POBYT NAPOLEONA W POZNANIU WIOSNĄ 1812 ROKU W ŚWIETLE ZAPOMNIANYCH PAMIĘTNIKÓW

Kronika Miasta Poznania 1997 R.65 Nr3 ; Marsz, marsz Dąbrowski

Czas czytania: ok. 10 min.

WALDEMAR KAROLCZAK

N apoleon cieszył się w Poznaniu swoistym kultem. Podczas jego kolejnych wizyt w tym mieście mieszkańcy i miejscowe władze municypalne przyjmowali go w niezwykle uroczysty sposób, a jego urodziny i tryumfy na polach bitew były pretekstem do organizowania hucznych imprez. Z nakazu Komisji Rządzącej od lutego 1807 roku w kościołach wszystkich wyznań w niedziele i święta odmawiano specjalnie w tym celu napisaną modlitwę za Napoleonal. Już w listopadzie 1806 roku na jego cześć dotychczasową ulicę Wilhelmowską, z reprezentacyjną promenadą pośrodku, nazwano ulicą Napoleona. Na obu jej końcach ustawiono na palach niebieskie tablice ze złotym napisem "Rue Napoleon" . Podobnie postąpiono z placem Wilhelmowskim, głównym placem nowego miasta, ogłaszając nową nazwę na afiszach i w gazetach oraz zakazując jednocześnie używania starej2. Niemalże w tym samym czasie ukazały się w sprzedaży portrety przedstawiające "N apoleona Wielkiego, Cesarza Francuzów i Króla Włoskiego", dostępne w cenie 1 talara i 12 srebrnych groszy. Oferowano je m.in. na ulicy Napoleona pod numerem 114 3 . W "Gazecie Poznańskiej" z 27 grudnia 1806 r. zamieszczono następujące ogłoszenie: "Portret cesarza Francuzów jak nayprzedniey sztychowany, przedaie się po zł. pol. 3, także illuminowany po zł. polsko 6 w Poznaniu u Józefa Horny i Kompanii".

Uroczystości odbywające się podczas kolejnych pobytów Napoleona w Poznaniu (27 XI -16 XII 1806 r., w nocy z 15 na 16 VII 1807 r. i 30 V - 2 VI1812) opisane zostały obszernie w ówczesnych gazetach 4 i pamiętnikach s , poświęcono im także wiele miejsca w opracowaniach dotyczących tego okresu 6 . Ze zrozumiałych względów najmniej miejsca poświęcono ostatniej wizycie N apoleona w Poznaniu, która miała miejsce w dniu 12 grudnia 1812 r. 7 Jednak w żadnym z wymienionych źródeł nie znalazły się dwie, bardzo dziś cenne relacje naocznych świadków i uczestników z uroczystości mających miejsce

Waldemar Karolczak

Ryc. 1. Ulica Wilhelmowska (obecnie Aleje Marcinkowskiego), zwana w okresie Księstwa Warszawskiego ulicą Napoleona - "Rue Napoleon", widok w kierunku Wzgórza św.

Wojciecha z ok. 1798 roku. Gwasz K. Albertiego. Wł. Muzeum Narodowe w Poznaniupodczas czterodniowego pobytu Napoleona w Poznaniu w okresie od 30 maja do 2 czerwca 1812 r., choć z pewnością na to zasługują. Autorem pierwszej relacji jest gen. Heinrich von Brandt, znany ze swych znakomitych pamiętników S , których tom pierwszy przetłumaczony został także na język polski i wydany w trzech częściach pL "Pamiętniki oficera polskiego (1808 - 1812) przez Henryka Brandta", w cenionej serii Biblioteki Dzieł Wyborowych w 1904 roku. Obszerną przedmowę napisał wybitny historyk polski Szymon Askenazy, który, wysoko oceniając owe pamiętniki, nazwał je "zjawiskiem całkiem wyjątkowym 9 ".

Heinrich von Brandt urodził się w 1789 roku w Łąkach pod Bydgoszczą, i był synem drobnego urzędnika niemieckiego. W 1806 roku służył warmii pruskiej jako chorąży, a w 1808 roku wstąpił do nowo formującej się armii polskiej. Z rozkazu marszałka Davouta przeszedł do 2 Pułku Legii Nadwiślańskiej, gdzie służył w stopniu kapitana. Pod dowództwem gen. J. Chłopickiego przez cztery lata walczył w Hiszpanii, m.in. pod Saragossa, Tortozą i Walencją. Uczestniczył w kampanii rosyjskiej 1812 roku, następnie w korpusie ks. Józefa Poniatowskiego brał udział w walkach w 1813 roku, został ranny w bitwie pod Lipskiem i dostał się do niewoli rosyjskiej. W 1815 roku wstąpił do armii Królestwa Polskiego, a dwa lata później przeszedł do armii pruskiej, w której dosłużył się stopnia generała piechoty. Od 1850 roku był komendantem Poznania, później dowódcą sztabu X dywizji w tym mieście. Po dymisji w 1857 roku

Uniwersytet w Królewcu przyznał mu tytuł doktora honoris causa z okazji jubileuszu 50-lecia służby wojskowej. Zmarł w 1868 roku w Berlinie. W swych wspomnieniach, opartych na wcześniejszych dziennikach spisywanych podczas marszu, H. Brandt podzielił się z czytelnikami także swoimi wrażeniami z pobytu Napoleona w Poznaniu wiosną 1812 roku. W dniach poprzedzających to wydarzenie H. Brandt znajdował się ze swoim batalionem w Śremie, gdzie szkolił nowo zaciągniętych rekrutów. Tam też w dniu 27 maja 1812 r. nadszedł rozkaz, aby batalion udał się do Poznania i uczestniczył w przyjęciu cesarza oraz przeglądzie wojska. "Wyruszyliśmy 29-go przystrojeni jak tylko można było najlepiej, ale zaledwie w jednej trzeciej kompletnie umundurowani i przybyliśmy po dwudniowym marszu bardzo raźni do Poznania, gdzie mieliśmy dość czasu, żeby się przypatrzyć wjazdowi cesarza następnego dnia około dziewiątej wieczorem. Wszystkie ulice, któremi miał przejeżdżać, zawczasujużprzepełnione były ludźmi. Wspaniała pogoda sprzyjała uroczystości tego dnia, którą podnosiła jeszcze świetna iluminacya. Około 9-ej niemilknące okrzyki oznajmiły nam o przybyciu cesarza, otoczonego oddziałemfrancuskiej i polskiej gwardyi. Przy pierwszej bramie tryumfalnej, wzniesionej na Wildzie i przyozdobionej napisem »Heroi invincibili« (Bohaterowi niezwyciężonemi), oczekiwał prezydent Rose Z municypalnością. Cesarz zatrzymał się, wysłuchał powitalnej mowy i powiedziawszy parę słów łaskawych, odjechał dalej. Pan Rose był to dawny pruski wachmistrz, pozostały od południowo-pruskich czasów i przeiył wszystkie polityczne zmiany aż do przybycia feldmarszałka Gneisenau w 1831 roku. Przy bramie miasta przyjmowali cesarza prefekt hrabia Poniński,jenerał Dessoles, gubernator kraju pomiędzy Odrą a Wisłą leżącego - jenerał Aksamitowski, gubernator w departamencie Poznania. Na ulicy Klasztornej, która prowadzi Z ulicy Wodnej do kolegium Jezuitów, gdzie cesarz miał zamieszkać, wybudowano drugą bramę tryumfalną Z napisem: »Restauratori patriae« (Wskrzesicielowi Ojczyzny), całe miasto było rzęsiście oświetlone. Portal wieży przyozdabiał transparent Z wypisanemi słowami: »Grati Poloni Imperatori magno« (Wdzięczni Polacy cesarzowi wielkiemu). Po obu stronach dwie piramidy olbrzymie rozlewały naokoło istne morze ognia. Ratusz, w którego klatce schodowej błyszczały jeszcze wtedy portrety królów polskich, zaopatrzył się w pięć transparentów. Ponad herbami miasta jaśniało olbrzymie N. (Cyfra cesarza Napoleona I) - i M.L. (Inicjały cesarzowej Marii Luizy) - i N.J. (Inicjały syna Napoleona I i Marii Ludwiki, tytularnego króla Rzymu). Francuski orzeł i herb Wielkiego Księstwa Warszawskiego stanowiły tło reszty transparentów. Wieża ratuszowa i kościół famy szczególnie były oświetlone. Ale najpiękniejszy widok przedstawiał kościół Bernardynów i jego wieża, którą cesarz mógł widzieć ze swoich okien. Jasno oświetlony transparent Z napisem »Napoleoni Magno Caesari et Victori«, a w pośrodku olbrzymi wieniec wawrzynowy, Z daleka już rzucały się w oczy. Loża wolnomularska zbudowała przed swoim gmachem piramidę Z rozmaitych godeł, nad któremi unosił się opiekuńczo złocisty orzeł i olbrzymia litera N. Płonące znicze i oświetlone okna roztaczały potoki światła, widno było prawie jak we dnie - fale ludzkie zalewały ulice, masy pijanych zataczały się wszędzie, ale nie było nigdzie awantur, nigdzie bójki, nigdzie swawoli. Wysoko na wieży ratuszowej całą noc grała muzyka. Publiczne place - mianowicie: plac Sapiehy - dzisiejszy plac Działowy - podobne były do biwaków Z obozującą tam miejską ludnością. Nasi najstarsi żołnierze utrzymywali, że

Waldemar Karolczaktych ludzi sprowadziła tu władza dla zamydlania oczu cesarzowi. Tak samo jak podczas uroczystości w Aybar i Saragossie. Mieli zupełną słuszność. Ileż podobnej obłudy na wielką skalę zdarzyło mi się spotkać w czasie długiego życia mojeg%. Dalej Brandt opisuje mający miejsce nazajutrz, tj. 31 maja, przegląd wojska na placu Działowym, udział Napoleona we mszy św. w Farze, na której obecny był biskup poznański Górzeński, i wielkie przyjęcie na cześć cesarza w sali dawnego refektarza klasztoru Jezuitów. Warto jeszcze przytoczyć fragment pamiętnika opisujący ówczesny wygląd miasta, który z pewnością odnieść możemy dla całego okresu Księstwa Warszawskiego: Poznań miał zupełnie wojenną fizyognomię - wszędzie pozakładano magazyny, kościoły - miejsca spacerowe - zapełnione sianem i słomą - na placach pełno podwód i wozów Z dostawami, napełniających tumanami kurzu, miasto w znacznej części niezabrukowane. Ówczesny Poznań nie był wcale podobny do dzisiejszego - było w nim dużo domów jednopiętrowych, krytych gontami, pomieszanych gdzieniegdzie z dwupiętrowemi, lepiej zbudowanemi budynkami. Pełno było zrujnowanych kościołów i klasztorów - ponure bramy prowadziły do miasta, opasanego jeszcze w części pozostałym murem. Cesarz zamieszkał w klasztorze jezuitów, który dopiero w późniejszych czasach, dzięki umiejętnej i twórczej ręce niezapomnianego księcia Radziwiłła, przybrał wspaniałą postaćlI. Ten obraz Poznania nie może dziwić, gdyż w latach 1806 -12 cała działalność miasta nastawiona była na zaspokajanie potrzeb armii. Poznań był miejscem częstych przemarszów wojsk, ich kwaterunku i zaopatrzenia, formowania nowych pułków czy organizowania lazaretów dla rannych.

Naocznym świadkiem pobytu Napoleona w Poznaniu w tym czasie był także nieznany z nazwiska urzędnik Prefektury Poznańskiej. Jego relację, z uwagi na niewielkie rozmiary i interesującą treść, przytaczamy niemal w całości: Jak wiadomo, Napoleon w czasie wyprawy wojennej w r. 1812 na Rosyą podjętej bawił niejaki czas w Poznaniu. Stał kwaterą w kolegium pojezuickim (w prefekturze) najednem piętrze z prefektem Ponińskim, tylko że dla cesarza uporządkowano pokoje tak zwane królewskie, od strony kościoła farnego. Biura prefekturalne mieściły się na parterze. Wewnątrz dziedzińca stała piechota - grenadyerzy (odwach), na co uŻyto lokali zakładu (konwiktu) Lubrańskich, a pod bramą i przed głównemi drzwiami od wschodów po dwóch »guides« konno. Chłopi ogromnego wzrostu, konie ich również. Guidowie ci, ustrojeni w czapki niedźwiedzie grenadyerskie, wyglądali imponująco.

Napoleon miał zwyczaj wyjeżdżać codziennie po południu, nie mówię »po obiedzie«, gdyżjadał obiad dopiero za powrotem do kwatery. Asystencya była zawsze znakomita. On zwykle szybko jeździł na koniu; naturalnie asystencya również za nim pędziła, z nią kawalerya polska czyli gwardyafrancusko polska, do której należałjuż Dezydery Chłapowski w stopniu oficera. Gdzie się tylko Napoleon pojawił, wołano ze wszech stron: »Niech żyje! Vive l'Empereur«, Z czem nawet odzywali się Z zapałem żołnierze francuzcy, którzy przed chwilą przeklinali cesarza i psy na nim wieszali. Kiedy tak cesarz jak wiatr przebywał miasto, mało kto mógł mu się przypatrzeć doskonale, lecz mnie się to udało w następujący sposób. Pewnego dnia po południu wyszedłem zprefektury, chcąc się udać na miasto, lecz zaledwie parę kroków uczyniłemw ulicę Klasztorną (uliczkę wazką pomiędzy gimnazyum a probostwem) zasłyszałem głosy odzywające się od rynku do nowej ulicy: "Vive l'Empereurl" Spostrzegłszy się więc, iż cesarz powraca, stanąłem pod gimnazjum, a koło mnie stanął także jakiś żołnierzfrancuski Z artyleryi. Wnet pędził żYwo na koniu ku domowi przodując cesarzowi prefekt Poniński w pełnym mundurze w szarfie. Stanął przy bramie koło guida, który mu się cofnąć musiał w tył na parę kroków ku nowemu rynkowi, a zdjąwszy nisko kapelusz swój jeneralski (bo jak jenerał jaki nosił prefekt kapelusz stosowany na około pierzato strojny piórami strusiemi białemi) oczekiwał wjazdu cesarza. Ten zaś zwolnił konia i stępą jechał ku kwaterze. Napatrzyłem się na niego dowoli, i przyznam się, iż nie miłe zrobił na mnie wrażenie. Wzrok miał jakiś surowy, nieukontentowanie malujący, twarz duża jak nalana, a kolor twarzy żółty jak u Araba. Jechał wolno w zamysłach, kiedy mój sąsiad - a staliśmy po prawej stronie przyjeżdżających - nagle odskoczył odemnie do cesarza i chciał pochwycić mu konia za uzdę prawą ręką a lewą ręką przyklęknąwszy podawał Napoleonowi prośbę piśmienną. Cesarz skręcił trochę konia na lewo, nie dozwalając chwytać go za uzdeczkę, a na kogoś Z tyłu spojrzał, aby podanie odebrał; podającemu zaś kazał iść za sobą;jakoż ten uchwyciwszy kutas końca czapraka konia cesarskiego, pilnie szedł przy koniu. Z nim zagarnięto i mnie na dziedziniec. Weszliśmy Z całą paradą, przy odgłosie bębnów, prezentowaniu broni na odwachu i odezwaniu się hucznej muzyki. Gdy Napoleon przed drzwiami głównemi zsiadł z konia i szedł na górę, ów adjutant, który odebrał przed bramą podanie, pospieszył za nim, mego zaś towarzysza i mnie pozostawiono pośród ciekawej rzeszy, co tylko przybyłej Z przejażdżki. Wkrótce pojawił się znów adjutant, dysponując, aby podającego wraz Z podaniem odprowadzono do komendanta placu pod strażą, co się też natychmiast stało. Ja poszedłem sobie do miasta. Kiedy się to działo na prefekturze, pan Ksawery Działyński, senator wojewoda, przybył z Konarzewa dojenerała naczelnie komenderującego w Poznaniu, Z wielkim żalem na Francuzów, iż sobie po wsiach postępują zupełnie po nieprzyjacielsku i nawet zabijają niewinnych ludzi, bo mu żołnierz przebił bagnetem porządnego chłopa gospodarza za to, iż ten nie chciał mu dać tego owsa, który sobie przysposobił do siewu. (To się działo w miesiącu maju). Otóżpokazało się, iż ów petent był nieszczęśliwym zabójcą gospodarza i udawał się do łaski cesarskiej, lecz bez skutku, gdyż na mocy wyroku sądu wojennego na trzeci dzień rozstrzelanym został w rynku przed odwachem, zatem i przed pałacem Działyńskich. (..) Dla okazania narodowi, iż jest katolikiem, Napoleon bywał, lubo rzadko, w kościele. Na mszą Św. przybył zwykle batalion piechoty lub pół batalionu, Z bronią, bębnami i muzyką, która przygrywała stosownie, ponure sztuczki. Można powiedzieć, iż podczas takiej mszy nikt się nie modlił; każdy pragnął tylko widzieć cesarza. Ten stał Z założonemi na piersiach rękoma, które tylko opuszczał dla zażycia tabaki. Podczas podniesienia przyklękiwał. Z obudwóch stron ołtarza stała straż honorowa. Wojsko na kościele komendę odbierało głośno. Podczas ewangelii komenderowano broń na ramię; przy podniesieniu zaś na ramię broń, prezentuj broń ("presentez vos armes'') i przyklęknięcie. Po oddaleniu się cesarza po mszy wychodziło wojsko przy biciu bębnów w kościele (takjak i wchodziło), czem dużo osób pobożnych gorszyło się wielce. To samo czyniło wojsko polskie na co się duchowieństwo bardzo i słusznie gniewało 12 .

Wyprawa Napoleona przeciwko Rosji, w czerwcu 1812 roku, rozbudziła w wielu Polakach, a więc także w mieszkańcach Poznania, nadzieję na

Waldemar Karolczak

odbudowanie Polski w jej dawnych historycznych granicach. Z tego też powodu w roku 1812 Poznań manifestował wobec cesarza swoje uczucia wdzięczności w formie od listopada 1806 roku nie spotykanej. Wyjątkowo okazałe były także obchody jego urodzin, mające miejsce w tymże roku 13. Lecz zamiast spodziewanych wielkich zwycięstw militarnych, nastąpiła straszna klęska, której widocznym znakiem były przeciągające przez miasto oddziały rozbitków Wielkiej Armii. Dnia 12 grudnia 1812 r. był w Poznaniu, tym razem incognito, także cesarz Napoleon, o czym mieszkańcy dowiedzieli się jednak dopiero dwa tygodnie po jego wyjeździe 14 .

PRZYPISY:

1 A. Wojtkowski, Poznań w czasach Księstwa Warszawskiego, "Kronika Miasta Poznania" 1927, s. 281. 2 R. Prumers, Ein Posener Tagebuch aus der Franzosenzeit; zapiski Ferdynanda Juliana Wiktora von Goetze, "Zeitschrift der Historischen Gesellschaft fur die Provinz Po sen" , R. 21, 1906, s. 278.

3 "Gazeta Poznańska", nr 106 z 13 XII 1806; nr 109 z 24 XII 1806; nr 101 z 29 XI 1806 i n.

4 "Gazeta Poznańska", nr 100 z 28 XI 1806; nr 102 z 3 XII 1806; nr 107 z 17 XII 1806; nr 57 z 18 VII 1807; nr 45 z 3 VI 1812 i nr 46 z 6 VI 1812. 5 Wielisław, Napoleon w Poznaniu. Z opowiadania naocznego świadka, "Dziennik dla Wszystkich", Warszawa 1883, nr 284-285; R. Prumers, Ein Posener Tagebuch..., op. cit., s. 199-286; J. Wybicki, Życie moje, Kraków 1927; D. Chłapowski, Pamiętniki, Poznań 1899, cz. 1. 6 R. Prumers, Napoleon in Posen, "Zeitschrift der Historischen Gesselschaft fur die Provinz Posen", R. 10, 1894, s. 369-375; A. Wojtkowski, Poznań w czasach Księstwa Warszawskiego, "Kronika Miasta Poznania" 1927, s. 170-189; 256-282 (Jest to najobszerniejsze opracowanie, w którym opisano wszystkie cztery wizyty Napoleona w Poznaniu i obchodzone w tym mieście kolejne rocznice jego urodzin); J. Staszewski, Poznań jesienią 1806 r., "Kronika Miasta Poznania" 1929, s. 291 - 308; tenże, Poznań przed 125 laty, "Kronika Miasta Poznania" 1934, s. 186 - 20 l; E. Kipa, Z pobytu Napoleona w Poznaniu w r. 1806, "Roczniki Historyczne" R. 14, 1938, s. 296-305.

7 A. von Schoenaich, Zur Vorgeschichte der Befreiungskriege. Kriegsberichte von 1812.

Sprawozdanie radcy rejencyjnego Buchholza o pobycie Napoleona w Poznaniu 12 grudnia 1812, (w:) Preussische ProvinzialbHitter, T. L, 1913, s. 368-370.

8 H. von Brandt, Aus dem Leben des Generals der Infanterie..., cz. l: 1808- 1812 Berlin 1868; cz. 2: 1828-1833, Berlin 1869, cz. 3: 1848-1857, Berlin 1882.

9 H. Brandt, Pamiętniki oficera polskiego (1808 - 1812). Przekład M. G., Warszawa 1904, cz. 1, s. 5. 10 H. Brandt, Pamiętniki..., cz. 2, s. 127-129.

11 Tamże, s. 131 -132.

12 Napoleon I w Poznaniu. Opisał naoczny świadek. Z papierów dawnego urzędnika prefektury poznańskiej, "Dziennik Poznański", nr 22 z 26 I 1878. 13 "Gazeta Poznańska", nr 67 z 19 VIII 1812.

14 "Gazeta Poznańska", nr 104 z 26 XII 1812.

Powyższy artykuł jest częścią publikacji Kronika Miasta Poznania 1997 R.65 Nr3 ; Marsz, marsz Dąbrowski dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.
Do góry