GAZE Wielkiego Z NA N TA Xię stwa SKIEGO Nakładem Drukarni Nadwornej W, Dekera i Spółki. - Redaktor: A. Wannowski. J\i 160. - W Srodę dnia 12. Lipca 1837. Wiadolllości zagranIczne. F i a n c y a. Z Paryża, dnia 3. Lipca, Na pierwszem posiedzeniu Sądu wojennego w Marsylii przeczytano ustne sprawozdanie Generała Ri "'niego, uskutecznione w ciągu instrukcyi na piśmie. Z tego wynika w ogólności, źe General Rigny w czasie odwrotu z pod Konstantyny szczególniej się o tych żołnierzy troszczył, którzy z przyczyny prędkiego pochodu za armią zostawali i nieprzyjacielowi w ręce wpadali. To go tedy spowodowało do uczynienia Marszałkowi Clauzelowi silnego przedstawienia, lecz wyrazów obrażających nie używał i nie sądzi nawet, żeby żołnierze jakiego popędliwego wyrazu dosłyszeć mieli, chociaż o tern z powodu nastającego już zmroku z pewnością twierdzić nie może. O scenie wydarzonej w namiocie Marszałka tak się tłumaczył: P y t a n i e. Czemuś WPan nie stanął dnia 26. wieczorem na oznaczoną przez Marszałka godzinę w jego namiocie? -- Odpowiedź, Gdy mi Marszałek nadesłał rozkaz, abym o godzinie gmej stanął w jego namiocie z Szefami korpusów, prosiłem Pułkownika Correarda, mającego namiot obok mego, aby po mnie przyszedł, poczerń mieliśmy się wspólnie do Marszałka udać, Uczynił t o, lecz że namiot Marszałkabył na drugim końcu obozu, spóźniliśmy się nieco i dopiero o 81 tamże stanęliśmy. - P, J-akżeś przemówił do Marszałka? - O. Marszałek zwrócił naprzód nasze uwagę na to, żeśmy się spóźnili, a na odpowiedź Pułkownika Correarda, źe na jego zegarku właśnie eo tylko była 8ma godzina, rzekł Marszałek: dobrze, - i następnie tak do mnie przemówił: Ja stoję za nadto wysoko, a W Pan za nadto rnałoznacznym jesteś chłopcem (trop petit gor'" £orc), abyś mógł o mnie wyrokować. Wiem, żeś przeciwko mnie powstawał,- postępowanie W Pana jest nie do darowania; stopień swoj tylko prośbom zawdzięczasz i muszę dać innym przykład. Dowiedz się o rozkazie dziennym; wyznaję, źe jest ostry, ale godzieneś nagany. Odpowiedziałem Marszałkowi, źe mnie przed nim w najniegodziwszy sposób oczerniono, i że, jeżeli się sprawiedliwym chce okazać, powinien mnie razem z moimi oskarżycielami słuchać. Marszałek odrzucił wniosek takowy i wezwał mnie powtórnie, abym do rozkazu dziennego zajrzał. Poszedłem z Pułkownikiem Correardem do Szefa głównego sztabu i przeczytałem tamże rozkaz dzienny. Za powrotem do namiotu Marszałka powiedziałem mu z gniewem, że ten rozkaz dzienny, jtżeli ogłoszony zostanie, zanim mnie wysłuchają i całą rzecz zgłębią, będzie prawdziwćm zabójstwem, Żądałem z naleganiem, aby mnie Sądem wojennym sławiono, ile źe zaniesiono przeciwko mnie skargą, pociągającą za sobą karę śmierci. Polem wziął Marszałek rozkaz dzienny, który jeszcze w ręku trzymałem i rzekł, źf> ogłoszonym nie będzie; przecież widzi się być zmuszonym odebrać mi dowództwo i skazać na ścisły areszt. Gdym szpadę odpasał w celu zostawienia jej w jego namiocie, rzeki: Zatrzymaj ją, dzieje się to tylko dla formy. Co się zaś proszących wyrazów dotyczy, które mi Marszałek w swoim raporcie w usta kładzie, oświadczam, źe są zmyślone i potwarzające. Rozmowa trwała 8 dO 'O min u t. - P . Jak długo zostawałeś w areszcie i byłeś pozbawiony dowództwa? O. Dowództwa nad tylną strażą właściwie mi wcale nie odebrano, bo juź dn. 27. przed świtem przyszedł Szef sztabu głównego do mniejZ oświadczeniem, źe Marszalek mój areszt znosi i dowództwo nad tylną strażą zostawia, które takie aź do naszego przybycia do obozu pod Guelmą zatrzymałem. - P. W jakich stosunkach zostawałeś z Marszalkiem w czasie swego pobytu w Bonie? O. W czasie mego 48eodzinnego pobytu w Bonie wcale nie widziałem Marszałka i tylko za pośrednictwem Szefa głównego sztabu otrzymałem rozkaz, abym mu zda! jak najprędzej raport z czynów mojej brygady. - P. Czyś wyjechał wolno i bez przeszkody z Bony do Algieru? O. Za mojem przybyciem do Algieru nie mało się zdziwiłem, dowiedziawszy się, źe ronie Marszalek Clauzel obwinia, jakobym bez pozwolenia 2 Bony Wy jechał, i źe za to zbiegostwo zaslu« guję na stawienie przed Sąd woj enny. Dodano, ie mnie wezwano na pokład okrętu "Montebello" i ie mi Marszalek nie pozwoli stanąć przed sobą. Pobiegłem zaraz do niego dla zasięgnięcia wyjaśnienia tej szczególnej wiadomości. Marszałek oświadczył mi, źe tak tylko do Sztfa głównego sztabu przemówił, ie zresztą najmniejszej do tego wartości nie przywiązuje i żeby mu milo byio, gdybym z Panem la Suze był u nrego na obiedzie dla załatwienia całej tej sprawy. Przybyłem tafcie istotqie na obiad dJa okazania publiczności, ie Marszałek ni e ofrchotfei się ze mną jak z zdrajcą, tchórzem albo zbieg ern." Na drugiern posiedzeniu Sądu wojennego dn. 29. Czerwca było ustne wysłuchanie, ale to z le,[l;o powodu zajmować nie moie, gdy już drogą telegraficzną nadeszła wiadomość-, ie Generał Rigny jednomyślnie nie* winnym został uznany. Rząd odebrał dziś nasiępującą telegraficzną depeszę z Perpignanu d. 30 Czerwca: Royo, tworzący na czele 4500 Katalończyków przednią straż wojska Don Carlosa, posunął dn. 34. swoje czaty aź do Robi, Casteli, Bisbalu i Sari Cuyacie. Główna kwatera Barona Meera była w Manorellu. Sądzą, źe ma przy sobie 15,000 piechoty i 1400 kom. Na żywności zbywało. Na potrzeby armii nałożono w Barcelonie 750,000 frank, przymusowej pożyczki. Dnia 28- żądał Ros d'Eroles na czele 2000 ludzi w Seu d'Urgel 10,000 fI.; w razie uie wypłacenia tej summy chciał zboża popalić. Dziennik sporów dodaje: Podług powyższej depeszy obsadzili Karoliści wielki gościniec z Lerydy do Barcelony między Martorellem a Igualdą. Martorell, gdzie się Generał-Kapitan znajduje, odległy jest na 4 godziny od Barcelony. Atmia karolistowska nie mogła się dla braku żywności w górne) Katalonii utrzymać i udaje się teraz w południowe strony tej prowincyi, żeby się tam albo łatwiej w żywność opatrzyć, albo też do Ebro zbliżyć. Baron Meer zas zbliżył się ku Barcelonie dla zasłonienia tego miasta i czuwania zarazem nad nowerni obrotami nieprzyjaciela. Z Algieru nadeszły listy aź do d. 24. z. r.s. ale te nic ważnego nie zawierają. Z O ran u zbywa na nowszych wiadomościach i dla tęga o całkim traktacie nic pewnego nie wiemy. A n g l i a, Z L o n d y n u, dnia 30. Czerwca. Pomiędzy stronnictwo torysowskie wkradif» się niezawodnie rozdwojenie, czego dowodzić się zdają lak oświadczenie Xiecia Wellingtona i pochwała, jaką go Lord J olm Riissel w swoim adressie do obiorców i rninisteryalny Kuryer obsypują, jak, i polemika między gazeiami T i m e s i M o r n i r> gP o s t. Szczególniej wielkip wrażenie zrobił artykuł w pierwszym z powyższych pism, który, jak powiadają, wypłynął z pióra jednego irlandzkiego protestanta. T en opisuje SpOSÓf» myślenia mieszkańców Dublina i całej Irlandyi od chwili wstąpienia na fron Królowej jako bardzo niebezpieczny. Pisarz owego listu przytacza, źe podczas gdy w kościołach protestanckich nikt się bez żałoby nie ukazuj e, w katolickich calkiern "'przcciwnie się dziej e; xięźa zakazali wszelkiego nabożeństwa i modłów za zmarłego Króla, a nawet miano nakazać modły dziękczynienia, ponieważ młoda Królowa wia być skło*nną do powrócenia na łono «