Z ROMANEM MISIEM PRZECHADZKA PO STARYM ZEGRZU BARBARA FABIAŃSKA N a współczesnym planie miasta w obrębie obecnego Zegrza znajdują się dwa osiedla - Stare Zegrze i Orła Białego. Obszar zamyka linia ulic: Inflanckiej, Kurlandzkiej i Bobrzańskiej. - Przed powstaniem osiedli Inflanckiej tu nie byłol. Kurlandzka nazywała się po wojnie Obodrzycka, a jeszcze wcześniej - Forteczna. Przebiegała inaczej, o tak - Roman Miś pokazuje linię ulicy od Starołęki aż do Malty. - Potocznie nazywano ją Okr ężną 2. Bobrzańskiej w ogóle nie kojarzę - zastanawia się. - Nie, nie było tu takiej ulicy. Obszar wyznaczała ziemia gospodarzy - mówi i rysuje granice starego Zegrza. Od północy Zegrze sięgało zbiegu obecnych ulic Katowickiej i Milczańskiej oraz ul. Wołkowyskiej. Od wschodu graniczyło najpierw z Chartowem, wzdłuż dzisiejszej Inflanckiej i Piaśnickiej, potem z Franowem, a jeszcze bardziej na południe sięgało torów kolejowych przy Pokrzywnie i Goraszewie. Od południa dochodziło do Fortu la i ul. Warownej. Od zachodu granicą Zegrza była ul. Katowicka 3 . * * * Na mapie z 1927 roku, kiedy urodził się Roman Miś, Zegrze znajduje się zaraz za granicami miasta. Oznaczone jest punktem przy trasie "kolejki" łączącej Maltę i Starołękę i nazywa się Przystanek Zegrze. - To nie była stacja kolejowa - objaśnia Miś. - Nazywaliśmy to miejsce "punkt Stop". Tory przecinały tu ul. Rzeczańską. Nadjeżdżał pociąg, zatrzymywał się, wysiadali dwaj kolejarze z chorągiewkami, stawali na ulicy po obu stronach torów i go przepuszczali. - Nazywaliśmy tę linię "kolejką', ale to była normalna, szerokotorowa kolej. Przewoziła do głównego węzła rozrządowego w Starołęce towary z papierni na Malcie, ogrodów Mielocha, z huty szkła w Antoninku. Ryc. 1. Rataje i Zegrze na planie miasta z 1%3 r. Miała też bocznice do ratajskiej fabryki musztardy, cegielni i fabryk papy w Ratajach i w Zegrzu. Tych torów już nie ma. Nieopodal "punktu Stop" znajdowała się ochronka dla dzieci. Roman Miś pamięta towarzyszący zabawom dźwięk młotów. Rozbrzmiewała w ten sposób montownia lokomobili Kaniewskich i Chudowiczów z Zegrza. - Te podobne do lokomotywy maszyny pomagały orać pola w majątkach. Koło zamachowe uruchamiane parą ciągnęło linę, a lina pługi, przeważnie dziesięcioskibowe. Potrzebne były dwie lokomobile jednocześnie, po obu stronach pola. Ulica Rzeczańska w czasach Miasta Twierdzy była drogą łączącą Fort II z miastem, dlatego była wybrukowana. Od Przystanku Zegrze prowadziła do centrum wsi. Tam zbiegała się z Ostrowską i Milczańską, dwiema ulicami przecinającymi całe Zegrze i prowadzącymi w kierunku granic z Ratajami i z terenem Malty. Główną ulicą była Ostrowska. - Tak wyglądała, jak się wjeżdżało do Zegrza od strony Rataj - Roman Miś pokazuje pocztówkę sprzed I wojny. Ostrowska Barbara Fabiańska Ryc. 2. Centrum Zegrza (ul. Ostrowska przy Rzeczańskiej i Milczańskiej), po lewej od góry dom i sklep kolonialny Katarzyny z Leitgeberów i Jana Sobkowiaków, pocztówka sprzed I wojny światowej u zbiegu z Milczańską i Rzeczańską do końca istnienia starego Zegrza nie zmieniła prawie swojego wyglądu. N awet grupa mężczyzn stoi w tym samym miejscu, w którym zbierała się dzień w dzień przez kolejne kilkadziesiąt lat - na tzw. Kancie. Jedynie dom Wieruszewskiego na pocztówce jest parterowy, później miał dobudowane piętro (ryc. 2). Kantem nazywano miejsce między stodołą Wieruszewskiego i płotem Piechowiaka na rogu Ostrowskiej i Rzeczańskiej. Zbierała się tam głównie młodzież, przeważnie bezrobotna. Miejscowi gospodarze zatrudniali ich czasem do dorywczych prac. Niekiedy udało im się coś ukraść z jadących tamtędy na targ wozów i sprzedać pośrednikom. Po przeciwnej stronie Ostrowskiej, w najwyższym domu na pocztówce, Kaniewscy prowadzili restaurację. - Restauracja miała dwie salki - wspomina Roman Miś. - W przedniej siedzieli miejscowi pijaczkowie, a do tylnej wpuszczano wybranych: handlarzy bydłem, rzeźników. Miejscowi gospodarze raczej tu nie przychodzili, schodzili się u siebie, mieli swoje miejsca. Zegrze było bogate. Większość żegierszczan posiadała ziemię i gospodarstwa. Najzamożniejsi lokowali swój kapitał w kamienicach, niezbyt luksusowych, bez kanalizacji, bez wody, z wygódkami i śmietnikami na podwórku. W tych kamienicach mieszkali przede wszystkim ci, którzy nic nie posiadali. Mężczyźni pracowali przeważnie w Stomilu, w maltańskiej fabryce papieru albo uMielocha, Ryc. 3. Rodzina Wojciecha i Marianny z Wittigów Leitgeberów, dziadków Romana Misia; po lewej siedzi w stroju bamberskim żona syna Stanisława Leitgebera, Helena Leitgeber z Genslerów, w stroju zakonnym córka Ewa Leitgeber, przy stoliku siedzi córka Katarzyna Sobkowiak prowadząca z mężem Janem sklep i salon towarzyski żegierskich narodowcóww jego ogrodach. - Kobiety między śniadaniem i gotowaniem obiadu latały do gospodarzy do opielania - wspomina Miś. - Zarabiały niewiele, ale za to zawsze coś przyniosły do domu, jakiejś zieleniny, i odrabiały czynsz. Całą pracę na roli wykonywano wówczas ręcznie. Warzywa trzeba było wiele razy opielać, obdziabywać dziabkami. Mężczyźni chodzili na cięższe prace, takie jak żniwa. Często całe rodziny od pokoleń pracowały ujednego gospodarza. Gospodarzy "porządnych", bogatych Roman Miś pamięta dwudziestu pięciu. Więcej niż gospodarzy było chałupników, tzn. tych, którzy mieli własne domy i przydomowe ogrody. Ci pracowali w różnych zawodach w mieście albo prowadzili żegierskie sklepy. Ojciec Romana Misia pracował w straży więziennej, sąsiad Dąbek, który miał trochę mniejszy ogród, na kolei. Koźmiński, drugi sąsiad, z dziada pradziada był rybakiem. Miał łódź, sieci, należał do Cechu. Dzierżawił odcinek Warty między Wielką Starołęką i Rogalinem i wyjeżdżał tam na całe lato. Co złowił, sprzedawał na miejscu, w Rogalinie. - Miał w skrzynkach różne gatunki ryb i kto chciał sandacza, to sandacza, kto suma, to suma, kto węgorza - węgorza - opowiada Miś. - Mogliśmy też u niego zamówić rybę, np. na Gwiazdkę. Wtedy przywoził w beczkach. Według Romana Misia podawana liczba trzech tysięcy mieszkańców Zegrza w międzywojniu jest zawyżona. - Mogło nas wtedy być co najwyżej dwa tysiące. Po wojnie tak, trzy tysiące i więcej. Barbara Fabiańska Ta niewielka społeczność utrzymywała stosunkowo dużo sklepów i zakładów rzemieślniczych. Pięciu rzeźników i cztery sklepy kolonialne wcale nieźle prosperowały. - Ciocia Hirschka posyłała mnie do rzeźnika po "pół funta od brzucha i resztę nazad". Od brzucha to boczek - wyjaśnia Roman Miś. - Gotowała na tym grochówkę. Miała pięcioro dzieci, była wdową, więc się nie przelewało. Gotowała na zmianę grochówkę i ślepe ryby, czyli aintopf. Głównie z kartofli, ale z jarzyną, wszystko tam można było włożyć. Pływały na nim oczka ze smalcu czy innej zasmażki. Mięsa w cioci ślepych rybach nie było. Zamożniejsi gotowali na mięsie. W piątek była zupa z dwóch śledzi i kartofle w mundurkach. Każdy dostał po dwa, trzy kartofle w talerz, zupą zalane i to było dosyć smaczne. Rzeźnikami byli Szymański, Olejnik i drugi Szymański, DybiRyc. 4. Ewa Leitgeber, córka Wojciecha Leitgebera zbański byl piekarzem. Toboła i Sobkowiakowie mieli sklepy kolonialne. Trzeci sklep spożywczy miała wdowa po Wlaźlaku - Imaszewska. Żona Ptaka, elektryka, prowadziła zlewnię mleka. Na tyłach kamienicy z restauracją Kaniewski miał kuźnię. Bartkowiak drugą. Stolarzy było też dwóch. Chudowicz najpierw miał prywatny autobus, a potem fabryczkę papy. Autobus kupił od niego, jeszcze przed wojną, Dąbrowski. Chudziccy furmanili, mieli dwa konie. Wozili węgiel, koks, śmieci, co kto potrzebował. Takich wozaków było kilkunastu. Matka Romana Misia, Zofia, pochodziła z bamberskiego rodu Leitgeberów. Jej protoplasta, Andreas Leitgeber, przywędrował z Bambergu w połowie XVIII wieku i osiedlił się w Ratajach. Bardzo szybko, bo w drugim pokoleniu, ta linia rodu Leitgeberów zamieszkała w Jeżycach. Mniej więcej sto lat później dziadek Romana Misia Wojciech Leitgeber wrócił za Wartę i kupił w Zegrzu duże gospodarstwo. Roman Miś należał już do chałupników, był pielęgniarzem. Ziemię, na której się urodził, nazywa przydomowym ogrodem. W tym ogrodzie w momencie likwidacji starego Zegrza prócz warzyw i kwiatów rosło 150 drzew owocowych. ,-Jg M T AAICA y .5 Ryc. 5. Rodziny Hirschów, Maciejewskich, Misiów; druga kobieta od lewej to Weronika Hirsch, za nią stoi jej siostra Katarzyna Sobkowiak, pierwsza od prawej z kwiatami w rękach stoi Zofia Miś z Leitgeberów, matka Romana Misia Ryc. 6. Wenta parafialna, od prawej stoją: Zofia Miś, Weronika Hirsch (ciocia Hirschka w stroju bamberskim) i córka Weroniki - Helena Karpińska; po prawej stronie stoi Krystyna Henke, od lewej siedzi Teresa Wołkowiecka, fot. z 21 lipca 1946 r. Barbara Fabiańska - Nasz dom stał przy ul. Byteńskiej. Odchodziła od Rzeczańskiej i biegła w stronę Rataj. Polna droga z pięcioma posesjami. Była ślepa, ginęła wśród pól - opisuje swoją ulicę Miś. Rozległe pola z rosnącymi na nich dorodnymi warzywami to charakterystyczny dla starego Zegrza widok. Dolina żegierska miała bardzo urodzajną glebę. Już w międzywojniu mało kto uprawiał tutaj zboże. - Na tej ziemi pięknie rosły warzywa - kalafiory, kapusta. Gospodarze sprzedawali je głównie na rynkach Bernardyńskim i Wielkopolskim. Babcia i dziadek, wtedy jeszcze mieli duże gospodarstwo, jeździli na rynek konikiem i specjalnym rozkładanym wozem - można go było zamienić na stragan. Babcia miała wagę i sprzedawała, a dziadek spacerował i pilnował. Bliżej drugiej wojny sprzedawało się wszystko zawodowej przekupce. W międzywojniu na żegierskich polach pojawił się rabarbar. - Wie pani? Każdy szczery poznaniak powie: rabarber. Jak ktoś powiedział poprawnie, to mówiono: taki z wysoka goda, będzie galon. Galon to ten z Galicji. Pobliscy ratajarze, uznając wyższość swoich upraw, z lekceważeniem mówili o żegierszczanach: "a, to ci ze stolicy rabarberu". - W Ratajach nie uprawiano rabarberu, bo mieli blisko miasto - wyjaśnia Roman Miś. - Uprawiali głównie szpinak, redychę i takie inne warzywa. U nas, jak sięgam pamięcią, zawsze były duże pola, nieraz połowa areału, rabarberu. Był bardzo popularny. Pierwszy szedł na rynek, na kompot. A to się rwie i on nadal rośnie. Do września. Coraz grubszy, badyle jak moja ręka. Wtedy na kompot już nie bardzo, ale panie zaprawiały na zimę, robiły doskonały napitek. Sok rabarberowy jest bardzo orzeźwiający. Po wojnie rabarbar jechał na Śląsk. - Ślązaczki są pewnie jeszcze bardziej oszczędne niż Wielkopolanki, więc one pewnie też na kompot - próbuje wyjaśnić to zjawisko Miś. W ostatnim okresie Zegrza najwięcej rabarbaru kupowały Ryc. 7. Teresa z Misiów Wotkowiecka, siostra Romana Misia, w stroju bamberskim winiarnie. - Z postępem mechanizacji winiarnie życzyły sobie, żeby im "nie zwozić tego całego łajna", tylko sam sok. Gospodarze mieli specjalne prasy do wyciskania i wozili sok w plastikowych baniakach na J23 (słynnego "jabola"). Powszechne było mniemanie, że J23 był z jabłek. Nie. Był bardziej z rabarberu. Choć owszem, były w nim i spady. Dawniej wszystko skrzętnie się zbierało ijak świnki nie zjadły, woziło się do punktów skupu i zawsze trochę grosza z tego było. Żegierszczanie związani byli wspólnotą losu z bratnimi ratajarzami. Wydaje się, że wśród współczesnych poznaniaków tylko oni potrafią rozpoznać swoją odrębność, bo dla miasta jedni i drudzy byli zza Warty. Miastu przywozili wozy pełne warzyw. Na rynku rabarbar mieszał się z redyską. Żegierszczanie i ratajarze, choć żyjący tak blisko centrum coraz większej aglomeracji i uczestniczący w jej życiu na równi z mieszkańcami Jeżyc czy Łazarza, byli z nieco innego świata. Łazarscy rówieśnicy Romana Misia kochali swoje mieszkania, kamienice, ulice. Roman Miś, jego żegierscy i ratajscy krewniacy kochali ziemię. Nawet, jeśli nie była ich własna. - Kiedy już byliśmy oszacowani do wysiedlenia, ale jeszcze nie wiadomo było, kiedy i ciągle ziemia jeszcze była nasza - mówi wzruszony Roman Miś - któregoś dnia, gdy ledwo wjechaliśmy z żoną po pracy na podwórze, teściowa zawołała do nas: Idźcie tylko do ogrodu zobaczyć. Nigdy nie. zapomnimy obrazu, który zobaczyliśmy. Nasz piękny, uwielbiany ogród i sad, pełen dorodnych drzew owocowych przepołowiony był rowem pod kolektor i trzymetrowym wałem ziemi, na którego szczycie, jak poukładane zapałki, jedno obok drugiego leżały nasze wyrwane z korzeniami drzewa - po jednej stronie nasypu korzenie, po drugiej korony z kwiatem w pełnym rozkwicie. To był moment kwitnącej wiśni. Jak zobaczyliśmy te rozbujałe kwiatem wisienki wyrwane z korzeniami... Mnie się zakręciło w żołądku, dostałem nogi z waty... Żal okrutny, bezsilna złość. Spojrzałem na żonę, żonie ciurkiem leciały łzy. Wspólnotę losu mieszkańców obu dzielnic wyznaczały również najważniejsze w życiu człoo ,.,., . , ..... " . . Ryc. 8. Widok z ogrodu Misiów na Rataje, fot. z 1 7 czelWca 1957 r. C lewej Teresa Wołkowiecka, w środku Zofia Miś) 1 I U 1 1