"ŚLEPY ANTEK", BOHATER Z CHWALISZEWA
Kronika Miasta Poznania 1995 R.63 Nr1; Chwaliszewo
Czas czytania: ok. 8 min.MARIAN WOŹNIAK
W ydarzenia, które są przemiotem niniejszego artykułu są wielowątko:ve.
Łączy je epizod z życia słynnego w przedwojennym Chwaliszewie "SIepego Antka" - Antoniego Gąsiorowskiego, człowieka, którego życie jest mało znane, a zasługuje na oddzielne opracowanie. Zgasło w czarną noc okupacji, jeżeli wierzyć dokumentom Gestapo 26 czerwca 1943 r. Pozostała po nim legenda, przed kilkunastu laty bardzo żywa, dziś przymierająca, jak całe dzieje Chwaliszewa. W przededniu 40 rocznicy największego czynu bojowego Okręgu Poznańskiego Armii Krajowej, którym bez wątpienia było zniszczenie magazynów na Tamie Garbarskiej, a które przeszło do historii pod kryptonimem "Akcja Bollwerk", wspólnie z dr Zenonem Szymankiewiczem podjęliśmy wysiłek, by akcję upamiętnić, choćby skromnym pomnikiem. Zasługiwała na to nie tylko swoim rozmiarem, ale rangą, do której przywiązywał wagę generał Władysław Sikorski. Miał to być przy tym pierwszy w Poznaniu wyraz materialnej pamięci o czynie zbrojnym Armii Krajowej. Czas był podniosły, a kształtowały go nadzieje związane z "Solidarnością".
Toczyła się walka o suwerenne prawa narodu.
Do końca 1980 roku przeprowadzono niezbędne badania historyczne, które były już zaawansowane w 1970 roku. 18 października 1970 roku. "Wrocławski Tygodnik Katolicki" ("WTK") opublikował nasz artykuł "Akcja BolIwerk" , z apelem do świadków wydarzeń z 21 lutego 1942 roku. Prasa poznańska milczała. Ważniejszy był dla niej mit PPR, niż autentyczny dorobek bojowy Armii Krajowej. Świadkowie zgłaszali się z dużymi oporami, podyktowanymi względami bezpieczeństwa. Do największych sukcesów badawczych zaliczaliśmy kontakt z żołnierzami wielkopolskiej konspiracji, którzy wówczas zamieszkiwali poza Wielkopolską. Wspomnieć tu należy plut. Rocha Piątkowskiego ("Janek") ze Szczecina, zastępcę dowódcy Lotnego Oddziału "Wielkopolskiego Kierownictwa Związku Odwetu" (WKZO), który "Akcję BolIwerk" realizował, kpt. Antoniego Paterskiego ("Roch"), który był świadkiem okrutnego śledztwa
Fot. 51. Antoni Gąsiorowski Fot. 52. Józefa Gąsiorowska z d. Tarczewska
żołnierzy AK w Domu Żołnierza i w Forcie VII ale także por. Jerzego Gawrońskiego ("Skaut"), jedynego z żołnierzy AK w Poznaniu, który zechciał naszym działaniom patronować. Później zgłosiła się rodzina dowódcy "Akcji Bollwerk" si. sierż. Michała Garczyka ("Kuba") z Poznania i ze Szczecina. Dopiero w 1980 roku ujawnili się związani z akcją pracownicy Portu Rzecznego w Poznaniu Stanisław Weinert, Jan Hołysz. Wstrząsający był kontakt z Panią Pelagią Jankowiak, która w następstwie akcji straciła męża i syna.
Na podstawie raportu szefa poznańskiego gestapo z 29 czerwca 1943 r.
a także z akt Sądu Doraźnego "Sondergericht Posen" można było ustalić personalnie 19 dowódców i wykonawców akcji z 21 lutego 1942 r. W wielu kolejnych relacjach pojawiała się postać Antoniego Gąsiorowskiego. Wspominano o nim, jako o osobie, którą znało całe przedwojenne Chwaliszewo. Był tam , znany jako "Slepy Antek". Pseudonim wywodzić się miał z faktu utraty oka w nieznanych bliżej okolicznościach. Mówiono o nim jako o przywódcy "eki" Chwaliszewa. Niektórzy dobrodusznie określali go mianem "juchty chwaliszewskiej". Była to zatem postać legenda. Legenda ta narastała, ale nikt nie potrafił, poza twierdzeniem, że należał do głównych wykonawców "Akcji Bollwerk" określić finału jego życia, co było niezbędne dla umieszczenia jego nazwiska na pomniku upamiętniającym "Akcję Bollwerk", który dziś jest miejscem Pamięci przy ulicy Estkowskiego. Dramatyczne były też losy realizacji naszego zamierzenia. 13 grudnia 1981 roku wprowadzono stan wojenny. Wy
Fot. 53. Zenon Gąsiorowskidawało się, że los pierwszego mIeJsca Pamięci czynu AK w Poznaniu został przesądzony. W moim przeświadczeniu, a pogląd ten podzielał też honorowy patron zamierzenia por. Jerzy Gawroński wszelkie kontakty z "WRON" (nazywaliśmy to haniebne gremium" wroną") były nie na miejscu! Innego zdania był Zenon Szymankiewicz, który uważał, że cel - pierwsze w Poznaniu miejsce Pamięci AK - jest ważniejszy od wszelkich dywagacji politycznych. Nalegał, by wykorzystać przychylne stanowiska Prezydenta Poznania, a także Wojewody Poznańskiego. Nieznanymi mi drogami, być może wykorzystując gesty pojednawcze "WRON" w stosunku do społeczeństwa, uzyskano zgodę na realizajcę zamierzenia. Wtedy też pojawił się problem "Ślepego Antka". Podejmowano próby ustalenia jego dramatycznych losów. Na list skierowany do proboszcza parafii św. Mikołaja w Wierzenicy, od którego spodziewano się uzyskać informacje metrykalne A. Gąsiorowskiego nie uzyskano odpowiedzi. Czas naglił. Nie można było przewlekać rozmów z artystą plastykiem Marianem Banasiewiczem, który podjął się zaprojektowania pomnika z listą nazwisk poległych uczestników "Akcji BolIwerk" .
Tymczasem śmierć Antoniego Gąsiorowskiego potwierdzała tylko legenda.
Narodził się wówczas pomysł, by tablicę pamiątkową zaprojektować w taki sposób, by po potwierdzeniu faktów można było nazwisko A. Gąsiorowskiego uzupełnić. Perypetie związane z realizajcą pomnika w stanie wojennym zasługują na oddzielne opisanie. Wymieńmy tu tylko milicyjno-wojskowe eskapady do Po
Marian Woźniak
Fot. 54. Henryk Kwiatkowski
mętu, gdzie wykonywano odlewy, nocne eskorty na kolejne narady, perturbacje z prasą poznańską, w której dzięki ofiarności dziennikarzy "Głosu WielkopoIskiego", udało się zasygnalizować uroczystość zaplanowaną w 40. rocznicę "Akcji BolIwerk" , w niedzielę 21 lutego 1982 I., o godzinie 10,00. Do ostatniej chwili spodziewaliśmy się (niestety bez skutku) kontaktu ze strony rodziny A. Gąsiorowskiego. Nie przybył też plut. Roch Piątkowski.
Uroczystości, która przebiegała w atmosferze przerażenia stanem wojennym, towarzyszyły dość dyskretne patrole wojska i milicji. Przerażająca była też oprawa propagandowa niektórych wystąpień. Licznie natomiast zjawiły się rodziny poległych. "WRON" odmówił możliwości zaproszenia duchownych i poświęcenia pomnika. Szlachetnym natomiast czynem było złożenie kwiatów pod pomnikiem przez Wojewodę Poznańskiego i Prezydenta Miasta. Pomnik wrósł szybko w panoramę miasta.
Legenda "Ślepego Antka"
Wieczorem po uroczystościach doszło do spotkania kilku żyjących świadków wydarzeń w mieszkaniu Państwa Weinertów przy ulicy Nowowiejskiego. Wówczas to pojawiła się w całym blasku legenda człowieka, którego nazwiska zabrakło na pamiątkowej tablicy. Przytaczamy ją, by uchronić od zapomnienia, by nie przeszła w niepamięć jak całe dzieje Chwaliszewa. Antoni Gąsiorowski, woźnica przedwojennej firmy Hartwig, kojarzył się zawsze z Chwaliszewem. W młodości stracił prawe oko. Po ciężkiej pracy spędzał
często czas w knajpkach " Grubego Jasia", czy "Koniecznego" przy ulicy Piaskowej. Miał swoją "ekę", z którą nie rozstał się także po zajęciu Poznania przez Niemców. Był woźnicą, a dorabiał drobnym handlem na utrzymanie dość licznej rodziny. Polityką się nie interesował do dnia, w którym zetknął się w dowódcą Oddziału Lotnego WKZO st. sierż. Michałem Garczykiem. Miało to miejsce w połowie stycznia 1942 roku. M. Garczyk poszukiwał żołnierzy, którzy mogli być pomocni przy wykonaniu "Akcji BolIwerk". Z A. Gąsiorowskim spotkali się przy kiosku na Placu Sapieżyńskim. Względy konspiracyjne wymagały zaprzysiężenia. Legitymacją dla Antka było oświadczenie, że jest dobrym Polakiem "jak każdy z Chwaliszewa" . Był zafascynowany tym, że istnieje "Polska Podziemna", a on może być jej żołnierzem. Zaprosił wówczas M. Garczyka "na piwo" gdyż w jego przekonaniu taka oprawa była najbardziej godna ceremonii zaprzysiężenia. "Kuba" na propozycję przystał. "Antek" w najwyższym skupieniu powtarzał słowa przysięgi. Przyjął pseudonim "Ślepy", dodając "bo tak mnie znają". Nie mógł zrozumieć zobowiązania do zachowania tajemnicy. W słowach pełnych determinacji mawiał "przecież jestem żołnierzem i nie zamierzam zginąć bezimiennie". Już następnego dnia po zaprzysiężeniu zameldował o włączeniu do AK swojej "eki" - brata Władysława, Michała Śmiegielskiego ("Bolek"), Mariana Aniołę, Stanisława Kaliszana, Leonarda Kolanaka i Stanisława Sztukowskiego. "Antek" mianował się dowódcą. Odtąd też wszystkie dyskusje, prowadzone przez "Antka", często "przy piwie" były zdominowane wyłącznie walką z okupantem. A. Gąsiorowski brał udział we wszystkich nocnych wyprawach na obszar portu, gdzie przygotowywano szczegółowe rozpoznanie topograficzne. Zgłaszał też szereg własnych propozycji. We wszystkich wypowiedziach wyróżniał się niespotykanym w tym środowisku poczuciem patriotyzmu. Szczególne elementy legendy dotyczyły jednak postawy Antoniego Gąsiorowskiego w przebiegu "Akcji BolIwerk" i po jej zakończeniu. 21 lutego 1942 roku, tuż przed godziną policyjną miał ze swoją drużyną zająć lokal volksdeutscha Koniecznego, wydając mu komendę zamknięcia lokalu, zasłonięcia okien i wydania gościom suto zakrapianej kolacji. Wszystko odbywało się na rozkaz "Antka", jako "żołnierza AK", z czym się w ogóle nie krył. Właściciel został tak sterroryzowany, że przysięgał, iż nie zgłosi sprawy policji, z czego miał się podobno wywiązać. Po akcji "Antek" zwrócił się do "Kuby" z prośbą o umożliwienie mu wyniesienia z magazynów 3 worków cukru, a następnie wspólnie z Tomaszem PrymeIskim osobiście dopilnował skuteczności podpalenia magazynów portowych. W momencie przybycia oddziałów straży pożarnej i policji - około godziny 4,00 22 lutego 1942 roku z magazynu, w którym przechowywano odebrane Polakom gramofony miały dobiegać dźwięki Mazurka Dąbrowskiego. To także miało być dziełem "Antka". W czasie brutalnych przesłuchań 22 i 23 lutego, gdy przerażeni żołnierze AK błagali "Antka" by zachował zasady tajemnicy konspiracyjnej, odpowiadał niezmiennie: "jestem żołnierzem na froncie i chcę zginąć jako żołnierz". Zawsze dodawał: "nikogo nie zdradzę i zeznań nie złożę". Kiedy właściwie zatrzymało
Marian Woźniak
go gestapo nie było wiadomym. Nikt nie potrafił także wskazać jego ostatecznego losu. Legenda kończyła się twierdzeniem: "zginął jak zapowiedział", choć nikt nie potrafił przytoczyć żadnego argumentu, potwierdzającego śmierć "Antka". Był dla naszych informatorów Bohaterem, którego słowom po prostu ufano bezgranicznie. Tyle tylko mówiła legenda...
Okruchy prawdy
Od odsłonięcia pomnika przy ulicy Estkowskiego minęło 13 lat. Nie sposób było nadal oczekiwać na samoistne rozwiązanie tajemnicy. Powodem podjęcia iście policyjnych działań dla wyjaśnienia tajemnicy było organizowanie przez Muzeum Historii Miasta Poznania wystawy poświęconej dziejom Chwaliszewa. Przy życzliwej pomocy wielu osób ustalono najpierw, że poznańskie gestapo zarejestrowało zgon Antoniego Gąsiorowskiego 26 czerwca 1943 roku. Jako przyczynę zgonu podano "bóle brzucha". Błędnie określono adres zamieszkania. Można było już jednak jednoznacznie stwierdzić, że naszym bohaterem był Antoni Gąsiorowski syn Walentego, urodzony 1 czerwca 1901 r. w Wierzenicy. Przy pomocy U rzędu Miasta Poznania odnaleziono jedynego żyjącego syna A. Gąsiorowskiego. Można było udokumentować jego wersję działalności jak i śmierci ojca. Okazało się, że Antoni nie był jedyną ofiarą terroru gestapo. W tej samej sprawie zginęli brat Władysław Gąsiorowski - żołnierz AK i pracownik Portu Rzecznego, siostrzeniec Henryk Kwiatkowski. Ciężkiemu śledztwu poddano córkę Gąsiorowskiego Helenę, a żona Antoniego - Józefa po śledztwie w Domu Żołnierza i w Żabikowie została przekazana do KL Ravensbriick, skąd wróciła w stanie krańcowego wyczerpania. Zmarła w Poznaniu, nie odzyskawszy zdrowia w 1961 r. Z opowiadań syna A. Gąsiorowski jawił się jako wysoki, barczysty mężczyzna o silnym poczuciu patriotyzmu. Już przed wojną był woźnicą w firmie Hartwig. Lubił towarzystwo "koleżków" z Chwaliszewa, niekiedy uczestnicząc w towarzyskich spotkaniach "przy kielichu". Takim pozostał w okupowanym przez Niemców Poznaniu. Syn Stanisław zapamiętał, że w okresie wojny nastąpiła w jego zachowaniu zmiana. Gdy wracał podchmielony nucił często hymn narodowy. Nieraz nakłaniał syna Zenona, by grał hymn narodowy na organkach. Na nic zdawały się wówczas błagania żony o ostrożność. Po "Akcji BolIwerk" przeczuwał najgorsze. Mówił wtedy żonie, by wychowała dzieci na dobrych Polaków, bo jeżeli on zginie, to na pewno śmiercią "polskiego żołnierza". Aresztowano go w trakcie wykonywania pracy woźnicy, przy rozładunku towaru przy Wolnicy. Stawiał zdecydowany opór. Skutego przewieziono do siedziby gestapo. Był słoneczny dzień 25 czerwca 1942 r. To co rozegrało się w pokoju przesłuchań gestapo mimo woli dotarło do rodziny przez krewną, pielęgniarkę w szpitalu przy ulicy Łąkowej, gdzie przywieziono ciężko rannego pracownika gestapo. Usłyszała one bezpośrednio z ust gestapowców, że A. Gąsiorowski pchnięty przez oprawcę Jana Gerharda
Fot. 55. Chwalisz ewo w 1945 r. Fot. Zbigniew Zielonacki
Fot. 56. Chwaliszewo w 1945 r. Fot. Zbigniew Zielonacki
Marian Woźniak
w stronę grupy przesłuchującej gwałtownie skoczył do jednego z nich przegryzając mu zębami gardło. Był to krok niezwykły jeżeli zważyć, że był skuty, z rękami do tyłu. Masakrowano go w nocy. Żadnego zeznania nie złożył. Zginął więc rzeczywiście śmiercią żołnierza. Zemsta gestapo nie miała granic. Aresztowano całą rodzinę, straceni zostali Władysław Gąsiorowski i Henryk Kwiatkowski. Józefa Gąsiorowska została aresztowana 26 czerwca 1943 r., jako , "żona największego polskiego bandyty". Dzieci wyrzucono na bruk. Czyn "Slepego" był dla gestapo na tyle krępujący, że nie wspomniano o nim w procesie, który odbył się 16 listopada 1943 r. przed Sądem Specjalnym ("Sondergericht Posen"), w którym na karę śmierci skazano 14 żołnierzy AK, wykonawców "Akcji BolIwerk" . To jednak nie przeszkodziło w utrwaleniu legendy "Bohatera z Chwaliszewa" .
ŹRÓDŁA
Fundacja Archiwum Poznańskiej Armii Krajowej i Walki o Suwerenne Prawa Narodu w Poznaniu (cyt. FAK): - Der Inspekteur der Siecherheitspolizei und des SD L.nr 337/42 z 28 VI 1943r.
- Akt oskarżenia Der Oberstatsanwalt Sd.4 Js.353/43 Posen 8 X 1943 r. w Zespole FAK-I/5, Wielkopolskie Kierownictwo Związku Odwetu.
Tamże relacje: Roch Piątkowski, Pelagia Jankowiak, Jan Hołysz, Stanislaw Weinert, Jadwiga Wesołowska, Irena Preisner, Antoni Paterski, Maria Olkiewicz. FaK-V/298, odtworzone akta osobowe A. Gąsiorowskiego.
Repr. 55 - 56 wykonała Barbara Drzewiecka
Powyższy artykuł jest częścią publikacji Kronika Miasta Poznania 1995 R.63 Nr1; Chwaliszewo dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.