JI/. 227 w Wtorekdnia 28. Września 1852
Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1852.09.28 Nr227
Czas czytania: ok. 19 min.Drukiem i nakładem Drukarni Nadwornej W. Deckera i Spółki w Poznaniu. - Redaktor odpowiedzialny: N. Kamieński w Poznaniu.
Telegraficzne wiadomości.
Turyn, 20. Września. - Prezes ministerstwa d'Azeglio wrócił x Gcnuy. W czasie nieobecności jenerała Lamannory, który wyjechał do Lionu na powitanie prezydenta, obejmie w zastępstwie tekę ministerstwa wojny i marynarki. Radzca przy sadzie kasacyjnym lir. Costa zo stał stanowczo z urzędu złożony, pensyą atoli będzie pobierał w drodze łas ki. A
Berlin, 26. Września. - Naj. Pan raczył pensyonowancuiu dyrektororowi poczty, byłemu kapitanawi Gostkowskiemu w wielkiem Gustowiu na Pomorzu nadać order orła czerwonego czwartej klasy. Berlin, 25. Września. - Dotąd nie jest wiadoma treść odpowiedzi monachijskiej na pruskie oświadczenie w sprawie celnej. Odpowiedź te trzymają w tajemnicy. Domyślają się jeno, ze łagodnie kołowodzi. Pełnomocnik bawarski dotąd niezostał o niej zawiadomiony urzędownie, skoro to nastąpi, nicomieszka zapewne donieść o tern przewodniczącemu na konfereneyach i poprosić o zwołanie posiedzenia, celem złożenia rzeczonej odpowiedzi. Podróż króla Hanoweru i Oldcnburga zostaje z interesem celnym w pewnym stosunku, pokaże, jak dalece Prusy mogą się spuścić na państwa związku podatkowego. Podróż ta więc wywrze niemały wpływ na pruską politykę handlu. Mo nas ter, 22. Września. - Na wczorajszem waliłem posiedzeniu katolickiego towarzystwa Niemiec, byli prezes irionusterski i naczelny prezes Duesbcrg. Pierwszy w te się odezwał słowa do deputowanych: na zgromadzeniu walnem poprzednicm wyuurzyliśmy nadzieję, że wedlu" przykładu dwóch wielkich państw przyjdzie do skutku niepodległość kościoła. W teraźniejszym roku pokazały atoli pojedyncze fakla, ie naszych nadziei niemożerny pokładać w ludziach, ze nasze modły do powszechnego wspomożyciela nie powinny ustawać. W jedneui państwie niemieckiem tak mało pojęto naukę, jaka płynęła z wypadków łat ostatnich że się ośmielano wydawać rozporzędzenia sięgające we wnętrze kościoła, a co większa brać w opiekę nieposłusznych władzy przełożonej. Mogę przecie dodać otuchy i pociechy. Bo tam jest pomoc Boga najbliższą, gdzie owa stałość apostolska sędziwego pasterza naczelnego się pokazała w tak jasnem świetle i zwiedzeni kapłaui wrócili do posłuszeństwa i oparli się pokusom do nieposłuszeństwa i odnieśli największe zwycięstwo, bo zwycięstwo nad sobą W innem państwie starano się rozporządzeniami, zakłady i szkoły kościoła katolickiego i zakon jeden bardzo zasłużony tak względem kościoła, jakoteż państwa, ograniczyć. Stało się, boniewiedziano, jak drogie mi są owe zakłady dla katolików, gdyby zaś wiedziano, niemarlwionoby nas tak dalece. _ Naturalni stróże 'kościoła niezwłocznie się zebrali ku naradzie i złożyli przedstawienia i zastrzeżenia u tronu najdostojniejszego króln. Z nimi ubiegali się też świeccy Indzie, przesyłając do tronu swe prośby. MLrólesiwo notshle.
Warszawa, 24. Września,- Wczoraj zachorowało w Warsza wie na cholerę osób -, wyzdrowiała 1, umarła 1; ogólna liczba pozostaje chorych 26. Zapisując codziennie do kroniki Warszawy, to wszystko co sceny ki aj owej dotyczy, dłużni jesteśmy czytelnikom naszym, biografię zmarłej przed dwoma miesiącami Karoliny EIsner, niegdy śpiewaczki teatru opery warszawskiej. Karolina EIsner była córką Petronelli Drozdowskiej artystki dramatycznej, znanej i ulubionej w rolach komicznych na scenie tealiu warszawskiego, w końcu przeszłego wieku i na początku teraźniejszego. Urodziła się w Wilnie roku 1785. Starannie wychowana przez malkę, obeznana przez nią z zasadami sztuki dramatycznej, młoda, przyjemna, pełna życia, uajpierwszy raz wystąpiła na scenie teatru polskiego w Warszawie dnia 22. Stycznia 1802., w nowej dramie »Sidoiua«, w roi) tegoż nazwiska. To widowisko dane było na dochód jej matki, a Karolina nienaleząc jeszcze do grona artystów, ukazała się na scenie J . K o .. iorka. W t y mże roku zaślubion ą została sł y nnemu a aUla Jozetowi Łlsner, dyrektorowi opery krajowej. Obznajmioua z muzvkq, z przyjemnym i czysty fi głosem, wsparta nauką gruntowną męża, i udoskonalona w wyższym stopniu, wystąpiła pierwszy raz jako artystka w tymże samym teatrze, dnia 6. Grudnia 1808. roku, w nowej operze »Achilles« w roli »Bryzejdy", vv obecności króla saskiego, księcia warszawskiego, bawiącego podówczas w Warszawie- To wystąpienie zjednało jej zadowolenie powszechne. Uważano w jej grze gorliwe przygotowanie, uielylko co do muzyki, ale co do deklamacyi i mimiki, właściwej oddaniu tej roli; głos jej był niezbyt mocny, ale przyjemny i ukształcony. Następnie prawie żadna z większych oper nie była wystawioną, w którejby Elsncrowa nie miała udziału. Jakoż wystąpiła roku 1809. w operze »Genowefa«, w roli tegoż nazwiska; roku 1810. w operze «Szewc czyli żony przemienione«, i szczególnie odznaczyła się doskonaleni oddaniem roli żony hrabiego, nictylko w śpiewie, ale w grze nacechowanej prawdą i siłą talentu. W tymże samym roku, w operze "Pierwsza ofiara«, w roli Elwiry, jej śpiew zachwycił w całej rozciągłości jej głosu: roku 1811. w operach: »Sardzino« w roli Zofii, i »Pałac Lucypcra«, w roli Armandy, szczególnie w drugiej, pokonała wszelkie truduości z zupełnem zadowoleniem słuchaczy i kompozytora muzyki Karola Kurpińskiego. Roku 1813. grała w operach »Jan z Paryża«, rolę księżny Nawarry. Roku 1816. dla poiatowania zdrowia jeździła do wód zagranicznych. Roku 1817. w operze »Don Juan« z muzyka Mozarta, grała rolę Donny Anny, córki komandora. Roku 1821. w nowo wystawionej operze »Westalka« (Spontmiego), w roli arcyksieni W esiy, jej talent i głos odpowiedziały godnie twórczości tej muzyki.
W roku 1820., występując w operze Rossyniego »Szczęśliwe oszukanie« w roli Izabelli dowiodła, ze w owym czasie ona tylko jedna mogła się odznaczyć w operach włoskich ze względu na metodę jej zupełnie właściwą. Roku 1821. dnia 6. Kwietnia grała rolę Emmy w nowej operze »Emma z Roksburga, dochód z tego widowiska był przeznaczony dla niej, a rola Emmy była ostatnią, której się nauczyła. Publiczność pamiętna na talent i zasługi sceniczne feJ artystki, bardzo licznie zgromadziła się na to widowisko. Z dnia 1. Lipca t. r. zupełnie się usunęła ze sceny, szukając w spokojności domowej ulgi po pracy, i zajmując się wychowaniem dwóch córek, z których młodszą obdarzoną wdziękami natury, rokującą wielkie nadzieje i szczęście dla rodziców, w 3 lata później z żalem utraciła na zawsze; w tym razie dotkniętą została drugiem nieszczęściem, utraciła słuch, i pomimo wszelkich starań, stopniami la słabość zwiększając się, nicodstąptła jej do skonu. W roku 1822. dnia 15. Marca, ówczasowy dyrektor i przedsiębiorca teatru narodowego w Warszawie, Ludwik Osiński, pragnąc z calem towarzystwem artystów tegoż teatru, dać dowód przyjaźni szacunku tej Znakomitej artystce, przeznaczył widowisko na jej dochód, w którcin EIsnerowa jeszcze raz jeden wystąpiła na scenę w roli hrabiuy, w operze »Zony przemienione«. Zakończone było to widowisko Divertissement tancerskie z obrazem wdzięczności, z żywych osób, do którego napisał muzykę mąż beneficiaulki. W tym obrazie EIsnerowa przy towarzyszeniu muzyki śpiewała wiersze, żegnając publiczność raz ostatni. Opuściwszy scenę, tkliwa na ludzkość i nędzę, w dniu 15. Maja t. r. śpiewała jeszcze EIsnerowa w koncercie danym w sali ratuszowej na dochód pogorzelców przy ulicy Marjensztadt w Warszawie. Ostatui raz dała się słyszeć na chwalę Bożą w kościele śgo krzyża, dnia 22. Kwietnia 1823. roku, w czasie solennych egzekwii i pogrzebu księcia jenerała ziem podolskich, w Requiem Mozarta. Odtąd żyjąc w zaciszu z mężem, godnym ze wszech miar szacunku, poważania i tak wiele zasłużonym w naszym kraju jako kompozytorem bardzo wielu dzieł muzycznych, w roku 1852. dnia 23. Czerwca, szczęśliwie doczekali i odbyli złote wesele, w 50tą rocznicę połączenia ich węzłem małżeńskim. Pociecha ta błogosławieństwa była kró tkotrwałą dla Karoliny, gdyż po kilkodniowćj słabości, pożegnała ten świat i męża, z którym ją podwójny ślub łączył. Dnia 12. Lipca t. r. umarła w kolonii Elsnerów za Pragą, i pochowaną została na smętarzu pragskim, zwanym Kamionek. W dniu 4. b. m. w odnodze rzeki Warty, pod miastem tegoż nazwiska, znaleziono ciało 4 rolctniego dziecka płci męskiej, które jak z śledztwa okazało się, rozmyślnie przez matkę swoją, trudniącą się wyrobkiem, z mostu wrzuconem zostało. Występna matka do sądu po ukaranie przesłaną została. W dniu 6. b. m. we wsi Kocinie pcie wieluńskim, 61e(ni syn włościanina, pozostawiony wraz z bratem 10 tygodni mającym, bez dozoru w chałupie, gdy toż dziecko zaczęło płakać, zaniósł je do kałuży i wrzucił w wodę, w tein przekonaniu, iż po wykąpaniu się będzie spokojniejsze. Wróciwszy do domu zastał już rodziców i przed temi objawił, co z swoim młodszym bratem zrobił. Udali się oni w wskazane miejsce, lecz już za późno, gdy dziecko wodą zalane, umarło. Francya.
Paryż, d. 22. Września. - Monitor ogłasza dalsze telegraficzne depesze o podróży prezydenta. Następująca jest charakterystyczną: Lion, d. 21. Września. - Książe odbywa dalej podróż triumfalną.
zajmowano się tylko wrażeniem, jakie wywarła jego mowa przy posągu, który zdobi teraz plac napoleoński. Jeszcze zostajemy pod wrażeniem grzmiących okrzyków: niech żyje cesarz! które jak szum namaszczającego ludu w chwili zebrały, kiedy dostojny książę oświadczył, że jeżeli tytuł prezydenta jego wysokiej missyi może wystarczyć, innego nie szuka. Z Marsylii donoszą, że onegdaj cały fajerwerk przysposobiony tam na powitanie prezydenta wyleciał w powietrze, przez przypadkowe zapalenie się bomby. Dach na gmachu artyleryi spalił się i cały gmach dziś przedstawia tylko ruinę. Dyrektor fajerwerku zapewne umrze z ran odniesionych, nowego zapewne fajerwerku nie zrobią. W Lionic spadł z konia pułkownik Fleury, adjulant księcia i się poranił. Inny wysoki urzędnik także spadł z konia i złamał nogę. Rodan także wezbrał, jak Ren i na nim przestały chodzić statki parowe. Prezydent zabrał z sobą talizman, który przy sobie zawsze nosi.
Talizman ten jest listem cesarza Napoleona do królowy Horłenzyi w czasie dni stu, który zawiera następujące słowa: widziałem twego małego Ludwika, bardzo bym się mylił, gdyby z tej małej główki nic miało coś wielkiego powstać. Według sprawozdań nieurzędowych, podróż i powitanie prezydenta w Lionie nie odniosło zamierzonego skutku. Lion milczał, mieszkańcy zaledwie część miasta oświetlili, a opozycya widoczną była w okręgach fabrycznych miasla. Drugie miasto główne Francyi wystąpiło z opozycya przeciw cesarstwu. Chodzi teraz głównie o Marsylią, ale me tuszą sobie wielkiego uniesienia, mimo całej gorliwości prefekta p. Sulcau, bo wyższe warstwy są zbyt legitymislyczne, niższe zaś radykalne. Jedna nadzieja jest w chłopstwie. Na ten zastęp jedynie liczyć może. Ale czy to wystarczy? Dla rozwiązania tej kwestyi, książę prezydent odbywa podróż. Z tego powodu spieszyć się niebedzie i swoje spostrzeżenia weźmie za wątek do swoich dalszych postanowień. Paryż, d. 23. Września. - Artykuł zamieszczony w dzisiajszym M o n i t o r z e zawiera sterotypową treść dotychczasowych sprawozdań urzędowych o podróży prezydenta, w nich napuszonemi słowami dowodzą, ie czuła jedność panuje pomiędzy prezydentem a narodem. Polem przechodząc do żądania przywrócenia cesarstwa, kończy się artykuł temi słowy: w rzeczy samej, cóż obchodzi mężów wybranych przez opatrzność tytuł, pod którym spełniać mają swoje posłannictwo? Ich sława osobista tern się nie zmniejszy, ani się też podwyższy w potomności Ale narody mają swój instynkt, na który zważać potrzeba, bo się zazwyczaj zgadza z ich prawdziwemi interesami. Ustalając władzę swego naczelnika, chcą i swoją przyszłość zabezpieczyć, Francy a patrząc z dumą na spadkobiercę najsławniejszego imienia, stojącego na jej czele, chce sobie zabezpieczyć długą przyszłość wielkości i pokoju, nadając księciu, który ją ocalił, trwałą władzę. - Tym sposobem widać, że cesarstwo wkrótce nastąpi. Być może, ii w czasie podróży przyjdzie do skutku. MaIJ;I1estacye występują dobitniej i w wyraźniejszych zarysach. W przemowach prefektów i w telegraficznych depeszach opuszczają tytuły: łaskawy panie książę prezydencie i kładą natomiast wasza ccsarzcwiczowska miłość, a na triumfalnych bramach stoją wyraźnie napisy: niech żyje Napoleon III.
Dokońc. koresp. % Parysa. - Przeszedłszy Rue des Lavandieres spotykamy się z częścią miasta brudną i cuchnącą. Tu juz znikła fizyono iiiia mieszczańskich domów, tu Paryż ludowy w całej brzydocie nędzy. Niedawno w jednym teatrze słyszałem słówko pełne prawdy: piękna to rzecz kobieta, kiedy piękna! Ale aktor zapomniał dodać, lecz straszna, kiedy straszna! Podobnie i z Paryżem. Nic gustowniejszego, bardziej zalotnego i ponętnego jak plac dc Concorde, razem z ogrodem Tuiłeryjskim i nie porównaną aleą ciągnącą się aź do Are de Triouiphe. Takich pieścideł na wielką skalę nie znajdzie w całej Europie, ale też ani w Londynie, ani w żadnej stolicy nie spotkasz w środku miasta takich okropnych ulic jak w Paryżu. Znane są owe zaułki amsterdamskie, zalane kanałem sto jącym z wodą brudna, cuchnącą, którym jedna łódka zaledwie przepłynie. Z łodzi wstępuje się do czarnych drzwi. Nigdy tani słońca, nigdy powiew wiatru nie dojdzie. Ale paryskie zaułki straszniejsze. Zadcu pędzel, żadne pióro nie przedstawi tego przerażającego widoku, murów wysokich, a tuż przy sobie, jakiejś złośliwej czarności, potłuszczonych, poszczerbionych, pochylonych. Ich dachy schodzą się jako czoła dwóch zgarbionych starców. Strach zapylać dokąd prowadzi ta drożyna, gdzie się idzie po tych schodach. Ta część miasta zowie się Perrin Gasselin, składająca się z jednego pałacu i kilku uliczek. Smutny, bolesny obraz, ale on dopiero jest początkiem. Są miejsca okropniejsze, gdzie już nie boleść, ale odraza się budzi, gdzie nic już zmysł estetyczny, ale zmysł wzroku i węchu każą się zatrzymać. Jednakże pójdźmy. Po za ulicą St. Denis nieco przed magazynem Pygmalion znajduje się dom złówróibowego pozoru, a pod nim zapada się w głąb ścieszlia. Przebieżmy ją, - coraz ciaśniejsza, coraz ciemniejsza, już miejsca na dwóch ludzi niema! Nikt leź tędy nie idzie. Spojrzałem w górę, mury wysokie, lak ciemne jak atmosfera, na całej uliczce narachowałem lylko trzy okna i rzadkie drzwi po stopniach kamiennych. Co tam może być poza lemi drzwiami! Uliczka zatacza się jak człowiek pijany, jak się nazywa niewiem, nic masz jej na planie, polieya nawet odmawiała jej dotąd nazwiska. Dopiero przy ulicy de la Savounerie znajduję siary napis, że to się zowie rue d'Avignon! Od iiieJ wychodzi druga laka rue Trognon. Obie warle siebie, jaki tu zaduch, jaka okropność, brzydoty wypowiedzieć nie chcę, dodam tylko, że obie sprawiły na mnie wrażenie prosektoryum albo raczej gabinetu do operacyi chirurgicznych. , Jednakowoż skoro noc nadejdzie, noc nie dużo tutaj od dnia czarniejsza, tuż obok (ej uliczki na rue Savounerie rozchodzi się brzęk szklanek i chrapliwy zgrzyt instrumentów muzycznych. Tutaj muzyka, ilu nawet się bawią! Smutna to zabawa. Mężczyźui i kobiely co schodząsię w tej naj ohydniejszej części miasta, nie mają wesołego lica, jakie zwykle spotyka się przy kieliszku lub tańcu. Tu oni zmęczeni, opryskliwi, ponurzy! Ich pieśni niesforna wrzawa, co piją nie wiedzą! Lada słówko już w wściekłość wpadają, o lada co, rzucają się na siebie. A tak kiedy w jednej izbie toczy się walka na zabój, w drugiej kilku koinisyonerów skacze z kobietami. Dzikie tu obyczaje, ale brzydota matką jest złego! Dzięki więc, serdeczne dzięki ulicy Rivoli, że jej szeroki strumień zaleje tę część miasta, rozburzy, wyrzuci nieczystości i jasnym dniem rozświeci. Po gruzach, których nikt, nikt żałować nie będzie, dojdzie do klasztoru św. Jakóba, a wieża śgo Jakóba zostanie na linii wzdłuż Sekwany.
Dalej począwszy od rue St. Martin aż do ratusza przestrzeń już wolna. Zburzono tu z jakie 50 ulic, na prawo ukazuje się rue Tacherie, na lewo nieco obcięte ulice Saint Bon Poterie, du Coq, de Deux Portes, des Mauvais Garcons i des Coquillcs. Stoją rzędem, jakby na rewii przed majestatyczną Rivoli, która przebiega ratusz i niezalrzvmuje się aż na ogromnym placu utworzonym z dwóch placów Marche St". Jean i Baudoyer.l Tutaj stanęły roboty, przynajmnie'j nie masz dalszego rozkazu.
W ciągu pół roku zburzono kilkaset ulic, rozrzucono kilka tysięcy domów. Lat dwa, może trzy upłynie, a dzisiejszego zniszczenia już śladów nie będzie. Trzeba było być na wysokim miejscu, jakim jest szczyt piramidy rządu francuskiego, aby powziąść myAl, a raczej aby zerwać się na wykonanie tak olbrzymiego planu. Anglia.
Londyn, d. 21. Września. - Wrażenie wielkie sprawia wydany w dniach łych okólnik jenerała-porucznika wyspy Jersey, pobytu ulubionego franćuzkich wychodźców polilycznych, według którego konstablery tam zaprowadzone ułożyć mąją spis wszystkich mieszkających tamże cudzoziemców. Tablice owe zawierać mają ich nazwisko i miejsce zamieszkania, ich działanie, zatrudnienie i t. d., dalej czy w paszporty zaopatrzeni i gdzie takowe są wystawione, czy poddanych angielskich w usługach swoich mają, czy domy albo tylko mieszkania najęli. Dotychczas wicekousulami dla Francyi w Jersey bywali zawsze rodowici Auglicy, ale w czasach naj nowszych zastąpiono ich Francuzami, lak iż wyraźnie widać, że rząd francuzki lam wpływ swój wywiera. G lob e zaczepia jaknajoslrzej gubernalora wyspy Jersey o śpiegowauic urzędowe żyjących tamże wychodźców franćuzkich. Postępowanie takie jest malmesburoskiera, ale nie angielskie m i niegodnem. Jeżeli Ludwik Napoleon lęka się, że Wiktor Hugo z armią broszur wpaść by mógł do Normandyi, lo ma śpiegów franćuzkich dosyć, którym nakazać może, aby na niego baczne oko dawali. Anglia, mimo usiłowań lorda Derby, jeszcze lak dalece nieupadła, aby jak Belgia lub Szwajcarya, dla przypodobania się dyktatorowi kilka set spokojnych wychodźców prześladować potrzebowała. Wszystkie dzienniki - z wyjątkiem półurzędowych - oświadczają się energicznie przeciw myśli, aby księciu Albertowi powierzyć dowództwo naczelne nad armią w miejsce księcia Wellingtona. Przyjęcie posady, której tak mało wydołać może, pozbawiłoby jedynie księcia popularności. T i m e s powiada, dowództwo naczelne nieinoze być uważane za synekurę, i powinno być obsadzone najgodniejszym i naj/dolniejszym weteranem. Lord Hill jest lyin meiern, kióregoby sam książę wybrał, i jak się ma lord Hill do Wellingtona, tak się ma jenerał Hardiuge do lorda Hill. Według wiadomości naj nowszych z Australii, pokłady złola w obwodach Port Philipp okazały się zapewne wiele obfilszeini, jeżeli z okoliczności tej wnosić można, że chęć wychodztwa z Sydney lam doląd coraz więcej się objawia. W ogóle doniesienia z kopalni »Q pochlebne. Agitacya przeciw systemowi wywożenia do Australii zbrodniarzy z kraju macierzystego wcale nicustaje. - Okręt Bburlfore, klóry w przeszły czwartek z Łiwerpolu do Nowego Orleanu odpłynął, zatarł się wczoraj na Longsand pod Wexford i zatonął. Na pokładzie znajdowało się 400 osób, z których 5 w wałach morskich śmierć znalazło. Anglia, piszą D e b a t y, utraciła największą s«oJ 4 ilustracyą wojskową i polityczną. Ks. Wellington, pochodzi z familii zamieszkałej w Irlandyi od Henryka VIII-, która wszakże w końcu wieku zeszłego pewną zabłysła świetnością. U rodził się 1- Maja 1/69., żalem w dzień śmierci miał lal przeszło 83. Wychowanie odebrał stosowne do powołania wojskowego, był w szkole wojskowej, która islniała we Francyi przed rewolucyą w mieście Angers. W 1 /91. r. pierwszy raz ukazał się na polu bitwy, w stopniu jenerała brygady, w wyprawie, klórą dowodził książę York, brat Jerzego III. w Holandyi. Ztamtqd udał się do Indyi, gdzie jeden z jego starszych braci, margrabia W ellesley, pierwsza familijna ilustracya był jenerałem gubernatorem. Na czele wojsk angielskich zrzuci! z tronu Tippo Saibę, zniszczył polęgę Mahraltow, i w r. 1807. uważany był jako najlepszy jenerał angielski pod imieniem sir Arlura Wellesley. Wróciwszy do Europy, w P. 1808. otrzymał do' rządu dowództwo armii wysłanej do Portugalii, i broniąc kraju lego przeciw Francuzom, zdobywa, sobie coraz świelniejszc imię w kampaniach hiszpańskich, które się skończyły dopiero w 1814. r. pod murami Tuluzy. Nakouiec w r. 1815. był wodzem naczelnym armii angielskiej pod VValerloo. Od lej chwili książę Wellington nie prowadził już więcej żadnej operacyi wojskowej; aż do samej śmierci nosił lyluł i godność jenerała en chef (commandor in cbicff) wojsk angielskich. Był także członkiem kilku gabinetów, a mianowicie gabinetu z roku 1827. tego właśnie, który przeprowadził w parlamencie akt emaucepacyi politycznej katolików irlandzkich. Z czterech braci, jeden hr. Maryborough umarł nie odegrawszy ia; dnćj politycznej roli, drugi hr. Mornington znany w literaturze angielskiej trzeci margrabia W'ellesley był po dwakroć gubernatorem wIndyach, czwarly lord Cowley, był abasadorcin w Paryżu, godność, którą TT tej chwili syn jego piastuje. Książe Wellington ożenił się 6. Kwietnia 1806. r. z miss Katarzyną Packenhaui, trzecią córką lorda Longford zmarłą 1831. roku z niej miał teraz został księciem Wellingtonem i lordem państwa, i jest bezdzietny; i p. Karola Wellesley, podpułkownika urodzonego 1808. r., który się ożenił z córką jedynaczką panna Mamers Pierrcpout. Pan Wellesley ma czworo dzieci. Lista tytułów i godności księcia Wellingtona, zabrałaby kilka stronnic naszego dziennika. Ograniczamy się na tern, ze w 1808. roku był kawalerem Wellesley, w 180.9. r. baronem Donro i wicehrabią Wellington, w 1812. hrabią i margrabią Wellington. W Hiszpanii został księciem Ciudad Rodrigo i grandem pierwszej klasy; w Portugalii księciem Vittoria, margrabią Torres Vedras i hrabią de Vincicira; w Holandy i księciem Waterloo. Nadto książę Wellington był jeszcze feldmarszałkiem, pułkownikiem grenadyerów gwardyi, polkownikien en chcf brygady strzelców pieszych, kawalerem orderu podwiązki, wielkiego krzyża du Bain i wszystkich orderów w Europie, lordem stróżem pięciu portów, konstablein wieży londyńskiej, lordem lejtnautem hrabstwa Hauls, kanclerzem uniwersytetu oKsfordzkiego, feldmarszałkiem auslryackim, pruskim itd. itd. MMisz&ania.
L Gibraltaru donoszą o potyczce jaka d. 6. Września zmierzchem zaszła \ mili od pierwszej straży angielskiej pomiędzy oddziałem gwardyi cywilnej liczącym 60 zbrojnych a 25 rozbójnikami pod dowództwem ich naczelnika, osławionego Chato z Benameji. Łupieżcy wszyscy w szlucery uzbrojeni walczyli z rozpaczą, chcąc się przedrzeć; ale gwardya cywilna także powinność swoje pełniła. U tarczka, której się żołnierze angielscy z warowni z największą spokojnością umysłu przypatrywali, (rwała niemal godzinę. Zwycięstwo gwardyacy drogo okupili; dziesięciu z nich rany ciężkie odniosło, a czterech na miejscu poległo. Z rozbójników pięciu śmiercią na pobojowisku śmiałość swoję przypłaciło, trzech odniosło rany, a reszta dostała się do niewoli. Pisma urzędowe powiadają, że teraz cała Andaluzya już jest z rozbójników oczyszczoną, gdyż bandę Orejily także przed dwoma tygodniami rozproszono, a potem pojedynczo łotrów pozabijano albo też pochwytano. Banda pod przywództwem Chato była najchciwszą krwi i łupieztwa ze wszystkich. W ciągu sześć-miesięcznego bylu swego popcłuiła ona 152 morderstw i przeszło 900 łupieztw i rozbojów. Lizbona, d. 14. Września. - Ministerstwo, spowodowane zapewne krzykami zwolenników cła opiekuńczego, zamyśla rozstrzygnienie w kwestyi wina na dłużej jeszcze odłożyć, lubo i tak już dosyć dłu»o na postanowienie swoje czekać kazało; protekeyoniści gadają wiele o tein ludowi, że go interesowi i wpływowi angielskiemu poświęcić zamierzono. Wiochy.
Z Rzymu zawiera list jeden prywatny z 13. Września uwagi następujące. Niemożua sobie wytłumaczyć, dla czego publiczność we względzie istotnego stanu zdrowia papieża ile możności w niepewności trzymają. Urzędowy Giurnale di Borna zwykł dawniej niezwłocznie wiadomości dzienników zagranicznych o osobie papieża poprawiać lub prostowaĆr:1- leżeli lC k w jakikolwiek snosób lR rze ni dokładność ,po.wód do tego C1a-'1 a tor .Jego Abba1e \:.;opl' lelnogł , ClotąO w tym nIe spro I
.stclgandolfo Śię przeniósł, w kołach klerykalnyeh które dawnie) znaki choroby owej jedynie za zmyślone ogłaszały, niesłychac mc więcej mówiących, jak że papież codziennie ma się lepiej. Istotnie w interesie spokojności życzyćby trzeba, aby tak rzeczywiście było. Ustąpienie Piusa IX. z widowni" wypadków sprowadziłoby niezawodnie skutki nader ważne. Gdyż nawet surowa władza wojskowa cudzoziemskich wojsk okupacyjnych zaledwo juź wy dola, szerzące się już coraz więcej na wszystkie strony rozprzężenie stosunków publicznych w skutkach jego powstrzymać. Bunty gmin pojedynczych, mianowicie w uboższych okolicach górzystych, pojawiają się raz poraź, skoro poborcy nowych podatków nadzwyczajnych pomiędzy niemi się ukażą. W obwodach tych doczekamy rzeczy jeszcze gorszych, skoro tylko wieśniacy skutki smutne nieurodzaju w górach winnych rękami dotkną Od dwóch tygodni bowiem nadchodzą wciąż z miejsch rozmaitych wieści najmutniejsze' o wybuchu choroby winogron. Aż do początku pory dżdżystej obiecywał owoc macicy winnej wszędzie w państwie kościelnein znaczne korzyści. Tłumy łupieżców uwijających się w chwili obecnej około Rzymu dają władzom niemało do czynienia. Pewien urzędnik zdrowia zaręczał nam, że przed trzema dniami jedenastu żołnierzy francuskich i czterech żandarmów papieskich, którzy w spotkaniu się z bandytami ciężko poranieni zostali, na wozie żniwnym przez Porta Cavallegieri przywieziono i do lazaretu San Spirito oddano. Obawa w Rzymie jest tak powszechną i tak wielką ze niejeden, który do Fiorencyi lubCivitavecchi jechać postanowił, wśród okoliczności takowych woli podróż na później odłożyć. Stan zdrowia wmieście naszćm jest nie bardzo pocieszający. Spis chorych W biurach sanitarnych Wykazuj e kilka tysięcy, którzy na febrę zapadli. Tenże sam przypadek'był w owym posępnym roku 1837, w którym cholera Rzym w sposób tak okropny nawiedziła. Tymczasem rząd bynajmniej nteniysli o rozporządzeniu przygotowań potrzebnych na podobny przypadek. Według wiadomości dzisiejszych, z Sycylii Etna wciąż jeszcze ogniem wTpust Kra, na k i l k a W zamieniła lawa wyrzucona w prawdzi
Nowv i Alnęryha.
A-" ? 1]l]I" K' d 8 Września. r Wiadomości z Kalifornii dochooza ? o . iW' o*4»oh. Chińczycy tłumami niczmiernemi przybywają; w TMTM*TMTM£***9 rh Chińcz y ków t y le . i sł o ile ze ljJ SiC tam prae" O f wszystkich innych narodów. Liczba ogólna Chińczyków mieszkających w Kalifornii wynosiła w miesi qCii Sierpniu około 27,058, a spodziewano Się, że do końca miesiąca tego jeszcze się O 20,000 pomnoży.
W obwodach kopalni złota powstają wszędzie wsie chińskie. Peking, Hongkong, Canlou 11. p. są nazwiska osad tych, z których niektóre już do 1500 mieszkańców liczą.
Kronika miejSCowa.
P o z n a ń, 26. Września. - Korrespondent poznański skreśla w wrocławskiej gazecie dosyć trafnie fIZjonomia naszego miasta. I tak mówi: fIZiouomia stolicy naszej prowincyi powoli przybiera przyjemniejsze rysy. Postacie z rozpaczone i posępne, jakie przed kilkunastu dniami po ulicach natrafialiśmy, dziś mkną, a natomiast wraca zaufanie w przyszłość pomyślniejszą. Długo przecie niezatrą się ślady smutnej obecności, bo rzadko się znajdzie mieszkaniec, któryby nięopłakiwał albo krewnych, albo przyjaciół i znajomych. Trudno teraz jest oznaczyć" j I e ofiar zabrała cholera. Przesadzają, co mówię, że na cholerę zapadło tu 4000 osób, a z tych 3000 umarło. (Mają wielkie prawdopodobieństwo za sobą. Red.) Niemożerny sami z pewnością podać lej liczby, ale odnosząc się do podań osób z tern bliżej obeznanych, liczba na cholerę zapadłych była 3200, a umarłych 1800. Liczba ta zmniejszona da się tern wytłumaczyć, że z niej są wyłączeni wojskowi garnizonu poznańskiego i ze mnóstwo osób, podobno 5000, Poznań opuściło w czasie szerzącej się epidcmi. Odejmując więc garnizon i zbiegłych z miasta, czyli 10,000 pozostanie 32,000 dusz, które w mieście pozostały. Chorujących i zmarłych liczba do mieszkańców zawsze jest znaczna, dziesiąty człowiek chorował, ośmnasty umierał. Wiele osób, które z przestrachu opuściły Pozuań, śmierć pochłonęła w drodze łub w miejscach przytułku, gdzie chorobę zaniosły. Epidemia przybierała niszczący charakter, gdzie atmosfera była przystępną wpływom zaraźliwym, a więc podczas dni gorących i spokojnych daleko częściej, aniżeli w dnie wietrzne, zimne i słotne. Cholera nawet tam panowała w tym roku, gdzie dotąd nigdy nie grasowała. Przewodnikiem dla cholery były zaziębienie, błędy w dyecie, wrażenia moralne, a najwięcej przestrach. Wielu uważało, że ptastwo wyniosło się podczas cholery, a na niektórych kanarkach w klatkach wyraźny wpływ pokazał się cholery, że po kilku godzinach smutku i drgania spadały z grządek nieżywe, mając czarną skórkę pod pierzem. - Uważaliśmy sami, że ptastwo, a mianowicie wróble te pozostały w mieście, które się wylęgły podczas epidemii i dla tego stadka te same młodych wróbli powracały na podwórza ze staremi, które raz się pokazały. Myśliwi opowiadali nam, że już w Czerwcu znajdowano kuropatwy i skowronki zdechłe obok guiazd, w których jaja były zaniedbane i nakłólc. Sami zaś przekonaliśmy się, że młode wylężonc gołębięta wciąż zdychają po gołębnikach w mieście.
Donieśliśmy w roku zeszłym o nowym instytucie naukowym pana Dra Behejma Schwarzbacha, w Ostrowie pod miastem Wieluniem, przy kolei żelaznej wschodniej, przy zetknięciu się czterech prowincyi: poznańskiej, pomorskiej, brandenburskiej i pruskiej. Jest to instytut, który młodzieży udziela nauki w polskim i niemieckim języku, sposobi ją do najwyższych zakładów naukowych, a przy tern niezapomiua o drugim czynniku życia ludzkiego, o ciele, według stalozyluej zasady, w zdro wem ciele, zdrowy umysł. Roskład nauk według programatu jest dobry, dozór szczególniejszy w dopilnowaniu odrabiania przedmiotów zadanych, a nakoniec odetchnięcie świcićm wiejskiem powietrzem, przy ćwiczeniach ciała, dokonywa reszty zadania pedagogicznego instytutu. Kio lak ma urządzony instytut naukowy dla młodzieży, może się spodziewać pięknych i błogich rezultatów. Dnia 25. Września zachorowało 5, umarło 3. W ogóle chorych jest 27. Do lazaretu nikogo nie przyjęto i nikt nie umarł. Dnia 26. Września zachorowało 5, umarło 3. W ogóle jest chorych 21. Do lazaretu przyjęto 3, żaden nie umarł i żadnego nie wypuszczono.
Jaskółki nad Magulnicą w kościańskiem, duia 24. Września.I u nas zawitała w dniu 24. Sierpnia r. b. nieszczęsna cholera i to tak gwałtowna, że wprzeciągu trzech tygodni pochłonęła z 265 mieszkańców 33 ofiar, a więc 13£ mimo spiesznej lekarskiej pomocy. Lecz dzięki Wszechmocnemu! któren nas uwolnił od tej epidemii, bo od tygodnia nikt u nas nie zachorował i nie umarł Natomiast pokazała się znowu w sqsiednie'j wsi Gronówku, majętności p. K. Nieżychowskiego bawiącego najprzód w Poznaniu, a obecnie w Zylicach pod Wągrowcem. Nieszczęśliwa nasza parafia gronówska, którą pan Bóg już potrzeci raz zacina Swą wszechmocną prawicą; albowiem w r. 1849. grasowała cholera w Gronówku, w roku 1850. Jaskółkach, Kotowie i Urożyniu; w roku bieżącym zaś pokazała się - nie jako krwawa biegunka, jak mylnie z Grodziska w nrzc 198. Gaz. W. Ks. Pozańskiego pisauo_ ale jako istotna cholera najprzód w Gronowie d. 29. Lipca r. b. pochłonąwszy z około 500 dusz mieszkańców, przeszło 60 osób; potem na raz w Jaskółkach, Dalekiem i Kubaczynie, - a nareszcie, jak się rzekło wyżej w Gronówku. W takiem utrapieniu, które Bóg z niegościgłych Swych zamiarów - ale mówiąc z uległością chrześciańską - ku naszej naprawie na nas dopuścił, powszechny nas opanował przestrach; każden zobojętniał, każden zsmętniał. Jedni powyjeżdżali, drudzy się w izbach pozamykali nie wpuszczając do dziś nikogo do siebie; a ci, co dawniej bluźuili, ci mówię, jakąż byli przejęci zgrozą! Lecz jeden nas nie opuścił, jeden się niczego nie tał, jeden tylko przy pomocy boskiej wznosił naszą siłę moralną --a [en j e s l I) a S z zacny ks. proboszcz Sulikowski, któren, lubo sam od kilku lat cierpiący i słabowity, przecież z największem poświęceniem się opatrywał chorych i konających świętemi sakramentami na drogę wieczności, pocieszał zwąlpiałych itd. Zaiste! rozczulająco było patrzeć na tego szanownego kapłaua chodzącego w komży z stułą i kijem w ręku po wsi, dowiadując się o chorych, ażeby lać balsam wich duszę, ażeby ich zasilić świętemi sakramentami. Dla tego też żaden z jego parafian nic zeszedł z tego świata, bez opatrzenia go środkami zbawiennymi. Cześć ci za to kapłanie, sługo chrystusowy! Zmarli świadczą o twojej gorliwości podjętej, a ich duszne zbawienie przed Bogiem łv niebie, a my twoje owieczki, na ziemi, - przesyłając modły nasze w pokorze i uniżeniu przed tron najwyższego Pasterza pasterzów, ażeby ci nadwątlone zdrowie i skołatane siły przywrócić, oraz długiem życiem ku pociesze twych owieczek, udarować raczył.
Powyższy artykuł jest częścią publikacji Gazeta Wielkiego Xięstwa Poznańskiego 1852.09.28 Nr227 dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.