JEZYCJADA Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa sama po pewnym czasie zauważyła, że ten rodzaj wypowiedzi jest jej mocną stroną, a dziś akurat funkcjonuje lepiej od innych. W Szóstej klepce jest jeszcze wiele przejawów stylu ozdobnego, właściwego dawnej literaturze polskiej dla młodzieży. Tyczy to zresztą nie tylko dialogu, ale i opisu. Styl ten charakteryzował się chęcią zwrócenia uwagi na rodzaj wypowiedzi, jej niezwykłość i dowcip. Innymi słowy: miał na celu wywołanie podziwu dla samych słów. W późniejszych tomach Autorka coraz mężniej opierała się tej pokusie. W Opium panuje już nad nią całkowicie. Rezultat jest taki, że pełniej niż przedtem dochodzi do głosu jej własna osobowość, a przede wszystkim jej inteligencja i poczucie humoru. Drugim kapitalnym referatem wygłoszonym tego dnia była rzecz doc. dr hab. Jerzego Kobiałki z Uniwersytetu Jagiellońskiego pt. Dwa prawdopodobieństwa. Nie ma realizmu bez poczucia prawdopodobieństwa - przypomniał doc. Kobiałka. I to na ogół wszyscy wiedzą. Natomiast nie wszyscy zauważyli, że do pełnego powodzenia realistycznej powieści potrzebne jest panowanie nad dwoma rodzajami prawdopodobieństwa, zupełnie różnymi. W pierwszym wypadku chodzi o nieuchronnie przez nas dokonywaną konfrontację tego, co znajdujemy w powieści, z naszym doświadczeniem pozaliterackim. Możliwość dokonywania takich porównań przyczyniła się pewno kiedyś do rozwoju powieści a i dziś jeszcze zapewnia temu gatunkowi sporą poczytność. Szczególnie kobiety lubią tak dyskutować o postaciach nowo przeczytanej powieści, jak by chodziło o żywych ludzi (Proszę pani, czy ona musiała wychodzić za tego blondyna? Jakjeszcze moja siostra była panną i mieszkała w Lublinie itd.). Oprócz tak pojmowanego prawdopodobieństwa występuje jednak w literaturze jeszcze i drugie. Bo jest jeszcze opinia o prawdopodobieństwie wydarzeń ukształtowana przez nasze doświadczenie czytelnicze. To jest nieprawdopodobne - oświadczamy kategorycznie, mimo że zdziwiony autor zapewnia nas - zgodnie z prawdą! - że akurat ten motyw wziął wprost z życia. A więc rzecz musi być nie tylko zgodna z naszym doświadczeniem życiowym! Musi się nam jeszcze prawdopodobną wydawać! A o tym rozstrzygają już tylko nasze wcześniejsze lektury. A zatem, tłumacząc rzecz na język naukowy, zaczyna oddziaływać: umiejętność dostosowania tematu do wymagań gatunku literackiego, dostosowanie stylu do treści; to wszystko oceniamy przecież pod wpływem naszej ogólnej znajomości literatury. I z tym autor musi się liczyć. Tak jak musi się liczyć z psychologią czytelnika i wrażliwością epoki. Dla kogoś, kogo ciekawią te problemy, Jeżycjadajest wymarzonym przedmiotem analizy. Moim zdaniem prof. du Petit-Bonnheur ma rację - powiedział doc. Kobiałka - i prawdą jest, że w Jeżycjadzie widać zawsze jakiś pomysł, który Autorka ma w pogotowiu przystępując do pisania powieści. Otóż z punktu widzenia dwóch prawdopodobieństw te pomysły są wcale niejednakowej wartości! W Kłamczusze mimo ryzykownego charakteru - o dziwo - mniej więcej do siebie przylegają, w dużej mierze dzięki ciekawej analizie psychologicznej. W Idzie sierpniowej spoidła trzeszczą i zgrzytają. Z życiowego punktu widzenia czytelnik chętnie wierzy, że tak skromne i płochliwe dziewczę może z miłości bliźniego wskoczyć przez okno do pokoju J. Lewandowskizupełnie nieznanego młodzieńca. (I to jeszcze więcej dziwnego.) Z punktu widzenia literackiego prawdopodobieństwa (tego drugiego) funkcjonuje to o wiele gorzej. Prawdziwe tryumfy zespolenia obu odnosi dopiero Autorka w Opium. Tu - rzecz zadziwiająca - zupełnie nie widać szwów. A przecież i tu trzeba było ze sobą zszyć prawdopodobieństwo życiowe z literackim. Idę o zakład - wołał doc. Kobiałka - że główny motyw jest tutaj z życia wzięty. Ale równie oczywisty jest dla mnie fakt, że portrecik Genowefy trzeba było wykonać zupełnie od nowa, przy pomocy szczegółów, które by mogły go uwierzytelnić. A właśnie ten portrecik wydaje się najbardziej godny podziwu. To ręka mistrza! Każde dotknięcie pędzla ma swój cel. Kiedy podczas pierwszego wieczoru w operze Kreska udaje się z Genowefą do szatni i uświadamia sobie, że nie ma numerka małej (bo przyszła ona z Matyldą), ta spokojnie wyciąga go spod sukienki, bo był zatknięty za gumkę od rajstop. Jest to szczegół ogromnej doniosłości. Ktokolwiek przebywał w towarzystwie takich małych osób, wie, że gumkę od rajstop będą one zawsze uważały za najpewniejszy schowek (pewniejszy od kieszeni, choćby je miały). A więc nasze doświadczenie życiowe od razu zostaje zaspokojone, i to ku naszemu całkowitemu zadowoleniu, także estetycznemu, bo motyw jest świeży, niezużyty. A jednocześnie uwierzytelniona zostaje niepowtarzalna atmosfera tego wieczoru. Jego urok bierze się z fenomenalnego pomieszania rzeczy pięknych z ambarasującymi; jest to koktajl chętnie stosowany przez doświadczonych pisarzy. Trudno by jednak znaleźć drugi przykład o takim smaku. NB. Przykład numerka pozwala zilustrować działanie jeszcze jednej ważnej reguły. Nie ilość takich motywów rozstrzyga o prawdopodobieństwie obrazu, lecz jakość. Sądzę, tak jak moi przedmówcy - powiedział doc. Kobiałka - że p. Musierowicz była od początku bardzo oryginalnym zjawiskiem w naszej literaturze. (Czy kto wpadł przed nią na pomysł, by na początku powieści przedstawić czytelnikom swoich bohaterów w stanie uśpienia?) Ale sądzę również, że biegłości, którą osiągnęła w Opium, musiała się uczyć. I nauczyła się. Skłonny jestem mniemać - kończył mówca - że tylu polskich pisarzy pisze dziś wyłącznie o sobie, bo o niczym innym pisać nie umie. Pani Musierowicz pisze o Jeżycach, bo umie. Owacyjne brawa nagrodziły ten referat, nie tylko świetnie skonstruowany, ale i wygłoszony ze swadą godną tradycji naj starszego polskiego uniwersytetu. Spomiędzy komunikatów najbardziej podobały się Małe realia JeŻ)lcjady opracowane przez Mgr Mariolę Sandałek z Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie. Aby dać przykład precyzji, z jaką p. Musierowicz rejestruje drobne czynności dnia powszechnego, referentka zanalizowała problemy makijażu stosowanego przez bohaterki Jeżycjady a w szczególności przez Cesię i Idę. Męska część publiczności dowiedziała się przy tej okazji - z dużym zaciekawieniem - jak się robi oczy. (Tzn. jak się czerni rzęsy i brwi, jak się kładzie cienie na powiekach i pod oczami). Dokładność Autorki posuwa się tak daleko - stwierdziła referentka - że pewne powieści można by datować wedle nazw i rodzaju kosmetyków. Dziś już np. starsza siostra nie poprosiłaby młodszej, żeby sobie pluła we własny tusz, bo są spiralki. To było znamienne dla lat siedemdziesiątych. Taka dokładność świadczy zwykle w literaturze o jednej z dwóch postaw: albo wynika ze wstrętu do otoczenia, albo z sym