BAM B RZY W JEŻYCACH MARIA PARADOWSKA Położone stosunkowo niedaleko murów miejskich Jeżyce rozciągały się wzdłuż obecnej ul. Kościelnej, natomiast część gospodarstw usytuowana była przy obecnej ul. Dąbrowskiego, zarówno w kierunku Ogrodów, jak i w stronę miasta. Podobnie jak kilka innych wsi leżących wokół Poznania stanowiły zaplecze gospodarcze miasta, były więc dla niego jednym z ważnych źródeł dochodów, szczególnie że zyski płynące z tej dość zamożnej wsi do kasy miejskiej już od XIV wieku stale wzrastały. Pomyślny układ stosunków między miastem a wsiami uległ zniszczeniu w czasie wojny północnej, w której Wielkopolska i sam Poznań bardziej niż inne tereny kraju ucierpiały na skutek działań zbrojnych. Miasto i okoliczne wsie, nękane najazdami i kontrybucjami ze strony Szwedów, a także walczących z nimi zjednoczonych wojsk polskich, saskich i rosyjskich, podupadały i niszczały coraz bardziej, a dzieła dokonało wkroczenie w 1703 roku armii szwedzkiej do Poznania i miesięczne oblężenie miasta przez wojska polskie, saskie i rosyjskie w roku następnym. Ci mieszkańcy, którzy mogli, uciekali na Śląsk lub do wsi położonych dalej od Poznania. Tragiczna sytuacja pogłębiła się na skutek panującej w latach 1708-10 zarazy morowej, która pociągnęła za sobą śmierć tysięcy istnień ludzkich l. Zamożną dotąd wieś J eżyce 2 spotkał ten sam los, co większość innych wsi podpoznańskich. Miasto musiało zatroszczyć się teraz o ponowne ich zaludnienie i odbudowę. Po uspokojeniu działań wojennych część ludności wróciła, lecz były to bardzo małe grupy. W 1714 roku wsie Jeżyce, Luboń, Sołacz i Winiary zamieszkiwało razem około 33 rodzin włościańskich, trudno się więc dziwić, że jeszcze cztery lata później Jeżyce nadal miały zrujnowane budynki, nie obsiane pola, braki w inwentarzu i ludziach. Wówczas miasto, nie dysponując pieniędzmina zagospodarowanie wsi, postanowiło je wydzierżawić. Jeżyce wraz z Wildą, Luboniem i Górczynem wydzierżawiono na okres trzyletni spółce mieszczańskiej: Wojciechowi Suchorskiemu, Wojciechowi Libaberowi i Ignacemu Szpernie. Jednak nadzieje na odbudowę wsi dzięki dzierżawie zawiodł y 3. Władzom miasta pozostało wtedy tylko jedno wyjście - sprowadzenie osadników spoza granic Polski, szukających lepszych warunków egzystencji. Zwrócono uwagę na Niemców. Rozpowszechnionym środkiem ściągania osiedleńców było w tym czasie wydawanie odezw zachęcających do przeniesienia się na tereny polskie. Na podstawie znaczącej liczby rolników przybyłych do Poznania z Bambergu sądzić należy, że odezwę przekazano bezpośrednio do tego miasta 4 , jednak musiała być ona rozesłana także w inne rejony Niemiec, gdyż wśród osiedlającej się we wsiach poznańskich ludności byli, choć w zdecydowanej mniejszości, również przybysze ze Szwabii, Wirtembergii, Prus Wschodnich i Śląska. Osadnicy przybyli do wsi podpoznańskich kilkoma falami w latach 1719-53, przy czym obok zwartych grup zdarzały się przyjścia indywidualne, rodzinne. Wszyscy zobowiązani byli do przywiezienia zaświadczenia, że są wyznania rzymskokatolickiego, co wynikało z zarządzenia króla Augusta II z 1710 roku, dotyczącego ogółu cudzoziemców osiedlających się w tym czasie w Polsce. Przybywający do wsi podpoznańskich otrzymywali ziarno na zasiew i wypiek chleba, drewno na budowę i opał oraz niewielką ilość pieniędzy i szereg ulg, m.in. zwolnienie na pewien okres od obowiązkowych opłat, aby jak najszybciej mogli odbudować wsie. Warto tu zaznaczyć, że przybycie osadników z Bambergu miało duży wpływ na przeprowadzenie reform rolnych we wsiach podpoznańskich, tj. przejścia z gospodarki pańszczyźnianej na czynszową. Nie nastąpiło to natychmiast po ich przyjściu, wyjątkiem był jedynie Luboń, który już w 1719 roku przekształcony został w wieś czynszową. W innych wsiach odrabiano pańszczyznę na folwarkach, których grunty powoli dzielone były także między rolników bamberskich. Jeżyce należały do folwarku wildeckiego, były jednak położone w znacznej od niego odległości i dlatego wieś ta szczególnie nadawała się do osadnictwa czynszowego. Początkowo na opustoszałychjeżyckich gruntach folwarcznych niektórzy mieszczanie poznańscy zaczęli tworzyć swoje folwarczki. Największy, bo liczący sześć śladów, należał do Drążkiewiczów i główna fala rolników z Bambergu osiedliła się na Jeżycach właśnie przy jego parcelacji 5 . Pierwszymi obcymi przybyszami, którzy obok małej grupy chłopów polskich osiedlili się we wsi Jeżyce, była rodzina urodzonego "w Baberku" Krzysztofa Francbergera, przybyła w 1729 roku, i druga, o nieznanym nazwisku, która pojawiła się tutaj w 1732. W roku 1733 rodzina Francbergera przeniosła się do Lubonia, sprzedawszy swoje gospodarstwo rolnikom polskim - Wojtkowi Małemu i Wojtkowi Wielkiemu 6 . Wieś była wtedy prawie zupełnie wyludniona, tylko na 11 gospodarstwach pracowało 12 mężczyzn, 10 kobiet oraz dwóch komorników z żonami i kilku parobków. Nie wiodło im się dobrze, ubożeli z miesiąca na miesiąc, osadzenie więc nowych rolników stało się koniecznością. Kontrakt z nowymi gospodarzami jeżyckimi zawarto co prawda w 1745 roku, lecz dotyczył on tylko, jak podał J. Rutkowski, trzech osadników, a M. Bar Maria Paradowska wymienił tylko dwóch 7 . Byli to Jan Ferc oraz Dawid Koller (wspomniany w kontrakcie jako Kollert) i Antoni Hayle. Dwaj ostatni pochodzili ze Szwabii, w kontrakcie jeżyckim zanotowano bowiem, że "równocześnie dowiedziano się, że dwaj z ziemi szwabskiej wolnego narodu urodzeni ludzie i wychowani są w rzymskokatolickiej wierze i tejże pozostają wierni, przybyli tu, do Wielkopolski z żonami i z dziećmi, opuściwszy swą piękną ojczyznę z powodu toczącej się w owych krajach wojny i innych okoliczności powstałych przez wojnę"8. Większa grupa osadników z Bambergu osiedliła się we wsi Jeżyce dopiero około 1750 roku, część nawet w 1753 roku, w związku z czym musiano w Jeżycach przeprowadzić nowe pomiary gruntów. Wywodzili się z ostatniej fali rolników przybyłych do wsi podpoznańskich (niektórzy z nich objęli gospodarstwa we wsi Górczyn). W Jeżycach zamieszkały dwie rodziny o nazwisku zapisanym jako Patz (na pewno chodzi tu o nazwisko Paetz), dwie rodziny Wagnerów, a dalej rodziny o nazwiskach: Muth, RemIein, Leitgeber, Hirsch, Paul, Schneider, Staude, Mager i Buschke 9 . Być może w tej grupie osadników przybył także, albo przeniósł się tam z innej wsi, nie odnotowany w kontrakcie Carl Reiss, urodzony w 1734 roku i zmarły w Jeżycach w 1814 roku, gdzie pięć lat później zmarła również jego żona. Siedmioro ich dzieci urodziło się w 2 poło XVIII w. w Jeżycach, a ich wnuk Andrzej, który żył stosunkowo krótko, bo zaledwie 36 lat, był przez jakiś czas w 1 poło XIX w. sołtysem tej wsi. Jedno ze źródeł podaje, że pośród przybyszów była także rodzina Jesków z Prus Wschodnich, z okolic Królewca 1o . Prawdopodobnie nie zatrzymali się dłużej w Jeżycach, gdyż miejscem urodzenia drugiego i trzeciego pokolenia J esków była wieś RatajelI. N owo zamieszkali w Jeżycach zaczęli prowadzić gospodarstwa wraz z bliskimi sąsiadami, chłopami polskimi, którzy pozostali w Jeżycach bądź powrócili tam po zawierusze wojennej i po ustaniu zarazy. Polacy byli jednak w mniejszości. Jak wszystkich nowych osadników, tak i jeżyckich Bambrów obowiązywały podobne prawa i obowiązki, modyfikowane niekiedy przez specyficzne położenie danej wsi, a szczególnie przez mniejsze lub większe jej zniszczenie 12 . Jeżyce nie były tak zrujnowane, jak np. Luboń, ale z drugiej strony sytuacja rolników nie była tam tak dobra, jak np. gospodarzy w Ratajach. Ich stosunek prawny do ziemi, której otrzymywali najczęściej po jednej lub pół hubie, sporadycznie mniej, tj. po jednej czwartej huby, lub więcej - po półtorej hub y 13, był określony w umowach osadniczych. Jako ludzie wolni zobowiązani byli do porządnego prowadzenia gospodarstwa, ale w kwestiach sprzedaży czy odstępowania ziemi, jej ofiarowywania i zaciągania pożyczek musieli uzyskiwać zgodę szafarzy, w których rękach spoczywało administrowanie wsiami. Byli oni jednak przychylnie nastawieni do chłopów i nie stwarzali trudności w przypadkach, które nie zagrażały gospodarce wiejskiej. Głównym obowiązkiem ludności wiejskiej było płacenie miastu czynszów oraz podatków państwowych, tj. hiberny, czyli podatku gruntowego, i pogłównego, podatku od osób dorosłych. N adto chłopi zobowiązani byli do wykonywania drobnych prac na rzecz miasta, jak oczyszczanie ulic i placów, wywożenie błota i nieczystości, koszenie łąk miejskich, dostarczanie zieleni z okazji Zielonych Świąt i Bożego Ciała, a także do składania zarządowi miasta darowizn w postaci dwóch gęsi lub dwóch kapłonów i kopy jaj raz w roku. Takie wymagania stawiane były w kontrakcie jeżyckim, podczas gdy w innych, np. w dębieckim, odmiennie kształtowały się rodzaje darowizn na rzecz miasta 14. N owi przybysze byli ludźmi bardzo pracowitymi, porządnymi, gospodarnymi i z pewnością w tym zakresie mieli znaczący wpływ na rolników polskich. Jeśli chodzi o kulturę materialną, nie odbiegała ona dalece od kultury ludności wsi podpoznańskich. Największą barierę stanowił język. Gospodarze z Bambergu i Polacy nie potrafili porozumieć się, co powodowało rozdźwięk między nimi i obcość. Pomostem, który połączył tych ludzi, była wspólnota wyznania - wszyscy byli głęboko wierzącymi i praktykującymi katolikami. Mieszkańcy Jeżyc należeli do parafii pw. św. Wojciecha. Bamberczycy początkowo nie chodzili do kościoła, gdyż kazania głoszono tam w języku polskim i w tymże języku słuchano spowiedzi. Wkrótce więc osadnikom przyznano kościół 00. Franciszkanów, w którym wszystkie obrzędy odprawiano w języku niemieckim. Jednak kościół ten był tylko filią kościoła farnego, co nie podobało się emigrantom z Bambergu, dla których większą rolę odgrywała "ich parafia". Nadto, jako ludziom oszczędnym, nie odpowiadała im konieczność składania podwójnych opłat za udzielenie sakramentu chrztu Św., ślubu itd. Aby ochrzcić dziecko w kościele 00. Franciszkanów, musieli uzyskać na to pozwolenie ze swojej parafii pw. św. Wojciecha i opłacić tę zgodę, a następnie złożyć drugą opłatę za sakrament chrztu św. w kościele 00. Franciszkanów. Znajomość języka polskiego stała się wkrótce dla osadników sprawą najwyższej wagi i to nie tylko ze względu na trudności w przyjmowaniu sakramentów, ale także z uwagi na kontakty z sąsiadami i urzędnikami miejskimi. Świadomie dążyli do jedności z nowym miejscem zamieszkania, które miało być już stałym, rodzinnym gniazdem, i z ludźmi. Nie chcieli być obcymi wśród swoich. Przybysze z Bambergu spolonizowali się z własnej woli, a płaszczyzną tego stosunkowo szybkiego procesu stał się przede wszystkim Kościół, potem szkoła, a dalej stosunki z sąsiadami. Niekiedy już w drugim pokoleniu zaczęło dochodzić do małżeństw między członkami rodzin osadników z Bambergu a członkami rodzin rolników polskich. Wielu potomków przybyszów z Bambergu już w połowie XIX wieku dzielnie stawało w obronie polskości wobec zaborcy pruskiego, a w XX wieku przelewało krew w obronie swej polskiej ojczyzny. Poprzez związki małżeńskie gospodarstwa Bambrów i ich potomków przechodziły w ręce Polaków i odwrotnie, polskich gospodarzy w ręce potomków Bambrów. Małżeństwa przyczyniły się również do przemieszczania się ludności z jednej wsi do drugiej. W 1841 roku w Jeżycach na 51 istniejących gospodarstw 25 należało do potomków osadników z Bambergu. Byli nimi: JózefPaetz (Patz), Andrzej Muth, Andrzej Reiss (Reis), Kasper Wagner, Andrzej Wagner, JózefRemIein, JózefLeitgeber, Karol Hoppel, Andrzej Hoppel, Jan Wagner, Jan Hirsch, Jerzy Wagner, Fryderyk Paul, Jerzy Handschuh, Jerzy Paul, Andrzej Mager , Jan Kayser, Andrzej Wagner II, Jan Schneider, Jan Paetz (Patz), Adam Staude, Jan Rausch, Józef Schneider, Jan Remlein i Wawrzyn Hirsch 15 . Ten wykaz z 1 poło XIX w. nie jest jednak pełny, już wówczas bowiem wymieniano kilka gospodarstw należących do Muthów, a nadto brakuje nazwisk pierwszych osadników, Haylego, Kollera i Ferca, przy czym Kollerowie mieszkali w tym czasie w Jeżycach na pewno. Maria Paradowska Dzieje Bambrów jeżyckich i ich potomków nie odbiegały od losów Bamberczyków zamieszkujących inne wsie poznańskie 16 . Powoli zagospodarowali wieś, która już w 1780 roku miała 43 zagrody, a dziewięć lat później mieszkało w niej 265 osób, z których 165 utrzymywało się z pracy na roli. Zagrody bamberskie początkowo składały się z budynku mieszkalno-inwentarskiego, ustawionego szczytem do drogi, z wejściem od strony podwórza. Naprzeciwko ciągnęły się szopy na wozy i narzędzia, a w głębi stała stodoła. Budynki odgradzał od drogi płot z wrotami i furtką. Centrum chałupy stanowiła "czarna kuchnia", do której wchodziło się z sieni na wprost głównego wejścia. Znajdował się w niej piec chlebowy, wędzarnia i piec do gotowania. Z tej samej sieni jedno wejście wiodło do dużej izby, a z niej drzwi prowadziły do nie ogrzewanego alkierza, który miał połączenie z komorą, usytuowaną za czarną kuchnią po przeciwnej stronie sieni. Trzecie drzwi łączyły sień z pomieszczeniem inwentarskim, skąd, przy ścianie kuchennej, schody wiodły na poddasze. Cała część inwentarzowa przedzielona była gankiem. Po obu stronach miały swoje stanowiska konie, bydło, trzoda chlewna, owce. Drzwi z ganku wiodły na podwórze, na którym w pobliżu znajdował się gnojnik. Wszystkie zabudowania były drewniane, wylepiane gliną, o dachach z poszyciem słomianym 17. Większość gospodarzy, choć nie wszyscy, w połowie XIX wieku przebudowała swoje zagrody. N owo stawiane zabudowania przeważnie były murowane i kryte dachówką lub papą. Dom mieszkalny nie stał już szczytem do drogi, lecz wzdłuż niej, z wejściem od strony podwórza. Składał się z trzech, czterech pokoi i kuchni. Na ogół do lewego węgła domu przylegał budynek inwentarski z wysokim poddaszem do przechowywania siana dla bydła i koni. Na poddasze prowadziły drewniane schodki z poręczą, umieszczone na zewnątrz budynku. Trzeci bok podwórza zajmowała stodoła z wrotami umieszczonymi centralnie. Wzdłuż czwartego boku usytuowano szereg zabudowań gospodarczych - szop, chlewów, kurników i innych. Dochodziły one do przydrożnego płotu, ciągnącego się do domu mieszkalnego, w którym znajdowała się furtka oraz szeroko otwierane wrota umożliwiające wjazd wozem na podwórze. Na nim, niedaleko szop lub budynku inwentarskiego, znajdował się gnojnik, a bliżej domu studnia z żurawiem albo z wałem korbowym, pod koniec XIX wieku zastąpiona pompą18. Budownictwo Bamberczyków i ich potomków nie posiada w zasadzie cech charakterystycznych. W dużej części wynika to zapewne z faktu, że w okresie przedrozbiorowym władze miasta ustaliły pewne normy zabudowy dla wszystkich wsi poznańskich, później zaś władze pruskie wydały wiele zarządzeń, mających na celu znormalizowanie zabudowy wsi, usytuowania chałup, sposobów stawiania kominów, pokrywania dachów itd. Tak więc budownictwo wsi poznańskich, poza pewnymi szczegółami o charakterze ozdobników ścian szczytowych, drzwi i okien, było jednolite dla wszystkich ich mieszkańców, w tym dla mieszkańców Jeżyc. Do dziś zachowały się na J eżycach nieliczne stare zagrody bamberskie. Wśród nich najbardziej cenną i stosunkowo dobrze zachowaną jest dom mieszkalny wraz z zabudowaniami gospodarczymi Andrzeja Mutha przy ul. Dąbrowskiego 137. Według obecnego właściciela Muthowie kupili to gospodarstwo od rodziny Handschuhów, z kolei E. Goździak, na podstawie rozmów z rodzicami Andrzeja, Ryc. 1. Dom mieszkalny Andrzeja Mutha przy ul. Dąbrowskiego 137, stan z 2000 r. Fot. W. Hoppel. Ryc. 2. Dom inwentarski Andrzeja Mutha przy ul. Dąbrowskiego 137, stan z 2000 r. Fot. W. Hoppel. Maria Paradowskastwierdziła, że gospodarstwo przeszło w ręce Muthów poprzez ożenek córki Adama i Katarzyny Handschuhów Ewy z Marcinem Muthem l9 . Dom mieszkalny jest murowany, otynkowany, zwrócony frontem do ulicy, z wejściem od podwórza i składa się z pięciu pokoi oraz dużej kuchni, którą wydzielono z budynku inwentarskiego. Wśród zabudowań gospodarczych, ustawionych prostopadle do domu mieszkalnego, znajduje się zabytkowy, piętrowy, murowany budynek inwentarski, naj starszy w tym zespole gospodarczym, liczący ponad dwieście lat. Na jego poddasze, gdzie przechowywano siano dla bydła i koni, prowadzą drewniane schodki z poręczą, umieszczone na zewnątrz budynku. Naprzeciw budynku inwentarskiego stoi szereg murowanych zabudowań; w latach 70. XX w. pełniły one funkcje narzędziowni, wozowni, drewutni i pomieszczenia do przechowywania maszyn rolniczych. Po przeciwnej stronie domu mieszkalnego usytuowana jest stodoła, która kiedyś zamykała podwórze od strony pófo. Całość stanowi jeden z najcenniejszych zabytków budownictwa bamberskiego na Jeżycach, wpisany w rejestr zabytków, choć ten wpis niewiele pomaga w ochronie obiektu. Miasto nie ma pieniędzy najego konserwację, a właściciel nie musi być zainteresowany w utrzymaniu zabytkowych obiektów i może cierpliwie czekać, aż się rozpadną. Będzie mógł wówczas zabudować teren nowoczesnymi budynkami, choć mam nadzieję, że tego nie zrobi, kochając swoją rodzinną siedzibę. Tragicznie przedstawia się sprawa pięknej zagrody bamberskiej przy ul. Dąbrowskiego 40, tuż obok kina Rialto, wybudowanej przez rodzinę Jesków. Zajęta obecnie przez liczne sklepiki i sex-shop, z częściowo zachowanym brukowa Ryc. 3. Zagroda bamberska przy ul. Dąbrowskiego 40, stan z 1999 r. Fot. A. Urbańska. Ryc. 4. Zagroda bamberska przy ul. Dąbrowskiego 40, stan z 1999 r. Fot. A. Urbańska. nym kamieniami podwórkiem (tam, gdzie wykopano kamienie, położono kostkę lub wylano beton, a sterta kamieni leży w kącie podwórza), w sposób widoczny niszczeje. Zabudowania gospodarcze, oplecione dziesiątkami zewnętrznie biegnących przewodów elektrycznych grożących pożarem, wyraźnie pękają, a drewno gnije. Zewnętrzne schodki prowadzące na poddasze budynku inwentarskiego z trudem trzymają się w całości. Właściciel, którego nazwiska nie udało mi się poznać, czeka... Punkt jest świetny i można będzie później wybudować tu ekskluzywne sklepy, a Jeżyce stracą jedną z ostatnich zabytkowych zagród bamberskich - w przeciwieństwie do Dębca, gdzie pozostało ich sporo, ale jeszcze kilka lat i tam nie będzie zabytków do oglądania i poznawania kultury mieszkańców dawnych wsi podpoznańskich. Innym ciekawym obiektem zabytkowym są pozostałości gospodarstwa wiejskiego przy ul. Kościelnej 29, wybudowanego przez Muthów, a obecnie należącego do rodziny Retzów. Do dzisiaj zachował się jeden stary budynek gospodarczy i murowany dom, ustawiony frontem do ulicy, z wejściem od strony podwórza. Jest wyremontowany i w dużo lepszym stanie niż niszczejący budynek gospodarczy. Obiekt ten w najbliższym czasie zostanie wpisany w rejestr zabytków. Wpisana w rejestr zabytków dawna piękna zagroda bamberska, usytuowana na narożniku ulic św. Wawrzyńca i Kościelnej, przez szereg lat nie zamieszkała, zamieniała się stopniowo w ruinę. Na początku 1998 roku zakupił ją prywatny inwestor, który na jej miejscu wybudował hotel i restaurację pod nazwą "Zagroda Bamberska" (otwarcie lokalu miało miejsce w marcu 2000 roku). "Zagroda" łączy w sobie szereg elementów dawnych zabudowań bamberskich. Wszystkie bu Maria Paradowska Ryc. 5. Dom mieszkalny rodziny Retzów przy ul. Kościelnej 29, stan z 2000 r. Fot. W. Hoppel. Ryc. 6. Zabudowania gospodarcze rodziny Retzów przy ul. Kościelnej 29, stan z 2000 r. Fot. W. Hoppel. Ryc. 7. Zabudowania gospodarcze rodziny Retzów przy ul. Kościelnej 29, stan z 2000 r. Fot. W. Hoppel. dynki gospodarskie z wyjątkiem stodoły, nieco podwyższone w stosunku do dawniej tu stojących, wyposażone zostały w zewnętrzne schodki prowadzące na poddasze-pięterko, co nie miało miejsca w podpoznańskim budownictwie wiejskim 21 . Poprzez wybudowanie owych schodków podwórze, zresztą bardzo ładnie wybrukowane dawnymi kamieniami, uległo zwężeniu i z wielką szkodą dla całości obiektu zabrakło miejsca na nadzwyczaj urokliwy ganek przed wejściem do domu mieszkalnego. Szkoda... Naprzeciw restauracji, przy ulicach św. Wawrzyńca i Kościelnej powstaje kompleks budynków mieszkalno-usługowych nazwanych, nie wiadomo dlaczego, "Dworem Bamberskim". Projekt architektoniczny nie ma nic wspólnego z dawną zabudową Jeżyc, nic go też nie łączy nie tylko z budownictwem osadników z Bambergu przed ich przybyciem do Poznania, ale i z późniejszymi domostwami chłopów jeżyckich. Bambrzy nie budowali dworów i nazwa "Dwór Bamberski" jest całkowicie chybiona. Powszechnym zwyczajem wśród ludności wiejskiej było stawianie figury świętej przed domem. Na Jeżycach stoi dotąd postument pod figurę Matki Boskiej, która uległa zniszczeniu 22 . Postument znajduje się w małym ogródku przed domem mieszkalnym syna Marii Andrzeja Mutha przy ul. Dąbrowskiego 137. Wystawiony został, jak głosi wykuty na nim napis, "Na pamiątkę wielkiego ognia w Jerzycach i ogólnej cholery w roku 1866. Wystawili Adam i Katarzyna Handschuh. Odnowiona przez Marcina i Ewę Muth w 1897 r." Postument niszczeje, litery zacierają się, szkoda, że nikogo nie stać na jego naprawienie. Maria Paradowska Ryc. 8. Budynek mieszkalny zagrody bamberskiej na narożniku ulic Kościelnej i św. Wawrzyńca, stan z 1993 r. Fot. K. Wrzesiński. Ryc. 9. Odnowiony, dawny budynek mieszkalny zagrody bamberskiej na narożniku ulic Kościelnej i Św. Wawrzyńca, stan z 2000 r. Fot. W. Hoppel Ryc. 10. Postument pod figurę Matki Bożej przy ul. Dąbrowskiego 137, stan z 2000 r. Fot. W. Hoppel. Ryc. 11. Krzyż przy ul. Dąbrowskiego 67, stan z 2000 r. Fot. W. Hoppel. Przy ul. Dąbrowskiego 67 znajduje się krzyż z pasyjką, którego historia jest dość zawikłana. "Legenda głosi, że gdy w 1736 roku nawiedziła Poznań i jego najbliższe okolice wielka powódź, Chrystus przypłynął z Jasnej Góry i ocalił miasto, a na wieczną pamiątkę stanął na Moście Chwaliszewskim"23. Kiedy rozebrano stary drewniany most, krzyż w 1876 roku przeniesiono do wsi Jeżyce i ustawiono najpierw przy ul. Kościelnej, a potem na narożniku ulic Kościelnej i Dąbrowskiego, na gruntach gospodarza Wojciecha Magera, który odnowił go i "nie szczędził ani kosztów, ani też kawałka ziemi, aby starodawną pamiątkę, która kilkadziesiąt lat przyozdabiała most dawniejszy, schować i na dalej w sercach katolików pozostawić przyszłym potomkom"24. W związku z regulacją ulicy w 1906 roku krzyż przeniesiono na ziemię gospodarzy Czajków przy ul. Dąbrowskiego 58. W czasie II wojny światowej Niemcy krzyż usunęli, a po jej zakończeniu nowy krzyż, wzorowany na poprzednim, postawiono w tym samym miejscu. W latach 80. przeniesiono go na drugą stronę ulicy, pod numer 67, na ziemię należącą do kościoła. Stoi tam do dziś, odnowiony, ozdobiony kwiatami, pośrodku ceglanej obmurówki wypełnionej płożącymi się iglakami, niestety ciasno z trzech stron otoczony murami domów i sklepikami. Maria Paradowska Przy ul. Bukowskiej 125 znajduje się murowana kapliczka, przykryta czterospadowym daszkiem. W jej górnej części stoi drewniana figurka Św. Jana N epomucena, w dolnej - za szybą - umieszczono namalowany na blasze wizerunek Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Kapliczka ta pochodzi z 2 pol. XIX w. i została ufundowała przez jedną z rodzin Bambrów jeżyckich, być może przez Muthów, których pola sięgały do dzisiejszej ul. Bukowskiej. Wsie podpoznańskie zostały włączone do miasta w latach 1900-1925. Od tego czasu ich mieszkańcy znacznie intensywniej włączyli się w nurt życia Poznania, choć już wcześniej mieli wpływ na obraz życia miejskiego. Jeżyce w chwili inkorporacji 1 kwietnia 1900 r. liczyły 13 tys. mieszkańców. Część gospodarstw uległa likwidacji, sady i ogrody zamieniły się w place budowy, przez łąki i pola wytyczono nowe ulice, m.in. Mickiewicza, Słowackiego, Prusa. Osią główną nowej dzielnicy stała się ul. Dąbrowskiego, dawna Wielka Berlińska, którą dochodziło się do Bramy Berlińskiej i przez nią do ul. Św. Marcin. W 1904 roku zburzono bramę i pierścień fortyfikacji miejskich, co umożliwiło rzeczywiste połączenie Jeżyc z miastem i ich przestrzenny rozwój. Wchłonięcie wsi Jeżyce przez miasto przyniosło dla niej ogromne zmiany tak w układach społecznych, kulturowych, jak i gospodarczych. Stopniowo mieszkańcy porzucali rolnictwo (jednostki uczyniły to już dużo wcześniej), niektórzy stawali się właścicielami pięknych kamienic, warsztatów rzemieślniczych czy przedsiębiorstw, inni zajęli się handlem. Przekształcenia urbanistyczne objęły najpierw tę część Jeżyc, która położona była po wschodniej stronie ul. Kościelnej, w kierunku centrum miasta. Wzdłuż ul. Dąbrowskiego, w kierunku Ogrodów, ciągnęły się pola rodzin Muthów, sięgające aż do ul. Bukowskiej. Gospodarstwa mieli tam też Walterowie, Palaczowie i sąsiadujący z nimi Kollerowie oraz RemIeinowie, Czajkowie, Genslerowie, Paetzowie, Handschuhowie. Wiejska karczma jeżycka przetrwała do II wojny światowej. Stała przy ul. Kościelnej, na wprost ul. Wąskiej. Za karczmą do początku XX wieku znajdowały się, ciągnące się do ul. Jeżyckiej, dwa stawy, po których dzieci pływały w drewnianych baliach. N a obecnych ulicach Mylnej, Jeżyckiej i Poznańskiej trzymano konie i hodowano krowy, które pędzono ul. Kościelną, a owce i kozy pasły się na łąkach wzdłuż obecnej ul. Polnej. Jeszcze po 1945 roku zabudowa miejska Jeżyc kończyła się na ul. Przybyszewskiego. Wiele kamienic na Jeżycach zostało wybudowanych przez Bambrów. Przy ul. Dąbrowskiego do dziś stoi piękny dom Leitgeberów, a przy ulicach Słowackiego, Kraszewskiego, Prusa, Asnyka, Reja, Mickiewicza, Kochanowskiego i przy Rynku Jeżyckim znajdują się kamienice postawione przez budowniczych, braci Romana i Maksymiliana Kollerów. N ad trzecim piętrem domu przy ul. Słowackiego 48 widoczne są inicjały Romana Kollera i data budowy domu - 1905 rok. Niektóre z tych domów budowane były według projektów Władysława Czarneckiego. Bambrzy ofiarowali ziemię pod cmentarz przy obecnej ul. Nowina; uczyniła to jedna z rodzin Muthów. Rodziny Muthów i Schneiderów za symboliczną cenę sprzedały również ziemię pod budowę kościoła pw. Najświętszego Serca Jezusa i Św. Floriana przy ul. Kościelnej25. Ulicę tę nazywano ongiś Bamberkowem 26 , aczkolwiek niektórzy nazywali tak całą wieś Jeżyce lub tylko mały placyk przy ul. Kościelnej. II Z biegiem czasu termin "bamber" stracił swój kontekst etniczny, bambrem zaczęto nazywać od 1 poło XIX w. wszystkich chłopów wsi podpoznańskich. W literaturze przedmiotu, a przede wszystkim w mowie potocznej, używane określenia: bamberskie zwyczaje, bamberskie budownictwo, bamberskie pożywienie itd. nie stanowią wyznacznika ich pochodzenia z Bambergu, lecz są określeniem elementów kultury chłopów poznańskich, a więc zarówno potomków osadników z Bambergu, jak i rolników o rodowodzie polskim. Ma to kolosalny wpływ na niemożność rozgraniczenia tych dwóch kultur, bowiem od dziesiątków lat wszystko, co bamberskie - jest chłopskie, a bamber - to chłop. Do wybuchu II wojny światowej bambrem nazywano bogatego chłopa, od lat powojennych określenie to nabrało charakteru pejoratywnego. Dzisiejszy bamber to człowiek nieokrzesany i prostak. Czasem przybiera formę wyzwiska: "ty bambrze", "zachowujesz się jak bamber" itd. Zmienione znaczenie słów bamber, bamberski znalazło wyraźne odzwierciedlenie w odniesieniu do wielu aspektów kultury wsi poznańskich, wprowadziło znaczne pomieszanie pojęć w naszym społeczeństwie. Niektórzy uważają, że określenie bamberski oznacza jego pochodzenie z Bambergu, mniejszość rozumie, że dotyczy to przejawów kultury chłopskiej. Przykładem może tu być zagroda bamberska na Jeżycach, usytuowana przy narożniku ulic św. Wawrzyńca i Kościelnej. Wybudowana prawdopodobnie przez Baetzów (utrwalona i utrzymana, zmieniona być może przez polskich urzędników miejskich pisownia nazwiska Paetz) u schyłku XVIII wieku, została przez nich sprzedana na przełomie XIX i XX wieku rodzinie Jankowiaków - chłopów, a więc bambrów... Pozostałaby w ich rękach do dziś, gdyby nie brak męskiego potomka i zamążpójście obu panien Jankowiak. Maria Jankowiak wyszła za mąż za Mariana Mutha, a Kazimiera Jankowiak za Jana Sznajdera. Należąca do Polaków, przeszła w posiadanie potomków osadników z Bambergu, także Polaków. Zagroda jest więc bamberska w znaczeniu - chłopska. III Strój bamberski w tej postaci, w jakiej przyjął się, a następnie utrwalił na długie dziesięciolecia we wsiach podpoznańskich, nie był i nie jest w ogóle znany w Bambergu i okolicy. Według Zofii Gródeckiej powstał on w naszych wsiach w wyniku skrzyżowania wpływów ludowych ubiorów noszonych na terenach od Górnej Frankonii, przez Saksonię, Dolne Łużyce, do Ziemi Lubuskiej oraz mieszczańskiej mody biedermeieru i dziewiętnastowiecznych strojów ludowych ubieranych w Wielkopolsce 27 . Dużo w nim przede wszystkim elementów strojów wielkopolskich. Z ubioru ludowego Górnej Frankonii, z okolic Bambergu może pochodzić noszona na ramionach biała chusta. Jednak w Bambergu jest ona niewielka i pod szyją spięta bukiecikiem sztucznych kwiatów, a jej narożniki, przechodząc pod kaftanem, wysunięte są luźno z przodu na spódnicę, natomiast u poznańskich bamberek - duża, krzyżowana na piersiach i z tyłu wiązana, a z przodu tylko ozdobiona bukiecikiem sztucznych kwiatów. Co prawda dawniej niektóre bamberki krzyżowały chustę pod kaftanem, co bardziej przybliżało ją do frankoń Maria Paradowska Ryc. 12. Procesja idąca z kościoła pw. Najświętszego Serca Jezusa i św. Floriana na plac Mickiewicza II czerwca 1999 r. Fot. A. Urbańska. ski ej, ale nigdy nie opuszczały jej narożników luźno, z przodu, lecz zawsze wiązały je z tyłu w tzw. roguszki, czyli rogi, które tworzyły sterczące końce wiązania. Bamberek jeżyckich, czyli kobiet noszących ten świąteczny strój, było dużo, podobnie jak na Ratajach, Zegrzu, Górczynie - wsiach, w których zakładanie tego ubioru było szczególnie silnie zakorzenione. Strój ten, stale ubogacany, stał się charakterystycznym, regionalnym ubiorem polskim podmiejskich wsi i przedmieść Poznania, by w latach po II wojnie światowej wejść w tradycyjną kulturę samego miasta. Od lat 70. i 80. niestety zanikający. Katarzyna Bakiera (nazwisko spotykane wśród potomków osadników z Bambergu), urodzona w 1881 roku we wsi Jeżyce i tam mieszkająca w latach 60. naszego stulecia, określiła siebie bamberką, ponieważ nosiła strój bamberski, a nie ze względu na pochodzenie. Twierdziła, że od dwustu lat jej rodzina mieszkała w Jeżycach, jej matka była z domu Królikowska, a babka Witkowska. Gdy wraz z innymi bamberkami odzianymi w ten piękny ubiór i z dziewczynami w kornetach na głowie chodziła przed I wojną światową raz do roku w pielgrzymce do Częstochowy, nazywano je tam "królowymi Prus". Katarzyna Bakiera ubierała strój bamberski jeszcze do 1950 roku z okazji procesji. Potem, nie mając siły, by nosić feretrony, już stroju nie potrzebowała i oddała swym dzieciom, które nie chciały kontynuować tradycji i zużyły go na przeróbki. Również Rozalia Marchewkowa, urodzona w 1876 roku we wsi Jeżyce, nosiła strój bamberski tak długo, dopóki sił jej starczyło. Potem schowała do kufra, wierząc, Ryc. 13. Barnberki po ogólnopoznańskiej procesji Bożego Ciała w 1999 r. Fot. W. Hoppel. że uda się jej przekazać go komuś młodszemu, kto zechce go nosić. Poszczególne elementy stroju starannie przechowywała, co jakiś czas wietrzyła, odprasowywała, a w czasie rozmowy troskliwie je głaskała 28 . Kobiety były do tego stroju bardzo przywiązane i niektóre zostawiały w testamencie życzenie pochowania ich w tym ubiorze. Ostatni taki pochówek, kobiety zamieszkałej przy ul. Zeylanda, miał miejsce w 1997 roku na cmentarzu Jeżyckim. W latach 50. i 60. naszego stulecia pani Szkudlarzowa z Jeżyc, dzięki inicjatywie i pomocy ówczesnego proboszcza parafii pw. Najświętszego Serca Jezusa i św. Floriana, ks. prałata Henryka Lewandowskiego, bezinteresownie zajmowała się wiernym kopiowaniem stroju bamberskiego, namawiając dziewczęta do zakładania go z okazji świąt kościelnych. Ksiądz Lewandowski natomiast skupował od starych kobiet części ubioru i, posiadając już spore zbiory, zamierzał stworzyć małe muzeum. Widziałam te zbiory, zanim zaginęły. Niektóre elementy, jak kaftany, spódnice, fartuch, haftowane bandy czy czepki, zostały sfotografowane przez Stanisława K uszę 29. Strój bamberski noszony był w parafii jeżyckiej naj dłużej , bo do 1994 roku. Po czteroletniej przerwie, w 1998 roku, bamberki powróciły na Jeżyce. Stało się to dzięki staraniom księdza Romana Kubickiego, który zakupił materiały, a kobiety, w darze dla parafii, uszyły stroje dla czterech dziewczynek. W 1999 roku, w czasie procesji w święto Najświętszego Serca Jezusa, idącej od kościoła jeżyckiego ul. Dąbrowskiego do pi. Mickiewicza, dołączyły do nich bamberki z Towarzystwa Maria Paradowska Bambrów Poznańskich, a przynależące do parafii Św. Marcina - cztery kobiety i osiem dziewczynek. Wówczas to, patrząc na głowę jednej z bamberek ubraną kornetem, mała dziewczynka powiedziała do swej mamy: "Mamo, zobacz, jak ta pani pięknie rozkwitła". PRZYPISY: 1 M. Bar, Die "Bamberger" bei Posen, Posen 1882, s. 5. 2 Zob. hasło "Jeżyce" w Słowniku historyczno-geograficznym województwa poznańskiego w średniowieczu, pod red. A. Gąsiorowskiego, cz. 2, z. 1, Wrocław 1988, s. 92-95. 3 Zob. J. Rutkowski, Studia Z dziejów wsi polskiej XVI-XVIII w., Poznań 1956, s. 247 i n. 4 Są to nadal tylko przypuszczenia, dotąd bowiem nie odnaleziono tej odezwy zarówno w Archiwum Państwowym w Poznaniu, Archiwum Archidiecezjalnym w Poznaniu (por. M. Paradowska, Bambrzy. Mieszkańcy dawnych wsi miasta Poznania, Poznań 1998, s. 52), jak i w Archiwum Miejskim i Archidiecezjalnym w Bambergu (poszukiwania mgr Agnieszki Szczepaniak z Pracowni Etnologii IAE PAN Oddz. w Poznaniu w czasie pobytu stypendialnego w Bambergu w marcu i kwietniu 2000 roku w ramach umowy o współpracy zawartej między D niwersytetem w Bambergu a Instytutem Archeologii i Etnologii PAN). Nie są więc znane data wydania odezwy ijej treść. 5 J. Rutkowski, op. cit., ss. 309, 312. 6 Ibidem, ss. 269, 311. 7 M. Bar, op. cit., s. 12. 8 Ibidem. 9 l . Kaczmarek, Bambrzy poznańscy, "WTK" ("Wrocławski Tygodnik Katolicki"), R. 20: 1972, nr 25, s. 9. 10 S. N, Przechadzki po Poznaniu, "Orędownik Wielkopolski" nr 287 z 14.12.1926 r. 11 M. Paradowska, op. cit., drzewo genealogiczne, tabl. 2. 12 J. Rutkowski, op. cit., s. 271 in. 13 Huba - przyjęte niemieckie określenie na polski ślad 30-morgowy. 14 M. Bar, op. cit., s. 22 i n. 15 L Kaczmarek, op. cit., s. 9. 16 Zob. M. Paradowska, op. cit. 17 J. Pieprzyk, Elementy wiejskie w kulturze miasta Poznania, mpis pracy doktorskiej warchiwum Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej DAM, s. 155-156. 18 Ibidem; T. Wróblewski, Dom i zagroda, [w:] Kultura ludowa Wielkopolski, T. I, Poznań 1960, s. 146 i n.; tenże, Chłopski dom w Wielkopolsce. Jego rozwój i przeobrażenia, Poznań 1961, s.75. 19 E. Goździak, Współczesna rodzina bamberska w Poznaniu, Poznań 1978, mpis pracy magisterskiej w archiwum Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej DAM, s. 25. 20 Ibidem, s. 80. 21 Por. zagrody przy ul. Dąbrowskiego 137 i 38. 22 Zachowała się tylko głowa Matki Bożej, ofiarowana w 1995 roku przez poprzednią właścicielkę zagrody Marię Muth Muzeum Historii Miasta Poznania. 23 "Słowo Serca", gazeta parafii pw. Najświętszego Serca Jezusa, Poznań, czerwiec 1996, s. 2. 24 Ibidem. 25 Na podstawie opowiadań i spisanych wspomnień Marii Muth, Romana Ofierzyńskiego (po kądzieli z KolIerów) i Jerzego Adamskiego (po kądzieli z Paetzów) z roku 1995. 26 Z. Zakrzewski, Przechadzki po Poznaniu lat międzywojennych, Warszawa- Poznań 1974, s. 311. 27 Z. Gródecka, Stroje ludowe w dawnym i współczesnym Poznaniu, Poznań 1986, s. 116. 28 Własne badania terenowe i rozmowy przeprowadzone na Jeżycach w latach 60. XX w. 29 M. Paradowska, op. cit., spis ilustracji, s. 212.