ZDZISŁAW KANDZIORA POROZMAWIAJMY O POZNANIU {1985 - 1986) Kiedyś przebywając w Nowym Sadzie - jugosłowiańskim mieście wojewódzkim, spotkałem przypadkiem ziomka, który - jak się okazało - przez kilka lat swej młodości zamieszkiwał w Poznaniu. Przy kawie w hotelowym barze, przegadaliśmy kilka godzin i chociaż nie brakowało przecież tematów z zagranicznych doświadczeń oraz wrażeń, przez cały ten czas rozmawialiśmy o Poznaniu. Był nieco starszy ode mnie, opowiadał więc o przedwojennej studenckiej biedzie, klepanej w odnajętym gdzieś na Wierzbięeicach (w czwórkę!) ciasnym pokoiku, którego jedynymi zaletami były niska stosunkowo dzierżawa oraz niewielka odległość od Wyższej Szkoły Handlowej, gdzie zresztą i ja uczęszczałem, ale wejściem z ul. Składowej, bo boczne Skrzydło tego gmachu zajmowało Gimnazjum im. Ignacego Paderewskiego, którego byłem uczniem. Wspominał dawne dzieje z ogromnym sentymentem, wymieniał niegdysiejsze nazwy ulic, zapytywał, co się obecnie w tym, czy w tamtym budynku mieści; mówiliśmy o Operze, teatrach i auli uniwersyteckiej. Także o obecnym życiu w Poznaniu, uznawanym przez niego za wzorowe - pod względem porządku, czystości i organizatorskich poczynań. "N ajpiękniejsze miasto Polski. No, obok Krakowa..." - dodał. Sam zresztą pochodził z okolic Sanoka. Może dlatego, że w kraju bywał rzadko i na krótko Poznań utrwalił się w jego pamięci tak idealnie. Przegawędzone z rodakiem w Jugosławii godziny nasunęły mi później myśl o zorganizowaniu podobnych, wspominkowych wieczorów tutaj, w Poznaniu. Samo jednak rozpamiętywanie tego co było i minęło, wydawało mi się zbyt jednostronne i zawężone, bo przecież ograniczające krąg uczestników do pamiętającej dawne czasy generacji. Wspominanie zresztą jest niewątpliwie pożyteczne, bo chroni rzeczy minione od zapadnięcia w niepamięć. Ale ile wieczorów można spędzić na rozpamiętywaniu tego co minęło? Zdzisław Kandziora Emblemat cyklu spotkań "Porozmawiajmy o Poznaniu". Projektował Antoni Pawlako tym, że lubimy mówić o naszym mieście, o tym, co nas otacza, co cieszy i martwi, nie wątpiłem, w oparciu choćby o doświadczenia dziennikarskie. Nie ma dnia, by spośród czytelników ktoś nie przyszedł do redakcji, by podzielić się uwagami, zwierzyć z trosk, poradzić się, poprosić o pomoc w wyeliminowaniu z życia jalkiohś nieprawidłowości. Dlaczego by zatem nie stworzyć warunków, ułatwiających wypowiadanie się na interesujące ludzi tematy, dotyczące najbliższych im spraw, szczególnie zaś tych, które wiążą się, a często są naj ściślej uzależnione od życia miasta, w którym żyją? A więc ich miasta ... Z przemyśleń, a także z faktu, iż w ogóle lubimy wyrażać swe opinie oraz spostrzeżenia i uwagi, powstała koncepcja zorganizowania wieczorów dyskusyjnych na tematy miejskie, czyli nasze własne. Pomysł został zaakceptowany przez kierownictwo mojej redakcji - "Głosu Wielkopolskiego" - dziennika z najdłuższą w Poznaniu tradycją i metryką, bo redagowanego już wówczas, gdy toczyły się jeszcze walki o wyzwolenie miasta. Dzięki przychylności i osobistemu zaangażowaniu dyrektorki Klubu Międzynarodowej Prasy i Książki przy ul. Ratajczaka - Mirosławy Dziamskiej, instytucja ta stała się współorganizatorem spotkań, udostępniając na ten cel swą salę na pierwszym piętrze i przejmując na siebie niezbędne obowiązki gospodarza wieczorów. Ustalona również została dla tych imprez stała nazwa: "Porozmawiajmy o Poznaniu". Postanowiliśmy, że spotkania odbywały się będą raz w miesiącu (z wyłączeniem okresu wakacyjnego). Przedyskutowaliśmy też wstępnie zakresy tematyczne i ustaliliśmy, że do wygłaszania tzw. słowa wstępnego będziemy zapraszali osoby autorytatywne dla danej dziedziny. Okres, który minął od pierwszego ze spotkań (14 XI 1985 r.), pozwala stwierdzić, iż założenia programowe są w pełni wykonywane, a liczba uczestników tych wieczorów dyskusyjnych jest duża i niejednokrotnie trzeba było dostawiać krzesła. Nie brakuje również nigdy chętnych do Porozmawiajmy o Poznaniu (1985 - 1986) J7 Nagłówek relacji z szóstego spotkania z cyklu "Porozmawiajmy o Poznaniu" (24 IV 1986 r), opublikowanej w "Głosie Wielkopolskim" (25 IV 1986 r.) IM i 11................)........................1-11 ni. . . . . . . . . .i.........mu i umil...........n....... ..iwn.......iiiiiiifiiiir - i f . Po spotkaniu z "Głose11l" w "E11lpikU" Liczy się każde drzewo... Sał<» Klub« Mięuwmzaao- loby, iibs ta&fcs saroa za wt} Prasy i Książki przy ul. interesowani przyczyniali si Rataj czaka ubarwiło wczo- własnym udziałem, poprze raj pięć dużych plansz - pracę społeczną, 6>v ..««łobł1ś kwm w« I treści 'mSsm z1mń" ta, w;al<<», Mmiinie/mk,. suszącą Ą bSAiitiaosobistą*), wi'etoeh razmiastwh »jtyjtad« ,iss4i»S» »!*-'.* "by «wftóM.fSR»«' fetwd**»*» t fe»teei*p»«t, Tytuł sprawozdania z siódmego spotkania z cyklu "Poroemawiajmy o Poznaniu" (15 V 1986 r.), opublikowanego w "Głosie Wielkopiskim" (23 V 1986 tJ przewidywaniami, dyskusję ożywiały krytyczne uwagi na temat: nieregulaimości kursowania, jeżdżenia "stadami", częstych przypadków zjeżdżania do zajezdni nawet przed minięciem godzin tzw. szczytu, nieuprzejmości obsługi wobec pasażerów i lekceważenia ich zdrowia (przedwczesne zamykanie drzwi), przedłużania postoju n pętlach i podjeżdżania na przystanek dopiero tuż przed ruszaniem na trasę. Wprowadzenie do dyskusji wygłosili: specjalista w zakresie komunikacji masowej i planowania jej ciągów dr inż. Andrzej Krych oraz zastępca dyrektora Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego mgr inż. J erzy Figlewski. Przedstawili oni zebranym, posługując się planami miasta, stan układu sieci komunikacyjnej, możliwości jej rozwoju na najbliższe lata. Sprawy te były tematem cyklu publikacji na łamach "Głosu", jak też wyjaśnień udzielonych redakcji przez dyrekcję Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego i Wojewódzkie Biuro Planowania Przestrzennego. Podczas spotkania natomiast dużo uwagi poświęcono realizacji wielkiej inwestycji miejskiej, prowadzonej z inicjatywy władz Poznania, a mającej na celu radykalne w przyszłości zaspokojenie potrzeb w dziedzinie komunikacji: budowie Poznańskiego Szybkiego Tramwaju między Piątkowem a rejonem głównego dworca kolejowego. Ukazanie na planszach wytyczonej (i już znajdującej się w budowie) trasy tego tramwaju, ale także informacja o niedostatku funduszy na przyspieszenie owej niezbędnej dla Poznania inwestycji komunikacyjnej, prowadzonej w ramach własnych możliwości finansowych i produkcyjnych Poznania, wyjaśniło wiele nieporozumień. Niezależnie od tego, zarzucano miejskiemu planowaniu komunikacyjnemu różne usterki i niekonsokwencje. Np., powołując się na publikacje pióra Piotra Życkiego w "Głosie", sugerowano zaplanowanie tramwajowej linii okólnej, wiodącej dawniejszą Szosą Okrężną (Albańska - Jugosłowiańska - Bułgarska), co znakomicie odciążyłoby linie wiodące przez wiadukty kolejowe nad torami wzdłuż ul. Roosevelta. Krytykowano ska sowanie linii trolejbusowych, likwidację torów mp. na ul. Bemia w kierunku Dębiny, jak też na ul. Wojska Polskiego. Dyskusja wzbudzała wśród obecnych wiele emocji, gdyż stan komunikacji w Poznaniu jest tematem najczęstszych chyba utyskiwań poznaniaków. Czwarte spotkanie, przeprowadzone w dniu 19 lutego 1986 r., a zatytułowane "Porozmawiajmy o Poznaniu na kolorowo", miało na celu pobudzenie inicjatyw estetycznych, w tym także kolorystycznego uporządkowania zabudowy miejskiej. Wprowadzenie do dyskusji wygłosił główny plastyk miejski Jerzy Nowakowski. Zgromadzeni poznaniacy zwrócili uwagę na sygnalizowany już podczas poprzednich spotkań problem budowlanego bałaganiairstwa. Poznań w wielu punktach wygląda tak, jak gdyby instytucja miejskiego plastyka była tu nie znana lub jego uprawnienia i decyzje nie miały żadnej mocy wiążącej. Przyczyniła się do takiej sytuacji bezsensowna wręcz, podjęta swego czasu na szczeblu centralnym decyzja o zlikwidowaniu urzędów dzielnicowych i uniezależnieniu tzw. delegatur od władz miasta. Wobec takiego stanu rzeczy prezydent Poznania i jego urząd, a także Miejska Rada Narodowa mogły jedynie proponować takie czy inne rozwiązania, nie mając żadnych uprawnień do wydawania zarządzeń i egzekwowania ich wykonania. Dotyczy to także wystroju elewacji kamienic i - ogólnie mówiąc - kolorystyki miasta. Dotąd, co można zaobserwować na wielu ulicach, niektóre z zakładów i sklepów malują mury wokół wejść i okien swych placówek według własnego, nie zawsze dobrego smaku, a także bez brania pod uwagę kolorystyki sąsiednich punktów handlowych czy usługowych. Doprowadza to do kakofonii barw i różnych "ozdobników" w postaci tandetnych wywieszek firmowych, reklamowych napisów, kompozycji rysunkowych itp. Rzadko też kto dba o utrzymywanie elewacji domów w porządku i czystości. Stąd kulejące neony, spłowiałe napisy, a nawet - przebijające pozostałości po niemieckich napisach z lat okupacji. Podporządkowanie estetyki miasta głównemu plastykowi też jednak pozostanie w nie małym stopniu iluzoryczne, jeśli będzie on nadal instytucją jednoosobową. Trudno bowiem wyobrazić sobie, by jeden człowiek był w stanie - pomijając opiniowanie, akceptowanie i wydawanie zezwoleń - nadzorować wykonywanie zarządzeń estetycżno-porządkowych, egzekwować je i jednocześnie opracowywać koncepcje plastyczne, dążące do prowadzenia sensownej polityki w kolorystyce miasta,. Estetyka jednak to nie tylko odpowiedni dobór elementów plastycznonmalarskich, najpierw bowiem trzeba doprowadzić, by miasto odpowiadało *felementarnym jej wymogom, takim jak ład, porządek i czystość. Zaniedbania zaś na tym odcinku są żenujące w mieście, uznawanym niegdyś za wzorcowe pod tym względem. Aby do dawnego stanu powrócić, Zdzisław Kandziora nie trzeba ani nakładów finansowych, ani nawet głównego plastyka mIeJskiego. Wystarczą miotły i poczucie obowiązku u tych, których zatrudniono w tym celu, by utrzymywali w czystości klatki schodowe, podwórka, chodniki. Od przymuszenia dozorców domowych (a także pracowników Komunalnego Przedsiębiorstwa Techniki Sanitarnej) do codziennej dbałości o porządek zależy przede wszystkim opinia o naszym mieście. Powszechne są narzekania na niedostatki finansowe, uniemożliwiające prowadzenie takich czy innych inwestycji i zaspokajanie potrzeb, tymczasem pieniądze leżą na ulicy. Mam na myśli wystawianie mandatów tym wszystkim, którzy nie dopełniają swych obowiązków w utrzymywaniu porządku na posesjach i wokół nich. Zmiana oficjalnych nazw ze "stróży" lub "dozorców" na "gospodarzy domów" oraz Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania na "Sanitech" niczego nie poprawiła. Posypać się zresztą powinny też mandaty na każdego, kto śmieci na ulicach. Mówiono o tych sprawach podczas spotkania, w tym także - co podkreślił, zabierając głos, prezydent Andrzej Wituski - o potrzebie ustanowienia prezydenckiej służby porządkowej, odpowiednio umundurowanej i władnej nakładać.mandaty za wszelkie niechlujstwo. Trzeba jednak przy okazji zaznaczyć, że liczba pracowników usuwających śmieci z posesji skurczyła się w Poznaniu ze 180 do 104, oraz że np. Warszawa ma 130 ulicznych zamiatarek, a Poznań zaledwie 5. Piąte z kolei spotkanie, w dniu 20 marca 1986 f., poświęcone zostało przedyskutowaniu kwestii: w jakich administracyjnych granicach ma się nasze miasto rozwijać w przyszłości? Czy w obecnych, czy w poszerzonych o nowe tereny? Wśród urbanistów i ekonomistów nie ma bowiem co do tego zgodnie. Jedni hołdują teorii utrzymywania miast w ograniczonej liczebnie ludności i areale powierzchni, a nadto utrzymują że obecnie Poznań znajduje się właśnie w warunkach zbliżonych do stanu optymalnego. Inni są zdania, iż sztuczne hamowanie tendencji rozwojowych i rozprzestrzeniania się Poznania nie tylko nie daje dodatnich dla jego przyszłości rezultatów, lecz przeciwnie prowadzi do duszenia się i zastoju organizmu miejskiego, który - chcąc nie chcąc - i tak pozostanie dla regionu metropolią; przyciąga ona do siebie okoliczną ludność, ciążącą do poznańskich zakładów pracy, do szkół i uczelni, a także - zgodnie z wiekową tradycją - zaopatrującą się w sklepach dużego miasta, stanowiącego nadal w przeświadczeniu ludności regionu stolicę nie tylko województwa, lecz całej Wielkopolski. Tym, którzy na naszym spotkaniu w "Empiku" mówih: "Nie chcemy miasta-molocha", adwersarze, a także wiceprezydent Bogdan Zastawny, odpowiadali argumentami, opartymi na danych liczbowych. Stwierdzali m. in., że w obecnych granicach miasta można jeszcze wybudować najwy Zgłoszenia do dyskusji podczas spotkania z cyklu "Porozmawiajmy o Poznaniu" (16 XII 1986 r.)żej 20 tys. mieszkań, i to kosztem niezbędnych przeClez w nowoczesnej aglomeracji rozwiązań przestrzennych, a więc doprowadzając do ciasnoty urbanistycznej, utrudniającej nie tylko ruch zmotoryzowanych pojazdów, lecz w ogóle warunki bytowe mieszkańców. Domagają się oni słusznie, by na nowych osiedlach powstawały zieleńce, tereny sportowe i place zabaw dla dzieci, a także, żeby wskutek ciasnej zabudowy sąsiad sąsiadowi nie był zmuszony zaglądać w okna. Przewidywane w pracowniach planistycznych powiększenie powierzchni Poznania o ok. 10 tys. ha, przede wszystkim w paśmie północnym (do Moraska, gdzie powstaje nowe centrum akademickie i po drugiej stronie Warty aż za Owińska), pozwoli na niezbędny już obecnie i naturalny rozwój miasta oraz na spółdzielcze budownictwo mieszkaniowe, któremu zaczyna brakować terenów. Chodzi o przYszłość miasta - tak zatytułowaliśmy jeden z artykułów w "Głosie", komentujących przebieg dyskusji o przyszłych granicach Poznania w kontekście jego historii świadczącej, że dopiero wyjście poza mury obronne i fortyfikacje stworzyło warunki sprzyjające rozwojowi stolicy Wielkopolski. Dzisiaj już nikt nie podda w wątpliwość słuszności pooeynań władz municypalnych z przełomu XIX i XX w. Czym byłby dzisiaj Poznań, gdyby wówczas nie podjęto słusznych i śmiałych decyzji? Miasteczkiem o nieomal średniowiecznej strukturze, przytłumianym przez Zdzisław Kandziorapowstające wokół i rządzące się każde swoimi interesami osady? Gdy się w rozważaniach uwzględni historię rozwoju miast, a także przyczyny zastoju, czy nawet podupadania niektórych spośród nich, trudno nie uznać za słuszną argumentację uzasadniającą konieczność powiększania, w miarę niezbędnych potrzeb rozwojowych, obszaru Poznania. Na szóstym, kwietniowym spotkaniu w Empiku" (24 IV) zajmowaliśmy się sprawami zieleni, który to temat podnoszony był zresztą na chyba wszystkich poprzednich dyskusjach z cyklu "Porozmawiajmy o Poznaniu". Szczególnie zaś, gdy była mowa o estetyce i planowaniu przestrzennym. Ogół mieszkańców Poznania ceni przyrodę i z łezką w oku wspomina minione lata, 'kiedy Poznań chlubił się mianem miasta zieleni. Wiele się niestety od tego czasu zmieniło na gorsze, chociaż wojenne wyburzenia zdawały się sprzyjać rozrostowi w mieście terenów zielonych. I w zasadzie nie ubyło ich, tyle tylko, że z wielu ulic, mogących się niegdyś nazywać alejami, poznikały stare drzewa, padając przeważnie ofiarą unowocześniania i poszerzania arterii komunikacyjnych. Wiele drzew umarło także w wyniku obłędnej, wymyślonej niegdyś metody zwalczania śniegu solą. Tego niegdysiejszym władzom miasta do dzisiaj nie mogą wybaczyć nietylko działacze Ligi Ochrony Przyrody. Przypominano te nieszczęsne dla przyrody okresy także podczas kwietniowego spotkania, a to w tym celu, by przestrzec przed podejmowaniem pochopnych decyzji w imię niby oszczędności, a prawdę mówiąc - wskutek niedowładu organizacyjnego i lenistwa. Łatwiej bowiem było rozprawiać się ze śniegiem na jezdniach i chodnikach solą, niż go po prostu usu, wac. Podczas dyskusji w "Empiku" zwracano też uwagę na potrzebę przywracania młodzieżowych i zakładowych patronatów nad parkami i tereniami zielonymi. Szczególnie szkoły podstawowe zapisały w tym zakresie na swym koncie prawdziwe osiągnięcia i należy żałować, że tylko w niewielu z nich kontynuuje się opiekę nad najbliższymi parkami. Piętnowano też dewastację zieleni i urządzeń parkowych przez chuliganów. Postulowano, by zamiast przenośnych i stale rozbijanych ławek budować takowe z betonu, by przywrócić parkom stróżów i karać bezmyślne dewastowanie lamp parkowych, wytyczać alejki parkowe tam, gdzie zostały wydeptane przez ludzi ścieżki (zwane złośliwie "oślimi ścieżkami"), obsadzać żywopłotami narożniki trawników, co najskuteczniej chroni przed ich zadeptywaniem po każdym wysianiu trawy. W dyskusji uczestniczyli, wysłuchując uwag, przedstawiciele kierownictwa Poznańskiego Przedsiębiorstwa Zielem, działacze Ligi Ochrony Przyrody, reprezentanci władz miejskich i dzielnicowych. W wygłoszonym przed rozpoczęciem dyskusji, w której zabierało głos 15 osób, słowie wstępnym mgr inż. Józef Paszlkowiiak podał m. in., że jedno drzewo pro duteuje tlen niezbędny dla zdrowia dwojga ludzi. Zatem chroniąc przyrodę i szanując zieleń - dbamy tylko o siebie! I chociaż zieleni mamy w Poznaniu w przeliczeniu na jednego mieszkańca więcej aniżeli nakazują normatywy, nie jest ona proporcjonalnie rozmieszczona w tych właśnie rejonach miasta, które są najgęściej zaludnione. Wniosek wynika stąd jeden: trzeba w dzielnicach mieszkaniowych i osiedlach sadzić drzewa oraz krzewy i chronić już istniejące przed wandalami. Trzeba też pamiętać o zieleni przy projektowaniu urbanistycznym, nie zgadzając się na zabudowywanie skwerów powstałych na parcelach po wyburzonych domach. Zbliżający się termin Międzynarodowych Targów Poznańskich sprawił, że majowe spotkanie (15 V) zostało im właśnie poświęcone. Wprowadzenie do dyskusji wygłosił dyrektor Międzynarodowych Targów Poznańskich dr Andrzej Byrt, a głównymi tematami rozmów były przygotowanie miasta do tego największego w kraju wydarzenia handlowego o zasięgu światowym oraz pozytywy i negatywy odczuwane z tej racji przez miasto i jego mieszkańców. N a łamach "Głosu" daliśmy temu wyraz w publikacjach, m. in. pod tytułami: Poznańskie przygotowania do czerwcowej imprezy, Targi nadają miastu rangą czy Uciążliwości, ale i profity. Ich treść była odbiciem wypowiedzi uczestników spokania w "Empiku" . Chcemy, by zawsze, nie tylko z okazji napływu ggści targowych, było na naszych ulicach schludnie, a w lokalach gastronomicznych i w sklepach - uprzejmie i przyjemnie. To oczywiste. Niemniej jednak, przyjazd gości pobudza do 'krytycznego spojrzenia na wszystko, co nas otacza i do starań o zlikwidowanie niedociągnięć. Nic zatem dziwnego, że uczestnicy spotkania w "Empiku" skorzystali z okazji, by przed reprezentantami władz miejskich, a także przedstawicielami Miejskiej Komisji Porządku, Czystości i Estetyki wyliczyć zaobserwowane usterki, braki, przykłady zaniedbań. Sekretarz Komisji Mieczysław Traf ankowski zanotował prze'kazane spostrzeżenia i poinformował, iż od stycznia do końca kwietnia 1986 r. przeprowadzono w mieście 3077 kontroli ulicznych, wydano 1038 wezwań i nakazów, złożono 27 wniosków o ukaranie do Kolegium do Spraw Wykroczeń i doraźnie ukarano mandatami 962 osoby na łączną kwotę 573 tys. zł, niezależnie od pouczenia 622 osób i wystosowania 1301 służbowych uwag do kierownictw przedsiębiorstw. Zapowiedziano nasilenie akcji kontrolnych jeszcze w okresie przedtargowym, by podczas Targów poznaniacy nie musieli się wstydzić za swoje miasto. Bez wątpienia w tym okresie odczuwają oni pewne uciążliwości powodowane przez zwiejkszony ruch na jezdniach i chodnikach; zatłoczone są bardziej niż zwykle autobusy i tramwaje a także kawiarnie, restauracje, sklepy, parkingi; są trudności z ulokowaniem kogokolwiek w hote Zdzisław Kandzioralach. Miasto "pęka w szwach", ale mimo tego 8 6 % przybywających zza granicy handlowców na ankietowych kwestionariuszach wypowiedziało się pochlebnie o Poznaniu i warunkach, w jakich tu bytowali. Międzynarodowe Targi Poznańskie dodają miastu splendoru i trochę światowej atmosfery; dzięki targom o Poznaniu jest głośno w kraju i zagranicą. Żeby tylko nasze władze centralne - to bardzo mocno podkreślano podczas dyskusji w "Empiku" - chciały brać pod uwagę specyficzną sytuację, w jakiej podczas handlowych imprez znajduje się miasto. A więc przede wszystkim, by świadczyły na jego wynikające stąd potrzeby, zwiększały odpowiednio pulę przy rozdziale towarów (w tym spożywczych) i finansów na inwestycje komunalne. Nie sposób bowiem w nieskończoność liczyć na "poznańską gospodarność" i powtarzać stale: "oni sobie sami jakoś tam poradzą". Pisząc o tym na łamach" Głosu", nie bez racji chyba stwierdzaliśmy, że są granice, których solidnością i samą tylko zapobiegliwością, inicjatywą i pracowitością nie da się przekroczyć. Doszło zaś do tego, że nawet najniezbędniejsze potrzeby inwestycyjne i remontowe na targowych terenach nie są w należytym stopniu dostrzegane przez tzw. czynniki odgórne. Stan zaś (w tym także sanitarny i bezpieczeństwa pracy) niektórych hal i pawilonów jest wręcz dramatyczny! Z drugiej strony zaś chciałoby się, żeby Międzynarodowe Targi Poznańskie w większym niż dotąd stopniu partycypowały w najniezbędniejszych miejskich inwestycjach; chociaż stwierdzić należy przy okazji, iż dołożyły się ostatnio finansowo do budowy szybkiego tramwaju, czego nie można powiedzieć o niektórych, nawet tych dużych przedsiębiorstwach. Osme spotkanie zorganizowaliśmy (1(9 IV 1986 r.) z udziałem władz wojewódzkich Ligi Kobiet Polskich, bo na temat dyskusji wybraliśmy stan usług w Poznaniu, pod kątem zaspokajania potrzeb pań w tym zakresie. Wśród przybyłych do "Empiku" nie brakowało także mężczyzn - dyrektorów i prezesów przedsiębiorstw specjalizujących się w świadczeniu tych usług, a także czytelników, interesujących się sprawami pań. Dość powiedzieć, że na 19 osób, które tego wieczoru zabrały głos, 8 stanowili męż, . czyzn1. Kobiety-klientki bez ogródek wypowiadały swe opinie i krytyczne uwagi o trudnościach, jakie muszą przezwyciężać, gdy trzeba dać do naprawy telewizor lub (z tym jeszcze trudniej) jakiś uszkodzony mebel. Mówiły o niewygodnych godzinach przyjęć w niektórych warsztatach, działających wtedy, gdy większość klientek pracuje zawodowo, o niemożności dodzwonienia się do punktów usługowych z powodu odkładanych słuchawek, o likwidowaniu potrzebnych placówek (nip. szklarskich, czyszczęnia okien, gabinetów dentystycznych), krytykowały arogancki stosunek fryzjerek do klientek w niektórych zakładach. Na ten - jak to w "Głosie Wielkopolskim" nazwaliśmy - "worek pełen usługowych grzechów" odpowiadali dyrektorzy i prezesi, przedstawiając własne trudności, wynikające z braku chętnych do pracy w usługach. Potrzeba Poznaniowi nowego, nowocześnie wyposażonego w urządzenia , zakładu pralniczego. A ponadto prezes spółdzielni "S wit" zadał zebranym retoryczne pytanie: "kto dzisiaj chce zostać praczką?!", na które oczywiście nie było odpowiedzi. Podobnie niełatwo znaleźć chętnych do napraw radiowo-telewizyjno-pralkowych, gdyż muszą je wykonywać fachowcy o szczególnie wysokich kwalifikacjach, którym korzystniej się kalkuluje praca w fabrykach, niż przy naprawach. Co ponadto począć, jeśli przez długie często miesiące nieosiągalne są części, niezbędne do usunięcia awarii w telewizorze lub w pralce automatycznej? Nie ma też kandydatów na szewców, zdunów, podczas gdy do innych zawodów, np. do fryzjerstwa, młodzież się ciśnie, mając na względzie charakter pracy, wysokie zarobki, a nawet okresową modę. Ogólnie rzecz biorąc, usługi nie cieszą się opinią, która zachęcałaby do uczenia się tego typu rzemiosł i tu tkwi główna przyczyna niedomagań. Mówiono też o deprawowaniu młodzieży rzemieślniczej przez klientów, "nadskakujących" hydraulikowi, elektrykowi czy fryzjerce, by uzyskać szybszą i sumienniej wykonaną usługę. Pełne zachwytów wpisy w książkach uwag uniemożliwiają wyciągnięcie konsekwencji wobec zakładu fryzjerskiego, na który do zarządu spółdzielni wpłynęła skarga. Po dwumiesięcznej przerwie letniej, spotkania w "Empiku" wznowione zostały w dniu 23 września 1986 r. z pewną nowością tematyczną. Postanowiliśmy mianowicie włączyć do programu rozmów o Poznaniu problematykę wiedzy o historii miasta i innowacja ta została - co wynika z frekwencji - zaakceptowana. I tak dziewiąte z kolei spotkanie odbyło się pod hasłem: "Porozmawiajmy o Poznaniu z najdawniejszych lat". Do wygłoszenia prelekcji wprowadzającej do dyskusji i do udziału w niej zaprosiliśmy uczonych, specjalizujących się w badaniach nad przeszłością Poznania. Słowo wstępne wygłosiła dr Hanna Kóćka-Krenzowa z Instytutu Prehistorii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, przedstawiając stan wiedzy o początkach zasiedlania terenów zajmowanych obecnie przez Poznań. Pierwsze z odkrytych śladów człowieka dowodzą o jego pobycie tutaj przed 12 tys. lat, a ze środkowej epoki kamienia, czyli z około 6000 r. p.nne., pochodzą krzemienne grodki wykopane w rejonie dzisiejszej Wildy, Głównej i Naramowic. W 3000 r.p.n.e. na Dębcu hodowano bydło Zdzisław Kandziora i świnie, karmione (wnioskując z muszli) małżami, czego dowodem są wykopaliska. Z późniejszych nieco okresów pochodzą ślady osadnictwa (narzędzia, ozdoby i inne przedmioty) w okolicach Starołęki, Golęcina, *Komandorii, Krzyżownik, Rataj, Szeląga, Wzgórza Sw. Wojciecha, Garbar, Głównej, Łazarza, Zawad. Na Sołaczu odkryto piece do wytapiania żelaza. Jest też pewne, że krótko przed naiszą erą istniało już co najmniej 12 osad w granicach dzisiejszego Poznania. Na Górnej Wildzie, Łącznym Młynie, w śródmieściu odkryto np. 9 skarbów (monety) z tego okresu, a także liczne cmentarzyska. To stosunkowo gęste osadnictwo pozwala twierdzić, iż Poznań od wieków był predystynowany do roli stolicy, historycznego już, państwa. Z dyskusji podczas spotkania w "Empiku" , w tym z udzielanych na pytania wyjaśnień przez licznych na sali przedstawicieli nauki, oraz z lektury prac źródłowych wynika zresztą, że owych stolic, w których okresowo przebywali książęta, mogło być kilka, w tym: Kruszwica, Gniezno, no i oczywiście Poznań, zapisany w dziejach jako pierwsza oficjalna stolica państwa Mieszka I. Padły też pytania dotyczące pochodzenia nazw "Poznań" i "Gniezno". Można domniemywać na podstawie przeprowadzanych badań (m. in. przez profesorów Uniwersytetu Poznańskiego Witolda Hensla i ks. Stanisława Kozierowskiego), że nazwę "Poznań" wywiedziono w pierwszym przypadku jako formę dzierżawczą od imienia "Poznan" , a więc od kogoś znacznego, zamieszkującego tutaj, zmiękczając końcowe "n", które to zmiękczenie oznaczało czyjąś własność. Dla wielu osób zapełniających salę klubową stwierdzenia poznańskich historyków stanowiły prawdziwą rewelację. Zapowiedź, że historyczne tematy będą przeplatane na spotkaniach ze sprawami aktualnymi Poznania przyjęta została przez zebranych z uznaniem. Wobec tak życzliwego przyjęcia tematyki historycznej, z pomocą dr Magdaleny Warkoczewskiej - kustosza Muzeum Historii Miasta Poznania, opracowany został program cyklu dyskusji o takiej problematyce, a dzieje Poznania - podzielono na kolejne okresy: średniowiecza, renesansu, XVII i XVIII w., zaboru pruskiego, dwudziestolecia międzywojennego, okupacji hitlerowskiej, Polski Ludowej. Jako dodatkowe tematy postanowiliśmy oddzielnie potraktować Powstanie Wielkopolskie 1918/1919 oraz wyzwolenie miasta w 1945 r. Tymczasem zaś kolejne, dziesiąte z rzędu spotkanie w dniu 20 października 1986 r. poświęcone zostało sprawom handlu, czyli mówiliśmy "O Poznaniu z drugiej strony lady". Wprowadzenie do dyskusji wygłosił kierownik Wydziału Handlu i Usług Urzędu Miejskiego Zbigniew Szmigielski, informując m. in., że w mieście jest obecnie 3700 punktów sprzedaży detalicznej. Nie zaspokaja to potrzeb i nadal, szczególnie na nowychosiedlach i w peryferyjnych dzielnicach, istnieją uzasadnione powody do narzekań. Doraźnej poprawy sytuacji trzeba dokonać poprzez polepszenie organizacji zaopatrywania sklepów. Należy jednak, mimo uzasadnionej krytyki, brać też pod uwagę fakt, że obsługa w sklepach poznańskich to prawie wyłącznie kobiety, które pod koniec dnia pracy mają mięśnie rąk obolałe od zdejmowania z półek towaru, nierzadko o znacznej wadze. Od dyrekcji przedsiębiorstw handlowych należy zatem domagać się wprowadzenia ułatwień w pracy ekspedientek, także poprzez odpowiednie umeblowanie sklepów, prawidłowe rozmieszczenie stoisk i kas, wprowadzanie - gdzie to możliwe - wózków do wewnętrznego transportu towarów itp. Kobiety-klienitki najwięcej ze swej strony narzekały wobec władz handlowych i przybyłych na to spotkanie dyrektorów przedsiębiorstw na częste' przypadki zamykania sklepów pod byle pretekstem, na nieczynne stoiska, na nieuprzejmość personelu, przeznaczanie placówek o dużej powierzchni dla najmniej potrzebnych przy codziennych zakupach branż, dostawę towaru podczas godzin sprzedaży, co powoduje dodatkowe, często aż do końca dnia, zamykanie sklepowych drzwi dla klientów. W "samach" z kolei ogranicza się liczbę koszyków i czynnych kas, co powoduje powstawanie kolejek i tracenie czasu na dokonywanie zakupów. Stało się już zwyczajem wcześniejsze sprzątanie sklepów i szczególnie aroganckie traktowanie klientów, domagających się wtedy obsługi. Kiedy wreszcie również w handlu zacznie działać reforma gospodarcza, która powinna zmusić jego pracowników do zabiegania o klientów? Przedstawiciele handlu, wśród których nie brakło też pracowników sklepowych, mówili z kolei o ciągłym krytykowaniu handlu z byle powodu, o braku dostatecznej liczby pracowników. Głos z sali: "Nie trzeba ciągle wychodzić podczas pracy w swoich sprawach i siedzieć przy kawie na zapleczu!" Handlowcy starszej generacji stwierdzali też, że młodzież trafiająca do handlu nie bywa należycie szkolona, a często nawet jest demoralizowana przez "doświadczonych" kolegów i przez nadskakujących klientów. Brak też kwalifikacji branżowych nawet u absolwentów średnich szkół handlowych. Konieczne musi być większe uzależnienie zarobków od zaangażowania w należytą obsługę i w pracę, co decyduje w zachodniej Europie o utrzymaniu się nie tylko personelu, ale w ogóle sklepu i jego właściciela na powierzchni życia. W dyskusji i w jej podsumowaniu przeważała opinia, że poprawa sytuacji klientów zależy przede wszystkim od dyrekcji przedsiębiorstw handlowych, od lepszego organizowania przez nie pracy poszczególnych placówek i systematycznego ich nadzorowania. Takie też wnioski zostały wysunięte pod adresem władz miasta. Jedenaste spotkanie w "Empiku" (27 XI 1986 r.) poprzedziła prelek Zdzisław Kandzioracja prof. dra hab. Witolda Maisla - wybitnego znawcy historii prawa. Zebrani z zainteresowaniem wysłuchali relacji o wynikach jego badań naukowych, nierzadko stanowiących prawdziwe sensacje. Pytano o dawne obyczaje, o etapy rozwoju Poznania i okolicznych wsi, które z czasem stały się dzielnicami miasta, w tym także o pochodzenie ich nazw, o prawo i sposoby zwalczania przestępstw i wykroczeń. Za kradzież, gwałt, rozbój, a także za zdradę małżeńską Temida ferowała wtedy karę śmierci, poprzedzaną - dla większej skuteczności - wymyślnymi torturami. Duże zaciekawienie obecnych wzbudzały wyjaśnienia, dotyczące ówczesnego zasięgu miasta. Ograniczało się ono do terenu objętego murami obronnymi, biegnącymi w pobliżu Starego Rynku. Na podgrodziu natomiast powstawały osiedla, które czasem stawały się oddzielnymi administracyjnie miasteczkami. Takimi były np.: Sródka (z własnym ratuszem), Ostrów Tumski (stanowiący biskupie miasto), Miasteczko nad Wartą, a Chwalisz ewo (oczywiście także z własnym ratuszem i z dwoma kościołami św. Barbary oraz św. Wawrzyńca) w ogóle odcinało się od Poznania, którego mieszkańcy czuli się na Chwalisz ewie niezbyt bezpiecznie i byli traktowani jako obcy. Antagonizm ten przetrwał wieki i jeszcze przed II wojną światową chwaliszewska społeczność nie cieszyła się w Poznaniu dobrą opinią. Każda nieomal ze staromiejskich uliczek zasługiwałaby na oddzielne badania i opracowania, w tym szczególnie pi. Kolegiacki, gdzie stał niegdyś kościół parafialny Sw. Marii Magdaleny ze szkołą parafialną. Archeolodzy chętnie by tam zajrzeli pod ziemię, słusznie uważają bowiem, że musiały się w niej zachować pozostałości po tych starych budowlach i inne relikty przeszłości. To samo dotyczy np. zbiegu ul. Dominikańskiej i Garbar, gdzie już zaczęto kopać swego czasu, loikalizując tam kościół Sw. Gotarda, po którym - podobnie jak po kościele parafialnym, czy po kościółku Sw. Stanisława (tam, gdzie dzisiejsza fara) - ślad zaginął. Pozostała tylko nazwa ul. Swiętosławskiej (skrót. od Swiętostanisławskiej). Grudniowe spotkanie (16 XII 1986 r.) należało do mniej licznych aniżeli wszystkie poprzednie, chociaż i na nie do "Empiku" przybyło kilkadziesiąt osób. Przyczyn słabszej frekwencji dopatrywać się można w zbliżających się świętach i w szczególnie brzydkiej tego dnia pogodzie, a może i zaproponowany temat nie wzbudził dostatecznego zainteresowania? Rozmawialiśmy bowiem tego wieczoru o Poznaniu z dziennikarzami "Głosu", zapowiedzieliśmy także obecność redaktorów telewizyjnego "Teleskopu" . Nie precyzując bliżej zakresu rozmowy (i może to był błąd?), chcieliśmy usłyszeć od poznaniaków ich opinię o pracy dziennikarzy, o tym, co należałoby w większym stopniu uwzględniać pisząc 0- sprawach miasta. Uczestniczący w spotkaniu dziennikarze częściowo dowiedzieli się, czego* oczekiwaliby czytelnicy, chociaż zaskakujących sugestii nie było. Dyskutanci skupili się natomiast na zgłaszaniu wielu krytycznych uwag, dotyczących życia w Poznaniu. A więc mówili o złej pracy handlu, komunikacji, o nieporządkach, remontach ulic, torów tramwajowych i starych mieszikań, o niedostatkach w zaopatrzeniu ("czemu w innych miastach można kupić czekoladowe cukierki i jest lepszy wybór mięsa, aniżeli w Poznaniu?"). Może takie ukierunkowanie uwag i zapytań zostało spowodowane udziałem w spotkaniu pYezydenta Poznania Andrzeja Wituskiego? On też udzielał odpowiedzi i wyjaśnień w kwestiach gospodarki komunalnej i trapiących mieszkańców uciążliwości. Niestety, większość pytań dotyczyła epizodów, chociaż były też poruszane takie problemy, jak niszczenie mieszkań przez osobników z marginesu społecznego, którzy - zdaniem dyskutantów - powinni być osiedlani w istniejących jeszcze lub specjalnie pobudowanych na ten cel barakach o niskim standardzie wyposażenia; zaś pełnowartościowe mieszkania, po doprowadzeniu ich do porządku na koszt wandali, należałoby przyznawać rodzinom żyjącym w najgorszych warunkach lokalowych. W sprawach, dotyczących redagowania "Głosu" wyjaśnień udzielali sekretarz redakcji Andrzej Piechocki oraz kierownicy działów redakcyjnych. * * * Reasumując, nie sposób pominąć pewnych mankamentów, jakie uświadamiali sobie organizatorzy spotkań, a więc redakcja "Głosu Wielkopolskiego" i dyrekcja " Empiku" . Przede wszystkim zdajemy sobie sprawę z tego, że mimo ścisłego skonkretyzowania tematu, zawsze wśród zabierających głos osób znajdą się tacy, którzy mówić będą o naj żywotniej ich interesujących spostrzeżeniach. Można zrozumieć, że jedna, czy druga osoba po prostu korzysta z okazji, by wypowiedzieć się publicznie i w ten sposób uczulić na swoją sprawę dziennikarza, a także obecnych na spotkaniach przedstawicieli władz i różnych instytucji. Faktem jest jednak, że "wtręty nie na temat" utrudniały skupienie się uczestników na głównym problemie, który chcieliby omówić na spotkaniu. Nie było zaś przyjemne przerywanie wypowiedzi. W tej sytuacji organizatorzy postanowili na przyszłość wprowadzić swego rodzaju "wolne głgsy" w ostatniej części spotkań. Kolejny mankament. Nie wydaje się, że zapraszani na spotkania przedstawiciele władz, chociaż obiecywali "zajęcie się" sprawą, skrupulat Zdzisław Kandzioranie realizowali swe oibietnice. Np. powtairzające się na każdym ze spotkań narzekania na przedłużanie czasu postojów autobusów i traimwajów na końcowych przystankach świadczy, że ze strony dyrekcji Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego brakuje (kontroli nad wydanymi poleceniami, o których mówiono podczas dyskusji o komunikacji miejskiej. To samo odnosi się do wciąż budzącej zastrzeżenia organizacji pracy w handlu itip. Zdarzył się też przypadek, że wyznaczony do udziału w spotkaniu przez pewne przedsiębiorstwo przedstawiciel dyrekcji opuścił spotkanie przed jego zakończeniem, nie wysłuchawszy do koflea krytycznych uwag pod adresem swej firmy i nie udzieliwszy zebranym wyjaśnień. Organizatorom nie powiodła się także próba współpracy z magazynem telewizyjnym "Teleskop". Owszem, "Teleskop" zajął się imprezą w dwóch czy trzech programach. I trzeba było emblemat" Teleskopu" usunąć z winiety propagującej cykl wieczorów "Porozmawiajmy o Poznaniu". Na dobro natomiast tej akcji zapisujemy podstawowe osiągnięcie: udział w spotkaniach licznego audytorium. Co zaś szczególnie nas satysfakcjonuje, to fakt, że uczestniczyli w spotkaniach oraz udzielali odpowiedzi i wyjaśnień prezydent Poznania Andrzej Wituski i wiceprezydenci: Zbigniew Rabel, Mirosław Kopiński i Bogdan Zastawny.