LAUREACI NAGRÓD MIASTA POZNANIA I WOJEWÓDZTWA POZNAŃSKIEGO ZA ROK 1962

Kronika Miasta Poznania: kwartalnik poświęcony problematyce współczesnego Poznania 1964.01/03 R.32 Nr1

Czas czytania: ok. 93 min.

Uchwałą Prezydium Rady Narodowej miasta Poznania z 19 lutego li963 r. w porozumieniu z Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej na wniosek Komisji N agród przyznano Nagrody Miasta Poznania i Województwa Poznańskiego za rok M62:

Zespołową nagrodę naukową za skonstruowanie urządzenia p. n. "sztuczne serce" i wyniki uzyskane przy operacjach serca: prof. drowi Janowi Mollowi, inż. Franciszkowi Płużkowi, inż. Władysławowi Szymkowiakowi; za prace naukowo-badawcze i zainicjowanie ich praktycznego wykorzystania w dziedzinie wzbogacenia pasz w białko pochodzące z produktów ubocznych przemysłu rolno- spożywczego: prof. drowi Józefowi Janickiemu, prof. drowi Jerzemu Pawełkiewiezowi, drowi Kazimierzowi Szebiotko.

Zespołową nagrodę techniczno-przemysłową za wprowadzenie postępu technicznego w urządzeniach energetycznych instalacji pary wysokoprężnej i zwiększenie wykorzystania mocy turbozespołów Elektrowni "Konin": Franciszkowi Chmielowi, lnz, Józefowi Harasymczukowi, inż. Karolowi Kodymowi, inż. Zenonowi Turkowi, drowi Jerzemu Wieczorkowi.

Zespołową nagrodę rolniczą za organizację 1 zainicjowanie produkcji ziemniaków-sadzeniaków w zamkniętych rejonach uprawy w Wielkopolsce: mgr inż. Irenie Ławniczak, drowi Kazimierzowi Piechowiakowi, migrowi inż. Janowi Rymaszewskiemu, mgrowi inż. Stefanowi Sobiechowi.

Zespołową nagrodę budownictwa 1 architektury za wprowadzenie po raz pierwszy w Poznaniu budownictwa mieszkaniowego metodami uprzemysłowionymi ze szczególnym uwzględnieniem budowy osiedli "Grunwald" :

4 Kronika Miasta Poznania l

Laureaci nagródinż. Tadeuszowi Bekasowi, lnz. Janowi Deskurowi, mgrowi inż. arch. Wojciechowi Kasprzyckiemu, inż. Ludwikowi Kolasińskiemu, mgrowi inż. arch. Tadeuszowi Płończakowi, mgrowi inż. Tadeuszowi Ratajczakowi, inż. Wacławowi Szmausowi, inż. arch. Janowi Wacławskiemu, mgrowi inż. arch. Włodzimierzowi Wojciechowskiemu.

NAGRODY MŁODYCH

Nagrody naukowe za dotychczasowe osiągnięcia w dziedzinie nefrologii (uruchomienie i zastosowanie aparatury potrzebnej do badań w tym zakresie i praktyczne jej wykorzystanie w lecznictwie) drowi med. Kazimierzowi Bączykowi; za prace naukowe z zakresu teorii państwa i prawa, ze szczególnym uwzględnieniem pracy pt. Państwo socjalistyczne a związki zawodowe: doc. drowi Adamowi Łopatce. Zespołową nagrodę techniczno-przemysłowa za badania z zakresu automatyki i elektroniki, skonstruowanie aparatury i uruchomienie produkcji serii doświadczalnej oraz przekazanie do produkcji seryjnej w przemyśle: mgrowi inż. Jarosławowi Gąszczakowi, mgrowi inż. Henrykowi Grocholskiemu, inż. drowi Zdzisławowi Kachlickiemu, mgrowi inż. Stanisławowi Poloszykowi, inż. drowi Zygmuntowi Szwaji.

ZESPOŁOWA NAGRODA NAUKOWAprzyznana za aparaturę zwaną "sztucznym sercem' przy UZYClU której można przeprowadzić najcięższe zabiegi chirurgiczne na sercu, mózgu i innych narządach Z zastosowaniem głębokiej hipotermii (bez użycia "sztucznych płuc "). Aparatura została zbudowana w ten sposób, że jej zastosowanie wyklucza możliwość powstania niekorzystnych i trwałych zmian w niektórych organach ustroju ludzkiego.

PROF. DR MED. JAN MOLL

Inspirator, projektodawca i twórca sławnego już dziś w sWlecie polskiego "sztucznego serca" urodził się 24 X 1912 r. w Kowalewie na Pomorzu. Gimnazjum ukończył w Inowrocławiu, następnie rozpoczął studia medyczne w Poitiers, we Francji. Ukończył je w Warszawie, na kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej. Z tego okresu datują się już początki jego pracy dydaktycznej. Przez sześć lat w okresie studiów jest demonstratorem, a następnie asystentem w zakładzie Anatomii Prawidłowej. W latach okupacji (11939-1944) znalazł się w Radomiu, gdzie pracował na Oddziale Chirurgicznym Szpitala Miejskiego wespół z prof.

Prof. dr med. Jan Moll

Inż. Franciszek Płużek

Inż. Władysław Szymkowiak

Kazimierzem Nowakowskim. Po wyzwoleniu, także przy boku prof. K. Nowakowskiego, rozpoczyna pracę na Oddziale Chirurgicznym Szpitala Miejskiego w Poznaniu, a od 22 lipca 1949 r. - na Oddziale Chirurgii Torakainej. Pracuje tutaj po dzień dzisiejszy. Działalność naukową rozpoczyna J. Moll doktoratem w r. 1946. W r. 1947 pracuje w Zakładzie Chirurgii Operacyjnej i Doświadczalnej Akademii Medycznej. Tutaj też się habilituje w r. 1955. 1 maja 1948 r. zostaje przeniesiony nakazem pracy Ministra Zdrowia do Akademii Medycznej w Łodzi i obejmuje kierownictwo II Kliniki Chirurgicznej. Dojazdy do Łodzi nie rozluźniają silnych związków prof.

Molla z Poznaniem. W stolicy Wielkopolski powstają też jego pierwsze projekty aparatu do krążenia pozaustrojowego. Pionierskie prace w tym kierunku prowadzi prof. dr Jan Krotowski, w jego otoczeniu spotyka się prof. Moll z inż. Płużkiem, swym późniejszym nieocenionymI współpracownikiem. W próbach, których początki sięgają 1952 r., współuczestniczył też twórczo znakomity akustyk prof. dr Marek Kwiek. W roku 1960 prof. Moll wyjeżdża w podróż naukową do Stanów Zjednoczonych Ameryki. W tym czasie krystalizują się już założenia konstrukcyjne "sztucznego serca", a po jego powrocie do kraju prace postępują szybko naprzód. W 1960 r. powstaje pierwsze polskie "sztuczne serce" z wymiennikiem ciepła.

Rozpoczynają się doświadczenia'. W czerwcu 1961 r. prof. Moll dokonuje za pomocą aparatu pierwszej udanej operacji na otwartym sercu. Każdy następny zabieg to olbrzymi sukces znakomitego kardiochirurga, a równocześnie potwierdzenie wysokich walorów polskiego urządzenia. Do grudnia 1963 r. prof. Moll przeprowadził w Łodzi i Poznaniu 83 udane operacje na otwartym sercu.

INZ. FRANCISZEK PŁUŻEK

Zwany jest często "mechaniczną ręką" prof. Molla, dzięki niemu bowiem śmiałekoncepcje znakomitego kardiochirurga mogły nabrać realnego kształtu. Inżynier Franciszek Płużek urodził się 12 stycznia 1906 r. w Pewelce woj. krakowskie.. Po ukończeniu szkoły powszechnej w Żywcu, rozpoczyna naukę zawodu w warsztatach kopalni "Brzeszcze" na Śląsku. Pracuje i równocześnie intensywnie się uczy. Uczęszcza m. in. do gimnazjum w Owięcimiu, potem przenosi się do Bielska i tu w r. 1926 kończy Państwową Szkołę Przemysłową. Potem jest elektromonterem w kopalni, a po' roku rozpoczyna pracę w Zakładach Cegielskiego w Poznaniu. Od

Laureaci nagródpołowy 1929 f. jest już młodszym technologiem w narzędziowni, później awansuje i zostaje w końcu zastępcą głównego technologa. Obowiązki te inż. Płużek pełni do obecnej chwili. Po powrocie do "HCP" z wojennej tułaczki zakładał transformatory, instalował głośniki w szkołach, rozpoczął produkcję mikrofonów, naprawiał rozmaitą aparaturę, w tym elektryczną aparaturę lekarską (pierwsze zetknięcie z medycyną). Sam naprawił w tym czasie ponad 3,5 tysiąca odbiorników radiowych! Trudno zliczyć, ile fabryk i zakładów pracowało 'na silnikach jego konstrukcji i transformatorach niskiego napięcia, których wówczas jeszcze w kraju nikt nie wytwarzał. Równocześnie pilnie się uczył. Ukoronowaniem był dyplom inżyniera-mechanika w r. 1350 na Politechnice Warszawskiej. Za liczne wynalazki i usprawnienia otrzymał odznaki i wyroznlenia. Jego uniwersalna podzielnica do równoczesnego frezowania trzech sztuk przedmiotów cylindrycznych i stożkowych przyniosła milion złotych oszczędności. N arodziny "sztucznego serca" to osobny i ważny rozdział w życiu FI. Płużka.

Poświęcił mu bez reszty swój czas i... serce. Setki prób, zmian, badań i modyfikacji aparatury, którą budował własnymi rękami. FI. Płużek obserwował pierwszą operację na otwartym sercu przy pomocy "sztucznego serca" w lipcu 1961 r. w Łodzi. Chory na wrodzoną wadę serca lS-letni Zygmunt Tarka został uratowany. Był to także wielki triumf inżyniera.

INŻ, WŁADYSŁAW SZYMKOWIAK

Urodził się w Palę dziu pod Poznaniem 13 czerwca lS28 r Rozpoczętą w r. 1935 naukę w szkole powszechnej przerywają lata okupacji. Kończy ją po wyzwoleniu. Następny etap to nauka w Gimnazjum i Liceum Mechanicznym w Zakładach "H. Cegielski" w Poznaniu, które ukończył w 1951 r'. Rozpoczyna pracę zawodową w "HCP" jako technik. Później jest młodszym konstruktorem w fabryce W-7, 3. następnie przenosi się do tzw. izby pomiarów w fabryce narzędzi.

W końcu 1955 r. Władysław Szymkowiak rozpoczyna studia wieczorowe na Politechnice Poznańskiej. W dwa lata później pracuje już w biurze technologicznym W -6. Poznając nowe dziedziny produkcji, zdobywa jednocześnie bogate doświadczenie. Od 1962 r. jest kierownikiem wydziału przyrządów tłoczonych, mechanicznych i sprawdzianów. Jest wykładowcą w zakładowych szkołach zawodowych, prowadzi kursy mistrzowskie, czeladnicze itp. Czynnie uczestniczy w pracach Klubu Techniki i Racjonalizacji, jest przewodniczącym fabrycznego koła Stowarzyszenia Inżynierów i Techników. Od 1959 r. ściśle współpracuje z inż. Franciszkiem Płużkiem. Wspólne zainteresowania i praca zawodowa oraz przyjaźń obu inżynierów, a przede wszystkim upór w pokonywaniu piętrzących się kłopotów pomogły w realizacji projektów prof. J. Molla i pozwoliły na skonstruowanie "sztucznego serca".

ZESPOŁOWA NAGRODA NAUKOWA

Za prace naukowo-badawcze i zaznzcjowanie ich praktycznego wykorzYstania w dziedzinie wzbogacenia pasz w białko pochodzące Z produktów ubocznych przemyslu rolno-spożywczego przYznano nagrodę naukową zespołowi naukowców Z Wyższej Szkoły Rołniczej w Foznaniu.

PROF. DR JOZEF JANICKI

Urodził się 21 kwietnia 1904 r. w Bremen (Niemcy) z ojca Antoniego i matki Elżbiety z domu Sadzińskiej. Po ukończeniu gimnazjum w Gnieźnie w r. 1923

Prof. dr Józef Janicki

Prof. dr Jerzy Pawełkiewicz

Dr Kazirrierz Szebiotko

zapisał się na studia chemiczne na Wydziale Matematyczno- Przyrodniczym U niwersytetu Poznańskiego. Uwieńczone zostały stopniem i tytułem magistra filozofii z zakresu chemii w r. 1929. Już w r. 1927 Janicki został młodszym asystentem przy Katedrze Technologii Rolniczej na Wydziale RolniCzo- Leśnym Uniwersytetu Poznańskiego, a od 1930 adiunktem.

W r. 1930 Józef Janicki uzyskał tytuł i stopień doktora filozofii z zakresu chemii. Odbył specjalne studia z zakresu chemii białka u prof. dra Przyłęckiego przy Katedrze Chemii Fizjologicznej Uniwersytetu Warszawskiego (1936), później studia z zakresu garbarstwa u prof. Cassmanna w Kaiser Wilhelm Insti tu t fur Lederforschung w Dreźnie. Stąd udał się do "I. G. Farbenindustrie" w Ludwigshafen na praktyczny kurs garbowania i farbowania futer. Podróż naukową kończy czteromiesięczny pobyt w Anglii w Zakładzie prof. Walkera w Manchester (1937). Po powrocie do kraju J. Janicki habilitował się w Poznaniu z zakresu technologii rolniczej i uzyskał tytuł docenta. W r. 1938 przy Katedrze Technologii Rolniczej U niwersytetu Poznańskiego zakłada oddział garbarski.

W 11940 r. został przez gestapo aresztowany i uwięziony w kazamatach Fortu VII, a w maju 1940 r. wraz, z rodziną wysiedlony na teren powiatu Łuków.

Tam pracował jako urzędnik samorządowy.

23 listopada 1944 I. Józef Janicki mianowany został dyrektorem Departamentu Przemysłu Spożywczego przy Rządzie Lubelskim i zorganizował ten departament od podstaw. Stanowisko to piastował do końca r. 1945. W listopadzie 1945 r. powierzono mu kierownictwo Zakładu Technologii Rolnej U niwersytetu Poznańskiego z tytułem zastępcy profesora. Od r. 1946 do 1949 był dyrektorem Instytutu Przemysłu Skórzanego przy Ministerstwie Przemyślu. W r. 1948 został profesorem nadzwyczajnym, a w r. 1957 zwyczajnym. W latach 1950/51 pełni funkcję prodziekana Wydziału Rolnego Uniwersytetu iPozinańskiego.

W r. 1961 mianowany został prorektorem Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu.

W tym też roku za całokształt prac naukowych odznaczony został Krzyżem Oficerskim Polonia Restituta. Od l października 1902 r. jest dziekanem Wydziału Technologii Rolno-Spożywczej Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu.

PROF. DR JERZY PAWEŁKIEWICZ

Urodził się 16 października 1922 r. w Częstochowie. W rodzinnym mleSCle ukończył także szkołę powszechną oraz gimnazjum ogólnokształcące. Zapisuje się

Laureaci nagródna studia chemiczne na Uniwersytecie Poznańskim. Przerywa je II wojna światowa. W latach okupacji pracował najpierw w charakterze robotnika w fabryce metalowej, a następnie w laboratorium analiz lekarskich. Już w latach 1945-1947 był młodszym asystentem w Katedrze Chemii Ogólnej na Wydziale Rolniczo-Leśnym · Uniwersytetu Poznańskiego. Tytuł doktora chemii uzyskał na tymże wydziale w r. Ill3)],. W drodze weryfikacji otrzymał w r. 11934- tytuł docenta. Od 1947 do 1951 r. pracował kolejno jako pracownik naukowy Instytutu Przemysłu Skórzanego, a następnie (od 1948) jako kierownik Laboratorium Inspektoratu Standaryzacji. W latach 1951 A 1955 był adiunktem w Katedrze Technologii Rolniczej Wyższej Szkoły Rolniczej, a od września 1955 r. pełnił funkcję kierownika Katedry Chemii Ogólnej Wyższej Szkoły Rolniczej. 1 października 1966 r. powierzono mu kierownictwo Katedry Biochemii, a l września 1960 r. prodziekana Wydziału Rolniczego Wyższej Szkoły Rolniczej. 17 września i960 r. uchwałą Rady Państwa powołany został na stanowisko profesora nadzwyczajnego.

DR KAZIMIERZ SZEBIOTKO

Urodził się w Sokółce (woj. białostockie) 4 listopada 1921 r. z ojca Władysława i Stefanii z Mudrewiczów. Ojciec wychowywał czterech synów, czerpiąc dochody z 8-hektarowego gospodarstwa rolnego. Kazimierz szkołę powszechną ukończył w rodzinnej Sokółce, a liceum w Grodnie. Podczas okupacji pracował jako> kierowca samochodowy w Sokółce, a następnie został wywieziony na roboty przymusowe do Prus Wschodnich. Po powrocie od kraju jesienią 1945 r. wstępuje na Wydział Rolniczo- Leśny Uniwersytetu Poznańskiego, który ukończył w 119j) r., uzyskując tytuł inżyniera magistra. iW r. 1948 Kazimierz Szebiotko zaangażowany został jako asystent Katedry Technologii Rolnej Uniwersytetu Poznańskiego. Obecnie pracuje na stanowisku adiunkta w Wyższej Szkole Rolniczej, przygotowując do druku pracę habilitacyjną. Jako specjalizację obrał dziedzinę technologii pasz i koncentratów paszowych.

Z tej też dziedziny opublikował szereg prac naukowych. Technologii pasz poświęcony też był 8-miesięczny pobyt w Stanach Zjednoczonych Ameryki w r. 1963.

ZESPOŁOWA NAGRODA TECHNICZNO-PRZEMYSŁOWA

W rezultacie wysiłku zespołu specjalistów w inż. Józef Harasymczuk, mgr inż. Karol Ko dym , Wieczorek udało się podwyższYć w 1962 r.

TK 50 (o mocy 50 MW każdy) - łącznie o ok.

dzić gospodarce narodowej około 135 min złskładzie: Franciszek Chmiel, inż. Zenon Turek i dr JerzY moc trzech turbozespołów typu 30 MW Pozwoliło to zaoszczęnakładów inwestycyjnych.

FRANCISZEK CHMIEL

Jest dyrektorem Elektrowni "Konin", w której zespół specjalistów dokonał udanej próby podwyższenia o 30 MW mocy trzech turbozespołów typu TK-50 (o mocy 50 MW). Od momentu narodzin pomysłu -. Franciszek Chmiel był gorliwym zwolennikiem i czynnie uczestniczył w realizacji projektu. Urodził się 18 października 1920 r. w Grudziądzu. Bardzo wcześnie rozpoczął praktykę w Pomorskiej Elektrowni Krajowej · - Gródek. Poznał tutaj procesy produkcyjne różnych urządzeń i grzejników, żelazek i kuchenek elektrycznych, tutaj też zaznajomił się z pracą elektrowni wodnej. II wojna światowa rzuciła Fr. Chmielą do Gdańska, gdzie pracował w elektrowni Gdańsk-Ołowianka.

Franciszek Chmiel

Inż . Józef Harasymczuk

Mgr inż. Karol Kodym

Inż. Zenon Turek

Dr Jerzy Wieczorek

Po wyzwoleniu wraca w 1945 r. do Gródka. Tutaj Wypadło Fr. Chmielowi uruchamiać na powrót zdewastowaną elektrownię. Kiedy nareszcie ruszyła, dostał polecenie dźwignięcia z ruin zniszczonej elektrowni gdańskiej'. Wraca więc na Wybrzeże i przechodzi tu wszystkie szczeble zawodowej kariery: jest mistrzem, kierownikiem działu, kierownikiem ruchu, a w końcu dyrektorem elektrowni. N astępnie przeniesiony został do elektrowni "Wiktoria" w Wałbrzychu i został tam dłużej - siedem lat. Buduje w tym czasie kotły, montuje nowe turbiny, rozbudowuje elektrownię. W ł'957 r. otrzymuje nowe polecenie: budować elektrownię "Konin". Tutaf też trzeba było rozpocząć pracę od fundamentów. Zaczęło się od montażu jednego kotła i turbozespołu. Dzisiaj Franciszek Chmiel "gospodarzy" prawie 315 megawatami.

INŻ. JOZEF HARASYMCZUK

Jest najmłodszym z wyróżnionego zespołu. Urodził się 3 czerwca 1'930 r.

w Podhorcach k. Lwowa. Do szkoły powszechnej uczęszczał we Lwowie, ukończył ją jednak w rodzinnych Podhorcach w 1943 r.

Laureaci nagród

Po wyzwoleniu koleje losu rzucają go na Ziemie Odzyskane. W Nysie kończy Państwowe Gimnazjum i Liceum Energetyczne. W 1951 r. rozpoczyna studia na Politechnice Wrocławskiej. W latach 1953'-1954 kontynuuje studia na Politechnice Poznańskiej, aby zakończyć je ponownie we Wrocławiu w 1956 r. Już w czasie studiów rozpoczyna pracę w elektrowni , .Wiktoria", zostaje tam kolejno szefem eksploatacji i głównym energetykiem. Do elektrowni konińskiej przygnały go losy w 1958 r. Rozpoczął pracę jako inspektor eksploatacji, w rok później zostaje głównym inżynierem elektrowni "Konin". N a tym stanowisku przechodzi wszystkie etapy rozbudowy "Konina", czynnie współuczestniczy w rozwoju elektrowni. Równocześnie studiuje dalej na Politechnice Poznańskiej.

MGR INŻ<. KAROL KODYM

Jest głównym inicjatorem nagrodzonego przedsięwzięcia. Urodził się 27 czerwca 1910 r. w Liwie nad Liwcem (woj. warszawskie). W 1934 r. ukończył Wydział Elektryczny Politechniki Warszawskiej, na tej uczelni jest też przez dwa lata starszym asystentem w Katedrze Wysokich Napięć. Od początku łączą go ścisłe związki z praktyką; w okresie studiów pracuje jako pracownik fizyczny w Elektrowni Warszawskiej we wszystkich jej działach. Wybuch II wojny światowej zastaje Karola Kodyma w Zakładach Tele- i Radiotechnicznych przy montażu członów radiostacji. W czasie okupacji jest konduktorem warszawskiej kolei elektrycznej, następnie pracuje w firmie Siemens. Po wyzwoleniu jest dyrektorem zielonogórskiej elektrowni i kierownikiem zielonogórskiego podokręgiu. W dwa lata później pracuje w Zjednoczeniu Energetycznym Okręgu Poznańskiego jako kierownik wydziału wytwórni, a następnie dyrektor inwestycji. W zmienionym Zarządzie Energetycznym Okręgu Zachodniego jest już naczelnym inżynierem (H951), a od 1959 r. - głównym specjalistą" dyrekcji inwestycyjnej. Działalność inwestycyjna inż. K. Kodyma jest długa, wystarczy wymienić rozbudowę elektrowni "Poznań" , odbudowę elektrowni "Gorzów", "Dychów", rozbudowę elektrowni "Szczecin". Inż. K. Kodym jest też wykładowcą na Politechnice Poznańskiej. Przy odbiorze pierwszej turbiny TK-50 z elbląskiego "Zamechu" na przełomie lat 1959/1960 nasunęła mu się myśl podniesienia mocy tej turbiny. Skrupulatna analiza parametrów turbin wykazała, iż kryją się tu niewykorzystane rezerwy, które można uzyskać do zwiększenia mocy. Rozpoczęta w r. 1961 praca uwieńczona została pełnym sukcesem.

IN2. ZENON TUREK

Reprezentuje Zakłady Mechaniczne "Zamech" w Elblągu. Urodził się 26 listopada 1923 r. we Włocławku. Wybuch II wojny światowej przerwał mu naukę w Państwowym Gimnazjum Mechanicznym w rodzinnym mieście. W kilka miesięcy później wywieziony został wraz z rodziną do Pruszkowa, do tzw. "Generalnej Guberni". W czasie okupacji uczęszcza do II Miejskiej Szkoły Mechanicznej w Warszawie, kończy ją i w czerwcu 1942 r. uzyskuje świadectwo czeladnika w zawodzie ślusarsko-mechanicznym. Uczy się nadal i w 1944 r. po ukończeniu dwuletniej Szkoły Budowy Maszyn drugiego stopnia w Warszawie uzyskuje już dyplom technika budowy maszyn. Po wyzwoleniu wraca do Włocławka, a następnie rozpoczyna pracę nauczyciela w wiejskiej Szkole Podstawowej w Wymyślinie pow. Lipno.

Od października 1945 r. zostaje przeniesiony do Lipna z poleceniem zorganizowania w tym mieście Średniej Szkoły Zawodowej; zostaje też Jej pierwszym kierownikiem. Następny etap to studia na Wydziale Mechanicznym Politechniki w Gliwicach i dyplom inżyniera mechanika w 1052 r. Od tego roku rozpoczyna pracę w Zakładach Mechanicznych im. Karola Świerczewskiego w Elblągu. Jest starszym konstruktorem, kierownikiem działu konstrukcji turbin, a od 11959 r. zastępcą głównego konstruktora do spraw produkcji i eksploatacji turbin. W czasie pracy w biurze konstrukcyjnym "Zamechu" piracuje nad adaptacją, 'nadzoruje produkcję i montaż turbin TC-25 i TK-50 w elektrociepłowniach "Żerań", "Siekierki" i w Elektrowni "Konin".

DR JERZY WIECZOREK

Urodził się 7 maja 1914 r. w Koźlu, egzamin dojrzałości złożył w Katowicach, a w 1937 r. uzyskał z wynikiem bardzo dobrym dyplom inżyniera elektryka na Wydziale Elektrycznym Politechniki Warszawskiej. W rok później rozpoczął pracę zawodową w dziale elektrycznym Katowickiego Stowarzyszenia Dozoru Kotłów, mając dobrą okazję poznania problematyki przemysłu górnośląskiego, zwłaszcza górniczego. Od momentu wyzwolenia aż do 1962 r. pracuje w państwowym przemyśle elektromaszynowym na różnych stanowiskach kierowniczych. W tym czasie kierował m. in. Zakładem Naprawczym Maszyn Elektrycznych w Chorzowie, a następnie - po przeniesieniu zakładu, i rozbudowie - w Gliwicach. Tutaj też rozpoczął organizację pierwszej i jedynej w kraju Fabryki Materiałów Izolacyjnych. W Zjednoczeniu Przemysłu Maszyn Elektrycznych w Katowicach zajmuje się specjalnymi badaniami maszyn elektrycznych, przyczyniając się m. in. do uruchomienia w 1948 r. krajowej produkcji spawarek wirujących prądu stałego na 300 A, pod jego kierunkiem opracowano też oryginalne polskie spawarki na 500 A. Kierując Działem Maszyn Prądu Stałego w Centralnym Biurze Konstrukcyjnym Maszyn Elektrycznych w Katowicach, doprowadził do opracowania założeń i dokumen - tacji konstrukcyjnej serii dużych maszyn wyciągowych dla górnictwa. W kierowanym przez niego dziale opracowano wiele nowych typów i serii maszyn prądu stałego i maszyn specjalnych, stosowanych w górnictwie, hutnictwie, przemyśle chemicznym, obrabiarkowym i stoczniowym. Pięć lat pracował w Dolnośląskich Zakładach Wytwórczych Maszyn Elektrycznych we Wrocławiu, ostatnio jako kierownik zakładowego Instytutu Badawczego. Był przez wiele lat ekspertem Ministerstwa Górnictwa i Energetyki w dziedzinie maszyn elektrycznych i napędów, jest członkiem Rady Naukowej Instytutu Spawalnictwa w Gliwicach, Rady Technicznej- Polskiego Rejestru Statków w Gdańsku i rzeczoznawcą Stowarzyszenia Elektryków Polskich. W r. 1962 przeniesiony został do Głównego Instytutu Górnictwa, tu poświęcił się pracy naukowej. Jest autorem wielu prac, fachowych artykułów i recenzji. Jego obliczenia teoretyczne decydująco przyczyniły się do sukcesu zespołu modernizującego konstrukcję konińskich turbogeneratorów.

ZESPOŁOWA NAGRODA ROLNICZA

przYznana za organizację i zainicjowanie produkcji ziemniaków-ladzeniaków w zamkniętych rejonach uprawy w Wielkopolsce - grupie naukowców Z poznańskiej Wyższej Szkoły Rolniczej i Politechniki.

MGR INZ. IRENA ŁAWNICZAK

Urodziła się 28 września 1927 r. w Ławocznem pow. Stryj jako córka Leonarda i Jadwigi Nather z domu Jamry. W r. 1930 rodzice jej przenieśli się do Wielkopolski. Do r. 1939 uczęszczała do szkoły powszechnej w Ostrowie Wlkp. Ukończyła

Laureaci nagród

Mgr inż. Irena Ławniczak

Pro*, dr Kazimierz Piechowiak

Mgr IM. Jan RymaszewsKi

Mgr inż. Stefan Sobiech

5 klas. Od r. 1942 do stycznia H945 r. pracowała w Fabryce Zabawek "Mikietta" w Ostrowie Wlkp. W lutym 1945 r. rozpoczęła naukę w Państwowym Gimnazjum w Ostrowie Wlkp. Od września 1947 r. do października 1949 r. była słuchaczką Studium .Przygotowawczego Uniwersytetu w Poznaniu, po ukończeniu którego przyjęta została na studia rolnicze. W lutym 1954 r. uzyskała stopień inżyniera rolnictwa, a w r. 1955 dyplom magistra rolnictwa. W latach 1955-1957 pracowała w Wydziale Rolnictwa i Leśnictwa Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu na 'Stanowisku starszego agronoma oceny odmian. Od l lutego 1957 r. pracuje jako pomocniczy pracownik naukowy Katedry Podstaw Rolnictwa Politechniki . Poznańskiej . Pod kierunkiem prof. dra F Dembińskiego, wykonała pracę doktorską na temat Występowanie wirusa Y jako kryterium dla rejonizacji produkcji sadzeniaków w województwie poznańskim.

PROF. DR KAZIMIERZ PIECHOWIAK

Urodził się 2 sierpnia 1921 r. w J asiniu pod Poznaniem, gdzie rodzice jego posiadali gospodarstwo rolne. W latach 1934-U939 uczęszczał do Gimnazjum i Liceum im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu. Naukę przerwał mu wybuch II wojny światowej. W czasie okupacji pracował najpierw w gospodarstwie rodziców, a później w fabryce Focke- Wulf i gospodarstwie rolnym Rabowice (pow. Poznań). Po wyzwoleniu w r. 1945 podejmuje studia na Wydziale Rolno- Leśnym U niwersytetu Poznańskiego, ukończone w czerwcu 1949 r. Pracę magisterską z zakresu roślin przemysłowych wykonał w Katedrze Roślin Przemysłowych pod kierunkiem prof. dra J. Jagmina. Podczas studiów pracował w poznańskim Wojewódzkim' Związku Samorządowym jako inspektor gospodarstw rolnych.

Po ukończeniu studiów Kazimierz Piechowiak rozpoczyna w dniu l lipca 1949 r. pracę przy Katedrze Szczegółowej U prawy Roślin jako asystent. Dnia l kwietnia 1951 r. został mianowany adiunktem, a l grudnia 1956 r. zastępcą profesora. W lipcu 1962 r. otrzymał stopień doktora nauk rolniczych na U niwersytecie Poznańskim. < W 1961 r. odbył trzymiesięczną podróż naukową do Holandii, Niemieckiej Republiki Federalnej i Szwajcarii w celu zaznajomienia się z metodami produkcji sadzeniaków. W r. 1962 habilitował się i otrzymał stopień docenta. Obecnie jest kierownikiem Zakładu Ziemniaka przy Katedrze Szczegółowej Uprawy Roślin Wyżsizej Szkoły Rolniczej w Poznaniu.

Dr Kazimierz Piechowiak od wielu lat zajmuje się działalnością praktyczną, m.

in. jako członek Rady N aukowo- Technicznej przy Ministrze Rolnictwa, Państwowej Komisji Oceny Odmian, Komisji Rolnictwa i Leśnictwa przy Wojewódzkiej Radzie Narodowej!, jako doradca naukowy Zjednoczenia Przemysłu Ziemniaczanego.

Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Botanicznego i Europejskiego Towarzystwa Ziemniaczanego. Jego dorobek naukowy obejmuje blisko 40 publikacji. Za dotychczasową działalność naukową i społeczną został odznaczony Medalem X -lecia, Odznaką Honorową "Za zasługi w rozwoju województwa poznańskiego" i Złotym Krzyżem Zasługi.

MGR INŻ. JAN RYMASZEWSKI

Urodził się 24 listopada 1936 r. w Sokolatyezach pow. Nieśwież z ojca Józefa, rolnika, i matki Heleny Bernuckiej. W r. 1945 przybywa z rodzicami jako repatriant, do Rybna pow. Gniezno. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Kiszkowie zaczął uczęszczać do Ogólnokształcącego Liceum im. Bolesława Chrobrego w Gnieźnie, które ukończył w r. r055. W tym też roku po złożeniu egzaminów został przyjęty na studia 'na Wydziale Rolniczym Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu. Ukończył je w r. 1959 z tytułem inżyniera rolnictwa, a w r. 1961 otrzymał dyplom magistra rolnictwa. W tym samym roku znalazł zatrudnienie w Katedrze Szczegółowej U prawy Roślin Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu na stanowisku asystenta naukowo-technicznego w Zakładzie Doświadczalnym Gorzyń pow. Międzychód, jako opiekun gorzyńskiego rejonu zamkniętego produkcji ziemniakow-sadzeniiaków, założonego w r. 195@ przez Katedrę Szczegółowej Uprawy Roślin.

W lipcu 1962 r. w związku z zawartym porozumieniem między Ministerstwem Rolnictwa.a Niemiecką Akademią Rolniczą w Berlinie przebywał na jednorocznej praktyce w Instytucie Hodowli Roślin w Gross- Lusewiitz w Niemieckiej Republice Demokratycznej. W instytucie tym pracował w charakterze asystenta naukowo-technicznego w dziale Doświadczalnictwa Odmian i Rodów Ziemniaków. Po powrocie do kraju w lipcu 1963 r. został ponownie skierowany do Zakładu Doświadczalnego w Gorzyniu na stanowisko starszego asystenta naukowo-technicznego.

Laureaci nagród

MGR IN2. STEFAN SOBIECH

Urodził się l września 1934 r. w Nochowie pow. Śrem, gdzie rodzice jego posiadali gospodarstwo rolne. Szkołę podstawową ukończył w r. 1948. W latach 1948-1(952 uczęszczał do Szkoły Ogólnokształcącej stopnia licealnego w Śremie, gdzie uzyskał świadectwo dojrzałości. iStudia na Wydziale Rolniczym Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu rozpoczął w r. 1954 i ukończył je w r. 1958, uzyskując tytuł inżyniera rolnictwa. Pracę magisterską wykonał w Katedrze Szczegółowej Uiprawy Roślin pod kierunkiem prof. dra F. Dembińskiego.

Po ukończeniu studiów podjął z dniem l maja i960 r. pracę w Rolniczym Zakładzie Doświadczalnym Wyższej Szkoły Rolniczej w Gorzyniu na stanowisku asystenta, a od l marca 1961 r. - starszego asystenta. Dnia l lipca 1963 r, został przeniesiony na stanowisko st. asystenta przy Katedrze Szczegółowej Uprawy Roślin Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu.Zebrali: Aleksander Nowak 1 Tadeusz Orlik

(Dokończenie w numerze następnym) poznańskichuczelni

PROF. DR WŁADYSŁAW RUSIŃSKI rektor Wyższej Szkoły Ekonomicznej

Urodził się 24 marca 1911 r, w Nowej Wsi k. Żnina w licznej rodzinie robotnika wapienników Jana Rusińskiego. Matką jego była Apolonia z d. Wawrzyniak. Po ukończeniu mIejSCowej szkółki, a następnie szkoły wydziałowej w Inowrocławiu terminuje w Banku Ludowym w Pakości k. Mogilna, a równocześnie (przygotowuje się do egzaminu dojrzałości. W marcu 1932 r. Władysław Rusiński przybywa do Poznania i utrzymując się z doraźnej pracy zarobkowej, kończy przygotowania do egzaminu maturalnego. Składa go wiosną 1933 r. i w tym samym roku zapisuje się na studia ekonomiczne na Wydziale Prawno- Ekonomicznym Uniwersytetu Poznańskiego. Ukończył je w r. 1937. Jeszcze w czasie studiów rozpoczął pracę naukową na seminarium historii gospodarczej pod kierunkiem prof. Jana Rutkowskiego. (Po studiach przyjęty został do katedry jako asystent-wólontariusz. W dniu 8 maja 1939 r. uzyskał tytuł doktora nauk ekonomiczno-politycznych. II wojna światowa zastała dra Wł. Rusińskiego w Gdyni, gdzie znalazł wakacyjne zajęcie zarobkowe w Banku Gospodarstwa Krajowego. Stamtąd wysiedlony został przez okupanta i zatrudniony w pobliskim Łęgnowie jako robotnik budowlany, a w grudniu 1941 r. w fabryce czapek w Bydgoszczy jako prasowacz. W sierpniu 1944 r. skierowano go do pracy biurowej w lecznicy dla płucno-chorych w Smukale pod Bydgoszczą. Po opuszczeniu kraju przez okupanta spadły na niego obowiązki administratora tego zakładu. Bezpośrednio potem Władysław Rusiński wraca do Poznania i podejmuje działalność pedagogiczną i naukową na Wydziale Prawno- Ekonomicznym Uniwersytetu Poznańskiego, początkowo jako starszy asystent, a następnie adiunkt. W czerwcu 1949 r. habilitowany został z historii gospodarczej i społecznej. Jednocześnie podjął wykłady tego przedmiotu, początkowo jako adiunkt habilitowany, od r. 1952 jako zastępca profesora na Wydziale Filozoficzno- Historycznym Uniwersytetu A. Mickiewicza. W 1954 r. uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego, a w r. 1958 zwyczajnego. W latach 1957--4962 pełnił obowiązki kierownika Katedry Historii Gospodarczej.

Od r. 1948 z zajęciami ma uniwersytecie łączył pracę naukową i dydaktyczną w Wyższej Szkole Ekonomicznej, a od r. 1962 przenosi się do Wyższej Szkoły Ekonomicznej, gdzie już poprzednio kierował Katedrą Historii Gospodarczej na Wydziale Ogólnoekonomicznym, a w latach 1959-1%1 pełnił funkcję dziekana tegoż wydziału. W ciągu 25 lat pracy naukowej prof. dr Władysław Rusiński opublikował około 60 prac

RektorzY poznańskichuczelninaukowych, artykułów, rozpraw i przyczynków historycznych, nie licząc recenzji, notatek i haseł encyklopedycznych. Kiedy rozpoczynał studia, liczył 22 lata, miał za sobą kilka lat pracy zawodowej i maturę uzyskaną w drodze samokształcenia. Zapisał się na proseminarium prof. Jana Rutkowskiego. Zaciekawił go przedmiot, przede wszystkim jednak zaimponowały mu stosowane przez profesora metody badawcze. Bliższy kontakt z wybitnym poznańskim uczonym zadecydował o kierunku jego zainteresowań naukowych. Młody Rusiński pragnął gorąco rozpocząć pracę naukową w dziedzinie historii gospodarczej, chciał poznawać i odkrywać przeszłość mas ludowych, z których sami wyszedł. Został przyjęty na seminarium i otrzymał temat pracy magisterskiej: Uwarstwienie ludności wiejskiej w królewszczyznach Prus Królewskich w drugiej połowie XVII w. Fakt, że drobna ta rozprawka została później nagrodzona i wydrukowana, dodał młodemu naukowcowi ogromnego bodźca do dalszej pracy. Zaczął zbierać materiały do większego opracowania na temat składu społeczno-zawodowego ludności wiejskiej "Wielkopolski w okresie od XVI do XVIII w. Kiedy Komisja Atlasu Historycznego Polski, Polskiej Akademii Umiejętności stanęła przed koniecznością zbadania osadnictwa "olęderskiego " na obszarze Polski zachodniej, pracę tę powierzono mgrowi Władysławowi Rusińskiemu, ofiarując mu jednocześnie za wstawiennictwem prof. J. Rutkowskiego stypendium dla doktorantów. Za tę właśnie pracę uzyskał tytuł doktora.

Zaraz po zakończeniu II wojny dr Władysław Rusiński zaczął gromadzić materiały do pracy pl.: Położenie robotników polskich w czasie wojny 1939-1945 na terenie Rzeszy i obszarów wcielonych. Tematyka odbiegała od dotychczasowych zainteresowań naukowca, Jednakże wobec ogromnej dewastacji poznańskich archiwów prowadzenie w większym zakresie badań opartych na wcześniejszych archiwaliach nie było na razie możliwe. N a podstawie pierwszej części tej pracy habilituje się w r. 1949. Część druga wyszła drukiem w r. 1955. W następnych latach prof. dr Władysław Rusiński wrócił znowu do dziejów gospodarczych XVI-XVIII w. Zaczął badania nad dziejami wsi wielkopolskiej z zamiarem możliwie wyczerpującego -wyjaśnienia problemów rozwtarstwienia wsi i przyczyn upadku gospodarki folwarczno-pańszezyźnianej u schyłku feudalizmu. Przygotował do druku obszerny materiał źródłowy pt. : Inwentarze dóbr szlacheckich dawnego powiatu kaliskiego w XVII do połowy XVIII w. Dwa obszerne tomy tego wydawnictwa doczekały się już publikacji. Ostatnio wyszedł spod prasy drukarskiej podręcznik historii gospodarczej Polski pl.: Rozbój gospodarczy ziem polskich w zarysie, stanowi on w pewnym sensie podsumowanie dotychczasowej pracy badawczej i dydaktycznej profesora. W opracowaniu znajduje się podręcznik historii spółdzielczości polskiej (1918-1939) oraz obszerna monografia pl.: Dzieje biedoty wiejskiej w Wielkopolsce od połowy XVII do schyłku XVIII w. Prof. Wł. Rusiński współdziałał też w przygotowaniu uniwersyteckiego podręcznika Historii Polski, opracowując sprawy gospodarcze okresu 1764-1795. Jednocześnie -wykonuje on szereg obowiązków poza uczelnią. Od r. 1953 jest naczelnym redaktorem "Roczników Dziejów Społecznych i Gospodarczych", sprawuje funkcję członka Wydziału Nauk Społecznych Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, członka Rady Naukowej pTry Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk, członka Państwowej Rady Archiwalnej, członka Rady Programowo-JSTaukowej Spółdzielczego Instytutu Badawczego i in.

Profesor Wł. Rusiński prowadzi obecnie seminarium doktorskie dla 15 kandydatów, kieruje pracami habilitacyjnymi 4 doktorantów. Pod jego kierunkiem naukowym doktoryzowało się 7 młodych naukowców, jeden z nich uzyskał już tytuł docenta. Dnia l września 1962 r. prof. dr Władysław Rusiński wybrany został rektorem Wyższej Szkoły Ekonomicznej.

Zebrał: Tadeusz Świtałażałobnejkarty

STANISŁAW BOGUSŁAWSKI - "MALARZ POZNANIA"

Tak zwano zmarłego 17 lipca 1963 r. artystę, który na 70 rocznicę urodzin i 45-1ecie twórczej pracy zdołał jeszcze pokazać malarski dorobek ostatnich lat na indywidualnej wystawie w salach "Arsenału". Sam już jednak w otwarciu ekspozycji udziału wziąć nie mógł: w dwa dni przed otwarciem wystawy nastąpił wylew krwi do mózgu i czwartego dnia choroby Stanisław Bogusławski zmarł. Stanisław Bogusławski, syn Hieronima i Barbary z Urbańskich, urodził się w Inowrocławiu l maja 1893 r. W rodzinnym mieście ukończył szkołę średnią, studia malarskie rozpoczął w roku 1911 w berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych, którą ukończył w 1914 roku. W okresie I wojny światowej sumiennie pracuje pod okiem prof. Gosienieekiego w Poznaniu i w Krakowie u prof. Terleckiego, do którego wraca w roku 1926.

Typowy "sztalugowiec", interesuje się przecież malarstwem użytkowym, wystawienniczym i konserwacją obrazów. W latach 1929-1930 z właściwą mu pracowitością poświęca się w Warszawskim Towarzystwie Artystycznym studiom nad aktem.

Bogusławski daje znać o swej twórczości już w latach 1921-1922 dekoracyjnym malarstwem teatralnym i później na poznańskich targach. Con amore maluje jednak pejzaże; do 1939 roku wystawia w Stowarzyszeniu Artystów i Przyjaciół Sztuk Pięknych -w Poznaniu i w "Zachęcie" w Warszawie, wreszcie w Niemczech i w Norwegii. Obrazy jego drogą zakupów trafiają w ostatnich latach do Związku Sowieckich Republik Radzieckich, Grecji, Stanów Zjednoczonych, Niemieckiej Republiki Demokratycznej i Niemieckiej Republiki Federalnej. Jest w tym okresie członkiem zwyczajnym Warszawskiego Towarzystwa Artystycznego, Stowarzyszenia Artystów Polskich w Poznaniu, a w okresie pracy w teatrach - członkiem Związku Artystów Scen Polskich w Warszawie.

Wybuch idrugiej wojny światowej zastaje go w umiłowanym Poznaniu, skąd jeszcze w 1939 roku zostaje wysiedlony do tzw. Generalnej Guberni. Z jego dorobku wojen

nego zachowało się po powstaniu warszawskim tylko pięć prac. W oswobodzonej, wolnej Ojczyźnie przystępuje na nowo do pracy. Rzecz prosta - znowu sztaluga; znowu pejzaże, ale i obrazy świadczące o wielkim zainteresowaniu przemianami ustrojowymi, tym co nowe. Kompozycje, jak "Cytadela Poznańska" (jeden obraz z tego cyklu zakupiono w Moskwie), Upaństwowienie przemysłu czy Pochód pierwszomajowy to pierwsze większe prace powojennych lat. Niemało też czasu pochłania restauracja obrazów podniszczonych w czasie wojennej zawieruchy. W 1947 roku zawiązuje się Poznańska Spółdzielnia Pracy Plastyków "Forma". Jej współzałożycielem jest "malarz Poznania", który nie

Z żałobnej kartyszczędzi trudu dla rozwoju tej organizacji. Działalność artysty widoczna jest w rozlicznych wystawach w kraju i za granicą; niel brak Bogusławskiego na wszystkich wystawach poznańskiego okręgu, nie brak w salonach ogólnopolskich, a w latach 1959 i 1961 bierze też udział w ekspozycjach w Niemieckiej Republice Demokratycznej. O twórczości Stanisława Bogusławskieg<j pisano już niemało. J ego Drukarnia przy! Zwierrynieckiej, Staroleka zimą, Niestachów, Wilda, kilka portretów i innych prac rysunków, szkiców, zyskały sobie pochlebne oceny. Ostatnia Jubileuszowa Wystawa Stani

sława Bogusławskiego stała się najnieoezekiwaniej wystawą pośmiertną. Artysta zadziwił ostatnią swą ekspozycją szerokie koła miłośników plastyki, jej krytyków i samych plastyków. Ostatnie lata sztalugowej twórczości Bogusławskiego' okazały się niezwykle owocne i co najistotniej - sze, przedstawiały nam dorobek jakże Inny w swej fakturze. Ta inność ujawniła się w niespotykanej dotąd u "malarza Poznania" palecie. Malarz w zaciszu swej pracowni nie ustawał snąć w poszukiwaniach kolorystycznych. Odszedł człowiek skromny, a wielki artysta.

Tadeusz Henryk Nowak

BOLESŁAW WIEWIÓRA uaae-<i963)

W dr. u 17 lutego 1963 r. zakończył niespodziewanie po krótkiej chorobie życie w wieku lat 37 docent prawa międzynarodowego na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, sekretarz naukowy Instytutu Zachodniego, wieloletni działacz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej dr Bolesław Wiewióra. Niespodziewana śmierć w pełnym rozkwicie sił twórczych tego niepospolicie utalentowanego, młodego specjalisty w dziedżinie prawa międzynarodowego stanowi dotkliwą stratę dla nauki polskiej i dla Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, z którym zmarły był związany swą pracą zawodową, dla Instytutu Zachodniego, z którym zmarły związał się tak blisko swą działalnością naukową i społeczną, dla naszego miasta, w którego życiu kulturalnym i społecznym odgrywał niemałą rolę. Bolesław Wie>vióra urodził się 25 stycznia 1926 r. w Toruniu. Szkołę podstawową ukończył w Poznaniu, w przededniu wybuchu II wojny światowej, w latach okupacji pracować musiał jako goniec w niemieckim biurze adwokackim. Po wyzwoleniu Poznania w r. 1945 podjął naukę na nowo i złożył egzamin maturalny w Poznanhi w 1947 r. Już w tym czasie (po śmierci ojca w 1945 r.) musiał pracować zarobkowo, by utrzymać matkę i siebie. Nie zahamowało to jednak rozwoju jego studiów na Wydziale Prawa Uniwersytetu Poznańskiego, które ukończył w 1951 r. Jego udział w pracach seminarium prawa międzynarodowego i praca magisterska pl. Interpretacja umów międrynarodowych, oceniona jako bardzo dobra, zwróciły nań uwagę kierownika seminarium, prof. Alfonsa Klafkowskiego i otworzyły mu możliwości pracy naukowej na Wydziale Prawa Uniwersytetu Poznańskiego. W r. 19s) objął stanowisko zastępcy asystenta, w r. 1951 asystenta, w r. 1952 starszego asystenta i w r. 1954 adiunkta przy katedrze prawa międzynarodowego. W r. 1958 uzyskał tytuł kandydata nauk prawnych (doktora), a w początku 1962 r. stopień docenta. W tak krótkim, bo zaledwie 12-1etnim okresie pracy naukowej Bolesław Wiewióra zdołał rozwinąć szeroką działalność naukową połączoną z wydatną pracą społeczną i naukowo-organizacyjną. Okres ten zazna

czyi się też w jego życiu licznymi podróżami zagranicznymi, zarówno szkoleniowymi, jak i wyjazdami na konferencje międzynarodowe lub dla wygłaszania wykładów. Poważna wiedza fachowa, takt, znajomosc języków obcych i wysokie wyrobienie polityczne zapewniły mu, mimo młodego wieku, kwalifikacje do kompetentnego reprezentowania nauki polskiej za granicą. I tak w 1954 r. przebywał w Korei jako członek Polskiej Misji Wojskowej przy Komisji N adzorczej Państw Neutralnych. W 1957 r. bawił w Hadze jako stypendysta Akademii Prawa Międzynarodowego, na przełomie 1958/1959 spędził 10 miesięcy w Anglii jako stypendysta British Council. W 1%1 r. był w Szwecji jako obserwator szwedzko-kanadyjskiego seminarium World University Service of Canada, a w roku następnym przypadło mu w udziale organizowanie z ramienia Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego podobnego seminarium w Polsce. Uczestniczył w konferencjach i wygłaszał wykłady: w 1958 r. w Berlinie (NRD), w 1%1 w Pradze, w 1962 w Wiedniu, Innsbruku i w Rzymie. W 1961 r. uczestniczył w ipolsko-amerykańskiej konferencji okrągłego stołu. Dorobek naukowy tego 37-1etniego uczonego zdumiewa rozmiarami i dużą -wartością. Składa się nań ponad lm pozycji, w tym 6 pozycji książkowych, ponad 20 artykułów naukowych o poważniejszym znaczeniu oraz ponad 40 recenzji. Badania jego koncentrowały się dookoła dwu problemów .0 wielkie] doniosłości naukowej i politycznej, koło sprawy granicy między Polską i Niemcami i Jej podstaw prawnych oraz koło sprawy tej granicy w świetle nauki prawa międzynarodowego, i uznania jej przez akty prawne i praktykę państw. Już pierwsza książka Bolesława WiewIory Granica polsko-niemiecka w świetle prawa międzynarodowego (1957) zapewniła mu wysokie miejsce w nauce prawa międzynarodowego. Książka ta, wydana w języku angielskim pl. Polish-German Frontier Jrom the Standpoint oj the International baw (1959) i w jęz. rosyjskim pl. PoisJco-giermanskaja granica i mieżdunarodnoje prawo (Moskwa 1959), spotkała się z wysoką oceną zarówno w literaturze naukowej krajów socjalistycznych, jak i kapitalistycznych oraz przyniosła jej autorowii międzynarodowy rozgłos. Wkrótce po wydaniu pierwszej książki ukazała się następna pl. Granica na Odrze i Nysie Łużyckiej w polityce Zachodu (1958). W 1961 r. Bolesław Wiewiora ogłosił książkę pt. Niemiecka Republika Demokratyczna jako podmiot prawa międzynarodowego, w tymże roku ukazała się też w druku jego praca habilitacyjna pl. Uznanie nabytków terytorialnych w prawie międzynarodowym. Książka ta została wyróżniona w 1963 r. zaszczy

5 Kronika Miasta Poznania l

N!!tną I nagrodą w ogólnopolskim konkursie na najlepszą w roku pracę habilitacyjną z dziedziny prawa, organizowanym corocznie przez redakcję naukowego czasopisma "Państwo i Prawo". Niestety, wiadomość o werdykcie sądu konkursowego nie zastała już Bolesława Włewióry między zYJącymi. Nie doczekał się on również ukazania się kilku przygotowanych do druku prac, które pozostawił w swoim warsztacie. Nie doczekał się ukazania wydanej przez Instytut Zachodni Monografii NRD, której był współautorem i szczególnie zasłużonym współredaktorem. Nie doczekał się ukazania swego celnego artykułu w monografii zbiorowej Wschodnia ekspansja Niemiec w Entropie środkowej (Instytut Zachodni 1963). Nie doczekał się ukazania szeregu prac na lamach naukowych czasopism polskich i radzieckich, nie doczekał się także nowego, przerobionego angielskiego wydania jego monumentalnej pracy Polish-German Frontier Jrom the Stan dpo in t oj the International Law. Nie mógł też uczestniczyć w obradach Powszechnego Zjazdu Historyków Polskich, które przecież wzbogacił doskonałym referatem na temat rozwoju stosunków polsko-niemieckich po II wojnie światowej. Badania naukowe, którym poświęcił się Bolesław Wiewiora, odpowiadały najpilniej - szemu zamówieniu społecznemu i politycznemu naszego kraju i wiązały się jak najściślej z istotnymi potrzebami naukowymi, którym służy Instytut Zachodni. Nic tez dziwnego, że z Instytutem Zachodnim związała się szczególnie blisko jego działalność naukowa, społeczna i organizacyjna. N a łamach wydawnictw Instytutu Zachodniego publikował większość swoich prac, w ramach Instytutu kierował pracami Sekcji Prawa Międzynarodowego.

Stosunki Bolesława Wiewióry z Instytutem Zachodnim nie ograniczały się do sfery kontaktów intelektualnych i wydawniczych, obdarzony dużym poczuciem obowiązku pracy społecznej, posiadając niemały talent organizacyjny i ogarniając swym umysłem szerokie perspektywy naukowe, Bolesław Wiewiora w ciągu dwunastu lat swej współpracy z Instytutem Zachodnim włączał się stopniowo w jego prace organizacyjne oraz programowe i przejmował w coraz to wyższej mierze współodpowiedzialność za losy i rozwój tej placówki naukowej, której poważne zadania naukowe i społeczne doceniał należycie. Kierował Podstawową Organizacją Partyjną przy Instytucie Zachodnim, a od r. 1%1 objął stanowisko sekretarza naukowego Instytutu Zachodniego. Działalność jego zaznaczyła się niezwykle korzystnie i chlubnie dla rozwoju tej placówki naukowej.

Z żałobnej karty

Z wybitną indywidualnością Bolesława Wiewiory nauka polska wiązała wielkie nadzieje. Śmierć nie pozwoliła na zrealizowanie tych wszystkich planów, które umiał sobie wytyczyć, ani tych możliwości, które leżały przed nim otworem. W historii nauki polskiej pozostanie jednak trwała pamięć zasłużonego uczonego i społecznika, przedwcześnie zgasłego wielkiego talentu naukowego. Miasto, w którym żył i pracował, utrwaliło już w r. 1962 złotymi zgłoskami

jego nazwisko, przyznając mu Nagrodę Miasta Poznania. Dla wszystkich tych, którzy z nim się stykali, odejście Bolesława Wiewiory łączy się z uczuciem bólu i głębokiego żalu, jaki rodzi się po przedwczesnej stracie człowieka młodego i niepospolitego, a równocześnie dobrego i lojalnego towarzysza pracy, uczynnego kolegi i przyjaciela. Michał Sczaniecki

JUBILEUSZ 40-LECIA "KRONIKI MIASTA POZNANIA"

W dniu 2 listopada 1963 r. w Białej Sali, w siedzibie Prezydium Rady N arodowej m. Poznania odbyło się pod przewodnictwem Jerzego Kusiaka, przewodniczącego Prezydium Rady Narodowej m. Poznania uroczyste posiedzenie Kolegium Redakcyjnego z okazji 40-1ecia działalności pisma. Obok członków Kolegium na posiedzenie przybyli zaproszeni goście, a wśród nich kierownik Biura Prasy Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - Stefan Olszowski, kierownik Wydziału Propagandy Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - Jan Bartkowiak, wiceprzewodniczący Prezydium Rady Narodowej - Dyonizy Balasiewicz, byli redaktorzy naczelni "Kroniki Miasta Poznania": Marian J. Mika i Janusz Ziółkowski, oraz współpracownicy pisma: Urszula Paulówna, Ignacy Kaczmarek, Józef Modrzejewski, Antoni J. Przestalski i Lech Zimowski.

Uroczystość zagaił Jerzy Kusiak, podkreślając zasługi pisma w dziejach Poznania, przydatność zamieszczanych w nim materiałów w codziennej*pracy działacza Rady Narodowej. W uznaniu zasług pisma 'Prezydium Rady Narodowej postanowiło udekorować "Kronikę Miasta Poznania" Honorową Odznaką Miasta Poznania. Jerzy Kusiak wręczył odznaczenie sekretarzowi redakcji red. Tadeuszowi Switale. Z kolei głos zabrał Stanisław Kubiak, przewodniczący Zarządu Towarzystwa Miłośników Miasta Poznania, który przekazał Kolegium Redakcyjnemu serdeczne życzenia od Towarzystwa Miłośników Miasta Poznania i uchwałę Zarządu, nadającą zespołowi redakcyjnemu "Kroniki" Złotą Odznakę Miłośników Miasta Poznania. Przewodniczący posiedzenia - Jerzy Kusiak, udzielił następnie głosu sekretarzowi redakcji Tadeuszowi Switale dla wygłoszenia sprawozdania z działalności pisma. ,,31 stycznia 1923 r. .- powiedział na wstępie T. Świtała - ukazał się pierwszy zeszyt »Kroniki miasta Poznania« - nowego czasopisma poznańskiego poświęconego - jak stwierdzono pod nagłówkiem - »sprawom kulturalnym stołecznego miasta Poznania«. Pi simo było organem Towarzystwa Miłośników miasta Poznania powstałego pod koniec 1922 r. "Gele pisma określone zostały w słowie wstępnym: »wydawnictwo nasze - pisali redaktorzy - założyciele »Kroniki«, ma gromadzić rozprawy historyczne o mieście Poznaniu, a równocześnie ma zawierać przegląd ważniejszych wydarzeń bieżących z uwzględnieniem spraw samorządowo-administracyjnych oraz zasadniczych rozpraw o pracy i polityce gminnej«. "Kierownictwo pisma objęła redakcja złożona z trzech osób: Zygmunta Zaleskiego, Kazimierza Rucińskiego i Andrzeja Wojtkowskiego. Po ustąpieniu tego ostatniego jego miejsce zajął Kar'mierz Kaczmarczyk. Redakcja w tym składzie przetrwała do końca 19H6 r., tan. tak długo, jak »Kronika« ukazywała się jako miesięcznik. W roku 1927 Zygmunt Zaleski przekształca »Kronikę « w kwartalnik o charakterze naukowo- historycznym i sprawuje jednoosobowe kierownictwo do końca roku 1939, dobierając sobie w roku 11 Bronisława Wietrzyehowskiego - jako sekretarza redakcji.

5*

Jubileusze

"w działalności pisma - mówił dalej Tadeusz Świtała wyroznIc możemy kilka okresów: Pierwszy okres obejmuje lata 1923-'1939. W ciągu tych 16 lat działalności pod kierunkiem Zygmunta Zaleskiego ukazało się 87 zeszytów »Kroniki« obejmujących około 6600 stron druku, co równa się 416 arkuszom wydawniczym. W latach 1923-1936 »Kronika« ukazywała się jako miesięcznik. Była to broszura nieoprawiona. Wydrukowano do ostatniego numeru przed wybuchem II wojny światowej (2/1939)-Ogółem 251 artykułów, 148 materiałów i 304 notatki kronikarskie. W sumie 105 autorów zamieściło 504 pozycje. »Rekordzistą« był żyjący dziś jeszcze prof. dr Andrzej Wojtkowski, który z okazji 15-1ecia pisma w roku 1937 święcił także jubileusz opublikowania setnej pozycji w »Kronice Miasta Poznania«. ,,»Kronika« tych lat zamieszczała przeważnie przyczynki historyczne, co wobec znanej sytuacji międzynarodowej stanowiło rzecz o kapitalnym znaczeniu. Gospodarką miejską »Kronika« zajmowała się tylko w kilku wypadkach, zagadnieniami kulturalnymi zaś prawie -w ogóle nie zajmowała się. "Drugi ckres pisma obejmuje lata 1945-1963 i dzieli się na dwa etapy. Pierwszy etap obejmuje lata 19415.-1950. Jest to okres kształtowania władzy ludowej i odbudowy Poznania. Tym też sprawom głównie poświęcano zeszyty »Kroniki«. Ale po raz pierwszy w tym okresie wkracza na łamy pisma problematyka życia kulturalnego, na razie w fermie obszernej kroniki kulturalnej. "Pismo wznowiono (co jest zasługą red. Stanisława Strugarka) w czerwcu 1645 ir, Ukazywało się ono do końca roku 1950, kiedy to na zarządzenie władz przestało wychodzić. Ostatni numer pisma zawierał bogaty materiał poświęcony teatrom poznańskim. W ciągu tych pięciu lat pismem kierowali obok Stanisława Strugarka: Marian J. Mika i Stanisław Krokowski.

"Drugi etap obejmuje lata 1956-1963. Wznowione pod redakcją Janusza Ziółkowskiego w roku 1966 pismo, obrało zupełnie nowy profil, stało się periodykiem

Jerzy Kusiak., przewodniczący Prezydium Rady Narodowej miasta Poznania, otwiera uroczystości jubIleuszowe. Od lewej: zastępca przewodnicza.cego Prezydium - D30nizy Balasiewicz, kIerownik Biura Prasy Komitefu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partu Robotniczej - Stefan Olszowski, sekretarz redakcji - Tadeusz SwitałapOswlęconym problemom współczesnego miasta. Pierwszy zeszyt po wznowieniu stanowił 20 arkuszową księgę zawierającą streszczenie dziejów miasta z lat 1951-1958. W roku 11957 pismo ukazuje się w diwóch zeszytach półrocznych 1 , a od 1958 roku jest znowu kwartalnikiem. Za redakcji Janusza Ziółkowskiego, kiedy to wachlarz zagadnień w porównaniu z poprzednimi zeszytami »Kroniki« bardzo się rozszerzył, »Kronika« poświęca jednak przeważną część swego miejsca sprawom ekonomicznym. "W roku lS59 następują zmiany organizacyjne. Janusz Ziółkowski wyjechał w podróż naukową. Prezydium Rady Narodowej powołuje kolegialne kierownictwo pisma i w lutym 1959 roku powierza Adeli Sitkowskiej przewodnictwo Kolegium Redakcyjnego, a Tadeuszowi Świtała funkcję sekretarza redakcji. "Nowa redakcja rozszerza jeszcze bardziej wachlarz zagadnień, którymi zajmuje się pismo. Pojawiają się monograficzne opracowania fabryk poznańskich, całych gałęzi gospodarki miejskiej, dziedzin kultury. Warto tu wymienić monografię Zakładów Metalurgicznych »Pomet« pióra Kazimierza Wandeita, cykl opracowań pt. Woda dla Poznania - Witolda Engla, monografię Opery Poznańskiej - Stanisława Hebanowskiego i Norberta Karaśkiewicza, problemy mieszkaniowe-Edmunda Krzymienia i problemy architektoniczne - Józefa Modrzejewskiego'. Nowe światło na stosunki międzywojenne w Poznaniu rzucają artykuły Edmunda Makowskiego, Seweryna Dziamskiego i Tadeusza Świtały. Historią naj nowszych czasów zajmuje się Stanisław Kubiak. "Ogółem w okresie 1945-'1963 pismo zamieściło w 43 zeszytach, obejmujących 5600 stronic druku (390 arkuszy wydawniczych): 150 artykułów, 161 materiałów i 560 notatek kronikarskich. Ponad 200 autorów zamieściło więc w sumie prawie 900 pozycji.

"W latach 1923-1963, w ciągu 40 lat działalności, »Kranika« wyszła ogółem 132 razy na 12 2TO stronicach druku, co stanowi 808 arkuszy wydawniczych. Z górą 300 autorów zamieściło na łamach pisma ponad 1400 artykułów, przyczynków do badań, notatek kromikairsfcich, sprawozdań i recenzji. Taki jest wkład pismia w badanie dziejów Poznania ostatnich diwustu lat. "Biblioteka »Kroniki Miasta Poznania« została zapoczątkowana na zasadzie sporządzania nadbitek niektórych poważniejszych artykułów 'zamieszczonych w latach 1923-1939. W tym okresie ukazało się 10 pozycji książkowych. W Polsce Ludowej »Bibliotekę« wznowiono w roku 11948 pozycją Stanisława Krokowskiego Stanisław Staszic - syn ziem odzyskanych. W sumie ukazało się pięć pozycji, a do najpoważniejszych zaliczyć należy Zdzisława Grota Dzieje sceny polskiej w Poznaniu 1782-1865 i Andrzeja Komara Budżety miasta Poznania 1945-1960.

Moment dekoracji "Kromki" Odznaką Honorową Miasta Poznania. Przewodniczący Prezydium Rady Narodowej miasta PoznaA t a S redikcjiATadAuszowf$£«£

JuhiipusZjJ

U czestnicy uroczystości jubileuszowych w chwilę p,o otwarciu w--ystawy. N a pierwszym nianie kierownik WydzIału Propagandy Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - Jan BartkowIak w rozmowie z wiced yrektorem Miejskiej BIblioteki Publicznej im. E. Raczyńskiego - Heleną Seidel.

"Pod koniec 1961 przy »Kronice« powołano Komisję Wydawniczą w składzie Władysław Markiewicz, Adam Łopatka, Janusz Przewoźny i Jerzy Ziółek. Sekretarzem redakcji »Biblioteki« został Henryk Kondziela. "Obecne Kolegium Redakcyjne składa się z 13 osób i jest powoływane i odwoływane przez Prezydium Rady Narodowej m. Poznania. Z tego grona wydzielono czteroosobową grupę do operatywnego kierowania pismem. Każdy materiał przeznaczony do druku (z wyjątkiem recenzji teatralnych) przechodzi recenzję decernenta lub specjalisty zagadnienia. Od końca 'i960 roku »Kranika Miasta Poznania« znajduje się w planie wydawniczym Wydawnictwa Poznańskiego, a drukowana jest w Drukarni Uniwersytetu im. A. Mickiewicza." Sekretarz redakcji omówił także najbliższe zamierzenia pisma. Jak już powiedziano w artykule wstępnym, podstawową tematykę pisma wytycza na długie lata ogólny plan zagospodarowania przestrzennego Poznania l. Tematykę tę zapoczątkowały artykuły Dyonizego Balasiewicza i Antoniego Przestalskiego. "Zamierzamy zamieszczać nadal materiały będące przyczynkami do badań nad historią najnowszą Poznania, szczególnie zaś lat 1945-1955. Przygotowuje się do druku monograficzne opracowania poznańskiej służby zdrowia - Zbigniewa N amysłowskiego, dwuczęściowy artykuł Czesława Kołodziejczaka o problemach gospodarki komunalnej. Kontynuować będziemy rozpoczęte już cykle: Instytuty i placówki naukowe Antoniego Przestalskiego, Teatry poznańskie Stanisława Hebanowskiego, Ruch muzyczny - Bogdana Ciszewskiego. Dział pamiętnikarski będzie utrzymany w dotychczasowych rozmiarach. " N a zakończenie Tadeusz Świtała złożył w imieniu Kolegium Redakcyjnego serdeczne podziękowanie wszystkim współpracownikom oraz Wydawnictwu Poznańskiemu i drukarzom z Drukarni Uniwersytetu im. A. Mickiewicza, a przede wszystkim Prezydium Rady Narodowej m. Poznania za pomoc w wydawaniu pisma.

Życzenia dalszej pomyślnej pracy składali: b. redaktor naczelny Janusz Ziółkowski, b. członek Kolegium Redakcyjnego - Ignacy Kaczmarek i w ImIeniu zespołu redakcyjnego "Gazety Poznańskiej - Józef Tułasiewicz. Obok tego nadeszły życzenia od Zarządu Oddziału Poznańskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Zespołu Redakcyjnego i Kolegium "Gazety Poznańskiej", b. przewodniczącej Kolegium Redakcyjnego "Kroniki" - Adeli Sitkowskiej, Dyrekcji i Zespołu Teatru Polskiego, projektantki okładki "Kroniki" - Marii Dolnej, kierownika Poznańskiego Chóru * Chłopięcego - Jerzego Kurczewskiego, Jadwigi M usielewskiej- Mańkowskiej, Redakcji" Słowa Powszechnego" i pracowników Klubu Międzynarodowej Prasy i Książki. Sekretarz Redakcji Tadeusz Świtała wręczył następnie dawnym współpracownikom pisma, Ignacemu Kaczmarkowi, Marianowi J. Mice i Januszowi Ziółkowskiemu, upominki w postaci drzeworytów Franciszka Burkiewicza. Po zakończeniu posiedzenia goscIe udali się do Miejskiej Biblioteki Publicznej im. E. Raczyńskiego na zwiedzenie wystawy p. n. ,,40 lat w służbie miasta" według scenariusza Zygmunta Sałaty. W ośmiu gablotach zgromadzono niektóre artykuły, ilustracje, mapy i wykresy zamieszczone W "Kronice", głównie w la- 'Plakat wystawowy pomysłu Zygmunta tach 1956'-1963. Ekspozycja omawiała tematy: l. Perspektywy rozwoju Poznania, 2. Poznań miastem Międzynarodowych i Krajowych Targów, 3. Poznań - miasto wielkiego przemysłu, 4. Miejska gospodarka komunalna i mieszkaniowa, 5. Poznań - miastem uniwersyteckim, 6. Kronika poznańskiego życia kulturalnego, 7. Działalność Rady N arodowej m. Poznania, 8. Najnowsza historia Poznania. W jednej gablocie wyłożono wszystkie książki, jakie ukazały się dotąd w ramach "Biblioteki Kroniki Miasta Poznania" w innej pokazano! ewolucję, jaką przeszła szata zewnętrzna "Kroniki" od prostej, sizarej zszywki 1923 r. do barwnej okładki lat 1959'-H9I63. N a oszklonym ekranie eksponowano zdjęcia wszystkich redaktorów pisma w latach 1923'-1960, na innym zaś życzenia od Sekretarza Rady Państwa Juliana Horodeckiego, Dyplom Odznaki Honorowej Miasta Poznania i adres powitalny od Zarządu Towarzystwa Miłośników Miasta Poznania.

Wystawa czynna była od '2 do 10 listopada, a następnie przeniesiona została do hallu Prezydium Rady Narodowej m. Poznania przy placu Kolegiaickim 17.

Ireneusz

Soliński

Jubileusze

ZUUl;5lU. Ul;m5l&zuzu «<)1,d&->

IOKO bQm nA lAS TA POB)JJIIA WIJ)II11f CXffcS.SI.lfcSmu.LC-i A m t«łE S I A, KR» Hlia MIASTA WJtiJMJIA IO*AKXVST*O aAHn?saLJ; K,e>w M. COZNANIA *K#APn XLSSPOLlIVK «»PAKKLJ3W (LKliWISNI« WiEPXY b PA*NV« 1 weP»tC£SeNV«A POINAHtU " A » . f c I t H A * XY;; KA t A - S O f b t * «Ł M E , « K A N I E W* RSM") CZVTĘfcMlfCfeVW ZA STA<CA NM OSC W IX>>>OKZfc &AAT£SUAU»W «f«TO «.YCLHYU»* i W o U A I H Y C * a 11 * , t Z A «n: ., S Ł A T C Ą i c A F t c Z N A. .. POrHll BK,! pesLiQPVK»« N O W I «M N E t«£>mt> wiA- < DOW08C1 O HA61VW fV\t£SC(E TAJC OLA OAPACZ\ lli-IK I TH.A W<2»*SfKie« MttO&*HK@W M»nBTA POWANIA A 62c;A»BW1« A 1WV13&Ł% En.A Kr@N Q 3 A«-»NłKA 3ŁBT K<EXA&TAr»ObIA IOMOCA' MAMKpVte*.

i I « J W K . A AK, * M i « . t' P R XY eXYK < A »»«. P O S t * a ą> s x s * tt « N t A W I E O X V O mtjffccłfc Z B U I SAM iA PO ftxyviAINea Wt£>>>tEWATViy < SOIWCWM POZNAN lA, OKAX 10 POĄŁCeiANtA Młl-O&C! I?U£axKA#ieg>*v '» S»je8>0 tóIASTA:.

Tc*.*A$3sv»TWO «Aste r4e-s*» sMK.ees@vv ix«s.»o*;ow* np>A*cpY T-NEAIW VV »AŁ«Xfe»flbłAŁ-AŁ.NOŚC)RA BOfóąA MIASTA S W3 MV*ATEi-t.

Fotokopia życzeń od Towarzystwa Miłośników Miasta Poznania.

Fotokopia legitymacji do Złotej Odznaki Miłośnika Miasta Poznania.

PREZYDIUM RADY NARODOWEJ MIASTA POZNANIA I TOWARZYS1WO MIŁOŚHIKÓW MIASTA POZNANIA

n&Oll{p. . . . .ODZNAKĘ KIŁOŚSIKA MIASfA POZNANIA ZA PRACE SPOŁECMEmU( T. U. U. P.

PRZEWODNICZĄCY fIL *> ». POIlIIlIA

Rnm Z

T&HIHIHI tfle3

ŻYCZENIA Z OKAZJI JUBILEUSZU "KRONIKI"

Z okazji gratulacje oraz społeczeństwa.

40-lecia życzenia

Waszego dalszegopisma przesyłamy Kolegium Redakcyjnemu najserdeczniejsze rozwoju kwartalnika dla dobra miasta Poznania i jego

Zarząd Oddziału Poznańskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich deczneokazji 40-lecia gratulacje wraz

"Kroniki Miasta Poznania" przesyłamy Szanownemu Kolegium Z życzeniami dalszego rozwoju pożytecznego kwartalnika.

ser

Zespół Redakcyjny i Kolegium "Gazety Poznańskiej"

Z okazji 40-lecia "Kroniki Miasta Poznania" żYczenia dalszych sukcesów Zespołowi Redakcyjnemu składa

Za Redakcję Słowa Powszechnego w Poznaniu Aleksander Zydorowicz

Z okazji zaszczytnego odznaczenia serdeczne gratulacje dla całego Zespołu Redakcyjnego -' w imieniu pracowników Klubu MPiK i własnym - składamgr Cz. Romiński

Serdeczne życzenia pięknego rozwoju i dalszych pomyślnych 40 lat przesyła Dyrekcja i Zespół Teatru Polskiego dalszejokazji owocnej

40-lecia Waszego zasłużonego wydawnictwa' przesyłamy działalności dla dobra nauki i kultury naszego miastaserdeczneżyczeniamgr Jerzy Kurczewski

Z okazji Jubileuszu 40-lecia Kroniki Miasta Poznania najlepsze żYczenia przesyła

. Maria Dolna Artysta grafik

W związku z przybyć nie mogę,

Jubileuszem składam na by to uczynić osobiścieręce

Sekretarza

Redakcjigratulacje.

Niestety,

Ada Sitkowska

Zawsze sercu mojemu "Drogiej" Kronice Miasta Poznania oraz Redakcji Z okazji Jubileuszu 40-lecia i zaszczYtnej Honorowej Odznaki przesyłam serdeczne gratulacje

Jadwiga

Musielewska- Mańkowska

SPIS AUTORÓW "KRONIKI" (19128""1963)

Adamski Czesław, Aleksandrowicz Maria, A1kiewicz Halina, Askanas Stefan.

Ba1asiewicz Dyonizy, Bar Adam, Baranowski Jerzy, Barciiński Florian, Barmińska Roma, Basiński Apo1oniusz, Bąk Wojciech, Bederski Antoni, Berger Jan, Białkowski Leon, Błaszczak Alfons, Bodniak Stanis1aw, Boes1er Paweł, Bogacki Bogdan,

Jubileusze

Brosig Alfred, Bross Kazimierz, Brzęk Gabriel, Budnik Feliks, Buszówna Elżbieta, Bystrzonowska Anna.

Cerski Roman, Chłopocka Helena, Chybiński Adolf, Chybiński Aleksander, Chyczewska Alina, Ciszewski Bogdan, Cofta Eugeniusz, Czamański Roman, Czarnecki Władysław, Czaisz Stanisław, Czubiński Antoni, Czubiński Zygmunt, Cyfrowicz Lech, Cyprian Tadeusz.

Danecki Adam, Dąbrowski Florian, Dąbrowski Kazimierz, Dąbrowski Stanisław, Dembski Janusz, Deresiewicz< Janusz, Dettloff Szczęsny, Dewor Władysław, Dietz d'Arma Leon, Dobrzyefca Anna, Dobrzyńska- Rybicka Ludwika, Dorożała Witalis, Drabowicz Antoni, Drozdowicz Augustyn, Dubowski Adam, Dybowski Janusz Teodor, Dziamski Seweryn. Eckard Joanna, Engel Witold, Erzepki Róża, Esman Tadeusz.

Fidler Wacław, Flotyńska Janina, Flotyński Jan, Fornalczyk Feliks, Frąckowiak Franciszek, Frieske Józef.

Gabrysz Jan, Gąsiorowski Antoni, Gąssowski Szczepan, Genowefiak Marian, Gluck Leopold, Gładysz Bronisław, Głębocka- Piotrowska Irena, Głowacki Witold Kazimierz, Głowacki Zygmunt, Gołębiowski Stanisław Zbigniew, Górska Barbara, Górski Józef, Graczyk Ryszard, Graj Ludwik, Gronik Maryna, Grot Zdzisław, Groth Paweł, Gruchman Bohdan, Grunwald Kazimierz, Gumowski Marian.

Hahn Wiktor, Haluch Tadeusz, Hanclik Roman, Hebanowski Stanisław, Hejnowicz Cezary, Hensel Witold, Herman Daria, Hoffman Karol, Hozakowski Władysław, Hryniewicz Franciszek, H ubicki Władysław.

Iwanoyko Eugeniusz.

J akirnowiczówna Teresa, J akóbczyk Witold, Jakubowski Ignacy, Janicki Sylwester, Jankowiak Józef, Jankowski Tadeusz" Janowicz Tadeusz, Jantos Henryk, Januszewski Ludwik, Jasnosz Stanisław, Jaśkowiak Franciszek, Jeszke Lech. Kaczmarczyk Kazimierz, Kaczmarczyk Zdzisław, Kaczmarek Ignacy, Kaja Zbigniew, Kaletka Adam, Kamiński Włodzimierz, Kanduiski Witold, Kantak Kamil, Kapitańezyk Kazimierz, Kairaśkiewicz Norbert, Karczewska Wanda, Karpińska Aleksandra, Karpiński Zenon, Karwacki Antoni, Karwowski Stanisław, Kasprzycka-Straucihowa Zofia, Kawecka Zofia, Kien Hubert, Kirkin Stanisław, Kirschbaum Arnold, Klafkowski Alfons, Kluczyński Józef, Knapowska Wiesława, Koczy Leon, Koehler Aniela, Kołaiczkowski Stanisław, Kołodziejczak Czesław, Kondziela Henryk, Kończai Czesław, Kopaczyk Franciszek, Kostrzewski Bogdan, Kostrzewski Józef, Kostyrko Krzysztof, Kostyrko Teresa, Kotowicz Antoni, Kowalenko Halina, Kozak Roman, Krajewska Cecylia, Kranz Maksymilian, Kraszewski Tadeusz, Krokowski Stanisław, Kroll Feliks, Kronthal Artur, Krzymień Edmund, Krzymiński Aleksander, Kubalik Czesław, Kubczak Jerzy, Kubiak Marian, Kubiak Stanisław, Kubiak Stanisław (red.), Kucner Alfred, Kucza Hanna, Kudzinowski Czeisław, Kultys Władysław, Kułtuniak Jerzy, Kusiak Jerzy.

Langner Franciszek, Leitgeber Jarosław , Linette Eugeniusz, Lisiecki Kazimierz, Lisowski Zbigniew, Lotyczewska Danuta. Łangowski Jerzy, Łopatka Adam, Łubieński Krzysztof, Łuczak Helena, Łukomski Stanisław, Łyszyk Janusz.

Maciejewski Henryk, Maciejewski Jarosław, Magacz Tadeusz, Maisel Witold, Majewski Łucjan, Majkowski Edmund, Majkowski Hilary, Makowski Edmund, Malinowska Maria, Malinowski Kazimierz, Malinowski Tadeusz, Małecki Marian, Marchwicki Jerzy, Markwitzówna Aleksandra, Maroszek Bolesław, Róg-Mazurek Feliks, Meyer Wacław, Michalak Jan, Michałowski Przemysław, Michniak Czesław, Miedziński Florian, Mika Marian J., Mika Zbigniew, Młodziejowsfci Jerzy, Młynarz Kazlmlerz, Modrzejewski Józef, Molski Roman, Morski Eugeniusz, Mroziński Jan, Muth Tadeusz, Munch Henryk, Myśliński Kazimierz.

N adoiski Bronisław, N oryśkiewicz Jan Kanty, N owak Aleksander, N owak Cyryl, Nowak Tadeusz Henryk, Nowicki Tomasz, Nowowiejski Kazimierz, Nowowiejski Feliks Maria, Nożyński Tadeusz.

Obrąpalskd Zygmunt, Ochmański Władysław, Olachowski Edmund, Olejniczak Bernard, Olszewicz Bolesław, Olszewska Gertruda, Olszewski Marian, Olszowski Stefan, Opieński Henryk, Orlik Tadeusz, Oszkinis Władysław. Pacanowski Stefan, Pajowa Katarzyna, Pajzderski Nikodem, Paluszkiewicz Marian, Paprocki Franciszek, Pasikowski Tadeusz, Paszek Zygmunt, Paukszta Eugeniusz, Paulówna Urszula, Pawelczyk Ewaryst, Pawlikowski Witold, Pawłowczak Józef, Pawulanka Regina, Pędziński Zbigniew, Piliohowski Czesław, Piwowarczyk Zdzisław, Płocki Henryk, Płończak Tadeusz, Pogórski Stanisław, Pohorecki Feliks, Pollak Roman, Porzycki Wiesław, Popowska Jadwiga, Powel Witold, Powidzki Janusz, Prawdizic Jam, Prędki Jan, Prorok Leszek, Przedpełski Mieczysław, Przestacka U rszula, Przestalski Antoni, Przyrembal Stanisław, Puchaiski Tadeusz. Rakowski Wiesław, Rankciwski Leon, Ratajczak Józef, Rataj ski Cyryl, Rataj ski Tadeusz, Reślińska-Kwilecka Irena, Rogalski Aleksander, Romanowski Zdzisław, Romińsfca Barbara, Rosochowicz Alfred, Hóżycki Stefan, Ruciński Kazimierz, Runge Stanisław, Rydlewicz Janusz, Ryffertówna Halina, Rzeczyński Bernard.

Saturna Krystyna, Sawaszkiewicz Janusa, Schmidt Bolesław, Schmidt Franciszek, Schmidt Jerzy, Schmiidtowa Jadwiga, Semrau Zofia, Serwański Edward, Siekierska Anna, Sikorski Czesłarw, Sitfcowska Ada, Siuchcińsfci Leon, Siwicki Tadeusz, Skałkowsfci Adam M., Skąpski Mieczysław, Skowroński Antoni, Słabęcka Ewa, Sławska Aniela, Słowiński Stefan, Soliński Ireneusz, Sosnowski Marian E., Sośnicki Jan, Sroka Stanisław, Staszewski Janusz, Stefański Franciszek, Stelmachowska Barbara, Stępniewicz Mirosława, Stoiński Eligiusz, Straszewska Łucja, Strauss Edward, Strugarek Stanisław, Suchocki Mieczysław, Sus s Maria, Szafran Helena, Szarota Marceli, Szczygielski Wacław, Szłapczyński Józef, Szpytko Stanisław, Szulc Stanisław, Szulc Tadeusz, Szulc Witold, Szulc Zdzisław, Szulczewski Jan W., Szweminówna Janina, Szymanowski Konrad, Szymańska Maria, Szymańska Romana, Szymczak Zygmunt, Szymił Kazimierz, Śląski Bronisław, Smiełowski Teodor, Śmigaj Bronisław, Śmigielski Wojciech, Swidziński Jan, Swiechowski Zygmunt, Świtała Tadeusz.

Tatarkiewicz Władysław, Taylor Edward, Teclaw Jerzy, Terlecki Tymon, Thamm Jerzy, Tiałowski Paweł, Tułodziecka Aniela, Turski Stanisław, Tyc Teodor, Tyrak owsiki Nikodem.

Ulatowski Kazimierz, Urbanowicz Karol, U rbański Jarosław .

Walczak Marian, Walentynowicz Maria, Walfcowiak Jan, Wandelt Kazimierz, Waschko Stanisław, Wasylewski Stanisław, Waszak Stanisław, Weigt Marian, Wieliczko Stanisław, Wietrzychowskii Bronisław, Willaume Juliusz, Wisłocki Jerzy, Witkowski Michał, Wituska Zofia, Wodziczko Adam, Wojciechowska Maria, Wojciechowski Henryk, Wojciechowski Jan, Wojtkowsfci Andrzej, Wójciak Wacław, Wolniewicz Zygmunt, Woźniak Tadeusz, Wroniak Zdzisław, Wróblewski Tadeusz, Wyrwicka Wanda, Wyrwiński Stefan, Wysocki Tadeusz, Wyszogrodzki Michał.

Zakrzewski Bogdan, Zakrzewski Zbigniew, Zaleski Antoni, Zaleski Zygmunt, Załubski Jan, Zaus Jan, Zegalski Jerzy, Zieleśkiewicz Stefan, Zieliński Zbigniew, Zimowski Lech, Ziółek Jerzy, Ziółek Bogumił, Ziółkowska Hanna, Ziółkowski Janusz, Żak Jan, Żechowski Zbigniew, Żelisławski Jerzy, Żywieniowa Zenobia.

Jubileusze

ZESTAWIENIE WYDANYCH ZESZYTÓW I MATERIAŁÓW ZAMIESZCZONYCH W "KRONICE" W LATACH 1923-1963

Arkuszy Liczba Liczba Stronic Rok zeszytów druku wydawni- artykustudiów notatek czych łów I 1923 10 250 15,5 20 10 41 1924 9 254 16,0 15 6 34 1925 10 278 17,5 14 5 41 1926 11 282 17,5 16 7 31 1927 4 426 26,5 19 4 19 1928 4 376 23,5 16 1 14 1929 4 360 22,5 16 5 13 1930 4 390 24,5 20 3 10 1931 4 422 26,0 37 1 10 1932 3 456 28,5 15 24 8 1933 3 448 28,0 10 12 8 1934 4 456 28,5 7 11 10 1935 3 444 28,0 10 7 12 1936 4 616 38,5 10 18 11 1937 4 412 26,0 9 17 11 1938 4 - 564 35,0 12 15 20 1939 2 224 14,0 5 3 11 1945 2 140 8,5 8 8 35 1946 3 230 14,5 11 8 39 1947 3 298 14,0 5 9 37 1948 4 328 16,5 4 14 46 1949 3 340 27,5 8 4 38 1950 4 488 30,5 11 5 39 1951/56 1 322 20,0 6 15 11 1957 2 346 21,5 16 15 16 1958 4 538 34,0 14 9 31 1959 4 170 35,0 11 15 54 1960 3 536 39,0 18 14 58 1961 4 606 52,5 18 14 69 1962 4 574 46,5 19 16 46 1963 4 394 30,0 8 20 40 Razem 132 11 964 806,0 408 315 863

SPAWACZ STANISŁAW BUKOWSKI

Już trzeci dzień przychodził po południu na ten ukwiecony skrawek łączki w pobliżu Dębiny, kładł 'się w wilgotną zieleń trawy i spoglądając w niebo, starał się nie myśleć o dokuczliwym głodzie. Trzeci dzień po "szczęśliwej" podróży kolejowej bez biletu z Gdyni do Poznania, a właściwie z biletem peronowym. W kieszeni miał kilkadziesiąt groszy, które odłożył przezornie na chleb na jutro, może na pojutrze. . . , diabli zresztą wiedzą . . . Robotnicy byli w fabryce (potrzebni, bo codziennie przecież kilku do pracy przyjmowano. Ale zaraz pierwszego dnia bezrobotni, stojący tygodniami przed bramą fabryki Spółki Akcyjnej "H. Cegielski", poinformowali Stanisława', że aby dostać robotę, trzeba "mieć plecy", czyli poparcie u wszechwładnego w fabryce wagonów majstra Bogusza. Wzbierała w nim prosta, ludzka złość na wspomnienie o różnycih "ofiarach", jaikie Bogusz każe sobie przynosić do swego mieszkania w zamian za karteczki do Biura Ruchu, za które otrzymywało się upragnioną pracę. On, Stanisław Bukowski, kowal spod Mogilna, czuje wewnętrzny wstręt do takiego sposobu przyjmowania do pracy w fabryce . . . Znowu daje o sobie znać ten świdrujący wnętrzności ból, nieznośne uczucie głodu, a jednocześnie ręce świerzbią do roboty, do kowalskiego młota. Jest młody, bardzo młody, ma 24 lata i muskularne ramiona. Tylko dlaczego już teraz ta bruzda na czole? Zupełnie jak u starego człowieka. To od patrzenia na ludzką krzywdę, na niesprawiedliwość, na pruderię. Czego nie mógł ogarnąć chłopięcym umysłem - pomagała zrozumieć matlka, kobieta zacna, głębokiego serca i bardzo doświadczona ciężką ręką macochy za to, że pozwoliła sobie zająć malutki skrawek miejsca na tej pięknej, Oblanej słońcem ziemi. W rodzinnej wsi, w Mogilnie, Dąbrowie ozy Bydgoszczy - wszędzie było tak samo. Lubili się biedni między sobą, pomagali -sobie ostatnim kawałkiem chleba. Bogaci w jednaki sposób traktowali nędzarzy. Będąc chłopcem, kiedy ojciec poszedł na wojnę i gdzieś na francuskiej ziemi swoją piersią zasłaniał cesarza Wilhelma, Staś pomagał matce w zdobywaniu środków do życia dla młodszego od siebie rodzeństwa. Te kilka marek zapomogi, które wypłacały matce władze pruskie, nie mogło przecież wystarczyć na wyżywienie rodziny, a co dopiero na przyodziewek. Ziemi nie posiadali, a cały ich dobytek mieścił się w jednej komorniczej izbie.

W drewnianej szopce hodowali świnię, kilka kur, czaisem kaczek. Aby mieć przynajmniej "swoje" ziemniaki - owo "klasyczne" pożywienie ubogich, ojciec wynajmował

1 Stanisław Bukowski urodził się 12 listopada 19)4 r. w Wiecanowie pow. Mogilno jako pierwsze dziecko robotnika cukrowni w Janikowie, Jana i Magdaleny Babskiej. Ojciec pochodził z rodziny robotnika folwarcznego. Magdalena Bukowska była od dwunastego roku życia sierotą. Rodzice doczekali pięknego wieku: ojciec umarł w r. 1949, matka w rok później - oboje mieli po 74 lata, a w małżeństwie żyli 49 lat. Z małżeństwa tego urodziło się trzynaścioro dzieci, dziewięć zmarło jednak w wieku niemowlęcym. Przy życiu obok Stanisława pozostali: Stanisława (1909), Zofia (1910) i Sylwester (1913). Do szkoły niemieckiej uczęszczał Stanisław w wiecanowie. Zawodu wyuczył się u folwarcznego kowala w Dąbrowie (1926). Służbę wojskową odbył w 4 pułku artylerii polowej w Inowrocławiu.

Mottyniana

Rodzina Bukowskich przed domem w Wiecanowie. Od-lewej- Zofia Bukowska 7aTe™ Jebasinska, matka Magdalena Bukowska, Sylwester Bukowski _powyżei StanTsław PrTkn w 51 ski, ojciec Jan Bukowski oraz Stanisława Bukowska zamęlna Kraewtaa. Idjęcie W onane" w r. 1915 przed zaciągnięciem Jana Bukowskiego do armii pruskIej

Zakończenie kursu w roku 1930. Stanisław Bukowski - w drugim rzędzie, trzeci od lewej.

się do pilnych robót w polu u bogatego gospodarza Wojciecha Kubickiego, Otrzymywał za to morgę ziemi, na której mógł zasadzić iziemniaki. Był jednak wraz z rodziną "przypisany" do Wojtlkowych dóbr 2 . Ten tryb dorabiania na utrzymanie rodziny przejął Stanisław od ojca jako 1'2-1etni chłopiec, a odrabiał za ziemniaczane poletko najpierw pasaniem bydła, a w rok później pracą końmi. Do szkoły chodziło się w tym czasie rzadko, bo nauczyciela także nie ominęła mobilizacja. Zastępujący go kolega z Mogilna przyjeżdżał do wsi dwa razy w tygodniu, a jak była kiepska pogoda, to tylko rar. Stanisław i wielu rówieśników, u których w domu także się nie przelewało, doszedł do wniosku, że na naukę przyjdzie czas po wojnie i w szkole pokazywał się coraz rzadziej. U "Wojtków" poznał Stanisław po raz pierwszy w życiu smak nienawiści. Pani "Wojtkowa" nie pomijała żadnej okazji, aby wytłumaczyć młodemu parobkowi, że nie zasługuje na lepsze traktowanie aniżeli bezpański pies. Gospodarz miał pod ręką bat, niewybredne przekleństwa i ciągłe pogróżki w rodzaju "flaki z ciebie wypruję". Kubiccy stanowili doskonale dobraną parę. Dla pracujących na ich 50- hektarowym gospodarstwie ludzi mieli tylko wyzwiska. N a niedzielne huczne przyjęcia, na która zjeżdżali księża i urzędnicy z całego powiatu, oblicza gospodarzy przyoblekały się w samą dobroć i uprzejmość. Podobnie było u innego gospodarza - Teofila Bauzy. Nie jego to była sprawa, ale Stanisław nie mógł tego Bauzie darować. Służyła u niego bez mała 45 lat, kobieta, na którą wołali Maryna. Przyszła "na służbę", mając 16 lat, zapewne w pełni sił, inaczej by przecież jej nie przyjęli. Kiedy Stanisław ją poznał, Maryna była przygarbionym do ziemi ludzkim cieniem, koczującym na garści barłogu w starej szopie obok parownika do ziemniaków dla świń. "Zarabiała" na swoje utrzymanie pasaniem gęsi. N a oczach Stanisława umarła. Pochowano ją o zmroku, bez księdza, w skrzynce z nieheblowanych desek. Stanisław zaciskał pięści ze złości i odgrażał się w duchu, że kiedyś "odda" Bauzom to, co im się należało za całe nędzne życie Maryny. Kiedy więc w okolicy wybuchły strajki robotników rolnych 3 i słyszał nawoływania "Nie wychodźcie w pole" odczuwał radość, że otc znalazła się jakaś realna siła, która może przeciwstawić się samowoli pana. Potem, w kilka lat później, kiedy isłużył w wojsku i na dzień l maja zarządzono ostre pogotowie, Stanisław przypomniał sobie gromadę fornali z widłami przed ganeczkiem pańskiego dworku. - "Jakby tak kazali strzelać, strzelałbyś do swoich" - zapytał go kolega robotnik z Mogilna. Stanisław żywo zaprzeczył. - "Nie będę strzelał do swoich". - "No, ale rozumiesz, w wojsku to, bracie, rozkaz i basta. No, to co wtedy?" - nalegał tamten. -? "Będę strzelał panu bogu w okno!" Tamten był także rad, że znaleźli takie -rozsądne wyjście z przykrej dla nich obu ewentualności. Znowu zabolało go z głodu, gdzieś głęboko pod żebrami . .. tak bardzo pragnął mieć w ręku fach. Już wiosną 19m r. ślusarz Gerlach zgodził się przyjąć go do terminu. Mimo ciężkich warunków Stanisław przystał na wszystko. O piątej rano zrywał się z posłania, jadł naprędce ugotowaną nawarkę, siadał na rower i o 6 stał już przy swoim imadle w śluisarni Gerlacha w Mogilnie. Na obiad jechał znowu do Wiiecanowa, wracał po godzinie i pracował do zmroku, a czasem znacznie dłużej. Tak miało być trzy lata i jeszcze rodzice mieli panu Gerlachowi zapłacić za to paręset marek polskich w zbożu lub ziemniakach. Tylko bowiem żyto liczyło się

2 Wypożyczanie biedocie wiejskiej ziemi pod uprawę ziemniaków należało do b. wyrafinowanych form wyzysku. Wysokość opłaty za wypożyczenie ustalano na zasadzie odrobku na każde żądanie od wczesnej wiosny do zakończenia omłotów. Było to często 30-45 dni w roku. Ziemniaki wymagają dobrego nawożenia organicznego. Użytkownik przeznaczał na to całoroczny zapas obornika ze swej zagrody. Następnego roku właściciel ziemi wskazywał mu nową działkę. W ten sposób ziemia była odpowiednio nawożona i uprawiana, bo chwasty tępiono kilkakrotnym motyczkowaniem. Przez następne dwa lata czerpał z tego korzyści właściciel ziemi. 3 Mowa o strajkach robotników rolnych w latach 1919-1922.

Mottynianajako "mocny pieniądz" Ojciec jednak nie chciał przystać na warunki majstra, a Gerlach nie miał zamiaru nic opuszczać. Po trzech miesiącach Stanisław musiał zrezygnować z dalszej nauki. Cały prawie rok przesiedział we wsi bezczynnie. Nie przestał jednak marzyć o ślusarskim fachu. Tymczasem przypadek podsunął mu inny zawód. Znajomy rymarz Stanisław Wawrzyniak powiedział mu pewnej niedzieli, że u kowala Oksiaka w majątku Dąbrowa jest potrzebny uczeń. W poniedziałek rano Stanisław wskoczył na stary, wysłużony rower i raz - dwa przebył owe 12 km dzielących Dąbrowę od Wiecanowa. Mróz był tęgi i kiedy chłopak wszedł do kuźni, Oksiak myślał, że po prostu chce przy ognisku ogrzać się. Zaprosił go nawet krótkim gestem, trzymając w długich cęgach rozżarzoną, do białości podkowę. Był więc bardzo zaskoczony, kiedy Stanisław wyjawił, po co przyszedł. "I tak bez ojca?" - zdumiał się stary kowal, ale jednocześnie szybko zauważył, że samodzielność przyszłego terminatora jest godna pochwały. Spodobało mu się to. P'rzyjal Stanisława od kwietnia 1923 r. na bardzo korzystnych warunkach. Nie tylko oj'ciec nie musiał Oksiakowi nic płacić, ale jeszcze terminator przyjęty został jak swój do domu kowala. Eył lo dwurodzinny dom, okolony ogrodem, przeznaczony przez dziedzica dla

N arzeczeni Helena Dekert i Stanislaw Bukowski na spacerze zimą 1930 r. w okolicach ul. Półwiejskiej.

Małżonkowie Helena i Stanislaw Bukowscy z córeczką. Zdjęcie wykonane w roku 1934.

dwóch uprzywilejowanych w owym czasie zawodów: kowala i ogrodnika. Drugą połowę domu zajmował ogrodnik. Stanisław zamieszkał w pokoiku na strychu, razem z synem Okslaka, Stefanem, który był już w kuźni ojca czeladnikiem. Trzech synów przeznaczył Oksiak do kowalstwa i wszyscy prześcignęli go później w tym zawodzie. Lata nauki minęły szybko. Przed komisją egzaminacyjną zdał kowalski egzamin czeladniczy. Jego -praca dyplomowa" polegała na wykonaniu klina do maszyny i kuciu podkowy. Był czeladnikiem! Te pół roku, jakie dzieliły go od rozpoczęcia służby wojskowej, przepracował w "warsztacie kowalskim braci Oksiaków w Mogilnie, dokąd się rpo usamodzielnieniu przenieśli, poizoistawilając ojca w Dąbrowie. Wojsko ipolsfcie bardzo potrzebowało kowali do kucia koni. Z osiemnastu miesięcy służby Stanisław większość prze- Dyrektor Stanisław Bukowski, w chwilę po P racował w kuźni. Dele g owano g o na w ęczeniu Sztandaru Przechodn ego i pamIątkowego pucharu za ZWYCIęstwo we specjalny kurs kucia koni w Poznaniu współzawodnictwie fabrycznym w r. 1952. na Sródce i. Wiosną 1928 r. powrócił do rodzinnej wsi. Ojciec pracował na kolei żelaznej jako dróżnik, siostra Stasia wyuczyła się krawiectwa i na siebie już zarabiała. Matka chorowała. Staś objechał pół Polski w poisizukiwaniu pracy. Wszędzie to samo: nigdzie nie potrzeba kowali.. .

Pożegnanie Stanisława Bukowskiego w pracowni technologicznej Zakładów "H. Cegielski" w r. 1962i i

6 Kro nika Miasta P o znania l

Mottynianamm

/K/\.

"

Obudził się wczesnym rankiem i wydawało mu się, że leży na mokrej wycieraczce. Pobiegł do "Bezrobocia" przy placu Drwęskieg0 5 . Trafił się tam jakiś handlarz paszami słomiastyiml który za 25 zł tygodniowo poszukiwał robotnika do rozwożenia sieczki i siana. Stanisław nieomal z wdzięcznością przyj ął ofertę, chociaż mu inni bezrobotni przepowiadali, że to "pieruńska" robota. Rzeczywiście praca była nijaka, a z kowalstwem miała tyle wspólnego co medycyna z astrologią. Ale cóż było robić. Gorzej, że po tygodniu zajęcie' się skończyło. Nadal spał na łące. Jednego dnia spotkał rówieśnika z Wiecanowa, jak się okazało, robotnika u Cegielskiego. Michał Głowacki pracował w kuźni od kilkunastu miesięcy,. a robotę otrzymał dzięki poparciu swego wuja, który znał się dobrze z miajistrem Stanisławem Boguszem. Byli sąsiadami przez grządki sałaty i ogórków w ogródkach działkowych przy Dolnej Wildzie. Głowacki mieszkał na Wspólnej i tam

też Stanisław na kilka nocy znalazł schronienie. Michał czynił mgliste nadzieje, że "może się da co zrobić", Stanisław tymczasem skorzystał z ogłoszenia w "Gazecie Grudziądzkiej" o "wolnym 'miejscu pracy dla kowala z uprawnieniami do kucia koni" w Szamotułach. Pojechał tam najbliższym pociągiem, oczywiście bez biletu. Kowal Stefan Białek miał swoją kuźnię w Szamotułach przy ul. Lipowej. Kiedy zobaczył wojskowe zaświadczenie o ukończeniu kursu kucia koni (nareszcie się na coś przydało), zatrudnił Stanisława z miejsca, oferując 20 złotych tygodniowo oraz utrzymanie i mieszkanie. Roboty było dużo. Był jedynym kowalem w kuźni, bo Białek chorował "na nogi" i nie mógł chodzić. Młody kowal pracował więc od świtu do nocy bez wytchnienia. Nawet śniadania Białkowa przynosiła do kuźni, aby nie "zmudził". dnia na chodzenie z kuźni do domu. Po trzech tygodniach Stanisław napomknął o odejściu. Wystraszony pracodawca prędko dołożył pięć złotych tygodniowo. Mimo to, kiedy nadszedł list od Głowackiego, że przyjęcie do fabryki jest "załatwione", Stanisław, bez żalu opuścił życzliwy mu przecież dom Białków.

N owożeńcy Stanisława Bukowska i T5Ideusz Szczuciński na stopniach N owego Ratusza w Poznaniu 30 IV 1953 r.

Znowu minął dzień przed fabryczną bramą. Dopiero następnego dnia, 10 czerwca 1928 r., wyczytano jego' nazwisko. W Biurze Przyjęć zapytano Stanisława, czy umie giąć rury, potrzebny jest bowiem ślusarz - instalator. Skłamał bez namysłu. Oczywiście potrafi! Pracował już przecież przy remontach lokomobili w Mogilnie, a to bardzo "podobne" do parowozu. Przydzielono go do brygady Stanisława Pawlika w fabryce wagonów. Pobrał narzędzia, otrzymał swoją szafkę na rzeczy osobiste i przystąpił do roboty, zręcznie podpatrując, jak gną rury inni robotnicy. Nie było

1 Kurs ten odbywał się w koszarach w pobliżu Krajowego Zakładu dla Głuchoniemych przy ul. Bydgoskiej. 5 Plac ten już nie istnieje. W tym miejscu jest obecnie dworzec autobusowy PKS.

· Zmitrężył.

Stanisław Bukowski, Stanisława Szczucińska i Helena Bukowska na S12acerze latem 1962 r. we Wrocławiu.

to znowu takie trudne. Rury uginane były stosownie do wymogów centralnego ogrzewania w pulmanach \ Kawałek rury napełniało się piaskiem, następnie podgrzewało w miejscu, gdzie rura miała być zgięta. Stopniowo, siłą ludzkich, mięśni otrzymywało się odpowiedni profil rury. Majstrem w fabryce wagonów był właśnie osławiony Stanisław Bogusz, a kierownikiem inż. Stanisław Dachera. Teraz skoro został już pracownikiem wielkiej fabryki, nie potrzebował sypiać na łące w Dębinie. Pierwsze dwa dni mieszkał razem z Głowackim na Wspólnej. Potem razem przenieśli się na przestronniejiszą kwaterę do ślusarza kolejowego Jana Boracha, na parterze przy ul. Kasińskiego nr 8. Był to duży pokój, wynajmowany trzem robotnikom. Płaciło się za łóżko 20 złotych miesięcznie. Głowacki mieszkał u Borachów przeszło rok, aż do chwili zwolnienia z pracy. W tym czasie Stanisław zaprzyjaźnił się z kołodziejem Janem Szubą, także robotnikiem "HCP" i za jego poradą wyprowadził się z ul. Kosińskiego na Kilińskiego nr 3, do mieszkania Michała Galasa. Galas był kiedyś pracownikiem gazowni miejskiej, uległ wypadkowi i stracił rękę. Ubezpieczalnia wypłacała mu jedynie skromną rentę, więc inwalida dorabiał sobie sprzedażą gazet. Jego stoisko znajdowało się przed Domem Akademickim przy Wałach Leszczyńskieg0 8 . Galasowie posiadali 3-pokojowe mieszkanie z kuchnią, z którego dwa odmajmowali. Za łóżko brali po 25 złotych miesięcznie. Jako dodiatek Galasowa przygotowywała rano i wieczorem czarną zbożową kawę. Byliby dłużej mieszkali u Galasów, gdyby nie skąpstwo Szuby. Ciągle wydawało mu się, że Galasowie zdzierają z niego skórę. Szuba ciułał każdy grosz, oszczędzał, bo chciał się żenić, odmawiał sobie pożywienia, aż w końcu z wycieńczenia zachorował. Ponieważ lekarze ubezpieczalni społecznej rozkładali bezradnie ręce, za radą życzliwych ludzi Stanisław udał się z chorym kolegą do słynnej na cały Poznań "mądrej" 9 na Główną. "Mądra" pokiwała smętnie głową i powiedziała zupełnie rozsądnie, że chory powinien codziennie pić szklankę mleka z rozpuszczonym masłem. Szuba nie uwierzył i poczytywał zalecenia znachorki tak saimo jak i lekarzy - za kpiny. W roku 1931 nie mógł już pracować. Zwolniono go, pojechał do domu, nie ożenił się i zmarł na suchoty.

'Wagon osobowy na dwóch wózkach dwu- lub trzyosiowych, ułatwiających jazdę na łukach, nazwa od konstruktora inż. B. M. PuUlmana (USA). 8 Obecnie Aleja Stalingradzka.

· Potoczna nazwa znachorki.

6>

Mottyniana

Jesienią 1929 r. koledzy przenieśli się do mieszkania Franciszka Dekerta przy ul. Górna Wilda HI5/117. Tam Stanisław poznał córkę gospodarzy Helenę, która 4 czerwca 1932 r. została jego żoną. Helena urodziła się 4 sierpnia 1911 r. w niemieckiej osadzie Borbeck kolo Dusseldorfu, gdzie ojciec jej - Franciszek był górnikiem i dokąd udał się w poszukiwaniu pracy z rodzinnej wsi spod Śmigla 10 . Matka Heleny - Helena Gemerek pochodziła z Modrza k. Kościana i była siostrą Marii -< matki Franciszka Danielakall.

W rodzinie Dekertów urodziło się pięcioro dzieci: trzy dziewczęta i dwóch chłopców. Helena była drugim z kolei dzieckiem.

Dekertowie powrócili do kraju w r. 1919 i zamieszkali w Poznaniu przy Górnej Wildzie «M5/117. Dekert otrzymał pracę na kolei. Helena uczęszczała do szkoły wildeckiej. iPo jej ukończeniu, uczyła się krawiectwa w znakomitym w owych czasach zakładzie Jana Szkudlarka 12 . Wr. 1931 ukończyła kurs kroju, zorganizowany przez Antoniego Nowaka a, Kiedy poznała Stanisława Bukowskiego, ukończyła osiemnasty rok życia. Po kilku dniach pracy Stanisław zorientował się, że robotnik umiejący samodzielnie posługiwać się rysunkiem-technicznym, jest lepiej wynagradzany. W tej Wnuczki Stanisława i Heleny Bukowskich olbrzymiej fabryce, przy bardzo niewielHanka i Ewa idą Ri-ęrwszego dnia do kiej kadrze inżynierskiej, robotnik zdany szkoły (lJó2 r.) był na siebie i pomoc kolegów. Majster nie był przyjacielem robotnika, a stróżem kapitalistycznej własności. Wydajność pracy robotnika, od której jedynie zależała wysokość płacy, była tam większa, im łatwiej radził on sobie przy stanowisku pracy i obywał się bez pomocy średniego dozoru technicznego. Jesienią 1938 r. Stanisław zapisał się na wieczorowe kursy przy Państwowej Szkole Budcwy Maszyn przy placu Bergera i uczęszczał tam codziennie od 19.00 do 30.00 przez dwie zimy (właściwie 6 miesięcy jesienno-zimowych w latach 1928/1930). Kosztowało to 10 złotych miesięcznie, nie licząc podręczników, alle Stanisław jeszcze dziś przyznaje, że kursy te były dla niego i jemu podobnych prawdziwym dobrodziejstwem. Wyniósł z nich przede wszystkim znajomość czytania rysunku technicznego, co w przyszłości okazało się wprost nieodzowne, aby utrzymać się w fabryce. Do szkoły wieczorowej uczęszczali przeważnie kolejarze, ale i spośród robotników "HCP" rekrutowała się spora liczba kursantów.

». Miasteczko w pOWIeCIe Kościan słynne z dużej ilości wiatraków.

u Bracia Danielakowie. Część 1. "Kronika Miasta Poznania". 1963 rar 2, s. 58. 11 Był to równocześnie duży sklep z konfekcją przy ul. Szkolnej pod lirmą "Jan Szkudlarek i S-ka". Do spółki należał Pietrzyński. li Zakład mieścił się przy ul. Wrocławskiej 33-34, a kursy odbywały się pod nieco pretensjonalną nazwą "Wyższa Szkoła Kroju - Poznań".

Rodzina Dekertów. Siedzą przy stoliku: Helena i Franciszek Dekertowie. Stolli od lewejMaria Dekert zamężna Kożlakiewicz, Edward Dekert, Pelagia Dekert zamężna Tabat Franciszek Dekert (jun.) i Helena Dekert zamężna Bukowska. Zdjęcie wykonane w styczniu 1033 r

Brygada robocza, w której pracował Stanislaw Bukowski, liczyła w r. 11928 36 robotników i stanowiła grupę politycznie niejednolitą. W kilka dni po rozpoczęciu pracy Stanisław spostrzegł duży kawał blachy, na którym czyjaś ręka wyma A lowała czerwoną farbą: "Niech żyje Bem"l*. Niewiele sobie przy tym myśląc, Stanisław zapytał kolegę po prawej stronie warsztatu "Kto to taki, ten Bem?". Zapytany odparł, że "żydokormmą nie warto się zajmować", a jeśli Stanisław chce, to może się zapisać do Zjednoczenia Zawodowego Polskiego 13. Do rozmowy wtrącił się inny robotnik i powiedział Stanisławowi, że Bem to "przywódca Polskiej Partii Socjalistycznej - Lewicy, fajny chłop, młody student" i że niedługo będzie zebranie robotników, na którym Bem będzie przemawiał. Stanisław poszedł na to zebranie do restauracji "Lutnia" przy ul. Wspólne/ 6 z prostej, ludzkiej ciekawości. Zebrało się około stu osób. Byli też policjanci, ale nie przeszkadzali. Bem mówił z ogniem i tak niezwykle przekonująco, że trafiało to do samego serca. Stanisław siedział blisko mówcy i chłonął każde jego słowo. Nie wiedział, że jest równocześnie pilnie obserwowany przez stolarza Wincentego Chył ę 17. Po zebraniu Chyła zagadnął Bukowskiego. Nie było to .specjalnie trudne, bo stolarnia mieściiaa się w tej samej hali fabrycznej, w której, pracował Stanisław. Dzięki znajomości z Wincentym

11 Alfred Brunon Bem (1900-""1937), wybitny działacz socjalistyczny i komunistyczny w Wielkopolsce w latach 1920""1929, założyciel Polskiej Partii Socjalistycznej - Lewicy na Poznańskie i Pomorze, członek Komitetu Wykonawczego Polskiej Partii Soejalistycznej-Lewicy.

15 Organizacja związkowa o charakterze nacjonalistyczno-klerykalnym, powiązana z N arodową Partią Robotniczą. IQ Dzisiaj mieści się tam duży magazyn handlowy.

17 Wincenty Chyła, działacz Komunistycznej Partii Polski w Poznaniu (ur. 12 VII 1890, zm. 24 V 1963).

Mottyniana

Grupa kursantek "Wyższej Szkoły_ Kroju" w Poznaniu (wśród nich Helena Bukowska), prowadzonej przez N owaka przy ul. Wrocławskiej w roku 1931.

Ohyłą Bukowski poznał się z Antonim Paszkowiafciem 18, a pod jego wpływem zapisał się do Związku Robotników Przemysłu Metalowego przy ul. Stromejn. W chwili, kiedy Stanisław Bukowski zapisywał się do Związku Robotników Przemysłu Metalowego, oddział związku w fabrykach Cegielskiego nie był zbyt liczebny. Aby go rozbudować, działacze Komunistycznej Partii Polski prowadzali od dłuzsizego czasu werbunek nowych członków. Zabiegali o to usilnie: Antoni Paszkowiak w fabryce parowozów, Jan Bartkowiak w kuźni, Jan Kacperek w narzędziowni i Wincenty Chyła w fabryce wagonów. Stanisław Bukowski stał się w tym czasie prawą ręką Chyły, a później powierzono mu funkcję męża zaufania w fabryce, która liczyła około 400 robotników. Funkcje takie spełniali najbardziej oddani sprawie robotnicy, a m. in. Wawrzyn Dizman, Franciszek Szymendera 211 i Kazimierz Zmuda. Walka o zwiększenie szeregów związku toczyła się Wbrew ogromnym przeszkodom, jakie stawiali działacze tzw. "żółtych"21 związków zawodowych, popierani dyskretnie przez administracj ę fabryki. Była to walka uporczywa i trzeba ją było prowadzić nieustannie. Tylko dzięki temu można było potem,

18 Antoni Paszkowiak, działacz Komunistycznej Partii Polski w Poznaniu, przewodniczący Wydziału Robotniczego w HCP w x. 1934. "Przy ul. Stromej (dzisiaj Niedziałkowskiego) znajdował się "Dom Robotniczy" - siedziba Polskiej Partii Socjalistycznej i niektórych organizacji związkowych. Dom ten uległ zniszczeniu W czasie działań woj ennych w ir. 1945. 2« Pułkownik Franciszek S:rymendera, kowal Z HCP. "Kronika Miasta Poznania". 1963 nr l, s. 64--68. Mowa tam również o Wawrzynie Dizmanie. 21 Potoczna nazwa nielklasowych związków zawodowych, m. in. Zjednoczenia Zawodowego PoiskSego i tiędącego pod wpływem Narodowej Demokracji Zjednoczenia Zawodowego "Praca Polska"mB:

H5IIH

1:.

%*ĄP "'<»«"a55:tic»y

-A-)I{: liffcfj mm

Ul, Ul,a5lm mm,

, " , > -ff5

J1CMUl

Załoga Fabryki Wagonów Sp. Akc. H. Cegielski na tle wyprodukowanego w fabryce wagonu restauracyjnego w r. 1931. w głębi z lewej, Fabryka Mebli W. Nowakowski i Synowie.

Mottynianaw roku 1934, odnotować wspaniałe sukcesy w wyborach do wydziału robotniczego i kompletne pokonanie Zjednoczenia Zawodowego Polskieg0 23 . Do wstąpienia do Polskiej Partii Socjalistycznej - Lewicy nie trzeba już było Stanisława namawiać. Prezesem Polskiej Partii Socjalistycznej - Lewicy w HCP był Stanisław Kucharski, ale Stanisław nie zgłosił się do niego, tylko poszedł prosto do Sekretariatu Komitetu Okręgowego przy ul. Grobla (Za Groblą). Od czasu, kiedy zamieszkał z Szubą li Dekertów, poznał się także z Franciszkiem Danielakiem. Franciszek Danielak przychodził do ciotki Dekertowej dość często i Stanisław nie rozumiał początkowo, skąd takie przywiązanie siostrzeńca do ciotki. Pewnego dnia jednak spostrzegł, że z mieszkania wymyka się chyłkiem pewien schludnie ubrany człowiek. Dopiero znacznie później dowiedział się, że w mieszkaniu Dekertów mieścił się lokal konspiracyjny, gdzie spotykali isię działacze nielegalnej Komunistycznej Partii Polski. Kazimierz Zmuda 23 wkrótce znalazł się za kratkami. Pewnego dnia wczesnym rankiem, pod osłoną mgły, Zmuda szedł z domu przy ul. Pamiątkowej na przełaj przez nie zabudowany plac i rozrzucał ulotki. Tą drogą chodzili robotnicy do fabryki. Ale tym razem ulotki podnieśli z ziemi agenci policji. Sąd skazał Żmudę na dwa lata więzienia. i I I S l? I Kolportażem ulotek zajmował się nie tylko Zmuda. Skąd się brały w mieszkaniu Andrzeja Charemizy przy Pamiątkowej, tego Stanisław Bukowski nigdy się nie dowiedział. Jednego' wieczoru, kiedy przyszedł do Charemzy, Andrzej przy piecu suszył wilgotne ulotki. "Były u kogoś zakopane w ogrodzie na Winiarach" tyle wyjaśnił. Ulotki znajdowano wszędzie: w jasaczach artyleryjskich produkowanych wówczas w HCP, w szufladach stołów warsztatowych, na półkach w umywalniach i szatniach. Pewnego dnia Stanisław rozrzucał właśnie ostatni plik ulotek w warsztacie i skierował się do szatni, kiedy tuż za nim wpadł do szatni znany szpicel dyrekcyjny, Wiśniewski, przezywany "tramwajarzem"24. - "Bukowski! Nie widzieliście, kte» te ulotki rozrzucał"? - zapytał Wiśniewsku Stanisław nie dał po sobie poznać olbrzymiego zmieszania. Znowu się udało! Może po raz dziesiąty. Ożywioną działalność Stanisława przerwało wiosną 1930 roku powołanie na ćwiczenia wojskowe rezerwistów do Torunia. Po powrocie z ćwiczeń Stanisław stwierdził, że liczba robotników w fabryce ciągle maleje. Codziennie kogoś zwalniano, a pozostali pracowali nadludzko, by nie dać majstrowi pretekstu do przedwczesnego zwolnienia z pracy. O tym, kogO' zwolnić, decydował majster Bogusz, zasięgając "rady" brygadzistów. Pewnego dnia wczesnym rankiem 1931 r. podszedł do Stanisława Bukowskiego tabelowy Tadeusz Leracz i szepnął mu do ucha, że po śniadaniu musi mu doręczyć wypowiedzenie pracy. Stanisław zajęty był uginaniem rur miedzianych, które wymagaiły uprzedniego napełnienia gorącą kalafonią. Kiedy więc Leracz oddalił się, Stanisław "w-iedział", co ma zrobić. Wybrał odpowiedni moment i rozlał sobie na lewą rękę nieco gorącej kalafonii. Oparzenie było bolesne i delikwent skrzywił się z bólu. Z ambulatorium fabrycznego wrócił do hali z ręką obandażowaną i zwolnieniem lekarskim od pracy na przeciąg 14 dni. W tej sytuacji zwolnienia z pracy nie można było Bukowskiemu doręczyć. Bogusz się wściekał, może właśnie dlatego, że nie potrafił udowodnić, że nie był to wypadek przy pracy, a Stanisław był przynajmniej na najbliższe tygodnie uratowany od widma głodu. Jak się potem okazało, leczenie trwało przeszło pół roku. Stanisław wrócił na swoje miejsce w fabryce, ale znowu wezwano go na ćwiczenia wojskowe

22 Trzy pokolenia Masłowskich. "Kronika Miasta Poznania". 1%2 nr 3. Aneks, s. 115-117.

23 Kazimierz Żmuda został aresztowany i wyrokiem sądu okręgowego w dniu. 15 maja "1935 r. skazany na dwa lata więzienia i pięć lat utraty praw obywatelskich.

21 O innym przypadku szpiegowania robotników por. wzmiankę w numerze 1/1%3 "Kroniki Miasta Poznania", s. 74--75 (Pułkownik. Franciszek Szym en dera, kowal Z HCP).

do Torunia. Po powrocie z ćwiczeń zwolniono go z pracy. Było to pół roku przed urodzeniem Stanisławy 25. Pracował dorywczo przy kapaniu rowów kanalizacyjnych na Wspólnej, przy robotach ziemnych na Dębcu. Rok trwało szukanie pracy. Mieszkał z żoną i dzieckiem nadal u teściów. Tak zwane "bezrobocie" wypłacało mu zasiłki jedynie przez okres trzynastu tygodni. Sytuacja była tragiczna i Helena miała ciągle zaczerwienione oczy od płaczu. Miłosierne panie 'z "Caritasu" przyszły się zainteresować sytuacją bezrobotnego i zaofiarowały bony na gwiazdkowe strucle i inne smakołyki. Jak się potem okazało, strucle zostały potraktowane jako zaliczka na poczet przyszłych zarobków, kiedy bowiem Stanisław uzyskał ponownie pracę, potrącono mu kilka złotych za dary "Caritasu" . Jesienią 1933 r. warszawska firma "Ewa" podjęła się wykonania zmiany systemu oświetlenia parowozów z naftowego na elektryczne. Do modernizacji oświetlenia potrzebny był instalator. Stanisław został przyjęty do pracy w tej firmie i tym sposobem znalazł się znowu w fabryce, aczkolwiek nie był pracownikiem HCP. Kontakty z towarzyszami, nie zerwane w czasie bezrobocia, nabrały teraz znowu aktywnego charakteru. Nowa robota była nieźle płatna (lepiej aniżeli przed zwolnieniem z fabryki), mogło się więc nareszcie spełnić marzenie Heleny: samodzielne mieszkanie. Ale Zdobycie mieszkania w Poznaniu, przy całkowitym niemal od r. 1928 zastoju budowlanym, było rzeczą niezwykle trudną. Pewnej niedzieli poszli z dzieckiem na spacer,. Helena z dumą prezentowała maleństwo w "isportce"26," kupionej za oszczędności babci i dziadzi. Przy Ol Brzozowej spotkali samotnie pracującego murarza. Kończył budowę piętrowej willi. "Przyjdźcie za dwa miesiące, dom będzie gotów" - zachęcał murarz. Bukowskich nie trzeba było zachęcać. Okolica była w nieznacznym tylko stopniu zabudowana, przypominała raczej, mogileńską wieś Wiecanowo aniżeli skraj dużego miasta. Właścicielka panna Agnieszka Gilewska obok ka ucj i" w wysokości 3l({) złotych podyktowała "korzystne" warunki: za pokóf iz kuchnią i maleńką spiżareczką na I piętrze, bez wody i światła, 30 złotych 'miesięcznie. Z trudem zebrał Stani

Dawna knajpka pQd nazwą Lutnia" dziś sklep tekstylny Mięj kiego Handlu Detalicznego przy ulicy Wspólnej, gdzie mię--dzy innymi rzemawiał wybitny działacz Polskiej Partii Socjalistycznej Lewicy Alfred Bem.

2" Stanisława Bukowska urodziła się w Poznaniu 2 października 1933 r.

25 Spacerowy wózek dziecięcy.

" Kaucje w wysokości rocznego czynszu za mieszkania były w latach 19,18---1939 stosowane powszechnie. Miały one zabezpieczyć kamieniczniików przed stratami na wypadek, kiedy lokator utracił stałą pracę zarobkową. Kauciję stosowano również przy zatrudnianiu na wszelkiego rodzaju "intratnych stanowiskach", .IJ;p. kasjera w banku, a nawet sprzedawaczki w sklepie odzieżowym.

Mottyniana

-

Imponujący blok mieszkalny przy ul. Rolnej wybudowany przez Zakłady H. Cegielski.

W domu tym mieszka Stanislaw Bukowski z żoną Heleną.

sław horendalną kwotę 360 złotych, zapożyczając się, gdzie tylko było można. Murarz miał rację. Dzięki temu, że Stanisław wpłacił kaucję, Gilewska w niecałe dwa miesiące mogła wstawić w mieszkaniu okna i drzwi i Bukowscy wprowadzili się do nowego domu przy ul. Brzozowej nr 22. "Nowy dom a bez pieców" - powiedziała z przekąsem babcia Dekertowa. Ale w gruncie rzeczy była rada, że "młodzi poszli na swoje", bo w mieszkaniu Dekertów robiło się coraz

Naprzeciw stoi jedyny dom mieszkalny, wybudowany dla pracowników Sp. Akc. "H. Cegielski" w latach 1918-1939.

ciaśniej. N a razie ogrzewano mieszkanie "cyganką" 28. Poza tym w mieszkaniu brakowało przede wszystkim mebli. Robota w firmie "Ewa" jeszcze się nie ukończyła, kiedy brygadzista Pawlik zaczepił Stanisława z propozycją powrotu na dawne stanowisko w brygadzie. Po namyśle Stanisław uznał, że opłaca się wrócić, albowiem robota w "Ewie", mimo że lepiej płatna, była jednak pracą sezonową. Nie obyło się wszakże bez zdumiewającego oszustwa ze strony fabryki. Majster Bogusz oświadczył Bukowskiemu, że przyjmuje go do pracy, ale w charakterze "robotnika przyuczonego", ze stawką 65 groszy na godzinę. Było to o 50 groszy mniej niż to, co otrzymywał przed zwolnieniem i prawie o złotówkę mniej niż w "Ewie". Ohociaż bardzo niechętnie, Stanisław Bukowski zgodził się na krzywdzące warunki. Jego miejsce w "Ewie" było już zajęte. Akurat wtedy przyszło zamówienie na budowę hangaru lotniczego i kotilarnia, odczuwająca brak rąk do pracy (chociaż na ulicy czekały setki robotników), ,,"wypożyczyła" sobie Stanisława jako spawacza. Spawania, swego drugiego fachu, przyuczył się Stanisław już w r. 1931. Po pół roku zarabia! już złoty i 15 groszy na godzinę. Wtedy zaczęli z żoną składać pieniądze na kupno mebli. Korzystne usytuowanie domu przy ul. Brzozowej zostało odpowiednio zdyskontowane przez partię. Ulotki przynosili: Janek Danielak i Witold Wierzbicki. Odbywały się spotkania z Józefem Marcniem, "Głuchym", i innymi okręgowcami Tu omawiano sukcesy i porażki wielkiej akcji politycznej 1934 r., w której Komunistyczna Partia Polski odegrała tak wybitną rolę29.

Fotokopia przepustki fabrycznej Stanisława Bukowskiego "wystawiona przez okupantów 30 sierpnia 1940 r.

AUATM»««««A_ -ZAL,.,."".,.".,.,.".,."".,. .i;llL f .,,00. , , , . ,. II......,

, ", i i.. - * * **«<<» *«arllIUlUlm3Jł- y - fr- i i-itriii

. - m......rffffiTIini - ni",.r.........

28 Jedrropaleniskowy piecyk żelazny.

!" Por. Aneks. Ponadto o przebiegu strajku piszę w numerze 3/1%2 "Kraniki Miasta Poznania". Por. przypis 22.

Mottyniana

Jesiennej niedzieli 1934 r., kiedy S tanislaw przyjmował właśnie "Głuchego" i Chyłę, a Helena udała się z córeczką w odwiedziny do babci, do drzwi mieszkania zapukał facet w żółtym prochowcu i poprosił o jałmużnę. Szpicel nie mógł dostrzec, kto znajduje się w pokoju, ponieważ pokój oddzielony był od drzwi wejściowych małym korytarzykiem. Po chwili do mieszkania wróciła zdyszana Helena i opowiedziała Stanisławowi, "że gość w żółtym prochowcu" pytał ją, czy nie widziała, "do którego mieszkania wchodziło dwóch panów". Nie ulegało wątpliwości, że policja węszy za kryjówką komunistów. Maron i Chyła opuścili mieszkanie, a Stanisław zakopał w pospiechu w podwórzu kilka kilogramów ulotek, przyniesionych rano przez Jana Danielaka. W poniedziałek wyciągnięto Stanisława z fabryki do domu, Mieszkanie Bukowskich zaszczycili rewizją komisarze Maliński i Bryzgaiski. Rewizja nie dała jednak żadnego rezultatu, a w czasie przesłuchania w Prezydium Policji Bukowski kategorycznie zaprzeczał, że izna Maronia. Zdjęcie Maronia pokazywano mu kilkakrotnie. Po tym zajściu Stanisław Bukowski delegowany został jako spawacz kotłowy do montażu cukrowni w Pionkach k. Radomia. Właśnie tam za pracę w nadgodzinach zarobił tyle, że można było nareszcie kupić upragnione meble. W dniu 26 kwietnia 1935 tj. odbyła się znowu rewizja w mieszkaniu Bukowskich. Znowu nic nie znaleziono, ale Bukowskiego zabrano do Prezydium Policji. Należał już tera2 do tych niebezpiecznych ludzi, których "trzeba izolować" przed świętem Pierwszego Maja. Aby tego uniknąć w r. 1936, Bukowski przezornie od 20 kwietnia nocował poza domem. Za "tygodniówkę" w Prezydium Policji nikt przecież pieniędzy nie dawał. N adarzyła się znowu okazja wyjazdu na robotę, aż hen, na drugi kraniec Polski, do Barczowicy Wielkiej pod Tarnopolem. Ponieważ pobyt na Ukrainie trwać miał dziesięć miesięcy, Stanisław zabrał ze sobą żonę i córkę. Mieszkanie przy ul. Brzozowej Bukowscy uważali za "spalone". Po powrocie do Poznania Uesienią 119:6 r.) Stanisław poszukał sobie nowego mieszkania przy ul. Strumykowej nr 15 Sl>. Właścicielem tego domu (22 lokatorów) byli Wanda i Dyonizy Suwalscy, zamieszkali na Pomorzu. Wykorzystując niesamowity w Poznaniu brak mieszkań, Suwalski zachowywał się przy wynajmie mieszkania z wyjątkowym tupetem. Remont miesizkania łącznie z odpluskwianiem przeprowadzili Bukowscy na własny koszt i jeszcze musieli wpłacić kamienicznikowi 360 zł kaucji, gdyż inaczej w ogóle nie chciał rozmawiać. W mieszkaniu tym Bukowscy mieszkali do końca października 1948 r. W dniu l listopada 1948 r. otrzymali mieszkanie na drugim piętrze olbrzymiego bloku przy ul. Rolnej nr 40 m 7, wybudowanego przez Zakłady Przemysłu Metalowego "H. Cegielski" w trzy lata po upaństwowieniu fabryki "H. Cegielski". Jak na ironię losu przed tym kolosem mieszkaniowym na z górą setkę lokatorów, po przeciwnej stronie ulicy sitoi mały i jedyny budynek mieszkalny wybudowany przez firmę "H. Cegielski" dla fachowców sprowadzanych ze Siąska, potrzebnych fabryce parowozów. W ostatnich dniach przed wybuchem II wojny światowej kopano między fabrykami na terenach zakładów rowy ochrony przeciwlotniczej. W dniu l września 1939 r. syreny rozdarły się nieludzkim wyciera, budzie pouciekali od warsztatów, schronili się w rowach i stamtąd zadzierali głowy w niebo do błyskających w słońcu sylwetek samolotów. Ktoś powiedział pewnym głosem "To nasi!". I zaraz spadły trzy bomby na fabrykę parowozów. Nikt z robotników nie zginął. Oburzeni tym bandyckim napadem hitlerowskich bombowców, robotnicy wyskoczyli z rowów i postanowili zaciągnąć się ochotniczo do walki z najeźdźcą. Stanisław udał się także z kolegami na poszukiwanie frontu. Ale "front" stale przesuwał się do środka Polski. Grupa robotników parła naprzód, ciągle jeszcze przekonana, że będzie walczyć i bronić Ojczyzny.

M Obecnie Władysława Sikorskiego.

Pamiątkowe zdjęcie z pierwszego w Polsce Ludowej egzaminu mistrzowskiego w Zakładach "H. Cegielski" (7 XI 1947 r.).

Stanisław wrócił z Warszawy do Poznania towarowym transportem. Przed Poznaniem wszystkich mężczyzn skierowano do Biedruska, gdzie okupanci zainstalowali gigantyczny obóz jeńców wojennych i stamtąd wysyłali pierwsze transporty niewolników w głąb Niemiec do robót w przemyśle i na roli. Tydzień trwała "kwarantanna" w Biedrusku. Wojskowy zarząd komisaryczny zakładów "H. Cegielskiego", zanim połączono je z zakładami zbrojeniowymi "Deutsche Waffen- und Munitionsfabriken" w Karlsruhe, już wtedy przemyśliwał nad utworzeniem w Poznaniu, z dala od baz startowych alianckiego lotnictwa, olbrzymiego ośrodka produkcji zbrojeniowej. Poszukiwano fachowców. Dlatego Bukowskiego i innych zwolniono z obozu w Biedrusku. W pierwszych dniach października 1969 r,. Stanisław wrócił do kotłami na stanowisko spawacza. Dzień pracy trwał teraz 12 godzin, na zmianę: jeden tydzień w nocy - drugi we dnie. Wstrząśnięci narodową klęską towarzysze pracy, byli początkowo bardzo przygnębieni. Ponury nastrój niepewności, znacznie gorszy aniżeli widmo bezrobocia w sanacyjnej Polsce, pogarszał się jeszcze w związku z masowymi wysiedleniami do tzw. Generalneji Guberni 8I . Rodzice Heleny zostali wysiedleni z mieszkania przy Górnej Wildzie, gdzie mieszkali przez lat 2,0, dosłownie tak jak stali. Następnego dnia zamieszkał tani już Baltendeutschel 2 . Stary Dekert pracował tego dnia "na kolei" na nocną zmianę i kiedy rano, po 12-godzinnei służbie, wrócił do domu, zastał już u siebie nowego właściciela, który nie chciał nawet słyszeć o wydaniu chociażby jednego ubrania. Ponieważ żona i córka znajdowały się w obozie dla przesiedleńców na Głównej, Dekert udał się tam dobrowolnie, by razem z rodziną dzielić trudy wygnania. Heleeie udało się jeszcze porczumi-ć z rodzicami przed wywiezieniem z Poznania. Było zimno, a matka miała na sobie jedynie lekką domową sukienkę. Grupa mężczyzn stanęła wokół Heleny zwartym kołem, tworząc coś w rodzaju parawanu. Za tym parawanem Helena zdjęła z siebie ciepły swetr i wełnianą spódnicę, sama zaś okryła isię jedynie płaszczem. 'Rzeczy powędrowały przez parkan na teren obozu w ręce matki. Na początku roku 1940 niespodziewanie wróciła z wygnania siostra Heleny, Pelagia, i schroniła się u Bukowskich. Pelagia miała przed samym wybuchem wo'ny wyjść za mąż za rzeźnika Jakuba Tabata. Wysiedlenie odwlekło małżeństwo o kilkasI Część ziem polskich okupowanych przez hitlerowskie Niemcy w okresie II wojny światowej, nie włączonych bezpośrednio do Rzeszy; obejmowała 5 okręgów: warszawski, radomski, lubelski, krakowski l (od 1941 r.) galicyjski. 32 Przesiedleńcy niemieccy z krajów nadbałtyckich.

Mottynianalat. Młodzi nie chcieli czekać. Pelagia nie była w Poznaniu zameldowana, a w związku z tym nie otrzymała kartek żywnościowych. Tymczasowy dowód "wystawił" Pelagii kolega Stanisława z kotlarni. Nie chodziło jednak o kartki żywnościowe. Zawarcie ślubu było praktycznie bez zameldowania niemożliwe. Siostra Jakuba Taibata, Maria Czajka, była sprzątaczką w komisariacie niemieckiej policji na Dębcu przy ul. Malinowej. Tam nawiązała kontakt z pewnym urzędnikiem polskiego pochodzenia, który obiecał sprawę załatwić, skoro tylko Pelagia się zjawi. Mimo ostrzeżeń Bukowskich Pelagia udała się do komisariatu, gdzie została aresztowana pod zarzutem szpiegostwa. Po kilku miesiącach aresztu na Młyńskiej wywieziono ją do obozu koncentracyjnego w Ravensbriick, skąd powróciła b. chora w maju 1945 r. W listopadzie 1946 r. Pelagia wróciła na tyle do sił, że zamierzony w r. 1930 związek małżeński mógł być nareszcie zawarty. Nie trwał on jednak długo. J akub Tabat, ostatnio robotnik zakładów "H. Cegielski", zmarł w sierpniu 1962 r.

i osierocił żonę i dwoje dzieci.

Był czas, kiedy Stanisław Bukowski cieszył się, że posiada dwa zawody (kowaspawacza, trudno byłoby mu utrzymać la i spawacza) w ręku. Gdyby nie zawód rodzinę przy życiu w latach 1934-1939. W czasie wojny przeklinał ten nieszczęsny fach. Spawacze mieli w fabryce najgorzej. Niemcy wezwali ich do powtórnego egzaminu, a następnie, kiedy przekonali się, że polscy spawacze spawają niegorzej od Niemców, zatrudnili ich przy spawaniu kotłów do centralnego ogrzewania i dla elektrowni. Kotły obliczone były na ciśnienie irobocze 43 atmosfer, ale musiały wytrzymać próbę ciśnienia 90 atmosfer. Szwy spawano od wewnątrz i sprawdzano aparatem rentgena. O jakiejkolwiek "fuszerce" nie mogło być mowy. Spawanie jednego kotła trwało od 15 do 20 godzin. Po założeniu drugiego dna wewnątrz kotła gromadziły się olbrzymie masy dymu. Nie było czym oddychać. Mały właz na górze kotła nie był w stanie doprowadzić do pracujących wewnątrz kotła robotników dostatecznej ilości powietrza. Ludzie krztusili się, wymiotowali, mdleli. Prace posuwały się wolno naprzód, a to wywoływało wściekłość administracji. Szef spawaczy, inżynier Manthey, bił wycieńczonych od wysiłku spawaczy po twarzy i kopał w brzuch. Za 12-godzinną robotę niemieccy kapitaliści płacili polskim robotnikom nędzne fenigi, a w południe dawali miskę jałowej zupy. W hali fabrycznej stały dwie beczki z herbatą. Beczka z napisem Nur fur Po len 33 zawierała herbatę gorzką. Druga - "Tylko dla Niemców" - zawierała herbatę słodzoną i pilnował jej uzbrojony w pałkę pracownik -' Niemiec. Już w r. 1940 rozpoczęto w zakładach najpierw pojedyncze, a potem zorganizowane akty sabotażu produkcyjnego i gospodarczego. Kilkakrotnie Zygmunt Pię

Dom przy ul. Brzozowej 22, gdzie na I pitttrze zamieszkali Bukowscy 1 spotykali Sltt działacze nielegalnęj Komunistycznej PartiI Polski.

13 Tylko dla Polaków.

kniewski u z fabryki parowozów zwracał się do Stanisława o powierzchowne spawanie ostojnicy - głównego elementu nośnego, na którym spoczywa ciężki kocioł parowozu. Pociągało to za sobą w czasie biegu parowozu załamanie ostojnicy, unieruchomienie parowozu, a często katastrofę. W warsztatach pojawiły się ulotki antyhitlerowskie i prymitywnie redagowanie gazetki. Czytał je Stanisław, często w czasie pracy przy spawaniu kotłów bo tam było najbezpieczniej . Sabotaż gospodarczy znacznie wzrósł, kiedy przystąpiła do działania grupa Kazimierza Hudowicza, zlikwidowana przez gestapo w czerwcu 1941 r. 35 Potem rozpoczęły działalność podziemne komórki Polskiej Partii Robotniczej. W maju 1943 r. Stanisław został delegowany w pięcioosobowej grupie monterskiej pod kierunkiem Czesława Sterny do Andrzejewa k. Łodzi celem zamontowania kotłów centralnego ogrzewania. Inż. Manithey przyjeżdżał kontrolować postęp robót raz na miesiąc. Roboty nie było tu zbyt wiele, ale Polacy tak się urządzili, że gdyby nie rozwój wydarzeń wojennych, robiliby to do końca 1945 r. Helena Bukowska została na początku 1940 r. wezwana przez niemiecki urząd zatrudnienia do pracy jako sprzątaczka w laboratorium spożywczym przy ul. Am GuterbanhofB. Biura musiały być do godziny 7 rano sprzątnięte. Trzeba więc było wstawać o 4 rano. Ponieważ Helena bała się zostawić córkę bez opieki, zabierała dziewczynkę z sobą. Nie podobało się to kierownikowi laboratorium i zwolnił Helenę z pracy. Urząd zatrudnienia skierował ją wtedy jako posługaczkę do mieszkania urzędnika gestapo przy Bismarckstrasse 37 . Tam pracowała niemal do czasu wyjazdu "chlebodawców" z Poznania. Pod koniec stycznia 1945 r. Stanisław wrócił z delegacji do domu, a ponieważ w fabryce Niemcy rozpoczęli demontaż maszyn, Stanisław nie poszedł do fabryki, bo nie chciał na to patrzeć. W kilka dni potem na ulicy Strumykowej pokazały się radzieckie czołgi, za nimi tabory i wojskowa kuchnia ze smakowicie pachnącą zupą. Ludzie biegali z miskami do radzieckich żołnierzy po ciepłą strawę. Niemiecka bomba uderzyła w jezdnię i rozwaliła przewody wodociągowe. Cała Wilda pozbawiona była wody do picia, pito nawet brudną wodę ze zbiornika przeciwpożarowego. Odłamek pocisku artyleryjskiego trafił w fearego konia radzieckich taborów i zabił go na miejscu. Ludzie z tasakami w rękach rzucili się i poćwiartowali ciepłe jeszcze zwierzę. W drugiej połowie lutego 1194-5 r. Stanisław razem z murarzem Stanisławem Owczairskim organizują milicję ludową. Zorganizowano posterunki przy ul. Malinowej' i Krzyżowej, na Ratajach i Winiarach. W dniu 10 marca 1945 r. Stanisław zdecydował się wrócić do kotłami. Znowu ujął palnik acetylenowy w ręce i kiedy trysnął z niego błękitny żywy płomień ognia, przyłożył elektrodę do pękniętej gąsienicy radzieckiego czołgu. Spawał po mistrzowsku milimetr za milimetrem. Przyglądający się z boku dziarski "starszyna", o zawadiacko nasuniętej na lewe ucho czapie, poklepał Stanisława przyjaźnie po ramieniu: Spasiba, towariszcz! Horoszol A ipotem popatrzył na swój pokiereszowany czołg i dodał: "I tak pojadę na nim do Berlina". Równocześnie z rozpoczęciem działalności produkcyjnej niektórych fabryk powstawały organizacje partyjne Polskiej Partii Robotniczej . Na ich czele stawali dawni działacze rewolucyjnego ruchu robotniczego. Sekretarzem organizacji partyjnej w kotłami wybrano brygadzistę - spawacza Stanisława Bukowskiego. Kiedy powstał Komitet Fabryczny Polskiej Partii Robotniczej, Stanisław został jego człon

u Wybitny działacz robotniczy, członek kierownictwa Polskiej Partii Socjalistyeznej-Lewicy, przewodniczący Prezydium Wojewódzkiej Rady N arodowej w Poznaniu w latach 1945-1948.

35 O działalności tej grupy piszę w wspomnieniu pt. Pułkownik Franciszek Szymendera, kowal Z HCP. "Kronika Miasta Poznania" 1963 inr l, s. 78-80 i 86-89. 16 Ul. Towarowa.

.' Ul. Kantaka.

Mottyniana

kiem. Pod koniec 1945 r., po złożeniu odpowiedniego egzaminu, Stanisław Bukowski awansował na mistrza spawalniczego w katlarni. Do końca 1945 r. pracowano przy naprawach zniszczonych wskutek działań wojennych parowozów, ale jednocześnie rozpoczynano produkcję nowych. Stanisław Bukowski pnie się wyżej po zawodowej drabinie. W listopadzie 1947 r. zostaje kierownikiem kotłami. Podlega mu 350 osób. Tej kotłami, do której przyszedł w 1934 r. jako! "wypożyczony" przez majstra Koterbę. On to namawiał Stanisława" aby zerwał z partią i poświęcił się "spokojnej" pracy w kotłami. Dnia 15 lutego 1950 r. Stanisław Bukowski mianowany został dyrektorem fabryki parowozów. Fabryka zatrudniała 2500 pracowników i składała się z wydziałów: kotłami, kuźni, montażowego', mechanicznego i hali obróbki automatycznej. Trzy miesiące wcześniej głównym inżynierem fabryki parowozów został doskonały konstruktor inż. Zbigniew Łukomski. Stanisław Bukowski robotnik, i Zbigniew Łukomski, inżynier, aktywnie wspierani przez organizację partyjną, poprowadzili fabrykę parowozów od sukcesu do sukcesu. Wzrastała wydajność pracy, podniósł się stopień organizacji procesu produkcyjnego. A rezultat? Średnia roczna produkcja w latach 1951-1966 wynosiła HO parowozów. Stanisław Bukowski ukończył sześciomiesięczny kurs dla dyrektorów, zorganizowany przez Zjednoczenie Taboru i Sprzętu Kolejowego. Zajmował się także racjonalizacją produkcji i usprawnieniami. Jego dziełem jest zmiana technologii produkcji budki maszynisty na parowozie i dwanaście innych usprawnień. Już 18 kwietnia 1950 r. St. Bukowski otrzymał odznakę "Racjonalizatora Produkcji".

Nie przerywa działalności partyjnej. Ciągle jest członkiem zakładowych władz partyjnych, a w latach 1952-1955 członkiem Komitetu Miejskiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W r. 1946 za zasługi w pracy nad odbudową zakładów otrzymał dwukrotnie Brązowy Krzyż Zasługi (29 maja i 15 listopada), a w dniu 22 lipca 1954 r. otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi, l grudnia natomiast 1958 r.

Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.

Jedynaczka Stanisława po maturze w Liceum im. Klaudyny Potockiej w r. 1951 zapisała się na studia psychologiczne Uniwersytetu im. A. Mickiewicza. Dnia 30 kwietnia 1953 r. wyszła za mąż za inż. Tadeusza Szezucińskiego. Młodzi zamieszkali we Wrocławiu). W dniu 29 kwietnia 1955 r. Bukowscy doczekali się wnucząt: Hanki i Ewy. W r. 1956 Stanisław Bukowski ciężko zaniemógł i przez wiele tygodni musiał przebywać w szpitalu. Po powrocie do zdrowia nie mógł już podjąć poprzednio piastowanych funkcji. Fabryka parowozów, otwarta'w 1926 r., w r. 1958 przestawia się na produkcję silników okrętowych. Do czasu odejścia na zasłużoną emeryturę (w dniu 31 V 1962 r.) Stanisław Bukowski pracował jako technolog.

Tadeusz Świtała

ANEKS

Wyjątki z pracy Walki robotników Zakładów H. Cegielskiego w Poznaniu w latach 1918-1939 2., opublikowanej w gazecie zakładowej "Nasza Trybuna" w miesiącach VII - IX 1963 r. przez Władysława Rogale. Po zlikwidowaniu PPS- Lewicy i TOR "Świt" W lutym 1931 roku komuniści pozbawieni zostali możliwości legalnego oddziaływania na klasę robotniczą 38. Doprowadzeni do ostatecznej wytrzymałości nerwowej robotnicy Cegielskiego przystąpili w drugiej połowie 1933 roku do mobilizacji resztek pozostałych sił. Tym razem przeciw przedstawicielstwu robotniczemu, to jest Wydziałowi. Na często zwoływanych zebraniach poddawano krytyce działalność władz Wydziału Robotniczego. Domagano się od niego interwencji u dyrekcji zakładów w sprawach

38 Likwidacja nastąpiła na mocy polecenia wojewody poznańskiego.

dotyczących załogi. N a tym tle dochodziło do momentów bardzo burzliwych. Końcowym efektem toczącej się walki wewnątrzzakładowej było obrzucenie członków Wydziału Robotniczego, na czele z jego przewodniczącym Ponitką, zgniłymi jajami. Stało się to na ostatnim zebraniu w sali Grotowskiego przy ulicy Dolna Wilda. "Nie ulega żadnej wątpliwości, że zgniłe jaja, które posypały się na głowę przewodniczącego Wydziału Robotniczego - Franciszka Ponitki -* pisze w swym wspomnieniu Stefan Ludwiczak - ipowinny posypać się na głowę ugodowca Sobkowiaka - sekretarza Związku Zawodowego ZiZP, który był faktycznym sprawcą tego, co wykonywał Wydział Robotniczy" »-. Sześcioletni (bez mała) okres działalności ZZP na terenie zakładów H. Cegielskiego utwierdził dostatecznie wśród załogi przekonanie, iż w warunkach, jakie zaistniały na terenie fabryk z pomocą robotnikom przyjść może jedynie klasowy związek zawodowy. To nastawienie załogi wykorzystali członkowie partii, PPS-Łewicy oraz aktywiści związkowi i przystąpili do szturmu o władzę. Pytanie, czy uda się ją uzyskać w Wydziale Robotniczym, dręczyło wielu robotników.

Odpowiedzi mogły udzielić tylko wyniki wyborów, które odbyły się w lutym 1934 roku.

Zwycięstwo, jakie przypadło w udziale członkom i zwolennikom KZZ Metalowców, określało się zdobyciem 8 mandantów na 10 miejsc w Wydziale Robotniczym. Na czele tego organu jako przewodniczący stanął Antoni Paszkowiak. Pozostałymi członkami byli: Wincenty Chyła, Franciszek Szymendera, Jan Bartkowiak, Franciszek Kaliszan, Józef Kopczyński, Stanisław Stolarski, Chrystian Werner.

Obejmując wolą większości załogi kierownictwo Wydziału, Paszkowiak miał do pokonania wiele przeszkód, których usunięcie nie było sprawą ani szybką, ani łatwą. W pierwszym rzędzie zaistniała konieczność likwidacji zaległych wypłat za pracę. Na tym tle już w pierwszych tygodniach doszło do zatargu między Wydziałem a dyrekcją zakładów. Gdy rozmowy o charakterze polubownym zawiodły, załoga rozpoczęła codzienne kilkugodzinne strajki. Jednolite stanowisko załogi umocniło pozycję Wydziału Robotniczego, a dyrekcję zmusiło do respektowania żądań robotniczych. Było to pewne zwycięstwo robotników, bowiem w ostatecznym etapie rozgrywającej się walki ofiarą miał paść Wydział Robotniczy. By uniknąć większego oporu ze strony mas zatrudnianych na terenie zakładów, dyrekcja ogłosiła w dniu 16 kwietnia 1934 roku, że zmuszona jest wprowadzić nową taryfę płac, według której robotnicy zatrudnieni w fabryce lokomotyw i wagonów imuszą pogodzić się z obniżką dotychczasowych zarobków w wysokości od 10 do 12%. "Robotnicy, którzy nie wyrażają swej zgody na nowe warunki pracy zostaną z dniem 3 maja 1934 roku zwolnieni" 40 podawała do wiadomości załogi dyrekcja.

N a to ultimatyw'ne stanowisko pracodawcy załoga, kierowana iprzez KPP i Klasowy Związek Zawodowy Metalowców, bez uprzedzenia pracodawcy ogłosiła strajk okupacyjny.

Robotnicy pozostali przy swoich warsztatach pracy, nie uruchamiając ich. Rozpoczęła się walka, którą poparli robotnicy zatrudnieni na Oddziale II, rozpoczynając strajk w dniu 24 kwietnia, a nazajutrz, tj. 25 kwietnia, zrobili to samo robotnicy Oddziału I. Tak więc o godzinie 9 rano w dniu 25 kwietnia strajkiem objęte zostały całe zakłady. Przy nieuruchomionych maszynach walczyło 1500 robotników. Likwidacji tego głośnego na całą Polskę strajku podjął się inspektor pracy. Ponieważ popierał on stronę pracodawcy, strajkujący odrzucili jego pośrednictwo i oświadczyli, iż tak długo pozostaną przy warsztatach pracy, dopóki postulaty ich nie zostaną zrealizowane. O takim postanowieniu sprawy władze zakładów nie chciały słyszeć ani na chwilę. W odpowiedzi ma stanowisko dyrekcji robotnicy w dniu 27 kwietnia zaostrzyli rodzaj walki, przemieniając strajk okupacyjny na strajk głodowy, zwany wówczas przez robotników strajkiem włoskim lub czarnym. Takiego zdecydowania w prowadzeniu walki aż do zwycięstwa nie przeczuwały władze zakładów, jak i inspektor pracy inż. Sułkowski z 53 obwodu poznańskiego, który przestraszył się decyzji załogi i robił wszystko, by doprowadzić do ugody". 30 kwietnia strajk został przerwany połowicznym zwycięstwem strajkujących, gdyż robotnicy wyrażali zgodę na 5'/0 obniżkę swych zarobków. Stało się to dzięki zdradzieckiej polityce przywódców "żółtych" związków, w skład których zaliczano: ZZP, "Polską Pracę" i ZZZ (Związek Związków Zawodowych). Po załatwieniu się ze strajkiem zarząd zakładów przystąpił do rozliczenia się z Wydziałem Robotniczym, zwalniając wszystkich członków tegoż z pracy. Brak Wydziału Robotniczego postawił załogę przed koniecznością wyboru nowego przedstawicielstwa.

: R kopis znajduje się w posiadaniu autora. W tym czasie zarobek godzinowy rzemieślnika wykwalifikowanego wynosił 94 grosze, a robotnika 68 groszy. "W roku 1936 został inż. Sułkowski usunięty na skutek zdecydowanej postawy klasowych związków zawodowych. Walkę z nim rozpoczęli drukarze, a poparli Ją metalowcy od Cegielskiego.

7 Kronika Miasta Poznania l

Mottyniana

[. . .] Wybory odbyły się w oznaczonym terminie, to jest 21 czerwca. Do rozgrywki stanęły trzy organizacje zawodowe, zgłaszając swe listy: listę nr l zgłosiło ZZP. Otrzymało ono 144 głosy. W efekcie organizacj a ta zdobyła jeden mandat. Listę nr 2 zgłosiła "Polska Praca". Na listę powyższą oddanych zostało 90 głosów. Równało się to jednemu mandatowi.

Pozostałą liczbę mandatów otrzymała lista nr 3, to jest Klasowego Związku Zawodowego Metalowców. N a ten numer listy oddano 695 głosów [...].

[. . .] W tak układających się stosunkach przewodniczącym Wydziału Robotniczego został wybrany Maksymilian Bartz, zastępcą jego Marcin Sudziński, sekretarzem - Stanisław Bukowski. W charakterze członka Wydziału występował m. in. Stanisław Adamczyk i czterech innych. Odniesione przez klasowy związek metalowców zwycięstwo było w pierwszym rzędzie zasługą sprawnie działających komórek KPP na terenie poszczególnych fabryk [. . .]. [. ..] Nowo wybrany Wydział Robotniczy od pierwszych dni swego urzędowania zabrał się energicznie do pracy. Palącym wówczas problemem były nadal zaległości powstałe z tytułu nie wypłaconych tygodniowych zarobków lub wypłacanych w formie zaliczek po 5 złotych. W pierwszym rzędzie należało zlikwidować tego rodzaju anomalię. Do niej zabrał się najpierw przewodniczący Wydziału. Łamiąc wszelkie przeszkody, kierownictwo Wydziału zmusiło dyrekcję, że ta wypłaciła dwie tygodniówki w ciągu jednego tygodnia. Z tego tytułu nienawiść dyrekcji do Wydziału Robotniczego potęgowała się z każdym dniem. U podstaw wrogości było to, że przebieg każdorazowej narady Wydziału z dyrekcją d poszczególnymi jej członkami był podawany do wiadomości całej załodze. Robotnicy byli zorientowani w najdrobniejszych szczegółach spraw dotyczących ich bytu i pracy. Natomiast, jaką prowadzi politykę Wydział na terenie zakładów, czy poszczególnych oddziałów, dowiadywała się dyrekcja od swoich szpicli. Jednym z nich był Władysław Węcel, robotnik w kuźni fabrycznej. Postępowaniem swoim doprowadził do tego, że robotnicy podczas pracy wywieźli go na taczkach za bramę fabryczną. Taka polityka przewodniczącego l członków Wydziału wzbudziła do przedstawicielstwa robotniczego bezwzględne zaufanie, nie tylko robotników należących do klasowej organizacji zawodowej, lecz też zjednoczeniowców i związków sanacyjnych. N a bazie zaufania do Wydziału Robotniczego wytworzyła się wśród załogi solidarność jednolitofrontowa, której objawy widziała sama dyrekcja zakładów i kierownictwa poszczególnych związków zawodowych w wypadkach krótkotrwałych strajków fabrycznych. Nie było wypadku, by na gwizdek syreny fabrycznej obwieszczającej przerwanie pracy i zbiórkę załogi na placu fabrycznym pozostał przy swym warsztacie pracy robotnik, który należał do innego związfcu niż członkowie Wydziału Robotniczego. Ta solidarność w działaniu była największą i najsilniejszą bronią Wydziału w walce z zarządem fabryk. Bywało też, że na wezwanie przewodniczącego Wydziału Robotniczego - Bartza w ciągu jednej zmiany kilkakrotnie przerywano pracę, by przekazać sprawozdanie z odbytego przed chwilą zebrania Wydziału z dyrekcją w sprawie ostatecznego uregulowania zaległych wypłat [, . .].

WYSTAWA Z OKAZJI XX-LECIA ZWIĄZKU WALKI MŁODYCH

W Poznaniu, podobnie, jak w całym kraju, obchodzono w roku 1963 urOCZYSCle XX rocznicę powstania rewolucyjnej organizacji młodzieży polskiej - Związku Walki Młodych. Jedną z imprez, której przygotowanie zajęło szczególnie wiele czasu i kosztowało mnóstwo wysiłków, była wystawa dokumentów i pamiątek z działalności wielkopolskiej organizacji Związku Walki Młodych. Ogromne zasługi w przygotowaniu wystawy położył jej organizator - Muzeum Historii Ruchu Robotniczego im. Marcina Kasprzaka w Poznaniu. Dzięki itemu poznańska wystawa stała się największą w kraju. Na szczególne uznanie zasługują prace: kustosza Muzeum - mgra Zygmunta Paterczyka, który przygotował scenariusz wystawy, artystów-plastyków Edmunda Budasza, Kazimierza Klimka i Bartłomieja Kurki - twórców oprawy plastycznej ekspozycji oraz pracowników rozgłośni poznańskiej Polskiego Radia i artystów iscen poznańskich - Czesława Chruszezewskiego, Jacka Flura, Kazimiery Nogajówny i Leonarda Pietraszaka, którzy opracowali i nagrali na taśmę magnetofonową montaż słowno-muzyczny o Związku Walki Młodych, nadawany zawsize przed rozpoczęciem zwiedzania wystawy. Należy także przypomnieć właściwą postawę byłych członków i działaczy Związku Walki Młodych z terenu województwa poznańskiego, którzy na opublikowany w lutym 1963 r. apel Wojewódzkiego Komitetu Obchodu XX-lecia Związku Walki Młodych przekazali wiele cennych dokumentów i pamiątek, znajdujących się w ich posiadaniu. Wszystko to sprawiło, że wystawa zobrazowała w możliwie pełnym stopniu działalność Związku Walki Młodych w Poznaniu i w Wielkopolsce, że stała się dużym wydarzeniem spolecano-politycznym i kulturalnym w życiu naszego regionu. Wyrazem tego była zresztą sama uroczystość otwarcia w dniu 5 wrzesnla 1963 r. Przybyto na nią wielu przedstawicieli władz partyjnych i państwowych miasta i województwa, jak Sekretarz Komitetu WojewódzkiegO' i I sekretarz Komitetu Miejskiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - Czesław Kończał, sekretarz Komitetu Miejskiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - Aleksan - der Anholcer, kierownicy wydziałów Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - Jan Bartkowiak, Rajmund Goździerski i Jerzy Zasada" przedstawiciel Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i b. działacz Akademickiego Związku Walki Młodych w Poznaniu - Stanisław Stolpe, przewodniczący Prezydium Rady Narodowej m. Poznania - Jerzy Kusiak i wiceprzewodnicząca Prezydium, b. działaczka Związku Walki Młodych - Władysława Klawiter oraz przedstawiciele organizacji młodzieżowych: sekretarz Komitetu Wojewódzkiego Związku Młodzieży Socjalistycznej -' Zbigniew Woźniak i przewodniczący Zarządu Wojewódzkiego Związku Młodzieży Wiejskiej - Stanisław Walendowski. Szczególnie liczną grupę stanowili weterani ruchu robotniczego oraz byli działacze Związku Walki Młodych, m. in. sekretarz Wojewódzkiej Komisji Związków Zawodowych - Jerzy Tuszyński, red. Zofia Andrzejewska oraz

Sprawozdania

ojciec zamordowanego w Poznaniu działacza Związku Walki Młodych -. Jana Stachowiaka.

Uroczystość zagaił dyrektor Muzeum Historii Ruchu Robotniczego im. M. Kasprzaka - Zelik Zylberbeng, witając przybyłych gości. Zasłużonym działaczom robotniczym młodzież ofiarowała wiązanki kwiatów. Następnie zabrał głos członek Egzekutywy Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i kierownik Wydziału Organizacyjnego, członek Prezydium Wojewódzkiego Komitetu Obchodu XX-lecia Związku Walki Młodych - Jerzy Zasada. Powiedział' on m.in.:

"W wielkiej i bohaterskiej historii Związku Walki Młodych jest również udział wielkopolskiej młodzieży. Trwały jeszcze w Poznaniu walki z hitlerowcami, broniącymi się zaciekle w bunkrach Cytadeli, kiedy na peryferiach miasta zaczęły powstawać pierwsze koła Związku Walki Młodych. W lipcu 1945 roku w Wielkopolsce działało już ponad 50 tysięcy ZWM-owców. Działali oni na wszystkich odcinkach.

Pomagali w uruchomieniu fabryk, odgruzowywali ulice i place miasta, porządkowali pomieszczenia sizkół i wyższych uczelni, zagospodarowywali Ziemie Zachodnie, -Z karabinem w ręku bronili odrodzonego państwa ludowego.

"Dziś, z perspektywy czasu, gdy mówimy o tamtych pamiętnych latach, widzimy w pełni nie tylko ich wagę i znaczenie, ale również ich niepowtarzalny urok. Niełatwe to były lata. Była w nich nieubłagana walka z przemocą i złem i było w nich piękno poczucia nowej, sprawiedliwej Ojczyzny ludzi pracy. Jakże wciąż aktualne są słowa Hanki Sawickiej - pierwszej przewodniczącej Zarządu Głównego Związku Walki Młodych, która w 1943 roku w konspiracyjnej »Walce Młodych« pisała: »Nie wystarczy mięć oczy otwarte, gorące serca, czyste i silne ręce. Nasz czynny stosunek do życia każe nam się uczyć. Własne doświadczenie pomnażać musimy doświadczeniem historii. Wiedzieć musimy, z jakimi tradycjami przeszłości związać się. chcemy, jakich bohaterów iza wzór weźmiemy. Poznać musimy w tym celu ruchy rewolucyjne, walki narodowowyzwoleńcze. Zdać sobie trzeba sprawę, jakie były w przeszłości siły reakcji i wstecznictwa, a jakie - postępu. Z klęsk i zwycięstw ruchów irewolucyjno-jnarodowych własnych i innych ludów wyciągamy wnioski dla teraźniejszości*. "Dzieje Związku Walki Młodych są wiecznie żywą tradycją, z której młodzież polska będzie czerpać i pomnażać swe siły w walce o lepszą teraźniejszość i coraz piękniejszą przyszłość naszego narodu" - powiedział na zakończenie Jerzy Zasada. Po przemówieniu nastąpiło otwarcie wystawy. Przecięcia wstęgi dokonał Jan Sztukowski - b. działacz podziemnej Polskiej Partii Robotniczej w Poznaniu, sekretarz Komitetu Młodzieżowego przy Komitecie Miejskim Polskiej Partii Robotniczej - protoplasty Związku Walki Młodych. Rozpoczęło się zwiedzanie obszernej, obejmującej trzy sale muzeum, wystawy.

Oto sala pierwsza. U wejścia do niej stały dwa gipsowe popiersia dłuta poznańskiego artysty-plastyka Jerzego Sobocińskiego, przedstawiające założycieli

Przemawia b. działacz Związku Walki Mło9ych kierownik Wydziału Organizacyjnego KomItetu Wojewódzkiego Polskiej ZJednoczonej Partii Robotniczej w Poznaniu - Jerzy Zasada.

lOTi pierwszych przewodniczących Związku JJ Walki Młodych: Hankę Szapiro-Sawicką i Janka Krasickiego; oboje - jak wiadomo - polegli w walce z najeźdźcą hitlerowskim w roku 1943. Dalej eksponowano reprodukcje dokumentów przedstawiających działalność Polskiej Partii Robotniczej w latach 1939-'11944 i jej historyczną, kierowniczą rolę w dziele narodowego i społecznego wyzwolenia Polski. Znaj dowały się tam także autentyki wielkopolskiego Związku Walki Młodych: legitymacja członkowska nr l, której posiadaczem był wiceprzewodniczący pierwszego Zarządu Wojewódzkiego Związku Walki Młodych - Tadeusz Sikora, były także inne oryginalne dokumenty, a na stelażach duże zdjęcie pierwszego przewodniczącego Zarządu Wojewódzkiego Związku Walki Młodych w Poznaniu - Jerzego Karpińskiego. W jednej z gablot ułożono odznaki organizacyjne Związku Walki Młodych i Akademickiego Związku Walki Młodych i strój organizacyjny: białą koszulę i czerwony krawat. W następnej sali -. fotografie twórców i pierwszych przywódców Polskiej Partii Robotniczej: Marcelego Nowotki.

Małgorzaty Fornalskiej, Pawła Findera, Władysława Gomułki, Mariana Spychał- zwiedzanie wystawy zorganizowanej z okazji skiego oraz założycieli Związku Walki Mło- xx-lecia związku walki Młodych, dych: Hanki Szapiro-Sawickiej, Janka Krasickiego!, Heleny Jaworskiej. Były też zdjęcia poznańskich działaczy podziemnej Polskiej Partii Robotniczej: Jana Mazurka, Jakuba Przybylskiego, Eugeniusza Augustyniaka i wielu innych, w większości zamordowanych w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. W jednej z gablot znajdowały się poza tym interesujące dokumenty w postaci autentycznych protokołów z zebrań Prezydium Zarządu Wojewódzkiego Związku Wałki Młodych w Poznaniu w pierwszych miesiącach roku 1945. Trzecią, największą salę, wypełniały już wyłącznie pamiątki i dokumenty z życia wielkopolskiej' organizacji Związku Walki Młodych. Eksponaty ilustrowały wszechstronną działalność, jaka cechowała wielkopolski Związek Walki Młodych od pierwszych dni jego istnienia: parcelacja ziemi obszarniczej, walka z reakcyjnymi bandami, opieka nad repatriantami, osadnictwo na Ziemiach Zachodnich, nacjonalizacja przemysłu, pamiętne referendum i pierwsze wybory do Sejmu, wyścig pracy, poprawa warunków pracy i nauki młodzieży rzemieślniczej, kursy zawodowe i ogólnokształcące, rok wstępny na wyższe uczelnie, działalność kulturalna i artystyczna, sport - oto (nie wszystkie zapewne) kierunki działalności wielkopolskiej organizacji Związku Walki Młodych, z których wiele zainicjowała i realizowała właśnie .sarna młodzież. Powszechną uwagę pirzykuwała skromna gablota, zawierająca najbardziej wstrząsający dokument owych lat: skrwawiony i pocięty nożem czerwony krawat Janka Stachowiaka - 19-1etniego instruktora Zarządu Miejskiego Związku Wa*lki Młodych w Poznaniu, zamordowanego bestialsko przez członków reakcyjnej bandy 23 stycznia 1947 r. w podziemiach 'kościoła Bernardynów. W podobnie bestialski

Sprawozdania

3po-sób zginął zaimordowany przez bandę ,,'Rysia" 27 maja 1946 r. przewodniczący Zarządu Gminnego Związku Walki Młodych - Teodor Wargacki w Sompolnie pow. Koło. Końcowym akcentem wystawy były dokumenty przypominające moment zjednoczenia polskiego ruchu młodzieżowego - dzień 22 lipca 1948 r., kiedy na zlocie wrocławskim proklamowano uroczyście Związek Młodzieży Polskiej. Wystawę zwiedziło blisko 15 tysięcy osób.

Stefan

Konop iński

SESJE RADY NARODOWEJ M. POZNANIA

POŚWIĘCONE AKTYWIZACJI ROLNICZYCH TERENÓW MIEJSKICH ORAZ OCENIE DZIAŁALNOŚCI DZIELNICOWEJ RADY NARODOWEJ NOWE MIASTO

XXII Sesja Rady Narodowej m. Poznania odbyła się 25 czerwca 1%3 r. i poświęcona była głównie problemowi rolniczej aktywizacji najbliższych terenów miejskich oraz zaopatrzenia miasta w warzywa i owoce. W sesji wziął udział wiceminister rolnictwa - Jerzy Popko. Głównym referentem był radny Jan Nalepka, przewodniczący Komisji Rolnictwa i Leśnictwa. Złożył on sprawozdanie z działalności Komisji, w którym powiedział m. in. "Od sesji Rady poświęconej problemom rolnym (5 VII 19ffi) działalność Komisji skupiała się głównie nad realizacją uchwały w sprawie rozwoju rolnictwa, a w szczególności: a) nad uporządkowaniem spraw administracji państwowych gospodarstw rolnych w obrębie miasta. Na wniosek Komisji powołano Inspektorat Państwowych Gospodarstw Rolnych - Poznań. Uporządkowanie tej sprawy było konieczne ze względu na plan inwestycyjny Zakładu Ogrodniczego Państwowych Gospodarstw Rolnych - N aramowice, sięgający 48 min złotych, z czego do roku 1965 zrealizowane ma być 28 min zł, a reszta w latach 1966-1967. W związku z tym zachodziła konieczność wymiany lub wykupu gruntów chłopskich; b) nad uregulowaniem ok. 280 spraw własnościowych prywatnych igospodarstw rolnych w obrębie miasta Poznania; c) nad zorganizowaniem bazy paszowej oraz wyrównaniem niedoboru pasz objętościowych dla hodowców i prawidłowym zagospodarowaniem użytków zielonych poprzez inwestycje melioracyjne. W tym celu zorganizowana została spółka wodno-melioracyjna; d) nad powołaniem osobnych zespołów do spraw zaopatrzenia i rozdziału nawozów i pasz. Było to konieczne. Dzięki temu już obecnie dawki nawozowe na potrzeby warzywnictwa są wyższe niż średnio w wojew.ództwie".

Następnie · radny Jan Nalepka poświęcił kilka uwag sprawie połączenia Wydziału Rolnictwa i Leśnictwa Prezydium Rady N a

rodowej m. Poznania z Wydziałem Rolnictwa i Leśnictwa Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej.

"Z perspektywy czasu i na podstawie obserwacji dotychczasowej pracy połączonych wydziałów - powiedział J. NalepkaKomisja (dawniej przeciwna połączeniu) ocenia obecnie to pociągnięcie bardzo pozytywnie, głównie dlatego, że przesunie to służbę rolną do prezydiów dzielnicowych rad narodowych, a więc bliżej producentów". Oprócz tego uzyskano kadrę wysoko kwalifikowanych pracowników z wydziału Rolnictwa i Leśnictwa Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej oraz poważną pomoc kredytową na meliorację i zalesienia.

Na posiedzeniu w dniu 22 czerwca 1%3 r.

Komisja po ostatecznym przyjęciu projektu uchwały wysunęła dodatkowe wnioski. Komisja uważa, że należy w dalszym ciągu rozwijać bazę produkcyjną warzyw przez zapewnienie wystarczającej ilość; kredytów i materiałów (żelazo, cement, szkło) na budowę cieplarni, inspektów, garaży dla kółek rolniczych i budynków gospodarczych; powiększać masę nawozów sztucznych; kompleksowo budować silosy na kiszonki; stosować ulgi podatkowe i ułatwienia finansowe. Po przerwie dyskusję rozpoczął radny Dzielnicowej Rady Narodowej - Nowe Miasto, Czesław Hamerski. Wyraził on pogląd, że dotychczasowe sposoby organizowania ogródków pracowniczych należy poddać rewizji. Następnie dyskutant przeszedł do problemu cen warzyw. Jego zdaniem, Wojewódzka Komisja Cen powinna powiększyć swój skład o dwu faehoweów-ogrodników. Komisja ta powinna się zbierać przynaj - mniej dwa razy w tygodniu. Zasadniczym warunkiem regulowania cen i zmniejszenie strat w produkcji warzyw jest budowa od dawna planowanej przechowalni warzyw. Wacław Olszewski, radny Dzielnicowej

Rady Narodowej - J eżyce, poświęcił swoje wystąpienie zalesieniom w okolicach Poznania i nakładom na lasy komunalne. Na zakończenie dyskutant wysunął Mika wniosków: a) aby wystąpić do Ministerstwa Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego o przekazanie 668 ha lasów państwowych, znajdujących się w granicach miasta - Poznaniowi; b) powołać do życia nową jednostkę organizacyjną - Nadleśnictwo Miejskie, uniezależnione od Zarządu Zieleni Miejskiej i podporządkowane bezpośrednio Prezydium Rady Narodowej m. Poznania; c) oddzielić od Zarządu Zieleni Miejskiej część parków o wybitnie leśnym charakterze i uznać je za lasy; d) z uwagi na duże trudności w uzyskaniu siły roboczej do pracy przy zalesianiu zmechanizować prace leśne przez zakup odpowiednich narzędzi; e) spowodować, aby zagadnienia gospodarki leśnej były raz w roku omawiane na Sesji Rady po uprzednim przeprowadzeniu kontroli społecznej gospodarki leśnej. Radny Leon Chudziński ustosunkował się do spraw zaopatrzenia miasta w warzywa i owoce. Jego zdaniem, aparat handlowy zajmujący się sprzedażą warzyw i owoców wykazuje zbyt małą sprawność. Warzywa i owoce powinny być dostarczane do sklepów przed godziną ósmą rano; przychodzą natomiast zbyt późno i są niezupełnie świeże. Należy przyznać, że w tej dziedzinie nastąpiła w ostatnim roku pewna poprawa, ale mimo wszystko poprawa niewystarczająca, aby można było mówić o zadowalającym zaopatrywaniu rynku w potrzebne i właściwe warzywa. W czasie obrad wspomniano, że w Poznaniu istnieje siedem sklepów warzywniczych państwowych gospodarstw rolnych, ale niektóre z nich nie reprezentują takiego poziomu, jakiego można by spodziewać się po państwowych gospodarstwach rolnych. Spółdzielnie ogrodnicze zwracają główną uwagę na skup warzyw, a nie wykazują większego zainteresowania innymi dziedzinami handlu. Alarm, który w ostatnim czasie podniosła prasa \ jest wyrazem opinii publicznej. Alarmujące są także wiadomości o niszczeniu (z braku zbytu) dużych ilości sałaty i szparagów. Sprawą tą winien się zająć sam handel, unikając w przyszłości podobnych zaniedbań, poprzez usprawnienie swej działalności. Słuszny jest wniosek, zawarty w materiałach sesyjnych, że należy powiększyć sieć placówek dostarczających warzywa i owoce dla mieszkańców miasta.

Radny. Kazimierz Derda proponował, aby blisko 770 ha ziemi w mieście, oddanych

1 Dyskutant ma na myśli cykl artykułów w "Gazecie Chłopskiei:) "Głosie Wielkopolskim" pod tytułem: Witaminy dla rodzinypod ogródki działkowe, a które nie są, jego zdaniem, dość intensywnie wykorzystane, zmienlc na plantację dobrych gatunków truskawek. Roman Silski, prezes Kółka Rolniczego w Krzesinach, zabierał głos w sprawie melioracji w obrębie Krzesin, Spławia i Pokrzywna. Obszerne było wystąpienie radnego Jana Brygiera, przewodniczącego Komisji Handlu.

Poruszył on trzy zagadnienia, a mianowicie cen, bazy i sieci handlowej. Analizując ceny na warzywa i owoce, radny Brygier wyraził pogląd, że ceny winny być tak wyznaczone, by dla producentów były bezwzględnie opłacalne, a dla konsumentów dostępne. W wielu sklepach, należących do Państwowego Gospodarstwa Rolnego N aramowice, od wielu tygodni sprzedaje się warzywa po tych samych cenach, co w sklepach przedsiębiorstwa "Warzywa-Owoce" oraz Miejskiego Handlu Detalicznego. Czynnikiem wywierającym wpływ na kształtowanie cen na terenie Poznania jest wykupywanie warzyw i owoców przez inne okręgi. Dochodzi do takich sytuacji, że przyjeżdżają przedstawiciele z woj. katowickiego l ub rejonów nadmorskich, płacą wyższe ceny, aniżeli przewidziane w umowach kontraktacyjnych lub wyznaczone przez Wojewódzką Komisję Cen, i zabierają całą masę towarową. Podczas przygotowywania materiałów sesyjnych stwierdzano, że jednym z środków obronnych przed takimi zjawiskami gospodarczymi byłoby podwyższenie cen na warzywa miejscowej produkcji. Dyskutant uważa dezyderaty te za niesłuszne. Trzeba bowiem brać pod uwf.gę bilans dochodów mieszkańców i ceny towarów powinny być do niego przystosowane. Wojewódzka Komisja Cen powinna prowadzić taką politykę, aby dostosować ceny do poznańskich dochodów. Marża handlowa, zdaniem radnego Brygiera, jest za wysoka, gdyż sięga często stu i więcej procent. Państwowe gospodarstwa rolne i spółdzielnie produkcyjne pragną posiadać własną sieć placówek handlowych - stwierdził J. Brygier. Placówki takie należmy jednostkom tym przydzielać sukcesywnie, w miarę jak zwiększa się ich produkcja. Zachodzi bowiem obawa, że wobec braku warzyw i owoców niektóre z nich przerzucą się na nandel winem i przetworami warzywnymi, których nie produkują. Kryterium przydziału sklepów uwarunkowane być powinno lepszym i tańszym towarem. Tańszym dlatego, że wyeliminowano pośredników, że droga od producentów do konsumenta jest możliwie najkrótsza. W przyszłości należy rozwinąć masową produkcję warzyw w wielkich kombinatach. Jeżeli chodzi o teraźniejszych producentów-ogrodników, trzeba ich

Sprawozdania

popierać i ułatwiać im produkcję, a równocześnie należy wpajać w nich przekonanie, że konieczne jest przystępowanie do spółdzielni ogrodniczych. Doc. dr Jerzy Dietl, kierownik Katedry Handlu Wewnętrznego Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Poznaniu, powiedział że nie można rozpatrywać problemu intensyfikacji produkcji warzywno-owocowej dla Poznania w oderwaniu od terenów województwa, które stanowią zaopatrzeniowe zaplecze dla miasta. Biorąc pod uwagę indywidualnych lub uspołecznionych dostawców, można się przekonać, że promień dostaw wynosi 30-40 kilometrów, w związku z czym powstaje szereg kwestii, jak np. alternatywa opłacalności lub nieopłacalności inwestycji w gospodarstwie rolnym. To samo dotyczy rynku owocowo-warzywnego. Nie można rozpatrywać problemu rosnącej podaży owoców i warzyw w oderwaniu od rynku. Słusznie więc wielu dyskutantów podkreślało, że rynek i jego organizacja to najtrudniejsze w te] chwili do rozwiązania zadanie związane z produkcją warzy wniczo-owocową. Od rynku w Poznaniu, różniącego się jeśli chodzi o specyfikę od ogólnego, należy wymagać: a) szybkości w dostawach, dobrej jakości i odpowiedniego asortymentu; b) odpowiednich terminów dostaw i c) zapewnienia takiej polityki interwencyjnej, która by uniemożliwiła w pewnych latach zmniejszanie upraw warzyw i owoców. Czynić to należy za pośrednictwem interwencyjnej polityki skupu i przerzucania nadwyżek na inne tereny, jak również poprzez przemysł rolno-spożywczy (warzywno-owocowy), który może w pewnym sensie spełniać rolę regulatora. Innym problemem, na który wskazał dr Jerzy Dietl, jest zorganizowanie w Poznaniu odpowiedniej dystrybucji, której podstawą winien być hurt warzyw i owoców. Włodzimierz Janiszewski, dyrektor przedsiębiorstwa "Targowiska Miejskie", przytoczył dane, z których wynikało, że handel prywatny odgrywa w Poznaniu dominującą rolę, jeżeli chodzi o zaopatrzenie konsumentów w warzywa i owoce. Należy zatem stworzyć takie warunki, by umożliwić mu sprzedaż półhurtową. W tym celu powinna istnieć hala, w której by producenci mogli oferować swoje towary, a handlowcy mogli je nabywać. Te towary, które są potrzebne w sklepie lub w zakładach zbiorowego żywienia, odprowadzano by z hali na miejsce przeznaczenia, a reszta pozostałaby na targowisku i byłaby zbywana indywidualnym konsumentom. Marian Mikołajczyk, dyrektor Państwowego Gospodarstwa Rolnego N aramowice, poinformował Radę o wynikach działalności w ostatnich latach. W zakresie produkcjiwarzyw zachodzi pilna potrzeba drenowania 4s) ha gruntów ornych. W związku z tym M. Mikołajczyk wysunął następujące wnioski: a) przyjąć obszar należący do Państwowego Gospodarstwa Rolnego N aramowice do planu inwestycyjnego melioracji szczegółowych Wojewódzkiej Rady Narodowej; b) przydzielić kilka dalszych wielkich deszczowni i przyspieszyć realizację budowy urządzeń wykorzystujących ścieki miejskie do użyźniania gleby; c) utworzyć państwowe przedsiębiorstwo budowy kompletnych szklarni; d) pobudować chłodnię - przechowalnię już w roku 1964 ze środków inwestycyjnych Rady Narodowej m. Poznania; e) przydzielić Państwowemu Gospodarstwu Rolnemu N aramowice trzy samochody marki "Star"; f) udzielić pomocy w wykwaterowaniu lokatorów obcych zamieszkałych na terenie Państwowego Gospodarstwa Rolnego N aramowice oraz uwzględnić postulaty mieszkańców N aramowic i Szczepankowa w sprawie wyposażenia tych osiedli w urządzenia komunalne i kulturalno-oświatowe. Prof. Helena Nieć z Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu powiedziała, iż w dostarczonych materiałach sesyjnych podano, że w Poznaniu każdy mieszkaniec spożywa średnio w ciągu roku lm kg warzyw. Liczby te są chyba niezgodne ze stanem rzeczywistym, ponieważ zdaniem dyskutantki, faktycznie spożywamy warzyw' 35-40 kg rocznie. Wawrzywa są na ogół złej jakości i szczególnie zimą wyrzuca się połowę warzyw do śmieci. N iskie spożycie warzyw wynika także z wysokich cen. Gospodynie niechętnie zabierają się do tych warzyw, których przygotowanie pochłania dużo czasu. Zbyt mało warzyw przygotowano w ten sposób, aby skrócić czas ich przygotowania w domu. W restauracjach lub bursach do głównego dania podaje się najwyżej 50-100 g warzyw. Mówiono tutaj o tym, mówiła dalej prof.

Nieć, że marże handlowe są wysokie. Jak kształtowały się one faktycznie w tym roku? Za główkę kapusty o mniejszej wadze płaci się producentowi w tej chwili 1,- zł, a na rynku kosztuje ona 2,S) zł. Za główkę większą producent otrzymuje 1,ffi zł, a na rynku jest zbywana po 3,50 zł. Za główkę sałaty płacono w pewnym okresie producentom po 30 groszy, a sprzedawano ją w detalu po 1,20 lub 1,S) zł. Nic dziwnego, że producenci nie mają ochoty do zajmowania, się warzywnictwem, a konsumenci nie chcą kupować warzyw, gdyż cena jest za wysoka. Rozbudowa warzywnictwa powinna pójść nie w kierunku zwiększenia areału upraw, lecz w kierunku intensyfikacji upraw. Wydajność gleby jest dotychczas bardzo niska. Przeciętna rotacja w produkcji szklarniowej dochodzi u nas do 1,5, podczas gdy na Zachodzie notuje się u ogrodników rotację trzykrotną. Wtedy jeden metr kwadratowy daje w ciągu roku 20-25 kg warzyw. Doc. dr Jerzy Wierszyłłowski z Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu zapoznał Radę z możliwościami intensyfikacji produkcji sadów. W Poznaniu i w województwie produkcja owoców jest niska, bo wynosi zaledwie 20 kg na mieszkańca. Sadownictwo należało dotychczas do typu produkcji ekstensywnej, za pomocą której chciano uzyskać możliwie najwyższe zyski. 91/0 producentów owoców stanowią sadownicy-amatorzy. Wobec tego trzeba zacząć w Poznaniu od właścicieli ogródków działkowych, poprzez wprowadzanie bardziej intensywnych upraw, to znaczy krzewów z truskawkami oraz drzew karłowatych. W imieniu Katedry Sadownictwa Wyższej Szkoły Rolniczej dr Wierszyłłowski wyraził gotowość udzielenia pomocy w pracy nad stopniowym przechodzeniem w sadownictwie na gospodarkę Intensywną.

Marcin Kwiatkowski, członek Zarządu Wielkoplskiej Spółdzielni Ogrodniczej, stwierdził m. in., że największym mankamentem utrudniającym zaopatrzenie w warzywa i owoce jest brak w Poznaniu podstawowych obiektów, takich jak chłodnie i przechowalnie. Ryszard Swiderski, dyrektor centrali spółdzielni ogrodniczych, poruszył problemy handlu hurtowego. Jerzy Popko, "wiceminister rolnictwa, powiedział na wstępie że problemy aktywizacji rolniczych terenów Poznania oraz zaopatrzenia w warzywa i owoce należy zaliczyć do trudnych. W pierwszym rzędzie trzeba na produkcję warzyw nastawić państwowe gospodarstwa rolne położone blisko miasta) następnie spółdzielnie produkcyjne i wreszcie gospodarstwa chłopskie. Rząd przeznacza na państwowe gospodarstwa rolne poważne środki inwestycyjne. Ministerstwo Rolnictwa poparło wnioski Prezydium Rady N arodowej i wydzieliło na cele inwestycyjne N aramowic około 48 min zł, z tym że już w latach 1%3---1965 inwestycje będą sięgały 25-30 min zł. Wysoki koszt inwestycji wynika z tego, że trzeba także budować budynki mieszkalne dla pracowników. Jednocześnie jednak w gospodarstwie tym mieszka 30 rodzin, które w nim od dawna nie pracują. Gdyby ludzie ci zostali przeniesieni do innych budynków, to można by zaoszczędzić na tej inwestycji około 7 min złotych. Obok państwowych gospodarstw rolnych i spółdzielni produkcyjnych, Ministerstwo Rolnictwa zaleca rozwijanie gospodarki warzywniczej w zagrodach chłopskich. W tym kierunku zmierza szereg bodźców ekonomicznych (takich jak polityka kredytowa i po

datkowa) korzystnych dla rozwoju tych gospodarstw. Nawiązując do planów rozwoju produkcji warzyw l owoców, wiceminister J. Popko powiedział, że na obszarach rolnych, podległych administracji Poznania, warzywa stanowią w ogólnej strukturze upraw 20,6%, podczas gdy w rejonie Warszawy i Wrocławia 2H/o i 27'/0. Przy mechanizacji produkcji warzywniczej w obrębie Poznania można by wiele zrobić, przede wszystkim poprzez kółka rolnicze, tym bardziej że Fundusz Rozwoju Rolnictwa wykorzystany został w Poznaniu tylko w niewielkim procencie. Ciekawe i cenne były głosy w dyskusji: Kazimierza Grzegorzewicza - przewodniczącego Komisji Rozwoju Ogrodnictwa przy Wielkopolskiej Spółdzielni Ogrodniczej, Kazimierza Klupiecia -. sekretarza Kółka Rolniczego w N aramowicach, Bernarda Kaczmarka - rolnika z powiatu poznańskiego, Stanisława Barańskiego - dyrektora przedsiębiorstwa "Warzywa i Owoce", Tadeusza Manysia zestępcy kierownika Wydziału Rolnictwa i Leśnictwa Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej. Jako ostatni w dyskusji zabrał głos zastępca przewodniczącego Prezydium Rady Narodowej, radny Zbigniew Rudnicki. Ograniczył się on do spraw najważniejszych. Poruszone dziś problemy kryją w sobie wiele spraw skomplikowanych - powiedział Zb. Rudnicki. - Fakt ten wynika m. in.

z tego, że rozpatruje się drogę produktu, która rozpoczyna się od podstawowych warunków glebowo-klimatycznych, a znajduje finał w dostawach płodów pracy rolników i ogrodników do stołu konsumentów. Skoro tak jest, nie można się dziwić, że łańcuch od producenta do konsumenta jest wyjątkowo długi, a niektóre jego ogniwa rozrywają się. Z głosów w dyskusji wynikało, że podstawowe niedomagania tkwią w dystrybucji. Zaobserwowano wiele niepokojących zjawisk, takich np. jak to, że handel nie jest w stanie przyjąć w okresie zbiorów całej masy towarowej, na skutek czego np. kierownicy gospodarstw ogrodniczych zmuszeni są przeznaczać wiele tysięcy sztuk Kalafiorów na paszę dla bydła, albo po prositu zaorywać plantacje sałaty. Podobne fakty nie powinny zdarzać się w mieście, gdzie spożycie warzyw nie jest · najwyższe. Śmiem twierdzić, że nawet przy pewnych obiektywnych trudnościach można było przekazać nadwyżki warzyw mieszkańcom, chociażby w oparciu o kontakty z większymi zakładami pracy, dysponującymi sprzętem i ludźmi, mogącymi dopomóc w szybkim sprzątnięciu warzyw. Rysują się dwa podstawowe kierunki rozwoju warzywnictwa: w państwowych gospodarstwach rolnych i drugi - w gospo

Sprawozdania

darstwach chłopskich. Jeżeli chodzi o pierwszy kierunek, nie budzi on w zasadzie wątpliwości. Jest to tylko kwestia lat i gospodarności. Państwowe gospodarstwa rolne w obrębie miasta lub w jego najbliższym sąsiedztwie mogą spełniać rolę głównego producenta warzyw. Gorzej przedstawia się sytuacja w gospodarstwach chłopskich. Warto przytoczyć liczby, z których wynika, że na 19)4 gospodarstwa w obrębie miasta tylko 146 zajmuje się wyłącznie ogrodnictwem, czyli zaledwie 8"/0. Na tej podstawie można twierdzić, że niełatwo i nie tak szybko dojdzie do całkowitej zmiany struktury upraw w tym sektorze. Problem racjonalnego wykorzystywania ziemi w obrębie miasta, a gruntów z Państwowego Funduszu Ziemi w szczególności, stał się znów bardzo aktualny. Wiąże się to bezpośrednio z projektem powołania ogrodnictwa miejskiego. Mówca nawiązał do wystąpienia radnego J. Brygiera i wysunął projekt, by budować w poszczególnych ośrodkach targowiskowych stragany, przeznaczone na punkty sprzedaży warzyw i owoców od drobnych producentów lub pójść jeszcze dalej i w porozumieniu z Wydziałem Budownictwa, Urbanistyki i Architektury skonstruować estetyczne kioski warzywnicze, zbliżone swym wyglądem do innych, np. z kwiatami, aby można je było ustawiać w każdym punkcie miasta bez obawy zeszpecenia go, i sprzedawać w nich warzywa i owoce. Kończąc Zbigniew Rudnicki zapewnił, że wszystkie wnioski z dyskusji potraktowane zostaną j ak najbardziej sumiennie. Po zakończeniu dyskusji Rada podjęła jednogłośnie uchwały: a) w sprawie ograniczeń sprzedaży napojów alkoholowych na obszarze m. Poznania, b) w sprawie zmiany wysokości jednolitych zryczałtowanych opłat za ogrzewanie lokali przez instalację centralnego ogrzewania w budynkach pozostających w administracji dzielnicowych zarządów budynków mieszkalnych, c) odwołania Andrzeja Godlewskiego z funkcji ławnika Okręgowego Sądu Ubezpieczeń Społecznych, d) ustanowienia Nagród Miasta Poznania i Województwa poznańskiego w dziedzinie upowszechnienia kultury, e) w sprawie zmiany uchwały z 27 kwietnia 1%2 r. o organizacji l zadaniach służby zdrowia i opieki społecznej. Informacje o realizacji uchwały z 27 kwietnia 1962 r. o organizacji i zadaniach służby zdrowia złożył Radzie radny Staninisław Andrzejewski, przewodniczący Komisji Zdrowia i Opieki Społecznej, a informację o przebiegu realizacji wniosków i postulatów wyborców przewodniczący Komisji Mandatowej radny Edmund Zywert.

Po poprawkach Rada przyjęła jednogłośnie uchwałę w sprawie aktywizacji miejskich terenów rolnych oraz poprawy zaopatrzenia miasta Poznania w warzywa i owoce. Informacje o pracy Prezydium w okresie międzysesyjnym złożył Radzie przewodniczący Prezydium - Jerzy Kusiak. Interpelacje w sprawie karania tych kierowców, którzy nie zwalniają szybkości pojazdów przed pasami bezpieczeństwa dla pieszych, złożył radny Leon Chudziński. N a tym obrady zamknięto.

* * Dnia l października 1963 r. w sali posiedzeń Pałacu Kultury odbyła się XXIV sesja Rady Narodowej m. Poznania, poświęcona głównie ocenie działalności Dzielnicowej Rady N arodowej N owe Miasto. W obradach sesji uczestniczyli m. in. sekretarz Komitetu Wojewódzkiego i I sekretarz Komitetu Miejskiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - Czesław Kończai oraz przedstawiciel Biura do Spraw Prezydiów Rad Narodowych U rzędu Rady Ministrów - Andrzej Szumański.

Wprowadzenie do dyskusji nad oceną działalności Dzielnicowej Rady Narodowej N owe Miasto stanowiło wystąpienie przewodniczącego Prezydium tej Rady - Szczepana Kosmatki. "Okres, jaki minął od ostatnich wyborów do rad narodowych - powiedział m. in. Sz. Kosmatka - jest dostatecznie długi, aby dokonać oceny dotychczasowej naszej działalności. Podkreślić należy, że okres ten zamknięty został bilansem znacznych osiągnięć. Udało się usprawnić naszą działalność, polepszyć warunki bytowe mieszkańców dzielnicy i usunąć wiele zaniedbań, szczególnie z okresu międzywojennego. Dzięki realizacji uchwał Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej nastąpiło wydatne rozszerzenie zadań, kompetencji i uprawnień Dzielnicowej Rady Narodowej, a co za tym idzie, wzrost odpowiedzialności za wykonanie zadań na powierzonych odcinkach pracy. Nastąpiło także wzmocnienie więzi z ludnością, co przy specyficznym charakterze naszej dzielnicy, miało zasadniczy wpływ na rozwiązywanie wielu doniosłych problemów. Nastąpiła dalsza aktywizacja życia politycznego i gospodarczego, wzrosło zainteresowanie sprawami dzielnicy ze strony zakładów pracy i ich załóg. N a szczególne podkreślenie zasługuje rozwój dzielnicy w sensie gospodarczym, społeczno-politycznym i kulturalnym. Stało to się dzięki nakładom inwestycyjny m państwa oraz Rady Narodowej m. Poznania, jak i jej przychylnemu sto

· 16 kwietnia 1961 r.

sunkowi do wielu spraw naszej dzielnicy. Jednak wielu problemów - z dziedziny gospodarki komunalnej i mieszkaniowej, handlu i usług rzemieślniczych, zdrowia, oświaty i kultury - mimo szczerych chęci nie udało się załatwić. "Dzielnica nasza coraz bardziej staje się dzielnicą przemysłową. Niezależnie od budowy nowych obiektów przemysłowych (Poznańska Fabryka Łożysk Tocznych, Poznańskie Zakłady Materiałów Izolacyjnych, Zakłady Wytwórcze Ogniw i Baterii »Centra«) dalszej rozbudowie i modernizacji uległo wiele zakładów. Wiele z nich pracuje na eksport. Poprawie uległ stan dróg,. aczkolwiek i tu nie wszystko zostało doprowadzone do końca. Zasadniczą przeszkodą w generalnym uporządkowaniu dróg w rejonie Głównej, Osiedla Warszawskiego i Starołęki jest brak urządzeń kanalizacyjnych. Stan dróg w Starołęce, na Głównej i Osiedlu Warszawskim pozostawia wiele do życzenia.

Kłopotliwe są przejazdy przez tory kolejowe w Starołęce i na Głównej. Konsekwentnej realizacji aż do pomyślnego końca wymaga budowa trasy Północ-Południe na przestrzeni od Głównej przez Zawady aż do dworca kolejowego w Starołęce. Ciągle występują kłopoty z dojazdem do pracy pracowników »Pometu«. "Dalszej poprawie ulegnie natomiast stan sanitarny dzielnicy dzięki podłączeniu do sieci kanalizacji miejskiej budynków położonych przy ul. Smolnej i Krótkiej, kontynuowane będą roboty związane z budową kolektora na odcinku od ul. Forteeznej do dworca kolejowego w Starołęce. Zadania na rok 1964 przewidują połączenie istniejącego już kolektora, ale tylko do rzeczki Główna. Zdaniem Dzielnicowej Rady Narodowej, projekt ten winien objąć cały odcinek brakującego kolektora w tym rejonie. Pozwoliłoby to na wcześniejsze zlikwidowanie istniejącego zbiornika nieczystości w korycie Cybiny (Sródka). Pocieszającą jest wiadomość, że w roku 1965 ma być rozpoczęta budowa Centralnej Oczyszczalni Ścieków. Zrealizowanie wszystkich tych zamierzeń przyczyni się poważnie do dalszego podniesienia stanu sanitarnego dzielnicy i jej modernizacji. "Wysoko OCenIają mieszkańcy dzielnicy życzliwy stosunek władz miejskich do spraw oświaty w dzielnicy. W okresie sprawozdawczym przybyły cztery nowe szkoły i jedno przedszkole. Poprawiły się warunki wychowania i nauczania. Zwiększył się zakres opieki nad dzieckiem. W roku 1%3 rozpoczęto budowę trzech nowych szkół podstawowych w rejonach, gdzie nauczanie dotąd odbywa się na trzy zmiany (mimo ogólnie niskiego wskaźnika obciążenia na jedną izbę lekcyjną niższego od przeciętnej miejskiej). Oddanie tych szkół do użytku

w 1964 r. stworzy szkolnictwu podstawowemu dzielnicy warunki do właściwej i pełne] realizacji postanowień ustawy o ośmioletnim nauczaniu w szkołach podstawowych". W dalszym ciągu Szczepan Kosmatka mówił o postępach w dziedzinie rolnictwa, które z uwagi na duży ciężar gatunkowy w zaopatrzeniu miasta zajmuje należną mu rangę w pracach reprezentowanej przez niego Rady Narodowej. Na zakończenie referent mówił o korzystnej dla rozwoju dzielnicy współpracy Rady Narodowej z zakładami pracy. Wynikiem tego jest m. in. pomoc zakładów pracy w rozwiązywaniu probleimów mieszkaniowych. Pomoc ta przejawia się w budowie nowych bloków mieszkalnych. Kontynuowały ją zakłady takie, jak: Zakłady Przemysłowe "Poimet" , 'Poznańska Fabryka Łożysk Tocznych, Zakłady Kosmetyków "Lechia". Poznańskie Zakłady Koncentratów Spożywczych, Zakłady Przemysłu Gumowego "Stomil", Huta Szkła w Antoninku, Zakłady Przemysłu Tłuszczowego. Dzięki temu pracownicy zakładów mieszkających w złych warunkach mieli możność wcześniejszego otrzymania mieszkań. Dobre wyniki współpracy uzyskano dzięki pomocy Komitetu Dzielnicowego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i Dzielnicowego' Komitetu Frontu Jedności Narodu. Przejawia się to między innymi w organizowaniu wspólnych spotkań z załogami zakładów pracy, spotkań radnych z wyborcami. Dzięki wzrostowi zainteresowania i aktYWności mieszkańców dzielnicy, w czym niemała zasługa dzielnicowej instancji partyjnej, aktywu Frontu Jedności Narodu i komitetów blokowych, mamy do odnotowania sporo osiągnięć w zakresie czynów społecznych. Poprawił się przez to wygląd dzielnicy, uporządkowano wiele dotąd zaniedbanych terenów, oddano do użytku dzieci l młodzieży place gier i zabaw, zasadzono tysiące drzew w ramach akcji zadrzewiania i zalesiania oraz zagospodarowania nieużytków it]p. N a szczególne wyróżnienie zasługują kolejarze z węzła franowskiego, którzy przy współudziale załóg Zakładów Naprawczy cli Taboru Kolejowego i Fabryki Papieru "Malta" oddali do użytku place gier i zabaw w Kobylempolu wartości 900 tys. zł.

iZadania na rok 1964 obejmować będą budowę urządzeń sportowych i kulturalno-oświatowych dla młodzieży starszej i dorosłej. W ramach tych zadań zamierza się między innymi przystąpić do budowy całego kompleksu urządzeń wypoczynkowo-sportowych w Parku Tysiąclecia. Ponadto Dzielnicowa Rada Narodowa przewiduje budowę boisk sportowych w czynie społecznym przy nowo budujących się szkołach

Sprawozdaniaoraz zakładanie świetlic przy komitetach blokowych. Realizacja tych zadań przyczyni się do zapewnienia godziwego wypoczynku szerokim rzeszom społeczeństwa dzielnicy, umożliwi korzystanie z rozrywek kulturalnych oraz ułatwi młodzieży starszej, nie zrzeszonej w klubach sportowych, czynne uprawianie sportu. Przewiduje się także, że przez udział szerokich rzesz ludności dzielnicy rozwiąże się wiele spraw związanych z rozbudową sieci wodociągowo-kanalizacyjnej oraz budową, remontami kapitalnymi i konserwacją dróg, ulic i placów. Obszerny koreferat wygłosił sekretarz Prezydium Rady Narodowej miasta Poznania radny Czesław Adamski, a przewodniczący Delegatury Najwyższej Izby Kontroli - Stefan Marzec zapoznał Radę z uwagami Najwyższej laby Kontroli na temat działalności Dzielnicowej Rady Narodowej - N owe Miasto.

Dyskusję zapoczątkowało wystąpienie radnego Jana Wellengera. Stwierdził on, że w najbliższych latach powstanie w dzielnicy Nowe Miasto, na prawym brzegu Warty, nowoczesne miasto dla 120 tysięcy mieszkańców. Pierwsze budynki mają tam stanąć już w roku 1966, co wymagać będzie przygotowania dokumentacji do końca I kwartału roku 1964. Nie będzie to bynajmniej łatwe, gdyż m. in. zachodzi konieczność obniżenia kosztów budowy, a tymczasem nie ma projektów typowych, Z tych też względów winno się opracować nowe typy budynków, przy których można byłoby uzyskać zaleconą oszczędność, utrzymując równocześnie odpowiedni standard budownictwa. Mieszkańcy Rataj są zaniepokojeni opracowywanymi obecnie planami, ponieważ łączą się one z pewnymi wyburzeniami. "Trzeba pamiętać - mówił dalej radny W ellenger - że budownictwo prowadzone uprzemysłowionymi metodami wymaga większych terenów i stąd też, dla zapewnienia jak najpiękniejszego oblicza N owemu Miastu pewne rozbiórki starych domów są konieczne". Do spraw, które należałoby w najbliższym czasie załatwić, radny Wellenger zaliczył: prace wywłaszczeniowe, rozbudowę magistrali wodociągowej, gazowej i sieci elektrycznej oraz zaopatrzenie przyszłej dzielnicy w energię cieplną przez przebudowę istniejącej elektrowni na elektrociepłownię. Przewodniczący Komisji Budownictwa, radny Zygmunt Andrzejewski, podkreślił, że najwaznleJszą sprawą dla N owego Miasta jest należyte zaopatrzenie w wodę. Obecny wodociąg zaspokoi potrzeby mieszkańców tylko w najbliższych kilku latach. Toteż już teraz zachodzi potrzeba rozbudowy wodociągów. Co do ścieków, radny Andrzejewski uważa, że istniejący kolektor powinien być

podłączony do oczyszczalni. Należałoby również zrealizować słuszną decyzję o przebudowie poznańskiej elektrowni na elektrociepłownię, która by ogrzewała całe osiedle. Decyzja zapadła i chodzi jedynie o dopilnowanie formalności, aby przeprowadzono tę przebudowę w wymaganym czasie. N a zakończenie radny Andrzejewski wspomniał w kilku słowach o rzece Warcie. Inne miasta mogą się poszczycić pięknymi spiętrzonymi wodami swoich rzek. W bieżącym roku, kiedy panowała susza, Warta w Poznaniu była tak wąska, że łatwo było przez nią przerzucić kamieniem. Regulacja rzeki jest bardzo kosztowna, ale niemniej jednak należy spiętrzyć wody w okolicy Poznania, aby Warta zdobiła miasto. Spiętrzone wody można by wykorzystać do nawadniania plantacji warzywniczych w okolicy Poznania. Radna Jadwiga Eicihlerowa stwierdziła, że Dzielnicowa Rada Narodowa - N owe Miasto jest okręgiem miejskim wymagającym wielkiej troski, szczególnie w dziedzinie kultury . Uczęszczanie mieszkańców N owego Miasta do teatru w śródmieściu jest ze względu na uciążliwy powrót do domu bardzo trudne do realizowania. Z drugie] strony, ponieważ Dom Kultury Zakładów Przemysłu Gumowego "Stomil" dysponuje lepszą salą teatralną aniżeli Teatr Nowy, może by teatr ten mógł przenieść się do dzielnicy? Radny Zygmunt Jesionowski poruszył w imieniu Komisji Oświaty wiele problemów Dzielnicowej Rady Narodowej - N owe Miasto związanych z dalszym rozwojem szkolnictwa podstawowego, licealnego i zawodowego. Zygmunt J esionowski podkreślił z naciskiem, że jedną z form współpracy rad narodowych z zakładami pracy powinna być wspólna troska o budowę szkół przyzakładowych. Radny Kazimierz Derda stwierdził, że w dzielnicy N owe Miasto za mało przywiązuje się wagi do sprawy rozbudowy sieci placówek usługowych. Wydział Przemysłu Dzielnicowej Rady N arodowej opracował plan wzrostu sieci placówek usługowych, jednakże zamierzenia nie zostały zrealizowane z powodu braku lokali. Wprawdzie Wydział do Spraw Lokalowych postawił do dyspozycji Wydziału Przemysłu 31 pomieszczeń, jednakże z uwagi na duży stopień zawilgocenia tylko trzy spośród nich nadawały się do prowadzenia działalności usługowej. O bardzo trudnej sytuacji mieszkaniowej wielu tysięcy mieszkańców mówiła Wanda Plucińska, członek Prezydium Dzielnicowej Rady Narodowej. Franciszek Jaśkowiak, członek Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki, ujawnił przyczyny niewielkiegorozwoju sportu i turystyki w dzielnicy Nowe Miasto. Radny Zygmunt Witkowski nawiązał do dużych osiągnięć N owego Miasta w dziedzinie budownictwa nowych szkół. Dzięki temu już w roku 1%2 w większości szkół można było prowadzić naukę jednozmianową. W roku 1963 rozpoczęto budowę trzech dalszych szkół, dzięki czemu rozwiązana zostanie trudna sytuacja na Sródce, Osiedlu Warszawskim i wAntoninku. Najtrudniejsza sytuacja istnieć będzie nadal w starej szkole przy ul. Antoniego, toteż należałoby pomyśleć o wybudowaniu nowego gmachu szkolnego. Jest to pożądane także z tego powodu, że gmach po starej szkole może być adaptowany na przedszkole. Problemy rolnictwa nowomiejskiego omówił w obszernym wystąpieniu Wacław Hamerski, członek Komisji Rolnictwa Dzielnicowej Rady Narodowej - Nowe Miasto. Nawiązał do nich także Marian Mikołajczyk, dyrektor Państwowego Gospodarstwa Rolnego N aramowice. Ponadto głos zabierali: Bolesław Hoskiczłonek Prezydium Dzielnicowej Rady N arodowej - Nowe Miasto i Włodzimierz Wełnicz - przewodniczący Komisji Gospodarki Komunalnej Dzielnicowej Rady Narodowej - N owe Miasto.

Podsumowania dyskusji dokonał radny Jerzy Kusiak, przewodniczący Prezydium Rady Narodowej m. Poznania. Stwierdził on na wstępie, że w roku 1962 Rada Narodowa m. Poznania oceniła pracę Dzielnicowej Rady Narodowej - Wilda, a dziś Dzielnicowej Rady Narodowej N owe Miasto. W ten sposób Rada realizuje swe ustawowe obowiązki wobec Rad niższego szczebla, a forma ta pozwala m. in. na bliższe zapoznanie się z problemami dzielnic. Głównym problemem - stwierdził przewodniczący Prezydium - na który powinna odpowiedzieć Sesja, jest pytanie, czy dzielnicowym radom narodowym stworzono już niezbędne warunki do pełnej realizacji zadań nakreślonych w programie wyborczym Frontu Jedności Narodu, oraz jak dzielnicowe rady narodowe wykorzystują wszystkie możliwości działania dla zapewnienia mieszkańcom coraz lepszych warunków pracy, nauki i odpoczynku. Opierając się na przykładzie dzielnicy Nowe Miasto, trzeba stwierdzić, że decentralizacja zadań wskazywanych w uchwale VIII Plenum Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej przyniosła i przynosi konkretne efekty, że w tych dziedzinach, w których decentralizacja postąpiła naj dalej, są one największe i najwidoczniejsze. Dotyczy to zwłaszcza oświaty, zdrowia, polityki lokalowej, remontów budynków mieszkalnych oraz czynów społecznych. Obok tego występują jednak nadaliQg

dziedziny, w których kompetencje dzielnicowych rad narodowych są ciągle jeszcze ograniczane, np. handel l usługi. Nie przypadkiem też zaopatrzenie i usługi wyglądają w dzielnicy znacznie gorzej, aniżeli to wynika z oceny Wydziału Handlu lub Wydziału Przemysłu Prezydium Rady N arodowej m. Poznania. Słuszne były - podkreślił Jerzy Kusiakkrytyczne uwagi, że nie uzgadnia się z Dzielnicową Radą Narodową planów robót drogowych, że nie koordynuje tych prac, o czym świadczy m. in. ustawiczne rozkopywanie miasta. Trzeba zatem zwiększyć uprawnienia Prezydium Dzielnicowej Rady N arodowej w prowadzeniu pewnych inwestycji i dlatego w projekcie uchwały dzisiejszej Sesji znalazły się zalecenia, by nadal przekazywać dzielnicowym radom narodowym zadania i rozszerzać ich kompetencje. Akcja decentralizacji zadań nie może być uznana za zakończoną. Przykładem' braku szerszej koordynacji między miastem a dzielnicami jest również fakt, że roczne plany Rady Narodowej m. Poznania opracowane zostały w całkowitym oderwaniu od zamierzeń dzielnicowych rad narodowych. Także plany pracy Prezydium nie są korygowane z zamierzeniami dzielnicowych rad narodowych. Co więcej, zdarza się, że Prezydium Rady Narodowej m. Poznania podejmuje uchwały dotyczące dzielnic bez uprzednicń konsultacji z dzielnicowymi radami narodowymi. Mimo poprawy w porównaniu z rokiem ubiegłym trzeba w dalszym ciągu troszczyć się o te sprawy i wypracowywać ciągle nowe formy organizacyjne. W dalszej części wystąpienia przewodniczący Prezydium omówił szereg problemów gospodarczych Dzielnicowej Rady N arodowej - Nowe Miasto i zajął stanowisko wobec niektórych głosów w dyskusji. Po zakończeniu dyskusji Rada podjęła uchwały o zmianach w planie pracy Rady na rok 1963 i zmianie uchwały o ustanowieniu Odznaki Honorowej Miasta Poznania. Sprawozdanie z wykonania uchwały Rady z 21 IX 1962 r. w sprawie rozwoju życia kulturalnego w Poznaniu przyjęte zostało jednogłośnie. Informację o zmianie przepisów meldunkowych w Poznaniu złożył Radzie sekretarz Komisji Ochrony Porządku i Bezpieczeństwa radny Stanisław Galasiński. Rada przyjęła informację do wiadomości - bez zastrzeżeń. Poprawki do uchwały o przyjęciu sprawozdania z działalności Dzielnicowej Rady Narodowej - Nowe Miasto zgłosili radni: Czesław Kołodziejczak, Ryszard Witkowski i Władysława Klawiter.

Informację o pracy Prezydium w okresie międzysesyjnym złożył Radzie przewodniczący Prezydium Jerzy Kusiak. Rada przyjęła informacje do wiadomości, podob

Sprawozdanianie jak informacje o zmianach dokonanych w budżecie miasta w okresie od 16 VI - SI VIII 1963.

Po jednogłośnym przyjęciu uchwały o sprawozdaniu z działalności Dzielnicowej

Rady Narodowej - Nowe Miasto przewodniczący Sesji, radny Marian Paluchowski, obrady zamknął.

Marian Genowefiak

ANEKS

FRAGMENTY UCHWAŁY RADY NARODOWEJ M. POZNANIA W SPRAWIE AKTYWIZACJI MIEJSKICH TERENÓW ROLNYCH ORAZ POPRAWY ZAOPATRZENIA MIASTA W WARZYWA I OWOCE

Zobowiązuje się Prezydium Rady N arodowej m. Poznania do: Wystąpienia w porozumieniu z Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Poznaniu - do Ministra Rolnictwa z wnioskiem o wyrażenie zgody na przekształcenie Zakładu Ogrodniczego Państwowego Gospodarstwa Rolnego N aramowice w kombinat ogrodniczy celem polepszenia jego warunków rozwojowych. Budowy na terenie miasta kilku przechowalni warzyw i owoców przez kółka rolnicze, Wielkopolską Spółdzielnię Ogrodniczą, Państwowe Przedsiębiorstwo "Warzywa i Owoce" i państwowe gospodarstwa rolne. Opracowania przy udziale Związku Kółek Rolniczych m. Poznania szczegółowego, wieloletniego programu rozwoju ogrodnictwa w rejonie m. Poznania na lata 1%4:---65 oraz 1%5-80 w oparciu o plan zagospodarowania przestrzennego miasta. W programie tym należy uwzględnić przede wszystkim rozszerzenie produkcji nowalijek warzyw i owoców bardziej wrażliwych na transport oraz 'odnowienie drzewostanu w sadach z odmianami bardziej szlachetnymi. Ściślejszego powiązania jednostek handlowych z producentami warzyw i owoców poprzez system umów wieloletnich, które by gwarantowały: a) całkowity odbiór wyprodukowanej masy towarowej zakontraktowanej bez względu na stopień nasycenia rynku w danym okresie; b) stałe ceny minimalne, gwarantujące przy tym opłacalność produkcji ogrodniczej.

Uruchomienia 25 sklepów (z tego plęC w roku 1963) lub punktów sprzedaży warzyw i owoców przez państwowe gospodarstwa rolne i rolnicze spółdzielnie produkcyjneprzy zachowaniu czystości branżowej (warzywa i owoce). Rozważenia możliwości dokonania reorganizacji Zarządu Zieleni Mieijskiej, uwzględniającej między innymi powołanie ogrodnictwa miejskiego. Uwzględnienia w planie inwestycyjnym miasta budowy rejonowych hal targowych eliminujących otwarte targowiska. Zobowiązuje się Państwowe Przedsiębiorstwo " Warzywa i Owoce" oraz powszechną Spółdzielnię Spożywców do dalszego zwiększania ilości punktów sprzedaży drobnodetalicznej warzyw i owoców (stragany, kioski i pawilony) w ilości po 50 punktów w każdym roku bieżącego planu 5-1etniego. Zobowiązuje się Prezydium Rady Narodowej miasta Poznania do budowy kiosków-straganów na targowiskach miejskich z przeznaczeniem do sprzedaży warzyw i owoców z ogródków działkowych. Zobowiązuje się Prezydium Rady Narodowej m. Poznania do wystąpienia w porozumieniu z Okręgowym Zarządem Lasów Państwowych w Poznaniu do Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego o wyłączenie lasów "wchodzących w skład Nadleśnictwa Poznań - o powierzchni 2ff) ha, oraz N adleśnictwa Babki - o powierzchni 479 ha.

Z tych obszarów utworzyć nadleśnictwo dla miasta Poznania.

Powyższy artykuł jest częścią publikacji Kronika Miasta Poznania: kwartalnik poświęcony problematyce współczesnego Poznania 1964.01/03 R.32 Nr1 dostępnej w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej dla wszystkich w zakresie dozwolonego użytku. Właścicielem praw jest Wydawnictwo Miejskie w Poznaniu.
Do góry