysto-dzierzawuy 582 morgi 15 · pr. rozległy, z dobremi budynkami, jest z przyczyny mających nastąpić działów, za cenę 10,500 Talarów, z zaliczeniem tylko 5000 Tal; z warunkami bardzo korzyslńemi, natychmiast do sprzedania przez Zygmunta Koppe, głównego agenta dóbr w Poznaniu, Garbaty Nr. 16. zamieszkałego.

Znaczny wybór najguslowniejszych i najnowszych obić (na cały pokój <::d lIJ lal.) odebrał właśnie Beer Mendel «kład galantcryi w Poznaniu przy Rvnku pod Nrem. 88.

800 sztuk poprawnych chodowych owiec łącznie jagniąt, 30 sztuk bydła rogatego, 12 koni i różue ruchomości gospodarcze, będą dla zmiany mieszkania dnia 30. Czerwca 1846. roku w Zakrzewie pod Xiazeni pow. Szremskiego z wolnej ręki więcej dającemu za gotową wypłatą sprzeda ue. Kupujących zaprasza się uniżenie.

Oczekiwane oddawua ID o d r e P a r y s k i e nadeszło do handlu (»ustawa Hielefelda w rvuku Nr. 87.

Stan Termometru i Barometru, oraz kierunek wiatry w Poznaniu.

Dzieli

Stan lenn o ni el ru Stan naj niższy [najwyż. barometru + 9,6 01_ ł - 2 () , O o 2 8" O . O ", + 9,0 0 + 19, r 27 "li .r" + 10,1 "1+20,2 0 27"10,3" + 11,3» 4 - 2 O, O o 27" 11, 1 ", + 1 0,4 o 4.2 O, O o 28" 1 , 5 ", + 1 3 , 8 o + 16, 1 o 27 " 11, '/'''

7. Czerw 8. » 9. · 10. » 11.

Wiatr

Północno r.

tlito dito tlito dito dito tiifa

Powyższy artykuł jest częścią publikacji Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1846.06.15 Nr136 dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.
Do góry