OD REDAKCJI
Kronika Miasta Poznania 2001 Nr2 ; Pomniki
Czas czytania: ok. 3 min.W zatłoczonym mieście, wśród zgiełku komunikacyjnego, pośród sklepów, marketów, zabiegani codziennością rzadko znajdujemy czas, by przystanąć, ogarnąć wzrokiem coś więcej niż witryny sklepowe i przetaczający się ulicami tłum zdążający ku swoim sprawom. W ciągłym pośpiechu przechodzimy obojętnie także obok stojących w mieście pomników. Pomniki wznosi się ku czci osoby, grupy osób albo też dla upamiętnienia jakiegoś wydarzenia. Słowo pomnik jest więc poniekąd pochodną od dziś już uważanego za przestarzałe słowa pomnieć, czyli zachować w pamięci, nie zapomnieć. Byłyby więc pomniki swoistymi znakami pamięci. Czy jednak na pewno? Autorzy kolejnych artykułów poświęconych dziejom poznańskich monumentów zdają się niekiedy wątpić w sens takiego określenia. Można bowiem zaraz postawić następne pytanie: O czyją pamięć chodzi? Czy jest to pamięć zbiorowa, akceptowana przez wszystkich lub co najmniej przez większość mieszkańców miasta, czy też jest to pamięć tylko określonej, wąskiej grupy, obca, a czasem wręcz wroga innej grupie? Okazuje się także, że pomniki, zwłaszcza te, które powstawały przy udziale czynników polityczno-administracyjnych, są rezultatem gier politycznych, różnych manipulacji, przede wszystkim zaś wyrazem systemu wartości władz, który nie zawsze jest tożsamy z punktem widzenia zbiorowości. "Swoje" lub "obce" idee, których symbolem były kolejne poznańskie pomniki, powodowały, że w pewnej chwili owe monumenty znikały z pejzażu miasta usunięte bądź przez niemal zrewoltowany tłum młodzieży, jak w 1919 roku, bądź przez najeźdźców hitlerowskich, którzy w dążeniu do systematycznego zniszczenia wszystkich świadectw polskości, zburzyli zaraz w pierwszych dniach okupacji pomnik Wdzięczności, a także m.in. pomnik poety Adama Mickiewicza. Jak się okazuje, bywały także pomniki sposobem na zawłaszczenie pamięci.
Całe monumenty lub tylko niektóre ich elementy, jak płaskorzeźbione płyciny na pomniku Powstańców Wielkopolskich, stawały się nośnikami oficjalnie przyjętych, a zarazem dość dowolnie pojmowanych norm interpretacji historii. Trwały one wówczas w przestrzeni miasta, okazjonalnie bywały miejscami różnych rocznicowych uroczystości czy manifestacji, ale zdarzało się, że znikały nie w dosłownym, lecz w symbolicznym znaczeniu, wymazywane ze społecznej świadomości.
Od redakcji
Natomiast zupełnie nie zrozumiały jest brak w Poznaniu pomników postaci wybitnych, zasłużonych nie tylko dla miasta i Wielkopolski. Karol Marcinkowski, generał Jan Henryk Dąbrowski czy, z czasów nam bliższych, Cyryl Ratajski na pewno zasługują na upamiętnienie rzeźbą pomnikową najwyższej klasy. Historie powstawania kolejnych pomników, od pomysłów, idei formułowanych przez różne środowiska, instytucje społeczne lub reprezentantów władzy do ostatecznej realizacji, są fascynujące. Koncepcje formalne rodzące się w trudach i bólach, ostrych dyskusjach i sporach dokumentuje zebrany w tomie obfity materiał ilustracyjny. Przedstawia on nie tylko ukończone już dzieła, ale w wielu przypadkach różne wersje projektów opracowanych nierzadko przez wybitnych twórców. Kluczowe znaczenie miały decyzje o wyborze lokalizacji, mogła ona bowiem wpłynąć nie tylko na kształt artystyczny, ale i na prestiż, a co za tym idzie na społeczny odbiór monumentu. Charakterystyczne jest również, że większość pomników sytuowano w dość wąsko rozumianym śródmieściu, a w zasadzie w obrębie obszaru niegdyś zamkniętego pruskimi fortyfikacjami. Tylko nieliczne, jak pomnik prezydenta Wilsona, a później Marcina Kasprzaka oraz pomnik Karola Świerczewskiego, ustawiony wśród szarych bloków mieszkalnych przy ul. Grochowskiej, stanęły w miejscach odległych od centrum. Być może zasadne byłoby pytanie, dlaczego w latach powojennych nie próbowano "oswoić" wielkich osiedli mieszkaniowych, lokując wśród bloków rzeźbiarskie dzieła upamiętniające np. postacie królów patronujących poszczególnym segmentom zabudowy na Piątkowie. Dyskusje i spory toczące się wokół niemal wszystkich pomników, angażujące nie tylko twórców, ale i liczną rzeszę poznaniaków, uświadamiają fakt skądinąd banalny, że pomniki w organizacji przestrzeni miasta mają znaczenie bardzo ważne. Polega ono na tym, że są dziełami sztuki, które swą formą mogą współgrać z otoczeniem albo i nie, wpisać się lepiej lub gorzej w pejzaż miasta. Dodać trzeba, że akceptacja społeczna każdego z pomników wynika nie tylko ze zgody na przedstawione treści, ale również na kształt, ostateczną formę monumentu. Ta zaś, mimo rozpisywania konkursów i powoływania różnych gremiów do oceny dzieł już w fazie projektowania, często rozmija się z oczekiwaniami. Na pewno wybitnymi dziełami sztuki były pomnik Adama Mickiewicza przy kościele św. Marcina i pomnik Bismarcka. Zaś pomnik Armii" Poznań" zaliczany jest do najlepszych przykładów rzeźby pomnikowej ostatniego pięćdziesięciolecia. Autorzy zebranych w tomie artykułów starają się unikać ostro formułowanych ocen artystycznych. Trudno się temu dziwić. Wszak według zasady "de gustibus non est disputandum" każdy ma prawo do własnego zdania na temat monumentu, który stoi w jego mieście. Czy artyści, twórcy pomników, powinni się liczyć z takimi opiniami? Jest to pytanie, na które trudno odpowiedzieć. Wszak spory między twórcą i nierozumiejącym go odbiorcą trwają od wieków i nie widać ich kresu. Ale są wyjątki. Pomnik Starego Marycha, postaci literackiej, symbolizującej "poznańskość", czyli zespół cech charakterystycznych dla mieszkańców miasta, odsłonięty zaledwie kilka miesięcy temu, już zdobył sympatię mieszkańców miasta. Zaś krytykom sztuki być może uda się z życzliwością przyjąć sylwetkę Starego Marycha, który ze swoim rowerem wtapia się w tłum na ruchliwym pi. Wiosny Ludów.
Powyższy artykuł jest częścią publikacji Kronika Miasta Poznania 2001 Nr2 ; Pomniki dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.