POZNAŃ OD ROKU 1793 DO 1853*

Kronika Miasta Poznania 1999 R.69 Nr1 ; Władze miejskie

Czas czytania: ok. 13 min.

ANDRZEJ WOJTKOWSKI

I. Czasy "Prus Południowych" (1793-1806)

Dnia 30 stycznia 1793 f., o godzinie 10 przed południem wkroczył do Poznania pierwszy oddział wojsk pruskich pod dowództwem generała Trincke. Po nim zjawił się w mieście generał M611endorfna czele silnego korpusu. Pułk polski Raczyńskiego, stojący załogą w mieście, cofnął się do Kórnika. Po wkroczeniu do miasta, M611endorf kazał na rynku zatoczyć armaty, gotowe do strzału w razie buntu. Nie zaszkodziło to bynajmniej popularności, jaką generał od razu zdobył w mieście. Dnia 8 maja 1793 r. 1500 deputowanych szlacheckich i 700 miejskich z całej Wielkopolski składało w Poznaniu hołd królowi pruskiemu, na ręce komisarzy królewskich, Móllendorfa i Danckelmanna. Dla uświetnienia tej chwili odbyło się w farze uroczyste nabożeństwo, wieczorem zaś wydano świetny bal dla deputowanych w pałacu Gurowskich (dziś Działyńskich). W październiku tegoż roku gościł Poznań samego króla Fryderyka Wilhelma II, któremu towarzyszył Lucchesini. I. Wpierw, nim urządzono administrację miejską na sposób pruski, wydelegował minister dla Prus Południowych, Voss, dwóch komisarzy, Góckinga i Koelsa do Poznania, celem zbadania administracji poprzedniej. Na podstawie ich sprawozdań ułożono budżet miejski i zreorganizowano magistrat. Prace te ukończono w październiku r. 1793. Do września urzędował dawny, polski magistrat, poddany pod nadzór radcy wojennego i podatkowego, du La uran s , który później sam odebrał sobie życie. Na czele nowego magistratu stanął dawny wiceprezydent miasta, Natalis; syndykiem mianowano prawnika, Menzla. N adto należeli do magistratu: kamelarz i dwaj rajcowie. Po roku dodano jeszcze magistratowi szóstego członka, dy

* Księga pamiątkowa miasta Poznania, Poznań 1929

rektora policji, który miał prawo zastępować prezydenta miasta. Uposażenie było bardzo mierne. Prezydentowi Natalisowi wyznaczono tylko 200 talarów rocznie, a to dlatego, że był zamożny: prawdziwie dziadowski sposób bronienia interesów miasta! Syndyk pobierał 400 talarów. Do pomocy dodano magistratowi 5 subalternów. W r. 1795 udało się wreszcie uruchomić radę miejską, złożoną z 8 radnych, a wyposażoną w nadzwyczaj skąpe kompetencje. Pytano ją mianowicie o zdanie tylko wtedy, gdy chodziło o sprawy majątkowe miasta. Językiem urzędowym w administracji miejskiej był niemiecki. Minister Voss zabraniał także urzędnikom miejskim noszenia ubioru polskiego. N ad magistratem ciążyła silnie kontrola państwowa w postaci "radcy wojennego i podatkowego", którym po samobójstwie du Lauransa został Timroth. Ostatni dzierżył władzę aż do ustąpienia Prusaków z miasta w r. 1806. W r. 1793 urządzono także osobny sąd miejski, obok którego istniał osobny sąd dla żydów poznańskich. Skład osobowy magistratu, ustanowionego przez Prusaków, był wręcz fatalny dla miasta. N atalis był już starcem i umarł niebawem. Następcą jego został asesor kamery administracyjnej, Lossow, człowiek całkiem nieudolny. U sunięto go też wkrótce, powierzając mu stanowisko landrata. Bredow, który po nim nastąpił, również nie mógł sobie dać rady; w r. 1803 został przeniesiony do War

Andrzej Wojtkowskiszawy. Prezydentem został inwalida, porucznik i asesor kamery Flesche, który na stanowisku tern wytrwał aż do końca panowania pruskiego w t. zw. Prusach Południowych. Inni członkowie magistratu trawili czas na intrygach i wzajemnem zwalczaniu się. O pracy twórczej nie mogło być mowy w takich opłakanych warunkach. Zależny we wszystkich swoich poczynaniach od nadzoru państwowego, magistrat rzadko występował z własną inicjatywą. Petycje n.p. o inkorporowanie osad podmiejskich, o budowanie koszar itp., rząd regularnie odrzucał. Zniechęcało to, rzecz prosta, magistrat, który też w przyszłości unikał skrupulatnie występowania z własne mi wnioskami i pomysłami. Od r. 1796 niewiele już było takich spraw, w którychby magistrat mógł decydować, gdyż kamera poznańska, najwyższa władza administracyjna w departamencie poznańskim, odjęła mu wówczas wszelkie sprawy policyjne, wojskowe i pilne budowlane. Magistrat spadł wskutek tego do roli subalterna, którym zarówno kamerajak i "Steuerrat" komenderowali i orali dowolnie. Jednakże tę dowolność władz nadzorczych łagodził bierny, tępy i konsekwentny upór owego "Priigeljunge", którym był ówczesny magistrat poznański. To też postępowania dycyplinarne i groźby dymisji, jako środki przełamywania uporu magistrackiego, były na porządku dziennym. W roku zaś 1800 kamera wymusiła na nim załatwienie jakiejś sprawy przez zawieszenie wypłaty pensyj. 2. Nie dziw zatem, że to, co zdziałano dla miasta w owym okresie, było dziełem kamery i radcy podatkowego. Pierwszem z tych dzieł było zniesienie starych murów fortecznych, które tylko zawadzały, nie dając żadnej obrony. Usunięcie ich powierzył rząd kamerze i magistratowi, lecz ostatni zajmował się tylko sprawami mniej ważnemi, utrudniając za to pracę wysuwaniem wątpliwości, zażaleniami itd. To też niemal 10 lat pracowano nad zniesieniem murów. O wiele ważniejszą sprawą było złączenie wszystkich osad miejskich, które jako samodzielne jednostki administracyjne okalały zewsząd właściwy, lewobrzeżny Poznań. A było ich razem osiem, cztery na prawym, cztery na lewym brzegu Warty, a mianowicie Zawady, Środka, Ostrówek, Chwaliszewo, Św. Wojciech i trzy miasta na Św. Marcinie, z których jedno należało do kapituły poznańskiej, drugie do klasztoru Benedyktynek, trzecie zaś do szpitala Św. Łazarza. Wszystkie te t. zw. "miasta" (sit venia verbo!) miały swoje odrębne magistraty, choć taki n. p. Ostrówek składał się z 28 domów z 302 mieszkańcami i miał całego dochodu rocznego 23 talary. Połączeniu tych osad w jedną całość sprzeciwiała się przez kilka lat skutecznie kapituła, właścicielka wszystkich prawobrzeżnych miast i jednego lewobrzeżnego, dalej proboszcz św. Wojciecha i Benedyktynki. Dopiero w r. 1796, po ogłoszeniu sekularyzacji dóbr duchownych, czynniki te zaniechały oporu. W roku następnym inkorporowano 4 miasta na lewym brzegu Warty położone, a w r. 1800 pozostałe 4 na prawym brzegu. Od tego też roku mamy jednolite miasto Poznań. Znaczne zmiany w zewnętrznym wyglądzie miasta wywołał wielki pożar, który w r. 1803 wybuchnął w dzielnicy żydowskiej, obracając w perzynę całą tę dzielnicę wraz z kościołem i klasztorem Dominikanów. Odbudowanie szło bardzo opornie. To też w czasach Księstwa Warszawskiego w bardzo wielu miejscach sterczały jeszcze ruiny. Władze kierowały odbudowę ku zachodowi,

Ryc. 2. Portret Bernarda Rose, prezydenta Poznania w latach 1808-1813, naalarz nieznany, olej, płótno. WŁ MNP, fot. J. Nowakowski.

w okolice dzisiejszego Placu Wolności, który już za czasów Księstwa Warszawskiego, jak i dziś, odgrywał rolę placu reprezentacyjnego, gdy uroczystości narodowe tego wymagały.

II. Czasy Księstwa Warszawskiego (1806-1815)

W nocy z l na 2 listopada 1806 r. ostatni oddział wojsk pruskich opuścił Poznań, a dnia 3 listopada wieczorem wkroczył do miasta pierwszy oddział straży przedniej francuskiej, witany z uniesieniem przez ludność polską. W trzy dni później, wieczorem dnia 6 listopada, stanęli w Poznaniu generał Henryk Dąbrowski i Józef Wybicki, aby wezwać ziomków do powstania, stanąć na czele ruchu zbrojnego i zorganizować administrację polską. W trzy dni po ich przyjeździe wkroczył do Poznania marszałek Davout na czele korpusu 10 tysiącznego. Wreszcie dnia 27 listopada zjechał do Poznania na trzy tygodnie Napoleon. Trzy razy jeszcze, mianowicie w r. 1807, po pokoju tylżyckim, i w r. 1812, idąc na Moskwę i wracając z niej, bawił Napoleon w Poznaniu, ale już krótko tylko.

Andrzej Wojtkowski

W r. 1813, na dwa lata, stolica Wielkopolski dostała się pod okupację rosyjską, a w r. 1815 na 103 lata pod panowanie pruskie. l. Dopiero w dzień po przybyciu Napoleona do Poznania, mianowicie dnia 28 listopada, generał Dąbrowski usunął Fleschego, dyrektora policji z czasów pruskich, mianując na jego miejsce Kazimierza Czochrona. Prezydentem miasta został piwowar Antoni Dominik Kotecki, który stanowisko to zajmował za czasów polskich, do r. 1793. Magistrat składał się odtąd z Koteckiego, Czochrona oraz dwóch Niemców, Sch6nfeldta i Willinga, przejętych z poprzedniego, niemieckiego magistratu. Teraz też dopiero zakazano urzędnikom miejskim noszenia mundurów pruskich. Magistrat, zreorganizowany w ten sposób, rządził miastem do kwietnia 1807 r.

Dnia 31 marca tegoż roku Izba Administracji Publicznej Departamentu Poznańskiego nakazała Koteckiemu przeprowadzić w dniu 6 kwietnia nowy wybór "magistratu i prezydenta", "a to podług ustaw konstytucji 3 maja 91 roku i szczególnych przepisów, prawami o miastach 18 kwietnia i 24 czerwca tegoż roku oznaczonych". Zanim więc do administracji miast Księstwa Warszawskiego został wprowadzony francuski ustrój municypalny, miasta te, a zatem i Poznań, rządziły się według konstytucji 3 maja i prawa o miastach z r. 1791. "Jeżeli kiedy, czytamy w rozporządzeniu Izby Administracyjnej, to w teraźniejszych okolicznościach szczególnie dodać trzeba starania o wybranie mężów, którzyby w trudniejszych tych stosunkach umieli przewodniczyć ku powszechnemu swoich i obcych ukontentowaniu, a przez bezinteresowne i cnotliwe swe postępowanie pokazali, że nie chęć, jak dawniej, zysku z dalekich okolic do objęcia między nieznajomymi urzędowania, lecz szczere przywiązanie do dobra ogólnego w przyjęciu urzędu każdemu powodem było". Lecz to nawoływanie do zerwania z praktykami, stosowanemi na terenie Poznania przez urzędników pruskich, niebardzo poskutkowało. Zaledwie bowiem wybory zostały rozpisane, aliści wybuchła zaciekła walka przedwyborcza pomiędzy Koreckim a Rosem, komendantem milicji, czyli gwardji narodowej w mieście. O walce tej mówią nam akta, nic natomiast nie wspominają o niej ówczesne gazety. Rose, zorganizowawszy milicję bez porozumienia się z Koteckim i magistratem, stworzył sobie z niej potężne narzędzie swej własnej, osobistej polityki. Wpływowych obywateli porobił oficerami gwardji, zapewniając sobie w ten sposób ich głosy. Kotecki, obawiając się o swoje stanowisko, doniósł o agitacji Rosego Izbie Administracyjnej, podkreślając, że współzawodnikjego chce mieć magistrat złożony z samej tylko milicji, aby mógł nim trząść według upodobania. Izba jednak nie zgodziła się na wniosek Koteckiego, który proponował nominację magistratu przez Izbę Administracyjną, wobec tego wybory, odkładane przez blisko 3 tygodnie, odbyły się wreszcie dnia 24 kwietnia 1807 r. Prezydentem nie został ani stary już bardzo Kotecki, ani młody i energiczny Rose, lecz podeszły już w leciech Milewski; wiceprezydentem zaś [Ludwig] Tatzler, dotychczasowy inspektor policji, który później, za czasów pruskich został nawet nadburmistrzem. Kasjerem miejskim obrano Augusta Feltza (czyli Fels'ajak pisze Jaffe). Niemiec ten był całkiem niezdatny, usunięto go jednakże dopiero w r. 1813 z powodu różnych malwersacyj. Skarbowość miasta została przez niego zupełnie zabagniona.

Oprócz prezydenta i wiceprezydenta należało do magistratu 9 radców, po 3 z każdego cyrkułu, na które miasto było podzielone. Wprowadzenie magistratu w urzędowanie i zaprzysiężenie go odbyło się dnia 24 maja 1807 r. Lecz nowy prezydent, Felicjan Milewski, zmarł już po kilku miesiącach, mianowicie dnia 8 sierpnia 1807 r. Wdowie, pozostałej po nim, wyznaczyła Izba Administracji publicznej, jako władza przełożona magistratu, 20 talarów miesięcznego zaopatrzenia wdowiego. Niskość tego "zaopatrzenia" wskazuje wymownie na niedostatek, jaki cierpiał ówczesny zarząd miasta Poznania. Po śmierci Milewskiego dorwał się nareszcie do władzy Bernard Rose, współzawodnik starego Koteckiego, urodzony w r. 1764 w Bledzewie. Był to człowiek bardzo zdolny, znający sprawy miejskie dokładnie. Gdy w lutym ustrój municypalny francuski, wprowadzony do wszystkich miast Księstwa Warszawskiego położył kres dawnemu polskiemu, opartemu o prawa z r. 1791, Rose pozostał nadal na swojem stanowisku. Tytułował się odtąd "prezydentem municypalności" i był odpowiedzialnym wobec prefekta departamentu poznańskiego za całokształt administracji miejskiej, nie wyłączając spraw policyjnych. Obok magistratu istniała od r. 1809 rada municypalna, wybierana przez obywateli miasta na zgromadzeniach gminnych, na których zarazem wybierano deputowanego na sejm warszawski. Zgromadzenie gminne wybierało 60 kandydatów, z których król następnie wyznaczał 30, mających składać poznańską radę municypalną. Zadaniem jej było układanie budżetu, badanie rachunków miejskich i repartycja podatków. Deputowanym na sejm został wybrany Piotr Stremler, Niemiec z pochodzenia, który jednakże odznaczał się gorącym patriotyzmem polskim, jak wynika z zachowania się jego w czasie zawiązywania konfederacji generalnej w Poznaniu w r. 1812. Ustrój municypalny, zaprowadzony w Poznaniu w r. 1809, przeżył Księstwo Warszawskie i przetrwał do r. 1832. Rose umarł na trzy dni przed wkroczeniem wojsk rosyjskich do Poznania, mianowicie dnia 10 lutego 1813 r. Następcąjego został Szymon Wroniecki. Wkraczających do miasta w r. 1815 Prusaków witał nie on, lecz wiceprezydent Batkowski. 2. Ustawiczne wojny, przemarsz nieustanny wojsk, dostawy dla nich żywności i paszy zajmowało tyle czasu i sił, że na pracę twórczą dla miasta magistrat bardzo rzadko mógł się zdobyć. Największą pracą wykonaną wówczas przez zarząd miasta, było wystawienie nowego mostu na Warcie, łączącego miasto z Chwaliszewem. Most ten kosztował przeszło 100 tysięcy złotych. Na koszta budowy rząd wypłacił miastu tytułem zaliczki przeszło 80 tysięcy, resztę musiało ono wypłacić z własnych funduszów. Zaliczkę miano spłacać w ratach miesięcznych po 1200 zł. Jako zastaw dla zabezpieczenia pretensyj państwa służyło mostowe, pobierane przez władze miejskie.

III. Do r. 1853

W r. 1815 Poznań stał się stolicą Wielkiego Księstwa Poznańskiego, a tern samem siedzibą naczelnych władz prowincjonalnych, cywilnych i wojskowych, oraz siedzibą namiestnika królewskiego, księcia Antoniego Radziwiłła. Od r. 1827, co dwa lata zbierały się w Poznaniu, sejmy stanowe, z większością polską. Wybuch

Andrzej Wojtkowskii przebieg powstania listopadowego wywołał i w Wielkopolsce, a tern samem i w Poznaniu, ogromne poruszenie, przytłumione pod koniec powstania przez cholerę, która spowodowała zanik życia i ruchu w Wielkopolsce na pewien okres czasu. Zamknięcie omawianej tu epoki dziejów miasta stanowią ruchy powstańcze 1846 i 1848 r., których ośrodkiem był Poznań, dalej straszna zaraza cholery, która się dała miastu we znaki w r. 1852, i wreszcie, jak już wspomniano, nadanie nowej ordynacji miejskiej w r. 1853. l. Opanowawszy w r. 1815 ponownie Poznań, Prusacy aż do r. 1820 nie rozpisywali nowych wyborów do rady municypalnej, lecz zachowali starą, uzupełniając ją tylko tymi z 60 kandydatów, wybranych przez zgromadzenie gminne jeszcze za czasów Księstwa Warszawskiego, którzy w skład rady nie byli weszli. Rada i pod rządami pruskiemi nie okazywała wiele gorliwości. Ci zaś z jej członków, co się odznaczali pracowitością i zainteresowaniem sprawami miejskiemi, byli przeważnie Polakami. Przyznają to nawet historycy niemieccy, jak Taffe. W jednym wydziale, który pracował owocnie, mianowicie w wydziale długów miejskich, na 5 członków było 4 Polaków. Wreszcie w listopadzie r. 1820 miano powołać do życia nową radę. Nie zwołano atoli w tym celu zgromadzenia gminnego, jak wymagała tego ustawa o ustroju municypalnym. Aby przeforsować jak najwięcej Niemców do rady, zgromadzono na naradę około 80 osiadłych obywateli, którzy bez oporu zgodzili się na listę, przedłożoną im przez władze rządowe, a składającą się w 2/3 z Niemców. Z 60 w ten sposób wybranych kandydatów wyznaczyła następnie rejencja do rady 30 i to tak, że odsetek Niemców jeszcze bardziej się podniósł. Tern bardziej przeto zastanawia fakt, że ta przytłaczająca większość niemiecka, sztucznie stworzona przez rząd, nie mogła znaleźć w swoich szeregach odpowiedniego przewodniczącego rady. Po krótkim urzędowaniu jakiegoś Niemca - prawnika, stanowisko przewodniczącego rada stale powierzałajednemu z nielicznych członków - Polaków. To też mimo ogromnej przewagi żywiołu niemieckiego w radzie, protokoły posiedzeń były spisywane w języku polskim. Dopiero w ostatnich czterech latach istnienia ustroju municypalnego spotykamy Niemców na stanowisku przewodniczącego rady. Prezydentem municypalności, albo raczej, jak wówczas mówiono, "dyrygentem magistratu" lub "dyrektorem miasta", został mianowany w r. 1815, po nieudałych układach z Fleschem, który naówczas był dyrektorem policji w Kłajpedzie, Hasforth, burmistrz gąbiński (Gumbinnen w Prusach Wschodnich). Był on jednakże do tego stopnia nieudolnym, że już po kilku miesiącach musiał go Zerboni di Sposetti, naczelny prezes W. Księstwa, usunąć. Po nim nastąpił Czarnowski, uważając się za Niemca, choć umiał i po polsku, burmistrz miasta Wystrucia (Insterburg). I z niego władze nie były zadowolone. Gdy po trzech latach umarł, powołano na opróżniony urząd jednego z landratów śląskich, nazwiskiem Brown, a po ustąpieniu tegoż, w r. 1825, Tatzlera, znanego nam już z poprzednich wywodów. Otrzymał on tytuł "nadburmistrza" i 1200 talarów rocznej pensji. Tatzler urzędował przez 6 lat, do r. 1831. Miasto Poznań już w r. 1815 zostało wyjęte z pod nadzoru landrata i stanowiło powiat dla siebie. Okoliczne atoli wsie czynszowe, stanowiące główną podporę finansów miasta, były nadal uzależnione od landrata powiatu poznańskie

go. Miasto, jako ich właściciel, wykonywało w nich funkcje wójta, t. zn. że nadburmistrz, mimo wyodrębnienia miasta, w sprawach wsi miejskich, był nadal, jako wójt, zależny od landrata poznańskiego. To też każdy z prezydentów, czy nadburmistrzów rozpoczynał zabiegi około inkomunalizacji osad podmiejskich, zawsze oczywiście bez skutku. Aż do wybuchu powstania listopadowego nadburmistrz zarządzał zarazem sprawami policyj nemi w mieście, co uważano za niepożądane przeciążenie pracą. W r. 1931 mianowano i w Poznaniu, podobnie jak w innych okręgach W. Księstwa, przejściowych komisarzy policyj, zależnych wyłącznie od władz państwowych. Dopiero atoli w r. 1833 stworzono osobno urząd królewskiego dyrektora policji w Poznaniu. W maju r. 1832 odbyły się wybory do rady miejskiej według nowej ordynacji.

Rada miała się składać z 24 radnych. Prawo czynne wybierania mieli ci obywatele, którzy posiadali nieruchomości wartości 1000 talarów conajmniej lub mieli 300 talarów rocznego dochodu z jakiegokolwiek zajęcia miejskiego lub 800 talarów z innych źródeł, prawo bierne zaś ci, co mieli posiadłość miejską wartości conajmniej 3000 talarów, lub rocznego dochodu 800 talarów. Cenzus ten nawet ministrowi wydawał się zbyt wygórowanym. Lecz [Eduard Heinrich von] Flottwell wyśrubował go umyślnie tak wysoko, aby żywioł polski, naogół uboższy od niemieckiego, odsunąć od wpływów na sprawy miejskie. Mimo jednak tej niekorzystnej dla nich polityki cenzusowej Polacy w wyborach zdobyli 11 miejsc, Niemcy zaś 13. Żydzi nie mieli prawa głosowania.

Większość niemiecka w poznańskiej radzie miejskiej utrzymała się bez przerwy do r. 1844. Już w roku poprzednim wybrała rada, w większości jeszcze niemiecka, Polaka Ogrodowicza swoim przewodniczącym. Przy wyborach spowodowanych ustąpieniem trzeciej części radnych, w r. 1844, Polacy zdobyli większość i od razu zaczęli się domagać umieszczenia w projektowanym statucie miejskim postanowienia, że urzędnikami miejskimi mogli być tylko ci, co umieli po polsku i po niemiecku. Żądanie to podtrzymywała rada miejska, mimo że rejencja, a nawet i minister je odrzucili. Sprawa oparła się o króla, a ten rozstrzygnął przeciw radzie. Należał wówczas do niej także przywódca społeczeństwa wielkopolskiego, Karol Marcinkowski. Po trzech latach Niemcy odzyskali dawną swoją przewagę w radzie. Odtąd poznańska rada miejska miała stałą większość niemiecką, bez przerwy, aż do r. 1919. N adburmistrzem po śmierci Tatzlera, został mianowany [Karl] Behm, urzędnik poznańskiego towarzystwa ogniowego. Już atoli w r. 1853 Behm umarł nagle. Wówczas stanął na czele miasta nadburmistrz Eugenjusz Naumann i wytrwał na stanowisku, wybierany dwukrotnie, do r. 1871. 2. Środki pieniężne, któremi zarząd miasta rozporządzał, wzrosły dopiero po reformie podatkowej, a więc od r. 1822. Do owego roku budżet miejski mało co przewyższał budżet z czasów Prus Południowych. Gdy od roku 1822 obywatele zaczęli płacić na rzecz miasta osobny podatek w formie dodatku do danin państwowych, cyfry budżetowe zaczęły wzrastać, w r. 1824 do 46 tysięcy talarów, w r. 1832 do 54 tysięcy, a wreszcie w r. 1847 do 69 tysięcy. A zatem od r. 1824 do 1847 wzrósł budżet miejski o 49%, gdy tymczasem liczba ludności wzrosła o 68%, z 22 tysięcy na 38 tysięcy. Równocześnie, wskutek uwłaszczenia włościan, miasto

Andrzej Wojtkowski

traciło stopniowo swe wsie czynszowe. Około r. 1850 przestało być ich faktycznym właścicielem, chociaż z matrykuły właścicieli dóbr rycerskich zostało wymazane dopiero w r. 1871. Za 10 tysięcy mórg ziemi otrzymało miasto fundusz w wysokości 100 tysięcy talarów, co oczywiście nie było w żadnym stosunku do istotnej wartości utraconej ziemi. Dochody swoje obracało miasto na przebrukowanie ulic, opiekę społeczną, szpitale i szkoły. Resztę pochłaniały koszta administracji. Rząd nietylko nie ułatwiał rozbudowy miasta, ale ją przeciwnie utrudniał. Dano wprawdzie z funduszów państwowych 24 tysiące talarów na rozbudowę, ale jedynie dlatego, że był brak mieszkań dla urzędników. Z funduszu tego, nawet na owe czasy nikłego, pobudowano 15 domów z 247 pokojami. Pozostały natomiast jeszcze z czasów Prus Południowych "fundusz odbudowy" ("Retablissementsfonds"), ustanowiony po pożarze z r. 1803, rząd zagarnął na budowę koszar. Fundusz ten składał się z terenów budowlanych. Ale i same dochody miejskie doznawały stale uszczerbku. Regularnie bowiem od r. 1793 do 1826 dochody te rozkradali w znacznej części skarbnicy miejscy, t. zw. kamelarze. Zmiana na lepsze nastąpiła dopiero w r. 1826, gdy stanowisko kamelarza otrzymał Jeziorowski. Największym jednak hamulcem w rozroście miasta była forteca, którą zaczęto budować w r. 1828. Wydał na nią rząd 10 miljonów talarów, czyniąc w ten sposób z Poznania jedno z najwarowniejszych miejsc w monarchji pruskiej. Pierścień forteczny opasał miasto tak, że pozostało mu tylko 200 mórg terenów budowlanych. Po szybkiem zużyciu tych szczupłych terenów miasto nie miało już w żadnym kierunku możności rozrastania się. Forteca przez lat 70 uniemożliwiała zrośnięcie się Jeżyc i Wildy z miastem. Niemało kłopotu sprawiały miastu długi wojenne z poprzedniej epoki.

Na spłacenie ich zaciągnęło miasto w r. 1825 pożyczkę przez wydanie obligacyj czteroprocentowych za przeszło 90 tysięcy talarów. Mimo wszystkich tych utrudnień dokonano w r. 1839 dzieła, które wywarło ogromny wpływ na rozwój miasta, mianowicie połączono Stary Rynek z Placem Wolności ulicą Nową, która niebawem stała się główną arterią komunikacyjną miasta. Około dokonania tego dzieła zasłużył się wielce Karol Marcinkowski, który przy tej nowej ulicy pobudował niebawem swój Bazar. Plan pobudowania takiej ulicy powstał już w latach dwudziestych, a forsował go głównie Edward Raczyński, który razem z innymi obywatelami ziemskimi gotów był łożyć znaczne fundusze na ten cel. Z różnych atoli powodów sprawa przewlokła się lat kilkanaście, dopóki jej nie ujął w swoje energiczne ręce Marcinkowski.

Powyższy artykuł jest częścią publikacji Kronika Miasta Poznania 1999 R.69 Nr1 ; Władze miejskie dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.
Do góry