GAZETA VVlelkiego Xicstwap O ZJTAWSKIE G O. Nakładem Drukarni Nadwornej F. Dekera ż Spóifcż. - Redaktor: A. WannowsM. JWM&. W Piątefk dnia 21. Lipca. 1843. Wiadomości zagraniczne. Polska. Z War s z a w y, dnia 15. Lipca. JW. Minister Oświecenia Uwarow, zwiedził tutejsze Gimnazya, kurs prawny, bibliotekę i inne Instytuta naukowe. Obecni jeszcze w czasie wakacyi uczniowie, na pierwsze wezwanie pospieszyli do miejsc, w których pobierają nauki. JW. Minister badał troskliwie o wszelkie przedmioty. F r a n c y a. Z P a ryż a, dnia 11. Lipca Kilka dzienników oppozycyjuych rekapituluje wszystkie prace i narady Izby deputowanych podczas ostatniej sessyi. Kur y e r f r a n - cuzki narzeka na ich niepłodność i tego osobliwie Izbie przebaczyć nie może, że zostawiła teraźniejsze ministeryum u steru rządów, gdy tymczasem obiórcy jawnie okazali, że domagają się od ludzi, których do Izby posiali, obalenia gabinetu. Konstytucyonista mówi: »Największy na to ogólnie przycisk kładą, że ministeryum, we wszystkich kwesty ach, które w Izbie przedstawiono, zawsze większość miało za sobą; lecz to jest tylko w części prawdziwem, Ministeryum naprzyklad wtedy dopiero przy adressie większość otrzymało, gdy postanowiło zaniechać tego, co w drugiej Izbie otrzymało. Przy glosowaniu o Oceanią zwyciężyło dopiero po zupełnej zmianie własnego prawa. Ilekroć gabinet znajdował się w konieczności stracenia pieniędzy lub życia, tylekroć poświęcił pierwsze, aby drugie ocalić, i tym tylko sposobem utrzymał się jeszcze. To pewno, że Izba postanowiła utrzymanie ministerstwa; mogła była cały gabinet zwalić, lecz uczynić tego nie chciała. Ale skoro tylko ministrowie ruszać się i działać chcieli, przeszkodziła im natychmiast Izba i zniszczyła wszystkie ich plany. To rozumie się i o ich politycznych i handlowych związkach, i śmiało powiedzieć można, że Izba przywiodła gabinet do stanu zupełnej niemocy; nie mógł bowiem ani jednego prawa swego w pie'rwotneJ formie przeprowadzić: nawet zwycięztwa jego są połowiczne mi klęskami. Takim sposobem ministeryum istnieje jeszcze, ale słabem jest, z raną w sercu, i przywalone szczątkami swoich planów odrzuconych. Wprawdzie oppozycya także klęskę niejeduę poniosła; kilka jej projektów odrzucono; lecz cóż z tych równoczesnych i prawie równoległych klęsk ministerstwa i oppozycyi wnioskować należy? Ze większość w teraźniejszym swym składzie zarówno zmianom oppozycyjnym jak i zamiarom ministerstwa jest przeciwną. Czy podobne usposobienie Izb zadowohiić potrafi P. Guizota i jego przyjaciół? Z dnia 12« Lipca. Admirał Roussin oświadczył podobno w"Sobotę swoje niezachwiane postanowienie wyjścia z ministeryum, i tylko to na nim wymódz było dopóki następca jego mianowanym nie będzie. Ma dziedzińcu warsztatu jednego maszynisty, widzieć można od dni kilku lokomotywę, która na wzór małego brygu, opatrzoną jest w maszty, żagle i bandery. Ma ona służyć do doświadczenia, czyby przy machinach parowych siły wiatru z silą pary połączyć się można. Gddybysięto doświadczenie udało, wtedyby się dużo palnego materyalu oszczędziło. Wyjazd dworu do zamku Eu nastąpi dopiero po zamknięciu Izby parów; wtenczas i Xiążę N e m o u r s uda się w podróż dla przeględu prowincyi. Pan Guizot myśli podczas powołania conseils-gene'raux kilka tygodni w zamku swoim Yal-Richer w bliskości Caen przepędzić. Minister handlu, który ledwo co po ciężkiej chorobie wyzdrowiał, wyjedzie do wód, Pan Teste wybiera się w podróż, w celu oglądania podjętych po prowincyach robót. Marszałek Soult nie chce opuścić stolicy, dopóki sprawa hiszpańska pewnego kierunku nie weźmie. Obawiają się jeszcze w Paryżu, żeby Espartero, pod pozorem powołania Kortezów do Kadyxu, nie zabrał z sobą Królowej Izabelli, aby jej użyć za narzędzie własnego bezpieczeństwa przeciw powstaniu. W takim razie wysłałby niezwłocznie gabinet Tuileriów Viceadmirala Mackau z flotą do Kadyxu. Wszystko już do takiej wyprawy morskiej gotowe; nawet flottę śródziemnego morza, która w Tulonie zupełnie gotowa stoi, opatrzono w amunicyą i żywność kilkumiesięczną. Hiszpania. Z M a d ryt u, dnia 3. Lipca. Na dniu wczorajszym odbyło się pod prezydencyą Szefa politycznego siedmio-godzinne zgromadzenie, złożone z członków deputacyi · prowincyalnćj, Ayuntamientu i Szefa tutejszej milicyi narodowej. Większością 51 głosów przeciw 2 postanowiono, popierać regiencyą Espartery aż do 10. Października 1844. i wydać w tym duchu manifest do narodu. Utworzono także Juntę złożoną z 7 osób, która wraz z Ministrami rząd ma sprawować, Środki takowe rzucają postrach ogólny, i coraz to więcej mieszkańców wychodzi z miasta. Uciekają przed rządem Espartery, szukając przytułku u Junt rewolucyjnych. Z drugiej strony prowincve powstałe grożą uderzeniem na Madryt, i już (eraz wstrzymują nam wszelki dowóz żywności. Ponieważ zaś rząd tamuje pocztowy związek na wszystkie strony i na wyraźny rozkaz Regienta poczta tutejsza prócz G a c e t y , E s p e c t a d o r a i P a t r i o t y żadnych innychdzienników zabierać nic chce, przeto wszelkich doniesień pozbawieni jesteśmy. W skutek gwałtownego tego postępku, który tu z ordonansami Polignaca porównują, jedenaście niezależnych dzienników wśród głośnych protestacyi wychodzić przestało. - Narvaez i koledzy jego zaręczyli Juncie Walencyi pod słowem honoru, że skoro tylko Regient zrzucony będzie, Hiszpanią natychmiast opuszczą, gdyby się opinia powszechna domagać tego miała. Dnia dzisiejszego uciekło stąd kilku oficerów i podoficerów, udając się do powstańców w Willadolid. Milicye narodowe znieważyły znów dzisiaj kilka porządnych osób. Z P a ryż a , dnia 11. Lipca. Jakkolwiek Ga c eta Madrycka o stanie zdrowia Regienta nader zaspakajające podaje wiadomości, żadnej przecież już teraz nie podpada wątpliwości, że Espartero zwyczajną swoją tknięty chorobą w Albacete nie czynnie leżeć musi. Jakoż w rzeczy samej tylko niemoc fizyczna wytłómaczyć zdoła nieczynność, w jakiej Regient począwszy od 25. p. m. aż do 5. b. m. pozostawał, kiedy tymczasem naokoło niego jedna prowincya po drugie'j, miasto po mieście od niego odpadają. Dalsze zamiary Espartery zawsze jeszcze równie są niewiadome, jak plany jego przeciwników. Co do ostatuich, mają oni podobno na myśli, po zwyciężeniu i usunięciu Regienta, ogłosić Królową Izabellę za pełnoletnią i zaślubić ją z synem Infanta Don Francisco de Paula; wszakże pomimo to, że partya krystyńska na drugi ten punkt zapewne nie pozwoli, żadnego jeszcze nie ma faktu, któryby prawdziwości rzeczonego domysłu dowodził. Stronnictwo Królowej Krystyny z trudnością się o to z demokratami kalalońskiemi będzie mogło porozumieć, co ma zastąpić miejsce Rcgiencyi Księcia Witoryi. Wielka różność in · teressów i celów, do jakich każda partya zdąża, główną jest przedsięwzięcia tego słabością: i to też zapewne będzie przyczyną, dla czego żadna z lepszych głów politycznych Hiszpanii w powstaniu przeciw Regientowi nie wzięła udziału. Ministerium Lopeza, którego przywrócenie, już przed trzema tygodniami ogłoszono, i któremu tymczasowy zarząd Hiszpanii uroczystą poruczono proklainacyą, siedzi jeszcze za kulisami, wyjąwszy jednego Generała Serrano: członkowie rzeczonego gabinetu przewidują zapewne, że z tak różnych materyałów trudno będzie porządną wynieść budowę. Niezgoda w obozie powstańców przyjdzie zapewne do wybuchu, jeśli nie prędzej to przynajmniej w pierwszym duiu po zwycięstwie. 3000 żołnierza. Z nad granicy Pyrenejskiej dowiadujemy się, że teraz i załogi Irunu, Fuentarabii i Oyarzunu podniosły sztandar rewolucyjny, gdy przeciwnie mieszkańcy rzeczonych miast całkiem są spokojni. 'W Granadzie mianowano Pannę Maryą N ajwyższym Generałem wojsk rewolucyjnych. Mówią tu także i o te'm, że z Paryża Insugentów hiszpańskich znaczne dochodzą pieniądze, ponieważ dwór tutejszy w porozumieniu z Królową Maryą Krystyną wszelkie pokłada starania, aby Księcia Aumale zrobić małżonkiem Królowej Izabelli II. Wszakże z pewnych źródeł zaręczyć można, że gabinet Tuiłeryjski myśli tej całkiem się zrzekł. Anglia uczyniła z tego casus belli, a ua pomoc innych mocarstw Francya pewno liczyć nie może. Kto zresztą będzie małżonkiem Królowej Izabelli, to jeszcze zagadką; tyle jednak z pewnością przyjąć można, że nim nie będzie żaden Książę z domu Orleanów. Z dnia 12. Lipca. N aczelnicy stronnictw parlamentarnych, przywódzcy oppozyeyi, a oraz zapewne powstania w Hiszpanii wąchają się jeszcze dotychczas publicznie oświadczyć się za lub przeciw rządowi. Na umieszczoną w ministeryalnym dzienniku Exp e c t a d o r wiadomość o zgromadzeniu esdeputowanych pod przewodnictwem P. Cortina, które oświadczyć się miało przeciw powstaniu, jako dziełu intryg cudzoziemców, odpowiada Pan Corlina w krótkich słowach, że nieznajdował się na takie m zgromadzeniu, a zale'm przewodniczyć mu nie mógł, co więcej, że nawet niesłyszal o tej naradzie. Podobną taktyką odrzucił Pan Ołozaga wszelkie wezwania z Longrono i z Witoryi, aby na czele Junt tamecznych stanął, niewyjawiając wcale swej opinii o powstaniu. Co się tyczy PP. Lopez i Caballero, nic o nich zgoła nie słychać, zkąd z pewnością wnioskować można, że najmniejszej dotychczas nie mają ochoty zająć miejsc im przeznaczonych, jako członkowie tymczasowego rządu. Szczególny widok przedstawia powstanie prowincyi Basków i Nawarry. Pismo datowane z San Sebastian 7. t. m. skreśla pochód tamecznego powstania w następujących słowach: »Wczoraj wieczorem zgromadzona w koszarach swoich załoga wykrzyknęła nagle: Niech żyje Królowa Dona Izabella I I! Niech żyje ministerstwo Lopeza! Wkrótce potem wysłało wojsko deputacyą do Ayuntamiento, z oświadczeniem, że chce widzieć jaki jest sposób my ślenia jego i gwardyi narodowe'j. Ayuntamiento zrozumiało, ze cośkolwiek stanowczego odpowiedzieć trzeba, oświadczyło się zatem gotowe'm złączyć się z ruchem narodowem. Oświadczenie w ten ułożono sposób: Niepodległość narodową, Izabellę I I. , konstytucyą r. 1837 . , Ministeryum Lopeza i regencyą Xiccia de ia Yitoria aż do 10. Września 1844. Koło 10. godziny udali się członkowie Ayuntamiento wraz z wyższymi oficerami do koszar, aby się z wojskiem pobratać. W gwardyi narodowej zresztą jest dużo malkontentów, którzy bez wątpienia w ciągu dnia łatwo się uspokoją.« - To zupełnie w duchu powstania pisane doniesienie dodaje, że regeucya Xiecia de la Yitoria aż do dołetniości Królowej, dla tego tylko do programu przyjętą została, aby uzyskać głos Generała Hoyos Kommendanta załogi w San Sebastian. W rzeczy samej Gen. Hoyos oświadczył się równych z programem chęci, złożył jednakże urząd wysławszy wprzódy instrukcye do różnych załóg w Guipuzcoa, aby przynamniej oświadczeniom swoim zgodny z regencyą Espartery nadały kierunek. Junta wybrana w skutek powstania w San Sebastian, wydala ogłoszenie zgodne o ile możności z dążnością mieszkańców; stoją tam między innemi, następujące słowa: "Uszanowanie przed prawem, bezpieczeństwo osobiste, tolerowanie wszystkich politycznych opinii i zostawienie każdemu zupełnej wolności udania się dokądby chciał, to są zasady, podług których Junta w wypełnieniu swych powinności postępować myśli.« - Razem z Generałem Hoyos podali o dymissyę Generałowie Valarde, Kommendant Alavy i Iturbe, poddowódzca w Guipuzcoa, miarkując, że powstania wojska dłużej wstrzymać nie potrafią. Generał Kapitan w Burgos, Pan Castaneda, który udał się do północnych prowincyi z załogą stolicy starej Kastylii, poszedł za przykładem wymienionych generałów. Generał Roncali, który opuścił był służby wojskową po rozstrzelaniu Diega Leon broniwszy go pierwej przed sądem wojennym, ukazał się w Pampelonie i oddał się pod rozkazy Junty tamecznej, która go Generał - KapitanemNawarry mianowała. Depesze telegraficzne z P e r p i g n a n u , z d . 10. Lipca donoszą, że Zurbano zwiększą częścią dywizyi swojej wyszedł z Leridy. Jeden tylko batalion pozostawił w zamku, a drugi w mieście. Udał się traktem ku Fradze. - Na tejże drodze telegraficznej donoszą z B a y o n n y, z dn. 10. Lipca: W Madrycie do d. 8. panowała spokojność. Regient był jeszcze d. 6. z wojskiem swo i Alcala de Henares ogłosiły powstanie. Jeden batalion i jeden szwadron milicyi madryckiej, wyruszyły dnia 7. Lipca pod dowództwem Generała- Kapitana z 40 jeźdźcami regimentu Luzitanii do Alcala de Heuares. Generał Concha przybył 3. Lipca do Malagi i mianowany został Naczelnym dowódzcą wojska, z którem d. 4. do Sevilli wyruszyć miał. Generał Tan Haien, który d. 2. Lipca do Kordowy był przybył, opuścił to miasto 4. - Gaceres i Olivenza powstały. Naj ważniejszein z depeszy tych telegraficznych jest doniesienie, że Alcala de Henares i Guadalajara przyłączyły się do powstania, ponieważ dla małej odległości miast tych od Madrytu (Alcala o 6, Guadalajara o 9 mil) insurekcya pod same bramy stolicy się posunęła. Obadwa leżą także na trakcie do Saragossy, co zapewne wielki wpływ mieć będzie na dalsze operacye Generała Narwaez. Drugą ważną wiadomością jest marsz Generała van Haien. Mówiono powszechnie, że zamiarem jego było połączyć się z korpusem Regienta, a on tymczasem wyruszywszy z Jaen udał się 2. do Kordowy, klórą 4. znów opuścił. Nietylko się przez to oddalił od Espar« tery, ale nadto stamjł naprzeciw Generała Conchy, który stosownie do depeszy przez Juntę walencyjską do Malagi wysłany i dowodzącym Generałem wojsk powstałych w południowej Hiszpanii mianowany został. O obrocie van Halena nic nie doniesiono. Port ugalia. Z Lizbony, dnia 2. Lipca. Posiedzenie Izb tutejszych odroczone zostało aż do 15. Listopada. Królowej spodziewają się dnia 5go z powrotem z Cintry, i słychać, że .wtedy Król Ferdynand mianowany będzie Naczelnym dowódzcą armii. Dnia 8. dostojni goście familii królewskiej udać się mąją w podróż do Anglii. O przybyciu dotąd Księcia i Księżniczki Joinville nic tu nie słychać. Poczyniono tu różne przygotowania końcem szybkiego zapobieżenia wszelkim rozterkom, mianowicie w Porto. Znany Generał Rarnor 1 n o został stąd wydalony. Rozll1aite wiadoll1ości. Z Poznania - Dziennik urzędowy Król, Regencyi w Poznaniu obejmuje następujące obwieszczenie: Odwołując się do obwieszczenia naszego z dnia 6. Czerwca r. b. wedle którego w przyszłości wejście do służby jednorocznich ochotników tylko w oznaczonych terminach jest dozwolone, podajemy do wiadomości publicznej, iż podług rozporządzenia Król. dostojnych Ministerstw' wojny i spraw wewnętrznych z dn. 26. Maja r. b. jednoroczni ochotnicy, chcący korzystać z prawa do odwleczenia wejścia w służbę aż do ukończonego 23. roku życia, a których osiągnienie tego wieku nieschodzi się 2 terminami na duo 1. Kwietnia i 1. Października każdego roku oznaczonemi, mogą odwlec rzeczywiste wejście aż do dnia 1. Października roku, w którym ukończyli 23ci rok życia, a zatem ich klassa wieku po raz trzeci przy naborze wojskowym konkuruje. - Poznań, dn. 7 - Lipca 1843. KI. PI. Regencja. Wydz. I. Statystyka pism czasowych paryskich. - Według dziennika J ournal de la L i b r a i r i e ma Paryż obecnie 395 pism czasowych. W liczbie tej nie są objęte dzienniki, które częstokroć jednego dnia powstają, a drugiego jak owe muszki chwilowe z literackiej widowni nikną. Z tych jest: 15 pism treści religijnej, 21 poświęconych wychowaniu młodzieży, 32 nauce prawuictwa, 21 dzienników zajmuje się sprawozdaniem rzeczy sądowych, 31 traktuje o medycynie, 9 o przemyśle i ekonomii krajowej, 9 o sztuce wojenne], 22 o przedmiotach tyczących się administracyi kraju, 8 o teatrze, 7 o sziukach nadobnych, 9 o muzyce, 19 o modach, 54 o literatuize we wszystkich jej gałęziach, 22 zajmuje się umieszczaniem wszelkich uwiadomień, a 37 pism jest organem polityki we wszystkich jej odcieniach. Sześć pism wychodzi w polskim języku. Jak znacznie pomnożyła się liczba dzienników i pism czasowych, stąd wynika, że w r. 1812. było ich w Paryżu tylko 45. Wzrost więc piśmiennictwa w ciągu 31 lat daje nam stosunek 81 do 1. Do tego i to zważyć należy, że najwięcej pism w większym niż pierwej wychodzi formacie, i że pisma naukowe są znacznie większej objętości niż dawniej. Śmiało można powiedzieć, że teraz drukarnie 18 razy więcej papieru spolrzebują, niż w r. 1812. Trzydzieści i sześć pism zwykle wychodzi codziennie (w r. 1812. było ich tylko pięć), 219 miesięcznie, 52 tygodniowo. Z samych uwiadomień tych dzienników, które od roku 1830. zapowiadały swoje przyjście na świat, a które dla braku prenumeratorów nie ujrzały światła dziennego, uiożnaby piękną ułożyć bibliotekę. Pisma, które skonały na suchoty, były ciekawe już z samych tytułów: Messager des Mariages, la Loge (pismo dla odźwiernych), Journal des amis de la reformę ortographiqe (sic!) Zapewne nie jeden porny nego spadkobiercy Aquado,. aby temu zbytkowi literackiemu zadość uczynić. Ale rzecz ma się inaczej, za drobnostkę 9137 franków, można mieć tę 395 dzienników, bo wyjąwszy Moniteur i Galignanis- Messenger, z których pierwszy 112 a drugi 100 franków kosztuje, wszystkie reszta dzienników spadają, stopniowo w cenie, zacząwszy od 80 aż do 2 franków, Po departamentach wychodzi 41 7 dzienników. Ze ta niezmierna ilość pism czasowych, przechodzi potrzebę kraju, nie podlega żadnej wątpliwości, porównawszy jednak w tej mierze Francyę z Ameryką, w której gazety w olbrzymim formacie, nawet dwa razy na dzień wychodzą, nie wiedzieć, czy się nie należy dziwić wytrwałości wydawców, czyli cierpliwości czytelników. - Z najnowszych utworów literatury angielskiej największą uwagę zwróciło na siebie wydane temi czasy dzieło Pana Kapitana G. G. Loch pod napisem: The ciosing events of the Campaign in China, the Operation in the Yaug-the-kiang and treaty of Nanking. »Przez cały dzień podczas zdobycia Czyn-kiang-fu« opowiada Kapitan Loch, »dawało tak chińskie jak i tatarskie wojsko dowody tak wielkiej waleczności, iż obudziło w nas prawdziwy szacunek, i z pewuością zaręczyć mogę, że mężowie najwyższej klasy od pierwszego aż do ostatniego dowiedli swojem postępowaniem, iż poniesionej klęski znieść nie mogą: bo chociaż my wielu mandarynów zabrali w niewolą, jednakże nigdyśiny ich długo jako jeńców zatrzymać nie mogli, gdyż się albo głodem umorzyli, albo jakimkolwiek bądź innym sposobem życie sobie odebrali. Chińczykowie stawili nam nie jeden przykład świetnej waleczności i poświęcenia się, i tak przytoczę tylko jeden wypadek, który się na wałach Czyn-kiang-fu wydarzył: Jeden z mandarynów wyprowadził małą garstkę niemal trzydziestu ludzi naprzeciw występującej do ognia kompanii Generała Schoedde; za daniem przez nas ognia z ręcznej broni rozpierzchnęli się jego żołnierze, lecz on maszerował naprzód aż pod same bagnety, i wypaliwszy lontem z swej strzelby, porwał z sobą dwóch naszych greuadyerów przez wał do miasta. Jestem przekonany, że gdyby Chińczykowie przez angielskich oficerów byli exercytowani, daliby się tak dobrze, a może jeszcze lepiej użyć do boju, niż Sypajowie. Mają oni większą fIZyczną siłę i moralną wytrwałość, przeto mocniej zatrzymują pierwsze wrażenia, nie prędko tracą zaufanie, i juz przez samą próżność stają się mężnymi. - Donoszą w jednej gazecie Austryackie'j: " Odkrycie uczynione przez Radzcę dworu P. Gerzdorff zależące na tem, iż przez pojedynczą docymastyczną operacyą, ruda żelazna od razu przechodzi do stanu metalu ciągłego, to jest do' kucia zdatnego, dało najbardziej zaspokajające wypadki, jak o te'in się przekonano z ciągu doświadczeń uczynionych w NizszeJ Austryi. Pozostaje dopełnić też doświadczenia na wielką skalę, ażeby ocenić wszystkie korzyści odkrycia pod względem oszczędności czasu i kosztów. SKASKA O N ieszczęsnYlll ŁoW'cuprzez Kom. PoJInezeRllIeiJo. Onego czasu żył strzelec. Ilekroć zdarzyło się pójść w las na ptaki, nic nigdy nie ubił, wracał do domu z próżną torbą; dla tego przezwali go Nieszczęsnym Łowcem. Do tego przyszło, że nie zostało strzelcowi ni chleba, ni soli w torbie, ni szeląga w sakwie. Biedny Łowiec, trzy doby bez jadła błądząc po lesie, przeziąbł od zimna, i przyszło choć umierać z głodu. Przyległ na murawie i chciał lufą do łba wycelić; ale rozmyślił, przeżegnał się, ruśnicę odrzucił; razem posłyszał z wiatrem szelest nie daleko, jakoby stąpanie ludzkie. Szelest wychodził jak się zdawało, z pomiędzy bujnej trawy. Podniósł się łowiec, poszedł do owego miejsca, nachylił się i postrzegł, że trawa zakrywała głęboką przepaść, zaglądnął i postrzegł, że z przepaści wysunął się kamień, a na kamieniu leżała skrzyneczka z trzciny wypleciona. W on czas dał się słyszeć głos jakiś słabo wołający: Dobry przychodniu, oswobodź mię! Gw głos wychodził ze skrzyneczki, i łowiec odważnie z kamienia na kamień skacząc, ujrzał się nad przepaścią, wziął z lęka skrzyneczkę i posłyszał z niej głos, jakby świergotanie polnego konika: Oswobodź mię, ja tobie odsłużę! Kto jesteś, przyjacielu? zapytał nieszczęsny łowiec, i słyszy szeptanie w słowach: Nie masz nazwania dla mnie, i oczy mię widzieć nie mogą, a wołaj na mnie jeśli chcesz Murza! Czarownik zasadził mię do tej skrzyneczki, i zapieczętował salomonowym pierścieniem, a potem rzucił do jamy, i leżałem ja tutaj siedemdziesiąt lat, aż do twego przyjścia. Dobrze, rzecze nieszczęsny łowiec, wyzwolę ja ciebie i zobaczę jak słowa dotrzymasz. rzy ł, a w niej nik o nie znalazł. Hola, gdzie jesteś przyjacielu! pyta niefortunny łowiec. Przy tobie! Ktoś mu rzeknie. Łowiec spojrzał do koła, lecz nikogo przy nim nie było. Hola, Murza! Do usług waszecich! jestem twój pokorny sługa na całe trzy dni, i wszystkiego, czego zażądasz dostarczę ci; rzeknij tylko: Pódź tędy, nie wiem kędy, i przynieś tego, sam nie wiem czego. Dobrze, rzecze łowiec, pewno ty lepiej wiesz czego mi potrzeba: Pójdź tędy, uiewiem kędy, i przynieś tego, sam niewiem czego. Zaledwie wyrzekł nieszczęsny łowiec, aż oto nie wiedzieć zkąd weźmie się stół na łące, talerze i miski po same brzegi napełnione jadłem, jak po królewskiej uczcie, wylatują z trawy. Strzelec za stół siąść śpieszy, głodny swój źy. wot cieszy, za stołem rozwala się i popuszcza pasa, a łyżką po stole hasa; głód uspokoiwszy, powstaje, pokłon Bogu oddaje, na obie strony do pasa kłania, i mówi: Bóg zapłać waszeci! Stół znika, jakby go nigdy nie było, a strzelec w dalszą puszcza się drogę. W drodze przystał, a pod tę porę szedł lasem chytry cygau i konia za uzdę prowadził. Ot gdyby pieniążki, kupiłbym sobie konika, porayślił strzelec, a nuż Murza mi pomoże: Murza! Do usług, panie! Pójdź tędy, nie wiem kędy, i przynieś tego, sam nIe wIem czego. N ie przeszło minuty, a strzelec usłyszał brzęk pieniędzy w sakiewce; nie wiedzieć zkąd sypało się weń złoto. Bóg zapłać, rzecze strzelec, i zaczął targować kobyłę u cygana, kupiwszy liczy pieniądze a cygan z rozdziawioną gębą, dziwuje się mnogości złota w sakiewce. Odjechawszy od strzelca, chytry cygan wszedł do lasu i świsnął. Nikt nie odpowiada. Zapewne śpią, pomyślał i wszedł do jaskini, w której zbójcy na rozesłanych skórach spali. Hola, bracia, wstawajcie, przeziewacie Sokoła, sam jeden w lesie, a sakwy złotem nabite. Ruszajcie zdobycz was czeka! Rozbójnicy na koń, i za strzelcem w pogoń. Słyszy tentent, nieszczęsny łowiec, widzi ze pędzą za nim, więc krzyknie: Murza! Ja przy tobie! usłyszał koło siebie. Pójdź tędy, nie wiem kędy, i przynieś tego sam nIe wIem czego. lato słyszy łowiec, jak raptem w lesie szumzrobił się wielki, na zbójców coś napadło z poza drzew; jednego podrzuci, drugiego obali, a kto napada, nikt nie wie; zbójcy z koni popadali, na ziemi się porozciągali, a strzelec rusza dalej, piosenki śpiewając; jedzie, jedzie, z ciemnego lasu na pole, a polem do białego grodu. Pod grodem namioty rozbite; w namiotach stoi drużyna wojenna. Na pytania, strzelcowi odpowiadają, że pod miasto podstępuje wielkie wojsko tatarskiego chana; chan swatał się do królewny Miłowzory nadobnej, rozgniewany odmową, przyciągnął pod miasto zbisurmanami. Na łowach, bywało, niefortunny strzelec, widywał królewnę Milowzorę; teraz królewna na składnym dzianecie toczyła ze złotą kopią w ręku; kołczan strzał pełen za plecami błyszcza!, a gdy odrzuci z lica zasłonę, to jakby słońce wiosenne zajaśniało, dla oczu światło, dla duszy ciepło. Strzelec zaduma się i krzyknie: Murza! i raptem widzi się w bogatych szatach, w aksamitach, kaftan złotolity, z ramion zwiesza opańczę, kołpak jak szyszak, a z szyszaka spływa strusia kita, a na kicie spinka, a w spince brylanty, a wokoło brylantów perły sadzone. Łowiec w pałacu przed królem staje, sam wieść podaje, że przyszedł wroga odeprzeć, jeśli król zgodzi się wydać zań córę królewnę Milowzorę nadobną. Król się dziwi, odmówić nie śmie, i pyta nieznajomego rycerza o miano, ród i ziemię. Nazywam się niefortunny łowiec, Pan Murzy niewidzialnego. Król myśli, czy nie zbił się z rozumu rycerz, a chłopiec .z niego walny; lecz dworzanie widzieli nieszczęsnego łowca i rzekli królowi, że w istocie z lica podobny do niego, lecz dziwna skąd bogactwo u niego. \tytedy król rzecze do niego: Słuchaj coć powiem: jeśliś skłamał, to po twojej głowie; a nie, to wojuj ty ze swą Murzą z pohańskiemi wrogI. Królu- Nadziejo! mówi strzelec, ja rzeknę słowo, a wszystko gotowe. Obaczymy, prawi król, jeśliś prawdę powiedział, córa moja będzie twoją, a nie, to głowę precz! A łowiec do siebie: albo pan, albo bałwan! i szepnie: Murza! Pójdź tędy, nie wiem kędy, przynieś tego, sam nie wiem czego. Przeszło kilka minut, niczego nie było widać, ni słyszeć. Strzelec zbladł, a król w gniewie kazał go okuć w łańcuchy, aż tu raptem rozległ się przed pałacem szczęk mieczów i pawęży; król i dworzanie na krużganek wbiegli; nie cztery rzeki, aa cztery strony ciekły, a z pra szykiem, oddali cześć okrzykiem; wszystko rynsztunkiem dziwiło, wojska takiego u króla nie było. Król oczom nie wierzył. To jasno! rzecze strzelec, są to półki niewidzialnego Władyki. ISiechże uderza, aby i śladu bisurmańskiego nie zostawić obozu. Strzelec machnął chustką, rycerstwo ławą · wprzód; - marsz wojenny uderzyli, tuman podniósł się wielki, w galop niosły się półki, a gdy kurzawa znikła jakby nikogo nie było. Zapraszają łowca na gody, do królewskiego stołu, sadzą, a król rozpytuje o Murzie niewidzialnym. Jak tylko obiad zaczął się, za drugą zmianą mis wieść nadeszła, że Tatarowie od grodu, jak muchy, pobici truchleli, namiotów odbieżeli. Król łowcowi dziękuje, a królewnie donosi, że narzeczonego znalazł. Milowzora usłyszawszy to, rumieńcem się oblała, radośnemi łzami zapłakała, a zły po szatach spływały. -Łowiec jak nie swój, coś szeptał do siebie Dworzanie rzucili się łezki pobierać, wszystko djamcnfy i perły! . .. Miłowzora się zaśmiała, rękę łowcowi podała. Sama ona- Radość, a w oczach jej-Łaska,.. Tutaj uczta zaczcjn, skończyła się Skazkat e a t r i» o l s * U i. Role gościnne Pani Walde 1 Pana Sz.czepkowskiego. (Uwagi widza z galcrji,) 'Na upadającej poznańskiei narodowej scenie, - to do was pierwszy toast przeliczni jćl opiekunowie! - od niejakiego czasu pojawiają się sztuki, bardzo zajmujące bądź duchem, bądź treścią sztuki, nie przed próźneini odgrywane ławkami. l\az tylko teatr musiał być zamkniętym, nie dla tego, żeby kto zwątpił o talencie {'. K o c h a ń s k i e g o artysty teatru niemieckiego, który w naszej ojczystej mowie miał przedstawić rolę HI. Almawiwy, nie dla tego, żeby nieoceniono szlachetnego poświęcenia się jego, nie wnikniono w trudności jakie miał do zwalczenia; - ale przez to zapewne, że oprócz Ceru li Ka Sewilskiegq ogłoszono piękną wprawdzie,komedją Mąi i Zona, lecz sparodiowaną niedawno przez grę Panny Szym a ń s k i ej. Kiedy scena nasza szczycić się może posiadaniem Pań P i e tr zykowski ej i Cichockiej, PP. Szturm, Pietrzykowskiego, Fedeckiego, -bogiem a prawdą stawić obok nich artystkę bez szkoły, włarcia i zalet scenicznych, upatrywać w niej koniecznie talent i narzucać główne role, jest dla artystki krzywdą, dla reźyserstwa .... .sznością, a względem publiczności tyr, W takim stanie rzeczy nie dziw, że imkuięty, nic dziw, że go dopiero narodowa drama »Oblężenie Warszawy,« tudzież role gościnne Pani W a l d e i P. S z c z e p k o w s k i e g o zaludniają. Już to drugi raz z prawdziwą przyjemnością słyszeliśmy P. Szczepkowskiego; jego tenor czysty, silny, piersiowy, giętkj, wsparty piękną deklamacją śpiewną, mógłby bez wątpienia być ozdobą każdego teatru opery, gdzie za śpiewakiem nie nazwisko ale sztuka sama przez się przemawia. Co się tycze Pani Wal d e, byłoby zuchwalstwem grę jej podług zwyczajnej przemierzać skali, i z powagą dodońskiego dębu (lub »kota Dydony dumającego na zwaliskach Troi«) w kilku wyrazach ogłosić wyrok ostateczny. Gra jej potrzebuje obszerniejszego rozbioru. W kobiecie, po stronie moralnej, przez którą staje się aniołem ziemi, młodość, wdzięki, moc uczucia, są zaletami, które przynęcają... usidlają... czatują; one powinny odznaczać artystkę grającą role kochanek. - Natura hojną dłonią uposażyła P. Wal d e we wdzięki; młodość błąka się swawolnie w kaźdem jej poruszeniu, uśmiecha w czystćm oku, igra z koralowemi ustami, dźwięczy pi zez nie melodyjnym głosem i %vnika w jej serce, gdzie tchnie uczucie tak silne, tak rozmaite, jak burza co pomiata duszą dziewicy, kiedy w najważniejszej chwili życia w godowym wieńcu, idzie spełnić kielich goryczy lub szczęścia. Taką, wyobraził sobie Scnbe Emilję bohaterkę koinedji O na go nienawidzi. Ukazał jej salony, żeby wtajemniczyła się w ich ducha - pojęła ich czczość - pogardziła ich dumą - z ponętną łatwością, jaką z nich wyniosła, utrzymała panowanie nad sercem Leona?, - i sama wyznała mu miłość, na którą nie majątkiem lecz przymiotami zasłużył. Taką była P. Wal d e w roli Emilji, taką w niej widziałem Panią H a l p e r t ; są to dwa świetne kwiaty jaśniejące barwą - to ich podobieństwo; - pierwszy: natura; drugi: malowidło - to ich różnica. Rola Warjata lub Warjatki jest jedną z najwdzięcznieiszych, i dla tego to artyści tak ją polubili. W niej talent może zajaśnieć samoistnie w całym swym blasku, bez wzorów, bez naśladownictwa, jeżeli autor sztuki wnikł w odmęt uczuć, które wirują się i pienią w zwichnionym umyśle, zrauionem sercu i przytępionym a przecież ognistym duchem tej istoty, którą niewidomy palec ugodził najokropniejszym ciosem. W takiej roli nie może być ani natury ani sztuki. Nie ma w składzie społeczeństwa naturalnych warjatów, bo wspólna nam matka odtrąca tych nieszczęśliwych od łona i właśnie przeznacza na morderczą walkę