BASZTA KATOWSKA, JEJ LOKATORZY I SĄSIEDZI JACEK WIESIOŁOWSKI W krajobrazie średniowiecznego i staropolskiego Poznania ulica Woźna odgrywała specyficzną rolę, którą przypisano jej już na etapie planowania miasta. Woźna pierwotnie był-a jedną z kilku nie zamieszkanych ulic. Opierały się o nią tyły działek, na których stały domy należące do ulic Wielkiej i Wodnej. Inne ulice tego typu zostały zabudowane już w XIV w. Natomiast zabudowa Woźnej posuwała się najwolniej mimo panującej w mieście ciasnoty. Do końca XV w. jedynie na tyłach działek w odrynkowym bloku zabudowy, między obecną Ślusarską i Klasztorną (w średniowieczu ul. Krótką lub Małą), wydzielono działki i wybudowano skromne domy. Podmume bloki zabudowy pozostały puste bądź też właściciele działek z Wielkiej i Wodnej mieli tam swe budynki gospodarcze. Dwie były przyczyny takiej degradacji obszaru wewnątrz murów miejskich. Pierwszą był biegnący środkiem ulicy główny rynsztok miejski prowadzący nieczystości z rynku, drugą - mieszkańcy przymumej partii ulicy. Rynek poznański, lekko pochylony w stronę rzeki, został zaplanowany jako spłukiwany hydraulicznie przez padające deszcze lub wylewaną wodę. Cotygodniowe oczyszczanie rynku należało do obowiązków chłopów ze wsi miejskich. Wszelkie nieczystości, zwłaszcza z targu rybnego u wylotu Wielkiej do rynku i z placu, na którym zatrzymywały się tabory kupieckie u wylotu Wrocławskiej, po południowej stronie rynku, ściekami płynęły przez rynek do Woźnej i tam głównym rynsztokiem dochodziły do otworu w murze, wlewając się w końcu do Warty. Pod murem znajdował się żąp (z niem. der Zumpf - bagno) gromadzący te nieczystości. Gdzieś w jego okolicy był jedyny w mieście średniowiecznym publiczny ustęp, o którego standardzie nie mamy żadnych wiadomości. Trudno się dziwić, że w takim sąsiedztwie aż do końca średniowiecza nie chciano budować domów mieszkalnych. Ulica była zresztą prawdopodobnie nieprzejezdna dla wozów ze względu na centralne usytuowanie rynsztoku. Jacek Wiesiołowskif' J / : .,,...... ';"łJ;, iii' l 4 ).( , >' /1:,.' .k : · I 4. 9' :,t 'rłlt'-łł\ ( ł;f; U ' , ł \-iti: '", . \I,?'. . ,:.. >11 ,;:Uł J;. 't, 'J :le ',' -<'ł.\;.:.t).>, . "ł;ł,.1,r:r u _':'' Ai";; ;, I :.Y'LF ."" '-ł>-;A ' '. ,'!--. ". ,. ,:, (.: l. ,r ,.: :, 'i._ 'Ul \>'. , ł-łffv'" .).. ' tl)' , , : , J , 'I , '::'ł:" .:': Jt:,,':,:., .. '>:,1'.: ł\.>., ..!, 1Ił, ,.{fh'" >;;." ,: ;. t:fnr.J)!'q ł ""', _" """ .. _ .:::::". {.:.t!. . " ".. . :,,i. "..' " -&"" l 0'\. 'I.' _o, .....11' II'Y iW ".... ul , .L.-'.t. ">;\'" '''/i''''":;.. \ ,___ ................ ...... . ..,...)\ . ......, -" - ,.. '. , . ... , . '. . . E -'7' ", ł y . ł "'. . . '-;. . ?>- ""'; t .., ", , <" "'1< '"q"')'I.J t '-i[" i -:> "liłf:.ęil 'j ł ."'<;., . ":1..:. t , . /'" --; Ryc. 53. Fragment panoramy miasta z Basztą katowską, Bramą Wodną i Groblą, ok. 1740, rys. F.B. Werner Sąsiedztwo rynsztoku spowodowało, iż obszar ten stał się enklawą infamii w mieście, gdzie mieszkały osoby użyteczne dla miasta, lecz otoczone społeczną pogardą - kat, woźny i prostytutki. Ulica nazwę swoją - platea Bedelli, BedelIica, Botingasse, Bottilgasse _ nosiła od znajdującego się tam pod murami domku miejskiego woźnego (bedellus, der Bote, Frohnbote). Wzmiankowany jest ten dom w księgach rezygnacji miejskich dopiero w 1442 r., lecz nie ulega wątpliwości, że znajdował się tam znacznie wcześniej, co najmniej w XIV wieku, skoro dał nazwę ulicy. W systemie miasta średniowiecznego na prawie magdeburskim woźny miejski odgrywał kilka ról społecznych. Wyboru jego dokonywał wójt wraz z ławnikami miejskimi. Woźny składał im przysięgę wierności i posłuszeństwa władzom miejskim, zobowiązywał się wykonywać swe obowiązki sprawiedliwie, dochowywać tajemnic, dbać o dobro miejskie. Po złożeniu przysięgi przysługiwał mu "pokój pospolity", czyli wzmożona ochrona prawna czyniąca woźnego nietykalnym fizycznie i słownie. Za zniewagę woźnego wilkierz poznański z 1462 r. przewidywał wysoką karę pieniężną, która mogła być zamieniona na kilkunastodniowe więzienie. Zranienie czy pobicie woźnego pociągało za sobą karę śmierci, jeśli zaś napastnik zbiegł, był automatycznie proskrybowany z miasta. Tak chroniony woźny nie mógł nosić ze sobą broni, jego bronią było prawo miejskie. Woźny ogłaszał wiadomości urzędowe władz, obwołując je na czterech rogach rynku i dodatkowo pod kościołem farnym, czyniąc je tym samym publicznie znanymi. Pełnił funkcję woźnego sądowego w ławie miejskiej, doręczał pozwy, wywoływał strony przed sąd, asystował przy rewizjach i zabezpieczaniu dowodów sądowych, oglądał rany pobitych, składał oficjalne zeznania przed sądem z dokonanych czynności prawnych. Wójt i ławnicy posługiwali się woźnym jako przedstawicielem kobiet występujących w sądzie. Woził też listy z pozwami sądowymi i korespondencję w sprawach kryminalnych do innych miast. Występował jako komornik miejski, zajmując ruchomości i nieruchomości, i przejmując zastawy. Wszystko to nie tłumaczyło jeszcze pogardy społecznej tyczącej jego osoby. Miejski woźny miał do czynienia z przestępcami. Dokonywał aresztowań w asyście straży miejskiej. Gdy nie było oskarżyciela prywatnego w sprawacl1 kryminalnych, to właśnie woźny występował jako oskarżyciel publiczny złodziejów i złoczyńców oraz uczestniczył w wymuszaniu zeznań torturami. Był dozorcą więzienia miejskiego, żywił uwięzionych i sprzątał ich cele. Brał udział we wszystkich egzekucjach, mając swe miejsce w pochodzie ze skazańcem. W drobniejszych przypadkach karał fizycznie przestępców i przestępczynie w podziemiach ratusza. l Ten stały kontakt ze złoczyńcami i katem, udział w torturach i egzekucjacl1 powodowały, iż woźny, pełniąc swe użyteczne funkcje, znajdował się na marginesie społeczności miejskiej. Najstarszy statut cechowy krawców poznańskich z 1427 r. zakazywał członkom cechu gry w kości i w warcaby z woźnym. Podobne zakazy musiały się znajdować już wówczas w innych statutach cechowych, skoro w XVI w. znajdują się w statutach cechu powroźników, siodlarzy i kuszników z 1504, garncarzy z 1509 czy rzeźników z 1571 roku. 2 Zakazy pojawiały się też w statutach podpoznańskich cechów. Cech rymarzy chwaliszewskich w statucie z 1641 r. miał zapis "Mają się tego wystrzegać tak mistrzowie, jako i towarzysze, aby społeczności z katami i społeczności z woźnymi nie miewali, ani z nimi zasiadali, a do tego ani jednej gry aby z nimi nie miewali, pod karą dwóch funtów wosku"3. O istniejących uprzedzeniach wobec woźnego świadczy wzmianka w poznańskim kodeksie prawa magdeburskiego o obrońcy prawnym - zawód też w średniowieczu otaczany pogardą - chwalącym się, że jest lepszy od woźnego, gdyż w kościele jemu podają Ciało Pańskie a woźnemu nie. 4 Wprawdzie w tym przypadku zakończyło się ukaraniem obrońcy za obrazę woźnego, ale ukazuje to zakres przypisywanej mu społecznie infamii. Nie jest określone miejsce, w którym stał domek woźnego. Działki przymurne na ulicy Woźnej też miały swoich właścicieli, trudno wskazać, od którego z nich miasto odkupiło kawałek terenu. Domyślać się można, że na podmurnej działce od strony Wielkiej, gdyż po prawej stronie Woźnej, idąc od rynku, znajdowały sie w końcu XV w. mieszczańskie browarki. Domek nie był nigdy określony jako murowany, co świadczy, iż był zapewne pospolitym w zaułkach domkiem szachulcowym (z pruskiego muru). W poł. XVI w. władze miasta przyznały woźnemu służbowe pomieszczenie w izdebce w podziemiach ratusza, trudno powiedzieć czy było to pomieszczenie mieszkalne, czy służbowe. Wiadomo, iż w 1581 roku sporym kosztem wybudowano nowy Jacek Wiesiołowskidom na Woźnej pod murami miejskimi na pomieszczenia dla służby miejskiej.5 Możliwe jednak, że była to adaptacja wykusza znajdującego sie między bramą na Wielkiej a basztą katowską. Znamy jej opis z 1779 r. "Baszta przy Butelskiej ulicy w murach miejskich, w tyłach jmp. Wilanta stojąca. Izdebków 4, jedną na dole w okien 2 złe, drugą na pierwszym piętrze w okien także 2, trzecią tylną i nad kanałem czwartą o 1 oknie złym. Co do belek, pieców, kominków reparacyi potrzebujące mająca. W murze, tak przy kanale, jako i pod oknami porysowana, w schodach, balkach i dachu z gruntu zła".6 Wykaz domów miejskich z tegoż roku podawał:" Baszta miejska, w której komornicy: Antoni Piński nieosiadły [lj. nie będący obywatelem miasta Poznania], nieliterat [ lj. niepiśmienny], rzemieślnik; Andrzej Paradowski, luźny [lj. bez stałego zatrudnienia], nieosiadły, nieliterat; Stefan Jaworski sługa miejski nieosiadły, nieliterat; Marcin Piotrowski sługa miejski, nieosiadły, nieliterat; Walenty Ulewski sługa miejski, nieosiadły, nieliterat i Stanisław, luźny, nieosiadły, nieliterat."7 Wśród mieszkańców nie było już tam woźnego. W przymurnym bloku na narożniku Woźnej i Krótkiej, od strony ulicy Wodnej, znajdowała się łaźnia murowana zasilana w wodę z własnej studni, zbudowana przed 1439 r. przez Mikołaja Czeuchnera zwanego Fetterniklem (Tłustym Mikołajem) i jego żonę Gertrudę. Fetternikel, choć pochodził z poważanej patrycjuszowskiej rodziny piastującej najwyższe urzędy w mieście, miał sławę czołowego lichwiarza Poznania. Pod koniec życia dopiero, będąc bezpotomnym, pobożnymi darowiznami starał się poprawić swój obraz w mieście. Jego łaźnia przeszła w posiadanie szpitala Św. Ducha, a w 1473 dziekan kolegiaty poznańskiej Łukasz Szolc sprzedał ją burmistrzowi Jerzemu Bokowi. Średniowieczna łaźnia obok funkcji czysto higienicznej i leczniczej (wewnątrz murów były co najmniej trzy stałe łanie) spełniała rolę miejsca rozrywki, gdzie spotykano się, pito piwo i zabawiano się z dziewkami. Prowadzący ją łaziebnik był również osobą otaczaną infamią społeczną. Synów łaziebników nie przyjmowano do wyżej ceniących się cechów. Łaźnia na Woźnej, położona w pobliżu miejskiego zamtuzu, musiała mieć liczną klientelę i złą opinię w mieście. W zapiskach miejskich nie nazywano jej zresztą łaźnią na Woźnej, lecz, wykorzystując fakt, iż miała wejście od uliczki Krótkiej, nazywano ją łaźnią na Krótkiej, łaźnią w zaułku Fetterniklowej, łaźnią murowaną, wreszcie omownie łaźnią przy uliczce, którą się idzie od klasztoru Dominikanów do kościoła farnego. Najważniejszy w zaułku przymumym był kat, w gwarze złodziejskiej zwany w XVI-wiecznym Poznaniu "skruchem". W społeczeństwie wychowanym w kulcie dekalogowego "Nie zabijaj" kat był jedyną osobą upoważnianą do bezkarnego zabijania innych ludzkich istot i to nie w walce zbrojnej, co dopuszczali spowiednicy, ale bezbronnych, skruszonych i błagających o litość grzeszników. Był osobą obdarzoną darem bezkarnego przekraczania przykazania Bożego, darem jakiego nawet król czy cesarz nie posiadali. Takiego uprawnienia nie miał też biskup czy papież. Tylko kat. Te uprawnienia katowskie niosło ze sobą prawo magdeburskie. Oczywiście nie wszystkie miasta posiadały swych katów. Prawo karania śmiercią złoczyńców nabyło miasto już zapewne w XIII w., wkrótce po lokacji. Potwierdził jeksiążę Władysław Łokietek w 1298, zezwalając władzom Poznania, Gniezna, Pyzdr i Kalisza na karanie przestępców przez wieszanie, ścinanie, obcinanie członków i poddawanie torturom. W 1302 r. te właśnie miasta zawiązały konfederację celem wspólnego ścigania przestępców i potwierdziły ją w 1350 r. _ z wyjątkiem Gniezna. 8 W XV w. Poznań utrzymał swą wysoką pozycję w wymierzaniu sprawiedliwości wśród miast wielkopolskich. Swych katów utrzymywały wtedy tylko trzy najważniejsze wówczas miasta handlowe - Poznań, Kalisz i Kościan. Większość miast wielkopolskich - w tym też Gniezno i Pyzdry - miała umowę z władzami Poznania i wyroki śmierci wykonywał tam kat poznański. Wpłacały one niewielką sumę do kasy miejskiej Poznania, w zamian za to władze poznańskie przysyłały im wozem kata wraz z potrzebnym instrumentarium. 9 Podstawowe obowiązki kata to torturowanie podejrzanych i złapanych przestępców, wykonywanie wyroków skazujących na wypędzenie z miasta, egzekwowanie kar cielesnych i kary śmierci. Tortury miały powodować nie tyle przyznanie się przestępcy do winy, lecz uzyskanie listy dokonanych przestępstw i wydanie wspólników. Dokonywane były w pomieszczeniach w podziemiach ratusza zwanych "męczennicą" albo "sklepikiem, gdzie więźniów egzamina bywają"lO W ratuszu mieściły się też cele dla obwinionych. Wypędzenia z miasta dokonywał kat publicznie na czterech rogach rynku, a następnie pochodem z palącymi się pochodniami prowadził - wyświecał - ofiarę poza bramę miasta. Kary cielesne niepubliczne dokonywał kat w podziemiach ratusza, kładąc obwinionego czy obwinioną "na biskupie", klocu drewna służącym do karania. Publicznie zaś chłostał winnych przywiązanych do pręgierza, gdzie potem w okowach pozostawali na pośmiewisko ludzkie. Przy pręgierzu też zapewne piętnowano przestępców. Na rynku miasta kat dokonywał też ścięcia skazanych mieczem i ćwiartowania ich ciał. Szubienica miejska, miejsce śmierci hańbiącej, znajdowała się poza murami miasta. Pierwotnie - do pocz. XV w. - była nad Wartą, za Bramą Wielką w stronę dominikanów. W samym pocz. XV w. nowa szubiennica stała przy drodze wrocławskiej, przed Wildą, niecałe dwa kilometry od Bramy Wrocławskiej, ostrzegając przybywających ze strony Śląska przed popełnianiem przestępstw. Naprawianie jej należało do obowiązków katowskich. Na tym miejscu pozostała aż do rozbiorów, potem postawiono tu krzyż. Poza obowiązkami egzekutora sprawiedliwości kat wypełniał kilka dalszych, drobnych, acz zaliczanych do hańbiących prac porządkowych w mieście. Usuwał padlinę, chwytał błąkające się świnie czy inne zwierzęta, jako hycel wyłapywał i zabijał bezpańskie psy. Kilka razy do roku organizował też generalne sprzątanie płyty rynkowej.n Złowroga opinia, jaką cieszyli się kaci, usuwała ich na margines społeczeństwa. Zawód ich uważany był za niehonorowy, a dożywotnia niesława przenosiła się na potomstwo katowskie. Uważano, że kaci rekrutują się spośród ułaskawianych przestępców, co niekiedy rzeczywiście miało miejsce. Nie odnosiło się to jednak do katów wielkich miast, którzy swój zawód i rzemiosło najpierw, jako "katowczycy", praktykowali przy innych mistrzach katowskich, Jacek Wiesiołowskiidentycznie jak czynili to wszelcy kwalifikowani rzemieślnicy. Dotknięcie przez kata uważane było za hańbiące i odbierające dobre imię. Uważano, iż kaci nie zasługują nawet na posługę kościelną. W XVI w. broniono katów przed taką postawą społeczną. Znany popularyzator prawa magdeburskiego Bartłomiej Groicki uważał, że kat" przed światem ani przed Bogiem nie grzeszy, zelżywości nie ma żadnej i z kościoła chrześcijańskiego dlatego nie ma być wyrzucon, ale ku świętościom i innym obrzędom kościelnym ma być przypuszczon"P Odpowiadało to praktyce poznańskiej, gdzie kat Jan Janik brał ślub w kościele parafialnym św. Marii Magdaleny, czego świadkami byli woźny i dwaj słudzy miejscy - a więc osoby również pochodzące z kręgu infamii - a zmarły w 1563 r. kat Marcin Olszewski w swym testamencie legował drobne sumy dla dominikanów i karmelitów poznańskich oraz tutejszych szpitali św. Walentego, św. Ducha i św. Krzyża 13 Mimo pewnych przejawów liberalizacji stosunku do kata w dobie Odrodzenia, nadal był osobą, z którą - tak jak z woźnym - nie mogli się zadawać członkowie bractw cechowych. Nawet miechownicy, niezbyt poważani w świecie rzemiosła, zapisali w swym statucie z 1581 r. "Item niech się żaden nie waży z katem zasiadać pod winą jednego funta wosku". Wykluczenie kata ze społeczeństwa miejskiego było przyczyną jego związków ze światem przestępczym, z którym oficjalnie walczył jako funkcjonariusz miasta. Związek oficjalnych sił porządkowych miasta ze światem przestępczym występował niejednokrotnie w społeczeństwie staropolskim. Strażnicy miejscy, kat i jego pomocnicy czy woźni miejscy niejednokrotnie wchodzili w konflikt z prawem. Parokrotnie trafiło to się również w Poznaniu - jeden z poznańskich katów oskarżony był o paserstwo, inny zaś o zabójstwo.1 4 Szczególnie kryminogennym czynnikiem było prowadzenie przez kata i jego żonę miejskiego domu publicznego. Ten oficjalny zamtuz katowski był przywilejem tego zawodu i istotnym źródłem zamożności kata. Połączony był on w Poznaniu, tak jak w innych miastach, ze służbowym domem kata miejskiego.1 5 Kat, który w ratuszu i pod pręgierzem chłostał nierządnice, w swym domu był ich oficjalnym i legalnym patronem i opiekunem. W jego domu grzech był dozwolony. Rekrutował swe pracownice niejednokrotnie spośród ukaranych przez siebie kobiet. Niejeden złodziej był tam klientem, podawano mu piwo i sprzedawaną miłość, za którą nieraz chciał płacić zrabowanym gdzie indziej łupem. W piwnych oparach wybuchały awantury, początek nieraz śmiertelnego pobicia. 16 Wykusz katowski, "baszta miejska mistrzowa" , "baszta miejska, w której mistrz zostaje", był usytuowany nietypowo. Wykusze poznańskie z reguły znajdowały się na osi uliczki doprowadzającej do murów i ich zadaniem była obrona dostępu do tej właśnie ulicy, by nieprzyjaciel nią właśnie nie mógł przebić się do rynku. Na osi ulicy Woźnej znajdował się wspomniany żąp i otwór w murach, którym nieczystości wpływały do odnogi Warty oddzielającej miasto od wyspy Garbary. Widok wykusza katowskiego nie jest znany. Na rysunku Wernera (ryc. 53) można się jedynie domyślić jego dachu wśród dachów domów między bramami Wielką a Wodną. Baszta katowska, jak ustalił W. Maisel, znajdowała się na przedłużeniu bloku domów z prawej strony ulicy, idąc od rynku, czyli była nieco przesunięta ku Bramie WodnejP Wykusz zabudowany, tak jak inne miejskie, zapewne miał dwa pomieszczenia, jedno na parterze, drugie na piętrze, ewentualnie jeszcze dodatkowe miejsce na poddaszu. Niestety, wykaz mieszkańców z 1779 roku podaje lakonicznie "Baszta miejska, w której mistrz zostaje, nieosiadły, nieliterat".18 Przypuszczać należy, iż od strony miasta do wykusza i murów miejskich musiały być dobudowane dalsze budynki mające charakter gospodarczy i służące dziewkom miejskim. W źródłach ani wykusz katowski, ani zamtuz nie zostały szczegółowo opisane. Mamy tylko urywkowe wiadomości odnoszące się to tego budynku lub kompleksu budynków. Wiadomo, iż w zamtuzie znajdował się piec naprawiany na koszt miasta w końcu XV wieku. Do wykusza wchodzono po stopniach na niewielki ganek wzmiankowany w źródłach. Pod domem publicznym bądź pod wykuszem katowskim, była piwniczka (określona jako sklepik) z okienkiem wychodzącym na uliczkę biegnącą wzdłuż murów. Drzwi do zamtuza zamykane były drągiem. Ża drzwiami była mała sionka, przez którą wchodzono do izby. Przed domem kata znajdował się niewielki placyk izolujący zabudowania katowskie - i być może także dom woźnego - od reszty domów przy ulicy Woźnej. Ten placyk widoczny jest jeszcze na planie Jana Rzepeckiego z 1728 roku, później zaniknął przy regulacji ulic po zburzeniu murów miejskich. PRZYPISY 1 W. Maisel. Sądownictwo miasta Poznania do końca XVI wieku, Poznań 1961 s.212-217 i passim. 2 Maisel, j.w., s.216-217. 3 J. Wiesiołowski, Cech rymarzy chwaliszewskich w świetle swoich archiwaliów, "Kronika miasta Poznania" 1995 nr 1, s.55. 4 Maisel, j.w., s. 216, Poznańska księga prawa magdeburskiego i miśnieńskiego, wyd. W. Maisel, Wrocław 1964, s.33. 5 Maisel, j.w., s.216. 6 Opisy i lustracje Poznania z XVI-XVIII wieku, wyd. M. J. Mika, Poznań 1960, s.246. 7 J.w., s.267-268. 8 Przywileje miasta Poznania, wyd. W. Maisel. Poznań 1994 nr 12, 15, 16. 9 Mapkę z zaznaczonymi miastami podaje Maisel. Sądownictwo, s. 315. Por. też J. Wiesiołowski, Miasto w przestrzeni społecznej późnego średniowiecza, (w:) Społeczeństwo Polski średniowiecznej, T. III, Warszawa 1985, s.318-321, 344-345 ilU-3. 10 Miejsce izby tortur w poznańskim ratuszu ustalił W. Maisel (Sądownictwo... , s.251255). Poznańska izba tortur składała się z właściwej izby, w której znajdowały się narzędzia katowskie, blok do "ciągnienia" podejrzanych i krucyfiks, oraz przyległego pomieszczenia będącego lożą sądową, w którym przebywali pisarz i dwóch ławników. Znajdowała się ona o piętro poniżej obemego wejścia głównego, który jest obemie ponad lożą sądową, podczas gdy izba tortur znajdowała się w prawym narożniku ratusza. 11 Maisel, Sądownictwo... , s. 232-238 i passim. 12 Najpełniejszą analizę infamii katowskiej dała H. Zaremska, Niegodne rzemiosło, Warszawa 1986 s. 83 i n., wykorzystując tak materiały poznańskie, jak szeroki europejski materiał porównawczy. Jacek Wiesiołowski 13 Maisel, Sądownictwo... , s.237-238. 14 Zaremska, j.w., passim, Maisel, Sądownictwo... , s.238. 15 W końcu XVI w. katowski dom publiczny był także na przedmi&iu św. Marcina, jednym z osiedli o wyjątkowo złej sławie, zamieszkałym przez paserów, nierządnice i nawiedzanym przez przestępców w ich wędrówkach, Maisel, Sądownictwo... , s.234. 16 O świecie przestępczym Poznania por. M, Kamler, Świat przestępczy w Polsce XVI i XVII stulecia, Warszawa 1991; tenże, Świat przestępczy i jego działania w Poznaniu drugiej połowy XVI i pierwszej połowy XVII w., "Kronika miasta Poznania" 1993 nr 1-2, s.65-109; A. Karpiński, Prostytutki, złodziejki, czarownice. Z badań nad kobiecą przestępczością w Poznaniu w drugiej połowie XVI i w XVII wieku, "Kronika miasta Poznania" 1993 m 1-2, s.109-132, a także we wcześniejszych pracach tych autorów. 17 Maisel, Sądownictwo... , s.236. 18 Opisy i lustracje OPOWIEŚCI Z WYKUSZA KATOWSKIEGO NA WOŹNEJ Krótki zestaw zeznań osób bywających w baszcie katowskiej czy zamtuzie w XVI w., wyjęty głównie z akt kryminalnych miasta, ma na celu uchwycenie choćby detali tych budynków oraz ukazanie ich abnosfery. Wybrano te zeznania, które pokazują kim byli nocni goście "złego domu", "domu nierządnego" , zwanego z łaciny lupanarem. Kim były jego "kurwy", "małpy", "nierządnice", skąd się rekrutowały i jaka bywała ich zamożność. Przypadkowo ujawnia sie też taksa za usługę - osiem groszy - stosowana na przełomie XVI i XVII wieku. W wybranych fragmentach bardziej interesującym był aspekt społeczny niż prawny. Opuszczano fragmenty rozwlekłych opisów bójek, zwłaszcza powtarzanych przy powtórnych zeznaniach, oraz informaCje nie dotyczące Poznania. [Red.] 1. Testimonium contra Venceslaum iustitiae magistrom [Świadectwo przeciwko Wacławowi mistrzowi sprawiedliwości] [Zeznania piwowara Jakuba Orzka przed sądem wójtowskim] Iż dnia wczorajszego na Nowi(j) Grobli widział, gdy Jakub katowczyk z żoną Wacławową i też z dziewkami immo on prętko biegali. I pytał coby się działo, że tak przyspieszali. Wnet ludzie tam stojący jemu są powiedzieli, iż chłopa ścigają, który dziewkę jedną, siostrę swoją poznawszy, precz stąd wywiódł. I poścignąwszy go polu za mostem Łacina, wzięli go wespołek z oną jego siostrą i prowadzili ku mostowi. A wszakże ich ku mostowi niedoprowadziwszy, prze(z) jego wołanie na pomoc a ratunek chłopów towarzyszów świech, na ten czas przez most z miasta idących, opuścili. Tam potym Jakub na most szedszy, z onymi chłopy dobywszy tasaka zwadę począł. I tak się kijami bronili, że też czterzej mu się wysiekli, a piąty zasię z nim na ostatku się bijąc, tak go drągiem zarazieł, że też na ziemię był potłumion, i jeszcze na ziemi leżącego czterykroć tymże drągiem okrutnie uderzył, iż też go już mniemali być umarłym. Potym dziewka, skoro Wacławowi u Bieńka kowala pijącemu znać dała, natychmiast on bieżawszy k nim z rusznice, na nie strzelaćchciał, ale mu się fortuna ku temu zniezdarzeła, bo rusznica, acz była nabita tedy nieprzypuścieła. A tak miecza dobywszy bieżał do onego, który drągiem Jakuba, jego towarzysza był zaraził, z nim się bić. Który szczycząc (?) się po dwie albo po trzykroć, gdy się Wacławowi już sprzeciwiać nie mógł, wnet począł na most uciekać. Wszakże go Wacław nie daleko na most za nim bieżawszy, opuścieł. A opuściwszy, bieżał do tego to nieboszczyka, który na ten czas na moście z wiercimakiem stał, i gdy nań Wacław zaczął mieczem siec, tedy mu się bronił. A słysząc Jakub mistrza swego walczącego, natychmiast z mostu wstawszy, bieżał, i uderzył nieboszczyka bardą w głowę, raz albo cztery z tyłu. Wacław zasię mieczem jej (i) na oboje dwie stronie przebił i przebitego na moście zostawił. Toż samo dosłownie zapisano jako zeznanie Stanisława z Nowej Grobli. AmP I 368 k.200-201v 16 V 1548 2. [Zeznania Jakuba syna Stefanki z WiniarJ Jacobus filius Step hanki de Winiary - recognovit [Jakub syn Stefanki z Winiar zeznał], iż dzisiejszej nocy wlazł na przeto [ piętro] mieszkania katowego, któremu służył, i tamże skrzynkę z głów dzieci jego wyjął, chcąc ją wyłupić, a to coby w niej nalazł, pokraść. Lecz k temu przyjść niemógł, dlatego iż przez tegoż kata tamże na górze jest zachwycon i pojmano Hem [także] zeznał, że po skaraniu urzędowym, które tu w Poznaniu prze[z] kradziestwa swe u pręgierza jawnie podjął, suknią ukradł Bartoszkowi Gądkowi i 4 grosze pieniędzy. Iłem siekierę w Swieckim [szewskim] wykuszu ukradł, którą u Jakuba kata, który teraz jest odprawion, zastawił we dwa grosze. [-J. Iłem Szymkowi, swemu przyjacielowi, dwie koszuli ukradł, które w zamtuzie niewieście za 4 grosze przedał. Iłem zeznał, iż Jędrzejowi włodarzowi w Swarzędzu trzy wiardunki ukradł, które tu w zamtuzie przepił z Sobieczem pobudką. AmP I 638 k.150v-151. Zeznanie 3 II 1550. Skazany na chłostę, obcięcie uszu i dożywotnie wypędzenie z miasta, 3. Causa Gabrielis Sloyn homicide [Sprawa Gabriela Słonia zabójcyJ Donieśli starsi uliczni z Piaskow, że jakiś człowiek zmarł u cieśli Szymona Sobiemistrza, okazało się iż został zabity w lupanarze publicznym, w związku z czym podjęto przesłuchania. Primum Joannis Nicolai Cznotha, pannitextoris filii, qui [-] deposuit [Po pierwsze Jana, syna sukiennika Mikołaja Cnoty, który zeznał] iż będąc w niedzielą teraz przeszłą w zamtuzie wtórej godziny w noc z Szymkiem, Jakuba Gołego niegdy miejskiego czeladnika synem, z Fabianem Ślosarczykiem, z Gabrielem Słoniem [...] widział, gdy ciesielczyk jako sprawę ma, Szymuna Jacek Wiesiołowski Sobiemistrza towarzysz, tam też będący. Wyszedł z domu pijany, a Gabriel Słonik za nim. Wtemże do nich w izbie siedzących przybieżał kat z czeladzią miejską powiadając, iż człowieka zabito, i przez toż małpy z zamtuza pobrać kazał. Wszali-że ten to Cnotka nie wie, kto człowieka tego zabił, tylko powiada, iż Słonik wyszedszy potem się nie wrócił, a iż przed wyjściem ciesie1czyka żaden człowiek z zamtuza niewyszedł, tylko sam Słonik. Iłem Simon filius Jacobi Goli quondam famuli civitatis posnaniensis deposuit [także Szymon, syn Jakuba Gołego niegdyś sługi miasta Poznania zeznał] iż był w zamtuzie w niedzielą teraz przeszłą hora noctis secunda [ w drugiej godzinie nocnej], tamże widział, gdy ciesielczyk jako sprawę ma, Szymuna Sobiemistrza towarzysz, szermował toporkiem Janowi Cnocie około głowy, a poteill- z domu wyszedł, a Gabriel Słonik za nim. Interim [w tym czasie] przybieżał mistrz, że człowieka przed zamtuzem ktoś zabił. Nie ma wiadomości, kto go zabił, tylko powiada tylko ! przed wyjściem i po wyjściu ciesie1czyka żaden człowiek z zamtuza nie wyszedł, tylko sam Gabriel Słonik, tam też na ten czas będący. Iłem Anna senior meretrix deposuit [także Anna starsza nierządnic zeznała] iż widziała gdy ciesie1czyk jako sprawę ma, Szymuna Sobiemistrza towarzysz, w niedzielą teraz przeszłą w zamtuzie wtórej godziny w noc będący. Z zamtuza wyszedszy stał przed sienią z toporkiem na sobie, za to iż Jana Cnotę, któremu toporkiem w izbie około głowy szermował et suam male [?] nieranił. Zatem, gdy Gabriel Słonik, kuśnierczykiem się mieniący, wyszedł, tedy ciesielczyk toporkiem nań uderzył. Przecz Słonik, wziąszy drąg, którym drzwi domowe zawierano, wybiegł za nim, a gdy się przywrócił z onym drągiem, rzekła ku niemu taż to Anna: "Podobnoś go barzo ubił", a on odpowiedział "Starczy [?] mu wstać", uciekł. Iłem Hedwigis meretrix deposuit [także Jadwiga nierządnica zeznała], iż widziała w niedzielą teraz przeszłą wtórej godziny w noc, gdy ciesielczyk jako sprawę ma, Szymuna Sobiemistrza towarzysz, stojąc przed zamtuzem [...] uderzył toporkiem na Gabriela Słonika tam też będącego, co Słonik ujrzawszy [?] wziął drąg, którym sień zawierano i z onymże drągiem za nim wybieżał. A w tym ten to ciesie1czyk jest zabit. Uwięziony Słonik zeznał, że drągiem w lupanarze schwyconym uderzył jeden raz w głowę człowieka przed tym lupanarem, gdyż musiał bronić swego życia. Do ratusza spowadzono ciało zabitego i Jan woźny przysięgły oskarżył Gabriela o zabójstwo. Następnego dnia został on skazany na ścięcie. AmP I 638 k.193v-195. Zeznanie uczynione 24 IV 1554 4. Venceslai bibliopolae confessio [Zeznanie Wacława księgarza] Venceslaus Nicolai bibliopolae filius propter homicidium in prostibulo nocte praeterita patratum, deprehensus et judicio presentatus feria quarta ante festum s. Hedvigis proxima A. D. 1564 libere coram dominis advocato et scabinis recognovit [ Wacław, syn księgarza Mikołaja, z powodu zabójstwa w domu publicznym minionej nocy popełnionego, doprowadzony i postawiony przed sądem we środę przed świętem św. Jadwigi r.p. 1564, dobrowolnie przed wójtem i ławnikami zeznał] iż będąc przeszłej nocy w domu pospolitym u niewiast nierządnych, jednę z tych to niewiast, imieniem Barbarę, deką albo tulichem, rozgniewawszy się na nię, o to że go zlała, zabił i zamordował. Skazany na ścięcie. AmP 1,639 k38. Druk J. Łukaszewicz, Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania, T. II, Poznań 1838, s.45. 5. Confessio Luce Mikulczik [Zeznanie Lukasza Mikulczyka (syna Mikołaja Mikulca z Radoszyc)) [-l Iż wczorajszego dnia szedł do zamtuza i zastał tam nieboszczyka, trębacza jego miłości pana Stanisława grabie z Górki będącego. Wypiwszy tam rozmiar piwa, wyszedł tam stąd i trafił się z towarzyszem swym Janem Kwusiorkiem przed zamtuz i ze dwiema woźnicami jego miłości pana Kościeleckiego. Tamże mu rzekł ten to towarzysz jego: "Złóżmy się na dziewkę, że nam starsza wyda [z] zamtuza. Ony też woźnicy pana Kościeleckiego powiedzieli, że y też damy. I złożyli się na ośm groszy. Wszedł tam tedy ten to jego towarzysz Jan Kwusiorek i dostał tam dziewki. Wziąwszy, szedł z nią do woza na rynek Butelską ulicą, a Łukasz z woźnicami inszą się ulicą udali. Nieboszczyk wyrwawszy się [z] zamtuza, uderzył na nie kordem, ony woźnicy dwaj uciekli, a Łukasz się zastawił siekierką. Nieboszczyk wydarwszy siekierkę mu, kordem ranił w głowę i uciekł potym od niego do woza. Przychodząc do woza pogonił one woźnice pana Kościeleckiego i z nimi szedł do woza. Jan już też był szedł do woza i z oną kurwą. Tamże jął narzekać Łukasz, że go nieboszczyk ranił i siekierkę mu wydarł i prosił Jana, żeby mu dał korda. W tym przyszedł nieboszczyk, jął na nie wołać, żeby kurwę puściły, a ona się też wydzierała. I puściły ją precz mówiąc: "Idź do diabła i z pieniędzmi, kiedy nie chcesz". I gdy od nich odchodziła, wziął ją nieboszczyk i chciał ją prowadzić na Wodną ulicę. Tamże mu wszyscy zastąpili od ulicy, Jan z mieczem, ci dwaj woźnicy kamieniami ciskali, a on, to jest Łukasz, ściął się z nieboszczykiem [w] kordy, i uderzył go nieboszczyk w głowę kordem, aż w rynsztok wpadł, porwawszy się, pogoniwszy go, ciął zaś na nieboszczyka w zad, za tym że nieboszczyk i ci jego towarzysze nie wie, gdzie się rozbiegły, a on też szedł do woza i układł się na wóz. Item secundo examinatus ultra recognovit. [Także powtórnie wypytywany zeznał dodatkowo] [-l. Tercio interrogatus [ Po raz trzeci wypytywany] [-l Potym gdy baczył, że go nieraz ranił, zaniechał go [tj. trębacza] i szedł do Jana Kwusiorka, towarzysza swego, który stał na rogu gospody jego na Psi [ej] ulicy, i rzekł do niego: "Jużem ci go pewnie zabił" i weszli do gospody, a potym szedł z gospody na wóz, a towarzysz jego nie wie gdzie się podział, a zatym go na wozie pojmano. Jacek Wiesiołowski ArnP I 639 kI30v-131v. Zeznanie bez daty. Łukasz sporządził swój testament 6 VIII 1575. Wynika z niego, że przywiózł do Poznania wyroby szklane z huty należącej do jego krewnych. Został skazany za ścięcie. 6. Confessio Anne de Brzescie [Zeznanie Anny z Brzescia] Iż przed Gody tu do więzienia była wsadzona, dlatego iż Wydzierzmowskiemu, słudze Jego Mci X. biskupa poznańskiego, niemało rzeczy i inszym ludziom wzięła, i smagano ją u prągi. Zeznała też, iż przeszłej niedziele przed wieczorem weszła w dom pod Górką podle Gorayskiego leżący, do Włocha jakiegoś, z którym przedtem, gdy u Tomasza Obolego Czecha na Psi(j) ulicy mieszkał, sprawę cielesną miewała. I wszedszy do komory, gdy go nie było, bo dwakroć go tego dnia szukała, wzięła tamże czapkę, poszwę, poszewkę i aksamitne tkanice. Które rzeczy są przy hetmanie na ratuszu, okrom prześcieradła, które u Grzegorka na przedmieściu za strzelnicą, za żydowskim kierchowem [cmentarzem] mieszkającego zostało, bo ją tam straż miejska tegoż wieczoru poimała. O tym Włochu powiedziała jej Marusza, co w tele [w tyle] u Tomasza Obolego mieszkała. Powiedziała też, że tego dnia przed wieczorem przyszła do jednego Żyda, który mieszka niedaleko rury ku Czarnym Mnichom [dominikanom], między Żydy. Który ją tam do siebie namówił był, aby z nim obcowała, ale gdy nierychło przyszedł, wzięła tamże, na górze trzy koszulki, szarstuch, dwie szorce białe i tkaniczki dwie. Które rzeczy też przy hetmanie są na ratuszu. Zeznała też, iż po pierwszym karaniu nieskorzyścieła nikomu więcej, telko te rzeczy. Iłem powiedziała iż gdy ją kat po karaniu u prągi wyprowadzał, tedy ją namawiał na moście, aby do niego przystała. I za jego namówieniem przyszła do niego. I będąc przy nierządnicach wzięły jej mętlik i gdy ją odarły, uciekła stamtąd i szła do Pyzdr. Z Pyzdr przyszła zaś do Poznania, kilka dni przed Gromniczą Panną Marią belo, i mieszkała u Obremka na przedmieściu idąc na Kundorf. U którego będąc kilka dni, posłała ją żona jego po [..,], lecz iż nieśmiała przezpiecznie przez rynek iść, szła podle złego domu mimo. Tamże jej jedna nierządnica zawołała: "Pódź, wykup twój mętlik, któryś tu zastawiła, a zapłać obiady i wieczerzę". I zatym wszedszy, zwlekły ją z szat aż na koszulę, i pobrała jej katowa wszytko: naprzód leb1.ik harrasewy czarny płób1.em wszytek podbity, miczkę harassewą króliki podszytą, skórzenki za 16 groszy, koszulkę z czarnym szyciem za złoty, wacek nowy, szarstuch szeroki nowy, kresy. Wzięła jej też starsza pas aksamitny i rąbek, a katowa jej włosy urzęła. Maczkowa potrażna mieszka w Piotrowskiego domku, Hanna jej zowią, ma ony skrzynkę, w ni(j) są pięć koszulek, item suknia mietisewa (?) też w niej jest. Item botuch, jej własny, zostawiła u praczki i 12 koszulek [-]. ArnP I 639 k.204-204v, Zeznanie 8 III 1581. Zeznanie częściowo drukował Maisel Sądownictwo, s.234. Skazana na chłostę i relegację z miasta. 7. Con£essio Pauli Sandomiriensis [Zeznanie Pawła z Sandomierza (syna Włocha Tomasza Acosto z Varese)] Piel u młodego gospodarza przeciwko stajni Jegomości pani! wojewody, gdzie hajducka gospoda, i tamże z towarzyszem swym piel, a zapłaciwszy piwo zwabiel go jakiś Polak w błękitnij delii do złego domu, i szedł z nim. Był też jakiś człowiek przy nim w brunatnij delii. Gdzie przyszedszy zaraz mu otworzono, i dał kurwie ośm groszy, któr, że nie chciała woli jego czynić, mówił jej: "Wróć pieniądze, com ci dał". Która, że wrócić nie chciała, uderzył ją szablą, i zaraz jęto nań z góry kamieniami ciskać i wołać "Bij, zabij". A on też rozgniewawszy się, dobywszy szable jął zaraz siec, jako pijany, i ranił ich kilka i jednę zabił. AmP I 640 k1B. Zeznanie 3 VII 1591. Skazany na ścięcie. 8, [Zeznanie Grzegorza Fogacza syna Barbilikaca!] Na nieboszczyka N. Kaczkowskiego dlatego wziął złą wolę, iż gdy we czwartek przeszły był z nim w domu nierządnym, podle tej nierządnice siadł, z którą on sprawę mieć chciał. I dlatego wywabiel go z sobą na przedmieście, mówiąc: "Pódź ze mną na gospodę". [-] a gdy go w pole wywiódł, rzekł do niego: "A wiesz, żeś mi w owej sprawie w zamtuzie nie praw". I dobywszy zaraz szable swojej ciął go w szyję, i jako nieboszczyk jął uciekać, pchnął go sztychem w plecy i zaraz dobieżawszy go, ciął go kilka razy w szyję, aż upadł. I wziąwszy jego szablę własną zamordowal go do ostatka, aż mu szyję uciel, gdzie ciała onego i głowy tak odbieżał, i szablę jego przy nim zostawił. A sam szedł w pole i tam w życie spał. [-] AmP I 640 k18v-19. Zeznanie 25 VI 1591. Skazany na ćwiartowanie. 9. Con£essio Gregorii de Brodziszewo [Zeznanie Grzegorza zBrodziszewa (syna Rocha i Zofii)] Z pańskiej roboty w piątek [27 IX] przyszedszy, szedł do karczmy i tam sie ograł z suknie i z kożucha. 1 tak trzy dni w koszuli chodząc, prosił gospodarza, aby mu ten kożuch wykupił, który że jemu go wykupić nie chciał. A iż wiedział o szar(e)j sukni u Walka kmiecia, w nocy z niedziele na poniedziałek wystawiwszy okno wlazł do izby i tam wziął dwie suknie, jedną żupicę, a drugą odziewalną, i pomyślał aby też mógł którego grosza dostać, i idąc mimo stół namacawszy klucz w stole, otworzył jeji i wziął z niego słojek a otworzywszy jeji wysuł z niego pieniądze [-J. Przyszedszy do miasta, szedł na Nową Groblą do gospody, tam dzban piwa wypił, a podpiwszy sobie szedł do złego domu. Tam był całą noc i pobrano mu pieniądz, jedno mu cztery złote zostały czerwone, a czwarty był przed tym przemienił, za który sobie sukna był kupił. Nazajutrz szedł zaś do onej gospody.[-] AmP I 640 k19-20. Zeznanie 5 X 1591. Skazany na powieszenie. Jacek Wiesiołowski 10. Confessio Laurentii Daiczkan Elbingensi. [Zeznanie Wawrzyńca Dajczkana z Elbląga (syna Marcina i Doroty, pomocnika katowskiego w Poznaniu)] Iż on wczora wieczór o godzinie ostatniej stojał przed sklepikiem domu nierządnego z dziewkami. I gdy tam mimo szli dwa bednarczycy, tedy jednego z nich, tego nieboszczyka Jadama, Helszka za suknie zadzierżywając poszarpnęła, aż się potoczeł i jego potrącieł. O co się z nim zawadzał, ale się przecie rozeszły, i szły bednarczycy ku swemu domowi. On iż go beł mistrz posłał po piwo, szedł z (d)zbanem po nie. Potym wrócieły się zaś ciż bednarczycy i zawadzieły się z nim. I bił się z nimi. Do czego przyszedł Hanus, towarzysz jego, który na ganku stał, a ten się przypatrywał na pomoc retować go, ale ten nie winien, bo nikogo nie obraził. Tam go nieboszczyk miał beł przycisnąć do ściany, i dobywszy noży, miawszy je w jednej ręce, przebieł go i żywego martwym uczynił. [-J ArnP 1640 k.57v-58. Zeznanie 27 IX 1593. Skazany na ścięcie. 11. Confessio prima Alberti de Casimierz [Zeznanie pierwsze Wojciecha z Kazimierza (syna Grzegorza młynarza z Kazimierza koło Słupcy i Małgorzaty)] Rzemiesła żadnego nie umie, ani czytać. Służeł woźnicą u nieboszczyka p. Przyjemskiego, aż do śmierci jego, a to jeszcze żupicę żałobną po niem ma. Ma czterech braci, dwóch młodszych niż on, jednemu Jan, drugiemu Szczęsny. Dwóch zaś ożenionych, jeden w Koninie, któremu imię Paweł, tamże szewcem jest, drugi w Kazimierzu, któremu na imię Piotr, rzemiesła tkaczego, przy matce mieszka. Tu wczora rano ze dniem przyszedł, a przyszedł tu nocą ze wsi, dwie mile jeszcze za Wronkami. W której będąc w nocy, wziąwszy drabinkę u chłopa, przystawiwszy ją do okna, którem spuścił się po drągu do kościoła. Tam macając po ścianach natrafieł przy cymboriej [cyborium] niby kalietkę, przy której wisiał dzwonyszek. Który, że zabrząknął, ujął go, żeby nie głosieł. I szperząc w ony kalietce nalazł tam kluczyczek, który wyjąwszy myślał że to od czegokolwiek potrzebnego. I macając po ścienie, namacał niby chustkę przy spidwasku [szafce], i szukaj ac zamku, nalazłszy, otworzeł on spidwas. Gdzie namacawszy tę puszkę, rozumiejąc, że srebrna, wziął ją. Którą otworzywszy, wytrząsnął z niej opłatki. Tamże w onym spidwasie tamże też wziął dwie (u.) i chryzmalie, gdzie było niby wełna a olej. Te rzeczy wziąwszy, wylazł zaś po onem drągu onem oknem. I połamał onę puszkę, gdzie był Sakrament Święty, aby snadnie mógł pochować za nadry. Tu do Poznania przyszedszy, wierzch od puszki, który był odłamał. rozumiejąc, że srebrne było. Przedawał to Żydowi, który go postraszeł mówiąc: "Póć ze mną do burmistrza". I tak odszedł od onego Żyda i szedł do domu nierządnego. Tam dał część tejże puszkidziewce, aby ją zastawieła, aby pieniądze na nią dostała, żeby mu piwa dano, bo pieniędzy nie miał. Która dziewka szła z tą sztuką do katowej, która poznawszy nie kazała go wypuszczać, aż go pojmano. Olej, co był w puszkach wyrzucieł w drodze. Confessio secunda Alberti de Casimierz. (Z drugiego zeznania wynika, że okradł wtedy kościół w Biezdrowie i zabrał stamtąd także monstrancję. Z Wronek) [-I szedł ku Poznaniowi, ma! ze sobą onęż monstrancję, z której wierzch Żydowi przedawał, rozumiejąc, by srebro było. Ale Żyd rzekł jemu, że to kościelne są rzeczy "Pódź ze mną do wójta". Ale on nie szedł, ale odbieżał onego (?) u Żyda.[-] AmP I 640 k.174v-176v. Zeznania 15 i 19 XII 1597. Oskarżony przez woznego Andrzeja Gołego, skazany na spalenie jako świętokradca. 12. [Umowa wójta z katem Janem Kinem z 1763 roku] Roku Pańskiego 1763 dnia 2 miesiąca stycznia stał się pewny nieodmienny a w kondycyach niżej wyrażonych umówiony i spisany kontrakt w sposób takowy : iż szlachetny IPan Dominik Karczewski, JKMości sekretarz, wójt miasta stołecznego Poznania, czyniąc zadość funkcyi publiczney urzędu swego wójtowskiego, a uważając iż podług pospolitego prawa względem zachowania sprawiedliwości świętej, na ukaranie wszelkich excessów kryminalnych, miasto tutejsze executorem justitiae [ egzekutora sprawiedliwości] potrzebuje, więc mając według attestatów publicznych relacyą dowodną, iż uczciwy Jan Kin mistrz w sztuce i praktyce swojej mistrzowskiej jest doskonale wyćwiczony, jako o tern attestata urzędowne remonstrował, pomienionego uczciwego Jana Kina za mistrza mieyskiego przyjął. Któremu miasto Poznań według dawnych zwyczajow po zł. pol. 2 co tydzień i po zł. pol. 10 co kwartał na suchedni płacić będzie powinno, a do tego dwie fury siana i kwater drew dwie corocznie z szafami mieyskiey mieć ma, tudzież i rezydencyą do mieszkania na mieyscu z dawna przyzwoitym. Od ezekucyów zaś publicznych kryminalnych takową kontentować się będzie zapłatą, według takowey dyspozycyi jakoto: Na osobę jedną za instancyą instygatora i delatora tutejszey osoby miejskiej: Od smagania . . grzywien 2 Od jednych tortur . grzywien 2 Od miecza albo postronka . grzywien 10 Od koła albo ćwierci . . . . . . . . . [grzywien] 15 Od spalenia człeka z bydlęciem żywego . . grzywien 15 Od ściętego, potym spalonego z bydlęciem grzywien 10 ale od ścięcia a parte . . . . . . . . . . . . . . grzywien 10. Za instancyą obcego człowieka Od smagania . . Od jednych tortur . . . . . . zł. pol. 6 grzywien 4 Jacek Wiesiołowski Od spalenia człeka żywego z bydlęciem grzywien 30 Od spalenia człeka ściętego z bydlęciem grzywien 20 ale od ścięcia a parte solacya grzywien 15 Od miecza albo postronka . . . grzywien 15 Od koła albo ćwierci . . . . . . grzywien 20 a do tego suknie z każdey osoby de1inkwenta iustycyowanego mistrzowi należeć powinny będą. Okazye zaś od sądu zamkowego do tych kondycyi nie należą, ale jak się mistrz będzie mógł zgodzić z stroną. Tandem od wywleczenia konia w mieście lub za miastem, oprócz skóry, zł. pol. trzy. Od rogatego bydlęcia, oprócz skóry, zł. pol. dwa. Kondycye zaś do mistrzowskiej powinności należące uczciwy Jan Kin takowe zachowywać powinien będzie, to jest: iż exekucyi i roboty mistrzowskiey żadney bez wiadomości JPana wójta teraz i napotym będącego podejmować się niema, ale tylko za wiadomością JPana wójta i konsolacyą jemu grzywien dwie i do szafami mieyskiey jedną należącą. Powinien zaś będzie wyżey wyrażony uczciwy Jan Kin czeladź przy sobie chować z porządkiem należytym, jakoto końmi, karą dla okoliczności chędożenia miasta żywcem i wszelkich zdecWin. Z panami mieszczaninami aby się niewadził, a osobliwie ile z zwadliwymi strzegł się kompanii i aby okazyi do poswarzenia nie było. Jako cnotliwy mistrz strzec się powinien swarliwego posiedzenia, uchodząc wszelkiey skargi, ale się trzeźwo, skromnie zachowywać powinien będzie, jako sam z dekretu sądowego wszelkie występki i excessa kryminalne na poprawę powszechną publicznie karzący, a przez karę złych naprawniący. To się też dokłada, aby pomieniony uczciwy Kin mistrz mieyski miał pilny dozór, żeby świnie po rynku niechodziły, które przez czeladź swoję powinien będzie kazać chwytać, i za pierwszym schwytaniem od wydania czyja świnia bedzie, brał po bitym szóstaku, od jedney świni, za drugim razem po dwa szóstaki bite, za trzecim złapaniem po tynfie, a na sprzecznego sobie świnię jak własną otrzymać ma, a tę zaś kwotę wyżey specyfikowaną na wykupno ma mu być płacono. Powinien także będzie mieć należyty porządek do exekucyi kryminalnych, jako też i do tortur wszelkie przynależności na wzór zwyczajów cudzoziemskich i mistrzowskich swych powinności. A jeżeliby się pomnieniony uczciwy mistrz miał chcieć stąd gdzieindziey alienować od miasta z służby, powinien będzie wcześnie JPana wójta, natenczas będącego na funkcyi urzędowey, uwiadomić i mistrza doskonałego na swoje mieysce stawić, któryby był w praktyce mistrzowskiey wydoskonalony, a do tego wiary katolickiey z poczciwym zaleceniem. Rekomenduje się też i to mistrzowi, aby ile może mieć czasu, przynajmniey raz w miesiąc, żeby zobaczył wiszących na szubiennicy, kiedy się trafią, i ćwierci na palach zawieszone, a jeżeliby która ćwierć upadła, powinien będzie opowiedzieć to JPanu wójtowi natenczas będącemu, aby to ciało albo kości z niego będące zakopał pod szubiennicą, albo też kości do szubiennicy wrzucił. A jeżeliby której części ciała, głowy lub członka którego brakowało, żeby to zaraz doniósł JPanu wójtowi, co mu się serio przekazuje i zaleca. Te zaś powinności wyżey opisane tylekroć rzeczony uczciwy Jan Kin skutecznie wypełnić z wszelką wiarą i poczciwością obliguje się i obowiązuje, a JPan wójt teraz i na potym następujący, wszelką zapłatę według opisania ninieyszym kontraktem deklaruje i tenże kontrakt pieczęcią mieyską urzędowną wójtowską stwierdza. Na co się własną ręką jako też i mistrz kontraktujący podpisuje, a to dla tym skuteczniejszego dotrzymania kontraktu i w nim opisanych kondycyi. Działo się w Poznaniu roku dnia i miesiąca jako wyżej. Dominik Karczewski wójt miasta JMMci Poznania AmP I 675. (sygn. dawna Misc. XV nr 292). Druk J. Łukaszewicz, j.w., T.I s.174-175.