M. 170.

Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1852.07.23 Nr170

Czas czytania: ok. 6 min.

w Piątek A..

IIdnia 23. Lipca 1852. _

4

Drukiem rnakbdem Drukarni Nadwornej W. Deckera i Spółki w l'oznaniu. - Redaktor odpowiedzialny: N. Kamieński w Poznaniu.

Telegraficzne wiadomości.

S e tni i u, d. 16. Lipca. - Cesarz przybył (u dzisiaj o godzinie 3ciej po południu śród okrzyków radosnych. Rządzący książę Serbii Alexander Karageorgewicz i Redszyd basza byli u cesarza na posłuchaniu.

B e rlin, 22. Lipca. - N a]. Pan pozwala nosić policyi inspektorowi TzscUuckc w Poczdamie nadany inu przez Naj. cesarza rossyjskiego order św. Stanisława trzeciej klasy.

B e r l i n, 19. Lipca. - Ministerstwo zajmowało się podczas ostatniego posiedzenia, kwestyą konslytutcyi. Naprzód chodziło o . 65. konstytucji, dotyczący rozporządzenia wyborów do pierwszej izby; rozporządzenie to ma trwać jeszcze rok jeden. Przy tern zgodzono sic, ze nietylko na przyszłych posiedzeniach izb ma być prawo wniesione względem utworzenia izby pierwszej, ale jeszcze i A wyborów do drugiej

.... bywyborcze drugiej izby ma zmienić zasadę pierwotnych wyborów i przejść na sianowo korporacyjną. Z początku ministerstwo chciało radę stanu organicznie połączyć z pierwszą izbą, na wzór francuski, ale się to niepodo bało i rada stanu pozostanie doradzającą i należącą do ministerstwa Stanu. Co się tyczy ordyuacyi powiatowych i pro« iiu yalnych, jeszcze nic stanowczego nie postanowiono, tyle jednak jcsl pewną rzeczą, że projekla w tej mierze będą wkrótce wzięte pod roztrząsanie w ministerstwie, skoro stany prowincyalue objawią swe zdania, czyli miasta i gminy mają być utrzymane w rozdzieleniu, czy chcą prowineye przy dawnych pozostać odrębnościach i czyli dolyczasowy stan rzeczy po wsiach ma nadal pozostać. Chodzi więc pod ostatnim względem o to pytanie, czyli ma być ordynacja gminna z U. Marca 1850. wziętą za podstawę do nowego projektu, czyli stan rzeczy po wsiach przed lą ordynacyą do chowywany. Cesarz i cesarzowa rossyjska odjechali do Petersburga. W swiuemiindc czekają na nich okręty wojenne rossyjskie. Aż do tego portu odprowadzają ich król i książęta Karol i Albrecht; aż do Petersburga towarzyszą książę Fryderyk Wilhelm pruski, jeneralowie Schreckcnstcin i Wrangel i podobno także świta jenerałów i oficerów austrvackich. Królowa pruska udaje się wkrótce do wód Ischl, do których nieco później i król wyjedzie, bo tam ma być w tym roku zjazd wielu książąt niemieckich. Podczas pobytu cesarstwa rosyjskich nie było żadnych szczególnych uroczystości publicznych, ani w Polsdamie, gdzie dwór z gośćmi stale prze bywał, ani w Charlotlenburgu ani w Berlinie. U pał tak wielki, że wszystkiego musiano zaniechać, nawet przedstawień teatralnych i koncertów. Panua Rachel i Roger raz tylko występowali na teatrze zamkowym w Polsdamie i to jeszcze nie w całych sztukach, pierwsza w »Fedrze« druoi w »Białej Damie«. Na teatr do Berlina dwór wcale nic przybywał. Dla tego też, mimo tak znakomitych artystów, teatr nigdy nie był przepełniony. Panna Rachel miała r.tz jeszcze wczoraj w sztuce »Adrienne Lecouvreur« wystąpić; zachorował jeden z członków jej dra niatycznego towarzystwa, sztuka nic mogła być daną; panna Rachel wczoraj już opuściła Berlin. Zapewne nie brak zapału dla nieporównanej artystki, jak niektórzy ultraniemieccy krytycy mniemają, ale zbytek upału był przeszkodą, że'ostatnie reprezentacje mniej publiczności "ścią gnęły do teatru, co przyczynić się miało do przyspieszenia wyjazdu panny Rachel z Berlina. Teatr równie miernie napełniony, czy Roger śpię wa w towarzystwie pana Wagner w »Hugenotach« lub »Proroku«, czy p. Marya Taglioni tańczy w »Salanelli«. Do teatru chodzą tylko przejezdni cudzoziemcy. Berlińczyk konlenlnje się przy wysokich cenach przedstawień wielkich artystów jednorazowem ich widzeniem, i to jeszcze i ur*ądzonćin, że jeżeli sztuka ma 4 lub 5 aktów i w każdym z nich artysta wychodzi "a sc enc, na jeden i ten sam bilet, na każdy akt inny widz przychodzi. Tak robią nawet bardzo bogaci ludzie. Byłoby wstydem powiedzieć, ie sjp njewjdziało pannę Rachel lub nie słyszało pana Roger. Niewidzenie całego przedstawienia musi usprawiedliwić upał, w tej chwili przyczyna bardzo ważna, bo istotnie siedzącemu w teatrze przez 3 lub 4 godziny zdaje się w końcu, ie się w piecu znajduje. Ale Berlinczycy nie lubią już raz wysokich cen, i największy artysta, który na nie spekuluje, w końcu niezawodnie straci. Tak samo dzieje się i z innemi przedstawieniami i koncertami ogrodowemi. W ogrodzie KroIla np. dla tego tylko dobrańsze bywa towarzystwo, że bilet wuijścia

droższy opół złotego, czyli 15 polsko gr. Kto piwo bawarskie z 9 polskich groszy o 1, 2 lub 3 grosze podwyższy, może być pewnym, że nazajutrz pusty będzie miał lokal. A chociaż w Atenach nad sprawą z tego powodu nie przychodzi jeszcze do rewolncyi jak w Hessyach nad Izarą, to kontrola prowadzona przez publiczność tak jest jednomyślną i upartą, że wszystkie podobne spekulacye nie udają się. TaK kontrolę własnej kieszeni polrzebaby zaprowadzić w większych polskich miastach, gdzie lada urwisz artysta zagraniczny założy albo sklep włoskich towarów, albo cukiernią, restauracją, hotel lub inny jaki przemysł, i drze ze skóry odwiedzających, świadomy przysłowia »że Polak głupi to kupi« a po kilku latach ucieka obciążony złotem za grauicę. Waszych podróżnych rodaków i za granicą jeszcze stosownie do powyższego przysłowia wyzvskiwuja. Najprzód przyjeżdża każdy jako »Graf« lub »Gdifin«, albo sam sobie taki tytuł dając, albo nadany przyjmując milczeniem, ciesząc się, że tak dystyngowaną ma posiać, że go za to biorą, czem niejest. Za takie uczczenie musi naturalnie, gdziekolwiek stanie lub wejdzie, podwójnie zapłacić, bo jakżeby się graf lub grafini mogli targować i nie płacić stosownie do rangi? Dziwi mię tylko, że dotąd żaden zagraniezny spekulant nie wpadł na mysi tytułowania każdego przejeżdżającego szlachcica lub szlachcianki polskiej »Majestat«, ze względu na owe prawo, ie każdy szlachcic miał prawo do korony. Dopieroby to skuteczny był środek na wypróżnianie polskich kieszeni, które zawsze lubią co najdroższe i co nikt, a przynajmniej mało kto kupuje. Ciekawym bardzo byłby spis podróżujących każdego roku grafów i grafin polskich za granicą. Niesiecki by się za głowę schwycił, nie znając wielu nawet jako szlachty.

Lecz chorować na pana, to już jest tak narodową własnością jak kołtun; kto temu nie w.erzy. niecha, próbuje wyraz ten przetłumaczyć na inny język. Ja własność tę uważam za najszkodliwszą i najbrzydszą wadę nas.zego narodu, i nie wahałbym się jej głównie przypisać naszego upadku. Ześmy się dotąd z niej nie uleczyli, to dowodzi, żeśmy jeszcze nie przeszli wszystkich kolei doświadczeń. Lecz wróćmy do tutejszych stosunków. Nie będę dziś pisał o sprawie handlowo celnej, bo ta"już mi się stała bete naire. Wspomnę tylko, com już w jednej z poprzednich korespondencyi nadmienił, że Kreuzz eitu ng tak się daleko w polemice nad tym przedmiotem zaciekła, że w tym tygodniu już dwa jej numera z kolei zabrane były przez policją, głównie za to, ie atakuje osobiście pana Manteufla, oskarżając go, że jak dawniej, w sprawie unii erfurtskiej i w sprawie ordyuacyi gminnej, (jedna i druga jego dzieło,) inaczej mówił, inaczej działał, tak samo robi i teraz w sprawie handlowo celnej którą prowadzi w przepaść, czyniąc niepotrzebne koncessye tak Austryi jak koalicyi darmstadzkiej. Bój wszczęty pomiędzy nowopruskiem stronnictwem K r e u z z e i t u n g a gabinetem, który zaczyna przechylać się do stronnictwa staropruskiego, reprezentowanego w tygodniku politycznym Bethmana Hollwega, przybiera rozmiai politycznego znaczenia i nie będzie bez skutków. O te 'm inną rażą. (Czas.) Upal, Mory tu od dwóch tygodni panuje, nie dozwala prawie myśleć o czem innem, jak o sposobach uchronienia się od niego. Jedni, w postaci jak ich Pan Bóg stworzył, zasłoniwszy okna od powietrza jak podczas najtęższej zimy, siedzą przez całj dzień w mieszkaniu, zlewając głowę wodą i obkładając się zmoczonemi ręcznikami; drudzy, którym mauipulacya ta nie wystarcza, zrzucają z siebie naturę jestestw ziemskich i przepędzają dzień w" wodzie w towarzystwie ryb i raków; inni, zwolennicy szkoły homeopalów, która, mówiąc nawiasem, w Polsce wzięła początek, bo tam zasada: klin klinem wybić, od wieków się praktykowała, wlewają wiadra bawara, porteru, alu w żołądek, aby przez rozpalenie go zrównoważyć zewnętrzny ogień; inni znów, zwolennicy szkoły alopalów, która wprawdzie w Polsce nie powstała, lecz w całej Polsce uddawna z wielkim skutkiem jest praktykowaną, siedzą cały dzień przed cukiernią Kranclera i pochłaniają całe fury wyrobu lodowego, aby przez wewnętrzne działanie zimna wpłynąć na temperaturę ciała, które zawsze jest dobrym przewodnikiem, i od czasu Meneniusza Agrippy, wiernie stosuje się do usposo ienia żołądka, tej wielowładnej sprężyny życia, której Kantorbery T y l n o w s k i poświęcił język i zęby Najgorzej mają się ci, którym urząd, publiczna praca, przyzwoitość światowa, niepozwalają użyć żadnego z powyższych środków, aby uniknąć stanu obracającej się na różnie pieczeni - członkowie kongresu celnego, smażący się w s r li , stosów szacownych handlowo-celnych materyałów; sędziowie n a, w A , trybunału, pocący się nad aktami sprawy pana Hassenpfiuga> pro. * rowie i nauczyciele, feimentujący czołem i duchem przed usypiającemi z omdlenia uczniami; aktorzy, śpiewacy, baletnicy, muzycy, przymu

Powyższy artykuł jest częścią publikacji Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1852.07.23 Nr170 dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.
Do góry