GAZETA Wielkiego j Xię stwa NANSKIEGO Nakładem Drukarni Nadwornej W Dekera i Spółki. - Redaktor: A. Wannowshi. JW 169. - W Sobotę dnia 22. Lipca 1837. Wiadolllości zagraniczne. Po Iska. Z Warszawy, dnia 17. Lipca. W Akademii duchownej rzymsko-katolickiej Warszawskiej, po odbytych poprzednio examinach rocznych, dnia 14. biei. m. odbył się z całej teologii exarnen uczniów, którzy kurs 4roieini ukończyli, a d. 15. nastąpiło publiczne ogłoszenie otrzymujących stopnie kandydatów teologii, wobec JWW. Generała Lejt. Gołowina, Dyrektora Głów. Pr. w Kominissyi Rząd. S. W- D. i O. Pub!., Choro, mańskiego, Arcybiskupa Warsz., Tomasze wskiego, Biskupa Kalis, Kozłowskiego, Dyrektora wydze relig. i wielu znakomitych osób duchownych. N owotnianowani kandydaci teologii uczynili wyznanie wiary (professionem fideij a JW. Arcybiskup w wymownym gło. sie dał ojcowskie przestrogi opuszczającym Akademią, i podziękował jW. Generałowi za szczególną opiekę i troskliwość nad instytutem. N akoniec w kaplicy miejscowej JW. Arcybiskup z duchowieństwem odśpiewał hymn dziękczynny, modlitwę za Cesarza i Króla, i udzielił pasterskie błogosławieństwo. R o a s y o. Z Petersburga, d. 28- Czerwca (ro. Lipca). N. Cesarz Jmć w dniu 33. i 30. Maja raczył rozkazać oświadczyć Monarsze zadowolenieszlachcie gubernij Wileńskiej, za następne dwie ofiary, o których przedstawił P. Wileński Wojenny, Grodzieński, Białostocki i Miński Generał Gubernator: 1) Złożenia summy, potrzebnej na zbudowanie w mieście Wilnie sali ćwiczeń wojskowych; 2) Wypłacania rocznie 7,150 rubli assygn. na utrzymywanie w korpusie Połockim kadetów z Wileńskiej gubemii. N a przedstawienie P. Ministra Oświecenia i Zdania Komitetu PP, Ministrów, N. Paa w dniu 1. b. m. raczył zatwierdzić Rektorem Uniwersytetu Sw, Włodzimierza, Professora Zwyczajnego tegoż Uniwersytetu, Doktora Niewohn. Dalsze szczegóły o podróży J. C. W» W.Xiecia Nas tępe y Cesa rzewicza. -. D. 9. Czerwca, J, C. W, o godz. 5. rano opuścił Złatoustowski zakład, jedne z najgodniejszych uwagi na paśmie U ralskiem górniczych osad, tak ze względu na wielkość robot, jako i na szczególną piękność spiętrzonych gór, które go otaczają; przy odjeździe Cesarzewicza, młode dziewczęta, córki niemieckich majstrów, usypały drogę J. C. W. kwiatami, a cała ludność zakładu napełniła powietrze głosnem hurra! w uniesieniu wdzięczności za zaszczytne naw>edziny. O 12 wiorst drogi od Złatousta, Następca, w towarzystwie Swego eam wierzchołek góry U r al u, panujący do 3000 stóp nad powierzchnią morza i wznoszą« cv się prawie prostopadle na sto przeszło eąini od owej podstawy; a potem, pod Syroetańską staryą, zwróciwszy się z wielkiego traktu, jechał traktem czarnym 1 raczył oglądać mnogie złote rozsypy, widziane przez Cesarza Alexandra I., w 1/\24 roku. Wyjechawszy pod stacyą Sulejmauowską na wielki gościniec, prowadzący na Orenburską liniją, J. C. W. ciągnął dalej 8*ą podroż, przez z erme zamie szkane przez Baszkirów, roztrząsał sposób bytu tego narodu, niedawno jeszcze koczowniczego, a teraz rozpoczynającego życie osiadłe, i który pod zarządem swoich kantonowych wojskowych zwierzchników dosiągł już pewnego stopnia dobrego urządzenia cywilnego i wojskowego porządku. O godz. 10, Cesarzewicz przybył na nocleg do miasta Wierchr.ie Uralska. D. togo, Następca rozpoczął Swą podróż po starej Orenburskiej linii. W twierdzy Tanalyskiej J. C W. zatrzymał się na noc. D n. ligo, J. C. W. ciągnął dalej Swą drogi; po Linii, Od twierdzy Orskiej droga, do samego Orenburga, idzie częścią przez obszerne płaskie doliny, częścią po wyniosłościach Guberlirukich, gdzie Cesarz, wicz ze szczególną cie kawością oglądał znajdujące się między wsiami Chabarnem 1 Podgórnem wąwozy, godne uwagi z dziwnego rozkładu warst kopalnych i które niedawno jeszcze służyły za schronienie dla Kirgizskich rabusiów, wypadających stąd na okoliczne osady, na podróżnych, i na pasące eię trzody. Dzjś, przejazd przez te wąwozy stał się dogodnym i zupełnie bezpiecznym, w skutek stanowczych, przez Rząd przedsięwziętych środków. W twierdzy Wierchnieoziernoj J. C. W. nocował. D. i2go, o 8 rafio, wyjechawszy z Wierchnie - oziernoj N astępca, niezatrzymując się jechał do Orenburga, dokąd przybył 03 popołudniu. Wkrótce po przybyciu dopuszczeni zostali do J. C. W. znakomitsi wojskowi urzędnicy Orenburskiego oddzielnego korpusu,. po obiedzie Cefarzewicz raczył oglądać Szkołę Nieplujewych, lazaret wojskowy, dom przytułku, arsenał, ba talijon kantonietów, roty aresztantow, zamek więzienia, ogród publiczny, port i machinę, za pomocą której kopie się w środku miasta etudnia artezyańska. D. l.Sgo, w Niedzielę, N astępca raczył przyjmować urzędników cywilnych i znakomiiszych kupców, był obecnym odprawione] inszy Św., odbył przegląd 2 i 3 Qrenburskiego limjowego baialijonu, jgo, Orenburskiego pułku Kozaków; pułków Kozackich: Zbornego Orenburekiego i Baszkirekiego i bateryj fconnp-artyleryjskich Oren burskiego wojska kozaków Ósmej i DziewiątejWieczorem j. C. W. był na wyścigach, wyprawionych o sitdm wiorst «a miastem prztz Kirgizów i Baszkirów, którzy umyślnie koczowiska swoje pod Orenbuig przenieśli: naprzód odbyto cztery kurea konne 1>0 kręgu od polpiątej wiorsty, potem dwa kursą na wielbłądach. Następca raczył przejeżdżać się po Kirgizskich i Bas2kirskich aułach, rozłożonych w liniją po obu stronach drogi i wchodził do kibitek Sułtanów Kirgizskich; o dziesiątej otworzył się bal, w pawilionie, umyślnie dla Wysokiego Podroinika na stepie zbudowanym i znaczna do kola prztsiiztń stepu wspaniale !»ła oświecona do głębokiej nocy. D. 14IJ;O, Cesarzewicz, o 9. zrana odbył przegląd i zmianę warty linjowego batalionu N 1, a o 10, udał się do "Ileckiej Obrony" (twierdzy) położonej o 66 wiorst ou On nburga wśród otwartego stepu; w obecności Następcy dobywano sol kamienną, której tu corocznie dostaią około półtora inilijona pudów; lecz gdyby transpoit był łatwiejszy, irioźnaby dostawać nieporównanie więiej, albowiem warety soli, ile dotąd wiadomo, rozciągają się w głąb na 68 sążni, a wzdłuż na 1,007 sążni od północy na południe, a w szerz na 700 sążni od zachodu na wschód. Cesarjewicz tani i na powrót eskortowany był przez oddział zbrojnych i pancernych Baszkirów. W liczbie osób, które miały szczęście przedstawiać «;ę J. C. W. znajdowali się Chan Bukiejewskiej, czyli »ewnętrznej Hordy Diangier i Mufty Orenburski. F r a 17 c y a. Z Parvza, dnia 10. Lipca. J o u r n a l de P a r i s nalega w długim artykule o przywrócenie ordf-ril Sw. Ludwika, który rara * po rewolucyi lipcowej zniesiono. Z ogłoszoni go przez Min stia wojny raportu wykazuje s ę, re z 320,10;} młodzieńców, zapisanych w liście ostatniego naboru wojskowego, tylko 155893 czytać i pisać urnie; 11,784 umiało tylko czytać, a 149,195 nie umiało ani czytać, ani pisać. Stopień oświaty pozostałych pjSO nie mógł bsć dotąd oznaczony. Z ftgo możnahy unosić, że połowa narodu francujkiego w witku iat 20 Jtszcze nauki nie posiada. A n g l i a. Z Londynu, dnia 8. Lipca. W piśmie z Konstantynopola z d. 14. m. r. umieszczunem w T i m e s wspominają o wielkich uzbrajaniach, przedsięwziętych w Rossy i, w portach południowych mocarstwa w celu powszechnego, energicznego uderzenia na zrokoszowane pokolenia Kaukazu, które je6zcze w ciągu lata bież* mają być podbite. okryty europejskie (?) za 5000 rubli ruiesięcenie, aby wojsko i żywność do brzegów Abazyi przewieść. Korrespondent gazety T i m e s powiada, iż słyszał z ust młodych w Konstantynopolu przebywających Czerkiesów, źe najlepszą się cieszą nadzieją względem ostatecznego wypadku tej powtórnej wyprawy; wszakże starsi, doświadczeńsi Czerkiesy lej pocieszającej nadziei bynajmniej n e podzielają, owszem radzihy zauarli traktat pokoju, kiedy się ostatecznie prz« konali, źe Anglia dla nich nic uczynić nie chce, albo nie może, i ich --ł niepewnemu losowi zostawia. Ze zaś Anglia eprawy ich zupełnie się wyrzekła, wnoszą z odwołania Urcjuharta /\Douada Baszy, jak go nazywają) który zdaniem ich, jedynym był Anglikiem, kiory o oswobodzenie Czerkiesów gorliwie się starał. Wczoraj przedstawionym był Królowej pa nująrej Xiąiq Sachsen Meiningen. X'a,żę Jerzy Cambridge odwiedził Królową, Xiężną Kent, i wszysikich członków rodziny królewskiej. Mówią, że Królowa ma połtanowić nowy order-, w miejsce orderu Gwelfów, który jest właściwie hanowerskim; a lym nowym ozdobi najprzód oficerów, którzy* walczyli pod Wittorią, gdyż dzień tej bitwy jfst właśnie ten sam, co i wstąpienie na tron Królowy Wiktoryi. Opowjadają o takim czynie młodej Królowy: Napisała ona list czuły do Królowy Adelaj dy, który sama złożyła i zaadresowała "do Królowy" Zrobiono jej uwagę, iż adres tui brzmieć powinien »do owdowiałej Krotuwy;" na co odpowiedziała: "Znam ja odmianę w tytule Królowy, lecz me chcę być pierwszą z tych, co o tein parn ętają." Z d 11 ia 11. Lipca. Parowy statek przewozowy "William Fawcett", który z San Sfbastyanu d. 5. b. m. odpłynął, pizywiózł narn niektóre szczegóły o zaburzeniach w Htrnani dn. 4. b. m., wiadomych narn już z gazet francuzkich. Kompania strzelców z znanego z swej dotychczasowej karności pułku Princessa, należącego do dawniejszej dywizyi N ai vj e z a, rozgniewana według jednych surowością nie lubionego Generała Bandona, a według drugich pałająca zazdrością przeciw żołnierzom z legionu angielskiego, którym zaległy żołd wypłacono, zbuntowała się i dała ognia do Generała Bandona i kilku towajzyszących mu oficerów. Przy tej sposobności raniono Generała i zabito Pułkownika Ebswortha, przewodniczącego dawniej jednemu pułkowi angielskiemu. Beszta przecież wojska będącego w Heroani nie po siłkowała buntowników, których Generał brygady O'Donnell natychmiast rozbroić i uwięzić rozkazał. Generał Hrabia Miras<xu, z dnia 2}. Czerwca wyrażono: Zagrożono tu mocno spokojności publicznej, i bez chwalebnej gorliwości urzędników i gwardyi narodowej byłyby niebezpieczne wynikły z tąd skutki. Dwie kompanie andaluzyjskich ochotników, które się do San Fernando udać miały, dia etrzeżenia będących tamże więźniów, nie chciały ruaz>ć eę z miejsca, jeżeli im żołdu zaległego nie wypłacą. Gdy Pułkownik i oficerowie nadaremno wszelkich - 'uzywah namów, poczytali sobie za obowiązek zawiadomić o lem generalnego komendanta. Ten rozkazał natychmiast w bębny uderzyć, gwardya narodowa zgromadziła się niezwłocznie, obsadziła wszystkie przystępy do kwater owych żołnierzy i zatoczyła dwa działa przy lewem skrzydle koszar. Po następnem wezwaniu żołnierzy, aby broń złożyli, usłuchali natychmiast, poczem ich w liczbie 97 do cytadelli Santa Caiharina wydawać zaczęli. Gdy przecież Gubernator Don Thomas Gonzalez zbliżył się do nich z dobytą szpadą, uspokoili się. Potem przemówił Generalny Komendant do gwardyi narodowej, która mu odpowiadała wykrzykami: Niech żyje konstytucya! Niech żyje wolność! Niech żyje nasza niewinna Królowa i nasz Generalny Komendant! Z dnia 4. Lipca. W czasie gdy Królowa jechała onegdaj przez ulicę Sant-jago, wracając do zamku, strzaskał dość znaczny kawał ołowiu jedno okno u powozu, ale nikogo nie ranił. - Rozchodziły się takie i inne wieści o podobnych wykroczeniach i wnoszą, ie te zostają w zwiążku z aresztowaniem wielu osób dnia onegdajszego, Niemcy. Z Cieplic, dnia 9. Lipca. Dnia 7. b. ra. Marszałek Marraont z Pragi przybył do naszego miasta, i jak słychać, zabawi lu kilka dni. W czoraj przybył także Radca wydziału spraw zewnętrznych, Baron Werner. W ośm dni spodziewamy się Xięcia Metternicha. Poseł przy dworze pruskim, Hrabia Trautmannsdorff, zjechał tu z rodziną. Wiochy. Z L ukki, dnia 3. Lipca. Wspomniana niedawno neapoJitańsfca band« rozbójnic«ych księży składała się z Kapucynów. Okazało się zaś, że rozbójnicy ci po ostatniej rewolucyi wstąpili do klasztoru kapucyńskiego po poprzednim ścisłym examinie. T eraz nakazał rząd neapolitański ścisłe śledztwo przeciw wszystkim mnichom, którzy w owym czasie do różnych powetępowali klaszto» róW. Z Rzym u, dnia 5. Lipca. Obok cholery nawiedziła jeszcze Neapol i inna chłosta, a tą jest drogość wszystkich pokarmów, która znękanego już Neapolitańczyka prawie do rozpaczy przywodzi. VVystraszają nas tu często pogłoski, ie cholera już się za kordon przedarła, ale się dotąd nie sprawdziły. Z N e a p o l u, dnia 1. Lipca. 'N. Królowa wdowa wyjechała wczoraj przed południem nagle do Manfredonii, utraciwszy poprzednio w ciągu 24ch godzin swoje dwie damy przyboczne, Baronową Schmuckerową i Xięinę S1. Theodoro, które na cholerę umarły. - Choroba ta ciągle się jeszcze wzmaga i codziennie umiera po 400 do 500 osób. Rozszerzyła się takie w okolicy wzdłuż wybrzeża Castellamare i Sorrento, gdzie równie jak w Kapui okropnie się sroiy. Cudzoziemcy opuścili całkiem miasto nasze, a szczupłagarstka pozostałych chroni się po wyspach lub w Sorento. Kroi wyjeżdża codziennie wraz z swoją małżonką na miejsca publiczne, mieszka jednak w zamku na Capo di Monte. Dzisiejszego poranku nawiedził N. Pan wraz z całą swoją rodziną św. Patrona miasta, aby uprosić wstawienie się jego końcem oddalenia tej chłosty od mieszkańców. G 2 e c y a. Piszą z Volo (n d granicą grecką w Turcyi) z dn. 42' Maja: Zyjemy tu w jak największej obawie, aby nas nie nawiedzili powstańcy, którzy z podziwienia godną zuchwałością'w stronach tych przebywają. W czasie greckiej wielkiej nocy zstąpiło około 300 buntowników z góry Gura (Ortris) napadli na znaczne miasteczko Portaria, o 2 godziny z tąd leżące, gdzie się odbywał targ, zabili lub poranili kilku mężczyzn chcących im stawić opór, a potem zabrali z sobą towarów, ile tylko unieść mogli i 10 zakładników z najznakomitszych rodzin, i bez najmniejszej przeszkody znowu się w góry schronili. W kilka dni potem przybyło tu wprawdzie około 3000 tureckiego wojska, aby rozbójników ukarać i łupy im odebrać; ale aż do dnia dzisiejszego niczego nie dokazali. Nie chcą oni wyruszyć w pory z obawy, aby na zasadzkę nie natrafili i dla tego stoją (u bezczynnie i znoszą cierpliwie szyderstwa swych przeciwników. Jeżeli się tak wszędzie dzieje, trudno przewidzieć, jakim sposobem nielad ten w prowincyi ukrócą. - Grecy, t. j. poddani Króla Ottona, którzy tu przebywają, pod ścisłym zostają dozorem; w skutek nadeszłego z Konstantynopola rozkazu muszą wszyscy mieszkać w zabudowaniach w porcie, i żadnemu z nich portu opuszczać" nie wolno. Jednemu nawet kupcowi greckiemu, który krewną swoje wtaz z dzieckiem do Aten chciał wyprawić, pozwolenia na to dać nie chciano. Przypuścić przeto należy, że Porta ma w podejrzeniu Greków, jakoby ci do buntu w tej prowincyi zachęcali. IWMWVI *Wt IWW ROZlllaite wiadolllości. Wystawa płodów kunsztu w Poznan i u w r, 1837. (Ciąg dalszy.) W zawodzie malarstwa historycznego zaczynamy od utworów szkoły Diissfcldorfskiej. Zwracamy tu naeamprzód uwagę na H u b n e r a młodego rybaka (N r. 275.), któreto dzieło prócz swojej wartości kunsztu, oraz historyczne dla szkoły tej ma znaczenie. Było ono bowiem pierwszą samoistną historyczną kompozycyą, która dowiodła, że twórczy i właściwy dach nową w szkole tej drogę sobie utorował. Obraz tenpierwszy raz w r. i8«8« w Berlinie na widok publiczny wystawiony, wywołał zadziwienie i zadowolenie wszystkich znawców. Zlanie się kolorytów, piękne stopniowanie światła i cieni, rysunek wolny ale jednak poprawny, przedewszystkiem jednak oko chłopca pełne ognia i tęsknoty stanowią główne zalety tego arcydzieła. Lubo postępy rzeczonej szkoły później niektóre błędy w niem wytknęły, przyznają mu jednak wszyscy znamienitą wartość do dziś dnia. Przedstawia ono scenę z znajomej ballady G6thego. Nymfa, która eię podniosła, aby chłopca za rękę uchwycić, zdaje się na ziemię upadać, włos jej i zasłonę wznoszą wiatry, jej lewe ramię przez lękliwe cofnięcie się chłopca do góry nieco podniesione, a podczas kiedy oko kobiety ciągle na obliczu jego spoczywa, wyższa część ciała jej się wznosi i tworzy takim sposobem z resztą ciała kąt, który lubo nieco ostry, jednak przy. lodzie się nie sprzeciwia, - Zajmującern jest porównanie na tejże ścianie dzieła "H y l a s " pędzla Sohna (Nr. 647.)) w wielu względach z pierwszem spokrewnionego. Hylas, młody towarzysz Herkulesa, na wyprawie przeciw Argonautom, zostaje, kąpiąc się, przez trzy nyinfy do wody wciągniony. Recenzent nie ujrzał na twarzy młodzieńca ani wyrażenia oporu ani oznaków zadumienia i lękliwości, której jednak sytuacya sama koniecznie wymaga; prócz tego zdaniem jego ciało młodzieńca mniej atletycznego, aie bardziej przyjemnego kształtu byćby powinno. Wszakże tyle tylko, a nie więcej koncepcyi tej przygarnąć można. Kształty .nymf są istotnie rzadkiego wdzięku i uroku; plastyczne zaokrąglenie form, życiem oddychająca karnacya, piękność i delikatne cieniowanie barw, i tęsknota serc miłością pałających, w żadnym obrazie nowszych czasów nie zostały doskonalej oddane. - "Dyana w kąpieli" (Nr. 646.), równych godna pochwal. Dyana z towarzyszkami swemi widząc, że za sceną stojący Akteon jej się przypatruj e, karze go podniesioną prawicą w jelenia zamieniając, podczas kiedy nymfy zatrwożone boginią otaczają. Głowy figur dowodzą wielkiego mistrzostwa, równie jak żywszych uczuć oznaki, którycheśmy na próżno w Hyiasie szukali. Wybornie zaiste oddane wstydliwe przerażenie nymfy u nóg bogini klęczącej, w porównaniu z towarzyszką jej po prawej stronie, która ciałem bogini przed okiem natrętnika zasłoniona, kobiecej ciekawości nieco pobłażać się zdaje. Poprawność zarysów, mistrzowskie oddanie nagości i harmonijne światła stopniowanie, równie jak Hylasa i to dzieło zaszczytnie odznaczają. - Tegoż samego pędzU są »Obie Leonory«podług TaB3a G6thego. Zdaje się, ie malarz, Xiezniczkc Est z przyjaciółką jej Leonorą Sanvitale w poufałej rozmowie oczom widza przedstawia; pierwszą jak z przyczyny niedoli przyjaciela swego gorzko na los swój własny narzeka, drugą, usiłującą pocieszać przyjaciółkę j nową ją ożywić nadzieją. Obie figury taką eię odznaczają wyrazistością, oko ich tak pełne wymowy i wzajemności, że nawet i bez hi. etorycznej podstawy znaczenie przedstawienia oglądający łatwo odgadnąć potrafi. Jeżeli komu styczność z G6ihego Tassem mniej dogodną się zdaje, ponieważ figury, wyjąwszy że są brunatki, jednak piętnem narodowości włoskiej cechowane nie są, może śmiało my. śli tej zaniechać, a obraz na wartości swojej przez to nie straci. Nie powinien tylko w tym razie szukać w tćm dziele przeciwstawienia między smutkiem a radością, lecz być pomnym' na to, że żywy udział w utrapieniu przyjaciółki ponure boleści oznaki i na twarzy pocieszającej wycieka; zdaniem Referenta to cieniowanie uczuć wzajemności w małej kopii tegoż obrazu przez tegoż samego mistrza (Nr. 645.) mniej trafnie przedstawione. Techniczna doskonałość obydwóch obrazów w oczy wpada, (DalszY ciąg nastąpi.)iywy umarły. - Pewien do takiego sto< pnia ulegał hipochondryi, że mu się uroiło, iż umarł. Nie pomogły ani namowy, ani prośby; nic nie jadł przez dni siedm. Użyto nareszcie następującego podstępu. W pokoju, w którym leżał, pozatykano okna, kilku wesołych młodych ludzi ubrało się w suknie żałobne, przyszli do niego, a zasiadlszy do atolu obficie jadłem i napojami zastawionego, zabrali się żywo do potraw i butelek. Chory z początku wątpliwie -poglądal na tych szczególnych bankietników, którzy przy słabym połysku jednej tylko lampy w istocie jak duchy wyglądali, lecz w końcu nabrawszy serca i apetytem ich naprowadzony na to mniemanie, że nie muszą być duchami, gdy z taką pożądliwością oddają eię rozkoszom biesiady, zapytał tych ichrnościów: kto byli za jedni i czego chcą? "Jesteśmy umarli!" zawołali jednogłośnie biesiadnicy. "Co? umarli? czyliż umarli jadają?" - "O i jak jeszcze! Siadaj tylko z nami kolego i spróbuj, a przekonasz eię, jak ci smakować będzie!" Urojony nieboszczyk nie długo dał się prosić, wyskoczył z łóżka i zasiadł do stołu, a nie jadłszy pierwej dni siedm, można się domyśleć jak gładko teraz talerze i butelki uprzątał. Po skończonym obiedzie usnął skutkiem danego mu w winie lekarstwa i - to go uleczyło. Zmiana kploiów, - Pewnej pannie 1a rumieniła się. »Nie rumień się moje dziec i ę ", rzekłem jej, "jeżli nie chcesz iść za mąż, nie będę cię swatał." Panna zbladła. "Widzę", mówiłem dalej, »pani nie jesteś jeszcze zdecydowaną, zostawiam jej kilka lat czasu do namyślenia." Panna przystała na to i - p osiwiała. Zmienność charakteru kobiet.Ola oznaczenia krótko, a dobitnie zmienności charakteru kobiet i lej ich łatwości w sposobie najsprzeczniejszym odmieniania woli i życzeń, różni poeci rozmaicie się wyrażali. Znane je et powszechnie zdanie Wirgiliusza: Vanum et mutabile semper femina (próżną, i zmienną jest zawsze niewiasta). Szekspir powiada w »Królu Learze": O undistiaguish'd spaee oj woman's ivill! (O nieograniczony woli kobiecej zakresie!) Tę sarnę myśl, lubo dowcipniej jeszcze, wyraża poczciwy Sancho Pansa: "U kobiety między lemi dwoma słowami tak a n i e nie ma nawd tyle miejsca, ażeby szpilkę zatknąć." W przedmiocie tym moźnaby przytoczyć powagę nie jednego jeszcze autora. Przygody dwóch młodych majtków. - W jednym z dzienników angielskich czytamy następujące opisanie cierpień, poniesionych przez dwóch młodych majikow z okrętu linijowego "Rtvange," którzy nie dawno czółnem puścili się z Malty na morze. Obaj ci nieszczęśliwi, r których pierwszy Cope, drugi Chambers się nazywał, byli wtedy pijani. Cope usnął, aChambers , straciwszy swoje wiosio, poszedł także za przykładem towarzysza. Obudziwszy się nazajutrz spostrzegli, ie się znacznie oti portu oddalili. Przez dwa dni krążyli koło wyspy, ale jednego pozbawieni wiosła na próżno chcieli do brzegu zawinąć.' D nia trzeciego wiatr silny zagnał ich tak daleko, ie już wyspy dojrzeć nie mogli. Głód ich dręczył, a szczególnie pragnienie. Deszcz czasami padający podał im sposobność, przez mieszanie wody morskiej z deszczową, zaspokoić cokolwiek pragnienie. Tak kilka dni upłynęło, a żadnego okrętu nie zdybali na morzu. Pragnienie coraz im mocniej dokuczało. Okropna rozpacz opanowała majtków. Dnia piątego naradzili grę z sobą i uchwalono, ażeby śmierci z determinacyą oczekiwać, wtem przekonaniu, ie widok ich trupów zaświadczy, iż ani uciekającymi ani ofiarami mordu nie byli. Zobowiązali erę pod przysięgą, ie ten, który drugiego przeżyje, nie tknie się zwłok nieboszczyka. Przywiązali się do siebie powrozem i oczekiwali śmierci. Tymczasen» czółno zaczęło nabierać wody, którą Cope kapeluszem wyczerpywał. Chambers zaś stracił wszelką, nadzieję życia i już pojawiły sięna nim znaki zbliżającego się zgonu: kurcz powykręcał mu członki, wychudł staszliwie, twarz pałała gorączką, z ust toczył pianę, a oczy jakby nieżywe nie poruszały się wcale. Ósmego dnia odwiązał eię od towarzysza, i mimo próśb Copego rzucił się w morze. Nadaremnie ten spuścił mu linę, Chambres nie chciał, czy nie mógł jej uchwycić i zniknął w bałwanach morskich. Nazajutrz we 26 godzin po śmierci Chamhersa pojawił się okręt na morzu. Cope m aj zaledwo sił tyle, że mógł dla dania znaku wystawić kapelusz na wiośle. Płynący do Konstantynopola okręt joński wziął go na pokład. Majtek ren r,d wieczora dn. 15. do dn. 24. Kwietnia nic nie jadł, ani pił, wyjąwszy cokolwiek wody morskiej, którą odwilżał czasami spragnione usta. (Rozm. Lwów.) OBWIESZCZENIE. W nowszym czasie zdarzyły się pojechńcze przypadki, że pamiętniki wystawione na ernen» tarzach dla zmarłych uszkodzone rui, a mianowicie rośliny od pozostałych zmarł- go na mogiłach nasadzone w niwecz obróconemi zostaną. U czynki takiego rodzaju są tylko ludzie zajęci umysłem złyih żądz poprłnie w stanie, i chociaż kara za takową zbrodnią w kazi'em ezrzególnem przypadku tylko stosownie do nikczemnolci takowego czynu niecnotliwego wymierzoną być może, lecz atoli jest rzeczą potrzebną w ogólności niniejsze<<» nadmienić, iż tenże, który tyle podłości posiada, że jest zdolnym pamiętniki zmarłych na cmentarzach na jakikolwiek sposób, uszkodzić, lub rośliny na grobach zniweczyć, karą zaostrzoną więzienia lub cielesnego karania bez wszelkiego pobłażania obłożonym zostanie. Poznań, dnia 12. L'pca i8'i7Król. Dyrektoryum p<>licyi miasta i powiatu. OBWIESZCZENIE. Zianszlagowana na 107 tal, 27 sgr. reparacya dachu na tutejszym greckim kościele stosownie do zlecenia Prześwietne; Regencyi I I. drogą publicznej licytacyi najmniej żądającerhu do uskutecznienia ma być oddaną, zjczem do podjęcia się tej reparacyi ochotę mających ninifrjszem się wzywa, ażeby w wyznaczonym na dzień 24. Lipca f. b. od godziny zrana w Sekretaryacie pulicyi terminie się stawili. Warunki w terminie ogłoszone zostaną i anszlag w Registraturze przejrzanym być może. Poznań, dnia 14. Lipca 1837Król. Dyrektoryum poiicyi miasta i powiatu.