HARLAMOWIEZ GÓRCZYNA

Kronika Miasta Poznania 2002 Nr1 ; Górczyn

Czas czytania: ok. 18 min.

ANNA ZIÓŁKOWSKA

Djawienie się Żydów w Górczynie w XIX wieku, poza ich tradycyjnym skur piskiem w rejonie Starego Rynku (choć zaznaczyli swoją obecność także w odleglejszych od historycznego centrum dzielnicach Poznania, na Jeżycach czy Łazarzu), potwierdzają wyniki przeprowadzonych spisów powszechnych ludności prowincji pruskiej. Spis ludności z 1843 roku wykazał, że wśród mieszkańców Łazarza i Górczyna nie notowano jeszcze Żydów, ale już wyniki spisu z 1871 roku pokazują, że w Górczynie, wtedy podmiejskiej osadzie Poznania, mieszkało ich siedmiu. W 1885 roku liczba Żydów górczyńskich wzrosła do 12, a 10 lat później wynosiła 32 osoby. Po uchwaleniu w 1900 roku przez sejm pruski decyzji o wcieleniu do Poznania Łazarza i Górczyna zauważamy dynamiczny przyrost ludności żydowskiej w nowych dzielnicach Poznania - w 1905 roku łączna liczba Żydów w tym rejonie miasta wynosiła 100 osób, a w 1910 roku - już 146 osób l .

Nie ma jak dotąd przekonywujących dowodów na to, że pierwsi Żydzi, którzy osiedlili się w XIX wieku na Górczynie, to Harlamowie. Za pierwszego znanego członka tej rodziny, który zamieszkał na Górczynie, należy uznać Heimanna Harlama, zajmującego się rolnictwem, który przeniósł się tutaj około 1854 roku z Kórnika 2 . Harlamowie zamieszkali na kupionej parceli przy zbiegu dzisiejszych ulic Głogowskiej i Górki. To tu rodziło się kilka pokoleń rodziny Harlamów. Harlamowie z Górczyna nie byli jedynymi w tym czasie członkami tej rodziny w Poznaniu. Jeszcze przed osiedleniem się na Górczynie można odnotować ich obecność w mieście i to od co najmniej pierwszej połowy XIX wieku. Nieustalony z imienia Harlam, zajmujący się krawiectwem, mieszkał przy ul. Szerokiej l (obecnie Wielka), natomiast Rozalia (z domu Marguly), także trudniąca się krawiectwem, mieszkała przy dzisiejszej ul. Św. Wojciecha 46. Kilka lat później odnajdujemy krawca Alberta Harlama przy ul. Kramarskiej. Tenże sam Albertrozszerzył następnie swą działalność kupiecką w mieście na handel odzieżą. Część rodziny zamieszkała przy ul. Żydowskiej zajmowała się z kolei handlem rybami. Z czasem przenieśli się oni w rejon Małych Garbar i ul. Masztalarskiej3. Gospodarstwo na Górczynie przejął syn Heimanna Max, urodzony w 1845 roku w Koninku w powiecie śremskim, którego pierwszą żoną została Żydówka, Julia z domu Kędziora. Z małżeństwa tego urodziły się na Górczynie dzieci - w 1878 roku pierworodny syn Alfred i kolejne: Bertha (wydana za Josepha Eliasa), Pelix, Leo, Dinna (poślubiła kupca Salli Schmollera, oboje zamieszkali przy ul. Głogowskiej 70), Prieda (późniejsza Arthurowa Oelsner), Ludwik i ostatni syn Józef. Po śmierci pierwszej żony Max Harlam poślubił urodzoną w Witkowie Dorchen, córkę kupca Lessera i Berty Liebermann. Z tego związku urodzili się dwaj synowie: Julius (zamieszkał później w Berlinie) i Martin, który do czasu wybuchu wojny mieszkał na Górczynie, w domu rodzinnym należącym wówczas do brata Pelixa. Na zajmowanej przez Maxa Harlama parceli o powierzchni 5 tys. 350 m 2 rozrzuconych było kilka dwu- i trzyizbowych budynków mieszkalnych, a także zabudowania gospodarcze: stajnia, stodoła i wozownia 4 . Do Maxa należały także grunty rolne w Pabianowie i przy tzw. Szosie Okrężnej (stąd w zapisach urzędowych figuruje jako Grundbesitzer - właściciel gruntów, Wirt - gospodarz czy też Landwirt - rolnik). Jako właściciel furmanek zajął się ponadto przewozem towarów w mieście. Transportem konnym zajmowali się też inni członkowie rodziny Harlamów , np. brat Maxa Isaak, właściciel domu przy Wielkich Garbarach 33, był nie tylko kupcem, ale także spedytorem. Trudnili się tym również nieustalony z imienia Harlam zamieszkały przy ówczesnej Sandstrasse (ul. Piaskowa), a także Wiktor, właściciel domu przy Wielkich Garbarach 18 5 . O sytuacji materialnej górczyńskiej rodziny Harlamów świadczy m.in. testament sporządzony 4 maja 1916 r. przez Maxa (zmarłego rok później) i Dorchen Harlamów (zmarła w 1929 roku). Testament przewidywał liczne legaty przede wszystkim dla dzieci, które obdarzone zostały łącznie m.in. 105 tys. marek w gotówce. Wobec córek rodzice okazali się mniej hojni, zapisując im znacznie mniejsze kwoty pieniężne. Wyraźnie większą darowiznę otrzymali dwaj synowie z drugiego małżeństwa. Głównym spadkobiercą został syn Pelix, który stał się właścicielem działki na Górczynie - w okresie międzywojennym wartość działki wyceniono na 25 tys. zł -i ziemi w Pabianowie 6 . Nieznane są powody, dla których gospodarstwa na Górczynie nie objął naj starszy syn Maxa z pierwszego małżeństwa Alfred. Ustalono natomiast, że w 1895 roku przeniósł się on z domu rodzinnego do domu stryja Isaaka przy Wielkich Garbarach 33, po czym wyjechał do Berlina. W 1914 roku wrócił na Górczyn, a dwa lata później został zmobilizowany. Po wojnie, już jako kupiec, przeniósł się ostatecznie do Berlina. Także młodszy syn Maxa Leo, od 1908 roku prowadzący hurtownię tytoniu oraz sprzedaż papierosów przy Starym Rynku i przy dzisiejszych ul. Woźnej i Al. Marcinkowskiego, przeprowadził się w 1920 roku, wraz z żoną, synem i córką, do Berlina. Kolejny syn Ludwik osiadł we Wrocławiu. Należy przy tym zaznaczyć, że opuszczanie miasta przez Żydów i przenoszenie się do Niemiec w latach 1918-20, a więc u progu II Rzeczypospolitej, było zjawiskiem powszechnym 7 .

Anna Ziółkowska

Nic nie wiemy o dzieciństwie i młodości urodzonego w 1881 roku Feliksa (w dokumentach niemieckich pisano Felix)8. Poznajemy go już jako dorosłego mężczyznę, który w wieku 40 lat, 4 maja 1921 r., zawarł w Rogoźnie związek małżeński z Metą Mode, córką kupca Abrahama, urodzoną w 1891 roku w Rogoźnie. Z tego związku urodziło się dwoje dzieci: syn Maksymilian Arno (zwany Maxem, ur. 10 stycznia 1925 r.) i córka Leonia (zwana Lonią, ur. 25 maja 1926 r.)9. Szczęście rodzinne przerwała w dniu 24 września 1936 r. śmierć Mety Harlam. Jej pogrzeb na cmentarzu żydowskim u zbiegu ulic Głogowskiej i Śniadeckich stał się wielkim wydarzeniem na Łazarzu. "Pogrzeb pani Harlamowej został zorganizowany z takim rozmachem i pompą, że stał się wręcz spektaklem. Obserwowaliśmy go z balkonu. Najezdni rozłożono czerwony chodnik. Po nim poruszał się karawan i liczne powozy. Panowie w strojach wizytowych, w czarnych kapeluszach lub cylindrach, w białych rękawiczkach. Na kilkanaście metrów przed wejściem na cmentarz trumnę zdjęto i panowie w cylindrach wnieśli ją w bramę cmentarza. Wszystko w ciszy bez muzyki, bez żadnych płaczek, żadnych krzyk , ,,10 ow . Nie znaleziono co prawda urzędowego potwierdzenia zawarcia powtórnego małżeństwa przez Feliksa Harlama, jednakże w wykazie Żydów deportowanych w grudniu 1939 roku z Poznania do Generalnego Gubernatorstwa figuruje nazwisko Pauli Harlam z domu Mode, urodzonej 5 października 1884 r. w Rogoźnie, jako żony Feliksa. Po objęciu gospodarstwa Feliks Harlam zajął się handlem bydłem i końmi.

Prowadził także drobną działalność handlową, sprzedawał mleko i inne produkty. N adto dzierżawił 42 morgi ziemi położone przy ul Kopanina, a należące do poznańskiej gminy żydowskiej. Wartość dzierżawionego gruntu ustalono na sumę 55 tys. zł, od której to sumy płacił gminie dzierżawę. Był także właścicielem gruntów położonych po południowej stronie ul. Palacza, na wysokości ul. SłoneczneJ. W tym czasie znacznie poprawiły się warunki mieszkaniowe rodziny. Ukończono stojący do dzisiaj okazały dom narożnikowy przy zbiegu ulic Górki i Marszałka Focha (27 listopada 1929 r. dotychczasowy adres zamieszkania zmieniono z ul. Górki l na ul. Marszałka Focha 149/151). W tym domu pod koniec lat 30. mieszkało łącznie 11 osób z tej rodzinyli. U Harlamów znalazło zatrudnienie wielu polskich mieszkańców Górczyna.

Już w 1900 roku przy ówczesnej Kesselstrasse mieszkali polscy robotnicy J. Aniołek i J. Baranowski, którzy prawdopodobnie u nich pracowali. W późniejszych latach, aż do wybuchu wojny, Harlam na stałe bądź sezonowo zatrudniał w prowadzonym przez siebie gospodarstwie na Kopaninie i na Górczynie okolicznych mieszkańców, o których wykazywał szczególną dbałość. W powszechnej opinii mieszkańców Górczyna Harlamowie uchodzili za bogatych Żydów. Nie przeceniając wartości majątku Feliksa Harlama, można go uznać raczej za zamożnego człowieka wśród żydowskiej ludności Poznania. Pamiętać przy tym należy, że majątki Żydów poznańskich były nieporównywalnie mniejsze od tych, które posiadali żydowscy mieszkańcy np. przedwojennej Łodzi. Sytuacja majątkowa Feliksa Harlama systematycznie ulegała poprawie.

Ryc. 1. Gospodarstwo Harlamów przy narożniku ul. Głogowskiej i Górki. Plan z akt Towarzystwa Ubezpieczeń Ogniowych z 1894 r. Dom mieszkalny (la) przy ul. Górki, stajnia (lc), budynek z cegły (le) stajnia lub szopa. Ze zb. APP.

W 1936 roku jego dochód roczny wynosił 12 tys., a w 1938 roku już 18 tys. zł. Taki wzrost dochodu wpłynął na zwiększenie ponoszonych przez niego świadczeń podatkowych na rzecz gminy żydowskiej. Przy nieznanym dochodzie w 1933 roku składka roczna wyznaczona Harlamowi wynosiła 150 zł, w 1936 - 360 zł, w 1938 roku osiągnęła już 540 zł 12 . To z kolei plasowało go w gronie zaledwie kilkunastu osób płacących tak wysokie sumy składkowe. Ze składek tych gmina przeznaczała część kwoty m.in. na utrzymanie bądź wspomaganie swych zakładów opiekuńczych w mieście. Feliks Harlam szczególne angażował się w działalność charytatywną na rzecz Żydowskiej Gminy Wyznaniowej, co przy zróżnicowanym stanie materialnym

Anna Ziółkowska

miejscowej społeczności stanowiło jedno z ważniejszych zadań gminy żydowskiej w Poznaniu. Jego nazwisko odnaleźć można w zarządach wielu instytucji opiekuńczych działających w mieście. Podkreślić należy przy tym, że potrzeba opieki i służenia wsparciem potrzebującym była kontynuacją działalności zapoczątkowanej wcześniej przez innych przedstawicieli tej rodziny, np. stryj Feliksa Isaak w latach 1903-13 był członkiem poznańskiego Israelischer Armen- Hilfs- Verein zu Posen 13. Feliks Harlam został m.in. członkiem zarządu jednej z najstarszych organizacji opiekuńczych w mieście (założonej w 1854 roku), Izraelickiego Towarzystwa Pielęgnowania Chorych i Wyprawiania Pogrzebów, którego statut został zatwierdzony przez władze województwa poznańskiego w grudniu 1929 roku. Działający w towarzystwie mieli za zadanie "wspieranie miejscowych i przyjezdnych ubogich datkami pieniężnymi, w razie potrzeby umieszczanie ubogich w szpitalu, odwiedzanie chorych i odmawianie modlitw według rytuału przy zgonie". Harlam zobowiązany został także do aktywnego udziału w pogrzebach członków gminy i rytualnym ich grzebaniu 14 . W dniu 28 grudnia 1933 r. Feliks i jego przyrodni brat Martin wstąpili do założonego jeszcze w 1808 roku Stowarzyszenia Przyjaciół Dobroczynności w Poznaniu. Organizacja ta uznawana była za elitarną i grupowała mężczyzn wyznania mojżeszowego mieszkających w Poznaniu i cieszących się nieposzlakowaną opinią. Harlamowie włączyli się w działalność stowarzyszenia, którego celem było administrowanie nieruchomością przy ul. Dominikańskiej 7, zakupioną przez tę organizację w 1864 roku, a także utrzymanie domu modlitwy usytuowanego w tym budynku. Członkowie stowarzyszenia zobowiązani zostali nadto do uroczystego obchodzenia rocznicy śmierci korporanta 15. Feliks Harlam wchodził także w skład władz administracyjnych Fundacyjnego Schroniska dla Starców i Zniedołężniałych im. Salomona Beniamina Latza, które mieściło się przy ul. Żydowskiej 15/18. Zakład ten, założony w 1847 roku, przeznaczony był dla zniedołężniałych osób wyznania mojżeszowego liczących powyżej 60 lat. Przeciętnie przebywało w nim około 40 osób 16 . Z chwilą wybuchu wojny Feliks polecił wydanie okolicznym mieszkańcom produktów rolnych zmagazynowanych w jego gospodarstwie. Wkrótce rodzina Harlamów podzieliła los wielu poznańskich rodzin żydowskich. W dniu 11 grudnia 1939 r. gestapo zobowiązało gminę żydowską do zebrania wszystkich Żydów zamieszkujących w tym czasie w Poznaniu i stawienia się w dzielnicy Główna w Poznaniu, gdzie mieścił się obóz (Internierungslager Głowno) przeznaczony dla przesiedlanych mieszkańców Poznania i okolic do Generalnego Gubernatorstwa. Jak wspominają starsi mieszkańcy Górczyna, Harlamowie wyruszyli w tę drogę własną powózką, żegnając się z nimi słowami: "Zostańcie z Bogiem, Gór. ." czynianie . Zgromadzonych umieszczono w baraku z napisem "Fur Isaak, fur Sara".

Wszyscy pozbawieni zostali mienia i do obozu trafili tylko z ręcznym bagażem.

Każdy mógł mieć przy sobie jedynie 50 zł. Bezpośrednią wywózkę poprzedziło fotografowanie Żydów przez przybyłych specjalnie w tym celu niemieckich fotografów. W dniu 13 grudnia 1939 r. Feliks Harlam z żoną Paulą i dwójką dzieci Maxem i Lonią oraz blisko 800 poznańskimi Żydami transportem kolejowym zo

6)

Ryc. 2. Dawna posesja rodziny Harlamów, z lewej budynek szopy z 1882 r., po prawej fragment nowego domu Harlamów z 1929 r., fot. z 1968 r. J. Korpal. Ze zb. MKZstali wysiedleni do Generalnej Guberni. Stację docelową, na której wysadzono transport Żydów, wyznaczono w Brzeźnicy, skąd wszystkich skierowano do odległego o około 10 km od stacji miasteczka Ostrów Lubelski 17 . Przybyłych umieszczono m.in. w synagodze i mykwie, inni znaleźli schronienie u miejscowych rodzin. Wysiedlanie Żydów z Poznania w transporcie grudniowym w 1939 roku, w którym znalazło się czworo członków rodziny Harlamów , opisuje wywieziona również w tej grupie Lisbeth Judelowitsch- Brodie, która wspomina: "Zebrano nas i zamknięto w szopie (...). Zostaliśmy dokładnie "zbadani" i wszystko co z małych kosztowności jeszcze posiadaliśmy, nawet obrączki, zniknęło w kieszeniach Niemców. W tym transporcie znajdowali się ci najbardziej bezbronni, ponieważ kto mógł, uciekł. Następnego dnia załadowano nas do pociągu (...). Po długiej podróży dotarliśmy na pustkowie utopione w śniegu. Po raz pierwszy słyszałam wtedy słowa: "Alle raus!" Staliśmy z naszymi tobołkami na głębokim śniegu. Pojawiło się kilka furmanek dla chorych i starych (...). Reszta rozpoczęła marsz (...). N ad ranem zobaczyliśmy chaty. Byliśmy w Ostrowie Lubelskim i zostaliśmy przydzieleni do poszczególnych domów. Panowały przerażające wak ."18 ru nI. Dzień deportacji członków rodziny Harlamów w grudniu 1939 roku do Generalnego Gubernatorstwa kończy blisko stuletnią ich obecność na Górczynie.

Anna Ziółkowska

J ak dotychczas nie udało się ustalić dalszych ich losów. Po wojnie nikt z nich nie powrócił do Poznania. Nie wiemy nic o życiu codziennym tej rodziny, poza ich pracą i działalnością dobroczynną. Nie wiemy, gdzie dzieci Feliksa Harlama pobierały nauki, choć wiemy, że nie stroniły od polskich rówieśników. Próby dotarcia do ewentualnie żyjących członków tej rodziny nie przyniosły jak dotąd oczekiwanych efektów. Czy ktoś pamięta Harlamów z Górczyna?

PRZYPISY:

1 Statistische Monatsberichte der Stadt Posen. 1 Jahrgang April1905 bis Marz 1906, s. 67; Mieczysław Kędelski, Ludność Łazarza i GórczYna w XIX i na początku XX wieku, "Kronika Miasta Poznania", 3/98, ss. 10,12 i 14.

2 Archiwum Państwowe w Poznaniu (dalej: APP), Prezydium Policji, 5071, k. 204 i 205.

3 Adress- Kalender fur Stadt Posen auf das fahr 1848 r; Posener Wohnungs-Anzeiger auf das Jahr 1855.

4 APP, Towarzystwo Ubezpieczeń Ogniowych, Poznań, 1829.

5 Adress und Geschafts- Handbuch der Stadt Posen, 1879; Wohnungs- u. Geschafts-Anzeiger der Stadt Posen, 1887; Adressbuch der Provinzial-Hauptstadt Posen, 1904. 6 APP, Amtsgericht Posen, 3210.

7 APP, Akta miasta Poznania, 14497.

8 APP, Księga miejscowa urodzin, akt urodzenia nr 89 z 5 VIII 1881 r., z którego wynika, że Max Harlam, "właściciel gruntów", zgłosił urodzenie w dniu 29 VII 1881 r. na Górczynie syna Felixa; ibidem, Księga ewidencji ludności, 14 487, błędnie podana data urodzenia 24 IX 1881 r.; Instytut Zachodni w Poznaniu (dalej: IZ), Dok I - 699. W Wykazie Żydów deportowanych Z Poznania do Generalnego Gubernatorstwa podano, iż F. Harlam urodził się 26 VII 1881 r. 9 Urząd Stanu Cywilnego (dalej: USC) Poznań, akt urodzenia nr 1651 z dnia 3 X 1931 r.

oraz akt urodzenia nr 1425 z 29 V 1926 r. 10 USC Poznań, akt zgonu nr 1534 z dnia 24 IX 1936 r.; Krystyna Grodzka-Wolny, Święty Łazarz moich dziadków i pradziadków, "Kronika Miasta Poznania", 3/99, s. 204. 11 APP, Akta miasta Poznania, 11684, k. 39; 15 409.

12 Ibidem, 11 686.

13 Ibidem, 3905.

14 Ibidem, 11 691, k. 3.

15 APP, Urząd Wojewódzki Poznański, 1298, k. 8; ibidem, Akta miasta Poznania, 11 684, kk. 24-25 i 27; 15 409.

16 APP, Akta miasta Poznania, 11 688, k. 30.

17 IZ, Dok. I - 699; Janina Kiełboń, Migracje ludności w dystrykcie lubelskim w latach 1939-1944, Lublin 1995, s. 132.

18 Poznań - Memories, Izrael 1994, relacja w języku niem. Lisbeth Judelowitsch-Brodie.

MAŁGORZATA WYSzyŃSKA

W anda Szymańska zna Górczyn na pamięć. Każdy dom i każdą ulicę. Ten obecny i ten, którego już nie ma. Wie, gdzie 80 lat temu mieszkał dyżurny ruchy górczyńskiego dworca pan Kacper Mikołajczak i gdzie stał dom Żyda Harlama. Gdzie mieściły się oranżerie i gdzie zbudowali swoje skromne domki bezrobotni. Tu się urodziła i wychowała jej matka, córka górczyńskich gospodarzy, tu - w domu dziadków - urodziła się ona sama i piątka jej rodzeństwa. Na Górczynie poznała przyszłego męża i w górczyńskim kościele wzięła ślub. Na tutejszym cmentarzu leżą wszyscy jej bliscy - rodzice, teściowie, mąż.

Spódnice na watówce W połowie lat 80. XIX wieku dziadkowie Wandy Szymańskiej, Antoni i Anna Czajkowie, kupili przy obecnej ul. Sielskiej na Górczynie dwie parcele o numerach 22 i 24, z domem i ogrodem. Posiadłość nabyli od gospodarzy Kaczmarków. Dom był piętrowy, murowany, otynkowany na biało. Na parterze mieściły się kuchnia i pokój, a na piętrze dwa j ednopokoj owe mieszkania, każde z kuchnią. Nazwisko Czajka znane jest w Górczynie od dawna. Walenty Czajka w 1836 roku brał udział w wyborach sołtysa i głosował na Macieja Palacza. Czy jednak dziadek Antoni wywodził się z tej właśnie rodziny, tego pani Wanda nie wie. Antoni Czajka miał spore gospodarstwo, stajnie, chlewy, obory, stodołę, a nawet własny maneż, z którego korzystali sąsiedzi. Ziemię uprawną, rozciągającą się między dzisiejszymi ulicami Krauthof era i Hetmańską, dzierżawił od rodziny Schneiderów. Na zakup własnej nie starczyło już pieniędzy.

Antoni urodził się w Poznaniu. Był dużym mężczyzną z sumiastym wąsem.

Rozpierała go energia, lubił żarty. Babcia Anna, z domu Mańczak, nieduża i drobna, miała łagodne usposobienie i nigdy nie podnosiła głosu. Nosiła się

Małgorzata Wyszyńska

z bamberska. Wanda Szymańska pamięta jej falujące spódnice na watówce i misternie haftowane, płócienne chusty. Czajkowie mieli tylko jedną córkę, Magdalenę. Na starych fotografiach gładko uczesana panna nosi, podobnie jak matka, odświętne, bamberskie stroje. W 1914 roku dziewiętnastoletnia Magdalena wyszła za mąż. Do małżeństwa doszło w wyniku swatów. Przyszłego męża Antoniego Leitgebera poznała na stypie kuzyna swojego ojca, Wiertła. Młodzi nie rozmawiali ze sobą, ale nie uszło uwadze wdowy Wiertlowej, że Antoni nie spuszczał z Magdaleny wzroku. Swym spostrzeżeniem podzieliła się z Anną. W Boże Ciało Magdalena szła w procesji Bamberek z poznańskiej Fary. N a Starym Rynku czekał na nią Antoni. Od tego czasu pojawiał się w miejscach, gdzie mógł spotkać Magdalenę. Ale znajomość nie mogła się rozwinąć, bo młodzi nie zostali sobie przedstawieni. Wreszcie wdowa Wiertlowa, za zgodą rodziców dziewczyny, przyprowadziła Antoniego na Sielską. Dwudziestopięcioletni wówczas Antoni był przystojnym mężczyzną i wziętym mistrzem murarskim, prawą ręką znanego, poznańskiego budowniczego Władysława Urbaniaka. Pochodził z Winiar, z szanowanej, bamberskiej rodziny.

Jego ojciec, Józef Leitgeber, mówił w domu po polsku, ale z silnym niemieckim akcentem. Rozmawiając ze znajomymi, chętnie używał niemieckiego. Matka, Antonina z domu Marcinkowska, też była Bamberką. Wanda Szymańska do dziś przechowuje jej przeplatany tasiemką koszyczek z trzcinowymi, czarnymi rączkami. Takie koszyczki nosiły Bamberki zamiast torebek.

Uarlam ofiarowuje ziemię Na Górczynie mieszkało wtedy wiele rodzin uważających się za bamberskie.

Gospodarzyli tu Kaiserowie, Michalscy, Latosi, Banachowie, Czyżowie. Powszechnym szacunkiem cieszyła się żydowska rodzina Harlamów. Bracia Harlamowie, Martin i Feliks, również żyli z ziemi. Dobrze im się powodziło, stać ich było na zatrudnianie pracowników. W latach 30. XX wieku przenieśli się ze swojej starej chałupy przy ul. Górki do nowo wybudowanego, trzypiętrowego domu na narożniku ulic Górki i Głogowskiej. Jeden z braci, dziś nikt już nie pamięta, który, był właścicielem gruntu na dzisiejszej pętli górczyńskiej. Kiedy w latach 30. Górczyn został odłączony od parani Matki Boskiej Bolesnej, a mieszkańcy utworzyli komitet budowy nowej świątyni, Harlam chciał ofiarować swoją ziemię pod kościół. I choć żył z miejscowymi gospodarzami w przyjaźni, Rada Kościelna nie przyjęła jego propozycji, była bowiem zdania, że nie godzi się budować katolickiego kościoła na żydowskiej ziemi. Kościół św. Krzyża powstał ostatecznie przy pobliskim pi. Zbawiciela.

Dom przy Pogodnej l lutego 1914 r. Antoni i Magdalena wzięli ślub w kościele Matki Boskiej Bolesnej przy ul. Głogowskiej w Poznaniu. W zgodzie z bamberską tradycją, ślub odbył się we wtorek, a huczne wesele (zjechało 15 bryczek z gośćmi!) trwało tydzień. Młodzi zamieszkali przy ul. Sielskiej, w domu rodzinnym Magdaleny. Wkrótce na świat przyszło sześcioro dzieci Leitgeberów: naj starsza Wanda i piątka młodszych - Halina, Marceli, Wiktor, Karol i Regina. Aby pomieścić tak liczną rodzinę, w 1928 roku Antoni przebudował piętro domu teściów, jednak bez reszty

Ryc. 3. Magdalena z Czajków Leitgeberowa z koleżankami: Balbiną z Banachów Prankiewiczową i Judkówną na odpuście w Gostyniu, fot. z lat 30. XX w. Ze zb. rodzinnych.

Małgorzata Wyszyńska

Ryc. 4. Magdalena z Czajków i Antoni Leitgeberowie w ogrodzie domu przy ul. Pogodnej, fot. z lat 30. XX w. Ze zb. rodzinnych.

pochłonięty murarką (rodzina zanosiła mu obiady do pracy!) rzadko w nim bywał. Był prawdziwym mistrzem w swoim fachu - budował poznańskie targi, PeWuKę, domy tramwajarskie na Jeżycach, domy lokatorskie przy ulicach Dalekiej, Krzywej i Andrzejewskiego na Górczynie. Często kierował budowami poza Poznaniem. W latach 30. pracował przy budowie Stomilu w Dębicy, Banku Polskiego w Ostrowie Wlkp., stawiał bloki mieszkalne w Gdyni. W 1932 roku cała rodzina spędziła tam wakacje. Wanda po raz pierwszy zobaczyła wtedy morze i obserwowała lot sterowca Grafa Zeppelina nad Sopotem. Po wojnie Antoni, jako jeden z najbardziej cenionych fachowców, uczestniczył w odbudowie poznańskiego Ratusza. Za swoją pracę dostał potem liczne odznaczenia. Tymczasem na Sielskiej wielopokoleniowej rodzinie było nadal bardzo ciasno. W 1930 roku Antoni kupił więc parcelę przy ul. Pogodnej. W Banku Gospodarstwa Krajowego wziął pożyczkę na budowę domu, którą skończył spłacać dopiero po wojnie. W 1932 roku Leitgeberowie wprowadzili się do obszernej, piętrowej willi z ogrodem. Na zdjęciu z tych lat rodzice Wandy Szymańskiej stoją w ogrodzie na tle domu. Antoni Leitgeber w białej maciejówce pali fajkę, Magdalena, w kwiecistej sukience, uśmiecha się lekko, mrużąc oczy (ryc. 4). Dzieci Leitgeberów chodziły do szkoły przy ul. Bosej (do młodszych klas) i do szkoły przy ul. Kosynierskiej (do klas starszych). W 1930 roku Wanda rozpoczęła naukę w dwuletniej Państwowej Szkole Handlowej i Przemysłowej przy ul. Zwierzynieckiej. Uczyła się haftu, szycia, projektowania ubrań i rysunku. Te ostatnielekcje lubiła najbardziej. Nauczycielka zaproponowała jej posadę modystki w domu mody w Warszawie. Wanda marzyła o tej pracy, ale ojciec się nie zgodził. Potem w prywatnej, dwuletniej szkole handlowej przy ul. Strzeleckiej zrobiła kurs księgowości, pisania na maszynie i stenografii. Ale o pracę w Poznaniu było wówczas trudno. W końcu trafiła się jej posada ekspedientki w cukierni Franciszka Kamińskiego w Al. Marcinkowskiego. Pracowała tam do zamążpójścia.

W okolicach stawu Ślom W latach 30. XX wieku atmosfera na Górczynie była rodzinna. Rodzice Wandy przyjaźnili się z rodziną Ignacego Bajerlajna, właściciela dużego gospodarstwa przy ul Kosynierskiej. W jego domu na biurku stało zdjęcie komunijne córek Leitgeberów, Wandy i Haliny. Chętnie odwiedzali Gryniów mieszkających przy ul. Palacza. Znana z rozsądku i miłego usposobienia pani Gryniowa przewodniczyła Kółku Różańcowemu Matek. Leitgeberowie utrzymywali też dobre stosunki z sąsiadującą z nimi przez ogród przy ul. Sielskiej żydowską rodziną Knitterów. Knitterowie byli właścicielami fabryczki trykotów i sklepu przy ul. Głogowskiej. Mówili w jidisz i po polsku. Mieli troje dzieci - Gertrudę, Kurta i Józefa. Najstarsza Gertruda często przychodziła porozmawiać z matką Wandy. Jako posażna panna bogato wyszła za mąż za Somerfelda, dyrektora kina Słońce przy pi. Wolności. Knitterowie sprzedali domjeszcze przed wojną i Wanda straciła ich z oczu. Szajowie, Michalscy i Grędzińscy, których gospodarstwa przylegały do ul. Gorczyńskiej, poili bydło w pobliskim, olbrzymim bajorze nazywanym "Slomem" . W lecie dzieci chodziły tam się kąpać, w zimie jeździły na łyżwach i na sankach. Dziś nie ma po nim śladu, podczas wojny zasypali je Niemcy. Mieszkańcy Górczyna lubili H ._ "" J · · . ., /' .. SIę aWIc. odczas sIe rln Iowych dożynek wozy drabimaste zaprzężone w przystrojone

VI

R 5. Poświęcenie sztandaru Kółka Różańcowego - n Ił.

[jców, sz andar !trzyma p! lomelka, oDok stoją ks skórnicki, Antoni Cząjka i jego brat Adam, fot. z lat 30. XX w. Ze zb. rodzinnych.

Małgorzata Wyszyńska

Ryc. 6. Poświęcenie sztandaru ojców, w stroju bamberskim m.in. Marysia Latosi.

Ze zb. rodzinnych.

konie objeżdżały wszystkie górczyńskie ulice. Spośród najlepszych gospodarzy wybierano dziedziczkę i dziedzica dożynek. Uroczystość, która zwykle odbywała się w ochronce przy ul. Bosej lub w szkole przy ul. Kosynierskiej, uświetniał występ kościelnego chóru. Były tańce, strzelnica z fantami i bufet z piwem. Na uroczystości poświęcenia sztandaru ojców zrzeszonych w Kółku Różańcowym zgromadziła się cała katolicka społeczność Górczyna. Na zdjęciu pierwszy proboszcz górczyńskiej parafii, ks. Władysław Skórnicki stoi obok Antoniego Czajki, jego brata Adama i sąsiada Tomelki (ryc. 5). Mimo wady wymowy na skutek rany odniesionej podczas I wojny światowej ks. Skórnicki cieszył się wielkim poważaniem wśród parafian. W1942 roku stał się jedną z ofiar represji wobec poznańskich księży. Zginął w Dachau. Górczynianie , przeważnie katolicy, byli bardzo religijni i związani ze swoim kościołem. Zanim powstał, korzystali z niewielkiej kaplicy Sióstr Miłosierdzia przy ul. Sielskiej. Co roku w pielgrzymce do Tulec koło Środy Wlkp., organizowanej przez Stanisława Szczęsnego z Kółka Różańcowego, szedł tłum wiernych. Pielgrzymi wyruszali wcześnie rano spod kaplicy przy ul. Sielskiej, do celu docierali wieczorem. Przy górczyńskich kapliczkach zawsze leżały świeże kwiaty. Na narożniku ulic Głogowskiej i Górczyńskiej stała kapliczka św. Wawrzyńca z pięknie wykonaną figurą świętego. U zbiegu ulic Górczyńskiej, Sielskiej i Kordeckiego zatrzymywano się przy kapliczce Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia. W majowe wieczory dziewczęta chodziły tam śpiewać religijne pieśni. Jeszcze inna kapliczka (prawdopodobnie Chrystusa Frasobliwego) przycupnęła na skrzyżowaniu Sielskiej i Wieśniaczej (dziś J arochowskiego). Żadna z nich nie przetrwała wojny.

Nie zachowały się też ogrodzone płotkami krzyże, z których jeden stał u zbiegu ulic Głogowskiej i Bosej, a drugi na narożniku Palacza i Głogowskiej.

Marlena w kinie Polonia Górczynianie chowali swoich zmarłych na katolickim cmentarzu ciągnącym się wzdłuż dzisiejszej ul. Albańskiej. Sąsiadujący z nim niemiecki cmentarz ewangelicki (dziś park górczyński) był znacznie bogatszy. Grobowce były marmurowe, ze złoconymi napisami. Stały tam kostnica z czerwonej cegły i domek dozorcy. Na polskim cmentarzu zmarli leżeli w zwykłych mogiłach, tylko bogatsi górczynianie stawiali marmurowe nagrobki. W czasie okupacji Niemcy chowali na cmentarzu, w dwóch masowych grobach, zgilotynowanych polskich więźniów. Wiadomość o tym przyniosła Leitgeberom Agnieszka Mieszała, kuzynka Magdaleny. Wracając z pracy, widziała, jak Niemcy podjeżdżają pod cmentarz ciężarówkami i wyładowują z nich trupy. Wzdłuż cmentarza ciągnęły się oranżerie należące do Niemców. Przed wojną matka Wandy, która uwielbiała kwiaty, wysyłała ją tam po fiołki alpejskie. W 1936 roku Stanisław Grzegorzewicz uruchomił przy ul. Dalekiej kino Polonia (obecnie mieści się tam piekarnia). Wanda oglądała w nim Ostatnie dni Pompei, W cieniu krzyża i Maroko z Marleną Dietrich.

Ryc. 7. Dom przy ul. Pogodnej zbudowany przez Antoniego Leitgebera w latach 30. XX w., fot. N. Krybus

Małgorzata Wyszyńska

Leitgeber się ugiął Wzdłuż wybrukowanej kocimi łbami ul. Głogowskiej, którą do ul. Sielskiej kursowały tramwaje, rosły czereśnie. Wokół rozciągały się pola. I choć Górczyn leżał na rubieżach Poznania, potrafił żyć własnym życiem. W latach 30. działały tu liczne stowarzyszenia: dziewczęta zrzeszała katolicka organizacja "Młode Polki" (należała do nich także Wanda), a młodzież obojga płci - drużyna harcerska im. Bartosza Głowackiego. Bardzo popularne było też Koło Przyjaciół Harcerzy, które zbierało się w szkole przy ul. Kosynierskiej. Tam Wanda poznała swojego przyszłego męża, Waleriana Szymańskiego. Początkowo nie zwracała na niego uwagi, Walerian był jednak uparty. ... A Antoni Leitgeber zawiedziony. Nie takiego męża wymarzył sobie dla córki. Chciał dla niej budowniczego, jak on, a Walerian był księgowym. Miał już nawet kandydata, znajomego inżyniera. Kupił im bilety na Halkę. Wanda do opery poszła, ale uparła się przy swoim. "Nie będę swatana" - mówiła ojcu. Walerianowi nie było wolno pojawiać się w domu Wandy, narzeczeni spotykali się więc po kryjomu. W końcu Antoni ustąpił. Wanda wzięła ślub w górczyńskim kościele św. Krzyża w wielkanocny poniedziałek 1938 roku. Do kościołajechałajasnym powozem wypożyczonym przez Wincentego Łowickiego. O jej ślubie mówił cały Górczyn - mało kto wierzył, że Leitgeber się ugnie! Podczas ceremonii śpiewały dwa chóry, kościelny i "Arion", do którego należał Walerian. Ołtarz przystrajały hortensje, a wesele trwało tydzień. Wanda dostała od rodziców w prezencie ślubnym parcelę przy ul. Sielskiej i zamieszkała wraz z mężem w starym rodzinnym domu. Spędziła tam wojnę wraz z rodzicami, bo dom przy ul. Pogodnej zajęli Niemcy. Antoni Leitgeber był kilkakrotnie wzywany na policję. Niemcy pytali go, czy zdaje sobie sprawę, z jakiej rodziny pochodzi i namawiali, by podpisał volksliste. Odmówił. Na początku lat 40. Wanda, która miała już małą córeczkę Hanię i była w ciąży, dostała wezwanie do przymusowej pracy w fabryce broni, dawnej fabryce Hipolita Cegielskiego. Wezwanie udało się odroczyć na kilka miesięcy, potem, do końca wojny, codziennie rano sprzątała fabryczne biura i willę przy dzisiejszej ul. 28 Czerwca 1956, która należała wtedy do dyrektora Schneidera. Przy Sielskiej Szymańscy i ich czworo dzieci, Hanna, Wojciech, Grzegorz i Ewa, mieszkali do 1959 roku. Nie byli sami, oprócz rodziny pokoje zajmowali lokatorzy z kwaterunku. Niespodziewanie otrzymali urzędową wiadomość, że teren, na którym stoi dom, został przeznaczony pod budowę bloków. Dostali wtedy przydział na mieszkanie przy ul. Łukaszewicza, w którym Wanda mieszka do dziś. Stary dom został rozebrany, choć na jego miejscu niczego nowego nie zbudowano. Do dziś zachowała się tylko stodoła dziadka Antoniego Czajki. Dom przy ul. Pogodnej stoi nadal. Mieszka w nim siostrzenica Wandy Szymańskiej Danuta.

Powyższy artykuł jest częścią publikacji Kronika Miasta Poznania 2002 Nr1 ; Górczyn dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.
Do góry