STANISŁAW "BYDGOSTA" Z POZNANIA
Kronika Miasta Poznania 1994 R.62 Nr3/4
Czas czytania: ok. 19 min.TADEUSZ M. TRAJDOS
"\"'1 T nowożytnej epoce dziejów Karmelitów Antiquae Obsrvantiae w Polsce V V pojawia się próba utrwalenia pamięci o Stanisławie z Poznania, zwanym "Bydgostą", kaznodziei karmelitańskim, umęczonym w Prusach, a pochowanym w klasztorze bydgoskim w r. 1420. Wiadomość o nim przekazana w historiografii zakonnej oraz u innych pisarzy kościelnych jest niesłychanie skąpa. Przytoczone przez nich okoliczności śmierci męczeńskiej i zasług osobistych już w XVII stuleciu uległy racjonalnej krytyce, a dążność do stworzenia jego trwałego kultu została odrzucona zdecydowanie zarówno przez cały zakon, jak i prowincj ę polską. Obserwując drogi przekazu o Stanisławie "Bydgoście" możemy starać się określić genezę tej tradycji. Odnajdujemy w niej potrzebę kreacji własnego patrona zakonnego, który na północnej rubieży Królestwa Polskiego nasyciłby początkowy okres działalności karmelitów w tym kraju chwałą kapłańskiej gorliwości i heroizmu męczeństwa. Spojrzyjmy więc najpierw na zasób źródłowy przywołujący postać Stanisława, a następnie spróbujemy ustalić historyczną wiarygodność jego osoby, biorąc pod uwagę szczególnie opis męczeństwa. Nie ma najmniejszych śladów wiadomości o Stanisławie przed rokiem 1600.
Kataklizmy dziejowe dotkliwie pustoszyły najstarsze archiwalia karmelitańskie w Polsce. Dla Krakowa decydujący był najazd szwedzki 1655 r., dla Poznania i Bydgoszczy - przede wszystkim kasacyjna działalność pruska w XIX w. To, co przetrwało w zespołach akt klasztornych, włączone do archiwów miejskich i wojewódzkich, nie zawiera żadnego przekazu z XV lub XVI w. o domniemanym męczenniku. Brak jakichkolwiek wzmianek i relacji o Stanisławie przed początkiem XVII w., stwierdza pierwszy krytyk ówcześnie postulowanego kultu prowincjał polski Aleksander Kośliński w swym dziele z lat 1650-1653, a miał on wgląd w materiał archiwalny klasztorów swej prowincji od dawna już rozproszony bądź zniszczonyl.
Ryc. 1. Stanisław z Poznania Karmelita.
Polichromia na sklepieniu Kościoła Najświętszej KIwi Pana Jezusa w Poznaniu. Fot. 1. Miecznikowski
Pierwsi autorzy, którzy drukiem prezentowali osobę Stanisława "Bydgosty" , nie byli karmelitami. Każdego z nich cytowano później wielokrotnie. Karmelita Stanisław nie doczekał się wszakże swojej "Vi ta" w obszerniejszej redakcji. Pozostały jedynie bardziej lub mniej starannie powielane notatki biograficzne, jakby szkic przyszłego żywot u, nigdy nie urzeczywistnionego i nie wypełnionego dostatecznym materiałem faktograficznym. Pierwszym z cytowanych autorów był kanonik krakowski Krzysztof Warszewicki. W bardzo suchym dziełku pL "Re ges, Sancti, Bellatores, Scriptores Poloni" , wyd. w Rzymie 1601, stanowiącym spis osób wymienionych w tytule, czasem wzbogacony jedynie króciutką notą biograficzną, Warszewicki pośród świętych polskich umieszcza wzmiankę: "B. Stanislaus Ordinis Carmelitarum" i to wszystk0 2 . Późniejsi autorzy przypisywali mu jednakże autorstwo innej pracy: "Cathalogus Regni Poloniae Patronorum", zatwierdzonej przez władze Kościoła, drukowanej w Rzymie w r. 1602. Kwerenda biblioteczna, przeprowadzona przeze mnie w Rzymie, nie potwierdziła tej atrybucji, a tekstu znaleźć się nie udało. Podjęte poszukiwania nie przyniosły odkrycia ani jednego egzemplarza tego dzieła również w polskich zbiorach starodruków 3 . Pośród rękopiśmiennych poloniców Archiwum Karmelitańskiego w Rzymie, w teczece "Conventus singuli: Poznań 1598-1660" ocalał wszakże sporządzony w I ćw. XVII w. wyciąg z owego "katalogu patronów polskich" edycji rzymskiej 1602 f., przy czym
Tadeusz M. Trajdoskopista cytuje "folio 15", a więc tekst niewątpliwie istniał 4 . Wydaje się, że był on osnową całej późniejszej, ubogiej zresztą, literatury o naszym Stanisławie. Możliwe, że pracę wydano w małej ilości egzemplarzy, iż nie uchował się żaden. Autorstwo Warszewickiego potwierdzają ci pisarze (anonimowy karmelita cyt. wyżej i Biscaretti 1638 r., zob. niżej), którzy to dzieło widzieli na własne oczy. Sformułowanie intytulacyjne noty karmelitańskiej "Extractum ex Cathalogo Ss. Regni Poloniae Patronorum Romae approbatum" sugerowało ostateczne zatwierdzenie nowego kultu zakonnego, choć najbliższa przyszłość miała pokazać coś z gruntu odmiennego. Cóż więc mówił ów katalog o Stanisławie "Bydgoście"? Błogosławiony (Beatus), karmelita rodem z Poznania i profes klasztoru poznańskiego, "najpobożniejszy, ozdoba Zakonu i Królestwa Polskiego, rozsławiony cnotami i cudami" został wysłany w celach kaznodziejskich do Prus, gdzie "wielu nawrócił do światła Bożego, zdrowej doktryny i niepokalanego życia". "Z poduszczenia szatana" został zgładzony przez "bałwochwalców" (ścięty mieczem), zaś jego ciało pochowano 2 czerwca 1420 roku w klasztorze karmelitów w Bydgoszczy. Oto wszystko, co wie najstarsze źródło o karmelicie Stanisławie, zdecydowanie przypisując mu palmę męczeństwa za wiarę.
Zauważmy, że jedyny uchwytny rzeczowo wątek hagiograficzny: misja kaznodziejska poznańskiego zakonnika do Prus, płodna ewangelizacja pogan i tragiczny finał tj. męczeństwo pod ciosem miecza, jest tu uderzająco pokrewny toposowi legendy św. Wojciecha, pierwszego patrona Korony Polskiej, legendy zrodzonej wszakże w zupełnie odmiennej epoce. Przykuwa uwagę oszczędny w swej wymowie szablon narracyjny. Zawiera on gloryfikację cnót i pobożności, uwypukla zapał misyjny, ale nadto moc sprawiania cudów, a więc daje wyraźne wskazówki kompozycyjne dla większego żywotu, który musiałby ukazać wszelkie typowe przejawy świętości. Niemal równolegle z opisanym "Katalogiem" imię Stanisława karmelity spopularyzował Marcin Baroniusz, kleryk jarosławski, w książce "Vita, gęsta et miracula Beati Stanislai Poloni" (Kraków 1609), poświęconej działalności Stanisława Kazimierczyka, ale w odrębnym rozdziale-aneksie zawierającej spis krótkich biogramów innych świętych polskich tegoż imienia. Jako drugi po św. Stanisławie ze Szczepanowa występuje nasz karmelita określony jako "Bł. Stanisław z Poznania... najżarliwszy kaznodzieja", ścięty mieczem w Prusach przez bałwochwalców za wiarę Chrystusową, a pochowany na Kujawach u Karmelitów Bydgoskich 2 czerwca 1420 r. 5 Informacja więc identyczna, wszakże z eliminacją ozdobnych epitetów, malujących świętość opisywanej postaci. Podobnie jak autor "Katalogu" Baroniusz w swym biogramie nie powołał się na żadne wcześniejsze źródło. Oba przytoczone teksty ukształtowały skromniutkie minimum wiedzy o Stanisławie: syn poznańskich mieszczan, wybitny i żarliwy kaznodzieja, posłany z misją do Prus, ścięty przez pogan, pochowany w klasztorze bydgoskim 2 czerwca 1420 r. Wyraźnie ustalono w kalendarzu karmelitańskim jego przyszłe święto w zastępstwie nieznanego "dies natalis" tj. dnia męczeństwa, czyli dnia narodzin dla nieba, na dzień pogrzebu, zapewne niewiele późniejszy.
Obok dwóch pionierskich wzmianek o Stanisławie Kośliński sugerował także przekaz Tomasza Tretera, kanonika warmińskiego i kustosza poznańskiego ok. r. 1600. Mamy do czynienia jednak z omyłką bibliograficzną uczonego prowincjała 6 . Późniejsi hagiografowie Stanisława byli skazani na "Katalog" Warszewickiego i Baroniusza. Wzmiankowany anonimowy autor karmelitańskiego rękopisu z biogramem Stanisława w papierach konwentu poznańskiego, przechowywanych w rzymskim archiwum zakonu, uwzględnia równocześnie obie niemal identyczne relacje. W tej wersji przejęła legendę Stanisława "Bydgosty" historiografia zakonu karmelitańskiego, tak w dziełach krajowych, jak i w powszechnej historii zakonu. W tej pierwszej kategorii warto wzmiankować rozprawę teologiczno-historyczną "Drogi Depozyt Ciała y Krwie Iezusowey...", wydaną w r. 1722, utożsamianą poprzednio z drugim wydaniem książki poznańskiego karmelity Franciszka Powsińskiego (1663) poświęconej Hostiom Poznańskim 7 . Autorowi tego dzieła wystarczyło lakoniczne, ogólnikowe wspomnienie o karmelitańskim męczenniku. Dziejopisarstwo karmelitańskie wzbogacało przeważnie tę krótką opowieść ornamentem barokowej erudycji. Jego luminarze jak Lezana i Ventimiglia w tym jednym przypadku nie przyjęli do wiadomości druzgoczącej krytyki całej sprawy pióra Aleksandra Koślińskiego (1650), ich stałego autorytetu w dziedzinie historii polskich karmelitów. Karmelita Juan Batista de Lezana w swoich "Rocznikach" (1656)8 prezentuje pod rokiem 1420 mniej więcej opowieść z "Katalogu", przy czym do przymiotów Stanisława (m.in. cudotwórczych) dodaje jeszcze "wybitną uczoność". W silniejszym nadto podobieństwie do legendy św. Wojciecha zostaje rozbudowana sekwencja finalna: wobec udanych nawróceń z bałwochwalstwa wściekli kapłani bożków zdołali namówić pewnego poganina, by zgładził misjonarza mieczem. Zabójca oraz inspiratorzy ponieśli wnet karę Bożą, a chrześcijanie odwieźli ciało męczennika do klasztoru bydgoskiego, gdzie je pochowano. Lezana myli jednak znamiennie datę pogrzebu o cały miesiąc wstecz: 2 maja 1420 r. W ten sposób mimowolnie ujawnia, że menologia i hagiograficzne kompendia karmelitańskie, a tym bardziej kalendarze ogólno- kościelne nie przyjęły definitywnie nowego świętego. Ogniwem pośrednim między pierwszymi autorami polskimi a wielką historiografią zakonną w tej sprawie były cytowane przez Lezanę i Ventimiglie obok Warszewickiego i Baroniusza komentarze karmelitów Augusto Biscarettiego i Filipa Metiusa, wtórne i powierzchowne. Wart zacytowania jest szczególnie ten drugi (w traktacie o świętych zakonu)9: "Święty Stanisław Polak, cnotami i świętością rozsławiony, ozdoba Królestwa Polskiego, za wiarę, imię i chwałę Chrystusa został okrutnie zabity przez nieludzkich Scytów (sic) nieprzyjaciół Chrystusa". Poprowadzony tą drogą szablon hagiograficzny gwałtownie osłabiał realność postaci, głównie w środowisku karmelitów prowincji polskiej. Kompilację w Metiusa i Lezany umieszcza też w r. 1662 Daniel a Virg.
Maria 10 . Najwcześniejszy z tych pisarzy karmelitańskich, o. Augusto Biscaretti (1638)11, którego nawet Lezana uważał za mało rzetelnego, popisuje się swoją
Tadeusz M. Trajdos
erudycją źródłową, cytując dokładnie "kanonika krakowskiego Warszewickiego", autora" Katalogu" i Baroniusza. Ze sposobu cytowania źródeł widać, że posiłkował się bezpośrednio lekturą obydwu polskich dzieł, a więc miał w ręku zaginiony" Katalog". Wzbogacił je literackim zdobnictwiem epoki. W jego ujęciu "Stanisław z Bydgoszczy, karmelita diecezji poznańskiej" wyróżniał się "pobożnością, cnotami i chwałą cudów". Wysłany dla "nauczania Słowa Bożego do Prus" zbierał "obfity plon dla winnicy Pańskiej" i "wielu przywrócił do trzody Chrystosowej". Tamtejsi kapłani nie mogli mu wybaczyć "zwalczania kultu bożków" i skazali go na ścięcie mieczem. Biscaretti wiernie podawał "dies funebri" w klasztorze bydgoskim 2 czerwca 1420 r.
Spadkobierca metody rocznikarskiej Lezany karmelita Mariano Ventimiglia (1773)12, w oparciu o tożsame źródła, rozbudował nieco szerzej wątek martyrologiczny. Stosował też manierę imitacyjną wobec epilogu żywota św. Wojciecha. Żarliwy kaznodzieja nawrócił wielu pogan, już poprzednio rozsławiony cudami i szlachetnością cnót. W trakcie samotnej modlitwy napadł go i ściął mieczem pewien złoczyńca, namówiony przez kapłana bożków. Zabójca Stanisława został opętany przez diabła i wił się w konwulsjach po ziemi, a kapłani pogańscy oślepli. Chrześcijanie z wielką czcią wywieźli ciało świętego męża, dzięki zaś pobożności mieszczan bydgoskich można je było pochować uroczyście w tamtejszym klasztorze karmelitańskim. Za Lezaną podaje datę 2 maja 1420 r. Podobnie jak jego poprzednicy Biscaretti i Lezana, a wbrew źródłom polskim, nie przypisywał Stanisławowi pochodzenia poznańskiego tj. z miasta Poznań, określając go jedynie jako "zakonnika diecezji poznańskiej".
Pierwszy wariant tej hagiografii ewokował więc legendę Wojciechowa. Snuł się od Katalogu Warszewickiego i Baroniusza po kronikę Ventimiglii. Pod pierwotną datą 2 czerwca 1420 r. przyjęli go też bolandyści w tomie serii "Acta Sanctorum"13, przytaczając poznańskie pochodzenie Stanisława, żarliwe kaznodziejstwo, zabójstwo w Prusach z rąk pogan i pochówek u karmelitów bydgoskich, z wyjaśnieniem, że nie znajdują najmniejszych wzmianek o jego kulcie, a jedynym źródłem wiedzy pozostają Katalog Warszewickiego, dziełko Baroniusza i Roczniki Lezany oraz pozostali cytowani już autorzy zakonni.
A więc zamknięty krąg przekazów nowożytnych.
Powyższy wariant nie jest wszak jedynym w polskiej literaturze kościelnej.
Świeże tchnienie dał legendzie Stanisława karmelity Piotr Hiacynt Pruszcz w "Fortecy duchowej Królestwa Polskiego" (1662)14. W "żywocie świątobliwego karmelity" powołał się nie tylko na Baroniusza (pomijając zupełnie "Katalog"), ale i na "rękopisy Konwentu". Jest to powołanie kapitalnej wagi. Należy sądzić, że Pruszcz miał na myśli nie manuskrypty odległego dlań klasztoru bydgoskiego, ale spuściznę rękopiśmienną zgromadzoną w stolicy prowincji - klasztorze krakowskim, i to z lektury dokonanej przed dewastacją szwedzką w latach 1655-1657. Gdyby tak było - mielibyśmy znakomity argument na korzyść historyczności osoby Stanisława "Bydgosty", ale nade wszystko świadectwo zbieranych o nim relacji klasztornych niezależnie od drukowanych od pocz. XVII w. hagiografii. Jednak Kośliński w r. 1650 takich papierów nie widział. Zachodzi więc podejrzenie, iż Pruszcz korzystał z krakowskich rękopisów klasztornych, ale napisanych w 1 poło XVII w. czyli paralelnych do całej nabożnej literatury drukowanej o tej postaci. Zawierały one jednak nowe informacje o Stanisławie, co wynika z treści wykładu Pruszcza. Cóż przejął z Baroniusza? Pochodzenie z Poznania i tamtejszą profesję, nabożność i pracowitość, zasługi kaznodziejskie, pogrzeb u karmelitów bydgoskich 2 czerwca 1420 r. Natomiast z owych zagadkowych "rękopisów klasztornych" przejął formację intelektualną Stanisława - wykształcenie in artibus oraz kompletnie inne uzasadnienie jego śmierci. Miał być on "wielkim wrogiem herezji" i to przez "heretyków" został zamordowany w trakcie kaznodziejstwa w Prusach w r. 1420. W jakże innym świetle, o ileż realniejszym, stawia to zdanie kwestię historycznej autentyczności karmelitańskiego katechety. N a Baroniusza oraz na "kronikę klasztorną" powołuje się też lapidarna narracja anonimowa, zawarta w kodeksie papierowym XVII w., w zbiorku "O zakonach w Polsce"15, w dziale "Męczennicy-Karmelici": "Za Władysława Jagiełły wybitnie wykształcony Stanisław z konwentu Poznania, gorliwy kaznodzieja, w czasie przepowiadania Ewangelii w Prusach został ścięty mieczem, pochowany 2 czerwca 1420 r. w konwencie w Bydgoszczy". Autor tej notatki wyraźnie idzie śladem Baroniusza, a nie czytał Pruszcza (może pisał przed r. 1662), ale godna uwagi jest świadoma eliminacja określenia zabójców Stanisława jako "pogan".
Śladem odkryć Pruszcza poszedł reformata ks. Florian Jaroszewicz (1767)16, powołujący się wyłącznie na Pruszcza i Baroniusza. Pomylił co prawda datę pogrzebu (11 czerwca 1420 r.), ale za to z wywodu Pruszcza wyprowadził logiczne wnioski. Kazał mianowicie gorliwemu kaznodziei karmelitańskiemu pojechać do Prus, by "wykorzeniać pokątne zabobony pogańskie i pokonywać heretyków przybyłych z Czech", za co zasieczono go mieczami. Archaizujący wątek misji w pogańskich Prusach, który upodabniał Stanisława do św . Wojciecha natrafił na rosnące wątpliwości polskiej opinii kościelnej; w pracach dziejopisów krakowskich napotkał fabułę alternatywną. Upatrywała ona powód śmierci naszego karmelity w konflikcie wywołanym agitacją husycką w państwie krzyżackim, w zgodzie z realiami roku 1420. Ale i ta próba uwiarygodnienia działalności Stanisława nie przekreśliła krytyki i nieufności, z jaką spotkało się forsowanie nowego kultu. Racje tej krytyki wyłożył dostojnik najbardziej zainteresowany, a mianowicie wzmiankowany prowincjał polski Aleksander Kośliński, w swej rękopiśmienniczej historii fundacji klasztorów karmelitańskich, pisanej w poł. XVII w. 17 Jako że oryginał tej pracy, jak i 20 łat później zrobiona wierna kopia powędrowały do Generalności Zakonu w Rzymie, by służyć jako kompendium wiedzy o Zakonie w Polsce - stanowczo negatywny stosunek tego autora do historii Stanisława "Bydgosty" rozstrzygnął chyba ostatecznie o niepowodzeniu tego kultu nawet w warunkach lokalnych. Kośliński cieszył się bowiem wielkim prestiżem u przełożonych zakonu. Prowincjał bardzo pobieżnie przytoczył legendę Stanisława "z Poznania", zwąc go "kapłanem i kaznodzieją bydgoskim" (a więc przypisując stały pobyt w klasztorze bydgoskim, a nie poznańskim), datując dość ironicznie jego mę
Tadeusz M. Trajdos
czeństwo "około roku 1400 lub nieco wcześniej", co przyjął dowolnie, bo wszystkie wcześniejsze przekazy zgodnie mówiły o roku 1420, podobnie jak o profesji poznańskiej Stanisława. Dla pognębienia tej historii Kośłiński podkreślił jej istnienie w postaci ustnego podania klasztornego, pomimo że na końcu swego wywodu musiał zacytować dzieła Baroniusza i mylnie - Tretera. Wspomniałem już, że nie znalazłem też owych rękopisów klasztornych, które umiejętnie wykorzystywał Pruszcz w podobnym czasie. Trafnie natomiast spostrzegł chronologiczną krótkotrwałość tradycji Stanisława w literaturze drukowanej, albowiem liczącą tylko 50 lat przed spisaniem jego kroniki. Kośłiński, umysł chłodny i sceptyczny, nie mógł zawierzać temu podaniu nawet po lekturze Baroniusza. Operował trzema argumentami, które ilustrują znakomicie jego metodę krytyki źródeł, dość pionierską na owe czasy panegiryków i apologii. Po pierwsze - brak wcześniejszych przekazów pisemnych (przed r. 1600). Po drugie - problem wątpliwej tożsamości zabójców męczennika. Kośłiński znał ówczesny wykład dziejów diecezji włocławskiej, a wyłącznie tę brał pod uwagę, gdyż sądził, że Stanisław działał tylko w Bydgoszczy, a lekceważył istotę relacji tj. misję pruską. Według ówczesnych interpretacji w diecezji tej, założonej rzekomo w r. 966, "od pierwszego biskupa Lucyda" aż po inwazję luterańską w XVI w. nie było żadnych zagrożeń dla Kościoła katolickiego, a już w żadnym wypadku nie było ognisk pogańskich u progu XV w. Tak więc polemista nie dostrzegał motywu religijnego, który przyświecałby zabójstwu kaznodziei. Przekonamy się, że ocena Koślińskiego, zgodna z ówczesną historiografią, była w tej kwestii chybiona. Próba niezauważenia wątku misji w Prusach stanowiła błąd merytoryczny, a obserwacja braku zagrożeń dla Kościoła diecezji włocławskiej w XV w. wynikała z nieznajomości choćby akt wizytacyjnych tejże diecezji. Swoim zwyczajem Kośłiński szukał przeto genezy legendy w wydarzeniach, które nazwiemy powszednimi. "Niektórzy więc powiadają" - pisze on - "że zabójcą był pewien katolik, który publicznie zganiony w kazaniu przez Stanisława za cudzołóstwo, w odwet go zabił". Przekaz ten ulega jednak od razu weryfikacji. Na ankietową prośbę Koślińskiego, rajcy i pisarz miejski Bydgoszczy donieśli mu "w najlepszej wierze", że w zachowanych księgach miejskich z tego czasu, gdzie "opisywano sromotne zbrodnie i podobne występki" niczego takiego nie wzmiankowano. W opinii prowincjała i ta wersja wobec tego upadała. Wreszcie argument trzeci - okazało się, że ok. poło XVII w. w kościele karmelitów bydgoskich nie było w ogóle oznaczonego miejsca, gdzie pochowano tego Stanisława, a więc jasny dowód braku kultu lokalnego, braku rejestru cudów i łask czy choćby zwykłej kommemoracji wydarzenia. Karmelici bydgoscy nie umieli wskazać też jakichkolwiek atrybutów jego męczeństwa czy w ogóle pamiątek jego świątobliwego życia. Kośłiński wnioskował przeto o konieczności zaniechania propagandy hagiograficznej Stanisława "Bydgosty" i postulował wygaszenie zalążków jego kultu. Sceptycyzm Koślińskiego miał mocne podstawy. Prowincjał nie brał pod uwagę użyteczności ewentualnego patrona prowincji polskiej - misjonarzai kaznodziei wśród niewiernych, mimo utrwalonej pozycji takiego wizerunku świętości w tradycji karmetlitańskiej i pomimo istotnych zapotrzebowań na tego rodzaju profil świętości w sytuacji politycznej i wyznaniowej Rzeczypospolitej Polskiej w poło XVII w. Borykała się przecież z potrójnym zagrożeniem ościennym (luterańskim - szwedzkim i właśnie pruskim, prawosławnym - rosyjskim i muzułmańskim ze strony turecko-tatarskiej). A jednak Kośliński nad te możliwości przedkładał swoisty weryzm badawczy i wolał świeżo konstytuowaną legendę burzyć. Bez entuzjazmu ze strony przełożonych prowincji polskiej kult Stanisława "Bydgosty" nie miał szans. Nic więc dziwnego, że imię to już nie wchodzi do pedantycznie prowadzonych traktatów hagiograficznych i menologiów karmelitańskich XVIIw. 18, zostaje też odrzucone w tego typu nowszych zestawieniach 19, w kolejnych edycjach żywotów świętych Pańskich i matryrologiach rzymskich, a także w wydawnictwach zajmujących się hagiografią z punktu widzenia badań naukowych np. w "Hagiografii Polskiej". Co więcej, Stanisław "Bydgosta" nie zyskuje własnego obchodu liturgicznego: nie notują jego imienia "Officia propria sanctorum et aliarum festivitatum Ordinis Carmelitarum..." (Antwerpia 1685), potwierdzone przez Papieską Kongregację dl s Obrzędów, ani "Officia propria Patronorum Regni Poloniae" , spisane na zlecenie Synodu Piotrkowskiego przez kanonika krakowskiego Stanisława Sokołowskiego (Antwerpia 1685). Pojawia się jednak próba lokalnego obchodu liturgicznego ku czci naszego Stanisława. Zakonne officium proprium z pocz. XVII w. zawiera teksty mszalne z formularzem wotywy o nim, a poleca go wspominać 7 maja tj. w wigilię uroczystości św. Stanisława ze Szczepanowa 20 . Była to chyba próba odosobniona i epizodyczna.
Zupełnie z innej strony, ale zgodnie z ankietą Koślińskiego, wydarzeń związanych ze Stanisławem w Bydgoszczy nie notuje też obszerna i dokładna kronika miejska pisana w oparciu o akta radzieckie, ławnicze i kościelne przez Wojciecha Łochowskiego (doprowadzona do r. 1637)2:.
Jedynym znanym wyobrażeniem ikonograficznym utrwalającym postać Stanisława "Bydgosty" jest obraz umieszczony na zapiecku rokokowej ambony (II poł. XVIII w.) z kościoła karmelitów, po kasacie klasztoru przeniesionej do fary bydgoskiej św. Mikołaja i dotąd tam zachowana 22 . Powstanie tego obrazu w II poło XVIII w. pokazuje wbrew Koślińskiemu, że bydgoscy zakonnicy czcili tę postać i przyjęli go za wzór doskonałego kaznodziejstwa. Być może jednak dokonało się to wszystko dopiero pod wpływem hagiograficznych lektur XVII wieku. O. Michał Wojnarowski Ord. Carm. był łaskaw przekazać mi wiadomość, że po środku wirydarza klasztoru karmelitańskiego w Kcyni znajduje się barokowa figura kamienna z podpisem: "B. Stanislaus Posnanensis Martyr" .
Starsza i nowsza literatura naukowa, zajmująca się wczesnymi dziejami karmelitów w Polsce, skąpa i najczęściej przyczynkarska albo pomijała w ogóle postać Stanisława, albo okazywała wobec niej zupełną bezradność 23 . Zastanówmy się nad materiałem tu zgromadzonym. Dlaczego Warszewicki i Baroniusz, autorzy nie-karmelitańscy, zaczerpnęli model legendy misjonarza
Tadeusz M. Trajdosmęczennika wśród pogan pruskich, tak rażąco archaiczny dla I ćw. XV w. na pograniczu polsko-krzyżackim? Dlaczego właśnie oni narzucili późniejszym pisarzom karmelitańskim koncepcję żywotu Stanisława podług św. Wojciecha? Sprawy nie da się wyjaśnić bez ustalenia, czy rękopisy przechowywane w konwentach naszej prowincji zawierały jakieś relacje o tej postaci z okresu znacznie wcześniejszego, a sugerujące wspomniany wariant żywota. Opinia Koślińskiego przeczy temu stanowczo, ale w kronice jego pióra można nieraz natrafić na przeoczenie podstawowych dokumentów zakonnych dotąd zachowanych, stąd jego wnioski wymagają stałej korelacji z innymi źródłami, w tym wypadku ze wzmiankowanym odkryciem Pruszcza. Wybór w początku XVII w. wzoru św. Wojciecha dla męczennika polskich karmelitów wydaje się zrozumiały. Dostojeństwo żywota pierwszego patrona Polski podnosiło wydatnie jego rangę dokonań gloryfikowanego kaznodziei. Pomysł ten stał jednak w rażącej sprzeczności z ówczesnymi dociekaniami historiograficznymi autorów zakonnych pokroju Koślińskiego. Domyślano się, że za czasów Jagiełły misja wśród "pogan pruskich" dzielnego zakonnika w obliczu 200 lat bardzo skutecznej działalności Zakonu Krzyżackiego (tak cywilizacyjnej, jak i eksterminacyjnej) - nie wyraża prawdy dziejowej. Próżno szukać w roku 1420 obrazu z epoki św. Wojciecha. Ale sytuacja na wsi pruskiej w ówczesnym państwie krzyżackim nie układała się sielankowo. Biskup Wojciech Jastrzębiec opisywał po r. 1410, że Krzyżacy świadomie pozostawili 1/3 Prusów bez chrztu, by pod pozorem nawracania wyniszczać ten lud i zabierać mu ziemi ę 24. A więc pole dla czynności duszpasterskich i katechetycznych musiało być niemałe, szczególnie dla misjonarza-mendykanta. O ile więc Stanisław "Bydgosta" istniał naprawdę, a ku temu się skłaniam, pośród niemieckich i zniemczonych katolickich rolników tej ziemi nie miał co szukać ani" bożków" do obalenia, ani" bałwochwalczych kapłanów" do usunięcia, ale pośród zaniedbanych przez Krzyżaków chłopów pruskich mógł prowadzić nauczanie prawd wiary. Wykład Pruszcza ukazał jednak rozwiązanie odmienne - husyckie: polemikę z czeskimi "heretykami" zakończoną morderstwem karmelity. Precyzją przekazu daty męczeństwa (1420) bardzo umacnia tę ewentualność. Z centralnego klasztoru prowincji czeskiej, NMP Śnieżnej w Pradze, już od r. 1410 przychodziły alarmujące wiadomości o wzmagającym się ruchu husyckim. Karmelici byli jednym z głównych celów ataku husyckiego w r. 1417, a w r. 1419 doszło do tłumnego wtargnięcia zbrojnego do klasztoru praskiego, jego rabunku i dewastacji 25 . Karmelitańscy teolodzy, na czele z Tomaszem Netter de Waiden, bardzo w Polsce cenionym, zajęli się żarliwie doktrynalnym potępieniem wiklefizmu i husytyzmu oraz obroną kultu Eucharystyczneg0 26 . Z kolei racją istnienia klasztoru poznańskiego (od lat 1399/1400), niewątpliwie macierzystego dla Stanisława (przyjmował tam profesję i zapewne święcenia kapłańskie), była nieustanna pielęgnacja eucharystycznego sanktuarium pielgrzymkowego. Z całą pewnością należał on do pierwszego pokolenia polskich zakonników tego klasztoru, które wychowało się pod wpływem niedawnego (1399) wstrząsu wywołanego przez "miraculum Eucharistiae" na poznańskichbłoniach. Trzeba więc respektować tak żydowskie, jak i wiklefickie tło polemik, które wywołało naówczas eksplozję kultu Bożego Ciała w Polsce 27 . To wszystko wyraźnie promowało Stanisława, jak i innych kapłanów Zakonu, do podjęcia wyzwania husyckiego, także w zakresie duszpasterskim, tym bardziej, że przypisywano mu gruntowne wykształcenie. Jeśli istotnie posiadał erudycję in artibus według systemu szkół karmelitańskich, przeszedł co najmniej trzyletnie studium gramatyki, a potem trzyletnie logiki i filozofii. Niewątpliwie przynajmniej wszczął też studia teologiczne, bo przecież kapituła generalna 1399 r. żądała przed nadaniem stopnia lektora (po 3 latach nauki dalszej) przynajmniej rocznej praktyki kaznodziejskiej28. W każdym razie karmelitański kaznodzieja tego czasu angażował się w polemiki antyhusyckie. Ale czy w państwie krzyżackim? Otóż właśnie w diecezji włocławskiej, obejmującej swą jurysdykcją nie tylko Kujawy, ale i krzyżackie wtedy Pomorze Gdańskie, niesłychanie szybko krzewił się wtedy husytyzm, za rządów biskupa Jana Kropidły (1402-1421), niemal równolegle z Czechami 29 . Operowano tu instrukcją kaznodziejską zasobną w argumenty teologiczne skierowane przeciw husytom, załączoną do "Ordo visitationis", opracowaną w latach 1415-1418 dla archidiecezji gnieźnieńskiej i diecezji włocławskiej. Ppdjęte przez synod kaliski Trąby (1420) "Remedia contra hereticos" znajdują od razu zastosowanie w diecezji włocławskiej. Mówi się tam o konieczności śledzenia przemytu i przechowywania traktatów husyckich m.in. na plebaniach, obserwacji "nowinek" wprowadzanych w życiu parafialnym pod wpływem nauk Husa, ściganiu propagatorów tych nauk i ich miejscowych obrońców. Ruch ten przeniknął oczywiście do sąsiednich diecezji krzyżackich - pomezańskiej i warmińskiej. Tak więc w r. 1420 atmosfera, w jakiej pracował klasztor karmelitów bydgoskich (od r. 1398 jedyny klasztor w tym mieście wtedy pogranicznym), uzasadniała aktualność walki z husytyzmem. Natężenie agitacji husyckiej w Prusach mogło wymagać misji karmelitańskiej. Dlaczego na teren niemiecki lub zgermanizowany nie posłano jednak niemieckiego kaznodziei z klasztoru w Gdańsku (fund. 1380-1382)30, tylko polskiego zakonnika z Poznania? W Gdańsku karmelici mieli jedyną placówkę na terytorium Zakonu Krzyżackiego. Oba klasztory, bydgoski i gdański, łączyła jednak wspólność diecezji (włocławskiej) i, co istotniejsze dla egzymowanych mendykatów , wspólność prowincji zakonnej (górnoniemieckiej do r. 1411, czeskiej 1411-1440)31. Sposobniejszy zdawałby się tutaj zakonnik gdański. Może jednak chodziło o skuteczną pracę, przeciwdziałającą propagandzie husyckiej, wśród skupisk polskich, a takie dominowały przecież na Pomorzu Gdańskim i ziemi chełmińskiej? A może o pracę zakonnika nieskrępowanego uciążliwym patronatem krzyżackim, który ciążył nad klasztorem gdańskim? Argumentu o husyckim uzasadnieniu legendy Stanisława nie podobna jednak podbudować przypuszczeniem, że w nieudanej inwazji wojska Jagiełłowego na Prusy w r. 1419 mogły uczestniczyć też zaciężne oddziały "heretyków"32. Długosz bardzo obszernie opisał udział i ekscesy wojsk czeskich po stronie polskiej w wojnie 1433 roku. Dopiero w tej ostatniej za Jagiełły walce z Krzyżakami obecność husytów zaważyła na przebiegu walki.
Tadeusz M. Trajdos
Musiała istnieć wtedy jakaś głębsza przyczyna misyjnych zainteresowań karmelitów państwem krzyżackim. Właśnie tam bowiem pojawią się od poło XV w. nowe fundacje klasztorne, w okresie wyraźnego zastoju fundacyjnego w samym Królestwie Polskim: w Kętrzynie (Rastemburg, po 1455, Prusy krzyżackie), Dzieżgoniu (Kiszpork, Christburg, wzm. 1475, woj. malborskie), Prabutach (Risemburg, wzm. 1489, Prusy krzyżackie) 33 . Nie można jednak pominąć możliwości, której mimowolnie dotknął Edward Pawłowski w r. 1937 34 . Mianowicie przeniósł on (bez żadnych podstaw źródłowych) działalność Stanisława "Bydgosty" na okres wojny 13-letniej, sugerując nawracanie przez niego Tatarów posiłkujących wojsko polskie i przez tych Tatarów jego zabicie. Otóż takie oddziały tatarskie były przez Witolda zaciągane we wszystkich kampaniach krzyżackich, a ich łupiestwa w drodze powrotnej po wojnie 1422 r. m.in. notował Długosz 35 . Mielibyśmy więc tu i owych "pogan" czy "Scytów", i Prusy, i zbliżoną datę. A jednak koncepcja husycka zdaje mi się pewniejsza. Zainteresowanie Tatarami ze strony karmelitów bydgoskich byłoby czymś zdawkowym i okazjonalnym. Zainteresowanie husytyzmem roznieconym na terenie ich działalności - koniecznością warunkującą egzystencję klasztoru, tłumaczącą powody sprowadzenia uczonego kontratra z Poznania. Czy Stanisław "Bydgosta" istniał naprawdę? Brakuje pewnych dowodów, ale trwałość i szczegółowość podanej daty pogrzebu i właśnie lakoniczność przekazu biograficznego zasługują na baczną uwagę . Jeśli wszakże istniał, sądzę, że poniósł śmierć w ferworze walki z husytami, na ziemi zroszonej krwią Św. Wojciecha, ale w jakże odmiennych warunkach społecznych.
l A. Kośliński, Fundationes Monasteriorum F.F. Carmelitarum antiquae regularis observantiae per Regnum Poloniae et Provincias Adiacentes... 1650-1653, rkps, s. 15, w: Arch. Gen. Karmelitów w Rzymie, sygn. I Pol. 2.
2K. Warszawiecki, Reges, Sancti, Bellatores, Scriptores Poloni, Rzym 1601, s. 15.
3 W zbiorach starodruków w Polsce brak tej pozycji (inform. BN), nie uwzględnia jej też "Bibliografia" K. Estreichera.
4 Arch. Karmel, w Rzymie, II Pol. Conventus 5, teczka 1: Conventus singuli, Poznań 1598-1660, Extractum ex Cathalogo Ss. Regni Poloniae Patronorum, Romae approbatum et conscriptum per Varsevicium (mało czytelne) Canonicum Cracoviensem A. 1602 editum. 5 M. Baronius, Vita, gęsta et miracula Beati Stanislai Poloni, Kraków 1609, s. 32.
6 A. Kośliński, op. cit., s. 16, przywołał nie dbale źródła o Stanisławie, cytując "pisma" Tretera "ok. 1600" oraz dzieło Baroniusza "o wizerunku M. B. Częstochowskiej i Patronach Królestwa Polskiego, Rzym 1600". Jest to kontaminacja cyt. pracy Baroniusza (1609) i "Katalogu Patronów Król. Polskiego" (1602), którego Kośliński zapewne osobiście nie czytał, a znał jedynie ze streszczenia w aktach zakonnych. Treter nie wydał żadnej pracy "ok. 1600 f.", jego późniejsze tytuły to: historia cudownych hostii poznańskich, poczet biskupów warmińskich, "Theatrum virtutum Stanislai Hosii" i w f. 1612 "Symbolica vitae Christi meditatio". Baroniusz z kolei pisał tylko żywoty bł. Izajasza Bonera, 5 Braci Polskich, bł. Doroty z Mątew, i cyt. wyżej, książki zaś przypisywanej mu przez Koślińskiego nigdy nie wydał. 7 Drogi Depozyt Ciała y Krwie Jezusowey... Poznań 1722, s. 136. Przypomina tylko datę pogrzebu zabitego kaznodziei (1420) u karmelitów bydgoskich.
8J. B. de Lezana, Annales sacri prophetici et Eliani ordinis, t. IV, Rzym 1656, s. 746 i 791.
9 F. Metius, Tractatus de illustribus SS. Ordinis nostri, cap. 8, b.d., rkps, dziś nieosiągalny, był tylko w paru konwentach niemieckich. 10 Daniel a Virg. Maria, Vinea Carmeli, Antwerpia 1662, s. 500.
11 A. Biscaretti, In palmites Vineae Carmeli, Rzym 1638, rkps, s. 212, w: Arch. Gen. Karmelitów w Rzymie, sygn. II C O. II, 7. Katalog Warszewickiego umiał zacytować łącznie z odpowiednią kartą. 12 M. Ventimiglia, Historia chronologica Priorum Generalium Latinorum Ordinis B.M.V.
de Monte Carmelo, Neapol 1773, s. 123-124. 13 Acta Sanctorum Junii Tomus Primus, Rzym-Paryż 1867, s. 155.
14 P. H. Pruszcz, Forteca duchowa Królestwa Polskiego, Kraków 1662, s. 133-134.
15 Ossolineum, sygn. 1112 I, s. 234.
16 F. Jaroszewicz, Matka Świętych Polska..., Kraków 1767, s. 296.
17 A. Kośliński, op. cit, s. 15-16.
18 Por. P. T. Saraceni, Menologium Carmelitanum, Bolonia 1627; M. A. Alegro de Casanate, Paradisus Carmelitici decoris..., Lion 1639; Ph. C Ss. Trinitate, Decor Carmeli..., Lion 1655.
19 R. von Kreuz Weninger, Auf Karmeis H6hen, Ratyzbona 1922.
20 Informacja o. Michała Wojnarowskiego, poprzednio bibliotekarza konwentu krakowskiego na Piasku, dziś proboszcza w Chyżnem. 21 W. Łochowski, Kronika miasta Bydgoszczy, Bib!. Czartoryskich, Kraków, rkps nr 1337.
22 Katalog Zabytków Sztuki w Polsce, t. XI, z. 3, Warszawa 1977, opr. T. Chrzanowski, M. Kornecki, s. 10.
23 l. Chodynicki, Wiadomość historyczna o fundacyach klasztorów zakonu karmelitańskiego..., Lwów 1846, s. 30, pozostaje całkiem pod wrażeniem Baroniusza. 24 W. Kłapkowski, Działalność kościelna biskupa Wojciecha Jastrzębca, Warszawa 1932, s. 5; Scriptores rerum prussicarum, Lipsk 1866, t. 3, s. 427. 25 Por. Lezana, op. ci1., s. 770-771, 784,790.
26 J. Smet, The Carmelites, A History of the Brothers of Our Lady of Mount Carmel, Rzym 1975, s. 75.
27 T. M. Trajdos, U zarania karmelitów w Polsce, Warszawa 1993, s. 152 i nn., s. 215-216.
28 A. Deckert, Die Oberdeutsche Provinz der Karmeliten nach den Akten ihrer Kapitel von 1421 bis 1529, Rzym 1961, s. 76; F. B. Lickteig, The German Carmelites at the Medieval Universities, Rzym 1981, s. 56.
29 S. Librowski, Wizytacje diecezji włocławskiej, w: Archiwa, Biblioteki, Muzea Kościelne, t. X (1965), s. 191, 196, 198-199. 30 T. M. Trajdos, op. cit., s. 16.
31 C. Martini, Der deutsche Carmel, t. I, Bamberg 1922, s. 612; Smet, op. ci1., s. 57; Trajdos, op. ci1., s. 49. 32 J. Długosz, Dziejów Polskich ksiąg dwanaście, t. IV, Kraków 1869, s. 212-213, 459, passim. 33 A. Kośliński, op. cit., s. 36-37.
34 E. Pawłowski, Bydgoszcz w historycznym rozwoju od początków aż po dzień dzisiejszy, Bydgoszcz 1937, s. 46. 35 J. Długosz, op. ci1., s. 283.
Powyższy artykuł jest częścią publikacji Kronika Miasta Poznania 1994 R.62 Nr3/4 dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.