FOCKE-WULF DO BAZ CZYLI DZIEJE LOTNICTWA W KRZESINACH MARCIN ROGOZIŃSKI S amoloty pojawiły się nad Poznaniem chwilę po godzinie 13. Leciały na wysokości 7 km, ledwo dostrzegalne na tle pogodnego nieba. Ponad miastem niósł się pomruk 299 silników amerykańskich bombowców B-17, wyły syreny, grzmiały salwy obrony przeciwlotniczej. Poznaniacy, przywykli do fałszywych alarmów, zbagatelizowali ostrzeżenia radiowe i w ostatniej chwili kryli się w piwnicach i schronach. Nalot trwał 20-25 minut i był cięższy niż ten sprzed półtora miesiąca. Bomby wybuchały w różnych częściach miasta. Eksplozje na terenie Targów Poznańskich zniszczyły zakłady lotnicze Focke-Wulf, uszkadzając przy okazji kamienice przy ul. Bukowskiej, a także Collegium Chemicum i kościół św. Michała Archanioła. Słupy ognia i dymu unosiły się nad dworcem kolejowym oraz nad budynkami Szkoły Handlowej przy Śniadeckich, w których mieściła się fabryka Telefunken. Po raz drugi bomby spadły na zakłady zbrojeniowe Deutsche Waffen und Munitionsfabrik na terenie Cegielskiego. W gruzach legły liczne niemieckie urzędy i gmachy publiczne. Na Wildzie alianci omyłkowo trafili domy mieszkalne. W ostatniej fazie nalotu fabrykę samolotów Focke-Wulf oraz przyzakładowe lotnisko w Krzesinach rozerwało niemal 100 bomb. Był dzień Zielonych Świątek 29 maja 1944 r. W chwili nalotu w zakładach lotniczych w Krzesinach pracowało ok. 7 tys. robotników. Wiedzieli o tym amerykańscy lotnicy i przed nalotem uprzedzili załogę, zrzucając jedną bombę. Przez ok. 10 minut wstrzymywali się od ataku/ pozwalając robotnikom schronić się w pomieszczeniach przeciwlotniczych. Później przeprowadzili atak, zdumiewająco celny w porównaniu z wcześniejszymi zrzutami w mieście. Zniszczeniu uległo 85 procent obiektów. Bomby zrujnowały hangary, warsztaty lotniczeJ hale montażowe wraz ze znajdującymi się w niej aparatami, pasy startoweJ dużą liczbę samolotów bojowych, zbiorniki z paliwem i smarami, radiostację oraz urządzenia nawigacyjne. Przestały istnieć magazyny sprzętu zamaskowane w lasach pomiędzy Gądkami a Kórnikiem. Z całego kompleksu zabudowań pozostała tylko jedna hala fabryczna (obecnie, po gruntownej modernizacji, wykorzystywana jako punkt serwisowy myśliwców F-16). Akcja zniszczenia fabryki samolotów Focke-Wulf zakończyła się pełnym sukcesem 1 . Precyzja amerykańskich lotników nie była wyłącznie ich zasługą. Podczas bombardowania obiektów w Krzesinach samoloty alianckie utrzymywały łączność radiową z zakonspirowaną w okolicznych lasach stacją nadawczo-odbiorczą obsługiwaną przez Edwarda Sikorę, członka Tajnej Organizacji Wojskowej z Ostrowa Wielkopolskiego. Wcześniej TOW zgromadziła obszerne materiały wywiadowczo-informacyjne o lokalizacji sprzętu lotniczego w Krzesinach i przekazała je drogą radiową aliantom. Zdaniem historyka Ludwika Gomolca nalot został bardzo dobrze przygotowany, a krzesińska fabryka Flugzeugfabrik "Focke-Wulfll Posen-Kreising, produkująca samoloty na potrzeby Luftwaffe, przestała istnieć. "Szkody i straty były tak wielkieJ że do końca wojny niemieckie władze wojskowe nie były w stanie odbudować lotniska i jego zaplecza. Zakłady produkcji samolotów przeniesiono częściowo do odległego o 70 kilometrów J arocina ll2 . Berlin zażądał, by mimo zniszczeń kontynuować w Poznaniu produkcję myśliwców. Na frontach II wojny światowej wojska niemieckie doznawały kolejnych porażek i potrzebowały każdego nowego samolotu. Już podczas pierwszego nalotu bombowego na Poznań (Wielkanoc 1944) alianci uderzyli w zakłady lotnicze Focke-Wulf na Targach. Władze okupacyjne zdały sobie wówczas sprawę/ że alianci nie zawahają się ponownie zaatakować miasto zamieszkałe w większości przez ludność polską i powrócą, by ostatecznie zniszczyć przemysł zbrojeniowy. Zakłady Focke-Wulf postanowiono rozproszyć poza miastem. Da potrzeb fabryki samolotów przystosowano dwa pruskie forty na Starołęce i Zegrzu. Po majowym bombardowaniu oba forty oraz "leśne budy i zakładyll przejęły ciężar produkcji samolotów, lecz do końca wojny prowizoryczny zakła nie zdołał osiągnąć poziomu wydajności sprzed alianckiego nalotu. Zeby skrócić sobie drogę, Krystyna Gieburowska chodziła do pracy pieszo. Z Dębca, gdzie mieszkała, przedostawała się mostem kolejowym na Warcie do Staro łęki, w okolice stacji PKB skąd było już tylko parę kroków do fortu L Mijała pojedyncze zabudowania i gospodarstwa rolne i błotnistą, rozjeżdżoną przez ciężarówki drogą dochodziła do bramy fabryki Focke-Wulf. Barak sanitarny znajdował się na zewnątrz fortu R6der wybudowanego przez Prusaków pod koniec XIX wieku. "Biura zakładu, buchalteria i magazyny znajdowały się wewnątrz - wspomina Krystyna Gieburowska. - To były ciasne pomieszczenia, więc robotnicy montowali samoloty na zewnątrz foru oraz w zadaszonych fosach ll . Do fortu R6der na Starołęce i Stiilpnagel na Zegrzu podciągnięto bocznice kolejowe. Osiemnastoletnia Krysia rozpoczynała dyżur o 7 rano i do godziny 19 jako sanitariuszka przyjmowała pacjentów zatrudnionych w fabryce. Tylko dwa dni w miesiącu miała wolne. Prócz niej w "sanitarcelI pracowali także polscy lekarze i inne polskie pielęgniarki. Tylko szefostwo było niemieckie. Marcin Rogoziński Ryc. 1. Plan sytuacyjny leśnych hal produkcyjnych Focke-Wulfa. [w:] "Głos Wielkopolski" Przydział do pracy w fabryce samolotów Focke-Wulf Krystyna Gieburowska dostała na przełomie 1942 i 1943 roku. W dawnych pawilonach Targów Poznańskich działał zakład produkujący części do składanych w Krzesinach samolotów myśliwskich. Warsztaty znajdowały się w północnej części terenów targowych, od strony ulic Grunwaldzkiej i Bukowskiej. Tam też stawiała się codziennie rano pani Krystyna. Kilka tysięcy polskich robotników przymusowych zatrudnionych w fabryce wykonywało zazwyczaj prosteJ wymagające jedynie krótkiego przyuczenia prace. Majstrami byli wyłącznie Niemcy. Pani Krystyna przez wiele miesięcy metalowym pilnikiem szlifowała jakieś części silnika. W ostatnim roku wojny robotnicy przymusowi coraz częściej spędzali czas nie przy warsztacie, lecz w schronie przeciwlotniczym. W 1944 roku alianci nasilili bombardowania miast na wschodzie Rzeszy i fałszywe alarmy przeciwlotnicze ogłaszano w Poznaniu regularnie. "Zaczynały wyć syreny i mieliśmy 10 minut, by dobiec do schronów przeciwlotniczych - wspomina pani Krystyna. - Całyzakład gnał ul. Grunwaldzką na cmentarz ewangelicki, gdzie znajdowały się schrony. Dzisiaj w tym miejscu jest park obok pływalni OlimpiaII. Plan budowy w Poznaniu fabryki samolotów zrodził się w pierwszych miesiącach okupacji. W 1940 roku władze przystąpiły do jego realizacji w południowej części miasta. Pomiędzy wsiami Głuszyna i Krzesiny, które Niemcy włączyli w granice Poznania, powstała Flugzeugfabrik "Focke-Wulfll Posen-Kreising. Teren odebrano prywatnym właścicielom i przekazano Rzeszy Niemieckiej. Od strony Głuszyny wzniesiono montownie, hale produkcyjneJ baraki, hangary i schrony. Opodal fabryki powstało przyzakładowe lotnisko, a w lesie pomiędzy Gądkami i Kórnikiem zlokalizowano pierwsze magazyny. Do zakładu podciągnięto dwie linie kolejowe: wąskotorową biegnącą do Kórnika oraz normalną w kierunku Poznania. Równocześnie w pawilonach targowych ruszyła produkcja części silnikowych Focke-Wulf MessegeHinde. Końcowa faza produkcji odbywała się w podziemnym bunkrze pod hamownią silników w Krzesinach. Na początku lat 70./ w związku z przebudową lotniska, natrafiono na pozostałości hal montażowych. "Podczas układania płyt betonowych pod parkingiem odkryto pomieszczenia z cegłyll - wspomina mjr Henryk Kania, który w tym okresie rozpoczynał służbę w Krzesinach. Wraz z kolegami schodził do podziemi charakterystycznego budynku hamowni silników, jedynego, prócz całkowicie zmodernizowanego hangaruJ zachowanego do dzisiaj śladu po produkcji samolotów w okresie okupacji. Pan Henryk nie otrzymał zgody nie penetrację podziemnych korytarzy pod parkingiem. "Podobno z hamowni można się było tunelem wydostać poza teren jednostkiII - mówi mjr Kania. Po zniszczeniu zakładów na Targach polscy robotnicy przymusowi trafili z centrum Poznania na przedmieścia. Krystyna Gieburowska wraz z innymi robotnikami musiała teraz dojeżdżać pociągiem w okolice Gądek, gdzie powstał, zachowany we fragmentach do dzisiaj, kompleks hal montażowych i warsztatów o nazwie Waldhiitte und Waldwerke. Pracowała przy produkcji części silnikowych w parterowych barakach o wymiarach 100x15 m. W pobliżu biegła linia kolejowa do Poznania, przy której stały budynki magazynów przeładunkowych na kolejkę zakładową. Po paru tygodniach szczęście uśmiechnęło się do pani Krystyny i znalazła zatrudnienie w oddziale sanitarnym w forcie R6der. Fabryka Samolotów "Focke-Wulfll Poznań-Krzesiny była filią zakładów lotniczych w Bremie. Henrich Focke i Georg Wulf pierwszy samolot skonstruowali w 1910 roku i choć żaden z nich nie współpracował z nazistowskim przemysłem zbrojeniowym, ich nazwiska kojarzą się nieodmiennie z hitlerowską machiną wojenną (Wulf zginął w 1927 roku w katastrofie lotniczej, Focke wycofał się z interesu na znak protestu przeciwko decyzji zarządu spółki o przestawieniu produkcji na cele wojskowe). W okresie dyktatury Hitlera osobą odpowiedzialną za konstrukcje został Kurt Tank. Ten urodzony w Bydgoszczy inżynier zasłynął z opracowania projektów wielu samolotów, w tym Focke-Wulf FW-190 uważanego za jeden z najlepszych myśliwców II wojny światowej. Jednomiejscowy i jednosilnikowy samolot wyprodukowano w ponad 20 tys. egzemplarzy w różnych zakładach na terenie Niemiec. Konstrukcję Focke-Wulf ciągle udoskonalano i w okresie działań wojennych powstało kilkadziesiąt różnych mode Marcin Rogoziński Ryc. 2. Hamownia silników Focke-Wulfa w Krzesinach, z tyłu wieża kontroli lotów, fot. M. Rogozińskili FW-190. Inny myśliwiec, którego seryjna produkcja ruszyła pod okiem Kurta Tanka w Krzesinach, nazywał się Focke-Wulf Ta 154 w wersji V9. Dwumiejscowy i dwusilnikowy samolot, potocznie nazywany "Moskito", nie należał jednak do udanych konstrukcji i nie mógł się poszczycić osiągnięciami militarnymi swojego poprzednika. Drewniany szkielet kryty sklejką pozwolił zaoszczędzić deficytowe duraluminium, ale nie sprawdził się w warunkach bojowych i ostatecznie do Luftwaffe trafiło niewiele samolotów "Moskito"3. W pierwszych powojennych latach nikt nie interesował się pozostałościami po fabryce Focke-Wulf w Krzesinach. Zbombardowane przez aliantów hale stały w ruinie, a pas startowy żłobiły kratery, w których zbierała się woda. Dopiero we wrześniu 1954 roku Ministerstwo Obrony Narodowej przeznaczyło poniemieckie lotnisko w Krzesinach na miejsce stacjonowania 62. Pułku Szkolno-Treningowego Lotnictwa Myśliwskiego. Uprzątnięto teren, na miejscu zniszczonych hangarów wzniesiono nowe budynki do obsługi dwóch eskadr lotniczych. Infrastruktura lotniska, w tym budynki koszar i sztabu, nie odpowiadały ówczesnym standardom - brakowało hangarów, a większość dróg na lotnisku, także kołowania, nie została utwardzona. Kadra wojskowa mieszkała w prowizorycznych barakach położonych na obrzeżach lotniska w Sypniewie. Pułk dysponował wysłużonymi, radzieckimi samolotami MIG-15, Lim-1 i MIG-5bis, które w 1955 roku zastąpiono samolotami typu Lim-2. Samolotem szkolnym był UTMIG-15. Mimo trudnych warunków przez pierwsze trzy lata funkcjonowania baza w Krzesinach wyszkoliła 230 absolwentów Oficerskiej Szkoły Lotniczej. Pierwszym dowódcą pułku został Andrzej Dobrzeniecki 4 . W 1957 roku polskie lotnictwo wojskowe przeszło reorganizację i poznański pułk stał się elementem systemu obrony powietrznej kraju. Jednostkę przemianowano na 62. Pułk Lotnictwa Myśliwskiego, a zaplecze lotniska rozbudowano. Na przełomie lat 50. i 60. powstało w Głuszynie osiedle mieszkaniowe dla pracowników lotniska. Wkrótce w bazie pojawiły się pierwsze ponaddźwiękowe migi, a pułk otrzymał imię "Powstańców Wielkopolskich 1918-1919 11 . W 1962 roku do Poznania przyleciały samoloty MIG-21. Kolejny reI?ont w 1966 roku wymusił przeniesienie pułku do Babimostu, a następnie do Zar. W 1973 roku ponownie przebudowano pas startowy i drogi kołowania. To właśnie wtedy odkryto pomieszczenia pod hamownią silników. Wojsko rozważało wówczas możliwość wysadzenia betonowego monolitu w powietrze, jednak zrezygnowano z tego pomysłu, ponieważ w niektórych partiach grubość muru hamowni przekracza 2/5 m i istniało poważne niebezpieczeństwo, że ładunki wybuchowe zniszczą równocześnie znajdujące się wokół budynki. Pułk przeformowano w dwie eskadry lotnicze wyposażone w samoloty MIG-21 oraz Lim-5. Krzesiny były w tym czasie jedną z ważniejszych jednostek w systemie Obrony Powietrznej Kraju. W Poznaniu bez przerwy dyżurowały pary.pilotów gotowych natychmiast wzbić się w niebo i reagować na zagrożenie. Zołnierze nazywali ich "wojskiem pierwszych pięciu minutII. Poznańskie migi interweniowały przy próbach naruszenia granicy państwa, np. przez samoloty z RFN, a także sprowadzały zagubionych, polskich pilotów na ziemię, gdy im z kolei groziło opuszczenie terytorium własnego kraju. Podobne siły szybkiego reagowania zlokalizowane były we Wrocławiu i Mierzęcinie. Na początku lat 80. eskadry otrzymały nowsze wersje rosyjskich samolotów MIG-21, które służyły w Krzesinach aż do 2003 roku. Pułkiem wstrząsały kolejne katastrofy lotnicze. "Na moich oczach zginęło wielu kolegów - wspomina mjr Henryk Kania. - Piloci nazywali radzieckie maszyny »latającymi trumnami«lI. Kania dokładnie zapamiętał tragiczny wypadek, który wydarzył się w czerwcu 1977 roku - zaraz po starcie runął na ziemię jeden z migów prowadzony przez dowódcę bazYl ppłka Romualda Rejewskiego oraz jego zastępcę, Ryc. 3. Hangar oraz stara i nowa wieża kontrolna, fot. M. Rogoziński Marcin Rogoziński Ryc. 4. Wojskowy port lotniczy, stary budynek kontroli lotów i hangar z czasów II wojny światowej, obecnie serwis F-16, fot. M. Rogoziński Ryc. 5. W starych bunkrach i schronach na terenie lotniska przechowywane są samoloty, które kiedyś służyły w Krzesinach, fot. M. Rogozińskippłka Antoniego Babkiewicza. W miejscu upadku samolotu ustawiono kamień z pamiątkową tablicą. Upadek komunizmu i doktryny obronnej Układu Warszawskiego nie od razu odmieniły sytuację jednostki w Krzesinach. 62. Pułk Lotnictwa Myśliwskiego funkcjonował w strukturach 3. Korpusu Obrony Powietrznej we Wrocławiu. W 1994 roku pułk, z okazji 40. urodzin, otrzymał nazwę 3. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego w Poznaniu. Jednostka stała się formacją dziedziczącą tradycje wszystkich wielkopolskich i poznańskich eskadr myśliwskich. Przełomowym w dziejach Krzesin okazał się rok 2001. Wtedy zapadła decyzja o realizacji największej militarnej inwestycji w historii Polski - budowie natowskiej bazy F-16. Pułk przeformowano w 31. Bazę Lotniczą oraz 3. eskadrę lotnictwa taktycznego. Rozpoczął się szybki proces modernizacji i przystosowywania jednostki do wymogów, które system NATO stawia swoim strategicznym bazom lotniczym. "W ciągu czterech lat zrobiono więcej niż od początku istnienia Krzesin lls , przyznał w jednym z wywiadów płk Wojciech Krupa, pierwszy dowódca 31. Bazy Lotniczej. Pierwsze maszyny wjechały na plac budowy w czerwcu 2001 roku. Modernizację rozpoczęto od pasa startowego, który wydłużono do 2/5 km i rozszerzono do 60 m. W ekspresowym czasie powstały nowe drogi kołowania. "Tempo robót było tak dużeJ że w szczytowym okresie w ciągu doby udało się wylać 2856 m sześciennych betonu ll6 , donosiła "Gazeta Poznańska ll , skrupulatnie obliczając, że łącznie powstanie 350 tys. m 2 nawierzchni betonowych, na których będą mogły lądować naj cięższe samoloty NATO. 12 lipca 2002 r. odbyło się uroczyste otwarcie płyty lotniska oraz domku pilota. Pół roku później polski rząd podpisał z USA umowę na zakup 48 wielozadaniowych samolotów F-16. Zgodnie z założeniami 32 myśliwce trafiły do Krzesin, reszta do bazy w Łasku (woj. łódzkie). Za samolot y/ uzbrojenie, wyposażenie dodatkoweJ symulatory oraz szkolenia Polska zapłaciła 3/5 mld dolarów. W związku z podjęciem decyzji o stacjonowaniu nowych myśliwców w Poznaniu MON zainwestował w krzesińską bazę dodatkowe setki milionów złotych. Do obsługi samolotów F-16 zbudowano stalowy hangar o długości 115 m. W dwunawowej hali głównej znajduje się sześć stanowisk dla statków powietrznych. Powstały też dwie hale dla pojedynczych samolotów. Obok hangaru wzniesiono stanowisko do tankowania samolotów o wymiarach 28x29 m. Amerykańskie zbiorniki paliwowe mają pojemności 50 tys. litrów. Między hangarami stoi obiekt przeciwpożarowy, który składa się ze zbiorników wody i zbiornika wytwarzającego pianę gaśniczą. W ramach restrukturyzacji bazy utworzono wojskową jednostkę straży pożarnej, którą wyposażono w najnowocześniejszy sprzęt ratunkowo-gaśniczy. Od podstaw wzniesiono wieżę kontrolną lotniska. Na siódmym piętrze charakterystycznego budynku Wojskowego Portu Lotniczego zlokalizowano ośrodek naprowadzania statków powietrznych, gdzie zapadają decyzje o ruchu lotniczym w rejonie lotniska i skąd utrzymywana jest łączność ze statkami powietrznymi. W gabinecie na jednym z niższych pięter urzęduje dowódca bazy. W nowej jednostce powstały schronohangary, w których "parkująll samoloty. Zostały skonstruowane z betonu i stali i posiadają charakterystyczny kształt Marcin Rogozińskibeczki. Specjalna komora umieszczona na tyłach schronu umożliwia rozruch samolotu bezpośrednio z obiektu. Kilkanaście budynków zajęła Kompania Obsługi Lotniska odpowiedzialna za utrzymanie lotniska w stałej gotowości eksploatacyjnej. W jednym z obiektów znajduje się nowoczesny warsztat naprawczy oraz "myjnia samolotowa", inny przeznaczono na potrzeby wojskowego ośrodka meteorologii oraz laboratorium paliw i techniki lotniczej. Ciekawostką techniczną jest nowy system lin hamujących samolot y/ taki jak na lotniskowcach. Baza jest niezależna energetycznie i zasilana w ciepło własnymi kotłami olejowymi. Metamorfozę przeszła także kadra wojskowa, która odmłodniała, wyspecjalizowała się i personalnie nie ma nic wspólnego ze swoimi poprzednikami z 62. oraz 3. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego. "Jestem ostatnim pilotem, który służył w poprzedniej strukturze. Prócz mnie pozostało paru techników" - przyznaje płk Rościsław Stepaniuk, dowódca 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach. W dowodzonej przez niego jednostce zatrudnienie znalazło ok. 2 tys. ludzi, z czego trzy czwarte stanowią cywile. Do elity należą najlepsi w Polsce lotnicy, wyszkoleni w USA piloci myśliwców F-16. Około 20 pracuje obecnie w Poznaniu. Ojców założycieli 31. Bazy w Krzesinach nie udało się ustalić. W 2006 roku dziennikarze tygodnika "Polityka" próbowali się dowiedzieć, na jakim szczeblu zapadła decyzja o budowie bazy dla 32 samolotów wielozadaniowych w granicach miasta. Cytowani przez tygodnik ministrowie obrony narodowej z dwóch kolejnych ekip rządzących nie potrafili powiedzieć, kto wybrał Poznań-Krzesiny. "Mógłbym w Polsce wskazać kilkanaście innych, bardziej trafnych lokalizacji dla podobnej bazy" - mówił wtedy Piotr Łukaszewicz, dyrektor biura F-16 przy ministrze obrony. Biuro odpowiadało za wykonanie umowy na dostawę samolotów. Faktem jest, że lokalizacja dumy polskiego lotnictwa - bazy w Krzesinach - w obrębie poznańskiej aglomeracji od początku budziła kontrowersje 7 . Na początku listopada 2006 roku do Poznania przyleciały ze Stanów Zjednoczonych pierwsze myśliwce. Z powodu usterek technicznych dotarły na miejsce później, niż zakładano i oficjalne powitanie trzeba było przekładać. 9 listopada na płycie lotniska samoloty przyjął uroczyście prezydent Lech Kaczyński z małżonką/ która została "matką chrzestną" F-16. Z jednego z myśliwców wysiadł dowódca bazYl płk Stepaniuk. Od strony Staro łęki w kierunku Głuszyny ciągnął się sznur samochodów. W Dniu Święta Niepodległości w 2006 roku pracownicy bazy lotniczej zaprezentowali mieszkańcom Poznania i okolic samolot F-16. Organizatorzy, spodziewając się wielu gości, podstawili dla chętnych dodatkowe autobusy przy pl. Mickiewicza oraz na Franowie i Starołęce. MPK zapewniło połączenie między bazą a dworcem kolejowym w Krzesinach, dokąd docierały pociągi z gośćmi z Dworca Głównego PKE Nowe samoloty zmierzyły się w podniebnych akrobacjach z dotychczas używanymi samolotami MIG-29. Lotnictwo wojskowe zaprezentowało ponad 20 obecnie używanych i historycznych statków powietrznych. Ryc. 6. F-16 podczas przeglądu technicznego, fot. M. Rogoziński Przed bramą lotniska odwiedzających oficjeli i poznaniaków przywitali manifestanci przeciwni stacjonowaniu w Krzesinach myśliwców F-16. Według nich decyzja o otwarciu bazy była kuriozalna, bo oznaczaJ że domy osiedla Marlewo znalazły się w odległości zaledwie 200 m od końca pasa startowego. Mieszkańcy powołali do życia Stowarzyszenie Ekologiczne Marlewo i zapowiedzieli walkę o swoje prawo do ciszy i spokoju. Nim jeszcze samoloty zdążyły wylądować, do sądów trafiło kilka tysięcy pozwów o odszkodowanie za spadek wartości działek budowlanych i gruntów. Właściciele żądają odszkodowań od wojska na łączną sumę prawie pół miliarda złotych (468/2 mln)8. Zdaniem wynajętych przez mieszkańców biegłych nieruchomości na osiedlu Marlewo straciły ok. 20 proc. na wartości. Według nieoficjalnych szacunków polskiej armii jest to zaledwie 4-5 proc. Wojsko stanowczo odrzuciło wnioski o wypłatę odszkodowania. Wojewoda wielkopolski Piotr Florek zapowiedział, że zamierza negocjować kwestię odszkodowań i będzie namawiał wojsko, aby dogadało się z mieszkańcami, bo to zaoszczędzi czas i pieniądze. Na początku 2008 roku wojewoda podpisał rozporządzenie rozszerzające strefy ograniczonego użytkowania wokół bazy. Pięć stref wokół Krzesin zredukowano do trzech, ale obejmują one swoim zasięgiem większy obszar - 224 km 2 . Mieszkańców Marlewa wzięli w obronę poznańscy politycy. Poseł Marek Zieliński (PO) zaproponował, by w Krzesinach stacjonowało osiem samolotów Marcin Rogoziński F-16 i zapowiedział, że będzie domagał się od Ministerstwa Obrony Narodowej przygotowania wieloletniego planu wyprowadzania z Poznania myśliwców. A co ze zrealizowanymi już inwestycjami? W perspektywie kilkunastu lat Krzesiny mogłyby przejąć funkcję lotniska cywilnego na Ławicy. Były wojewoda i senator Włodzimierz Łęcki uważał, że dwa lotniska oznaczają podwójne koszty i wskazywał Balice i Frankfurt nad Menem, gdzie jedna baza pełni zarówno funkcje wojskoweJ jak i cywilne. Wtórował mu wicewojewoda Waldemar Witkowski/ który mówił o bliskości autostrady i lepiej rozwiniętej infrastrukturze lotniska w Krzesinach niż na Ławicy. Pewnego zimowego poranka 1945 roku Krystyna Gieburowska szła jak zwykle do pracy w forcie na Starołęce. Gdy zbliżała się do mostu kolejowego nad Wartą, zatrzymali ją niemieccy żołnierze. Most był zamknięty i przygotowany do wysadzenia w powietrze. Pani Krystyna dotarła jednak do fortu R6der, ale zakłady Focke-Wulf przerwały tego dnia produkcję i sanitariuszce kazano wracać do domu. "Szefostwo pozwoliło nam zabrać materiały opatrunkowe" - wspomina. Krystyna Gieburowska po raz ostatni widziała wtedy fort na Starołęce. Szła drogą, mijając po drodze ciężarówki z ewakuującymi się wojskami niemieckimi. Armia Czerwona zbliżała się do lotniska byłej fabryki samolotów w Krzesinach. PRZYPISY: 1 M. Olszewski, Naloty bombowe zachodnich aliantów na Poznań w 1941 i 1944 roku,,,Kronika Miasta Poznania", 2-3/1967. 2 L. Gomolec, Działania dywersyjno-partyzanckie na terenie Wielkopolski podczas okupacji hitlerowskiej 1939-1945, Poznań 1962. 3 M. Ryś, Focke-WulfTa 154 Moskito, czyli niemiecka odpowiedź na drewniane cudo,,,Nowa Technika Wojskowa", nr 5 i 6 z 2000 r. 4 http://www.31blot.sp.mil. pV31 blot. ph p ?str == historia 5 Rozmowa z płk Wojciechem Krupą, dowódcą 31. Bazy Lotniczej w Krzesinach, "Wiraż", nr 19, l, z 19 X 2004 r. 6 Prace na Krzesinach, "Gazeta Poznańska" z 19 IX 2001 r. 7 M. Henzler, Samolot wieloproblemowy, "Polityka", nr 45 z 11 XI 2006 r. 8 F-16 już lądują, "Gazeta Poznańska" z 6 XI 2006 r.