DWAJ FACECI, KTÓRZY POTRAFIĄ W STARE WPISAĆ NOWE.

Kronika Miasta Poznania 2008 Nr2; Bazar

Czas czytania: ok. 19 min.

Zbigniew Pyda i Wojciech Łakiński w Bazarze

DANUTA KsIĄŻKIEWICZ-BARTKOWIAK

Zbigniew Pyda i rewitalizacja po niemiecku Do 1990 roku pracował w Spółdzielczym Biurze Budoprojekt przy ul. Ratajczaka u Jerzego Turzenieckiego, architekta, i Janusza Wujca, konstruktora. W biurze tym powstawały głównie projekty przemysłoweJ hale i fabryki. Na współpracę z Budoprojektem zdecydował się w stanie wojennym. Właśnie skończył architekturę na Politechnice Poznańskiej, ale nie miał jeszcze dyplomu. Musiał się spieszyć. Panie w dziekanacie mówiły, że trzeba wszystko szybko załatwiać, bo nie wiadomo, czy nie rozwiążą uczelni. 18 stycznia 1982 r. obronił pierwszy na uczelni IIwojennyll dyplom. - Wieźliśmy ten dyplom z żoną, też architektem, na sankach przez Wyspiańskiego, obok milicji. Milicjanci patrzyli, co my na tych sankach wieziemy, bo to były takie wielkie plansze, mogły być np. jakieś plakat y/ ale żaden z nich nas nie zatrzymał i nie obejrzał tych paczek - opowiada. Po obronie dostał nakaz pracy i wtedy okazało się, że musi natychmiast znaleźć jakiekolwiek zajęcie, bo inaczej będzie musiał spłacać studia. A Turzeniecki właśnie tworzył pracownię.

Kiedy etap tego typu biur się kończył, Zbigniew Pyda zaczął współpracę z niemieckimi pracowniami architektonicznymi w Wuppertalu i Aachen. W Poznaniu projektował domy jednorodzinneJ a w Niemczech zajmował się renowacją starych hoteli m.in. w Wuppertalu i Diisseldorfie. Niemcy były już po zjednoczeniu i zaczęła się intensywna rewitalizacja starych budynków w dawnej NRD, w Lipsku i wielu innych miastach. Pojawił się nawet pomysł, żeby otworzyć filię takiego biura w Poznaniu. - Niemcy mieli bardzo dużo pomysłów na odnawianie starych kamienic - twierdzi Pyda - kupowali, remontowali, dzielili, a potem sprzedawali. I chcieli ten interes przenieść na polski grun t. Wkrótce Zbigniew Pyda wrócił do Poznania. Budował dom, wraz z żoną brał udział w tworzeniu pierwszej szkoły społecznej na Grunwaldzie (później im. Ledóchowskiej), do której chodziła najpierw ich córka, a potem także syn. Wtedy poznał Iwonę i Jędrzeja Twardowskich, spadkobierców przedwojennych właścicieli Bazaru. To był rok 1991 i Twardowscy właśnie odzyskiwali hotel.

Dziura w ziemi podparta kijami Krzysztof Twardowski, ojciec Jędrzeja, w ogóle nie był przekonany do walki o odzyskanie hotelu. Do powrotu Bazaru w ręce spadkobierców prawowitych właścicieli dążyła IImłodzież ll - Jędrzej Twardowski i Dominik Kliński, również potomek przedwojennych akcjonariuszy spółki. Wsparli się prawnikami, uparli się, że muszą hotel odzyskać i wygrali. Powstawały pierwsze koncepcje zagospodarowania hotelu. Najpierw, dzięki kontaktom prywatnym, robiły to firmy angielskie. Ówczesne władze spółki poprosiły o pomoc poznańską firmę współpracującą z Anglikami, która zrobiła inwentaryzację obiektu. Najstarsze pomysły zakładały totalne wyburzenie hotelu i pozostawienie tylko zewnętrznych ścian podpartych na czas budowy konstrukcją stalową (Bazar był chroniony konserwatorsko, więc Anglicy elewacji nie odważyli się tknąć). Był wtedy taki trend, tego typu działania architektoniczne były modne szczególnie na zachodzie Europy. Ale rodzina Twardowskich i spółka nie byli gotowi na to/ żeby taką decyzję podjąć. Nikt sobie tego wtedy nie mógł nawet wyobrazić - jak taki budynek, taką kubaturę w centrum miasta można wyburzyć i zostawić dziurę w ziemi z fasadą podpartą kijami? To się zresztą wiązało z oddaniem spółki obcemu kapitałowi. Wkrótce te totalne rozwiązania zostały odsunięte i właściciele zaczęli myśleć, jak to zrobić własnymi siłami. Najpierw bardzo ogólnieJ potem już konkretnie. Do konsultacji i znalezienia ewentualnej alternatywy Jędrzej Twardowski zaprosił Zbigniewa Pydę, który zaczął pisać pierwsze opinie na temat pomysłu Anglików i poszukiwać nowych rozwiązań. Był koniec 1991 roku. W początkach 1992 roku właściciele dojrzeli do tego, żeby zamówić u architekta koncepcję alternatywną. Wybrali Zbigniewa Pydę. I tak się zaczęło. Pyda oficjalnie wynajął pomieszczenie w należącej do spółki kamienicy przy ul. Paderewskiego 7/ podpisał umowę najmuJ przywiózł deskę, papier, ołówki, założył biuro Zapa i zawarł pierwszą umowę z właścicielami Bazaru na stworzenie innej niż angielska koncepcji hotelu. - Szukaliśmy różnych rozwiązań - opowiada - braliśmy pod uwagę duży lub mały hotel, cOś/ co własnymi środkami przy wsparciu kredytu można by zacząć budować. W Bazarze byłem wcześniej kilkakrotnie. Bywałem w restauracji, o której nie wiedziałem, że nie jest restauracją tylko holem hotelowym, a gdzieś w głębi są ruiny, które kiedyś były właściwą restauracją. A że dalej była kiedyś sala balowa, to w ogóle nie miałem pojęcia. Kiedy się tu pojawiłem, Bazar otaczał płot postawiony jeszcze przez Orbis. Zaczęto ten płot powoli redukować i otwierać pierwsze butiki. Do współpracy Zbigniew Pyda zaprosił Wojtka Łakińskiego.

Danuta Książkiewicz-Bartkowiak

Wojtek Łakiński i styl życia luźny W czasie stanu wojennego był na trzecim roku architektury Politechniki Poznańskiej. - Studium wojskoweJ żołnierze z karabinami i ostrą amunicją w szkole to było dosyć stresujące - wspomina. - Skończyłem studia w 1985 rokuJ akurat zamordowano ks. Popiełuszkę. Ze Zbigniewem Pydą spotkali się na jakiejś imprezie. Zbigniew powiedział Wojtkowi, że w Budoprojekcie szukają kogoś do pracy. Biuro małeJ sympatyczne/ żeby tam poszedł i porozmawiał z Turzenieckim. To był koniec października 1984 roku. Wojtek Łakiński nie miał jeszcze dyplomuJ ale dyplom nie był Turzenieckiemu potrzebny. Za to zapytał, czy go nie zgarną do wojska. I kazał przyjść następnego dnia o 7 rano do pracy. - Wpadłem w popłoch, bo musiałem się do tego mentalnie przygotować po siedmiu latach studiów - opowiada. - Szukałem zajęcia i nie szukałem, nie wyobrażałem sobie, że tak po prostu można pójść do pracy, bo prowadziłem styl życia luźny. Wynegocjowałem jeszcze tydzień. To było, jak na owe czasy, bardzo nietypowe biuro. Wśród tych komunistycznych molochów z działem kadr, działem dyrekcji i stołówką na 500 pracowników robiło trochę wrażenie prywatnego. Mała spółdzielnia, dwóch szefów, którzy IluciekliII z przemysłówki/ obaj fajni faceci. Założyli biuro trochę na zasadach doboru towarzyskiego. Zanim jeszcze zaczął pracę, pojechał z Turzenieckim i Zbigniewem Pydą na delegację do Słupska obejrzeć teren pod budowę. Potem w Słupsku dużo razem projektowali, m.in. szkołę. - To był mój pierwszy zrealizowany projekt. Ja narysowałem, oni zbudowali - mówi Pyda. - Robiliśmy tam też wiele innych rzeczy - osiedla mieszkanioweJ szpitale. W Poznaniu biuro otrzymywało sporo zleceń, np. zaprojektowania term maltańskich. Powstały praktycznie w ciągu jednej nocy, bo na rano miały być. - To było raczej malarstwo koncepcyjneJ ręczne jeszcze - wspomina Łakiński. W 1988 roku wyjechał do Anglii. Przez pierwszy miesiąc opalał się w Hyde ParkuJ bo pracy, którą miał podjąć, nie było. Potem znalazł zajęcie w małym wtedy/ a teraz już dużym i znanym londyńskim biurze architektonicznym Piotra Chłapowskiego. Kiedy ta współpraca się skończyła, przeniósł się do angielskiego biura, które zajmowało się architektonicznymi detalami ze sprowadzanego z Włoch kamienia. - Taki wtedy był trend w Anglii - kamieniem wykładano całe patia biur, nawet łazienki na jachcie za wielkie pieniądze - opowiada. Kiedy był w Londynie, akurat odbywały się rozmowy Okrągłego Stołu. - Nieprawdopodobne wrażenie zrobiła na mnie wówczas relacja z Polski w londyńskiej telewizji/ w której pokazano autobus z nazwiskiem Kuronia. To było wtedy dla mnie zupełnie niewyobrażalneJ że już wolno, już można. Wrócił, chciał spędzić w Poznaniu święta, pojechać na nart y/ a potem na powrót do Anglii, niestety, nie dostał wizYJ bo poprzedni pobyt nielegalnie przedłużył. Udało mu się ponownie wyjechać na kilka miesięcy w 1990 rokuJ ale w Anglii akurat była recesja i wszystkie biura architektoniczne zamykali. Po powrocie do Polski zastał już zupełnie inną rzeczywistość. - Przeżyłem szok kontrastu - mówi dzisiaj. A wtedy zabrał się za projektowanie domów rezydencjalnych/ wielkich, kilkusetmetrowych, bo taka była wówczas moda. W 1991 roku Zbigniew Pyda zaprosił go do współpracy przy Bazarze.

Socjalistyczna masakra Na początku lat 90. wyglądało to tak, że nagle jakaś rodzina przejmuje największą ruinę w mieście z nieprawdopodobnym bagażem. Historia im patrzy na ręce, ktoś przywozi z zagranicy projekt i mówi, że zostaje tylko adres i trochę fasady, a fasady też wiele nie było. - Twardowscy byli przerażeni i chcieli się od nas dowiedzieć, co z tym można zrobić, jak to opanować. Do dzisiaj czują tę presję miasta, społeczeństwa, władz, że muszą zrobić hotel, choć z wyliczeń im wynikaJ że to się nijak nie opłaca - mówi Wojtek Łakiński W 1991 roku hotel był nieczynny. Remont rozpoczęty przez Orbis trwał już kilka lat, rozpoczął się w połowie lat 80. Kiedy Orbis się wyniósł, pozostawił po sobie wielki chaos budowlany, na początku trudny do ogarnięcia. - Najpierw poznawaliśmy Bazar, bo nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z taką kubaturą i tak trudnym zadaniem. To był plac budowy, zastaliśmy kompletnie rozgrzebany budynek i w zasadzie nie wiedzieliśmy, co jest zrobioneJ a co ma być zrobione. Puste przestrzenie przez pięć kondygnacji, takie szachty windoweJ a w środku dyndająceJ kołyszące się profile staloweJ które nie wiesz, czy ci spadną na głowę/ czy cię wbiją w ziemię - wspomina Łakiński. - Remont w komunistycznych czasach prowadzony przez socjalistyczne przedsiębiorstwo to była masakra. Oni zatynkowywali rzeczy, które należało wymienić. To za jakiś czas groziło katastrofą. I tak była prowadzona budowa. Masa podstawowych elementów konstrukcyjnych w ogóle nie była zmodernizowana, dopiero my, ściana po ścianie, fundament po fundamencie musieliśmy to wymieniać. Gdyby na początku lat 90. Twardowscy nie przejęli hotelu, w centrum Poznania stałby dzisiaj kolos na glinianych nogach, do którego niebezpiecznie byłoby nawet się zbliżać. Orbis realizował projekt przebudowy Miastoprojektu autorstwa Zygmunta Lutomskiego, Zygmunta Skupniewicza i Henryka Marcinkawskiego i bardzo dobry, rzetelny projekt konserwatorski fasady, który zrobiły dwie wrocławianki. Lutomski, Skupniewicz i Marcinkowski zaprojektował kilkadziesiąt lO-metrowych pokoi z maleńkimi łazienkami z prysznicem w kącie. Projekt bardzo dobry/ jak na 2 połowę lat 80./ ale - realizowany później - zupełnie nieprzystający do rodzącej się rzeczywistości. Wysokość bazarowych kondygnacji to 4 m, nietrudno zatem wyobrazić sobie taki pokój, który ma szerokość łóżka ze stolikiem i miejsce na fotel. Wzdłuż ul. Paderewskiego miała powstać megaciastkarnia, tak wielka, żeby mogło tam wejść jednocześnie kilkaset osób, jakby zaplanowana na gigantyczne kolejki, które wtedy były wszędzie. - Przestrzeń hotelową się już czytało, ścianki działowe były poustawianeJ ale było też widać, że to nie jest hotel dla nowych właścicieli - mówi Zbigniew Pyda. Przed wojną w tylnym skrzydle Bazaru nad restauracją funkcjonowała wielka sala balowa zwana Salą Białą. Skrzydło uległo zniszczeniu w czasie wojny, a potem zostało częściowo rozebrane. Lutomski odtworzył to pomieszczenie, Orbis zdążył jeszcze postawić mury. - Ale na kompletnie nieuporządkowanym doleJ czyli tak, jakby ktoś zdecydował, że trzeba wybudować coś powyżej, nie patrząc, co jest niżej - mówi Zbigniew Pyda. - A tam były rzeczy, które konstruktra, który tam wszedł, zatrwożyły, mnóstwo nieprawidłowości budowlanych. Zeby to uporządkować, trzeba było włożyć sporo pracy.

Danuta Książkiewicz-Bartkowiak

Ryc. 1. Z. Lutomski, Z. Skupniewicz, H. Marcinkowski, rzut parteru Bazaru, projekt z 1987 r.

Ryc. 2. Z. Lutomski, Z. Skupniewicz, H. Marcinkowski, rzut pierwszego piętra, projekt z 1987 r.

Danuta Książkiewicz-Bartkowiak

Pasaż Niebieski, kultowe sklepy, nagrody, oklaski... Właściwie od początku było wiadomo, że część budynku od Al. Marcinkowskiego, czyli młodsze skrzydło Bazaru zaprojektowane przez Rogera Sławskiego w 1898 roku i oddane do użytku w 1900 rokuJ będzie hotelem, a część wzdłuż ul. Paderewskiego, starsza, zbudowana w latach 1838-41 - czymś innym, tylko nie do końca było wiadomo czym. I nie będzie to jakieś szczególne sprzeniewierzenie się historii obiektu, bo w XIX wieku na parterze od ul. Paderewskiego umieszczono sklepy, a na piętrze znajdowało się kilka pokoi do wynajęcia, żeby bogate ziemiaństwo miało się gdzie zatrzymać, przyjeżdżając do miasta w interesach. Przez stary gmach Bazaru prowadziło wejście do Resursy Kupieckiej. I być może niedługo znowu tak będzie.

Najpierw Łakiński i Pyda przeczytali biblię Bazaru - wydaną na stulecie hotelu nakładem spółki książkę prof. Skałkawskiego. Jeszcze nie zdając sobie do końca sprawy z funkcji tego hotelu i nie mając tej wiedzy, co obecnie, zrobili kilkanaście różnych koncepcji zagospodarowania bazarowych wnętrz. Pojawił się pomysł na przekształcenie starego budynku w dom handlowy, takiego poznańskiego Harodsa. W nowej rzeczywistości rodził się handel, powstawały nowe sklepy, wydawało się, że ekskluzywny dom towarowy w sercu miasta może chwycić. Była też taka wersja, że na bazarowym podwórzu, które teraz kompletnie nie przypomina tego, co tu było w latach 80./ powstanie wielka hala handlowa. W 1993 roku właściciele Bazaru wynajęli angielską firmę konsultingową.

- Współpracowaliśmy z ich superviserem, architektem, który robił wielkie hotele na 700 osób - wspomina Zbigniew Pyda. - Miał się przyjrzeć temu, co robimy i skorygować ewentualne błędy. To był jeszcze okres, kiedy dominowała wizja dość dużego hotelu, bo to się opłaca bardziej niż prowadzenie małego. Miał mieć ok. 100 pokoi. Ten Anglik uporządkował nasze myślenie o Bazarze i utwierdził nas w przekonaniu, że trzeba zachować tę starą tkankę architektoniczną. W tym czasie rozpoczęły się prace nad projektem Pasażu Niebieskiego w kamienicy przy ul. Paderewskiego 7 należącej do spółki i sąsiadującej ze starym skrzydłem Bazaru. Kiedyś były tam sklepy i knajpa Fokus, jak na owe czasy dość nowoczesna, czynna do rana. - Od tego zaczęliśmy, bo prościej zrobić cOś/ co jest relatywnie małe - opowiada Wojtek Łakiński. - Zrealizowanie tych 13 sklepów w Pasażu Niebieskim to była wielka przyjemność - grzebanie w tych starociach/ decydowanie, jaki kawałek ściany się przydaJ jaki wątek ceglany ocalić, co zamurować... Myśmy fizycznie brali w tym udział, bo i dla nas, i dla wykonawców/ którzy jeszcze wtedy nie mieli podobnych zleceń, to był swoisty poligon doświadczalny. Otwarcie Pasażu w 1994 roku wiązało się z wielkimi emocjami, bo też efekt, jak na tamte czasy, był nieprawdopodobny. W tym Pasażu zakochało się całe miasto - wszyscy przychodzili, podziwiali, sklepy uchodziły za kultowe/ mieliśmy niesamowicie przychylne recenzje, dostawaliśmy nagrody... Wkrótce Pyda i Łakiński dostali zamówienie na przeprojektowanie wszystkich trzech kondygnacji starego budynku Bazaru na biurowiec. Najpierw stworzyli projekt budowlany, potem projekt wykonawczy. Projekt zakłada tymczasowość - małym kosztem można przebudować pomieszczenia biurowe na pokojehotelowe. Realizacja nastąpiła w latach 1994-95/ ale projekt cały czas ewoluuje, zmieniają się najemcy, podział powierzchni. - To nie tak, jak się buduje nowy biurowiec - odbiór, wstęga i działa. Zabudowania wokół Bazaru ciągle się zmieniają - mówi Łakiński. Bazar to nie tylko dwa skrzydła dawnego hotelu, to także szereg innych zabudowań stojących na należącej do spółki działce zamkniętej ulicami: Al. Marcinkowskiego-Paderewskiego-Murna-Kozia. W ostatnich latach na podstawie projektów Zbigniewa Pydy i Wojciecha Łakińskiego odremontowano oficynę kamienicy przy ul. Paderewskiego 7 i dom przy ul. Koziej. Pod dziedzińcem powstał parking. Budując parking na podwórzu, jego pomysłodawcy musieli udowodnić miejskiemu konserwatorowi zabytków, którym był wówczas nieżyjący już Witold Gałka, że nie zatrzymują odbudowy dawnej Resursy Kupieckiej, która niegdyś stała w tym miejscu. Dlatego płyta kryjąca halę garażową została tak skonstruowana, że może unieść budynek ewentualnej, zrekonstruowanej Resursy. Decyzja o budowie parkingu wynikała z przesłanek ekonomicznych - utrzymywanie tak dużego podwórza w centrum miasta było marnotrawieniem drogiej powierzchni. - Bo to nie jest tak, że właściciele biorą pieniądze za wynajem sklepów, a pan Heniu z panem Kaziem coś tam dłubią, żeby zrobić hotel, i tak będą dłubać jeszcze 40 lat - mówi Łakiński. - Nie, oni robią wiele innych rzeczy. Kiedy oddano

Ryc. 3. Fragment wnętrza starego budynku Bazaru zaadaptowanego na biura

Danuta Książkiewicz-Bartkowiak

wianuszek sklepów, to wszystkie pieniądze z ich wynajmu były przeznaczane na kolejne prace, np. projekt parkingu podziemnego pod dziedzińcem, aby biura mogły funkcjonować, czy remont oficyny. Przyjęto zasadę, że najpierw remontuje się sklepy i biura, które następnie pracują na remont hotelu. Może to bardzo pozytywistyczny, poznański sposób myślenia, może za mało w nim rozmachu biznesowego, ale okazał się w jakiś sposób skuteczny. Teraz myślimy, co jeszcze można urządzić w tych budynkach i wynajmować, żeby zarabiały na remont. Jak zaaranżować przestrzeń, żeby już zarabiała, a nie zamykała drogi prowadzenia tej najważniejszej inwestycji. Właśnie pojawiła się koncepcja wynajęcia dużej firmie sporej powierzchni parteru, co jest o tyle skomplikowaneJ że zamknie znowu część budowy. Jednak wszyscy zdają sobie sprawę, że największym przedsięwzięciem jest oddanie do użytku hotelu. Wszystko inne jest praktycznie gotowe.

Hotel Od momentu przejęcia hotelu przez obecnych właścicieli w nowym skrzydle Bazaru do użytku oddano jedynie parter z lokalami handlowymi. Dziełem Łakińskiego i Pydy jest dyspozycja podziału wnętrz. Część hotelową zaprojektowano/ jest projekt budowlany i pozwolenie na budowę. Realizacja przebiega powoli, ale sukcesywnie. - Hotel robimy cały czas. Budowa takiego hotelu jak Bazar jest duża i kosztowna. Taniej i prościej wybudować nowy gmach - mówi Wojtek Łakiński. - W ścianach grzebiemy od 15 lat. Najpierw, w miarę możliwości finansowych, przystąpiliśmy do prac zabezpieczających. Potem zajęliśmy się murami, bo nie można zrobić góry, nie mając dołu. Dotychczas wymienili gigantyczne partie ścian nośnych i fundamentów.

- To są morderczeJ ciężkie roboty. To nie jest to samo, co ustawić szalunek i wylać beton - mówi Łakiński. Budynek był podcinany, zostały wymienione filary nośne całej fasady gmachu, kiedy bowiem skuto stare piaskowce, okazało się, że ściany są popękane i nie uniosą ciężaru. - Jeżeli wkłada się olbrzymie pieniądze w kompleksowy remont gmachu, to nie wolno zostawić dwóch nóg w złym stanie technicznym - opowiada Zbigniew Pyda. - Myśmy podlewarowali i podnieśli cały budynek, słup po słupie. To była wielka inwestycja, której w Poznaniu chyba nikt cześniej nie robił. Wyjmowaliśmy filary i wkładaliśmy na ich miejsce nowe. Zeby to zrobić, musieliśmy mieć przygotowane ściany fundamentowe i ściany piwnic. Nie można wyciąć fundamentów pod całym budynkiem, tylko trzeba to robić odcinkowo, stojąc po kolana w wodzie, bo tam są iły poznańskie/ które są rodzajem plastycznej gliny i operowanie w tym jest bardzo trudne i bardzo kosztowne. Potem przyszedł czas na stropy. W Bazarze wymieniono prawie wszystkieJ belka po belce wyjmując stareJ a w nowe gniazda kładąc nowe. Wcześniej Orbis nie chciał wiedzieć, w jakim stanie były stropy. - Przypudrowali to - mówi Łakiński. - Ale całkiem przyzwoicie dobudowali ostatnie piętro. Dach był dobrze pokryty blachą miedzianą, natomiast nikt nie mógł przez niego przejść. Wszystkie instalacje muszą w pewnym momencie przejść przez dach, np. kominy wentylacyjne/ a dach Bazaru w ogóle nie uwzględniał rzeczy, które miały się dziać

Ryc. 4, 5. Wewnętrzne patio w czasie prac projektowych i budowlanych.

Ze zb. ASPA & ZAPA. Biuro Architektoniczne.

Danuta Książkiewicz-Bartkowiak

kilka pięter niżej. Zakładano pewnieJ że to wszystko będzie jeszcze dziurawione. Ktoś miał jeszcze jakąś umowę na ten dach, wystawił fakturę... Wykonawcy pewnie wiedzieli, że Orbisu już tu wkrótce nie będzie, więc kto miał z nim jakąś umowę, to robił czasami bez sensu... Budynki tego typu mają to do siebie, że gdzie nie zaczniesz grzebać, to się zaczyna walić i sypać. Wymieniasz drzwi i futryny, ale widzisz, że ściana jest krzywa. Zaczynasz się zastanawiać, czy jest sens naprawiać tę starą, czy postawić nową. Potem stwierdzasz, że musisz wymienić całą instalację elektryczną. W końcu masz dylemat, czy ratować podłogę czy nieJ bo musisz położyć pod nią instalacje. Tak to wygląda. Rok temu jedna z firm, która pracowała w Bazarze, zaprosiła prof. Zenona Błądka, który jest uznanym specjalistą od hotelarstwa nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Kiedy zwiedził budowę, był w szokuJ wcześniej był jednym z tych, którzy pytali, co tu właściwie przez ten cały czas zrobiono. Potem napisał list, że chyli głowę przed ogromem prac, które w Bazarze wykonano. - Bo zakres i wagę rzeczy, które tu zrobiliśmy, rozpozna jedynie ten, kto się na tym zna - mówi Pyda. - Problem polega na tymf że właściciele tego budynku są wciąż zestresowani tymf że każdy przychodzi i dziwi się, że tu nic nie jest zrobione. A zostało zrobione mnóstwo.

Wszystkie prace wykonała lokalna grupa ludzi. Gdyby właściciele w latach 90. podjęli decyzję o wpuszczeniu do hotelu dużych firm i pozostawieniu tylko fasad, budynku Bazaru by dzisiaj nie było, a na pewno nie ocalałby w takim kształcie, w jakim jest obecnie. Dlatego pomysł Anglików nie miał szans realizacji. - Jakiś Sheraton wziąłby to/ co przodkowie dzisiejszych właścicieli kurczowo trzymali, nie poddając się przeciwnościom - mówi Wojtek Łakiński. - Wcale im się nie dziwię, że podjęli taką decyzję. Wnętrza byłyby nijakieJ nie powstałby budynek, który daje poczucie autentyczności, a to się czuje, kiedy zaczyna się po tych wnętrzach chodzić. W takich realizacjach fasadowych nawet nie trzeba trzymać się dawnych kondygnacji, poziomów, można zrobić tak, że dawna fasada jest tylko kurtyną, a za nią stoi nowoczesny budynek ze stali i szkła. Tu tak się nie stało, jest niepowtarzalna bryła, w której można zrobić niezłą rzecz.

N owe w starym Dokładnie nikt jeszcze nie policzył, ile procent starego budynku zostało w nowym. Ale ten gmach ciągle jest starym Bazarem. To nie jest tylko adres, sporo dawnej substancji ocalało. - Dzisiaj, gdybyśmy stawiali ścianę zewnętrzną, nie budowalibyśmy takiej grubej jak ta, tylko postawilibyśmy znacznie cieńszą, bo są na to środki, żeby ona była cienka, ciepła i niosła wszystko to/ co ma nieść. Sukcesem tego budynku jest to/ że on ciągle te grube mury ma - opowiada Wojtek Łakiński. - Tradycja tego hotelu istnieje bardziej w literaturze niż w rzeczywistości. Pokolenie naszych rodziców wie, co to jest Bazar, ale jego za chwilę już nie będzie. A czy nasze pokolenie wie, co to jest Bazar? Podstawowy problem i podstawowe pytanie, to jak kreować ten hotel, jak zrobić bilans ekonomiczny. - To jest też problem dla nas, bo od tego zależy, jak go zaprojektować - mówi Zbigniew Pyda. - Z tego hotelu nie da się zrobić hotelu masowego. I to nie jest problem gwiazdek. Zrezygnowaliśmy z basenu. Nawet próbowaliśmy go gdzieś

Ryc. 6, 7. Hol bazarowy, rysunek W Łakińskiego i stan obecny

Danuta Książkiewicz-Bartkowiakumieścić, ale stwierdziliśmy, że on się nigdy nie zwróci. Są na świecie hotele, które nie mają ani SPA, ani basenu, a wszystkie pokoje są zarezerwowane na pięć la t z góry. Projekt będzie ewoluował tak długo, dopóki nie znajdzie się ktoś, kto będzie tym hotelem zarządzał. Jeżeli właściciele zdecydują, że oddają go do jakiejś sieci, to każda z nich ma swoje standardy, np. wielkość pokoi. Zbigniew Pyda i Wojtek Łakiński zaprojektowali mnóstwo rzeczy, które mogą być, ale nie muszą. W hotelu cały czas pracuje ekipa budowlana i realizuje te elementy projektuJ które trzeba zrobić niezależnie od tego, w jakim kierunku inwestycja ostatecznie pójdzie. To prace neutralneJ niezwiązane z ostatecznym kształtem hotelu. - Biznesowo to bardzo trudny problem, zrobić hotel tej klasy w takim mieście jak Poznań - mówi Wojtek Łakiński. - Gdyby to był Kraków czy Warszawa, to w ogóle nie byłoby się nad czym zastanawiać. Albo gdyby to był np. jeden z hoteli sieciowych, których rodzina Twardowskich ma jeszcze 10/ to można byłoby założyć, że on nie będzie przez jakiś czas generował dochodów, bo inne będą na niego zarabiały. W przypadku Bazaru nie ma alternatywy - właściciele stoją przed koniecznością podjęcia ostatecznej decyzji: startujemy. Bez uderzenia finansowego nie będzie kurtyny. Ale to wszystko się powoli porządkuje, bardzo wiele jest już zrobioneJ inne są obecnie warunki zewnętrzneJ jest wola, żeby rzeczywiście ruszyć, jest coraz większe parcie i to może nastąpić niedługo.

Uniknąć samobójstwa W Krakowie w śródmiejskiej kamienicy otwarto niedawno Hotel Stary na bardzo wysokim poziomie, nawet jak na Kraków, w bardzo ekskluzywnej sieci hoteli europejskiej. To jest tzw. hotel butikowy, nie standardowy, w którym wnętrza nie podlegają unifikacji, mają nietypowe rozwiązania, zaskakują gości, każde pomieszczenie może być inne. To hotel na małą skalę, ma ok. 30 pokoi. Został odremontowany w pół rokuJ chociaż wykonawca zastał zniszczoną, zdewastowaną kamienicę, w której trzeba było wymieniać stropy. - Cała inwestycja kosztowała ok. 120 mln zł, a to jednaJ niewielka kamieniczka. Nie da się jej porównać do Bazaru. Myśmy jeszcze w ogóle nie zrobili projektu wnętrz hotelu, ale być może warto pójść w stronę takiego hotelu butikowego, tylko w większej skali - mówi Wojtek Łakiński. Konserwator wychodzi z założenia, że należy odtworzyć to/ na co stan wiedzy pozwala. I pokazuje zdjęcia. A tak naprawdę ze starego wnętrza zachował się hol, a właściwie jego eliptyczny kształt, i kawałek klatki schodowej, stąd wiadomo/ jak wyglądała. Kamień na stopniach jest bardzo zniszczony i prawdopodobnie trzeba będzie go wymienić, choć zostaną podjęte próby jego renowacji. Jest już wypiaskowana balustrada. W holu trzeba odtworzyć plafon, czyli świetlik nad całym pomieszczeniem. Sala Biała jest zrekonstruowana. Autorką bardzo pięknych rysunków puttów jest architekt Edyta Krysman, specjaliści z PKZ-etów je perfekcyjnie wykonali. - Naszym zadaniem było zaplanowanie sposobu obsługi tej sali, powiązania jej z nowoczesną techniką - wentylacją, klimatyzacją - mówią Łakiński i Pyda. - Decydowaliśmy, jak i którędy poprowadzić instalacje i cały czas mamy nadtym nadzór. Ostatnio robili próbki pilastrów, które są wykonywane ze stiuków. Zrobienie takiego sztucznego marmuru to żmudna i bardzo pracochłonna technika. Pilastry są nałożone na tynk. Obecnie trwają próby kolorystyczne. Wkrótce będziemy musieli zrobić podłogę. Ostateczny koloryt tej sali będzie zależał od nas. Rozmawiamy z miejskim konserwatorem, poprosiliśmy o współpracę scenografa Ryszarda Kaję, który ma duże doświadczenie w takich dużych kubaturowo wnętrzach. Bo to nie jest standardowe pomieszczenie, to jest gigant, który ma 9 m wysokości. Kaja zrobił rysunki scenograficzneJ bardzo fajne w klimatach/ zobaczymy, co z tego wyjdzie. Na razie zrobimy próbki i przymiarki kolorystyczne. Nie wiemy jeszcze, w jakim kolorze zrobić tę salę, bo ona się nazywała Biała, a wcale biała nie była. Biała tak naprawdę była sala w Resursie Kupieckiej i może przeniesiono tę nazwę na nowo budowaną salę.

To będzie sala do zadań specjalnych. Goście hotelowi pewnie w ogóle nie będą do niej wchodzić, chyba że przyjadą na kongres. Być może w 2010 roku odbędzie się w niej inauguracyjny koncert Konkursu Wieniawskiego. Pierwsze rozmowy na ten temat z właścicielami Bazaru prowadzi Andrzej Wituski. Nie ma jeszcze ostatecznego projektu wnętrz hotelu. Architekci wciąż zastanawiają się nad kwestią wystroju - czy to ma być styl art deco, nowoczesny, ultranowoczesny... Tymczasem jest zrobiona elewacja, wstawiono okna, jest przestrzeń, w którą trzeba postawić ścianki działowe. Decyzje co do zagospodarowania hotelowych pomieszczeń zostaną podjęteJ kiedy pojawi się jasna wizja wystroju wnętrz, posadzek, ścian. - Nieśmiało rysowaliśmy sobie pierwsze próby pokoju hotelowego - mówią Łakiński i Pyda. - Chcemy uniknąć rekonstrukcji, bo tak na

Ryc. 8. Wnętrze sali balowej, projekt Ryszard Kaja

Danuta Książkiewicz-Bartkowiak

Ryc. 9. Elewacja projektowanego budynku kuchni. Ze zb. ASPA & ZAPA. Biuro Architektoniczne.

prawdę nie wiemy, jak to wyglądało. Wprowadzimy co najwyżej jakieś akcent y/ elementy. Będziemy robili stiuki, ale to nie będzie rekonstrukcja, to będzie opowiadanie na temat stiuków, bo trudno zrobić hotel Bazar bez takich elementów. Dawne wnętrza były surowe i prosteJ na podłogach położono parkiety przykryte dywanem, meble prawdopodobnie były eklektyczneJ robione taśmowo, to nie był jakiś specjalny design, z intarsjami. Może był jakiś gabinet, gdzie stały lepsze komody, natomiast generalnie przed wojną hotel był urządzony prawdopodobnie tzw. hotelówką, czyli istniały, jak dzisiaj, wyspecjalizowane firmy, które robiły meble dla hoteli z katalogu. Nie wszystkie pokoje miały łazienki. Pyda i Łakiński mają do urządzenia ponad 50 pokoi. Zdają sobie sprawę, jak trudno zrobić mebel, który by nie był kiczem i spełniał standardy hotelu. - Przecież nie zrobimy podróbki, bo to będzie samobójstwo - mówi Wojtek Łakiński. - Nie będziemy mówili, że ten mebel, który zrobił na tokarce stolarz ze Swarzędza/ to dziewiętnastowieczne łóżko. Nasza wizja ciąży raczej ku nowoczesności, ale gość musi mieć świadomość, że znajduje się w starych, odrestaurowanych wnętrzach, musi czuć/ że jest w starym budynku. Myślę, że gdzieś pojawi się jakiś dobry, stary, oryginalny mebel, np. w apartamentach. Ten hotel jest skazany

Ryc. 10. Projekt przekroju budynku Bazaru. Ze zb. ASPA & ZAPA. Biuro Architektoniczne.

na pewien poziom, nie można z niego zrobić hotelu trzygwiazdkowego, lepiej go wcale nie robić. On jest skazany na taki design, który przyciągnie klientów, i pójście na skróty może oznaczać totalną klapę. W piwnicach nowej części Bazaru architekci planują urządzenie sal konferencyjnych/ SPA i częściowo zaplecza kuchennego. - To może być jeszcze kawał dobrej zabawy - mówi Zbigniew Pyda. - Myślę, że zaprosimy do współpracy młodych designerów, plastyków, bo to działka, która trochę wykracza poza sferę czysto architektoniczną. Pyda i Łakiński są w komfortowej sytuacji. Bazar realizuje wszystkie ich pomysły. Nie można sobie wyobrazić bardziej sprzyjających warunków do pracy. To, co robią, ma sens i właściciele o tym wiedzą. Po 15 latach współpracy doskonale znają możliwości realizacji swoich wizji. - Rysować to my sobie możemy wszystko, żaden problem, problemem jest, jak to zrealizować - mówią. - Jest różnica między tymf czego byśmy chcieli, jak byśmy to widzieli, a tymf jakie są możliwości. Jeżeli jednak spotkamy się z życzeniem, żeby zmodyfikować projekt do poziomu trzech gwiazdek, to zrozumiemy tę decyzję. Architekt musi dostosować projekt do możliwości finansowych inwestora.

Coś na boku, żeby żyć Są moment y/ kiedy Pyda i Łakiński czują pewne zmęczenie Bazarem. Siedzą nad planami tego budynku 15 lat, zrobili ok. 200 alternatywnych wersji. Budowa trwa bardzo długo i nie mają już takiego świeżego spojrzenia na ten obiekt, jak wtedy, kiedy pojawili się tu po raz pierwszy. Stąd pomysł, aby zaprosić do współpracy innych, szczególnie do wystroju wnętrz. - Ten projekt jest już przez nas zajeżdżony. Myśmy to naprawdę przeżuli, przeżarli na wszystkie możliwe sposoby. Ale gdyby teraz jakiś inny architekt chciał to jakoś inaczej poukładać, to nie wiem, czy to miałoby sens...

Danuta Książkiewicz-Bartkowiak

- Jednak to nie tak, nie żyjemy tylko z Bazaru, układając 50 pokoi na wszystkie sposoby przez 15 lat - mówią zgodnie. - W tym czasie zrobiliśmy trochę mieszkaniówki, czyli normalnych budynków wielorodzinnych, małe fabryczki, dom Kulczyków, teraz projektujemy 12 tys. m 2 powierzchni biurowych, park technologiczny. To też trudny temat, ale to już zupełnie inna bajka. W latach 90. dostali zlecenie na rewitalizację kamienicy na Starym Rynku, tej, w której działa Gospoda Pod Koziołkami. Ze starego budynku pozostały tylko fasada, stropy i klatka schodowa, powstały zupełnie nowe kondygnacje i układ wnętrz. Zbigniew Pyda nadzorował przebudowę kamienicy przy Św. Marcinie, jednego z najlepszych przykładów secesji w Poznaniu. Na parterze powstał salon optyczny znanej niemieckiej firmy. - To są realizacje w samym sercu miasta, których de facto nie widać. Ale to najtrudniejsze temat y/ jednocześnie słabo opłacane i bardzo czasochłonneJ bo zanim zaprojektujesz cokolwiek, musisz iść na budowę, zmierzyć stan aktualny, narysować i wtedy dopiero patrzeć, czy to się da zrobić - mówi Łakiński. - Takie projektowanie, jakie my uprawiamy, nie ma nic wspólnego z projektowaniem w szczerym polu. Jesteśmy wpakowani w takie klimat y/ uchodzimy za facetów, którzy potrafią w starą substancję wpisać nową historię. - Znaleźć odpowiedź, jak to zrobić i staremu nadać nową jakość - dodaje Zbigniew Pyda. - Architekci w naszym wieku już tak emocjonalnie nie przeżywają każdego projektuJ ale w dalszym ciągu to/ co robimy, robimy z przyjemnością. A Bazar trudno przebić czymś innym.

Powyższy artykuł jest częścią publikacji Kronika Miasta Poznania 2008 Nr2; Bazar dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.
Do góry