MOJE WSPOMNIENIE O OJCU, PROF. DR. JANIE GABRIELU GROCHMALICKIM JANINA GROCHMALICKA-MIKOlATCZVK J estem najmłodszą, trzecią z kolei córką Jana Grochmalickiego i Eleonory z Witkiewiczów. Urodziłam się w 1926 roku, w okresie sprawowania przez Ojca władzy rektorskiej na Uniwersytecie Poznańskim i dlatego nazywano mnie "rektorzątkiem"l. Ojciec mój, z zamiłowania przyrodnik, z niezwykłą pasją oddawał się pracy badawczej i organizacyjnej w umiłowanej przez siebie dziedzinie. Na swojej drodze życiowej spotykał pokrewne sobie dusze, zarówno wśród badaczy starszych od siebie, z którymi ściśle współpracował, jak i równych sobie wiekiem, a także młodszych, których potrafił zarazić swoimi zainteresowaniami i wciągnąć w tajemniczy krąg badań nad przyrodą. Te fascynacje, uwarunkowane prawdopodobnie genetycznie, udzieliły się w pewnym stopniu potomstwu Ojca, tj. córkom, wnukom i prawnukom, którzy swoje życie zawodowe także związali ze specjalnościami przyrodniczymi. Najstarsza moja siostra, Bożena Danuta, dziś już nieżyjąca (1920-1995), inż. rolnictwa, była żoną prof. Kazimierza Gawęckiego, który kierował Katedrą Żywienia Zwierząt i Paszoznawstwa Akademii Rolniczej w Poznaniu i był rektorem tejże uczelni w latach 1954-60. Czwórka ich dzieci studiowała na różnych Wydziałach Akademii Rolniczej: trzech synów pracuje naukowo, z których najstarszy jest obecnie profesorem i kierownikiem Katedry Higieny Żywienia Człowieka. Prawnuczka Ojca, Monika Gawęcka, ukończyła biotechnologię na UAM i obecnie finalizuje pracę doktorską w Zakładzie Genetyki Człowieka PAN, a prawnuk, Wojciech Gawęcki, jest studentem medycyny. Druga siostra moja, Jadwiga Borkowska (UL w 1923 L), ukończyła Państwową Szkołę Ogrodnictwa w Poznaniu i od lat zamieszkuje w ukochanym przez Ojca Krosinku. Zajmuje się ogrodem i prowadziła miejscową bibliotekę. Spośródczwórki jej dzieci dwóch synów ma wykształcenie rolnicze, jedna córka wstąpiła do zakonu ss. karmelitanek, a naj starsza córka Ewa ukończyła oceanografię na Uniwersytecie w Gdańsku. Także ona podjęła pracę naukową, której niestety nie mogła kontynuować zmuszona zająć się wychowaniem pięciorga dzieci. Aspiracje naukowe Ewy wypełnia dziś jej córka, Joanna Legeżyńska, która ukończyła ten sam wydział, co matka i obecnie na studium doktoranckim w Instytucie Oceanografii PAN opracowuje materiał badawczy, zgromadzony podczas dwukrotnego pobytu z ekspedycją naukową na Spitsbergenie. Moja działalność jest także związana z przyrodą. Ukończyłam studia farmaceutyczne w Poznaniu i, pracując w Katedrze Chemii Nieorganicznej i Analitycznej Wydziału Farmaceutycznego Akademii Medycznej w Poznaniu, uzyskałam tytuł profesora nadzwyczajnego. W swoich badaniach zajęłam się problemami związanymi z ochroną naturalnego środowiska wodnego, analizą zanieczyszczeń wód spowodowanych postępem cywilizacji oraz analizą wód użytkowych i leczniczych. Ryc. 1. Prof. dr Jan Grochmalicki, rektor Uniwersytetu Poznańskiego (1927 rok) Droga mojego Ojca do kariery naukowej nie była prosta i łatwa. Urodził się dnia 24 marca 1883 r. w miasteczku Błażowa, leżącym 24 km od Rzeszowa, a zmarł po krótkiej chorobie 15 kwietnia 1936 r. w Poznaniu. Miał wówczas zaledwie 53 lata. Był synem Franciszka Grochmalickiego (z pokolenia organistów) i Teresy z domu Bernhard (pochodzenia węgierskiego). Jako jedyny z dziewięciorga rodzeństwa ukończył wyższe studia, podczas gdy siostry i bracia poprzestali na zdobyciu kwalifikacji nauczycielskich. Już w młodości wyróżniał się szczególnymi zdolnościami i pracowitością oraz dużym poczuciem odpowiedzialności. Podjął naukę w Gimnazjum Klasycznym im. Konarskiego w Rzeszowie i, nie mogąc liczyć na pomoc finansową ze strony nader licznej rodziny, utrzymywał się w większości z korepetycji. W 1902 roku uzyskał świadectwo dojrzałości. W okresie nauki w gimnazjum Ojciec spotkał się ze sławnym botanikiem i szermierzem przyrody w Polsce prof. Władysławem Szaferem (1886-1970). Wspólne zainteresowania mocno zbliżyły ich do siebie, zwłaszcza że, pomimo pewnej różnicy wieku, zamieszkiwali razem na stancji. W swoich wspomnie Janina Grochmalicka - Mikołajczyk Ann Ryc. 2. Dyplom doktorski (1908 rok) SUMMIS AUSPICIlS AUGUSTISSIMI IMPERATORIS AC REGIS FRANCISCI IOSEPHI I. NOS * , BRONISLAUS RAWICZ DEMBINSKI PHIL05QPHlAE DOCTOR MKTORIAE UNIVERSAllS PBOf PUBL. ORMN. ACADEUHAE UTTOARUM CRACOVIENSI5 SOCIUS EPBTOUWS FACIH.TATlS MUL. II T RECTOR WONNON JOSEPHUS KALLENBACH PHILOSOPHIAE DOCTOR UITERARUM ET l1NGUAE POLOSICAE PROFHSSOB PUBL ORDIfc ACAOEMIAE UITERAFUM CRACOVIENSJS SOCIUS ORDINARIUS H. T OECANLS JOSEPHUS NUSBAUM PHILOSOPHlAE DOCTOR ZGOLOCIAE ET ANAroMIAE COMPARATAE PROFESSOR PUBL. ORDGt ACAOEMIAE LITTER CRACOVIENSS SOCIUS EPtSTOlAWS PROMOTOR RITE mNSI1TUTIJM IN VIRUM CLARISSIMUM JOANNEM GABRIELEM GROCHMALIGKI KATIONS POLDNOM EX OPPIDO Bł:AŻDWA IN GAIlCJA ORlUNDUM, RJ81QUAM ET DISSKRTATIONB QUAE IKSCRIBrrOIt: »Badania nad regeneracyą soczewki ocznej li ryb« ET EXAMINIBUS lECITIMIS PRIMUM IN ZOOLOGIA ET GEOLOGIA DEINDE IN PHILOSOPHIA lAUDABItEM DOCTRINAM PRÓBA VIT DOCTORIS PHILOSOPHlAE NOMEN ET HONORES IURA ET PRIVILEGIA CONTULIMUS IN EIUSQUE REI FIDEM HASCE LITTERAS UNIVERSITATIS SIGILLO SANCIENDAS CURAVIMUS. LEOMJ PRlDlE KAIENJ::)ĄS APRILES ANKI MIlLESIlIl NOUGENIESHI oc::TAVI. / T Q I -S*tAtnU KnllnAod. JMqtKu Kufel«, niach Z lat szkolnych prof. Szafer wiele miejsca poświęcił mojemu Ojcu i przyjaźni, która łączyła ich przez całe życie. W owym czasie nauczycielem przyrody w tamtejszym gimnazjum był Wilhelm Friedberg (współautor "Atlasu geologicznego Galicji"). Jako wspaniały wykładowca i prelegent popularyzował wiedzę przyrodniczą, której wielki rozwój przypadł właśnie na przełom XIX i XX wieku. Rozbudzone wśród młodzieży gimnazjalnej Rzeszowa zamiłowanie do nauk przyrodniczych owocowało także po przeniesieniu się Friedberga do Lwowa. Dzięki niemu w szkole tej działało tajne kółko przyrodnicze, które skupiało zdolnych uczniów, z pośród których wielu udawało się później do Lwowa na dalsze studia przyrodnicze. Po ukończeniu gimnazjum Ojciec mój zamierzał studiować medycynę, lecz ostatecznie rozpoczął studia przyrodnicze na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie. Kształcił się pod kierunkiem dwóch wybitnych ówczesnych zoologów polskich - prof dr. Benedykta Dybowskiego (1833-1930) oraz prof. dr. Józefa Nusbauma-Hilarowicza (1859-1917). W latach 1906-14 Ojciec był asystentem przy Katedrze Zoologii i Anatomii Porównawczej na tejże uczelni, kierowanej wówczas przez prof. Nusbauma-Hilarowicza, oraz, równocześnie, asystentem wolontariuszem będącego już na emeryturze prof. Dybowskiego. Na podstawie rozprawy pi. "Wyniki badań nad regeneracją soczewki u ryb" w 1908 roku uzyskał stopień doktora fllozofri. Publiczna obrona tej rozprawy pod protektoratem cesarza Franciszka Józefa odbyła się w obecności rektora Bronisława Dembińskiego (historyka), dziekana Józefa Kalenbacha (polonisty) i promotora Józefa Nusbauma-Hilarowicza (zoologa). W 1914 roku Ojciec mój habilitował się i został mianowany docentem zoologii i embriologii na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu im. Jana Kazimierza. Równocześnie uzyskał dyplom nauczyciela szkół średnich i w latach 1910-14 uczył przyrodoznawstwa w IV Gimnazjum Lwowskim. Od roku 1913 do 1919 był również sekretarzem i członkiem Zarządu Muzeum im. Dzieduszyckich we Lwowie. W szczególności był zafascynowany postacią prof. Dybowskiego, wielkiego lekarza i zoologa, który uchodził za jeden z największych autorytetów naukowych i moralnych tych czasów. Skazany w procesie Romualda Traugutta na zesłanie przebywał w latach 1865-79 we wschodniej Syberii, głównie nad jeziorem Bajkał, które odkrył dla nauki, wykazując jego reliktowe pochodzenie i odkrywając nowe formy faunistyczne. Następnie w latach 1879-83 dobrowolnie, jako lekarz, działał na Kamczatce, czyniąc wiele dobrego dla tamtejszej ludności. Za czasów prof. Dybowskiego Zakład Zoologiczny Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie zajmował się kompletowaniem i opisywaniem muzealnych zbiorów fauny syberyjskiej i Kamczatki. Prof. Dybowski, jak pisze o nim G. Brzęk, podnosił zasługi Darwina i miał nadzieję, że "z postępem nauk biologicznych niejedna prawda tłumiona obecnie przez fanatyzm i nietolerancję zyska uznanie ogółu" . Przez całe życie, nawet gdy Ojciec mieszkał już w Poznaniu, łączyły go z prof. Dybowskim bardzo serdeczne więzy nie tylko uczniowskiego przywiązania, ale także szczerej przyjaźni. Dowodem tego jest obszerna korespondencja Profesora z moim Ojcem, szczególnie z czasów, gdy, będąc na emeryturze, czuł się odsunięty od pracy i niezrozumiany przez otoczenie 2 . W mieszkaniu naszym w gabinecie Ojca wisiała fotografia prof. Dybowskiego z dedykacją: "Gruparidi progiediamur Dr. B. Dybowski. Na pamiątkę Czcigodnemu i Kochanemu Dr. Janowi Grochmalickiemu". Ta fotografia z 1908 r. jest w naszej rodzinie do dzisiaj. N atomiast nie zachowała się inna fotografia z późniejszego okresu, którą doskonale pamiętam. Profesor ofiarował ją Ojcu niedługo przed śmiercią i opatrzył wielce wymowną dedykacją: "Mojemu najukochańszemu Uczniowi, Przyjacielowi profesorowi Janowi Grochmalickie -fttijtn 'M:& *«"r Ryc. 3. Fotografia prof. Benedykta Dybowskiego z dedykacją "Gruparidi progiediamur Dr B. Dybowski. Na pamiątkę Czcigodnemu i Kochanemu Dr. Janowi Grochmalickiemu" (1908 rok) Janina Grochmalicka - Mikołajczyk AnA *pOZ*y 9r-- ZŹ> £>4>L*JL2 Ryc. 4. Fascimiłe rękopisu Józefa Nusbauma (1905 rok) JA Adtyćj/jJ J**4s&«x*Zfy.Kem /JC*A*'*' -<-- i&&$ »OŹŁ«A, *r / AyA' Czy**, * &ty*